Polska – Anglia 1:1: Remis, który nic nie daje

Nie spełniły się czarne scenariusze wieszczące klęskę polskiej reprezentacji w starciu z Anglikami na Stadionie Narodowym w Warszawie. Portugalski trener Paulo Sousa znów zaskoczył malkontentów, bo zestawiony przez niego zespół po twardym boju zremisował z aktualnymi wicemistrzami Europy 1:1.

Dwanaście porażek i siedem remisów reprezentacji Polski w starciach z reprezentacją Anglii, przy jednej tylko wygranej, wyrobiło w nas, Polakach, głęboki respekt dla tego rywala, rosnący z każdą kolejną dekadą od legendarnego już dzisiaj, bo jedynego jak do tej pory zwycięstwa biało-czerwonych odniesionego przez „Orły Górskiego” w 1973 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie, popartego słynnym remisem 1:1 na stadionie Wembley. Anglicy w kolejnych latach nie odgrywali znaczącej roli w mistrzostwach świata i Europy, regularnie byli bici nie tylko przez światowe potęgi, jak Brazylia, Argentyna, Włochy, Niemcy czy Hiszpania, ale też często przez słabsze piłkarsko nacje – Portugalczyków, Szwedów, Rumunów, a nawet Kostarykańczyków (na MŚ w 2014). Tylko z Polakami „Synowie Albionu” niezmiennie wygrywali, pogłębiając w nich brak wiary we własne siły.
Dlatego mało kto nad Wisłą zakładał, że naszej reprezentacji, nawet z Robertem Lewandowskim w składzie, uda się pokonać Anglików w eliminacjach do mistrzostw świata w 2022 roku w Katarze. Właściwie to w PZPN niemal od razu przyjęto strategię walki o drugą lokatę gwarantującą udział w barażach. Porównanie potencjału polskiej drużyny z potencjałem ekipy Garetha Southgate’a nie dawało żadnych podstaw do snucia marzeń o jej pokonaniu. Anglicy w ostatnich latach dochowali się pokolenia znakomitych piłkarzy, z których Southgate stworzył zespół, który traci gola średnio raz na pięć meczów. W siedmiu spotkaniach Euro 2020 bramkarz angielskiej drużyny Jordan Pickford wpuścił tylko dwie bramki, a w meczach eliminacyjnych do MŚ 2022 tylko jednego – na Wembley pokonał go pomocnik polskiego zespołu Jakub Moder, już wtedy zawodnik zespołu Premier League Brighton&Hove Albion. W minioną środę drugą bramkę ponownie stracił w meczu z polską drużyną, a jej zdobywcą był gracz zapewne kompletnie na Wyspach Brytyjskich anonimowy – Damian Szymański, obecnie zarabiający na chleb w greckim klubie AEK Ateny, który po przerwie zmienił Grzegorza Krychowiaka. To jemu w ostatnich sekundach spotkania posłał piłkę na głowę Lewandowski, któremu brutalni, ale też piekielnie uważni obrońcy angielskiej drużyny nie dali samemu pokonać Pickforda. Wcześniej kapitan naszej reprezentacji zdobył na tym stadionie 27 bramek, tu biało-czerwoni po raz pierwszy w historii pokonali drużynę Niemiec, wtedy aktualnych mistrzów świata.
Od tego momentu bilans reprezentacji na Stadionie Narodowym to 18 spotkań: 15 zwycięstw i trzy remisy. „Lewy” w potyczce z Anglikami znalazł więc inny sposób na zdobycie wyrównującego gola, a sam zadowolił się asystą. Dzięki temu Paulo Sousa utrzymała fantastyczną serię, chociaż tak trudnego rywala, jak drużyna Garetha Southgate’a, biało-czerwoni nie gościli na Narodowym od siedmiu lat. „Twierdza pozostaje twierdzą” – skomentował wynik były prezes PZPN Zbigniew Boniek, który jako jeden z nielicznych przed meczem typował wygraną Polski lub remis.
Żeby właściwie docenić środowy wynik osiągnięty przez biało-czerwonych z zespołem Anglii, trzeba bliżej przyjrzeć się kadrze jaką dysponuje selekcjoner angielskiej reprezentacji. Jej trzon stanowią gracze na co dzień występujący w sześciu najbogatszych, a więc i najsilniejszych klubach Premier League, w których przebijać się do podstawowego składu trzeba w konkurencji z największymi gwiazdami światowego futbolu. A takim piłkarzom, jak Harry Maguire, Luke Shaw, Jadon Sancho w Manchesterze United, John Stones, Kyle Walker, Jack Grealis i Raheem Sterling w Manchesterze City, Mason Mount w Chelsea Londyn, Harry Kane w Tottenhami to się w macierzystych klubach udaje.
Ale Southgate w swoich wyborach wcale nie preferuje zawodników o najgłośniejszych nazwiskach, tylko takich, którzy są gotowi do ciężkiej pracy i poświęcenia dla drużyny narodowej. Dlatego pewne miejsce w jego ekipie mają m.in. Kalvin Phillips z Leeds United i Declan Rice z West Hamu.
W naszej piłkarskiej kadrze niekwestionowana gwiazdą światowej wielkości jest tylko Robert Lewandowski, który w starciu z najlepszą być może linią defensywą w reprezentacyjnej piłce pokazał wszystkie swoje walory, lecz reszta jego partnerów z drużyny pod względem umiejętności ustępowała nie tylko jemu, lecz także większości angielskich zawodników. Wola walki, nieustępliwość, zaangażowanie i żelazna konsekwencja w realizowaniu założeń taktycznych – tym wybrańcy Paulo Sousy na ten mecz zniwelowali atuty wicemistrzów Europy i przerwali ich zwycięską serię w tych eliminacjach. Ale tych atutów nie wystarczyło na wygranie meczu i Anglicy nadal mają pięć punktów przewagi, co jest dystansem już praktycznie nie do odrobienia w czterech pozostałych do rozegrania kolejkach spotkań. Na dodatek mają korzystny układ gier – bo na wyjazdach zagrają z Andorą i San Marino, a z Albanią i Węgrami na swoim terenie.
Biało-czerwonym pozostaje więc już tylko walka o zajęcie drugiej lokaty w grupie, a kluczowy w tej kwestii będzie październikowy mecz wyjazdowy z Albanią, która po zwycięstwie 5:0 nad San Marino wyprzedziła w tej chwili naszą drużynę o jeden punkt. Wcześniej w tej serii gier nasza drużyna podejmie na Stadionie Narodowym ekipę San Marino i będzie to dobra okazja, żeby poćwiczyć strzelanie goli przed wyjazdem do Tirany. W listopadowych meczach Polacy zagrają na wyjeździe z Andorą, a na koniec eliminacji grupowych zmierzą się w Warszawie z Węgrami. Komplet zwycięstw w tych czterech potyczkach zapewni naszej drużynie drugą lokatę i miejsce w barażach.
Dlatego angielskie media nie robiły wielkiego dramatu z przerwanej przez Polaków zwycięskiej serii angielskiej drużyny w eliminacjach do wielkich turniejów. Mimo remisu w Warszawie na Wyspach panuje niezmącone przekonanie, że ekipa Southagte’a w przyszłym roku zagra na mundialu w Katarze. Zdecydowanie więcej miejsca poświęcono na krytykę zachowania polskiej publiczności, która wygwizdała angielskich piłkarzy, gdy uklękli na znak protestu przeciwko rasizmowi, a nawet próbowała gwizdać podczas angielskiego hymnu. Inna sprawa, że angielskie media są od lat generalnie nieprzychylne Polsce i Polakom, więc pewnie nawet bez takich incydentów pisałyby źle lub szukały dziury w cały. A to był przecież tylko piłkarski mecz.
Licznym w Polsce krytykom Paulo Sousa dobra postawa naszej reprezentacji w meczu z Anglikami pewnie nie zamknie ust, ale portugalski szkoleniowiec chyba specjalnie się tym nie przejmuje. Wygląda na to, że nie walczy on o przedłużenie kontraktu z PZPN, tylko chce pokazać branży, że wciąż potrafi być skutecznym i kreatywnym trenerem.
Portugalczyk tak ocenił występ swoich podopiecznych: „Zdobyliśmy jeden punkt zasłużenie. Myślę, że jest to uczciwy wynik. Odzwierciedla to, co obie drużyny pokazały na boisku. Rywale po przerwie trochę docisnęli nas fizycznie – byli szybsi i mocniejsi, a moi gracze coraz bardziej zmęczeni. W sumie jednak Anglicy oddali tylko dwa strzały, ale mieli trochę szczęścia i po jednym z nich zdobyli gola. Ale ja wierzyłem w zespół, w jego coraz lepszą mentalność. Każdy z zawodników wystawionych do gry w tym meczu dołożył cegiełkę do tego remisu. Uważam, że polscy kibice zasługują na takie rezultaty” – powiedział Paulo Sousa przed kamerami TVP Sport.
Pozytywy dostrzegł też kapitan naszej reprezentacji: „Oprócz charakteru musi być jakość piłkarska. Nam zabrakło jej troszkę w drugiej połowie, ale mimo wszystko rywale nie stworzyli wielu okazji do zdobycia gola. Patrząc z perspektywy całego spotkania myślę, że coś zaskoczyło, ale tylko kolejne spotkania mogą to potwierdzić” – podsumował Robert Lewandowski.

Wrześniowe mecze kadry Polski:
Polska – Anglia 1:1
Gole: Damian Szymański (90) – Harry Kane (72).
Polska: 1. Wojciech Szczęsny – 3. Paweł Dawidowicz, 15. Kamil Glik (80, 6. Michał Helik), 5. Jan Bednarek – 7. Kamil Jóźwiak (80, 21. Przemysław Frankowski), 8. Karol Linetty, 10. Grzegorz Krychowiak (68, 17. Damian Szymański), 16. Jakub Moder, 23. Tymoteusz Puchacz (80, 13. Maciej Rybus) – 14. Adam Buksa (63, 11. Karol Świderski), 9. Robert Lewandowski.
Anglia: 1. Jordan Pickford – 2. Kyle Walker, 5. John Stones, 6. Harry Maguire, 3. Luke Shaw – 10. Raheem Sterling, 8. Kalvin Phillips, 4. Declan Rice, 11. Mason Mount, 7. Jack Grealish – 9. Harry Kane.
Żółte kartki: Glik, Krychowiak, Puchacz, Linetty, Szymański – Phillips, Maguire.
Sędziował: Daniel Siebert (Niemcy).
Widzów: 56 212.
San Marino –Polska 1:7
Gole: Nicola Nanni (48) – Robert Lewandowski (4, 21), Karol Świderski (16), Karol Linetty (44), Adam Buksa (67, 90, 90).
Polska: 1. Wojciech Szczęsny (46, 12. Łukasz Skorupski) – 2. Kamil Piątkowski, 6. Michał Helik, 4. Tomasz Kędziora – 19. Jakub Kamiński, 17. Damian Szymański, 8. Karol Linetty (79, 21. Przemysław Frankowski), 16. Jakub Moder (46, 20. Bartosz Slisz), 23. Tymoteusz Puchacz (66, 18. Nicola Zalewski) – 11. Karol Świderski, 9. Robert Lewandowski (46, 14. Adam Buksa).
Żółte kartki: Nanni, Tomassini, Lunadei, Mularoni. Sędziował: Mattias Gestranius (Finlandia).
Widzów: 500.
Polska – Albania 4:1
Gole: Robert Lewandowski (12), Adam Buksa (44), Grzegorz Krychowiak (54), Karol Linetty (89) – Sokol Cikalleshi (25).
Polska: 1. Wojciech Szczęsny – 18. Bartosz Bereszyński (33, 3. Paweł Dawidowicz), 15. Kamil Glik, 5. Jan Bednarek – 7. Kamil Jóźwiak, 16. Jakub Moder, 10. Grzegorz Krychowiak, 21. Przemysław Frankowski (62, 8. Karol Linetty), 13. Maciej Rybus (81, 23. Tymoteusz Puchacz) – 14. Adam Buksa (81, 11. Karol Świderski), 9. Robert Lewandowski.
Żółte kartki: Świderski, Bednarek – Abrashi, Bare, Hysaj, Gjasula, Manaj.
Sędziował: Maurizio Mariani (Włochy). Widzów: 38 254.