O Staszku, który nie poszedł na księdza

20 paź 2022

Kiedy już odwołano go z przewodniczącego Rady Głównej Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej, zrobił balangę dla kolegów z ZSP. Westchnął i rzekł im w sekrecie: „Wiedziałem, że pójdę do góry, ale czemu do Jeleniej?”.

Mógł dziwić się, bo nie był z tym miastem związany. Młodość spędził w Oleśnicy, studia w sopockiej Wyższej Szkole Ekonomicznej, a żywot etatowego działacza Zrzeszenia Studentów Polskich w Warszawie. Ale wtedy PZPR, do której wstąpił w 1959 roku, niejednego zdolnego „młodzieżowca”, jak przezorna matka „rzucała na odpowiedzialny odcinek pracy w terenie”.

Aby poznał tam prawdziwe, polskie życie. Został tam I sekretarzem KW PZPR, takim partyjnym księciem dzielnicowym. A położona na krańcu Polski, świeżo podniesiona do rangi wojewódzkiej, Jelenia Góra okazała się wspaniałym miastem, o czym potem wielokrotnie wspominał.

Sprawdzian zaczął się jesienią 1980 roku. Po fali strajków powstał w kraju opozycyjny ruch społeczny zalegalizowany jako związek zawodowy NZSS „Solidarność”. Nowa rzeczywistość wymagała od rządzącej PZPR nowej polityki i nowych ludzi. Pasował do tamtych czasów.

Miał doświadczenia z ZSP. Związku dyskutującego, krytycznego wobec rzeczywistości, politykującego. W którym wybory do władz na szczeblu uczelnianym, a często okręgowym, odbywały się wedle demokratycznych procedur. Na poziomie wojewódzkim i centralnym były już kontrolowane przez władze PZPR. Dzięki takim demokratycznym procedurom i krytycznemu środowisku wielu działaczy PZPR pochodzących z ruchu studenckiego potrafiło działać w warunkach pluralizmu politycznego, konieczności dialogu i kompromisu. Szybko pokazał, że potrafi negocjować przez wiele godzin, zawieszać rozmowy, wracać z nowymi propozycjami, przekonywać, spokojnie znosić wszelkie ataki agresji, zawieszać rozmowy, wracać do nich, by konsekwentnie wymuszać kompromisowe porozumienia.

W latach 1980-85 wykonywał najgorszą polityczną robotę. Był ministrem ds. związków zawodowych, czyli politycznym saperem na najeżonym minami polu. Choć PZPR nie lubił, namawiał w 1982 roku generała Jaruzelskiego do jej rozwiązania, od 1985 roku powrócił do pracy w warszawskim gmachu, „Białym Domem” zwanym. Był kierownikiem kilku wydziałów, awansował do Biura Politycznego, przewodniczył kilku Komisjom, w tym tak egzotycznej jak „Zdrowia Moralnego KC PZPR”.

Ale w tym czasie był przede wszystkim zaufanym doradcą i współpracownikiem generała Jaruzelskiego. Jednym z współtwórców koncepcji „Okrągłego Stołu”, dialogu z ówczesną opozycją i pokojowej transformacji polskiego ustroju politycznego. Stracił za to poparcie w PZPR. W listopadzie 1989 roku został ambasadorem w ZSRR, dzięki głosom opozycji, potem do 1996 roku w Federacji Rosyjskiej.

W młodości chciał zostać księdzem, ale jego ukochany katecheta upił się i publicznie porzygał. Wtedy młody Staszek Ciosek stracił łaskę wiary. Wybrał socjalizm. Bogu niech będą dzięki, że ów ksiądz wypił wtedy.

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Prawo do strajku tylko na papierze

Prawo do strajku tylko na papierze

1 maja w Warszawie odbyła się demonstracja „Dość zakazu strajków! Czas na silne związki zawodowe!”. Protest rozpoczął się w południe pod Sejmem. Uczestnicy domagali się zmian w przepisach o rozwiązywaniu sporów zbiorowych i przywrócenia pracownikom realnego prawa do...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...