13 czerwca 2024

loader

Zmiany w Uzbekistanie (I)

We wrześniu mijają dwa od objęcia władzy w Uzbekistanie przez Shavkata Mirziyoyeva, najpierw jako p.o. prezydenta a po wyborach w grudniu 2016 jako pełnoprawnej głowy państwa. Od tego czasu Uzbekistan przeżywa daleko idące zmiany. Kiedy 2 września 2016 r. świat dowiedział się o zgonie rządzącego od 30 lat prezydenta Isloma Karimova zaczęto snuć domysły, kto będzie następcą zmarłego prezydenta. Sytuacja ostatecznie wyjaśniła się 14 grudnia, kiedy dotychczasowy premier Mirziyoyev został zaprzysiężony jako głowa państwa. Ostatecznie, gdyż o tym, kto zostanie następcą Karimova było wiadomo w momencie, gdy – zgodnie z radziecką tradycją – Mirziyoyev został przewodniczącym komitetu organizacyjnego pogrzebu Karimova.

 

Następca Karimova wygrywa w cuglach

W pierwszych dniach po zgonie Karimova sytuacja nie była do końca jasna. Zgodnie z konstytucją po zgonie głowy państwa jego obowiązki do czasu najbliższych wyborów przejmuje przewodniczący senatu. Stanowisko to zajmował Nigmatulla Yuldashev – polityk, który w szybkim tempie awansował w strukturach władzy. W ciągu 12 lat przeszedł drogę od naczelnika wydziału Prokuratury Generalnej do obecnie pełnionej funkcji. Przy czym stanowisko przewodniczącego izby wyższej objął zaledwie w dwa dni od momentu kiedy został senatorem. Jest rzeczą oczywistą, że to prezydent Karimov wyznaczył Yuldasheva na to stanowisko. Czy jednak należałoby wnioskować, że upatrywał w nim swojego następcę? Karimov liczył co prawda 78 lat, lecz raczej nie zakładał swojego rychłego odejścia. Można by domniemywać, że Karimov namaścił Yuldasheva jako tymczasowego szefa państwa do momentu, kiedy elity polityczne dogadają się co do wspólnej kandydatury w wyborach prezydenckich.

Można też przypuszczać, że Karimov wzorem Jelcyna na swojego następcę szykował szefa rządu, co może znajdować potwierdzenie w faktach. Yuldashev pełnił bowiem obowiązki głowy państwa zaledwie przez kilka dni. Już 8 sierpnia 2016 obie izby parlamentu zatwierdziły na tym stanowisku premiera Mirziyoyeva. Stało się to na wniosek samego Yuldasheva, który złożył rezygnację rekomendując jednocześnie osobę premiera „z uwagi na jego długoletnie doświadczenie w pracy na kierowniczych stanowiskach w organach władzy państwowej oraz szacunek jakim darzą go obywatele.”

Istotnie, Mirziyoyev przez 11 lat pełnił funkcje chokima (odpowiednik wojewody) w trzech obwodach a następnie w 2003 r. objął stanowisko premiera. Jego kandydaturę w wyborach prezydenckich poparły wszystkie frakcje parlamentarne, posłowie i senatorowie motywując to m.in. koniecznością ochrony stabilności oraz zapewnienia bezpieczeństwa kraju – czyli mówiąc wprost zapobieżeniu frakcyjnych walk o władzę wewnątrz obozu rządzącego.

W dniu 19 października Mirziyoyev został formalnie zgłoszony jako kandydat w grudniowych przedterminowych wyborach. Został rekomendowany przez zjazd prorządowego ugrupowania Ruch Przedsiębiorców i Ludzi Biznesu – Liberalno-Demokratyczna Partia Uzbekistanu, które uprzednio zgłaszało kandydaturę Karimova. Partia ta dysponuje wprawdzie tylko 52 mandatami w liczącym 150 deputowanych w parlamencie – co jest swoistm ewenementem na tle partii prezydenckich w innych azjatyckich byłych republikach radzieckich, gdzie takie ugrupowania mają absolutnę większość parlamentarną – jednak w rozdrobnionym parlamencie stanowi ilościowo największą frakcję.

W tym momencie Mirziyoyev miał już zagwarantowane zwycięstwo. Przeciwko niemu nie mógł bowiem wystartować żaden konkurent z obozu władzy, co wynika ze specyficznej ordynacji wyborczej wprowadzonej za czasów Karimova. Zgodnie z tą ordynacją kandydatów w wyborach prezydenckich mogą zgłaszać jedynie oficjalnie zarejestrowane partie polityczne a tych jest w Uzbekistanie zaledwie cztery. Dzięki takiemu systemowi Karimov mógł bezpiecznie wygrywać kolejne wybory, ponieważ jego kontrkandydaci reprezentowali mało znaczące polityczne ugrupowania, jednocześnie asekurując się przed pojawieniem się jakiegoś kandydata niezależnego, który mógłby zyskać szersze poparcie społeczne.

Ten system zadziałał też oczywiście na korzyść Mirziyoyeva, który zebrał 88,61 proc. głosów przy frekwencji na poziomie 87,73 proc.. Pozostali kandydaci zebrali po kilkaset tysięcy głosów, podczas gdy Mirziyoyeva poparło niemal 16 milionów wyborców. Głosowano na niego wiedząc, że tylko on ma realną szansę na zwycięstwo i – w konsekwencji – na realizację przedwyborczych obietnic. A obiecywał wiele, m.in. walkę z korupcją, co niemal na całym świecie jest tematem nośnym. Krytykował też sądy, które w ostatnich latach wydawały głównie wyroki skazujące. Z kolei reformę rolnictwa upatrywał w odejściu od sadzenia będącej od lat uzbecką specjalnością bawełny na polach o niskiej wydajności przeznaczając je na wysiew warzyw, cytryn i roślin pastewnych. Za najważniejszy punkt jego programu wyborczego należałoby jednak uznać zobowiązanie władz, zwłaszcza lokalnych, do wsłuchiwania się w głos obywateli. Jak mówił podczas kampanii wyborczej, lokalne organy samorządowe powinny rozliczać się przed obywatelami ze swojej pracy. Program ten jest już w dużej mierze realizowany.

Pozostali kandydaci nie mieli do zaoferowania niczego atrakcyjnego, co różniłoby ich od programu wyborczego Mirziyoyeva a ich szczytne niekiedy hasła zawierały pozbawione konkretów ogólniki. Nariman Umarov, przywódca socjaldemokratycznej partii Adolat, który w wyborach zebrał 3,46 proc. głosów, obiecywał stworzenie sprzyjających warunków życia bez wchodzenia w detale. Podobnie przewodniczący Ludowo-Demokratycznej Partii Uzbekistanu Xotamjon Ketmonov (3,73 proc. głosów) mówił o potrzebie tworzenia nowych miejsc pracy i reformie systemu podatkowego. Jego partia to przemianowana w 1991 r. przez Karimova dawna Partia Komunistyczna Uzbekistanu, której członkom, jak twierdzi portal Fergana.Ru, od tej pory Karimov kazał nazywać siebie demokratami. Członkowie partii bez oporów przyjęli zmianę nazwy i orientacji politycznej licząc na to, że będą politycznym zapleczem prezydenta, co z kolei miało otwierać im drogę do stanowisk w państwowej administracji. Zjawisko to jest charakterystyczne dla byłych partii komunistycznych w dawnych republikach radzieckich, zwłaszcza w Azji Środkowej i na Kaukazie, gdzie partia posługująca się komunistyczną frazeologią była w istocie partią władzy dającą możliwości kariery politycznej i zawodowej. Ketmonov w swoim programie wyborczym zaproponował także tworzenie ścieżek rowerowych po to, aby zmniejszyć korki w ruchu ulicznym. Z podobnie oryginalnym pomysłem startował szef Demokratycznej Partii Uzbekistanu Sarvar Otamuratov (2,35 proc. głosów), postulując zastąpienie wprowadzonego po utworzeniu samodzielnego państwa alfabetu łacińskiego przez cyrylicę. Argumentował to tym, że w odróżnieniu od młodych ludzie w starszym wieku znają tylko cyrylicę, co prowadzi do podziałów pokoleniowych.

Teoretycznie wszyscy kandydaci mieli równe szanse. Otrzymali jednakowy bezpłatny czas antenowy oraz jednakowy bezpłatny dostęp do prasy, w tym możliwość publikowania materiałów wyborczych w 17 językach, co miałoby dawać im szansę na pozyskanie sobie licznych w Uzbekistanie narodowości. Wiadomo jednak, że Mirziyoyev startował z dużo lepszej pozycji choćby dlatego, że już był pełniącym obowiązki głowy państwa. Kontrkandydaci Mirziyoyeva niewątpliwie zdawali sobie sprawy z tego, że w prezydenckim wyścigu nie mają żadnych realnych szans. Może dlatego na plakatach wyborczych jedynie Mirziyoyev prezentował uśmiechniętą twarz, zaś pozostali kandydaci byli smutni „jak gdyby nasypano im soli do herbaty”, jak sarkastycznie komentuje uzbecki portal centre1.

Frekwencja była o niecałe 4 proc. niższa niż w wyborach prezydenckich z 2015 r. Można to tłumaczyć m.in. tym, że zniesiono prawo do tzw. rodzinnego głosowania polegającego na tym, że jedna osoba mogła oddać głos nie tylko za siebie, ale i za swoich bliskich. Jednak należy równocześnie wziąć po uwagę i to, że władze wprowadziły maksymalne ułatwienia i udogodnienia dla wyborców oraz liczne zachęty mające na celu zmobilizowanie do wzięcia udziału w wyborach, co mogło mieć wpływ na wysoką jednak frekwencję. W dniu wyborów zapewniono bezpłatną komunikację miejską. W lokalach wyborczych serwowano herbatę i tradycyjną uzbecką potrawę płow. Były tam stałe punkty medyczne oraz pomieszczenia dla matek z dziećmi. Przygotowano też specjalne miejsca do głosowania dla osób niepełnosprawnych a dla niewidomych przygotowano karty do głosowania napisane alfabetem Braille`a. Głosującym po raz pierwszy osiemnastolatkom wręczano prezenty – egzemplarz konstytucji, książki historyczne oraz poezje Babura, założyciela imperium Wielkich Mogołów. Dla wyborców przygotowano też specjalne broszury objaśniające cały tryb głosowania oraz poszczególne etapy prac komisji wyborczych. Do każdego lokalu wyborczego każda partia miała prawo delegować jednego swojego przedstawiciela. Ponadto lokale były otwarte dla dziennikarzy oraz obserwatorów zagranicznych. W wyborach tych było ich więcej niż poprzednich w 2015 r. – około 300 z 43 krajów oraz kilku organizacji i strukur międzynarodowych takich, jak OBWE, WNP, Szanghajska Organizacja Współpracy w skład której oprócz Uzbekistanu wchodzą także Chiny, Kazachstan, Kirgizja, Rosja i Tadżykistan. Organizacja Współpracy Islamskiej oraz Światowa Organizacja Organów Wybieralnych.

 

Mirziyoyev to nie Karimov

Wraz z przejęciem władzy przez nowego prezydenta wielu wyborców wiązało nadzieję na zmiany na lepsze. – Oczekuję czegoś dobrego od Mirziyoyeva, jest on zupełnie inny iż Karimov, on nie jest dyktatorem – mówił Ahmad Haji-Harezmiy, były wysoki urzędnik państwowy od 12 lat przebywający na emigracji w Londynie. Nie wnikając w różnice osobowościowe pomiędzy byłym i obecnym prezydentem warto jednak zwrócić uwagę na to, że Mirziyoyev, nawet jako premier, zawsze pozostawał w cieniu swojego wielkiego protektora. Nie wypowiadał się publicznie ani też nie udzielał wywiadów. Nie publikował swoich poglądów czy przemyśleń w odróżnieniu od Karimova, którego teksty i wystąpienia zostały wydane w zbiorze liczącym kilkanaście tomów.

Mirziyoyev oficjalnie deklaruje kontynuację polityki Karimova. – Będę kontynuował dzieło mojego wielkiego nauczyciela, wielkiego męża stanu Isloma Karimova – mówił w parlamencie podczas zaprzysiężenia na urząd prezydenta. Mirziyoyev umacnia kult Karimova jednak przede wszystkim w sferze werbalnej. W wydanym przez siebie dekrecie wzywa do nadawania ulicom, zakładom przemysłowym, wyższym uczelniom i lotniskom imienia swojego poprzednika. Dotyczy to m.in. również spółek z udziałem kapitału zagranicznego, jak np. zakłady General Motors. W pierwszych dniach września ubiegłego roku z okazji 26 rocznicy uzyskania niepodległości w Samarkandzie w pobliżu miejsca urodzenia Karimova został odsłonięty jego pomnik. Ponadto dzień urodzin Karimova został ogłoszony Narodowym Dniem Pamięci a rocznica jego śmierci będzie obchodzona jako Dzień Pamięci Pierwszego Prezydenta.

W praktyce jednak polityka nowego prezydenta coraz bardziej różni się od tej, którą prowadził jego poprzednik. Jako główne cele swojej prezydentury określił zachowanie równowagi i harmonii w stosunkach pomiędzy różnymi grupami etnicznymi, co w przeszłości prowadziło do konfliktów oraz rządy prawa i „ścisłe przestrzeganie praw i wolności obywateli”. Agencjom rządowym polecił przeznaczenie trzech godzin dziennie na przyjmowanie interesantów. Utworzono w tym celu Ludowe Izby Przyjęć. Ponadto w okresie kampanii wyborczej uruchomił trzy bezpłatne linie telefoniczne oraz Wirtualną Recepcję, dając obywatelom możliwość za pośrednictwem poczty elektronicznej bezpośredniego kontaktu i zgłaszania swoich problemów.

Można tu dopatrzeć się analogii do „bezpośredniej linii” Putina transmitowanej przez telewizję. Różnica jednak polega na tym, że kontakt z szefem państwa uzbeckiego ma charakter stały a nie okazjonalny. Z kontaktu tego korzystały tysiące obywateli opowiadając o swoich problemach takich, jak niedostatek czystej wody, elektryczności i gazu w regionach wiejskich czy też brak gotówki w bankach. Skarżono się też na to, że drzwi w niektórych urzędach państwowych pozostają zamknięte dla interesantów pomimo wcześniejszych odgórnych decyzji. Wiele osób korzystało też z YouTube aby bezpośrednio kontaktować się z Mirziyoyevem. Ponadto po objęciu przez Shavkata Mirziyoyeva urzędu głowy państwa w administracji prezydenta zostało utworzone specjalne stanowisko dla osoby odpowiedzialnej za przyjmowanie wniosków od obywateli.

Niektórzy komentatorzy sceptycznie podchodzą do tych rozwiązań wskazując na to, że nie wszystkie sprawy z którymi do prezydenta zwracają się obywatele da się załatwić „od ręki”. – Załatwianie spraw „od ręki” wymagałoby tysięcy rąk, nie jest to w praktyce możliwe – argumentuje uzbecki analityk Almardon Annaev dodając, że potrzebne są zmiany systemowe. Jednak niektóre przynajmniej trudne sprawy są załatwiane dzięki systemowi bezpośrednigo kontaktu z prezydentem, zwłaszcza te, które zostały publicznie nagłośnione. Symptomatyczny jest tu przypadek biznesmena Olima Sulaimonova, właściciela dwóch dużych firm. Podczas kontroli urzędnik skarbowy usiłował wymusić na nim wielomilionową łapówkę. Ponieważ się nie zgodził zablokowano mu konta bankowe uniemożliwiając tym samym realizację wcześniej uzgodnionych kontraktów w Rosji. Nie dość na tym, nie dający się sprowokować biznesmen został skazany na trzy lata i jeden miesiąc więzienia za oszustwa, oszczerstwa i podawanie nieprawdziwych danych. Biznesmen wysłał list do prezydenta, gdzie nie tylko szczegółowo opisał całą sprawę, lecz także powołał się na to, że głosował na Mirziyoyeva w wyborach a ponadto należy do wspierającej go partii. Kiedy list do prezydenta zamieścił na facebooku i YouTube a następnie wystąpił w programie telewizyjnym, jego sprawa została po kilku dniach rozwiązana. Sąd cofnął swoją decyzję. Wypowiadając się dla Radio Free Europe/Radio Liberty, Sulaimonov stwierdził, iż „Mirziyoyev pomógł nie tylko mnie, lecz wszystkim uzbeckim przedsiębiorcom”.

Znaczące zmiany dają się zauważyć w szczególności w zakresie wolności obywatelskich. Będąc jeszcze pełniącym obowiązki głowy państwa Mirziyoyev w październiku 2016 r. z okazji Dnia Konstytucji ogłosił powszechną amnestię, która objęła kobiety, osoby skazane przed osiągnięciem pełnoletności, inwalidów, mężczyzn powyżej 60 roku życia oraz obywateli państw obcych. Złagodzone również zostały procedury dotyczące tymczasowych zatrzymań. Okres obowiązywania aresztu tymczasowego został skrócony z 72 do 48 godzin a aresztu śledczego z 12 do 7 miesięcy.
Stopniowo zaczęli wychodzić na wolność także więźniowie polityczni. Po ponad 23 latach został zwolniony polityczny więzień o najdłuższym „stażu” Samandar Qoqonov, były parlamentarzysta oskarżony i skazany za sprzeniewierzenie pieniędzy. Z więzienia wyszedł także biznesmen,właściciel pierwszego prywatnego banku w Uzbekistanie 69-letni Rustam Usmonov, którego uznano winnym za nielegalne operacje dewizowe. Zdaniem organizacji badających przestrzeganie praw człowieka, został on uwięziony z powodów politycznych. Jemu, podobnie jak Qoqonovowi, przedłużano karę więzienia z powodu „nieprzestrzegania regulaminu więziennego”. Niemal 18 lat spędził w więzieniu wypuszczony na wolność w lutym br. jeden z czołowych dziennikarzy Muhammad Bekjon a 11 lat były pracownik ONZ i administracji rządowej Erkin Musaev. Karę więzienia skrócono też wobec działacza ruchów na rzecz praw człowieka Bobomurada Razzaqova, który występował w obronie praw rolników a został skazany za spowodowanie wypadku drogowego.

Zmiany te zostały docenione przez zagraniczne ośrodki monitorujące przestrzeganie praw człowieka w poszczególnych krajach. Mająca siedzibę w USA organizacja Freedom House (Dom Wolności) opublikowała raport dotyczący sytuacji w Uzbekistanie w którym stwierdza m.in, iż „społeczność międzynarodowa powinna dostrzec pozytywne zamiany zachodzące w kraju” zwracając jednocześnie uwagę na „powolne otwarcie na aktywność obywatelską” i „znaczące otwarcie na swobody religijne” stwierdzając, iż w Uzbekistanie obserwuje się polityczną odwilż. Autorem raportu jest Bakhtiyor Nishanov narodowości uzbeckiej, który w swoim kraju działał w koalicji organizacji społecznych zajmujących się reformą systemu penitencjarnego. Uwolnienie kilku więźniów politycznych pozytywnie ocenia także Human Rights Watch wzywając jednocześnie uzbeckie władze do „natychmiastowego i bezwarunkowego zwolnienia pozostałych działaczy pokojowych oraz obrońców praw człowieka pozostających w więzieniach z powodów politycznych i na podstawie niesprawiedliwych wyroków”. Oznaki większej wolności dają się także w kontrolowanych przez państwo środkach masowego przekazu. Mirziyoyev zapowiedział, że państwowa telewizja – jedyna w kraju – powinna zaprzestać wygłaszania „służalczych pochwał” pod adresem rządu i zaczęła mówić o tym, co interesuje zwykłych ludzi.

Pozytywne zmiany w Uzbekistanie dostrzega także Unia Europejska. Unijny rzecznik w swoim oświadczeniu zwraca uwagę na „znaczące reformy” m. in. w zakresie przeprowadzenia wyborów, systemu prawnego, odpowiedzialności organów administracji państwowej, zwalczania korupcji oraz poprawy warunków pracy. Ta ostatnia kwestia ma tu istotne znaczenie. W Uzbekistanie działał bowiem przez lata system pracy przymusowej przy zbiorach bawełny. Kierowano tam do pracy nie tylko osoby zatrudnione w sferze budżetowej, lecz także w sektorze prywatnym oraz studentów i uczniów. Dlatego też władze w Taszkiencie zwlekały z zakazującą pracy przymusowej ratyfikacją konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy, która obowiązuje w znakomitej większości krajów świata. Konwencja ta uznaje prawo pracowników do zrzeszania się w celu poprawy warunków pracy, co niejako automatycznie obejmuje zakaz pracy przymusowej. Sytuacja zmieniła się po objęciu władzy przez nowego prezydenta. Uzbekistan ostatecznie ratyfikował konwencję. Prezydent publicznie zapowiedział, że od tej pory żaden uczeń ani student nie zostanie wysłany na pola.
Inne niż za poprzednich rządów jest również podejście do uzbeckich emigrantów zarobkowych. O ile Karimov nazywał swoich rodaków wyjeżdżających za pracą zagranicę „leniami hańbiącymi ojczyznę”, to Mirziyoyev polecił wspieranie legalnej emigracji zarobkowej w efekcie czego Agencja ds. Emigracji działająca przy Ministerstwie Pracy podjęła działania ułatwiające obywatelom podejmowanie pracy zagranicą, głównie na terenie Rosji. Według danych ze stycznia 2016 roku w Rosji przebywało 1,88 miliona obywateli Uzbekistanu. Przesyłają oni stamtąd co roku miliony dolarów. Według danych rosyjskiego banku centralnego, w pierwszej połowie 2016 r. przekazali do kraju 952 miliony USD. Zniesione został także wizy wyjazdowe do dodatkowo ułatwi wyjazdy zagranicę. Ponadto Mirziyoyev przyznał obywatelstwo 197 osobom narodowości uzbeckiej, którym poprzednio nie dało się tego uzyskać z powodu biurokratycznych procedur.

 

Dokończenie w następnym wydaniu.

Bolesław K. Jaszczuk

Poprzedni

Nasze drogie pociechy

Następny

Podzieleni na grupy w Lidze Mistrzów i Lidze Europy

Zostaw komentarz