Instrument Polityki Nienawiści

Tak szewc Fabisiak odczytuje skrót IPN, który oficjalnie oznacza Instytut Pamięci Narodowej choć jest to pamięć mocno wybiórcza co jest cechą charakterystyczną sklerotyków oraz pacjentów dr Alzheimera.

IPN, podobnie jak i inne struktury śledcze, działa po cichu jedynie od czasu o czasu dając o sobie znać przy okazji celebrowania kolejnej rocznicy ku czci żołnierzy słusznie wyklętych za swoje zbrodnicze poczynania. Ostatnio IPN znalazł się w kręgu zainteresowania polityków i publicystów z duperelnego powodu – mianowicie ewentualnego powołania heilującego niegdyś osobnika na jedno z licznych kierowniczych stanowisk tej instytucji. I właśnie za to heilowanie opozycja domagała się odwołania decyzji co do mianowania Tomasz Greniucha, który ostatecznie sam wycofał swoją kandydaturę. Liberalna opozycja spod znaku Koalicji Obywatelskiej wespół ze sprzyjającymi jej komentatorami czuła się wyraźnie zniesmaczona tym, że ktoś taki ma zostać powołany na kierownicze stanowisko w instytucji, które uznają oni za ważną i potrzebną. Świadczy o tym dysputa w sobotniej telewizyjnej „Loży prasowej”. Red. Adam Szostkiewicz z „Polityki” biadolił nad tym, że Greniuch miałby objąć „ważną funkcję w instytucji państwowej”. Jak zauważa szewc Fabisiak, panu Szostkiewiczowi najwyraźniej odpowiada model państwa w którym ważną rolę odgrywa skrajnie prawicowo upolityczniona struktura. Z kolei dla red. Andrzeja Stankiewicza taka nominacja wydała się zdumiewająca, podczas gdy byłaby ona przejawem konsekwencji w zakresie polityki kadrowej tego tworu preferującej ustawianie na mniej lub bardziej eksponowanych stanowiskach tych, których orientacja polityczna musi być zgodna z obsesyjnie antykomunistyczną strategią nie tylko rzeczonego instytutu, lecz całej rządzącej prawicy do spółki z opozycyjną Konfederacją.

Tymczasem cała ta pseudoafera uzmysławia to o czym nie wszyscy do tej pory wiedzieli. A mianowicie to jak zorganizowany jest IPN. Że posiada swoje placówki terenowe z rozbudowaną hierarchiczną strukturą wewnętrzną. Dowiedzieliśmy się bowiem, że pan Greniuch był dyrektorem departamentu opolskiej delegatury IPN. Ten fakt do tej pory jakoś umykał uwadze pryncypialnej liberalnej opozycji. Albo wynikało to z niedoceniania znaczenia funkcji o której nie mówi się publicznie albo też ze słabej zdolności niuchania haków na siłę rządzącą – wnioskuje szewc Fabisiak.
IPN jest jeszcze bardziej zurzędniczałą instytucją niż wszystkie ministerstwa. W samej jej centrali ulokowanych jest 5 biur, Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu oraz Archiwum. Ponadto IPN ma 11 oddziałów umieszczonych akurat w tych miastach gdzie znajdują się sądy apelacyjne, co daje dużo do myślenia. Nie dość na tym, IPN utworzył sobie 7 delegatur w tym w 3 miastach powiatowych. W oddziałach i delegaturach usadowione są departamenty dzięki czemu pod względem rozmiarów administracji i będącej tego konsekwencją liczby stanowisk kierowniczych i dyrektorskich IPN bije na głowę wszystkie resorty co stawia go w uprzywilejowanej sytuacji tworząc zeń najpotężniejszy ośrodek władzy wykonawczej. Taka pozycja rzeczonej instytucji wynika ze strategii sił sprawujących władzę. Gdyby instytut zajmował się jedynie badaniami historycznymi wystarczyłoby Biuro Badań Historycznych tudzież wspomniane wyżej Archiwum. Tymczasem instytucję tę wyposażono w dodatkowe zadania o czym świadczy umiejscowienie w nim m. in. biura zajmującego się edukacją narodową. Jak widać, panującym w tym kraju nie wystarcza już indoktrynacja szkolna w wykonaniu ministra Czarnka i jego protegowanych z Ordo Iuris. Dlatego potrzebna jest dodatkowe narzędzie prania mózgów w postaci IPN – zauważa szewc Fabisiak. Gdyby instytucja ta zajmowała się – jak to wynika z jej statutu – faktycznie prowadzeniem śledztw w sprawie zbrodni popełnionych w okresie od 8 listopada 1917 r. do 31 lipca 1990 r. (a więc także po zmianie ustroju) to powinna się również zająć zbrodniami dokonanymi przez żołnierzy wyklętych. Jednak jest ona pozbawiona śladu cienia obiektywizmu w związku z czym doskonale się nadaje jako instrument prymitywnej i nachalnej propagandy. A jakie są skutki nachalnej indoktrynacji ma okazję przekonać się Kościół Katolicki – zwraca uwagę szewc Fabisiak.

Wracamy do średniowiecza

Powszechne protesty dotyczą odbierania społeczeństwu niezależnych sądów, a ostatnio nie respektowania praw kobiet do dysponowania własnym ciałem. Są to ważne zagadnienia w zakresie praw , ale możliwe do odrobienia w stosunkowo krótkim czasie po nieuchronnej zmianie układu rządzącego.

Znacznie większe szkody, mogące trwać całe pokolenie, wyrządzić może zmiana polityki edukacyjnej, realizowana od początku rządów PiS. Zmiana ta znacznie przyspieszyła po powołaniu Pana Czarnka na Ministra Nauki i Edukacji.

Pod pozorem ochrony wolności wypowiedzi ograniczanej rzekomo przez operatorów sieci społecznościowych, którzy usuwają zapisy ksenofobiczne, obraźliwe dla grup społecznych obcych ideowo rządzącym, zamierza się wprowadzić cenzurę rządową z nakazem likwidowania wpisów , które rządzący uznają za rzekomo obraźliwe, a w rzeczywistości pokazujące zakłamanie ich elit.

Odwołania od powyższych nakazów rozpatrywać ma specjalna komisja, w której, jak pokazuje aktualna rzeczywistość, przewagę będzie miała Zjednoczona Prawica, a nie bezstronni eksperci.

Pan Czarnek chce ustawowo bronić przed osądem środowiska prawicowych naukowców głoszących ksenofobiczne poglądy dotyczące praw kobiet, środowisk LGTB, niewierzących , migrantów itp. Jednocześnie ogranicza się środki i dąży do wyeliminowania z polskiej nauki „gender studies”, które badają uwarunkowania kulturowe związane z rozumieniem płci i cech przypisywanych tradycyjnie tym płciom, pokazując równocześnie środki do zmiany tych tradycyjnych uwarunkowań. Znaczne ograniczenia dotyczą też naukowców powołujących się na teorie marksistowskie, które bez ograniczeń funkcjonują w krajach zachodnich i krajach rozwijających się.

Pan Czarnek chce narzucić swój ahistoryczny punkt widzenia na rolę kobiety, wyrażony w jego wystąpieniach publicznych, a sprowadzający się do krótkiego stwierdzenia, że wyłączną rolą kobiety powinno być rodzenie dzieci i służenie mężczyźnie, w celu zaspokojenia jego pragnień i dążeń.
Wprowadzona już przez Pana Czarnka zmiana punktacji za publikacje naukowe wprowadziła prymat nauk teologicznych opartych na „prawdzie objawionej”, kosztem badań opartych o prawdę wynikającą z obiektywnego z badania przyrody i otaczającej nas rzeczywistości.

Oczywiście nie można naukowcom prawicowym ograniczać wyznawania własnych poglądów i prowadzenia badań. Staje się to problemem, gdy te poglądy przenoszą do treści przekazywanych studentom, a co gorzej, gdy służą one do ich dyscyplinowania lub oceny. A z takimi zachowaniami, potępianymi przez środowiska uniwersyteckie, a branych w obronę przez rządzących, mieliśmy w ostatnim okresie do czynienia.

Ta pozorna wolność do prezentowania poglądów w mediach społecznościowych, której obłudnie domagają się Panowie Ziobro i Czarnek nie może być całkowita. Nie możemy dopuścić do prezentowania w mediach społecznościowych tekstów skrajnie faszystowskich, nawołujących do przemocy i skrajnie obraźliwych. Regulacje w tym zakresie muszą powstać w ramach Unii Europejskiej, ponieważ ma ona większą siłę oddziaływania na globalnych operatorów. Nie wolno powierzać takich regulacji w Polsce zacietrzewionym i kłamiącym na co dzień prawicowcom z naszego rządu. Regulacje takie dotyczyć powinny również prezentowania tekstów pseudo naukowych prezentujących dawno obalone teorie, jak kreacjonizm zaprzeczający ewolucji w świecie żywym, czy skrajnie rzecz ujmując twierdzeniu, że ziemia jest płaska, jeśli nie jest to element satyry lecz poglądu naukowego.

Powołanie przez Pana Czarnka teologa o skrajnych poglądach na głównego eksperta od programów nauczania w szkołach świadczy o zamiarze dalszego i nieograniczonego przewartościowania tych programów w kierunku państwa wyznaniowego, kierującego się głównie poglądami hierarchów kościelnych, a także dalszego fałszowania historii, co ma już miejsce od początku rządów PiS, choć było też realizowane wcześniej lecz w znacznie mniejszym stopniu, przez porzednie ekipy postsolidarnościowe.
Wypierana jest też z programów szkolnych wiedza o seksualności człowieka na rzecz katolickich bajek o czystości, nieograniczonej miłości małżeńskiej , nieuniknionego cierpienia kobiet i tym podobnych bzdur wykładanych często przez obecnych lub byłych katechetów. Skutkuje to pozostawieniu ucznia na czerpanie wiedzy od nieprzygotowanych często do tego rodziców, którzy sami pozbawieni byli w dzieciństwie rzetelnej wiedzy o zagadnieniu, lub z sensacyjnych i nie naukowych opowieści kolegów i koleżanek. Sprzyja też braku czujności wobec pedofilów, szczególnie tych w sułtannach, oraz niewłaściwych zachowań seksualnych i zachodzeniu w ciąże przez nieletnie dziewczyny.

Przegląd podstaw programowych ma zacząć się od języka polskiego, historii i wiedzy o społeczeństwie.

Przedstawię teraz pogląd socjalistów na programy nauczania w szkole, szczególnie w zakresie powyższych przedmiotów.

Traktując edukację jako zintegrowany system nauczania od przedszkola do ukończenia studiów przedstawiamy dwa ogólne postulaty dotyczące tzw bazy programowej, która musi być opracowana ponad podziałami społecznymi.

Po pierwsze przygotowanie do życia w społeczeństwie w duchu odpowiedzialności obywatelskiej i poszanowania wartości humanistycznych, co obecny system edukacji realizuje w minimalnym stopniu. Zaprzepaszczony został w tym zakresie powojenny dorobek polskiej pedagogiki .

Należy przywrócić i rozwinąć formy pracy grupowej i współdziałania uczniów w środowisku. Formy te zaniknęły zarówno z uwagi na oszczędności budżetowe szkół, jak i zanik autorytetu nauczyciela i wychowawcy spowodowany przepełnieniem klas, niskimi wynagrodzeniami i celowym obniżaniem rangi nauczycieli w środowisku.
Programy powinny położyć nacisk na naukę samodzielnego myślenia. Należy uczyć rozwiązywać problemy, a nie zapamiętywania faktów i formułek. Jakość kształcenia nie polega na anachronicznym kształtowaniu postaw pseudo patriotycznych, lecz na przystosowaniu młodzieży do życia w szybko zmieniającym się świecie.

W nauczaniu przedmiotów społecznych (np. historii) trzeba kłaść nacisk na umiejętność oceny zjawisk w ich kontekście historycznym, a nie zapamiętywanie dat i nazwisk, dobranych najczęściej pod kątem indoktrynacji politycznej (w tym religijnej).

Należy zmienić politykę edukacji historycznej ostatnich dwudziestu paru lat, negującą lewicowe, humanistyczne idee powszechnego braterstwa i pobrzmiewającą mesjanizmem Polaków jako narodu wybranego i kultu bitew, a nie rzetelnej pracy i realizmu politycznego. Nieustanna gloryfikacja wysiłku bitewnego prowadzi do zaniku poczucia, że pokój jest dla społeczeństwa wartością nadrzędną. Kult żołnierzy wyklętych, wrogość do sąsiednich narodów i „dmuchanie w narodowy balonik” pogłębiają zjawiska nacjonalizmu, ksenofobii i rasizmu. Takie zjawiska zawsze w historii stanowiły zarzewie konfliktów miedzy narodami, a w dobie globalizacji prowadzą do psychozy wojennej. Wielce mylą się Ci, którzy takie zjawiska wiążą z patriotyzmem. Patriotyzm powinien się wyrażać przede wszystkim gotowością pracy dla pożytku wspólnego, pracy na rzecz rozwoju społecznego i gospodarczego Polski.

W zakresie wiedzy o społeczeństwie programy powinny przygotowywać do problemów z jakimi spotka się młody człowiek po ukończeniu szkoły. Potrzebne są elementy wiedzy prawnej i ekonomicznej, w tym wiedza o przyczynach nierówności społecznych i pułapkach nieograniczonego rozwoju, skutkującego nieodwracalnymi zmianami klimatycznym, ale także nauka autoprezentacji i jasnego prezentowania posiadanej wiedzy. W ramach cykli tematycznych jest też miejsce na naukę zachowań społecznych oraz seksualności człowieka. Nauka tego przedmiotu powinna być prowadzona w formie oddzielnych cykli nauczania prowadzonych przez specjalistów, w tym specjalistów z poza szkoły.

Nauka języka polskiego i dobór lektur szkolnych powinien przekazywać informacje o różnych formach literackich jak poezja, powieść, opowiadanie, pamiętniki, literatura faktu itp.i ich rozwój w różnych okresach historycznych. Konieczna jest też prezentacja zmieniających się form języka i słownictwa, Nie może tez być pominięta antologia tych twórców, którzy zdobyli rozgłos na świecie, niezależnie od prezentowanych przez nich opcji politycznych.

Nauczanie przedmiotów ścisłych i przyrodniczych musi kłaść nacisk na zrozumienie realnych zjawisk i przygotowanie do życia w zmieniającym się świecie, w którym technika zastępuje wysiłek ludzki, a człowiek musi zapewnić jej wykorzystanie zgodnie z potrzebami swoimi i otaczającego go środowiska. W nauce tych przedmiotów szczególnie pożądane jest korzystanie z form pracy grupowej, ponieważ nowe wynalazki i rozwój technologii jest obecnie wynikiem działań zespołów, a nie pojedynczych twórców.

Zdziwienie budzi fakt, że zmiany które planuje w edukacji PiS spotykają się z stosunkowo niewielkimi, w porównaniu do innych zagadnień, protestami społecznymi, zwłaszcza w środowiskach młodych ludzi, którzy niedawno zakończyli edukację, ale też w środowiskach rodziców dzieci, aktualnie uczęszczających do szkół. Czyżby stało się to dla nich czymś oczywistym, że programy nauczania opracowuje władza według swoich upodobań, a krytyczne myślenie nie opanowało ich umysłów.

Aktualni uczniowie zaczynają własną formę protestów poprzez masowe rezygnowanie z uczęszczania na lekcje religii. Rodzice często to popierają, ale nie chcą lub boją się aktywnie protestować przeciwko treściom jakie przekazywane są ich dzieciom. Potrzebne są naciski w formie grupowych wystąpień rodziców nie zgadzających się z sekularyzacja i upolitycznieniem treści nauczania.

Zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy w zakresie form i treści nauczania oznaczać będzie cofnięcie Polski w rozwoju.

Jadą, jadą dzieci polityczną drogą,

i nadziwić się nie można, jak im trudno zrozumieć ten współczesny, polski świat.

Każdego nieomal dnia, a tygodnia niewątpliwie, dowiadujemy się o kolejnych inicjatywach, pomysłach, wystąpieniach, projektach tzw. Zjednoczonej Prawicy oraz wszelkich innych, sympatyzujących z nią gremiach.

Poza ograniczeniem wolności mediów przez wydumany domiar do reklam, mający w konsekwencji je ograniczać bądź likwidować, dziś przeczytałem, że:

minister Przemysław Czarnek przyznał wyjątkową pozycję naukową czasopismom, w których sam publikował. Dołożył do tego także m.in. pismo kojarzone z o. Tadeuszem Rydzykiem oraz periodyk wydawany przez resort Zbigniewa Ziobry. Gdy lista wejdzie w życie, o wiele łatwiej będzie zrobić karierę naukową dzięki pismom wspierających władzę;doszło do afery z udziałem polskich dyplomatów na Filipinach;
prezydent, premier i wiceminister reagują na słowa prezydenta Niemiec, które nie padły;
Sejm niedługo zajmie się obywatelskim projektem czyli Instytutu Ordo Iuris „Tak dla rodziny, nie dla gender”, który zakłada wypowiedzenie Konwencji stambulskiej. To zapowiedź uczynienia z Polski lidera nowej, skrajnie konserwatywnej Europy;
uczeni Uniwersytetu Łódzkiego policzyli, ile drzew wycięto w trakcie obowiązującego tzw. Lex Szyszko. Okazuje się, że w 2017 r. pozbyto się tylu drzew, ile przez dziewięć innych lat.

Mało jak na jeden dzień? No i jeszcze dowiedziałem się, że moja druga tura szczepienia odsuwa się ad calendas graecas, ponieważ punkt szczepień nie dostał tego preparatu.

Jutro c.d.n. pisowskiego serialu, dzień jak co dzień.

Nie ma w tej sytuacji,

trwającej i stale narastającej od lat, niczego ważniejszego w polskiej polityce, niż odsunięcie wszelkimi, możliwymi metodami, PiS-u od władzy.
A tym czasem w piaskownicy dzieci kłócą się, które jest ważniejsze i którego piaskowy zamek najładniejszy. Czasem w tych sporach nawet łopatkami się obkładają. I trwać to będzie do czasu jak w tym starym dowcipie z gajowym i partyzantami – wreszcie prezes Kaczyński wygoni ich, tym razem nie z lasu, a z piaskownicy. Jest również wersja optymistyczna – po raz pierwszy – jak donosi CBOS – od dwudziestu lat w grupie najmłodszych dorosłych (18-24 lata) bardziej popularne jest deklarowanie sympatii lewicowych, które wzrosły do 30 %. Odsetek osób, które określiły się jako zwolennicy i zwolenniczki lewicy wzrósł od 2019 r. radykalnie co miejmy nadzieję zapowiada, że ochrzczeni policyjna pałką wykażą więcej determinacji i rozumu niż rozpieszczone swoją władzą obecne bachory. I koniecznie dodać należy, że dotyczy to całej tzw. klasy politycznej, bo Zjednoczona Prawica jest tak samo zjednoczona jak i prawicowa.

A tym czasem

z niemałym trudem i znojem, acz z zerowym sukcesem, trwają rozliczne, niby poważne dyskusje tak nad programami w poszczególnych opozycyjnych partiach, i jeszcze głębsze rozważania czy da się coś razem zrobić, czy raczej, albo na pewno nie.

Oczywiście, że napisanie partyjnego kanonu jest zadaniem niełatwym, co potwierdza fakt, że należy go pisać, był źle wyobrażony, a może po prostu było jak zawsze – papier swoje, a życie też swoje.

W tej nierozwiązywalnej sytuacji nic innego nie pozostaje partyjnym liderom jak zwrócić się o pomoc do twórców serialu „Ranczo” Wojciecha Adamczyka i Jerzego Niemczuka (Robert Brutter niestety nie żyje), którzy wyłożyli elementarz pisania partyjnego programu. No i jeszcze warto posłuchać Michałowej, która pyta; „Nie można czy nie chce się?”
Może to jedyna droga, gdyż nie skutkuje odwoływanie do polskiej racji stanu w dzisiejszym świecie, do dalszej czy bliższej przeszłości, zakończonej bądź klęską (rozbiory, Wrzesień 1939), bądź deprawacją szczytnych idei (sanacja, realny socjalizm, Solidarność). Ta klasa tego nie naumiała się. Również była na wagarach w czasach szczególnego narodowego zjednoczenia (wojny polsko-bolszewickiej, odbudowy kraju i przywracania obywatelskiej równości, sukcesu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy). W tej pustce myśli i braku woli do skutecznych poczynań żadną miarą nie może, bądź nie chce dostrzec, że ponownie zamienia się nasze państwo w folwark pańszczyźniany, w którym poza panem (PiS) i plebanem (Kościół) nie ma już miejsca nawet dla wójta.

Sformułowanie kilku sentencji,

łączących opozycyjne partie w negatywnej ocenie PiS nie jest wysiłkiem przekraczającym możliwości liderów, tym bardziej, że wielokrotnie w różnej formie padały. Idąc za myślą Mirosława Dzielskiego, przez wszystkich niedocenionego byłego działacza politycznej opozycji w PRL, wyrazić je można również dwoma fundamentalnymi słowami: prawo i wolność. Z tym hasłem – Prawa i Wolności – jednoczącym tak opozycyjne partie, protestujących tłumnie na ulicach i wielu innych akceptujących je, można obalić władzę PiS. Oczywiście pod warunkiem rozumienia tych pojęć w znaczeniu dosłownym i nadto bez liberalnego, lewicowego, prawicowego i każdego innego wnikania i dzielenia włosa na czworo. Dziś nie czas na to, bowiem konieczna jest szybka klęska PiS. Wszystko co później, niewątpliwie bardzo trudne i nie do końca wiadome, zawsze jednak będzie lepsze od współczesności.

Polityka jest różnie definiowana,

także jako sztuka kompromisu, gdyż dzięki niemu osiąga się szybciej i mniejszym kosztem planowane cele. Budowa kompromisu, będącego zresztą elementarną cechą demokracji, trwa zazwyczaj dłużej niż arbitralne decyzje, wymaga szacunku dla odmienności partnera, odnalezienia tego co łączy i często rezygnacji z własnych ambicji, odsunięcia na plan dalszy zamierzeń, preferowanych celów i wizji. To wszystko w imię odtrącenia od władzy PiS.

Na portalu Strajk.eu (12.02.2021) trwały rozważania czy poprzeć protest w sprawie tzw. daniny od reklam. Przekonaniom opisującym jej rzeczywisty cel przeciwstawiono opinię: „Słuchając jednak argumentów koncernów medialnych, nie sposób nie odnieść wrażenia, że swoją ,,niezależność” mierzą one wyłącznie grubością swoich portfeli, a w ich ustach ,,obrona przed pisowskim autorytaryzmem” to po prostu pretekst dla torpedowania wszelkich prób zmuszenia ich do podzielenia się krociowymi dochodami…Jestem święcie przekonany, że gdyby kiedyś z podobnym pomysłem ze szlachetnych pobudek wyszedł w Polsce lewicowy rząd, wycie o ,,ataku na wolne media” byłoby równie paniczne – korporacyjna kasa musi się przecież zgadzać.”

Niejako analogicznie, pod starym, zużytym już hasłem, że podział prawica-lewica jest nieaktualny aktualny, wystąpił Rafał Trzaskowski podczas multimedialnej prezentacji Platformy Obywatelskiej. „Mówiąc szczerze – odpowiadał w „Dzienniku-Trybunie” (12.02.2021) Włodzimierz Czarzasty – nie dziwię się, że liderzy Platformy Obywatelskiej negują podział „prawica-lewica”. Partia, którą kierują zawiera tak wiele sprzecznych poglądów, wartości i interesów, że uporządkowanie ich na tradycyjnej osi podziałów politycznych byłoby niemożliwe. A na pewno skończyłoby się znacznym odchudzeniem PO. Nie chcą tego, mają do tego prawo. Ale lepiej byłoby, aby nie wygłaszali poważnych politycznych diagnoz, które nie wynikają z pogłębionej analizy sił społecznych i ekonomicznych w społeczeństwie, lecz z analizy… układu sił w Platformie”’

Takie są podteksty i dylematy koniecznego kompromisu.

Na białym koniu,

oczywiście w odniesieniu do wyobrażeń z czasów powojennych o zbawczej roli gen. Andersa, nie przyjedzie do Polski nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden. Nie wyzwoli nas od pisowskiej zależności. USA zapewne, jak to już niedawno bywało, zadbają o interesy swoich firm w Polsce i stąd np. stacja TVN może być bezpieczna, ale pozostali niekoniecznie.

Szczególny rodzaj amerykańskiej perfidii w rozgrywaniu światowych interesów tkwi w wybiórczym traktowaniu nie tylko określonych sytuacji, ale i słów, pod którymi się stale podpisują. W preambule do Traktatu Atlantyckiego czytamy, że jego strony „są zdecydowane ochraniać wolność, wspólne dziedzictwo i cywilizację swych narodów, oparte na zasadach demokracji, wolności jednostki i rządów prawa.” Jeżeli na poważnie traktować ten zapis, to co w NATO robi Turcja nie spełniająca już od dawna powyższych warunków, podobnie jak Węgry i Polska. W interesie USA są jednak przede wszystkim własne interesy i globalna polityczna gra. Wszystko sprowadzi się do słów, ładnych i mądrych, podobnie, acz z innych zupełnie powodów, jak w Unii Europejskiej.

Z amerykańskiego czy brukselskiego nieba nie oczekujmy pomocy, sami musimy to zrobić używając także symbolu czerwonej błyskawicy.

Polityka to również gra

dużo bardziej wymagająca i cyniczna niż poker, nie tyle z uwagi na partnerów, ale ze względu na często niebotyczną, czasem wręcz historyczną stawkę. Mieliśmy taki klasyczny przykład u nas w 1989 roku, gdy padło hasło „Wasz prezydent, nasz premier” i Solidarność jakoś nie brzydziła się wejść w konszachty z wieloletnimi, wiernymi sojusznikami PZPR. Oni zresztą też.

Decyzje kierownictw ówczesnego ZSL i SD tłumaczą się dbałością o interesy i przyszłość swoich partii, co zresztą spełniło się połowicznie: powstało PSL, a SD zniknęło z politycznej sceny. Ale w obecnej sytuacji w Polsce dojrzewają zapewne opinie, nie tylko wśród elektoratu, ale także w pewnych, szerokich kręgach władzy Zjednoczonej Prawicy, że wiele kwestii wywołanych arbitralnymi decyzjami prezesa PiS oraz szczególną, tolerowaną przez Kaczyńskiego aktywnością Zbigniewa Ziobry, źle służy ich materii dziś, a jeszcze gorzej w przyszłości. Także osobistym interesom. Stąd wcześniej czy później trwać będzie poszukiwanie jakiegoś aktywnego wyjścia z tego klinczu. Najwcześniej zapewne w partii Gowina.

W kontekście tych rozważań warto przywołać „Onet Rano” (13.02.2021): „Były premier był pytany o to, czy Jarosław Gowin przejdzie do opozycji. – W takich przypadkach trzeba zadać pytanie, jaka jest alternatywa. Gowin bardzo wiele by ryzykował, więc ceną byłoby stanowisko Prezesa Rady Ministrów. Gdyby Gowin to usłyszał i było to poparte wiarygodną ofertą, to mógłby się on nad tym zastanawiać – mówił Miller. – To by całkowicie zmieniło sytuację w Polsce. Ukształtowałaby się inna większość parlamentarna, złożona z dzisiejszej opozycji. Mogłaby ona zmienić marszałka i prezydium Sejmu, a potem w drodze konstruktywnego wotum nieufności, przeprowadzić zmianę Prezesa Rady Ministrów. Nie wiem, czy to jest w ogóle brane pod uwagę. W każdym razie za darmo Gowin niczego nie zrobi. Polityka głównie jest oparta na rachunku zysków i strat. Prawdziwie pełnokrwisty polityk marzy w skrytości ducha o tym, żeby zasiąść na fotelu Prezesa Rady Ministrów”.

A w TVN, w tym samym dniu w programie „Sprawdzam” na pytanie Krzysztofa Skórzyńskiego, czy rozważana jest w Platformie Obywatelskiej jakaś koalicja z Porozumieniem Jarosława Gowina Grzegorz Schetyna odpowiedział: „To jest polityczna fikcja, dziś, jutro i pojutrze.” Po Schetynie, modelowym wzorcu PO. biorąc wszystkie jego wcześniejsze dokonania, powyższej opinii można było się spodziewać.

Polacy powitali ten rok,

jak wynika z badań CBOS, z malejącym od 2008 ograniczonym optymizmem (35% – różne jego stopnie), na co zapewne wpływ miało także pojawienie się wreszcie szczepionki na Covid-19. Przekonania, że będzie on taki sam jak ubiegły, bądź gorszy wyraziło po ok. 24 % badanych, co w sumie uznać należy za brak nadziei i oczekiwanie na zasadnicze zmiany.

Należy więc wyrazić przekonanie, że lewicowi liderzy wyjdą na przeciw tym wymaganiom liczącej się część Polaków i potrafią w tej wyjątkowej sytuacji dać przykład innym. Nie jest to oczywiście łatwe, ale dzwon bije dziś dla Was wszystkich. Później będzie tylko cmentarna sygnaturka.

Eksperci Ewangelią oświeceni

Minister edukacji i nauki, Przemysław Czarnek, zaprosił do resortu ekspertów, którzy mają zająć się przeglądem treści podręczników szkolnych. Szef gabinetu politycznego resortu, Radosław Brzózka przekazał szczegóły dotyczące tych prac.

17 lutego miało miejsce spotkanie trzech zespołów ekspertów nauk humanistycznych. “Zapoznają się z tym, w jaki sposób podstawy programowe zostały odzwierciedlone w podręcznikach. Na początek specjaliści przeanalizują podręczniki do języka polskiego, historii i wiedzy o społeczeństwie“ – powiedział Brzózka w rozmowie z “Naszym Dziennikiem”.

Brzózka tłumaczył, jaki kierunek ma przyświecać ekspertom. “Wiedza przekazywana uczniom ma być podawana nie w oderwaniu od tożsamości cywilizacyjnej Polaków, ale w kontekście kultury łacińskiej, bo w tej kulturze szczególnie pielęgnuje się wszelką naukę, poszukuje się mądrości” – tłumaczył. Brzózka tłumaczył również jak wygląda polskie pochodzenie kulturowe.

“Jesteśmy dziedzicami tradycji greckiej, antycznej, ale też tymi, którzy oświetleni światłem Ewangelii poszukują prawdy w sposób pozbawiony uprzedzeń i dbają o to, żeby ta prawda była dostępna w sposób powszechny, a nie była jakąś wiedzą tajemną. Niestety, w wielu kulturach i cywilizacjach tak się dzieje, że dostęp do prawdy jest wręcz blokowany” – uznał Brzózka.

Jest to kolejny już krok w podchodach do zmian w podstawie programowej ministra Czarnka. Jedną z jego pierwszych decyzji po objęciu urzędu, była dymisja dyrektorki Departamentu Podręczników, Programów i Innowacji Aliny Sarneckiej.

Hojny minister Czarnek

Przemysław Czarnek jest bez wątpienia jednym z bardziej kontrowersyjnych ministrów edukacji. Znany z lekkomyślnych wypowiedzi i katolickiego fundamentalizmu szef resortu ma również lekką rękę do przyznawania nagród i premii.

Pomimo tego, że większość polityków partii rządzącej stara się przynajmniej pokazać, że w trakcie pandemii wszystkim jest trudniej i również w swoich resortach zaciska pasa, minister edukacji ma zgoła odmienne zdanie. Z jego strony posypały się gigantyczne premie.

“Dokładna kwota, jaką przeznaczono na wypłatę nagród dla pracowników MEN od 20 października 2020 r. do 8 stycznia 2021 r. to 682 749,57 zł“ – poinformowało “Super Express” biuro rzecznika prasowego MEN.
“Przyznawanie nagród uznaniowych było powiązane z osiągnięciami pracowników i było uzależnione m.in. od zaangażowania, przejawiania inicjatywy w pracy, doskonalenia sposobu jej wykonywania” – tłumaczy rzecznik ministerstwa.

“Po prostu szok i niedowierzanie” – komentowała doniesienia “Super Expressu” Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa Związku Nauczycielstwa Polskiego. “Za te pieniądze można by w końcu stworzyć platformę do zdalnego prowadzenia lekcji. W końcu moglibyśmy uniezależnić się od komercyjnych serwisów” – dodawała.
Na razie nie wiadomo, czy premie i nagrody były konsultowane z kancelarią premiera, czy jest to swoista samowolka ministra Czarnka.

Narodowy desant w MEN

Nie ma szczęścia polska oświata. Kolejna ekipa rządząca traktuje MEN jako miejsce, które można wykorzystać do walki ideologicznej i zatrudnienia właściwych ludzi. Tymczasem główne problemy polskiej szkoły pozostają nierozwiązane.

Kolejnym już wiceministrem oświaty został właśnie Tomasz Rzymkowski, poseł PiS, dawniej związanych z Ruchem Narodowym i klubem Kukiz’15. Ważniejszy wydaje się jednak związek z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim i fakt studiowania pod kierunek obecnego ministra Przemysława Czarnka. W resorcie nowy urzędnik zajmować ma się kształceniem ogólnym i nadzorem pedagogicznym. Na ile ma o tych sprawach pojęcie? Niewiele wskazuje na jakiekolwiek – Rzymkowski to doktor prawa, autor rozprawy o konstytucji kwietniowej, znany raczej z wypowiedzi na tematy historyczne. Zaprzeczał kolaboracji Brygady Świętokrzyskiej z hitlerowcami i zarzekał się, że polski przedwojenny antysemityzm sprowadzał się do sporu ekonomicznego z Żydami.

O nauczycielach Rzymkowski wypowiedział się bodaj raz. Była wiosna 2019 r. i największy od lat w Polsce strajk – protest nauczycieli i pracowników oświaty. Dla prawicowego polityka był to przykład terroryzowania społeczeństwa. Związek Nauczycielstwa Polskiego w przekonaniu narodowca ma ultrakomunistyczne pochodzenie, przed protestującą grupą zawodową nie wolno ustępować. A niskie zarobki nauczycieli? Rzymkowski miał prostą odpowiedź – oni po prostu mało, najmniej w Europie pracują.
Nauczyciele chcieliby w MEN po prostu sprawnych i kompetentnych zarządców. Po raz kolejny okazuje się, że o znaczeniu edukacji prawicowe rządy potrafią jedynie mówić. I tylko uczniowie na tym cierpią.

Zaszczepić nauczycieli!

Obecnie trwa szczepienie tak zwanej “grupy zero”. W następnym etapie programu swoją dawkę szczepionki otrzymać mają seniorzy, a rząd o wcześniejszych dawkach dla pracowników oświaty wciąż milczy, pomimo tego, że nauczyciele mają niedługo wrócić do szkół. Lewica zwołała w tej sprawie konferencję prasową, na której posłanki wzywały rząd do potraktowania nauczycieli priorytetowo.

“Szanowni państwo, pozwolę sobie zacząć od cytatu. „Nauczyciele są tą grupą zawodową, która jest narażona bardzo mocno na transmisję koronawirusa” – to słowa, które Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek wypowiedział 19 grudnia 2020 r. Wtedy jeszcze pan Przemysław Czarnek zapowiadał i deklarował, że nauczyciele będą traktowani przez rząd priorytetowo, jeżeli chodzi o dostęp szczepień. W ostatnich dniach jednak słyszymy – zarówno od pana ministra Przemysława Czarnka, jak i od ministra Michała Dworczyka – że nauczyciele i nauczycielki oraz pracownicy placówek oświatowych nie mogą liczyć na szczepienia w pierwszym kwartale nowego roku.” – mówiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

“Oznacza to, że będą musieli czekać kilka miesięcy i wcale nie jest powiedziane, że w tym czasie nie będą musieli wykonywać swoich obowiązków zawodowych. Nauczyciele to rzeczywiście jest ta grupa, która jest szczególnie narażona na kontakt z wirusem, jeżeli muszą pracować w szkołach stacjonarne, a dzieci nie można szczepić. Dzieci roznoszą wirusa nie specjalnie, nie złośliwie, ale tylko dlatego, że dużo trudniej jest im dostosowywać się, w szczególności tym młodszym, do obostrzeń i wymogów sanitarnych. Szkoła to oczywiście miejsce nauki i opieki, wszyscy czekamy z utęsknieniem na to, aż dzieci i młodzież będzie mogła do szkoły powrócić. Szkoła to także miejsce pracy, a każdy pracownik, każdy nauczyciel, każdy pracownik administracyjny ma pełne prawo do tego, żeby czuć się w swoim miejscu pracy bezpiecznie. Pracodawca, organizator placówek oświatowych ma obowiązek zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki pracy.” – dodawała.

“Kolejną grupą. która zwraca się do mnie, zwraca się do Lewicy z prośbą o wsparcie, jest grupa pracownic i pracowników ośrodków pomocy socjoterapeutycznych i-wychowawczych. Są to pracownicy, którzy zajmują się podopiecznymi nie tylko poniżej 18 roku życia, ale też tymi starszymi od dwudziestego szóstego roku życia, którzy wymagają specjalnej uwagi. Również ci pracownicy nie są uwzględnienie i to uwaga w czymś co w ogóle nie ma rangi aktu prawnego. To jest kolejny problem, którym chciałam podsumować tę konferencję. Dokument, który nazywa się Narodowy Program Szczepień jest to po prostu dokument w PDF-ie, umieszczony na stronie Kancelarii Rady Ministrów. Nie ma on żadnej rangi prawnej, to nie jest to nawet rozporządzenie Ministra Zdrowia, więc tak naprawdę te wszystkie grupy, które tam są ujęte i ta kolejność, która jest przedstawiona w tym dokumencie jest taką hipotezą, którą rządzący z Prawa i Sprawiedliwości sobie założyli. Natomiast nie ma tego ani jak pilnować, ani jak egzekwować” – to z kolei słowa Anny Marii Żukowskiej.

Papież nauczy

Przemysław Czarnek udzielił kolejnego wywiadu, w którym zajął kontrowersyjne stanowiska nt. włączania nauk Jana Pawła II do programu nauczania.

“Gdy uczymy podstaw przedsiębiorczości, moglibyśmy wprowadzić fragmenty papieskich encyklik na temat tego, czym jest praca, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna itp. Chodzi nie tyle o wymiar religijny, ile o etyczne spojrzenie na przedsiębiorczość” – mówił w “Gościu Niedzielnym” minister edukacji.

Polityk dodał również, że chciałby włączenia nauk Jana Pawła II do programu szkół podstawowych. Chodzi przede wszystkim o kwestie seksualności i inne tematy zawarte w książce “Miłość i odpowiedzialność”. Warto zaznaczyć, że jest to pozycja, której daleko jest od zdobyczy psychologii i medycyny. Karol Wojtyła bowiem pisze w niej, między innymi, o homoseksualności jako o “zboczeniu” i wymienia ją w jednym ciągu z zoofilią. W książce napisanej przez papieża czytamy również, że “z wymogami normy personalistycznej kłóci się poligamia, a także rozerwalność prawnie zawartego małżeństwa (tzw. rozwód), który zresztą w praktyce prowadzi do poligamii”.

Czarnek zapytany o to, co zagraża wolności nauki, odpowiedział “lewicowy totalitaryzm”. Stwierdził on, że osoby o innych poglądach niż lewicowe są wykluczane z debaty. “W efekcie ludzie o poglądach konserwatywnych boją się je formułować i nie podejmują dyskusji” – mówił dla “Gościa”.

Profesorek i aktoreczki

Kolejny mędrek z PiS obraża kobiety, obraża ludzi kultury, obraża swoich przeciwników. Trudno zachować spokój, trudno nie odpowiedzieć w podobnym stylu.

Doktor Cenckiewicz zwany przez niektóre media profesorem, bo pracuje u Rydzyka, ośmielił się zakpić z artystów dotkniętych restrykcjami wprowadzanymi przez rząd z powodu pandemii. Jak one są wprowadzane, wiemy. Obserwujemy chaos, brak konsekwencji, niemal każde zarządzenie jest niebawem zmieniane, uzupełniane, nowelizowane. Tak jak z ustawami w Sejmie. Ryba psuje się od głowy…

Sławomir Cenckiewicz skomentował postulaty głoszone podczas protestów – ludzie kultury dołączyli tydzień temu do Strajku Kobiet. Artyści oczekują rekompensat podobnie jak inne branże, którym rząd (pandemia) uniemożliwia normalne funkcjonowanie, zarobkowanie, otrzymywanie wynagrodzenia by utrzymać rodzinę i siebie. Pan Sławomir Cenckiewicz (znany z tropienia przeszłości Wałęsy) oburza się, że można żądać pomocy finansowej od rządu, wobec którego zgłasza się równocześnie postulat dymisji. „Oglądając wywiad z aktoreczkami w TVN24 nieźle się uśmiałem, bo one rzeczywiście wrogo nastawione do PiS i za tym piorunem na ulicach, ale zgłosiły postulat, że w związku zamknięciem teatrów rząd powinien im wypłacić 2 tyś miesięcznie choćby na rachunki. To już nie wyp…….ć?” Zachowałem oryginalny zapis stylu wypowiedzi na Twitterze.

To nie pierwsze tego typu skandaliczne zachowanie przedstawicieli obozu władzy, obozu PiS. Przypomnijmy reakcję na słowa Janusza Gajosa o podzieleniu Polski na dwie części, wygłoszone tuż po wyborach prezydenckich w Polsce. Pierwsza zareagowała znana z lotności Beata Mazurek: „Wyraźnie widać, że PRL, >Czterej pancerni i pies< odcisnęły trwały ślad na mózgu Gajosa. Bardzo przekonująco zagrał rolę zdegenerowanego prokuratura w filmie >Układ<. Pewnie, to tylko przypadek. A tak po ludzku, insynuacje prostaka.” Oto słowa kogoś, kto ma tylko ślad. Do pani Mazurek dołączył minister kultury (sic!). „Dobry aktor nie jest święta krową. Nie możemy godzić się na takie obelgi w życiu publicznym.” – napisał także na Twitterze Piotr Gliński. Ale wróćmy do Cenckiewicza. Czytelnicy Trybuny to na pewno zauważyli, ale podkreślę, jaki stosunek do bliźnich ma nie tylko reprezentant PiS, ale także przedstawiciel rydzykowej, katolickiej, wyższej uczelni. Aktoreczki – ile w tym określeniu pogardy i poczucia swojej wyższości. Brawo „profesorze”! Dobry przykład dla studentów. Wypowiedź Cenckiewicza to także kolejne potwierdzenie, że rządzący wciąż uważają, iż dzielą SWOJE pieniądze, że budżet jest ICH, że tylko od ich dobrej woli zależy kto i ile z niego otrzyma. A wspólna refleksja? konsultacja? społeczny udział w tworzeniu zasad i kryteriów? Oj, to pachnie socjalizmem… Budżet jest nasz, pisowski, to my go dzielimy, my go rozdajemy tym, którym wedle nas się należy. A należy się naszym, skoro on nasz. Ile razy trzeba jeszcze powtarzać że budżet jest wspólny, że pochodzi z NASZYCH podatków, więc nikt przy jego podziale nie powinien być pomijany, a tym bardziej z powodów innych poglądów politycznych. Przypomniała mi się anegdota o Jerzym Waldorffie. Tuż po transformacji ktoś pytał go o czasy PRL używając argumentu „ale przecież przyjmował pan od tamtej władzy odznaczenia”. „Tak, miał odpowiedzieć Waldorff, przyjmowałem, ale z obrzydzeniem”. Tak więc rekompensaty należą się każdemu nawet gdyby miał je odbierać od tego rządu z obrzydzeniem. Tym bardziej, że zamknięcie, na tym etapie walki z pandemią, WSZYSTKICH placówek kultury jest kuriozalne i świadczy albo o niemocy ministra kultury, albo o jego całkowitym braku zainteresowania tym co dzieje się w obszarze mu podległym. Kolejki do muzeów, czy choćby tylko tłumy w muzealnych gmachach, to widok rzadki, jedynie przy okazji otwarcia głośno zapowiadanych wystaw. Kina, teatry, sale koncertowe, wprowadziły poprzednio systemy „bezpiecznego” uczestnictwa publiczności w kulturze. Dlaczego nie skorzystano z tego doświadczenia.

Czym w sensie zagrożenia epidemiologicznego różni się udział w mszy (1 osoba na 10 czy 15 m) w podobnie zorganizowanym koncercie. Dlaczego nie powalczył o to minister kultury? Dlaczego nie zadbał tak o te placówki, jak i o możliwość „kulturalnej regeneracji”, udziału w kulturze potrzebujących tego obywateli. Potrzebujących tego szczególnie w tym czasie. Czyżby zajęty był (jako minister sportu) szykowaniem stadionów na szpitale… Na pewno zaś zajęty był ogłaszaniem, wraz z rządowym kolegą Czarnkiem, konkursu na prace magisterskie i doktorskie na temat ruchu narodowego i katolicyzmu społecznego w Polsce. Panie Cenckiewicz, uwaga! konkurencja rośnie panu pod bokiem!

I o co chodzi?

Poproszę, aby ten tekst potraktować jako satyryczny. Co prawda Trybuna nie jest pismem prześmiewczym, a i Gadzinowski nie znosi konkurencji. Gdyby jednak miał to być tekst poważny, to Gadzina dałby go na 3 stronę i opatrzył stosownymi tytułami oraz zdjęciem Naczelnika.

Nie musiałby wykreślać niecenzuralnych słów, bo bym ich nie używał. Mam traumę po tym, jak kapral Milicji Obywatelskiej dał mi w 1970 roku mandat o wysokości 10 zł, za użycie na ul. Manifestu Lipcowego w Krakowie słowa „dupa”. W zamian za to napisałbym o wynikach badań, przytoczył CBOS, IBRIS, Kantar i Bóg wie co jeszcze. W odróżnieniu od wielu polityków, badania pod strasznie nudnym tytułem „Młodzi Polacy wobec …” staram się czytać ze zrozumieniem. Ale tu tego nie będzie. Bo tu nie o prawdę naukową chodzi tylko społeczną. Oto garść uwag. Jeśli komuś to się politycznie skojarzy, to na własną odpowiedzialność.

Ludzie wychodzą na ulice. Kobiety i mężczyźni. Młodzi i starzy, ale głównie młodzi. Uczeni wszelakiej politycznej maści oraz etatowi oraz niezawodowi politycy (też różnej maści) zastanawiają się po co. O co chodzi? Otóż mam z tej sprawie swoją opinię. Wcale – moim zdaniem – nie chodzi o mgr Przyłębską, prawo do aborcji i tym podobne rzeczy. Tu chodzi o wolność i o ściśle rozumiana politykę. Moi rówieśnicy wywalczyli ją w 1989 roku. My – postpezetpeerowska lewica – do tego też przyczyniliśmy się. Nie baliśmy się wolnych wyborów, ani demokratycznej konkurencji. Też nie lubiliśmy towarzyszy radzieckich, którzy zawsze wiedzieli lepiej i nie chcieliśmy karier zależnych od ślepej, politycznej i ideologicznej, lojalności. Tu z ówczesnymi „Solidarnościowcami” było nam po drodze.

Rozeszliśmy się – choć na szczęście nie ze wszystkimi – gdy określano granice i wyznaczniki tej wolności. Polska pseudoprawica i liberałowie z Bożej łaski uznali, że wolność polityczna i neoliberalnie rozumiana wolność ekonomiczno-socjalna (wolność do biedy) wystarczy. Cała reszta była poza ich zainteresowaniem. Część spłacić chciała wydumany dług wobec kościołów (w tym największego), część była w wieku i doświadczeniu (wszak PRL była bardzo pruderyjna), kiedy wolność do marzeń była poza ich zasięgiem. Ofiarą takiej postawy padła nie tylko aborcja. Także np. pomysły, aby zalegalizować obrót miękkimi narkotykami, albo usankcjonować związki partnerskie osób tej samej płci. W zamian za to dostaliśmy kapelanów w każdym zorganizowanym państwowo fragmencie życia społecznego, rytuały kościelne przeniesione do życia państwowego. To nie tylko wina prawicy. Także wybitni politycy lewicy apelowali, aby nie walczyć z kościołem i religią, klękali gdy nie trzeba było i uderzali się w piesi, bacząc, czy robią to stosunkowo głośno. Sam tu nie jestem bez winy, bo jeśli już protestowałem, to po cichu. Choć sam od wielu lat już nie klęczę, to nie umiałem podnieść z kolan wielu moich kolegów. To ważne, bo lewicowy antyklerykalizm jest stosunkowo świeżej daty.

Ci młodzi, którzy dziś wychodzą na ulicę, chcą dla siebie wolności. Maja w dupie demokrację, wybory, partie polityczne i wolności obywatelskie. Oni chcą własnej wolności, tak jak ją rozumieją w roku 2020. Prawa do wyznawania wiary w makaron spaghetti i w to, że zwierzęta są naszym mniejszymi braćmi, a drzewa żyją i odczuwają ból. Chcą, aby nikt nie dopieprzał się do ich ciała, do tego, ze ozdabiają je agrafkami i kolorowymi pasemkami włosów. Chcą przyzwolenia na to, aby czerpać przyjemność z seksu bez zobowiązań. I do tego, aby życie rodzinne i obowiązki rodzicielskie podjąć wtedy kiedy będą do tego gotowi, a nie jak sąsiadka uzna to za stosowne. I żeby państwo, jego policje jawne i tajne oraz dwupłciowe odwaliły się od tego jak oni chcą żyć, z kim i w jakich okolicznościach. To co było pod spodem, chronione konwenansem, w tym religijnym, chcą wyjąć na wierzch, mało tego, chcą aby oczekiwania te cieszyły się takim samym szacunkiem obywateli i wsparciem państwa, jak wszystkie dotychczas uznawane modele.

Wiedzą, że to muszą sobie wywalczyć i że w dużej mierze zależy to od polityków. Rozumieją też „jak ta polityka chodzi”. Nie dadzą zepchnąć się na jakieś boczne, bez znaczenia, ścieżki. Dlatego nie chodzą pod budynek Trybunału Konstytucyjnego czy Ministerstwa Edukacji Narodowej. (Zresztą, to słowo „narodowej” też ich drażni. Bo co, „narodowa” edukacja jest lepsza niż europejska?) Idą na Żoliborz, na Wiejską, licząc, że faceci zza barier policyjnych i sop-owskich się zreflektują. I widząc reakcje tych „chronionych” tracą nadzieję. Na to, że ten kraj może być dobrym miejscem do życia, że polityka to sztuka zaspokojenia ludzkich potrzeb, to czynienie dobra. Państwo, które lubili, którego czasem się wstydzili, ale częściej bywali dumni, pokazuje im środkowy palec. Nie pierwszy raz zresztą, bo już wiedzą, ze w minionych latach nie przybyło miejsc w żłobkach i przedszkolach, że wobec handlarzy narkotykami czy dopalaczami stać to państwo co najwyżej na zaostrzanie kar, że „piątka” Kaczyńskiego poległa w bojach o władzę, a Tusk walczył z pedofilami poprzez chemiczna kastrację.

To się w ich umysłach, pokoleniowej pamięci, odkłada i dlatego maja w dupie politykę, jej przedstawicieli i elity. Tych wszystkich starców, którzy nie rozróżniają tik-toka od fb, a tego ostatniego od insta. Którzy nie rozumieją, że jak mnie wkurwią to pojadę za granicę. Gdzie nikt mnie nie będzie pouczał, jak mam żyć. Że ta cała religia, historia i WoS-ie, to jedna wielka manipulacja, która ma ich pozbawić własnego osądu rzeczywistości. A nauczyciel z Szydłowca, który wyrzuca ich ze zdalnej lekcji za ozdobienie swojego logo błyskawicą, to nie wyjątek, to reguła. Odbierają to wszystko jako opresję wymierzoną w istotę ich człowieczeństwa.

Co na to lewica? Fajnie, że chodzą na te demonstracje, a lewicowe posłanki dają dowód odwagi i determinacji. Ale – z szacunkiem do Was dziewczyny – to za mało. Polityka to praca głową, to debata z przeciwnikiem, a przede wszystkim niezdecydowanym. Zobaczcie na ostatnie badania. Problemem dla Lewicy, nie są jej notowania. Problemem jest 26% respondentów, którzy nie mają na kogo głosować. Trzeba więc wyłożyć filozofię Lewicy, dać ludziom materiał do pomyślenia. Nic tam Wasze liczne inicjatywy legislacyjne, Hołownia nie zgłosił żadnej. Antonio Gramsci (nie wiem, czy ktoś na lewicy go jeszcze czyta), powiadał, że dobra partia polityczna to coś na kształt religii, tyle, ze opartej na swobodnej wymianie poglądów i na realnie istniejących ludziach i rzeczach.. Nie chcę go tu cytować, ale ta debata powinna oprzeć się na trzech kluczach. To słowa: wolność-równość-człowieczeństwo. „Tylko nie spieprzcie ich banałami” – zakończył klasyk swój list z faszystowskiego więzienia.