14 czerwca 2024

loader

Przez przypadek uznali Kosowo

fot. Balkan Photos / Flickr

To, że na angielskojęzycznej wersji strony internetowej rządu Serbii pojawiło się sformułowanie „Republika Kosowa”, jest niewybaczalnym błędem tłumacza i zespołu prasowego, wobec których zostaną wyciągnięte konsekwencje – powiedziała serbska premier Ana Brnabić. Czy francusko-niemiecki plan normalizacji stosunków serbsko-kosowskich, na który zgodzili się pod wpływem nacisków Serbowie, dojdzie do skutku?

Po przypadkowym uznaniu Kosowa przez angielskojęzyczną stronę internetową rządu Serbii władze natychmiast rzuciły się do wyjaśnień. „Chcę przeprosić wszystkich obywateli Serbii za tak nieodpowiedzialny błąd, który pojawił się na oficjalnej stronie rządu Republiki Serbii. Natychmiastowo go usunęliśmy i zbadaliśmy sprawę – był to błąd tłumacza” – wyjaśniła w rozmowie z publicznym nadawcą RTS serbska premier. Republika Kosowa jest oficjalną nazwą państwa, którego niepodległości nie uznają władze w Belgradzie.

Brnabić dodała, że tłumacz jest pracownikiem rządu od 2001 roku i posiada dyplom magistra języka angielskiego. Premier oskarżyła również opozycję o wykorzystanie ludzkiego błędu w celach politycznych i poruszanie tej kwestii w mediach.

„Odebrali nam część terytorium – mam na myśli kraje, które uznały jednostronne ogłoszenie niepodległości przez Prisztinę. Od tego momentu stale walczymy” – powiedziała premier, przypominając stanowisko Belgradu.

Serbia utraciła kontrolę nad Kosowem po kampanii zbrojnej NATO w 1999 roku i odmawia uznania ogłoszonej w 2008 roku niepodległości swojej byłej prowincji. Spośród państw UE nowego państwa nie uznały Hiszpania, Rumunia, Cypr, Grecja i Słowacja.

Warunkiem uznania Wspólnota Gmin Serbskich?

Postulowana przez kosowskich Serbów i Serbię jednostka autonomiczna – Wspólnota Gmin Serbskich – miałaby się składać z 10 gmin posiadających większość serbską i odpowiadać za „rozwój ekonomiczny, edukację, zdrowie oraz miejskie i wiejskie planowanie” na tych terenach. Trybunał Konstytucyjny Kosowa określił odnoszące się do Wspólnoty części porozumienia brukselskiego z 2013 r. – którym przewidziano jej utworzenie – niekonstytucyjnymi. Jej utworzeniu sprzeciwia się odtąd strona kosowska.

Ambasada USA w Prisztinie zorganizowała spotkanie przedstawicieli władz Kosowa, partii politycznych – w tym przedstawiającej Serbów Serbskiej Listy – oraz organizacji pozarządowych, którego tematem było utworzenie Wspólnoty. W komunikacie podsumowującym rozmowy amerykański ambasador w Kosowie Jeff Hovenier zaznaczył, że „USA nie popierają żadnych rozwiązań łamiących konstytucję Kosowa i które zagrażają jego niepodległości, multietnicznemu charakterowi oraz które przypominają Republikę Serbską w Bośni i Hercegowinie”.

W połowie stycznia we wspólnym tekście specjalny wysłannik USA ds. Bałkanów Zachodnich Gabriel Escobar oraz doradca sekretarza stanu USA Derek Chollet podkreślili, że „wypełnienie zobowiązań dotyczących utworzenia Wspólnoty Gmin Serbskich nie zagraża konstytucji Kosowa, od którego władz oczekujemy przedstawienia swojej wizji powołania tej autonomicznej jednostki”.

Zdaniem serbskiego ambasadora w USA Marka Djuricia jej utworzenie jest „warunkiem wstępnym” jakiegokolwiek porozumienia.

Warunki powołania Wspólnoty

Premier Kosowa Albin Kurti przedstawił warunki, po których spełnieniu mógłby zaakceptować powołanie Wspólnoty. Wymienił wśród nich znaczne ograniczenie jej kompetencji – w tym zakaz posiadania uprawnień wykonawczych – oraz usunięcie z nazwy komponentu wskazującego na charakter etniczny. Kurti zaznaczył ponadto, że przed jej powołaniem musiałyby zostać usunięte „nielegalne struktury serbskie na północy kraju i wszelka znajdująca się tam nielegalnie broń”. Dodał, że ewentualne powołanie związku gmin serbskich mogłoby nastąpić dopiero po wzajemnym uznaniu niepodległości przez Serbię i Kosowo. Oświadczył też, że „prezydent Serbii Aleksandar Vuczić musi wycofać wręczone pięciu krajom UE pisma wzywające do odrzucenia kandydatury Kosowa do UE”.

Prezydent Serbii uzasadnia swoją niedawną zgodę na rozmowy z Kosowem

Prezydent Serbii Aleksandr Vuczić powiedział w serbskim parlamencie „Prisztina nie chce powołania Wspólnoty Gmin Serbskich, chociaż jest do tego zobowiązana porozumieniem z 2013 roku, a dąży jedynie do wywołania wojny oraz skonfliktowania Serbii z NATO i resztą świata, przedstawiając siebie jako ofiarę i bałkańskiego Zełenskiego”.

W kontekście możliwości porozumienia z Kosowem stwierdził „Zagrożono nam wycofaniem z Serbii wszystkich inwestycji oraz zatrzymaniem negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską, jeśli nie zaakceptujemy europejskiego planu normalizacji stosunków z Kosowem”. 

„Bylibyśmy pariasem Europy, zupełnie izolowanym, nikt by z nami nawet nie rozmawiał i nie mielibyśmy dostępu do funduszy europejskich” – powiedział Vuczić, uzasadniając swoją zgodę na rozpoczęcie rozmów o francusko-niemieckim planie normalizacji stosunków Belgradu i Prisztiny.

Tzw. francusko-niemiecki plan, na który zgodził się pod koniec stycznia Vuczić nadal nie został oficjalnie przedstawiony do wiadomości publicznej, jego fragmenty pojawiają się jednak regularnie w serbskich oraz kosowskich mediach. Powołują się na niego również politycy Serbii i Kosowa, nie podając jednak treści całego dokumentu. Według serbskiego dziennika „Danas” jego zapisami wzywa się m.in. do wyrzeczenia się przedstawiania i reprezentowania interesów drugiej strony na arenie międzynarodowej oraz niesprzeciwiania się akcesji do jakichkolwiek organizacji międzynarodowych.

„90 proc. informacji na temat planu, które trafiły do mediów, są słuszne. W jednym z punktów podaje się, że Serbia nie będzie przeciwstawiać się członkostwu Kosowa w jakiejkolwiek organizacji międzynarodowej” – powiedział Vuczić, zaznaczając, że punkt ten jest dla Belgradu „najbardziej niebezpiecznym”.

„Jeśli dojdzie do tego, że warunkiem zostanie przystąpienie Kosowa do ONZ, dla mnie drogowskazem będzie konstytucja Serbii – kapitulacja czy zdrada nie wchodzą w grę i wiem, co będę musiał zrobić” – wskazał serbski prezydent.

Analizując powyższe wypowiedzi widać, że droga do uznania Kosowa przez Serbię jest wciąż długa, ale presja ze strony państw zachodnich jest i być może zmusi w końcu Belgrad do uznania Kosowa nie tylko przypadkiem na stronie internetowej.

ALF/PAP

Redakcja

Poprzedni

Budynki posypały się jak domki z kart

Następny

PPS staje na nogi, ale widmo KLD wraca do Sejmu