Zaczęło się od statków z żywnością, lekami i sprzętem medycznym dla Gazy. Izraelska marynarka zatrzymała je na wodach międzynarodowych. Potem Itamar Ben-Gvir, minister bezpieczeństwa narodowego Izraela, stanął z flagą przed klęczącymi aktywistami ze związanymi rękami. Ludzie płynący z pomocą zostali nazwani „zwolennikami terroryzmu”, choć to oni zostali porwani daleko od terenów kontrolowanych przez Izrael.
Global Sumud Flotilla wypłynęła z tureckiego Marmaris. W rejsie brały udział 54 cywilne jednostki. Ładunek miał trafić do Strefy Gazy, gdzie brakuje jedzenia, leków, wody i bezpiecznych szlaków dostaw.
Organizatorzy chcieli utworzyć morski korytarz humanitarny i przełamać blokadę trwającą od 2007 roku. To ona od lat odcina Palestyńczyków od leczenia, pracy, nauki, rodzin i reszty okupowanego terytorium.
Izraelska marynarka otoczyła statki daleko od własnego wybrzeża. Według organizatorów stało się to około 250 mil morskich od Gazy, na wodach międzynarodowych. Zagraniczne agencje pisały później o ponad 400 osobach zabranych z kilkudziesięciu łodzi.
Prawo morza nie daje państwu prawa do zamieniania pełnego morza w strefę polowania na cywilów. Konwencja ONZ stanowi, że „pełne morze jest otwarte dla wszystkich państw”, a jego wolność obejmuje „wolność żeglugi”. Artykuł 89 dodaje, że żadne państwo nie może skutecznie rościć sobie prawa do podporządkowania jakiejkolwiek części pełnego morza swojej suwerenności.
Polacy wśród zatrzymanych
W polskiej delegacji płynęli Łukasz Kozak z łodzi Marylin i Agata Wisłocka z łodzi Azur. Global Sumud Polska informowała także o Kareemie Awadzie, studencie Uniwersytetu Wrocławskiego z obywatelstwem brytyjskim i egipskim.
Kozak przed wejściem izraelskich sił nagrał komunikat SOS. Zapowiedział strajk głodowy w solidarności z palestyńskimi więźniami. „Solidarność naszą siłą. Palestyna będzie wolna” – mówił na nagraniu cytowanym przez Global Sumud Polska.
Po zatrzymaniu flotylli rzecznik MSZ Maciej Wewiór potwierdził kontakt polskich służb konsularnych z dyplomatami innych państw Unii Europejskiej. Resort informował, że z dużym zaniepokojeniem śledzi działania izraelskich sił wobec uczestników misji.
Ben-Gvir zamienił zatrzymanie w pokaz poniżenia
Kolejny etap przyniosło nagranie opublikowane przez Itamara Ben-Gvira. Minister bezpieczeństwa narodowego Izraela stał przed ludźmi, którzy klęczeli na ziemi z rękami związanymi za plecami.
Ben-Gvir machał izraelską flagą i krzyczał po hebrajsku, że tak Izrael wita „zwolenników terroryzmu”. Mówił to do cywilów płynących z żywnością i lekami do miejsca, gdzie głód stał się narzędziem wojny.
Dopiero po tym filmie polska reakcja przeszła w formalny protest. MSZ wezwało izraelskiego chargé d’affaires, zażądało przeprosin, śledztwa, poszanowania praw zatrzymanych i potraktowania ich zgodnie ze standardami międzynarodowymi.
Polska uruchomiła także procedurę pięcioletniego zakazu wjazdu dla Ben-Gvira, który publicznie cieszył się z upokorzenia zatrzymanych ludzi, w większości obywateli państw Unii Europejskiej.
Radosław Sikorski zwrócił się do izraelskiego polityka: „Nie wolno tak traktować polskich obywateli, którzy nie popełnili żadnego przestępstwa. W demokratycznym świecie nie znęca się nad ludźmi w areszcie ani nie chełpi się tym. Żądamy sprawiedliwości dla naszych obywateli i konsekwencji dla pana”.
Scenę z klęczącymi uczestnikami misji potępiły Unia Europejska, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Francja, Kanada i Holandia. Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa mówił, że był wstrząśnięty traktowaniem flotylli.
Nawet Benjamin Netanjahu uznał później zachowanie swojego ministra za sprzeczne z izraelskimi normami. Tyle, że to tylko próba ratowania wizerunku „państwa”, które samo pokazało, ile warte są jego „normy”. Tylko naiwni mogą wierzyć, że oburzenie pozostałych członków rządu Izraela dotyczyło samego poniżenia zatrzymanych. Ben-Gvir nie został skarcony za związanych ludzi na kolanach, lecz za to, że pochwalił się tym przed światem.
Izrael użył języka walki z terroryzmem przeciw cywilnej akcji humanitarnej. Worki mąki, leki i sprzęt medyczny wpisano w narrację o zagrożeniu, a ludzi próbujących dotrzeć do głodującej enklawy ustawiono przed kamerą na kolanach i pewnie nie poniesie za to większej odpowiedzialności.
Po wywiezieniu zatrzymanych przyszły świadectwa
Po deportacjach głos zabrali ludzie przetrzymywani przez izraelskie służby. Ich relacje mówią o biciu, paralizatorach, rozbieraniu do naga, braku wody i przemocy seksualnej. Z tych świadectw wyłania się obraz przemocy wobec cywilów, którzy płynęli z pomocą do głodującej Gazy.
Organizatorzy Global Sumud Flotilla podają co najmniej 15 przypadków przemocy seksualnej, w tym gwałtów. Izraelska służba więzienna zaprzecza oskarżeniom. Reuters zaznaczył, że nie był w stanie samodzielnie zweryfikować wszystkich zarzutów.
Associated Press przywołała świadectwa aktywistów po ich przylocie do Stambułu, Aten i innych europejskich miast. W relacjach są uderzenia pięściami, kopanie, ciągnięcie za włosy, psy, kajdanki, kontenery i odmowa kontaktu z prawnikami oraz rodzinami. Każdy z tych elementów brzmi jak instrukcja upokorzenia, nie jak procedura wobec zatrzymanych cywilów.
Jeden z mężczyzn mówił, że po doprowadzeniu do portu w Aszdodzie pięciu funkcjonariuszy biło go po twarzy. Inni opisywali zimno, groźby, wymuszone klęczenie i izraelski hymn puszczany na pełnej głośności także nocą. To nie wygląda jak chaos po zatrzymaniu, lecz jak metoda łamania ludzi dźwiękiem, światłem i strachem.
Reuters pisał o osobach hospitalizowanych w Turcji, także z połamanymi żebrami i złamaniami kręgów. Zeznania z kilku państw trafiły do prawników, którzy domagają się postępowań poza Izraelem. Gdyby sprawę badał wyłącznie Izrael, łatwo byłoby skończyć na pokazowej procedurze wobec kilku funkcjonariuszy, miesiącu zawieszenia i komunikacie, że nie stwierdzono poważnych naruszeń.
Gaza została za blokadą
Flotylla nie dopłynęła do miejsca, w którym bilans śmierci nadal rośnie. Według palestyńskich źródeł medycznych od początku izraelskiej ofensywy zginęło 72 783 Palestyńczyków, głównie kobiet i dzieci. Rannych zostało co najmniej 172 779 osób. Wiele ciał nadal leży pod gruzami, poza zasięgiem rodzin i ekip ratunkowych.
Do tego dochodzą zgony, które nie trafiają do pierwszych komunikatów po bombardowaniach. Ludzie umierają z głodu, braku leków, nieleczonych ran, załamania ochrony zdrowia i życia w ruinach. Potwierdzono co najmniej 463 zgony z głodu, w tym 157 dzieci.
Na niewielkim obszarze Strefy mieszka około 2,1 miliona Palestyńczyków. Przez lata blokady byli zależni od izraelskich decyzji o granicach, wodzie, paliwie, prądzie i transporcie. Po październiku 2023 roku doszły ruiny szpitali, masowe groby, głód i blokowanie pomocy humanitarnej.
Izrael nazwał ludzi z workami mąki i lekami „zwolennikami terroryzmu”. Świat zobaczył państwo, które wysyła marynarkę wojenną przeciw cywilnym łodziom, wiąże ręce zatrzymanym, każe im klęczeć i pozwala ministrowi robić z poniżenia materiał propagandowy.
Aż strach pomyśleć, co izraelski aparat bezpieczeństwa robi z ludźmi, gdy nie ma kamer, skoro minister sam publikuje obraz przemocy i uważa go za powód do dumy. Tak wygląda upadek człowieczeństwa ubrany w mundur, flagę i język walki z terroryzmem.










