Umieć przegrywać

11 lip 2025

Twarzą Koalicji Obywatelskiej jest teraz Roman Giertych, założyciel „Młodzieży Wszechpolskiej” i były lider Ligi Polskich Rodzin. On też pełni rolę Katona, który oskarża każdego, kto podpadnie Tuskowi i jego partii. Związek między premierem a Giertychem wzmacnia fakt, że były działacz skrajnej prawicy jest adwokatem rodziny Tusków. A od niedawna – członkiem Platformy Obywatelskiej.

Wiarygodności nowemu Katonowi ujmuje sprawa Polnordu, firmy, z której wyprowadzono ponad 70 milionów złotych. Wprawdzie prokuratura umorzyła śledztwo przeciw Giertychowi, ale uzasadnienie tego postanowienia dyskretnie utajniła. Po jego ujawnieniu okazało się, że zawinił kierowca i ochroniarz Giertycha, a sam adwokat jest niewinny, bo on tylko całą operację wyprowadzenia funduszy obsługiwał prawnie – za co przytulił, bagatela, 5 milionów złotych.

Przypomina to tekst jednego z czołowych polityków PO, który tłumaczył koledze, na którym ciążyły zarzuty, że „póki rządzimy, nic nam sądy nie zrobią”. Powstała w ten sposób nowa zasada prawna: „Czyja władza, tego prokuratura”.

Obecnie zadaniem uniewinnionego Romana jest podważanie, a najlepiej obalenie wyników wyborów prezydenckich. Pewna ilość nieprawidłowości to – przy tak dużej skali operacji – norma. Protesty wyborcze były, są i będą. Jednak ich obecna skala nie uzasadnia przypuszczenia, że wybory zostały sfałszowane.

Stąd wysnuta przez Giertycha teza, że mieliśmy do czynienia ze spiskiem nazioli. Ale to są brednie, a mówiąc grzecznie – niczym nieudokumentowane insynuacje. Pobieżne przejrzenie protestów wykazuje, że pomyłki zdarzały się tak na korzyść Nawrockiego, jak i Trzaskowskiego.

Pomysł, że głosy policzą prokuratorzy, to wręczenie olbrzymiej władzy w ręce władzy wykonawczej i odebranie jej władzy sądowniczej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że prokuratorzy wyznaczeni do liczenia przez Bodnara mogą liczyć tak długo, aż wyjdzie, że wygrał Trzaskowski.

Różnica między kandydatami była tak mała, a napięcie między stronami konfliktu tak wielkie, że gdyby wybory wygrał Trzaskowski, PiS urządzałby pewnie nie mniejsze rozróby. Ale jako partia opozycyjna nie miałby siły, żeby postawić na swoim. Tusk ma – i to on wraz z Hołownią podejmie decyzję, czy ostatecznie zburzyć porządek konstytucyjny i zaufanie do państwa, czy nie. Trzymam kciuki, żeby wybrał „przyzwoicie”.

Pomysł niepublikowania postanowienia Sądu Najwyższego stwierdzającego ważność wyborów już upadł. Giertych proponuje jednak, żeby złożyć wniosek o przerwanie Zgromadzenia Narodowego zanim dojdzie do zaprzysiężenia nowego prezydenta.

Zrywanie sejmów ma swoją niechlubną tradycję, a w obecnej konstelacji politycznej może się okazać, że nie znajdzie się większość, która za takim wnioskiem zagłosuje, czyniąc Szymona Hołownię interrexem.

Dziwnie się czuję, broniąc prawomocności wyboru kogoś takiego jak Karol Nawrocki. Gość, którego oskarżono o prawie wszystko poza gwałceniem wiewiórek, który w dodatku jest skrajnie prawicowym nacjonalistą. Ale stając po stronie takiego indywiduum, staję po stronie zasad gry, na które się umówiliśmy.

Wynik wyborów kontroluje władza sądownicza, a nie wykonawcza (prokuratorzy) – nawet jeśli trudno być skutecznym, nie łamiąc prawa, jak narzeka Donald Tusk. Bo słusznie ten sam Tusk zauważył, że w sytuacji niepewności najlepiej zachować się przyzwoicie.

Trzeba umieć przegrywać. O tym, że ludzie tę umiejętność cenią, świadczy ostatnie tąpnięcie w sondażach partii rządzącej. Kiedy premier zapowiedział – po ogłoszeniu wyniku wyborów prezydenckich – „wzięcie się do roboty”, ludzie nie wiedzieli jeszcze, że ta robota sprowadzi się do walki z opozycją. A w sondażach odpowiednio tę aktywność ocenili.

Bo przy rekordowym deficycie budżetowym w ochronie zdrowia zieje 20-miliardowa dziura, a mieszkań komunalnych wciąż nikt nie buduje. Jest oczywiście sposób, by i tak nie przegrać następnych wyborów parlamentarnych: pozamykać lub pozbawić biernego prawa wyborczego wszystkich kontrkandydatów.

To oczywiście żart, ale pytanie, gdzie jest granica poszukiwania skuteczności kosztem łamania prawa, pozostaje otwarte.


Źródło: Facebook – Piotr Ikonowicz

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie wszedł w codzienne życie mieszkańców głębiej niż kolejne rządowe komunikaty i zagraniczne sankcje. Brak paliwa oznacza dziś problemy z dojazdem do pracy, dostawami żywności, odbiorem śmieci, funkcjonowaniem szpitali i obsługą turystów. Do tego dochodzą...

Witajcie wśród krezusów

Witajcie wśród krezusów

Wielu Polaków dowiaduje się z końcem kwietnia, że stali się bogaci (albo prawie). A przynajmniej stali się na tyle bogaci, że przekroczyli magiczną linię progu podatkowego. Linia ta została nakreślona twardą ręką premiera Morawieckiego w roku 2022. Skumulowana...

Bomby i pokój

Bomby i pokój

Im bardziej Amerykanie przegrywali politycznie, tym więcej zrzucali bomb. Kolejne wietnamskie piekło zaczęło się od pokojowym rokowań. Konferencja genewska w 1954 podzieliła „tymczasowo” Wietnam wzdłuż 17 równoleżnika na północną Demokratyczną Republikę Wietnamu,...

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...