3 października 2022

loader

Z pamiętnika działacza kultury

wikicommons

Jak zdobywano pieniądze na kulturę w czasach PRL-u.

W czasie ciekawej imprezy zorganizowanej przez Sokołowski Ośrodek Kultury pod hasłem „Tu pozostać muszę” zadano mi pytanie o finansowanie wydatków na kulturę w czasach mojej aktywności zawodowej. W pytaniu wyczuwało się tęsknotę za przywróceniem mecenatu Państwa nad twórczością i upowszechnianiem kultury. Chociaż jestem na zasłużonej emeryturze (42 lata pracy) od kierownika młodzieżowego klubu „Amigo” w Sokołowie przez twórcę i dyrektora unikalnej w skali kraju w pełni zintegrowanej wojewódzkiej instytucji kultury pod nazwą Centrum Kultury i Sztuki woj. siedleckiego, po dyrektora Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Siedlcach. nadal żyję sprawami kultury, której poświęciłem całe dorosłe życie. Boleję, jak moi następcy, nad mizerią budżetową ośrodków kultury, współczuję artystom plastykom, którym nie organizuję się plenerów i wystaw , nie zleca projektów i nie kupuje ich dzieł.

Do historii przeszły Ogólnopolski Festiwal Piosenki Harcerskiej w Siedlcach i Sejmik Wiejskich Zespołów Teatralnych w Stoczku Łukowskim, Międzynarodowe warsztaty muzyczne „Jeunesse Musicale” czy konkursy orkiestr dętych Ochotniczych Straży Pożarnych. Przestał działać Siedlecki Teatr Kameralny, który potrafił zarabiać na swoje utrzymanie, grając sztuki dla dzieci w szkołach i ośrodkach kultury całego rozległego województwa. Pozostała po nim legenda i praca magisterska Justyny Chełchowskiej napisana w Katedrze Historii Najnowszej pod kierunkiem prof. dr hab. Piotra Matusaka. Pani Maria Koc, ówczesna dyrektor Sokołowskiego Ośrodka Kultury, ciekawa była skąd mieliśmy aż tak dużo pieniędzy, że starczało i na remonty zabytkowych dworów i pałaców i na budowę Gminnych Ośrodków Kultury, Szkół Muzycznych i Kin oraz na różne masowe imprezy, konkursy wystawy i festiwale. Zasada była prosta. Finansowanie kultury powierzono Narodowemu Funduszowi Rozwoju Kultury, który gromadził pieniądze różnych mecenasów i przede wszystkim dotację budżetową powstałą z 1,9 proc. odpisu od funduszu płac gospodarki uspołecznionej. Co roku, w październiku w Ministerstwie Kultury i Sztuki odbywały się konsultacje budżetowe, na których 49 ówczesnych dyrektorów Wydziałów Kultury walczyło o jak największe dotacje dla swoich województw . Mnie udało się namówić na wyjazd do Warszawy Wojewodę Siedleckiego płk. Janusza. Kowalskiego. Uprosiłem go nawet, by na tę okoliczność ubrał się w lotniczy mundur ze wszystkimi odznaczeniami, w którym wyglądał okazale. Jak wiadomo, mundurowi robią dobre wrażenie na paniach będących w przewadze wśród dyrektorów departamentów uczestniczących w podziale dotacji.

Jeśli w składzie delegacji siedleckiej znaleźli się jeszcze przewodnicząca Sejmowej Komisji Kultury pani Poseł Bożenna Kuc i przewodniczący komisji kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej w Siedlcach Jerzy Mandał to efekt mógł być tylko jeden. Wszystkie postulaty województwa zostały przyjęte. Podsumowując konsultacje Wiceminister Kultury i Sztuki pan Wacław Janas zorientował się jednak, że dostaliśmy dotację większą, jak bogate w zabytki i instytucje kultury – województwo krakowskie Skreślił kilka milionów, ale i tak byliśmy zadowoleni. Uzyskana dotacja z Centralnego Funduszu Rozwoju Kultury zapewniała realizację wszystkich zadań uchwalonych w Wojewódzkim Programie Rozwoju Kultury na sesji WRN w Sokołowie. Teraz przyszło się zmierzyć z problemami natury materiałowej i wykonawczej, bowiem ponad 60 proc. budżetu przeznaczaliśmy na remonty zabytków i budowę niezbędnej bazy lokalowej dla placówek i instytucji kultury, a nie na modne wówczas i zapewne dzisiaj różne akademie, wiece i inne imprezy bardziej potrzebne władzom jak społeczeństwu. Kto pamięta te czasy, wie, ile problemów nastręczało np. zdobycie tak właśnie – zdobycie nie zakup czerwonej cegły, miedzianej blachy czy dębowej tarcicy. Zdobywało się więc te materiały np. konieczne do remontu pałacu Dernałowiczów w Mińsku przeznaczonego na siedzibę Miejskiego Ośrodka Kultury, Ratusza w Siedlcach czy Domu Kupców Gdańskich w Węgrowie gdzie znalazła godne warunki do pracy Miejska Biblioteka Publiczna. Jeszcze gorzej było z pozyskaniem wykonawcy robót. Na usługi budowlane prywatnych wykonawców trzeba było uzyskać limity. Tak, że naprawę rynny na dachu zabytkowego obiektu trzeba było zlecać państwowym firmom budowlanym, a dla nich to nie było opłacalne.

O skąpe limity sektora nieuspołecznionego bili się w Wydziale Finansowym WRN wszyscy niemal dyrektorzy urzędu wojewódzkiego. Uprzywilejowane było Rolnictwo, Zdrowie i Oświata. Czasami, aby pozbyć się natręta, dyr. Zbigniew Wiedeński dał limit wystarczający na dokończenie robót na zabytkowym dworku w Chlewiskach lub Suchożebrach. To była kropla w morzu potrzeb. Jak wiadomo, w kulturze i sztuce nie było nowych inwestycji w terenie. Siedlce, zanim stały się stolicą województwa siedleckiego, nie miały lokali dla wojewódzkich instytucji kultury. Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, Muzeum, Biura Badań i Dokumentacji Zabytków a przede wszystkim Centrum Kultury i Sztuki woj.siedleckiego, które pozostało na parę lat w Sokołowie. Po prawdzie inne resorty też miały siedziby w byłych miastach powiatowych. W tej sytuacji opracowaliśmy program pozyskania bazy dla kultury w systemie nieinwestycyjnym, przez remonty i adaptacje wytypowanych obiektów, głównie zabytkowych. Nasz pomysł poparł prof. Wiktor Zin, a Minister Wacław Janas zapewnił środki na jego realizację. Był taki rok, w którym prowadziliśmy 30 remontów obiektów kultury W Mińsku Mazowieckim-remont okazałego pałacu , adaptacja budynku spółdzielni mieszkaniowej na Państwową Szkołę Muzyczną i budowa nowego kina, w Siedlcach remont ratusza i hali targowej oraz adaptacja świetlicy MPRB na kino i salę widowiskową oraz siedzibę Centrum Kultury i Sztuki woj. siedleckiego, w Węgrowie budowa Domu Kultury z kinem i salą na 400 miejsc, remont zabytkowego domu kupców gdańskich i domu Lipki, w Łukowie remont muzeum regionalnego i adaptacja łaźni miejskiej na Młodzieżowy Dom Kultury. W gminach rozległego woj. siedleckiego budowano najczęściej czynami społecznymi Gminne Ośrodki Kultury- Kosów Lacki, Sterdyń Repki w pow. sokołowskim: Łochów, Miedzna, Stoczek w pow. węgrowskim, Wiśniew, Zbuczyn, Mordy Chodów w pow. siedleckim, Żelechów, Parysów, Sobienie Jeziory w pow. garwolińskim, Dobre i Kałuszyn w pow. Mińsk Mazowiecki. Powodem satysfakcji mojej i moich współpracowników były remonty zabytkowych dworków w Woli Okrzejskiej/muzeum Henryka Sienkiewicza/, w Maciejowicach/muzeum Tadeusza Kościuszki/w Chlewiskach/Dom Pracy Twórczej/i w Suchożebrach/Ośrodek Kultury Ziemiańskiej/Nie udało się dokończyć remontu zabytkowego pałacu w Patrykozach, który miał być siedzibą uniwersytetu ludowego kształcącego kadry dla wiejskich klubów kultury. Było ich w województwie siedleckim 465. Po połowie prowadzonych przez Gminne Spółdzielnie SCH i Przedsiębiorstwo „RUCH” Nie dane nam było dokończenie remontu pałacu Ossolińskich i Krasińskich w Sterdyni, w którym mieli doskonalić swój muzyczny warsztat uczestnicy Międzynarodowych Konkursów Pianistycznych im. Fryderyka Chopina. Oba te pałace w niezbyt jasnych okolicznościach przeszły w ręce nowych właścicieli. Kultura musiała przegrać z biznesem. Przeglądam teraz różne dokumenty i publikacje z tego okresu i zastanawiam się, jak to było możliwe, że udało się nam tyle zrobić, pokonać tyle biurokratycznych, bezsensownych przepisów, zdobyć nieosiągalne materiały i wykonawstwo a przy tym wszystkim nie podpaść różnym komisjom czyhającym na byle potknięcie.

Oto dwa przykłady. Na remont okazałej klatki schodowej w pałacu w Mińsku Mazowieckim potrzebna była pilnie sucha dębina. Tarcica dębowa była uznana jako towar luksusowy i podlegała reglamentacji. Zdobycie tego materiału przez państwową firmę graniczyło z cudem. Niewielkie ilości można było zdobyć u prywatnych rzemieślników- wykonawców trumien, Tu jednak potrzebny był limit dla sektora nieuspołecznionego, a dodatkowo trzeba zapłacić równowartość zakupionego towaru Skarbowi Państwa, za luksusowy materiał. Nadzorujący kulturę Wicewojewoda Siedlecki dr Jan Marek Zelent wystarał się o dodatkowy przydział tarcicy dębowej w Ministerstwie Rolnictwa i Leśnictwa, gdzie pracował wcześniej którym podzielono się z tartakiem, a następnie uzyskaną mokrą tarcicę wymieniono na sezonowaną. W tym ciągu nieformalnych albo jak chcecie, wielce ryzykownych poczynań, każdy był zadowolony. I Leśnicy, bo dostali nagrody i tartak i trumniarze i wykonawca, który dostał upragniony materiał, dzięki któremu mógł zdążyć z remontem pałacu na Dzień Działacza Kultury 19 maja 1988 roku. Otwarcia dokonał prof. Aleksander Krawczuk- Minister Kultury i Sztuki.

Jak wiadomo co cenniejsze dwory i pałace kryte były blachą miedzianą. Oczywiście materiałem luksusowym i reglamentowanym. Szczęśliwie się złożyło, że takiej blachy potrzebował ks.proboszcz z Garwolina na wymianę pokrycia dachu kościoła. Żeby dostać przydział na jej zakup, musiał uzyskać opinię Wojewódzkiego Konserwatora Zabytów. Pan Zygfryd Czapski był zdyscyplinowanym i lojalnym pracownikiem i zanim przyłożył pieczątkę na podaniu, zapytał co o tym sądzę.

Wspólnie uprosiliśmy księdza proboszcza, by zechciał zwiększyć swoje potrzeby o 10 ton blachy potrzebnej nam na dworki w Chlewiskach i Suchożebrach. Ksiądz uznał, że ratowanie zabytków to zbożny cel i chętnie się do niego przyłączy. Z parafialną kasą pojechał do Centrali Materiałów Nieżelaznych w Gliwicach, skąd przywiózł asygnaty na zakup blachy dla siebie i dla nas. Ale nie wszystko szło tak gładko. Pewnego razu zostałem wezwany na komisję budżetową WRN z zarzutem, niegospodarności i trwonienia państwowych pieniędzy. Dowodem na to było ułożenie marmurowej posadzki w holu i na schodach zabytkowego siedleckiego ratusza. Tłumaczyłem komisji,ze o wyborze takiej właśnie posadzki zdecydowali projektanci z Pracowni Konserwacji Zabytów „Zamek„ w Warszawie.

Dokumentacja została zatwierdzona przez odpowiednie organy administracji państwowej. Pozwolenie na remont wydane. Wykonawca remontu Pracownia Konserwacji Zabytków oddz. Lublin zdobyła wymagane marmurowe płyty odpowiednich formatów i kolorów, zgodnych z projektem wnętrz sal muzealnych. Ponadto pieniądze na remont pochodzą z Funduszu Rozwoju Kultury, a nie z budżetu, a ratusz jest przeznaczony na siedzibę Muzeum Okręgowego – instytucje kultury, która powinna mieć trwałą i estetyczną posadzkę, żadne moje argumenty nie trafiały do przekonania przewodniczącego komisji. Przed głosowaniem nad wcześniej przygotowanym i uzgodnionym w „białym domu” wnioskiem potwierdzającym absurdalne zarzuty niegospodarności, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej p. Stanisław Lewocik zadał mi pytanie – ile kosztuje m.kw. takiej marmurowej posadzki? Bez zaglądania do dokumentów, w które zaopatrzył mnie konserwator, odpowiedziałem zgodnie z prawdą „240 000 zł robocizna i materiał”.

To ja tu nie widzę problemu skoro m. kw. obory dla krów kosztuje 300 000 zł. Pozwolono mi opuścić posiedzenie komisji, która natychmiast zajęła się badaniem niegospodarności w innych Wydziałach Urzędu Wojewódzkiego. Dociekliwy czytelnik tego tekstu zapewne zauważył, że Kopyrskiemu chodziło o m.kw. posadzki a Lewocikowi pasowała do celnej riposty ta sama jednostka, lecz odnosząca się zapewne do ceny kubaturowej obory dla krów. Nikt jednak z członków komisji nie chciał tej znaczącej różnicy metodologicznej kwestionować. Dziś tłumaczę to sobie jako ujawnianie różnic pomiędzy przedstawicielami hegemonistycznej partii rządzącej a jej sojusznikiem. Kierownik komisji budżetowej tow. Jan Kopyrski reprezentował w Wojewódzkiej Radzie Narodowej PZPR, ale Przewodniczącym był Stanisław Lewocik z ZSL-u.

Wacław Kruszewski

Poprzedni

Pogranicze niepokoju

Następny

Prawda czy fałsz?