5 lipca 2022

loader

Nienawiść po grób

Jarek Ważny

Ja to w zasadzie niczemu się nie dziwię w tej wojnie i nic mnie już nie zaskoczy. Runęły wszystkie mosty, po których można byłoby przez lata prowadzać misje pokojowe i humanitarne na wschód od Wisły, żeby wolne narody, jak Ukraińcy, mogli o sobie zastanowić. Jest jednak jedna rzecz, która zadziwiać mnie nie przestanie. 

Putin, w każdej swojej wypowiedzi przed agresją na Ukrainę i w jej trakcie podkreśla, że dla niego, a tym samym dla Rosji, Ukraina nigdy nie była w pełni suwerennym państwem, tylko teoretycznym zlepkiem rosyjskich i polskich ziem, któremu bolszewicy darowali marzenie o wolności od swoich panów. Dlatego właśnie ma pełne prawo ją najechać i złupić, a obywateli którzy się z nim nie zgadzają wyrżnąć, bo żywioł ruski jest tam na tyle silny, że musi go bronić, jako ojciec najlepszy, przed ukraińskim pomazańcami Bandery. Wynikałoby z tego rozumowania, że sami Ukraińcy, to nacja wyzuta z poczucia państwowości i patriotyzmu, bo niby kiedy miała się go nauczyć. Za Sowietów, za Polaków, za caratu? Nie powinno zatem stanowić problemu wykonanie „misji stabilizacyjnej” na Ukrainie niezwyciężonej Armii Czerwonej w wersji 2.0, która, mimo iż po Wielkiej Wojnie minęło przeszło 70 lat, mentalnie zmieniła się niewiele, patrz gwałty na kobietach na zajętych, ukraińskich wsiach i przysiółkach. Okazuje się jednak, że wbrew lansowanej linii o cherlawym, ukraińskim patriotyzmie, sami Ukraińcy ani myślą poddać swoją, teoretycznie nijaką ziemię i ojczyznę bez walki. Mało tego, stawiają najeźdźcy zaciekły opór, a w haracie ducha i bojowym nastawieniu przewyższają niejeden stary, europejski kraj z tradycjami i kolonialnymi papierami. Czemu tak się dzieje? Owoż, nie znam dziś bardziej zawziętego narodu od Ukraińców. Śmiem twierdzić, że gdyby to nas Putin obrał za swój pierwszy cel, padlibyśmy znowu w tydzień, jak we wrześniowej kampanii. Bo życie w dobrobycie wolności i niepodległości rozleniwia. A życie pod butem ciemiężcy rogowaci skórę na karku i wyciska krew z kącików ust od zaciskania zębów.

Nie jest prawdą lansowana przez prawicę teza, że Polska skończyła się w 1939 r. a na nowo zaczęła 50 lat później, wraz z upadkiem komuny, której rządy były jedynie administrowaniem państwem za zgodą sowieckiej kacapii. I to wcale nie dlatego, że PRL był uznawany na świecie, miał hymn, godło i granice potwierdzone traktatami. Teza owa nie jest prawdziwa głównie dlatego, że nikomu, urodzonemu w PRL-u po wojnie i w nim wychowanemu, który wzrastał w dwóch systemach, nie przyszłoby do głowy, żeby myśleć, że na raz jego państwowość skończy się z dnia na dzień i trzeba będzie chwycić za broń, żeby bić siksę z odwiecznym wrogiem. Propaganda peerelowska cały czas straszyła Niemcem, ale już za Gierka, kiedy kontakty z RFN-em się ociepliły, co bardziej myślący Polak wiedział doskonale, że wojny raczej w kraju nie będzie i Niemcy go nie najadą. W 1989 r. kiedy zachwiała się pierestrojka i upadł berliński mur, co niektórym zaświeciła w oczach wizja międzynarodowego konfliktu, ale Sowiety były na tyle zmurszałe a Zachód silny, że widziano w tym raczej nadzieję niż obawy. Przynajmniej w społeczeństwie, które choćby z opowieści wiedziało, jak się żyje za Odrą i Nysą. Ukraińcy tymczasem, przez wszystkie te lata trzymani byli pod butem. Nie znali smaku wolności w zasadzie od nigdy. Dlatego też dzisiaj, nie chcą jej dać sobie wyrwać za żadne skarby, bo wiedzą doskonale, że wolność nie jest dana na zawsze. Myśmy o tym dawno zapomnieli. To jest ta różnica między nami. Dziwi mnie jednak nawet nie to.

Zastanawiam się, co siedzi w głowie Putina na wypadek wygrania wojny na Ukrainie. Bo coś siedzieć przecież musi. Taki ktoś jak on, ma zapewne plan, co zrobić z Ukraińcami dalej. Bo że ci będą się stawiać i buntować, to pewne. Zagazować wszystkich raczej nie zdoła. Wystrzelać i wymordować, też raczej nie. Obozy pracy, zsyłki na Sybir. Owszem, można co bardziej krnąbrne jednostki tam posłać, ale gdzieżby cały naród. To awykonalne. Na Ukrainie postawi się mu cały naród. Rozwinie się partyzantka. Ludzie raczej nie porzucą marzenia o wolności i nadal będą się bić To już nie Księstwo Warszawskie, w którym można sprawować władzę za pomocą namiestnika i dławić powstania, jak wybuchną, raz pół wieku. Tu powstanie będzie permanentne. Zastanawiam się też, czy Putin zdaje sobie sprawę, że ziarno nienawiści jakie zasiał między narodami ukraińskim i rosyjskim rozpleni się jak perz na lata i nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek można je było z ludzi wyplenić. Wrogość ludzi dzielących podobną kulturę i język jest już bowiem zenitalna i nie sposób jest sobie wyobrazić, żeby w przyszłości Ukraińcy zapomnieli Rosjanom, jaki los im zgotowali w 2022 r. Jak Niemcy, którzy cały czas muszą się borykać z jarzmem nazizmu i tych, którzy wywołali największy w historii ludzkości konflikt, tak teraz Rosjanie będą tymi, dla których cywilizowana część globu nie znajdzie słów innych, jak obelżywe. To bowiem, co zgotował Putin Ukrainie i światu zapisze go w historii na jednej stronie ze Stalinem i Hitlerem, choć ambicje miał zapewne nieco większe. Ale tak to już bywa z wielkością, która źle zrozumiana zamienia się w swoją własną, pokraczną karykaturę.

Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Poprzedni

Groźby wojny nuklearnej

Następny

48 godzin sport