Kobietom należy się wsparcie

– Podsuwamy prawicy rozwiązanie, jak wyjść z kryzysu, który nam wszystkim zgotowała – mówi Magdalena Biejat – posłanka Lewicy Razem, wprowadzająca w Sejmie projekt tzw. ustawy ratunkowej depenalizującej wykonanie aborcji i pomaganie przy niej, w rozmowie z Julią Anną Lauer (Strajk.eu).

Jak przebiegło spotkanie dotyczące ustawy ratunkowej?

Było bardzo produktywne i merytoryczne. Byli obecni przedstawiciele PSL – Urszula Pasławska i Bożena Żelazowska, Nowoczesnej – Monika Rosa, Katarzyna Lubnauer, Krzysztof Mieszkowski, Zielonych – Ula Zielińska, Tomasz Aniśko, Inicjatywy Polskiej – Katarzyna Piekarska, Platformy Obywatelskiej – Agnieszka Pomaska, Monika Wielichowska, Polski 2050 – Hanna Gill-Piątek.

Rozmawialiśmy o tym, jak wesprzeć kobiety tu i teraz, zarówno na protestach, jak i w ramach prac Sejmu. Jako posłowie i posłanki powinniśmy działać też w parlamencie, dlatego umówiliśmy się na dwa konkretne kroki. Po pierwsze, chcemy prawdziwej debaty na sali sejmowej. Aby do tego doprowadzić, wspólnie złożymy stosowny wniosek do marszałkini Witek. Mamy przygotowane trzy projekty ustaw złożone przez opozycję – dwa projekty Lewicy oraz projekt PSL. Chcemy, żeby były procedowane na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Druga sprawa to wsparcie kobiet i lekarzy, którzy chcą im pomóc. Dzisiaj mamy do czynienia z chaosem informacyjnym. Posłowie Solidarnej Polski oraz Prawa i Sprawiedliwości mówią, że przerwanie zagrożonej ciąży nadal będzie możliwe ze względu na przesłankę o zdrowiu psychicznym kobiet. Dlatego złożymy wniosek do ministra Ziobry o informację dotyczącą realnej możliwości wykonania zabiegu w takich sytuacjach. Kobiety muszą wiedzieć, jak naprawdę wygląda ich sytuacja w obecnym stanie prawnym.

Jakie są najważniejsze założenia ustawy? Kiedy powstała i dlaczego rozmawiamy o niej właśnie teraz?

Ustawa została złożona tuż po wydaniu wyroku przez tzw. TK. Odnosi się do art. 152 Kodeksu Karnego, znosi karę za wykonanie aborcji do 12 tygodnia ciąży i w sytuacji wad płodu. Depenalizuje pomoc w aborcji w tych przypadkach. Jest to ustawa, która sprawi, że kobiety, które decydują się na przerwanie ciąży, nie pozostaną same.

Myślisz, że dojdzie do głosowania nad ustawą?

Będziemy robić wszystko, żeby tak się stało. Wiemy, co wydarzyło się w Irlandii – dopiero śmierć kobiety, której odmówiono aborcji w zagrożonej ciąży, doprowadziła do zmiany prawa. Dziś lekarze obawiają się utraty pracy i zarzutów ze strony prokuratury, jeśli wykonają zabieg. Ta ustawa depenalizuje jego wykonanie. Nie chodzi w niej o liberalizację prawa aborcyjnego, czego docelowo chciałaby Lewica, ale może pomóc kobietom i lekarzom w obecnej, dramatycznej sytuacji.

Ale czy w tym parlamencie jest szansa na przegłosowanie takiej ustawy?
Uważam, że jest. To jedyne wyjście – tak naprawdę podsuwamy prawicy rozwiązanie, jak wyjść z kryzysu, który nam wszystkim zgotowała. Ustawa ratunkowa Lewicy to projekt raczej konserwatywny, napisany tak, aby mogli go poprzeć także posłowie i posłanki z prawicy. Znamy wypowiedzi medialne posłanki Magdaleny Sroki czy posła Andrzeja Sośnierza, oni zdają sobie sprawę z konsekwencji tego wyroku.

Jak przekonać posłanki i posłów Zjednoczonej Prawicy do głosowania za ustawą?

Najważniejsze, żeby posłanki i posłowie prawicy zrozumieli, czego ta ustawa dokładnie dotyczy. Mamy sygnały, że jest zainteresowanie rozmową ze strony Zjednoczonej Prawicy. Wiceminister Sellin i Karczewski w swoich wypowiedziach medialnych podkreślali, że nie chcieliby zmuszać bliskich sobie kobiet do rodzenia nieuleczalnie chorych dzieci. Jest coraz więcej osób, które dostrzegają, jak barbarzyński jest wyrok.

Oprócz ustawy ratunkowej trwa zbiórka podpisów pod projektem liberalizującym prawo do aborcji. Jakie jeszcze planujecie działania w tym zakresie?

Trwa zbiórka obywatelska, do której jako posłanki Lewicy się przyłączyłyśmy. Nie będziemy odpuszczać w sejmie oraz w komisjach. Nie damy Prawu i Sprawiedliwości zapomnieć o prawach kobiet. Aby doprowadzić do złagodzenia prawa aborcyjnego, ten temat nie może schodzić z agendy, także sejmowej. Jesteśmy w trakcie rozmów ze środowiskami lekarzy i szukamy poparcia, gdzie to tylko możliwe. Depenalizacja i jakakolwiek pomoc kobietom w obliczu tego drakońskiego prawa jest w interesie całego społeczeństwa.

Jak oceniasz ogólny poziom debaty na temat aborcji w Polsce? Czy przez ostatnie lata coś się zmieniło?

Dyskusja na temat aborcji jest bardzo mocno zideologizowana. Osoby przeciwne aborcji manipulują faktami, aby narzucić innym swój sposób myślenia. Środowiska kobiece, Lewica, ekspertki wkładają mnóstwo wysiłku w to, aby w tej debacie było więcej rzetelnych informacji, a mniej opinii prezentowanych jako obiektywna wiedza. Być może dzięki temu najnowsze badania pokazują, że gwałtownie rośnie poparcie dla liberalizacji prawa do aborcji do 12 tygodnia. Coraz więcej ludzi rozumie, że decyzja powinna należeć do kobiety.

Chciałabym, żebyśmy zaczęli mówić z empatią i troską o kobietach. Na szczęście głos kobiet i organizacji kobiecych jest coraz bardziej słyszalny w przestrzeni publicznej.

Lewica w obronie rzek

– Przypadek Czajki jest to oczywista awaria, ale tak naprawdę takich przypadków mamy w Polsce dziesiątki – przypomniała Daria Gosek-Popiołek, krakowska posłanka Lewicy.

Posłanki Lewicy postanowiły wykorzystać chwilowe ogólnopolskie zainteresowanie awarią kolektora oczyszczalni ścieków w Warszawie do nagłośnienia problemu zanieczyszczenia polskich wód śródlądowych. Takie sytuacji niestety nie są wyjątkiem.

– Nasze rzeki, ich ekosystemy są niszczone i dzieje się to na porządku dziennym. Winą są oczywiście próby cięcia kosztów. Próby ukrycia winnych winny są także to, że po prostu brak jest odpowiedniego nadzoru – oznajmiła na konferencji prasowej Daria Gosek-Popiołek z Lewicy Razem. Następnie podała przykłady zrzucania ścieków do rzek, które jako że nie zatopiły żadnego ruchu politycznego, to i nie miały szans wskoczyć na czołówki ponadlokalnych mediów.

Płyną ścieki rzekami

Zrzut ścieków nieczystości z oczyszczalni ścieków do rzeki Biała w województwie małopolskim, potem to samo w mazowieckim, nad Bzurą. W lipcu 2020 r. skażenie Baryczy, w dodatku w granicach rezerwatu przyrody, tu akurat trwa śledztwo prokuratorskie. – W przypadku rzeki Ślęzy na Dolnym Śląsku od roku 2018 do dzisiaj wpłynęło kilkanaście zawiadomień o zanieczyszczeniach – wyliczała posłanka.

Zdaniem Gosek-Popiołek systematyczne zanieczyszczenia rzek to efekt braku skutecznego nadzoru. Obecnie odpowiedzialność za tę sprawę jest mocno rozmyta. Jest Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, jest generalny inspektor ochrony środowiska, ale też lokalne organy podlegające samorządom różnych szczebli. Ludzi wielu, ale narzędzia w ich rękach słabe.

Prawo wręcz ułatwia. dokonywanie zrzutów nieczystości. Kary które są w tym momencie proponowane są śmiesznie niskie.
W tym momencie są to grzywny do 5 tysięcy. Bardzo wiele przedsiębiorstw wręcz wpisuje sobie kalkuluje sobie te kary w koszta prowadzonej działalności – celnie zauważyła posłanka.

Kontrola pod koniec roku

Lewica wezwała również rząd, by sprawę Czajki wykorzystał nie tylko jako pretekst do bezpardonowych ataków na znienawidzonego Rafała Trzaskowskiego. Skoro problemy warszawskiego kolektora okazały się tak poważne, zdaniem socjaldemokratycznych posłanek rząd powinien teraz zainicjować kontrolę oczyszczalni w całym kraju. Tym bardziej, że gdy zwróciły się z apelem o podobne działania do NIK, okazało się, że zasoby Izby pozwalają na zajęcie się sprawą… pod koniec roku kalendarzowego.
A bez spojrzenia z zewnątrz w samorządach może się nic w tej sprawie nie zmienić.

– Mamy kolejną sytuację, w której dzieje się dokładnie to samo, a miasto nie wyciągnęła jak widać żadnych wniosków z zeszłego roku. A więc mamy ścieki płynące do Wisły. Mamy awarię dokładnie taką samą jak w zeszłym roku, mamy znowu wojsko budujące most pontonowy. Miasto, zamiast podejmować decyzje, zrzuca odpowiedzialność na decyzje podjęte kilkanaście lat temu – skrytykowała warszawski samorząd posłanka Magdalena Biejat. Następnie zauważyła, że władze komunalnych spółek zarządzających odpadami, ale nie tylko, nie zmieniają się od lat. Nie sprzyja to profesjonalnemu zarządzaniu i odważnemu rozwiązywaniu problemów.

Eksperci od wszystkiego

– Choć zmienił się prezydent miasta, to władze kolejnych spółek, rady nadzorcze są obsadzone od lat tymi samymi ludźmi. Przewijają się tam te same nazwiska dziwnie kojarzące się z nazwiskami znanych samorządowców i wiceprezydentów. Widzimy tam żony, mężów, krewnych i znajomych królika, wciąż te same osoby często zasiadają w kilku spółkach naraz spółkach zajmujących się energetyką śmieciami odpadami komunalnymi czy szpitalami – oświadczyła Biejat. Posłanka poinformowała również, że jej klub chce się dowiedzieć, jakie kontrole zostały przeprowadzone w sprawie Czajki po ubiegłorocznej awarii i czy w ogóle ktoś odpowiedział za to, co się stało.

Prawdziwego śledztwa w sprawie fatalnej oczyszczalni domaga się posłanka Anita Sowińska.

– Ktoś zdecydował, że w Warszawie będzie pobudowana tylko jedna duża oczyszczalnia i to na prawym, a nie lewym brzegu Wisły; ktoś zdecydował, że zostanie wybudowany tylko jeden tunel pod Wisłą, a w nim będą dwa kolektory ściekowe; ktoś zdecydował, że kolektory zostaną wykonane z takich, a nie innych materiałów. Nie może być tak, że osoby decyzyjne są bezkarni jeśli chodzi o przestępstwa dokonane na środowisku – podsumowała.

Policja się nie tłumaczy

Dlaczego wieczorem 7 sierpnia policja tak brutalnie potraktowała demonstrantów protestujących przeciwko aresztowaniu aktywistki LGBT? Czemu służyły zatrzymania przypadkowych osób, w tym obcokrajowca, który niewiele rozumiał z całej sytuacji? Pytała posłanka Lewicy, a MSWiA…

W nocy z 7 a 8 sierpnia zachowanie policji w centrum Warszawy wpisało się w smutną serię. Po „nieeskalowaniu wydarzeń” podczas marszów niepodległości i agresywnym rozpędzaniu protestów pod hasłem Strajk Przedsiębiorców z przemocą mundurowych zetknęli się demonstracji spod tęczowej flagi, niezadowoleni z decyzji sądu o aresztowaniu na trzy miesiące aktywistki LGBT+. Margot – według urzędowych dokumentów Michał Sz. – będzie odpowiadać za zniszczenie furgonetki Fundacji Pro, na której eksponowano hasła homofobiczne, udział w zbiegowisku i zaatakowanie kierowcy pojazdu.

Gdy w internecie pojawiła się wiadomość o tym, że Margot miałaby oczekiwać na sprawę w areszcie, do siedziby Kampanii Przeciw Homofobii zaczęli ściągać jej sojusznicy. Przybyli też parlamentarzyści Lewicy. Tłum początkowo skandował, że nie odda Margot, ostatecznie jednak sama działaczka podeszła do policji, deklarując, że oddaje się w ręce funkcjonariuszy. Ci jednak jej nie aresztowali. Pozwolili tęczowemu tłumowi przejść na Krakowskie Przedmieście Gdy aktywistka jednak znalazła się w radiowozie, demonstranci usiłowali nie dopuścić do jego odjazdu. Interwencja mundurowych była bardziej niż stanowcza. Protestujący byli bici, szarpani, przyduszani i wywożeni na komisariaty. Mundurowi zatrzymywali nie tyle szczególnie zdeterminowanych protestujących, co przeprowadzali łapanki przypadkowych ludzi. Pretekstem mogła być np. tęczowa torba, a taki element ubioru w ostatnim czasie stał się popularny wśród warszawiaków niezgadzających się z rządową propagandą. Zatrzymano nawet Włocha, który nie zna języka polskiego i niewiele rozumiał z całej sytuacji. Na komisariatach zatrzymanych poniżano, nie stosowano się do procedur, odmawiano przysługujących praw.

Posłanka Magdalena Biejat obserwowała tamtejsze zajścia. – Widziałam przede wszystkim przemoc policji w stosunku do demonstrujących pokojowo ludzi, widziałam nieprofesjonalne zachowanie policji – komentowała zaraz po wydarzeniach.

Na rażące naruszenia zwracał też uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich oraz organizacje broniące praw człowieka. Notę protestacyjną wystosowała komisarz ds. praw człowieka Rady Europy Dunja Mijatović.

2 września Biejat, na wczorajszym posiedzeniu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, zasypała serią niewygodnych pytań sekretarza stanu w MSWiA Macieja Wąsika.

– Dlaczego policja przekraczała uprawnienia w czasie demonstracji? Dlaczego zatrzymywano osoby demonstrujące, zamiast je wylegitymować? Dlaczego nie podawano podstaw prawnych? Dlaczego dokonano pokazowego aresztowania Margot na samym środku demonstracji, choć można się było spodziewać, że to doprowadzi do eskalacji sytuacji? Dlaczego po zatrzymaniach informowano osoby o ich prawach dopiero w momencie spisywania protokołów i ile godzin mijało od momentu zatrzymania? – pytała parlamentarzystka.

Zastępca Mariusza Kamińskiego nie odpowiedział na żadne z postawionych pytań. Zapewniał, jak można było się spodziewać, że policja działała właściwie, bo to jej ludzie zostali zaatakowani.

– Wbrew temu, do czego próbuje przekonać opinię publiczną Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Komendant Główny, to nie jest nasz sposób na walkę z PiSem. Naszym obowiązkiem jest upominanie się o przestrzeganie podstawowych praw obywatelek i obywateli, niezależnie od ich przekonań, od tego, czy są kibicami, czy przedstawicielami mniejszości – powiedziała Biejat.

Porządek panuje w Sejmie

W sprawie emerytur Lewica zgłosiła projekt prospołeczny, wspierający słabszych – prawica z pogardą go podeptała.

Czy odwołanie Magdaleny Biejat z funkcji przewodniczącej komisji polityki społecznej i rodziny może oburzać? Tak, w tym samym stopniu co inne przejawy deptania przez PiS obyczajów i dobrych praktyk parlamentaryzmu, te wszystkie „musimy powtórzyć, bo przegramy” czy głosowania w Sali Kolumnowej. Czy dziwi? Absolutnie nie. Już prędzej dziwić może fakt, że rządząca prawica w ogóle poszła na taki eksperyment, jak oddanie socjaldemokratce kierowania komisją, w której właśnie socjaldemokraci, jeśli poważnie traktują swój program, mają wielkie pole do popisu.

Powiedzmy sobie zresztą uczciwie: nawet gdyby Kaczyński nie znalazł się tej sprawie pod presją katolickich fundamentalistów i gdyby Biejat pozostała na stanowisku, i tak czekałyby ją raczej niezliczone momenty frustracji niż wielkie sukcesy. PiS-owska większość w komisji, mogąca w dodatku liczyć na wsparcie pojedynczych reprezentantów Konfederacji i Kukiz15, wiedziałaby dobrze, kiedy podnosić ręce. Mieliśmy tego próbkę w poprzedniej kadencji, w tej i innych komisjach sejmowych, gdy tylko opozycja usiłowała zgłaszać swoje pomysły czy poprawki. W tej, jak widać, będzie tak samo.

Prawica znów jest prawicą

Dzięki pojawieniu się Lewicy w Sejmie zaistniała jednak subtelna, ale potencjalnie brzemienna w skutkach różnica. Przeciwko sobie nie stoją już tylko dwa skłócone bardziej personalnie i estetycznie niż programowo stronnictwa. I wystarczy, by socjaldemokraci potraktowali swoje socjaldemokratyczne idee z minimalną powagą, by spadały maski.
Tak stało się w komisji polityki społecznej w głosowaniu dotyczącym lewicowego projektu podniesienia emerytury minimalnej. Ustawa gwarantująca wszystkim emerytom minimalne świadczenie 1600 zł, a także podnosząca minimalną rentę, przepadła dzięki zgodnym głosom PiS i PO. Nie została skierowana do dalszych prac, nie próbowano nawet udawać, że uważa się ją za interesującą propozycję, by jeszcze przez chwilę poudawać troskę nawet nie o biednych, co absolutnie najbiedniejszych seniorów. Po prostu została wyrzucona do kosza. Także dlatego, że nie podobała się Lewiatanowi, wyjątkowo trafnie nazwanej konfederacji pracodawców. Taki zarzut pod jej adresem sformułowała posłanka PiS, ale przecież równie dobrze mogłaby to powiedzieć jej koleżanka z Platformy.

Arytmetyka jest bezwzględna

Zapewne nie będziemy parlamentarnej Lewicy zawdzięczać prawdziwych zmian na lepsze w tej kadencji. Arytmetyka sejmowa jest bezlitosna, cynizm, a w niektórych przypadkach fanatyzm Zjednoczonej Prawicy – bezgraniczny. Ciągle działa też machina propagandowa w postaci karykatury mediów publicznych. Oni prędzej rozpętają nową awanturę wymierzoną w nieistniejącego wroga niż spojrzą łaskawie na nieswoje projekty, choćby najlepsze i najbardziej potrzebne. Szybciej zaserwują nam całe tygodnie historycznych i symbolicznych wzmożeń, niż zajmą się tematami podsuwanymi przez lewą stronę. Własny potencjał prospołecznych, niezmiennie paternalistycznych gestów już wyczerpali.

PO wraca do korzeni

Tak samo pojawienie się w sejmie Lewicy doprowadziło do błyskawicznego wyparowania ostatnich pozorów „otwartości” i „wielonurtowości” w KO. Jeszcze nie tak dawno liberalne media chwaliły koalicję za skonstruowanie jakiegoś „lewego skrzydła” z Barbarą Nowacką, sugerowały, że właśnie wielogłos zostanie doceniony przez anty-PiS. Inna sprawa, że owe „lewe skrzydo” miało w najlepszym razie obstawiać tematy nazywane przez niechętnych „obyczajówką”, przez lewicę – kwestiami praw człowieka. Dziś to przeszłość. Żadnych praw kobiet ani tolerancji nie będzie, głos tej partii można sprowadzić do twardego anty-PiS-u czy słów Bartłomieja Sienkiewicza w TOK FM: „Platforma powinna być antysocjalistyczna. Mamy wrócić do tego z czego wyrośliśmy, głosić przewagę wolnego rynku nad wszystkimi innymi rozwiązaniami, socjalizm w każdym wydaniu jest dla Polski zgubny. Mamy być twardymi liberałami w kraju, w którym zagrażają socjaliści, a czy są oni z prawicy czy z lewicy, to nie ma znaczenia”.

Czy lewica wykorzysta szansę?

I to może być realna zasługa socjaldemokratycznej mniejszości w Sejmie: przywrócenie pojęciom właściwego miejsca. Sprawienie, że prawica pokaże swoją prawdziwą zamordystyczno-nieludzką twarz, czy raczej gębę pełną frazesów o nieomylnym wolnym rynku. A lewica – twarz tej siły, która broni ludzi przed jego ślepą niesprawiedliwością i przemocą. Tak już było w ostatnich dniach. Jeszcze zapanował w Sejmie pisowski porządek, ale jeśli socjaldemokratom uda się uporządkować pojęcia w głowach wyborców – zostanie zrobiony krok o znaczeniu nie do przecenienia.

Lewica po odwołaniu Biejat zapewniała, że nie przerwie walki o sprawiedliwość społeczną, że debata o emeryturach nie była ostatnią, w której nie zawiodła. Trzymamy za słowo.

PiS pozbył się posłanki Biejat

Magdalena Biejat z Lewicy jeszcze kilka dni temu celnie punktowała zaniedbania rządu na polu walki z ubóstwem i wspierania seniorów. 16 stycznia posłowie PiS odwołali ją ze stanowiska przewodniczącej komisji polityki społecznej i rodziny.

Stanowisko to Biejat otrzymała wcześniej zgodnie z parlamentarnym obyczajem, który nakazuje zostawić kierowanie częścią komisji w rękach opozycji.

O tym, czy PiS zdecyduje się naruszyć obyczaj i złamać wcześniejsze ustalenia z innymi klubami, spekulowano jeszcze przed Nowym Rokiem. Dla części parlamentarzystów katolicko-narodowej prawicy nie do przyjęcia były przekonania Magdaleny Biejat, która – chociaż sama ma niemal idealną tradycyjną rodzinę – mówi otwarcie o potrzebie zalegalizowania związków partnerskich i o prawie do przerywania ciąży.
W ostatnich dniach działaczka Lewicy Razem dostarczyła kolejnych argumentów „na niekorzyść”. W debacie nad emeryturami i sytuacją polskich seniorów celnie i stanowczo wskazała zaniedbania rządu na tym polu, mówiąc na sali plenarnej o rosnącej skali ubóstwa wśród najstarszych Polek i Polaków. Wykazała, że rozwiązania wdrożone na ich rzecz przez PiS są zaledwie ruchami pozorowanymi.

Żenujące uzasadnienie

Głosowanie nad odwołaniem Biejat odbyło się 16 stycznia rano. Jako bardziej odpowiednią kandydatkę na przewodniczącą parlamentarzyści PiS wskazali dotychczasową wiceprzewodniczącą komisji Urszulę Rusecką, której sylwetkę prezentowaliśmy na łamach „Dziennika Trybuna”. To katolicka fundamentalistka, która uzasadniała w Sejmie potrzebę bezwzględnego zakazu aborcji cytatami z matki Teresy.
Podając uzasadnienie wniosku o odwołanie przewodniczącej PiS nie miał jednak dość odwagi, by jasno powiedzieć, o co chodzi. Zamiast tego sprawozdawczyni Teresa Wargocka zarzucała lewicowej posłance brak doświadczenia w parlamencie i wynikającą z tego nieumiejętność organizowania prac komisji. „Przez miesiąc od dnia powołania nie podjęła obowiązków przewodniczącej komisji”, „wykazała się brakiem umiejętności brakiem pracy zespołowej” – mówiła.

– Spośród wszystkich 18 komisji, kierowanych przez PiS, tylko dwie komisje spotykały się częściej niż komisja polityki społecznej. A aż 10 komisji kierowanych przez PiS spotkało się mniej niż pięć razy, czyli dwa razy mniej niż komisja rodziny, która spotkała się dziesięć razy – ripostował jej przewodniczący klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski.

Warto przypomnieć, że również w poprzedniej kadencji Sejmu niektórymi komisjami kierowały debiutantki. Nikt ich z tego powodu nie odwołał… no ale przecież nie były to działaczki lewicowe.

Bo Lewiatan był przeciw

Jeszcze bardziej kuriozalne były inne „argumenty” przywołane przez PiS. Posłanka Wargocka zarzuciła Biejat, że jej poglądy w kwestii modelu rodziny „nie są podzielane przez większość społeczeństwa”. Zupełnie jakby miało to cokolwiek do rzeczy – posłanka otrzymała kierownictwo w komisji na mocy międzyklubowych ustaleń, w momencie ich zawierania wszyscy, łącznie z PiS, świetnie wiedzieli, jakie postulaty w sprawach praw kobiet i równości małżeńskiej zapisano w programie Lewicy.

Najbardziej absurdalnie, a poniekąd strasznie zabrzmiały jednak jej uwagi w sprawie projektu ustawy o emeryturach minimalnych, złożonego przez Lewicę, a wczoraj odrzuconego właśnie na komisji polityki społecznej dzięki zgodnym głosom PiS i PO. Otóż na niekorzyść Biejat miało świadczyć to, że miał on negatywną opinię Konfederacji Przedsiębiorców i Pracodawców Lewiatan. Tak, taki argument naprawdę padł z ust reprezentantów „prospołecznej” partii.

W dodatku – skandal! – Biejat zarządziła pracę nad projektem w sprawie emerytur po 50 dniach od jego złożenia w Sejmie. W ocenie posłów PiS był to „zbyt szybki” termin.

Wynik głosowania był w zasadzie przesądzony. 19 głosów za odwołaniem, 12 – przeciw. Teraz przewodniczącą komisji będzie, zgodnie z wolą rządzącej partii, Rusecka.

Tępe i prymitywne działanie

Przebieg porannego posiedzenia w komisji podsumował celnie Włodzimierz Czarzasty.

– Wy myślicie „i tak was przegłosujemy”. To tępe i prymitywne działanie i pokazywanie siły. Będziemy przegrywali głosowania, ale będziemy wszędzie o waszych siłowych rozwiązaniach informowali dzień i noc. Mam dosyć tego, że jeśli ze strony Lewicy jest kompromis, uśmiech, to z drugiej strony, partii rządzącej, jest prymitywna siła – skomentował wicemarszałek Sejmu i przewodniczący SLD.

Lewica mimo wszystko zamierza nadal zgłaszać w Sejmie socjaldemokratyczne projekty ustaw i krytykować z takich pozycji PiS-owskie udawane państwo dobrobytu. – PiS boi się Lewicy, boi się Biejat, bo wie, że walczymy o sprawiedliwość społeczną. Lewica się PiSu nie boi. Walczymy dalej – zadeklarowała na Twitterze Marcelina Zawisza.

Komisja Polityki Społecznej wróci w ręce prawicy

„Największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja” – te słowa wypowiedziała 10 stycznia 2018 r. posłanka PiS Urszula Rusecka. To ona prawdopodobnie zastąpi posłankę Lewicy Magdalenę Biejat na stanowisku przewodniczącej sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Po umiarkowanej socjaldemokratce przyjdzie czas na antyaborcyjną fundamentalistkę. Rzeczniczka PiS w rozmowie z Polską Agencją Prasową przedstawiła kandydaturę obozu władzy.„Chcemy, aby Urszula Rusecka zastąpiła na stanowisku przewodniczącej komisji panią Biejat” – powiedziała Anita Czerwińska.

Tym samym PiS ostatecznie potwierdził, że chce się pozbyć Biejat. Stoi to w sprzeczności z deklaracjami wygłoszonymi w listopadzie, kiedy wicerzecznik partii Tadeusz Fogiel zapewniał, że posłanka Lewicy pozostanie na stanowisku, bo zgodnie z sejmowym zwyczajem, opozycja też musi mieć przewodniczących komisji. W międzyczasie jednak Biejat stała się celem ataków prawicowej propagandy, która nazywała ją „aborcjonistką” i podważała kompetencje do szefowania komisji. W końcu głos zabrał prezes Kaczyński, który zapowiedział, że „sprawa zostanie wkrótce rozwiązana”.

Antyaborcyjna bojowniczka

Kim jest Urszula Rusecka? W latach 2010-2014 była zastępczynią burmistrza Wieliczki, potem pełnomocnikiem zarządcy tego miasta ds. edukacji. W latach 1998–2002 i 2006–2010 zasiadała w wielickiej radzie miejskiej. W 2014 roku dostała się z ramienia PiS do sejmiku małopolskiego. W ostatnich wyborach starała się o urząd burmistrza w Wieliczce. Bezskutecznie.

Posłanka PiS kierowała Komisją Polityki Społecznej i Rodziny w poprzedniej kadencji. Zasłynęła z wielu kontrowersyjnych wypowiedzi. „Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali. To słowa Matki Teresy z Kalkuty” – to fragment jej sejmowego wystąpienia z 10 stycznia 2018 roku, kiedy w parlamencie trwała debata przed głosowaniem w sprawie projektu „Zatrzymaj Aborcję”, który zakładał zniesienie możliwości usuwania ciąży również w przypadku ciężkiego uszkodzenia czy choroby płodu. Rusecka była oczywiście za.

„Wśród naturalnych praw człowieka na pierwszym miejscu jawi się prawo do życia. Jest ono powszechne i niezbywalne, a przerywanie ciąży w celu podporządkowania poczętego życia potrzebom i dążeniom innych ludzi wprost sprzeciwia się temu prawu” – przekonywała.

„Zdiagnozowana choroba czy niepełnosprawność u spodziewanego dziecka nie może uprawniać rodziców dziecka do aktu aborcji. W przypadku braku sposobności przyjęcia przez rodzinę dziecka, które urodziło się chore bądź niepełnosprawne, istnieją w społeczeństwie inne możliwości pozwalające na godziwe przyjęcie i wychowanie narodzonego dziecka” – mówiła Urszula Rusecka.

Atakowała nauczycieli

Potencjalna następczyni Biejat była aktywna również podczas wiosennego strajku nauczycieli. Podobnie jak była premier Beata Szydło czy kontrolowane przez PiS media publiczne przekonywała wówczas, że protest krzywdzi uczniów i powinien zostać zakończony.

„Nauczyciele sami wywalczyli sobie pozycję zawodu zaufania publicznego. Wolno im protestować, ale nie krzywdząc dzieci. Są bardzo ważne egzaminy, takie jak matura i od tego też zależy kariera młodych ludzi. Stwarzanie takiego zagrożenia i braku poczucia bezpieczeństwa i łamanie ich karier to po prostu nie przystoi, nawet z punktu widzenia przyzwoitości. Oddajemy nauczycielom to co mamy najcenniejsze, czyli własne dzieci i myślę, że nauczyciele tego nie zrobią” – mówiła Rusecka.