Gonią Wilczka w Danii

Kamil Wilczek przez cztery sezony był gwiazdą Broendby Kopenhaga i ulubieńcem kibiców tego klubu, ale gdy niedawno podpisał kontrakt z lokalnym rywalem, FC Kopenhaga, dla fanów Broenby stał się „wrogiem publicznym”.

Nasz piłkarz pół roku temu odszedł z Broendby do tureckiego klubu Goeztepe SK, ale nie odnalazł się w nowym otoczeniu i tego lata wrócił do duńskiej ligi, lecz nie do Broendby, tylko do FC Kopenhaga. Chyba nie do końca przemyślał tę decyzję, a powinien, bo musiał przecież wiedzieć, że fani obu kopenhaskich klubów są zwaśnieni. Ale w jego przypadku nie miało to znaczenia, bo jak się okazało, podpadł i jednym, i drugim. „To najbardziej niewybaczalny transfer z możliwych” – stwierdziło w oświadczeniu stowarzyszenie kibiców FC Kopenhaga działające pod szyldem „Urban Crew”. I przypomniało, że 32-letni polski napastnik przez cztery sezony strzelał gole dla lokalnego rywala, Broendby Kopenhaga, także w meczach z FC Kopenhaga.
Wilczek, do niedawna reprezentant Polski, przed paroma dniami podpisał z tym klubem trzyletni kontrakt. Przywitany zostałby pewnie jeśli nie z entuzjazmem, to przynajmniej z nadziejami na udaną współpracę, gdyby nie jeden newralgiczny fakt. Otóż wcześniej przez cztery lata był zawodnikiem – a także kapitanem i królem strzelców w jego barwach – lokalnego rywala, Broendby IF. „Nowy numer 9 nigdy nie zostanie zaakceptowany przez Urban Crew. Klub okazał całkowity brak szacunku do kibiców oraz naszych emocji. Z naszej strony nie będzie żadnych przyśpiewek ani wsparcia dla nowego numeru 9” – poinformowali fani z „Urban Crew”.
Ale to jeszcze nie koniec kłopotów Wilczka w Danii. Wojnę za „zdradę barw Broendby” wypowiedzieli mu też kibice tego klubu. W mediach społecznościowych został nazwany „judaszem”, „szczurem”, a repliki koszulek z jego nazwiskiem, jeszcze do niedawna uznawane za cenne pamiątki, były ostentacyjnie palone. Podpisując trzyletni kontrakt z FC Kopenhaga Wilczek w jednej chwili stracił stracił uznanie, na jakie zapracował u fanów Broendby w latach 2016-2019, a nie zdobył nawet sympatii u kibiców swojej nowej drużyny.