W nocy z 24 na 25 października znów cofniemy zegarki z godziny 3:00 na 2:00. Choć Unia Europejska już osiem lat temu zapowiedziała koniec zmiany czasu, Polacy nadal muszą przestawiać zegarki dwa razy w roku. Dlaczego?
Polska nadal zmienia czas. I szybko się to nie skończy
W niedzielę pośpimy godzinę dłużej, ale wieczorem szybciej zrobi się ciemno. Zmianę odczują szczególnie osoby pracujące na nocne zmiany, dzieci i ludzie mający problemy ze snem.
Polskie przepisy określają zmiany czasu do końca 2026 roku, ale przygotowano już kolejne, na lata 2027–2031.
Oznacza to, że na razie nic nie wskazuje na szybki koniec przestawiania zegarków.
84 procent chciało końca zmiany czasu. Co zrobiła Unia?
W 2018 roku Komisja Europejska zapytała obywateli, czy chcą zlikwidować zmianę czasu.
Aż 84 procent uczestników konsultacji odpowiedziało: TAK!
W 2019 roku Parlament Europejski również poparł likwidację zmiany czasu. Planowano zakończyć ją w 2021 roku.
Dlaczego się nie udało?
Państwa Unii nie mogą się porozumieć, czy na stałe zostawić czas letni, czy zimowy. Obawiają się też problemów, gdy sąsiednie kraje wybiorą różne rozwiązania.
Czy zmiana czasu ma jeszcze sens?
Kiedyś przestawianie zegarków miało oszczędzać energię elektryczną. Dzisiaj badania pokazują, że oszczędności są niewielkie.
Co więcej, zmiana czasu może zaburzać sen, pogarszać koncentrację i wpływać na zdrowie. Szczególnie dotyczy to wiosennego przestawiania zegarków, kiedy tracimy godzinę snu.
Osiem lat rozmów i żadnej decyzji
Unia Europejska potrafi uchwalać skomplikowane przepisy dotyczące gospodarki, energetyki i technologii, ale od ośmiu lat nie potrafi zakończyć przestawiania zegarków.
Komisja Europejska przygotowała propozycję. Parlament ją poparł. Miliony obywateli wyraziły swoje zdanie.
A rządy państw członkowskich nadal nie osiągnęły porozumienia.
W niedzielę Polacy znów przestawią zegarki. A politycy nadal będą debatować.
Bo Europa od ośmiu lat próbuje zdecydować, jak zaoszczędzić nam jedną godzinę. I sama straciła na tym całe lata.











