13 czerwca 2024

loader

Budynki posypały się jak domki z kart

fot. Wikimedia Commons

To uderzające, że niektóre bloki mieszkalne są nietknięte przez trzęsienie ziemi, a pranie wciąż trzepocze na balkonach, podczas gdy inne zostały obrócone w gruzy – mówi na łamach SkyNews o skutkach trzęsienia ziemi w Turcji i Syrii Thomas Moore, brytyjski analityk naukowy.

Jego zdaniem w wielu przypadkach zawalone budynki „zwijały się”, a ich betonowe płyty ścienne były ułożone jedna na drugiej. „To oznaka tandetnej konstrukcji. Jeśli ściany nie są odpowiednio przymocowane do podłóg i sufitów, budynek wali się jak domek z kart, gdy ziemia się trzęsie” – pisze SkyNews.

Jest mało prawdopodobne, aby wiele osób przeżyło w takich budynkach, więc liczba ofiar śmiertelnych będzie nadal rosła w nadchodzących dniach – tłumaczy Moore i dodaje, że inne budynki zostały uszkodzone przez pierwotne trzęsienie ziemi, a zapadają się dopiero w wyniku wstrząsów wtórnych, co jest niezwykle niebezpieczne dla ratowników.

Z opinią brytyjskiego analityka zgadzają się też inni eksperci. „W przeszłości trzęsienia ziemi w Turcji doprowadzały do około 10-17 tys. ofiar śmiertelnych ze względu na technologie budowlane” – zauważył profesor geofizyki na Uniwersytecie Króla Abdullaha w Arabii Saudyjskiej Martin Mai.

Podobnego zdania jest amerykańska służba geologiczna (US Geological Survey), która zwraca uwagę, że budynki w regionie stawiane są często z kruchego betonu, co czyni je „niezwykle podatnymi na wstrząsy”.

W regionie tylko część budynków ma elastyczną konstrukcję, która zwiększa ich odporność. Rozwiązania dla budynków wstrząsoodpornych podnoszą znacząco koszty – pisze portal Planradar.

W 2000 roku na właścicieli domów w Turcji nałożono obowiązek ubezpieczania nieruchomości od skutków trzęsienia ziemi, jednak mimo kampanii informacyjnych nie udało się w pełni go wdrożyć.

Według ekspertów liczba ofiar może dojść do dziesiątek tysięcy. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zarządził w związku z tym siedmiodniową żałobę narodową. Zgodnie z prezydenckim dekretem flagi będą opuszczone do połowy masztów aż do zachodu słońca w niedzielę 12 lutego.

Nie lepiej ma się sytuacja w północno-zachodniej Syrii. Jak przekazuje BBC, tamtejsze zespoły ratownicze informują, że wiele budynków zostało uszkodzonych lub zniszczonych, a ludzie pozostają uwięzieni pod gruzami. Najbardziej zrujnowane jest miasto Aleppo.

Region Aleppo jest domem dla milionów uchodźców, przesiedlonych w wyniku wojny domowej w Syrii. To jedno z miejsc na północy kraju, kontrolowanych przez syryjski rząd, który wciąż walczy tam z siłami opozycji. Z kolei część okolicznych wsi jest kontrolowana przez rebeliantów. 

BBC podkreśla, że już wcześniej wiele obszarów w mieście było zrujnowanych w wyniku konfliktu zbrojnego, a trzęsienie ziemi dopełniło zniszczeń.

Mocno ucierpiał także Idlib, ostatnia enklawa opozycji na północy, jedna z najbardziej niedostępnych dla organizacji humanitarnych części świata – do miasta prowadzi tylko jedno małe przejście przez Bab al-Hawa na granicy z Turcją.

Gdzie było epicentrum?

Epicentrum trzęsienia znajdowało się na głębokości 10 km, 37 kilometrów na północny zachód od liczącego ok. 2 mln mieszkańców tureckiego miasta Gaziantep, położonego blisko granicy z Syrią – przekazało Europejskie Śródziemnomorskie Centrum Sejsmologiczne (EMSC). Pierwotne wstrząsy miały magnitudę 7,8. Po nich doszło do co najmniej 20 wstrząsów wtórnych; najsilniejsze o magnitudzie 6,6. 

Kataklizm nawiedził także Syrię. Syryjska Obrona Cywilna poinformowała o „katastrofalnej” sytuacji w północno zachodnich rejonach kraju. Liczne budynki zawaliły się a pod gruzami są ludzie. Wezwano ludność do opuszczenia domów i gromadzenia się na otwartej przestrzeni. Domy zawaliły się m. in. w miastach Aleppo i Hama. Wstrząsy odczuwalne były też w stołecznym Damaszku, ludzie wybiegali tam w panice na ulice.

W Libanie trzęsienie trwało ok. 40 sekund. Mieszkańcy opuszczali swoje domy chroniąc się na ulicy lub wyjeżdżając samochodami za miasto. Wstrząsy odczuwalne były także w Egipcie i na Cyprze.

Sytuację pogorszyły dodatkowo śnieżyce, które występują obecnie w prawie wszystkich krajach Bliskiego Wschodu i dotkliwe zimno. 

Związane z położeniem geograficznym

Jak wyjaśnia prof. Jerzy Żaba, geolog z Instytutu Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego – „Trzęsienia ziemi w rejonie Turcji zachodzą z powodu bardzo specyficznej budowy tektonicznej. Ten obszar znajduje się u zbiegu różnej wielkości płyt tektonicznych – anatolijskiej, zwanej turecką, na której leży większość Turcji, płyty arabskiej oraz płyty afrykańskiej”.

„Płyta afrykańska od milionów lat ma tendencję do przemieszczania się ku północy z szybkością 4-6 cm rocznie. Ten sam proces spowodował powstawanie Alp i Karpat. To jest proces długotrwały i niemożliwy do kontrolowania przez ludzi i niezależny od nas w żaden sposób” – wyjaśnił naukowiec z UŚ.

Zbliżanie się Afryki do Europy/Eurazji wywołuje różne zjawiska. Kontynent afrykański pod dnem Morza Śródziemnego wciska się pod płytę euroazjatycką i w ten sposób rozwijają się liczne uskoki podmorskie i ruchy kontynentalne. Wzdłuż tych uskoków powstają trzęsienia ziemi.

„Skały są dość spore i panuje tam duże ciśnienie, co przez długi czas przeszkadza w ich przesuwaniu. Skały nie wykazują ruchów przez dłuższy czas, albo są to ruchy bardzo niewielkie (bo codziennie mamy kilka lub kilkaset drobnych wstrząsów w większości nieodczuwalnych przez ludzi). W pewnym momencie wytrzymałość tych skał zostaje przekroczona i pękają – w ten sposób następuje trzęsienie ziemi” – opisał geolog. „Wiedzieliśmy, że trzęsienie ziemi w Turcji wystąpi w perspektywie kliku lub kilkunastu lat. Spodziewam się nawet kilku tysięcy ofiar” – dodał.

Profesor przypomniał, że ostatnie duże trzęsienie ziemi w Turcji miało miejsce w październiku 2011 r., a magnituda osiągnęła 7,5. Zginęło wtedy 600 osób. Pytany, czy 12 lat przerwy od ostatniego trzęsienia ziemi w tym regionie to dużo, odparł, że jest to „przeciętna wartość; ani dużo, ani mało”.

Naukowiec nie wykluczył kolejnych wstrząsów na terenie Turcji, ale zastrzegł, że nie da się ich przewidzieć.

„Różne uskoki mogą się uaktywnić. Ale nauka tego nie przewidzi” – przyznał prof. Jerzy Żaba

Trudno przewidzieć trzęsienie ziemi

Bardzo trudno jest przewidzieć, gdzie i kiedy nastąpi trzęsienie ziemi – powiedziała profesor Joanna Faurer Walker, dyrektor Instytutu Ryzyk i Katastrof w Univercity College London (UCL), cytowana przez Sky News.

Profesor Walker powiedziała stacji Sky News, że można określić, które obszary są bardziej narażone, ale niemożliwe jest podanie dokładnej daty i magnitudy trzęsienia.

„Ale w regionie takim jak ten (w którym nastąpiło w poniedziałek tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi), który znajduje się wzdłuż uskoku wschodnioanatolijskiego (…) wiemy, że trzęsienia występują – na przykład w 1822 roku miało miejsce trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,4, które zabiło 7000 osób w samym mieście Aleppo” – powiedziała profesor.

„Możemy badać uskoki i możemy próbować dociekać, jak prawdopodobne są trzęsienia ziemi i jak często możemy się ich spodziewać, ale nawet wiedząc, jak często oczekujemy trzęsień ziemi, musimy uznać, że trzęsienia ziemi nie występują regularnie. Jeśli spodziewamy się więc jednego na 150-200 lat, nie oznacza to, że będą się one zdarzać w takim cyklu” – dodała. Podkreśliła też, że może minąć znacznie dłuższy od przytoczonego powyżej okres, w którym nie wystąpi żadne trzęsienie, a potem może nastąpić kilka w krótkim odstępie czasu.

Zespół kierowany przez profesora Icchaka Liora z Instytutu Nauk o Ziemi Uniwersytetu w Jerozolimie wykazał natomiast że światłowody komunikacyjne znajdujące się na dnie morza mogą zapewnić wcześniejsze ostrzeganie przed trzęsieniami ziemi – napisał portal dziennika „Jerusalem Post”.

Analizując trzęsienia ziemi zarejestrowane przez kilka światłowodów rozmieszczonych na dnie morskim u wybrzeży Grecji, Francji i Chile, Lior i jego koledzy określili intensywność trzęsień ziemi i ich potencjał zniszczeń, zanim były one odczuwalne na lądzie. Dzięki tej technologii o zbliżających się trzęsieniach ziemi można ostrzec nawet pół minuty wcześniej niż w przypadku standardowych metod – a są to krytyczne sekundy, które mogą uratować ludzkie życie – napisał „JP”.

Wyniki te dowodzą, że wykorzystanie istniejącej infrastruktury światłowodowej może uprościć i przyspieszyć tworzenie i działanie systemów ostrzegania przed trzęsieniami ziemi, a także poprawić czas ostrzegania – informuje „Jerusalem Post”.

A jednak ktoś przewidział

Holenderski naukowiec Frank Hoogerbeets już trzy dni przed faktem dokonanym przewidział trzęsienie ziemi w Turcji i Syrii. Geolog z Solar System Geometry Survey (SSGEOS) napisał o tym w piątek na Twitterze.

„Wcześniej czy później nastąpi trzęsienie ziemi o sile około 7,5 w skali Richtera w tym regionie (południowo-środkowa Turcja, Jordania, Syria, Liban)” – napisał. Do postu załączył mapę z zaznaczonym miejscem, które praktycznie się pokrywa z epicentrum poniedziałkowego trzęsienia ziemi, różnica wynosi jedynie kilkadziesiąt kilometrów. Post holenderskiego naukowca został wyświetlony na Twitterze już przeszło 32 mln razy. Hoogerbeets opublikował również 2 lutego nagranie, w którym alarmuje o „dużej aktywności sejsmicznej między 4 a 6 lutego”.

Geolog ostrzegł przed wstrząsami wtórnymi. „Trzeba uważać na wyjątkowo silną aktywność sejsmiczną w środkowej Turcji i pobliskich regionach. Wstrząsy wtórne trwają przez jakiś czas po dużym trzęsieniu ziemi” – napisał na Twitterze Holender.

Turkom rzucili się na pomoc m.in. Szwedzi

Skutki trzęsienia ziemi w Turcji będą mieć wpływ na kampanię wyborczą przed majowymi wyborami w tym kraju i ułatwią akcesję Szwecji do NATO. 

„Prawdziwym problemem są obecnie skutki trzęsienia ziemi, a nie kłótnia ze Szwecją. Erdogan ma inne sprawy niż palenie Koranu w Sztokholmie” – zauważa szwedzki dziennik „Aftonbladet”.

W ostatnich dniach aktu spalenia Koranu w Sztokholmie dopuścił się szwedzko-duński skrajnie prawicowy aktywista Rasmus Paludan. Doprowadziło to do turecko-szwedzkich napięć, a Ankara oświadczyła, że nie ratyfikuje członkostwa Szwecji w NATO.

„Gdy zagrożenie przychodzi z natury, a nie ze strony kurdyjskich organizacji terrorystycznych, prezydent Turcji musi trzymać język za zębami” – stwierdza publicystka dziennika „Dagens Nyheter”.

Erdogan oskarża Szwecję o zbyt małe postępy w realizacji umowy zawartej na szczycie NATO pod koniec czerwca ubiegłego roku. W dokumencie kandydujące do Sojuszu Szwecja i Finlandia zobowiązały się do walki z terroryzmem. Ankarze zależy na wydaleniu do Turcji osób, przede wszystkim Kurdów, którzy otrzymali w Szwecji azyl polityczny. Rząd Szwecji już po pierwszych doniesieniach o ofiarach śmiertelnych trzęsienia ziemi w Turcji i Syrii podjął decyzję o wysłaniu pomocy humanitarnej obejmującej namioty oraz tymczasowe mieszkania. Fundusze ma otrzymać turecki Czerwony Półksiężyc oraz jego siostrzana organizacja w Syrii.

„Szwedzka pomoc przyczyni się do poprawy stosunków z Turcją. Możemy pokazać, że Szwecja nie pasuje do obrazu przedstawianego przez propagandę na Bliskim Wschodzie” – wskazuje komentator dziennika „Svenska Dagbladet”.

JM/PAP

Redakcja

Poprzedni

Kosmos Afryka

Następny

Przez przypadek uznali Kosowo