Kobiety chcą żyć

Małgorzata Kulbaczewska-Figat
Kobiety chcą żyć

W najbliższą sobotę, 6 listopada o 15.30, pod Trybunałem Konstytucyjnym zbiorą się kobiety, które nie chcą być traktowane jak inkubatory, od lekarzy oczekują pomocy, a nie wykonywania wytycznych prawicowych fanatyków.

Były w tym samym miejscu rok temu. Skandowały, krzyczały, ale zostały zignorowane. Rok później dowiadują się, że jedna z nich, 30-letnia Izabela z Pszczyny, zmarła w szpitalu. Jak twierdzi rodzina pacjentki, lekarze, zanim zaczęli ją ratować, czekali, aż obumrze płód. Płód, który i tak nie miał szans na przeżycie, bo Izabela trafiła do szpitala z bezwodziem. Brak wód płodowych uniemożliwia wykształcenie się podstawowych organów wewnętrznych człowieka.

Zrozpaczona matka kobiety pokazała mediom SMS-y, które od niej dostawała. Izabela w szpitalu czuła, że nie jest dobrze. Pisała: na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć. I nic nie mogą zrobić. Zaczekają aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie, to mogę spodziewać się sepsy.

Niestety nie pomyliła się. Zanim badanie USG wykazało, że nieuchronne w tych warunkach obumarcie płodu już nastąpiło, doszło do zakażenia całego organizmu. Wykonano cesarskie cięcie. Izabela nie przeżyła. Osierociła córeczkę, zostawiła męża i mamę.

Mogło być inaczej, gdyby kobieta w ciąży była traktowana jak żywy człowiek, a nie inkubator, maszyna do rodzenia – czują dziś Polki w całym kraju. W kilkunastu miastach już protestowały, zapalały znicze, skandowały: Ani jednej więcej! To hasło nawiązujące do okrzyku Ni una menos, rozbrzmiewającego na demonstracjach kobiecych w krajach Ameryki Łacińskiej. Tam również pod dyktando prawicy i Kościoła napisano skrajnie restrykcyjne ustawy antyaborcyjne. Ta argentyńska w ubiegłym roku przestała obowiązywać, obywatelki wywalczyły prawo do bezpłatnej i bezpiecznej aborcji. Ale w krajach takich jak Salwador przerwanie ciąży jest karane wieloletnim więzieniem. W Polsce do Sejmu trafił właśnie projekt ustawy zmierzającej w podobnym kierunku.

Dla polityków PiS wstrząsająca historia z Pszczyny stała się jedynie okazją do wygłaszania kolejnych obrzydliwych komentarzy. Zdaniem Marka Suskiego kobiety umierają przy porodach i tak po prostu jest. Przemysław Czarnek pouczył rodzinę zmarłej, że opowiadanie publicznie o szczegółach jej dramatu jest niewłaściwe.

– Mamy już historie kobiet, które straciły jajowody czy macice, bo lekarze wyczekiwali. To także historie ciąż pozamacicznych, z których nie ma szans na urodzenie zdrowego dziecka, a które zagrażają życiu matki, a mimo to lekarze z jakichś powodów opóźniali decyzję o przerwaniu takiej ciąży – powiedziała w czwartek posłanka Lewicy Magdalena Biejat.

Jej partyjna koleżanka Anna Górska postanowiła natomiast podzielić się z mediami swoją prywatną historią sprzed 12 lat. Ona również trafiła do szpitala z bezwodziem. Było to jednak na długo przed rozkręceniem się antyaborcyjnego szaleństwa. Jak wspomina kobieta, lekarze wytłumaczyli jej, że nie urodzi zdrowego dziecka, o ile w ogóle uda się utrzymać ciążę, wskazali ryzyko infekcji i sepsy, pozwolili jej samodzielnie zdecydować, co dalej. A kiedy uznała, że chce ciążę przerwać, wywołali przedwczesny poród. Anna Górska żyje, ma dwójkę urodzonych później dzieci i nie ma wątpliwości: jej życie uratowała aborcja.

 

Poprzedni

Odszedł…

Następny

Jak Ameryka okrada resztę świata