7 października 2022

loader

Nawet w Radomiaku mają Mercedesy

Pandemia koronawirusa mocno uderzyła we wszystkie sfery naszego życia, także w sport, ale mimo lamentów dobiegających z tego środowiska wygląda na to, że czas zarazy dzięki publicznym dotacjom i hojności sponsorów przeszło ono niemal suchą stopą. Zwłaszcza w piłce nożnej nie widać symptomów finansowej ruiny.

Przekonuje o tym choćby przykład pierwszoligowego Radomiaka Radom, klubu funkcjonującemu głównie dzięki wsparciu z budżetu miasta, w którym niedawno doszło do zuchwałej kradzieży dwóch luksusowych Mercedesów należące do piłkarzy.
W tym sezonie zespół Radomiaka walczy w czołówce I ligi – na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek zajmuje trzecią lokatę z szansą na zajęcie drugiego miejsca premiowanego bezpośrednim awansem do PKO Ekstraklasy, a w najgorszym przypadku będzie mógł o to powalczyć w barażach z udziałem drużyn z miejsc 3-6, bo ma 10 punktów przewagi nad siódmą w tabeli Miedzią Legnica.
Radomski klub nie dysponuje wprawdzie stadionem spełniającym wymogi licencyjne, bo finansowana z budżetu miasta budowa nowego obiektu mocno się opóźnia, ale pod względem sportowym na tle pierwszoligowych rywali prezentuje się nieźle. Trenerem Radomiaka od 25 czerwca 2018 roku jest 47-letni Dariusz Banasik, jako piłkarz bez dokonań, jedynie z króciutkim epizodem w drugoligowym GKS Bełchatów, a jako trener przed objęciem ekipy Radomiaka samodzielnie prowadził zespoły Znicza Pruszków, Pogoni Siedlce i Zagłębia Sosnowiec. Jego szefem, czyli prezesem Radomiaka, jest w polskim futbolu postać nietuzinkowa. To 59-letni Sławomir Stempniewski, były sędzia, także międzynarodowy, przewodniczący Polskiego Kolegium Sędziów w latach 2007-2013, następnie ekspert piłkarski w Canal+, a od 2015 roku prezes i jeden z współwłaścicieli Radomiaka.
W obecnej kadrze radomskiego zespołu przed rozpoczęciem wiosennej rundy rewanżowej znajdowało się 32 piłkarzy, wśród których było 10 obcokrajowców: 30-letni Mamadu Cande (Gwinea Bissau), 31-letni Raphael Rossi (Brazylia), 31-letni Amancio Fortes (Angola), 26-letni Alain Ebwelle (Kamerun), 26-letni Filipe Nascimento (Portugalia), 23-letni Athanasios Scheidt (USA), 28-letni Meik Karwot (Niemcy), 22-letni Morimakan Diane (Francja), 33-letni Leandro (Brazylia) i 29-letni Rok Sirk (Słowenia). Polski zaciąg tworzyli gracze niechciani w innych klubach, od Legii Warszawa (Maciej Świdzikowski, Mateusz Kochalski), przez Damiana Gąskę (Śląsk Wrocław), Artura Bogusza (ŁKS Łódź), po Karola Angielskiego (Wisła Płock) czy Dawida Abramowicza z Wisły Płock. W tej zbieraninie piłkarzy jedynym graczem wywodzącym się z Radomia jest 19-letni wychowanek szkółki piłkarskiej Radomiaka Jakub Podsiadło.
Radomska drużyna już w poprzednim sezonie była bliska wywalczenia awansu do ekstraklasy, lecz w barażach w decydującej rozgrywce przegrała z Wartą Poznań 0:2. Ten wynik bardzo rozzłościł włodarzy Radomia, szczególnie zaś prezydenta miasta Radosława Witkowskiego, który w kampanii wyborczej mocno się umizgiwał do społeczności kibiców Radomiaka i obiecywał wspierać klub. Po wybuchu pandemii jego entuzjazm w tej kwestii zaczął jednak słabnąć, a brak awansu do ekstraklasy zezłościł go głównie dlatego, że liczył iż dzięki związanemu z tym zastrzykowi pieniędzy z praw medialnych będzie mógł bezboleśnie i po cichu zmniejszyć obiecane dotacje dla klubu z miejskiej kasy i przekierować te pieniądze na ważniejsze potrzeby mieszkańców Radomia. Niestety, plany te legły w gruzach, ale zmniejszyć wsparcie i tak trzeba było. I 12 maja ub. roku prezydent Witkowski narobił rabanu ogłaszając, że jest zbulwersowany wysokością zarobków piłkarzy grających na drugim poziomie ligowych rozgrywek. „To najdroższa liga świata. Stawki w niej obowiązujące, to absurd. Co miesiąc otrzymuję listę do wypłaty i pod każdą się podpisuję. Tam więcej kwot zwróciło moja uwagę. 15 tysięcy złotych miesięcznie dla piłkarza z I ligi to skandal!” – grzmiał Witkowski. Przy okazji wyszło na jaw, że władze samorządowe Radomia przeznaczają na stypendia dla piłkarzy Radomiaka 220 tys. złotych miesięcznie.
Prezydent podjął wtedy decyzję o wstrzymaniu wypłat tych pieniędzy w maju i czerwcu oraz zapowiedział znaczące ograniczenie środków na fundusz stypendialny. „”Miasto przeznacza na każdy klub określoną ilość pieniędzy. To dany zespół decyduje, który zawodnik jakie stypendium otrzyma. Oczywiście w ramach kwoty, którą poszczególny klub dostał na miesiąc lub pół roku. My nie mamy jednak wpływu na to, ile zarabiają zawodnicy w ramach podpisanego kontraktu. Teraz sytuacja jest jednak inna. Zmagamy się z pandemią koronawirusa, COVID-19 dewastuje finanse samorządów. Ludzie tracą pracę, a firmy płynność finansową. Potrzebujemy też więcej pieniędzy na ochronę zdrowia. Dlatego zdecydowałem, że stypendia dla klubów w grach zespołowych w maju i czerwcu nie będą wypłacone. Kolejnym krokiem będzie przedstawienie nowego projektu stypendialnego, który znacznie ograniczy sumę pieniędzy, która będzie przeznaczana dla klubów. To, co budzi mój niesmak, to właśnie wysokość indywidualnych stypendiów. Jeśli piłkarz w I lidze zarabia 15 tysięcy netto i są to pieniądze z miasta, to uważam, że jest to absolutny skandal. Klub musi przyjąć nasze zastrzeżenia i dostosować się do aktualnej sytuacji” – grzmiał rok temu prezydent Radomia.
Z tych zapowiedzi niewiele chyba udało się zrealizować, bo minął rok i Radomiak znowu walczy o ekstraklasę, a piłkarze, którzy w poprzednim sezonie byli wymieniani jako ci, którzy zarabiają w zespole najwięcej, są jego zawodnikami nadal. Radomski klub musi płacić dobrze, skoro ma składzie tak liczną grupę obcokrajowców i nie mniej liczną grupę polskich piłkarzy, którzy przeszli do Radomiaka z klubów PKO Ekstraklasy. Niewykluczone, że dzisiaj owe 15 tysięcy złotych netto, które rok temu tak zbulwersowało prezydenta Witkowskiego, mimo trwającej już ponad rok pandemii nie jest już górną granicą zarobków w zespole.
Do takich wniosków skłania historia kradzieży dwóch aut z klubowego parkingu, do jakiej niedawno doszło w Radomiaku. Historię opisały m.in. portal „Weszło” i „Przegląd Sportowy”. Wedle ich relacji do kradzieży doszło 11 maja w trakcie treningu zespołu na obiekcie radomskiego MOSIR-u. Złodzieje podwędzili dwa luksusowe Mercedesy o wartości szacowanej na 200 tys. złotych każdy. Z informacji zebranych przez policjantów w trakcie akcji poszukiwawczej wynikało, że w kradzież mogli być zaangażowani dwaj ciemnoskórzy obywatele francuscy, którzy przyjechali w odwiedziny do grającego w rezerwach Radomiaka Morimakan D. Trop okazał się właściwy i pojazdy odzyskano, a pomogły ponoć w tym zeznania piłkarza, który wyjawił wszystko po nocy spędzonej w areszcie. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że zmuszony szantażem przez kolegów wyniósł z szatni kluczyki do wspomnianych Mercedesów, którymi kolesie szybko odjechali w siną dal. Obojętnie na powody, dla których to zrobił, jego dalsza kariera w radomskim klubie jest już zakończona. Nie tylko zresztą w radomskim – takich „numerów” szatnia w żadnym zespole nie toleruje i nie wybacza, a że na dodatek sprawca wybitnym graczem nie jest, jego piłkarska kariera chyba właśnie się skończyła. Ciekawe jednak na jakich warunkach rozstanie się z nim Radomiak. Wypłaci mu stypendium i co tam jeszcze ma zagwarantowane w kontrakcie, czy skorzysta z okazji i pożegna się z nim dyscyplinarnie…

Jan T. Kowalski

Poprzedni

Gikiewicz chce zatrzymać Lewego

Następny

Pierwsza Polka z szansą na olimpijski medal w trapie

Zostaw komentarz