Ta zniewaga

11 listopada, w poniedziałek, nie poszedłem na żaden marsz ani pochód, tylko do lasu. Ku memu wielkiemu zdziwieniu, napotkałem na swojej drodze dość pokaźne grono współmyślących ze mną rodaków.

Szedłem sobie i rozmyślałem o obrazku, który zobaczyłem w telewizji na godzinę przed wyjściem z domu na spacer: minister obrony, w otoczeniu gromadki dzieci, śpiewa „Pierwszą Brygadę”. Dzieci są poprzebierane w mini-mundury wojskowe z epoki: szare, piłsudczykowskie porcięta i marynarki, furażerki. Część ma na sobie szlify generalskie i salutuje w rogatywkach. Jeszcze inne poprzyodziewały berety i khaki, a na ramieniu połyskuje im biało-czerwona opaska, jak u Małego Powstańca. Żadne z dzieci nie ma więcej niż 10 lat. Minister w środku, dzieci wokół ministra. I śpiewają: po „Brygadzie”, „Wojenko, wojenko”, „O mój rozmarynie” i inne szlagworty z pola boju. Wyobraźcie sobie Państwo, że na taką, lub podobną, inscenizację, trafia ktoś zupełnie przypadkowy, z kraju Europy Zachodniej albo z Ameryki. I co sobie taki ktoś może pomyśleć? No, wypisz wymaluj, kompletne świry! Przebierają dzieci za małych żołnierzy, jak w jakimś afrykańskim państwie u progu wojny domowej. Dają im do rąk atrapy karabinów i uczą idiotycznych przyśpiewek, w których wojna jawi się jako coś zajebiście wesołego i fajnego, gdzie każdy mężczyzna (i tylko mężczyzna) może się bez reszty spełnić. A kobiety? Mogą robić za sanitariuszki Małgorzatki, albo zostać w domu i rodzić dzieci, bo do tego wszak są powołane przez dzieło boskie. Najlepiej, jak zaczną rodzić jak najwcześniej, bo jak kobieta urodzi pierwsze dziecko w wieku 30 lat, to ile ich jeszcze będzie mogła urodzić? To nie moje są słowa, to też nie legenda ludowa, ale tekst, który łaskaw był z siebie wypuścić poseł Przemysław Czarnek, do niedawna wojewoda lubelski. Poseł PiS, ma się rozumieć. Wcześniej pan wojewoda dawał medale za walkę z ideologią, jaką, chyba nie muszę pisać. Pozywał naukowca z Towarzystwa Ukraińskiego z Lublina, za to, że ten powiedział gorzką prawdę o mordzie AK w Sahryniu na ukraińskich cywilach. Zdaniem posła Czarnka to znieważało naród polski, ale prokuratura nie dopatrzyła się znieważenia, i postępowanie umorzyła. Teraz poseł Czarnek pozywa kolejnego akademika. Padło na dra Tomasza Kitlińskiego z UMCS. Dr Kitliński zaprotestował przeciwko nagrodzeniu jeszcze wówczas wojewody, a już posła-elekta, okolicznościowym medalem uczelnianym, za zasługi na rzecz rozwoju placówki. Nominował Przemysława Czarnka do medalu, po uważaniu, sam rektor, prof. Michałowski. Oprócz wojewody podobne medale dostał prezydent miasta i marszałek z Sejmiku. Kitliński zaprotestował przeciwko wyróżniania Czarnka. m.in. dlatego, że uważa, podobnie jak i ja, paru otwartych krytyków byłego wojewody pracujących na uczelni lubelskiej i wypowiadających się pod nazwiskiem, oraz znacznie większa rzesza krytyków, która boi się jawnie stanąć po stronie Kitlińskiego w obawie przed utratą pracy, że nie godzi się, aby honorować medalem przyjaciela UMCS człowieka, którego poglądy na rolę kobiet są wyjęte jak z powieści Mniszkówny, który mniejszości seksualne i sposób uprawiania przezeń seksu, nazywa, powołując się przy tym na św. Pawła, zboczeniami. Którego cała postawa oraz wyrażany światopogląd stoi w sprzeczności z tym, co leży u fundamentu każdej, wielkiej uczelni: poszanowania dla inności, umiłowania nauki, poszukiwania prawdy w dowodzie i wiedzy, a nie w gusłach i zabobonach.

Rektor uczelni ma inne zdanie niż Tomasz Kitliński; twierdzi, że poglądy Czarnka nic tu nie wnoszą. Wniósł za to sam pan wojewoda-spory wkład osobowy, a co za tym idzie, materialny, przy budowie nowego kampusu uczelnianego i za to należy się medal. To tak, jakby dzwon z sercem dla starego, farnego kościoła, ufundował zdeklarowany ateista. I uczynił to tylko dlatego, że bardzo lubi, przy niedzieli, przyjść do dzwonnicy i pociągnąć sobie za sznurki. A pleban ochoczo by na to przystał, bo czy dzwoni ateista, lucyferianin czy kwakr, niewiele to zmienia w procesie dzwonienia. Złośliwi powiadają, że pieniędzy na kampus wojewoda specjalnie „wyklamkował” w rządzie czy w ministerstwie, jeno wypełnił swoje ustawowe zadanie, za które brał przecież pensję z naszych podatków, ale kto by ich tam słuchał. Będę bacznie śledził proces Czarnek versus Kitliński, ponieważ ex-wojewoda pozwał wykładowcę nie za pomówienie, a za znieważenia urzędu. Wiele razy w życiu sam znieważałem urzędy, więc jestem tym rozstrzygnięciem żywo zainteresowany…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *