Niepokoje na Bałkanach

Serbowie od trzech miesięcy wyrażają na ulicach niezadowolenie z obecnego prezydenta: uważają, że Aleksandar Vučić i jego Serbska Partia Postępowa nie robią nic, żeby przyspieszyć serbską drogę do UE. Oskarżają obecną władzę o korupcję, fałszerstwa i tłumienie opozycji. W weekend przeciwnicy rządu wtargnęli do budynku telewizji publicznej, aby zaprotestować przeciwko ograniczaniu wolności mediów. Na ulicach protestuje również Czarnogóra i Albania.

Vučić pełni funkcję prezydenta Serbii od 2017 roku. Ale mimo deklarowanych starań, UE nadal nie widzi możliwości przyjęcia Serbii w swoje szeregi. Kiedy jednak na początku marca Belgrad odwiedziła Nathalie Loiseau, francuska minister ds. europejskich – oświadczyła, że docenia reformy Vučicia, jednak na razie akces nowych członków nie jest przewidywany. Sytuacja w regionie nadal jest niestabilna, a stosunki z Kosowem na granicy wybuchu wojny. Większość obywateli Serbii właśnie we wspólnocie europejskiej widzi nadzieję na poprawienie swojego losu i niecierpliwi się. Na Vučiciu ciążą również bardzo poważne oskarżenia o siłowe tłumienie opozycji (w grudniu zarzucano mu zlecenie ataku na trzech ważnych członków partii opozycyjnych), korupcję, fałszerstwa, permanentny kryzys gospodarczy (szalejąca inflacja io prawie 15 – proc. bezrobocie), autorytarne ograniczanie wolności mediów.
Dlatego też w sobotę wieczorem w Belgradzie, Niszu i Nowym Sadzie odbyły się wielkie protesty organizowane przez „Sojusz dla Serbii” – luźną koalicję 30 partii i organizacji niechętnych obecnemu rządowi Any Brnabić (wielu konserwatystów wciąż nie może pogodzić się z tym, że szefowa rządu jest wyoutowaną lesbijką). W stolicy protestujący wdarli się do siedziby państwowej telewizji RTS – która przez trzy miesiące udawała, że protestów na ulicach nie dostrzega.
– Przez ostatnie miesiące prosiliśmy tylko o jedną rzecz: o umożliwienie organizatorom protestów wypowiadania się w państwowej telewizji – mówił Bosko Obradović, przewodniczący partii Dveri. Policja pacyfikowała protestujących i siłą wyprowadzała ich z budynku. Mówi się o zasięgu protestów porównywalnym do tego sprzed 20 lat, kiedy musiał ustąpić Slobodan Milošević. Szef MSW zapowiedział konsekwencje dla każdego, kto wdarł się do siedziby RTS.
Vučić zapowiedział, że nie zamierza spełnić postulatów opozycji – przeprowadzić reformy wyborczej oraz zwiększyć wolność mediów – „nawet jeśli na ulicach będzie 5 milionów ludzi”.
Jednak nie tylko w Serbii trwają masowe protesty: w Tiranie odbył się piąty protest od połowy lutego. W ostatni weekend pokojowa demonstracja przekształciła się w brutalne starcie z policją. Opozycja zarzuca obecnej władzy korupcję oraz oszustwa wyborcze.
– Albania nie jest zdestabilizowana z powodu protestów w imię europejskich wartości. Jest zdestabilizowana z powodu przestępstw obecnego rządu. Musimy z tym skończyć – powiedział Lulzim Basha, przywódca Demokratycznej Partii Albanii, domagając się rozpisania wcześniejszych wyborów.
W Podgoricy również miał miejsce piąty już od dwóch miesięcy protest – przeciwko prezydentowi Milo Djukanoviciowi, rządzącemu od 3 dekad. Obywatele zarzucają mu korupcję i szemrane układy finansowe.

Armia suwerenności czy nowego konfliktu?

Kosowo ma armię wbrew NATO, ONZ, UE i Serbii

 

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Parlament Republiki Kosowa w piątek, 14 bm., przyjął ustawy w sprawie sił bezpieczeństwa KSF (alb. Forca e Sigurisë së Kosovës FSK, Kosovo Security Force ), nadając dotychczas istniejącym lekko uzbrojonym oddziałom porządkowym atrybuty armii. Zostały one uchwalone bez udziału posłów popieranej przez Belgrad „Srpskiej Listy”, którzy zbojkotowali sesję, nie biorąc w niej udziału.

 

Armia legalna czy nie?

Uchwalając ustawy o zmianie uprawnień KSF, parlament zlekceważył obowiązujące przepisy konstytucyjne – twierdzą niektórzy kosowscy prawnicy – które wymagały uzyskania dwóch trzecich głosów ze 120, w tym dwóch trzecich od 20 parlamentarzystów pochodzących z mniejszości narodowych, nie-Albańczyków. Na podstawie tych przepisów Serbowie, mający 10 miejsc przeznaczonych dla mniejszości narodowych, dotychczas skutecznie blokowali takie inicjatywy ustawodawcze.

Parlamentarzyści z „Srpskiej Listy” zapowiedzieli zaskarżenie tych ustaw do Trybunału Konstytucyjnego Kosowa.

Kadri Veseli, przewodniczący kosowskiego parlamentu, zaraz po glosowaniach oświadczył, że „ Od tego momentu oficjalnie mamy armię Kosowa” . Obecny podczas sesji prezydent Kosowa Hashim Thaci wyraził zadowolenie i następnie w mundurze wziął udział w wojskowym capstrzyku. Albańscy mieszkańcy Kosowa byli zachwyceni powołaniem regularnej armii twierdząc, że „teraz możemy powiedzieć, że jesteśmy państwem, bo nie ma państwa bez armii” .

Innego zdania są Serbowie zamieszkujący Kosowo, którzy obawiają się, że głównym celem tego ruchu jest przeprowadzenie czystki etnicznej w zdominowanej przez nich północnej części kraju. W ramach protestu w Mitrowicy i okolicznych miejscowościach masowo wywieszono serbskie flagi. Z kolei Prisztina i inne kosowskie miasta zostały udekorowane amerykańskimi flagami na znak wdzięczności dla Stanów Zjednoczonych, popierających nie tylko niepodległość Kosowa, ale również utworzenie przez nie armii.

Serbski prezydent Aleksandar Vućić powiedział na konferencji prasowej w piątek wieczorem, że Armia Kosowa jest nielegalna. Według niego takie posunięcie zagraża pokojowi i bezpieczeństwu. Dodał również, że „dziś stało się jasne, że USA, Wielka Brytania i Niemcy, jeśli chodzi o armię Kosowa, stoją za kosowskimi Albańczykami. Nie jesteśmy tym zaskoczeni” .

 

Możliwa destabilizacja Bałkanów?

W telewizyjnym przemówieniu do Serbów, Vućić stwierdził, że powołanie armii jest sprzeczne zarówno z prawem międzynarodowym (rezolucją 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ, która nie dopuszcza istnienia armii w tym kraju) jak i konstytucją Kosowa”. W związku z tym Serbia żąda natychmiastowego zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Vućić ogłosił, że Belgrad nie będzie brał udziału w dialogu z Prisztiną, dopóki nie wycofa się ona z wszystkich swoich wcześniejszych decyzji, w tym o nałożeniu 100 procentowych ceł na towary z Serbii.
Międzynarodowi obserwatorzy podkreślają, że dialog pomiędzy Prisztiną a Belgradem – zapoczątkowany w 2011 roku – ustał, gdy we wrześniu około stu członków sił specjalnych ROSU (Regionalna Jednostka Wsparcia Operacyjnego, odpowiednik amerykańskiego SWAT) zajęło serbską elektrownię wodną w Gazivodzie. Potem Serbia lobbowała skutecznie przeciwko członkostwu Kosowa w Interpolu, na co Kosowo odpowiedziało retorsyjnym obłożeniem serbskich i bośniackich towarów 100 procentowym cłem.

Wszystko to dzieje się w dziewięć dni po oświadczeniu premier Serbii Any Brnabić, która ostrzegła, że powołanie armii w Kosowie może spowodować „interwencję militarną Belgradu”. Później stanowisko to nieco złagodzono, wyjaśniając, że Serbia stanowczo sprzeciwia się temu posunięciu, ale jednocześnie ostrzega, że może to zdestabilizować sytuację na Bałkanach. Jest to odczytywane i rozumiane jednoznacznie jako przeszkoda w normalizacji serbsko-kosowskich relacji. Zapewnienia ze strony przedstawicieli rządu Kosowa, że armia ta ma być jedynie siłami pokojowymi, które nigdy nie zostaną skierowane przeciwko jakiemukolwiek narodowi na niewiele się zdają. Zwłaszcza, że wypowiada je premier Kosowa, Ramush Haradinaj, przeciwko któremu w Serbii wydano nakaz aresztowania pod zarzutem popełnienia zbrodni wojennych. Wobec tych faktów prezydent Vućić zapowiedział, że będzie kontrolował serbskie wojska stacjonujące wzdłuż granicy z Kosowem w ciągu najbliższych trzech dni.

Analitycy z Bałkanów twierdzą, że jakiekolwiek działania armii Serbii liczącej 28 000 żołnierzy przeciwko Kosowu są wysoce nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę aspiracje Belgradu do członkostwa w UE. Kosowo utworzy ministerstwo obrony, a przyszła armia ma składać się z 5 000 zawodowych żołnierzy i 3000 rezerwistów. Przedstawiciele rządu w Prisztinie zapewniają, że proces tworzenia armii potrwa co najmniej 10 lat. Dowodzona przez NATO międzynarodowa, wojskowa misja pokojowa KFOR – odpowiedzialna za utrzymanie bezpieczeństwa i spokoju – w Kosowie liczy około 4000 żołnierzy.

 

Kto za, kto przeciw?

Proces przekształcenia sił bezpieczeństwa w Kosowie w regularną armię był i jest wspierany przez USA. Ambasador Philip S. Kosnett w Prisztinie powiedział, że naturalnym rozwiązaniem dla Kosowa, jako suwerennego, niezależnego państwa jest posiadanie zdolności do obrony. „Pamiętajmy, że bezpieczeństwo kraju zależy od jakości jego relacji z NATO – i pokojowych, obopólnie korzystnych stosunków z sąsiadami – tak samo jak od siły i profesjonalizmu sił zbrojnych” – napisał w piątek na Twitterze.

Włoska agencja prasowa ANSA, powołując się na własne źródła, podaje, że decyzja parlamentu kosowskiego została poparta przez Stany Zjednoczone, Wielka Brytanię i Niemcy. Jednak fakt ten może opóźnić akcesję zarówno Kosowa jak i Serbii do UE.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji wezwało Misję ONZ w Kosowie do podjęcia prób demilitaryzacji i likwidacji wszelkich formacji zbrojnych. Utworzenie w Prisztinie pełnoprawnej armii stanowi rażące naruszenie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Ten krok ma na celu poważne zaostrzenie sytuacji na Bałkanach – informuje rosyjska agencja TASS.

Sekretarz Generalny NATO, Jens Stoltenberg wyraził ubolewanie z powodu powołania armii przez władze Kosowa. „Choć przemiana sił bezpieczeństwa w Kosowie jest z zasady kwestią, o której decyduje Kosowo, jasno stwierdziliśmy, że posunięcie to nastąpiło w niewłaściwym momencie” – napisał sekretarz NATO w pisemnym oświadczeniu. Wezwał wszystkie strony do zadbania o to, aby decyzja parlamentu kosowskiego „nie zwiększała napięć w regionie”. Stoltenberg podkreślił, że Rada Północnoatlantycka w ramach swojego międzynarodowego mandatu będzie musiała ponownie zbadać stopień zaangażowania paktu w KSF. Zapewnił przy tym, że KFOR dalej będzie gwarantował bezpieczeństwo Kosowa, a stanowisko władz amerykańskich „poważnie zastanawia” .
Unia Europejska ostrzegła również Kosowo, by wywiązywało się ze swoich zobowiązań wynikających z pierwszego porozumienia zawartego w Brukseli w kwietniu 2013 r. dotyczących uzgodnień w zakresie bezpieczeństwa. Podobnie jak NATO, Unia Europejska nadal podziela pogląd, że „mandat KSF powinien zostać zmieniony jedynie poprzez wspólny i stopniowy proces ustaleń zgodnych z konstytucją Kosowa” – czytamy w piątkowym w oświadczeniu UE.

Specjalny przedstawiciel Sekretarza Generalnego ONZ i szef UNMIK (Misja Tymczasowej Administracji Organizacji Narodów Zjednoczonych w Kosowie ), Zahir Tanin odniósł się w piątek do rezolucji 1244 RB ONZ, która powierzyła społeczności międzynarodowej za pośrednictwem pokojowych sił KFOR odpowiedzialność za bezpieczeństwo w Kosowie. Powiedział on, że ONZ „zachęca wszystkie strony do powstrzymania się od działań, które mogłyby zaostrzyć napięcia a wszystkie problemy należy rozwiązywać poprzez dialog polityczny”.

Sekretarz generalny ONZ, Portugalczyk Antonio Guterres wyraził również zaniepokojenie powołaniem armii przez władze najmłodszej republiki w Europie.

I tak oto w 20 lat po powstaniu kosowskich Albańczyków przeciwko Serbom i dekadzie od uzyskania niepodległości, inicjatywa Kosowa, została uznana za „historyczne wydarzenie”, które albo wzmocni suwerenność tego młodego, malutkiego kraju, albo rozsadzi wciąż bardzo gorący bałkański kocioł.

Wojna celna na Bałkanach

Kosowo podjęło decyzję o podwyższeniu do 100 proc. ceł na towary importowane z Serbii oraz Bośni i Hercegowiny. Wywołało to prawdziwą międzynarodową burzę. Serbskie media wręcz piszą o wypowiedzeniu wojny. Słowa krytyki popłynęły nie tylko ze strony obu zainteresowanych krajów, lecz także z innych państw bałkańskich. Zareagowała też Unia Europejska, domagając się cofnięcia tej decyzji. Podobne, choć bardziej stonowane, stanowisko zajęły Stany Zjednoczone. Podwyżka ceł nie dotyczy jedynie 10 zagranicznych firm wytwarzających swe produkty na terenie Serbii m. in. takich, jak Coca-Cola i Tuborg.

 

Wprowadzenie drastycznej podwyżki stawek celnych nastąpiło w momencie, gdy po trzech rundach głosowań Kosowo nie zostało przyjęte do międzynarodowej organizacji policyjnej – Interpolu, do której należy przeważająca większość państw świata. Rząd w Prisztinie twierdzi, iż podwyżka miała na celu ochronę żywotnych interesów ich państwa w obliczu „agresywnej kampanii” ze strony Serbii przeciwko Kosowu na arenie międzynarodowej. Jak się wyraził minister przemysłu i handlu Endrit Shala, podwyższone cła mają służyć wzmocnieniu gospodarki i krajowych producentów.

Co prawda władze Kosowa zaprzeczają, jakoby decyzja ta miała bezpośredni związek z faktem odrzucenia przez Interpol wniosku o przyjęcie, lecz jednocześnie pośrednio to potwierdzają. Doradca premiera Gazmend Abrashi argumentował, że nie była to emocjonalna decyzja, lecz przygotowywano ją od dłuższego czasu. Jednakże z jej podjęciem wstrzymywano się w obawie, że może ona negatywnie wpłynąć na głosowanie w sprawie członkostwa w Interpolu. Dodał też, że w ten sposób wysłano sygnał do Serbii, iż nie powinna ona czerpać profitów z handlu z Kosowem, skoro nie uznaje go jako państwa. Kosowski rząd wydał też oświadczenie, w którym potępia „wściekłą kampanię” ze strony Serbii twierdząc, że wynik głosowania przeciwko przyjęciu Kosowa do Interpolu sprzyja jedynie kryminalistom. To, że oprócz Serbii podwyżką ceł została objęta także Bośnia i Hercegowina, wynika z tego, że oba te państwa nie uznały Kosowa. Potwierdził to wprost premier Ramush Haradinaj mówiąc, że decyzja nie zostanie cofnięta, dopóki Serbia nie uzna Kosowa. Co więcej, wicepremier Enver Hoxhaj zapowiedział, że wkrótce Kosowo ogłosi wprowadzenie nowych środków, nie precyzując jakie one będą.

 

Sprzeciw Serbów

Większość zamieszkujących Kosowo Albańczyków, w tym również przedsiębiorców importujących towary z Serbii, publicznie ogłasza, że godzą się ponosić straty finansowe w geście poparcia dla władz. Za to zdecydowanie przeciwna jest ludność serbska. 4 grudnia tysiące Serbów demonstrowało w Kosowskiej Mitrowicy. Do zorganizowania akcji protestu wezwała Serbska Lista – największe ugrupowanie reprezentując kosowskich Serbów.

Podczas wiecu lider tego ugrupowania Goran Rakić odczytał odezwę w imieniu zamieszkałych w Kosowie Serbów, w której mowa o tym, że decyzja o podwyżce ceł to nie tylko cios w pokój i stabilność w regionie, lecz wręcz zagrożenie dla bytu Serbów w Kosowie. Po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych Serbska Lista weszła w skład koalicji rządowej wspólnie z Sojuszem na rzecz Przyszłości Kosowa premiera Haradinaja, jednak stara się konsekwentnie bronić interesów swoich rodaków i jest przeciwna zaostrzaniu stosunków z Serbią. Ponadto Serbska Lista uważa, że nie jest traktowana przez partię premiera jako pełnoprawny partner. W nocy z niedzieli 2 grudnia na poniedziałek posłowie Serbskiej Listy okupowali siedzibę parlamentu domagając się spotkania z komisarzem UE ds. polityki sąsiedztwa i rozszerzenia Johannesem Hahnem, który w poniedziałek miał przybyć do Prisztiny w celu odbycia rozmów z władzami Kosowa. Wiceprzewodniczący Ligi Igor Simić oświadczył, że deputowani chcą wysłannika Unii zapoznać z sytuacją i „potencjalnym kryzysem, który zagrozi serbskiemu narodowi”. W podobnym tonie wypowiedziało się jeszcze ośmiu posłów występując na tle transparentu z napisem: „100 proc. cła – 0 proc. wolności”. Ostatecznie Hahn spotkał się przedstawicielami Serbskiej Listy. Po spotkaniu Simić poinformował, że obie strony zgodziły się co do tego, że wszelkie sporne problemy należy rozwiązywać na drodze dialogu a „pokój powinien być zachowany za wszelką cenę”.

 

Bałkańska reakcja

Przeciwko podwyżce ceł zaprotestowały oficjalne czynniki w Belgradzie i Sarajewie. Serbski prezydent Aleksandar Vučić zwołał specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Oświadczył, że Serbia nie wznowi dialogu z Kosowem dopóki nie zostaną zniesione restrykcyjne stawki celne. Z kolei w telewizyjnym wystąpieniu mówił o „barbarzyńskich taryfach”, które spowodują katastrofalne i niszczące konsekwencje, niszczą pokój i stabilizację w regionie a ich wprowadzenie nazwał działaniem antycywilizacyjnym, łamaniem zasad swobody przepływu towarów, kapitału i usług. Dodał też, że uniemożliwienie handlu z Kosowem stanowi „najbardziej znaczącą próbę destabilizacji Serbii”.

Handel z Kosowem odgrywa istotną rolę w serbskiej gospodarce. Serbia, największy partner handlowy Kosowa na Bałkanach eksportuje tam towary na sumę rzędu 400 milionów euro rocznie. W okresie od stycznia do września br. miała z Kosowem dodatni bilans obrotów towarowych na poziomie niemal 330 mln euro. Warto też zwrócić uwagę na to, że wzajemne obroty rosną w tempie 5 proc. w skali rocznej. Specjaliści wyliczyli, ze gdyby Kosowo nie wprowadziło restrykcyjnych ceł, to do końca tego roku obrót towarowy między obu krajami mógłby osiągnąć poziom 500 mln euro. Tymczasem, według oficjalnych danych, w okresie ostatniego miesiąca w wyniku faktycznej blokady eksportu na rynek Kosowa Serbia straciła 42 milionów euro. Serbia eksportuje do Kosowa m. in. produkty spożywcze, wodę i napoje, oleje, środki czystości, pszenicę, a także dostarcza energię elektryczną.

Belgrad nie zamierza jednak wprowadzać środków odwetowych. Poinformowała o tym premier Ana Brnabić, choć równocześnie działania Prisztiny nazwała bezsensownymi i niedorzecznymi. Również prezydent Vučić zapowiedział, że Serbia nie będzie zawracać transportów samochodowych z Kosowa oraz wstrzymywać przepływu towarów ponieważ – jak podkreślił – „chcemy pokazać różnice pomiędzy odpowiedzialnym zachowaniem z jednej strony i nieodpowiedzialnym z drugiej”.

W jednoznaczny sposób zareagowano także w Bośni i Hercegowinie. Rząd w Sarajewie wydał oświadczenie, w którym domaga się pilnego wycofania dyskryminacyjnej decyzji. Równocześnie zwrócił się do Unii Europejskiej o włączenie się w rozwiązanie tego problemu. Podkreślił, że poczynania Kosowa są w sprzeczności z układem CEFTA i porozumieniem o strefie wolnego handlu. Ostrzej wypowiedział się minister spraw zagranicznych Igor Crnadak, mówiąc, że jest to decyzja czysto polityczna, która zagraża bezpieczeństwu regionu i „może doprowadzić do upadku całego projektu współpracy regionalnej”. Również minister handlu zagranicznego i stosunków gospodarczych Mirko Šarović określił decyzję Kosowa jako największy cios zadany regionalnej strefie wolnego handlu. Podobną opinię wyraził też wybrany ostatnio jako przedstawiciel Republiki Serbskej do trzyosobowego gremium będącego głową państwa w Bośni i Hercegowinie Milorad Dodik. Jego zdaniem należałoby „zatrzymać Prisztinę”, ponieważ narusza ona stosunki regionalne. Podobnie jak Serbia, również Bośnia ma z Kosowem potężną nadwyżkę bilansu handlowego. Wartość jej eksportu w ubiegłym roku wyniosła ok. 80 milionów euro przy dziesięciokrotnie mniejszym imporcie.

Krytycznie do decyzji o podwyżce ceł odniosła się również Macedonia, która wprawdzie nie zostały dotknięte restrykcjami, ale jest sygnatariuszem Środkowoeuropejskiej Umowy o Wolnym Handlu CEFTA, do której obecnie należą również Albania, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Kosowo, Serbia i Mołdawia. Jako reprezentant kraju należącego do CEFTA rząd Macedonii wydał oświadczenie, w którym wypowiada się przeciwko ustanawianiu barier celnych oraz za tym, aby o dostępie towarów na zagraniczne rynki decydowała ich konkurencyjność.

Nie było natomiast oficjalnego stanowiska Czarnogóry. Być może nie chce ona psuć sobie stosunków Kosowem, z którym pół roku temu zawarła porozumienie w sprawie granicy. Tym nie mniej MSZ Czarnogóry wydało oświadczenie odcinające się od pomysłu Prisztiny co do utworzenia wspólnego paktu bałkańskiego skierowanego przeciwko Serbii. Oświadczenie stwierdza, że Czarnogóra nie prowadziła z nikim rozmów na ten temat, natomiast uważa, że Bałkany powinny być stabilnym i bezpiecznym regionem opartym o wartości europejskie. Również premier Macedonii Zoran Zaev zaprzeczył, jakoby jego kraj prowadził tego typu rozmowy apelując jednocześnie do Kosowa i Serbii o tworzenie przyjaznych stosunków drogą dialogu.

Krytycznie wobec decyzji Kosowa wypowiedzieli się dwaj słoweńscy eurodeputowani. Ivo Vajgl z frakcji Sojusz Liberałów i Demokratów uważa, że podwyższanie ceł z powodów politycznych jest nie do zaakceptowania i pozostaje w sprzeczności z zasadami międzynarodowej współpracy gospodarczej i politycznej, a kraje, które ich nie przestrzegają, a jednocześnie aspirują do członkostwa w UE, tylko na tym tracą. Również Franc Bogovič z Europejskiej Partii Ludowej uznaje decyzję Kosowa za „krok w absolutnie złym kierunku”.

 

Unia też przeciw

Zabrała również głos Unia Europejska. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini oświadczyła, iż decyzja podjęta w Prisztinie stanowi ewidentne naruszenie zasad CEFTA oraz pozostaje w sprzeczności z duchem umowy stabilizacyjnej zawartej pomiędzy Unią i Kosowem. Swoją dezaprobatę wyraził również komisarz UE ds. polityki sąsiedztwa i rozszerzenia Johannes Hahn mówiąc, iż szkodzi ona także konsumentom oraz biznesowi w Kosowie i powinna być bezzwłocznie anulowana. Przypomniał też, że Kosowo pełni obecnie rotacyjne przewodnictwo w CEFTA i w związku z tym musi ponosić szczególną odpowiedzialność.

W treści rezolucji podjętej na unijnej sesji plenarnej w Brukseli w poniedziałek 26 listopada, wprawdzie nie wspomina się bezpośrednio o kontrowersyjnej decyzji Kosowa, jednakże znalazł się tam zapis mówiący o tym, że dialog między Kosowem i Serbią nie będzie możliwy bez wzajemnego przestrzegania obowiązujących umów, co stanowi „kluczowy element obu stron na drodze do europejskiej integracji”. To dość ogólnikowe sformułowanie można odczytać jako pośrednio skierowany do Kosowa apel o stosowanie się do reguł wynikających z ustaleń w ramach CEFTA. Unia nie ma możliwości nakładania kar na Kosowo, może jedynie wyrażać swoje stanowisko, co jednak nie może pozostać bez wpływu na zabiegi Kosowa o przyjęcie do UE.

Reakcja Unii nie mogła być zaskoczeniem biorąc pod uwagę to, że zajęła ona krytyczne stanowisko również wtedy, gdy na początku listopada Kosowo podniosło o 10 proc. stawkę celną na towary importowane z Serbii oraz Bośni i Hercegowiny. Wówczas rzeczniczka UE Maja Kocijančič wezwała Kosowo do wycofania tej decyzji argumentując, iż stanowi ona ewidentne pogwałcenie zobowiązań Kosowa w ramach umowy CEFTA. Podobnie jak obecnie również wówczas władze Kosowa tłumaczyły swoją decyzję tym, jakoby Serbia prowadziła wściekłą kampanię przeciwko jego międzynarodowemu uznaniu.

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią komisarz UE Johannes Hahn przybył 3 grudnia do Prisztiny, gdzie odbył rozmowy z prezydentem, premierem i szefem parlamentu Kosowa. Nie udało mu się przekonać swoich rozmówców do cofnięcia decyzji w sprawie ceł. Kosowo bowiem twardo obstaje przy swoim stanowisku. Wspomniany już doradca Gazmend Abrashi oświadczył, że restrykcje handlowe postaną w mocy bez względu na to co na ten mają do powiedzenia Serbia czy Unia Europejska. Podczas rozmów przywódcy Kosowa po raz kolejny powtarzali, że podwyższone cła będą obowiązywać do momentu uznania Kosowa przez Serbię.

Przed przyjazdem do Prisztiny Hahn spotkał się w Belgradzie z prezydentem Serbii, który wyraził następnie opinię, że unijny komisarz jest człowiekiem racjonalnym i „dobrze rozumie niebezpieczeństwa, które nam grożą” równocześnie dziękując mu za zrozumienie sytuacji i dążenie do rozwiązania problemu. Z kolei Hahn oświadczył, że obie strony rozmów były zgodne co do pilnej potrzeby zmniejszenia napięcia w stosunkach między Serbią i Kosowem. Jak poinformowała Maja Kocijančić, Hahn zaproponował stworzenie „specjalnych ram” w ramach których Serbia i Kosowo miałyby przedstawiać konkretne propozycje co do rozwiązania kwestii handlowych. Dodała też, że Bruksela oczekuje odpowiedzi od obu zainteresowanych stron.

 

Protektor wspiera i naciska

W Waszyngtonie nie omieszkano lobbować na rzecz Kosowa w sprawie jego przyjęcia do Interpolu. Swoje oficjalne stanowisko Stany przekazały za pośrednictwem ambasady w Prisztinie, czyli na możliwie najniższym szczeblu dyplomatycznym. Powtarzano argumenty Kosowa o wściekłej serbskiej kampanii mającej na celu zablokowanie członkostwa Kosowa w międzynarodowej organizacji policyjnej. Amerykańska ambasada w swoim oświadczeniu pisze, że formacje policyjne Kosowa są w pełni zintegrowane i zdolne do zwalczania międzynarodowego terroryzmu, ataków cybernetycznych, przemytu ludzi, broni i narkotyków, natomiast odmowa przyjęcia Kosowa oznacza powstanie luki w zakresie bezpieczeństwa na Bałkanach. Argumentuje ponadto, że głosowanie za członkostwem Kosowa w Interpolu nie musi automatycznie oznaczać uznania tego państwa. Jest to argumentacja cokolwiek bezsensowna. Warto bowiem zwrócić uwagę na to, że przeciwko przyjęciu Kosowa głosowało ponad 50 państw, podczas gdy oficjalnie uznało Kosowo ponad 100 krajów. Oznacza to, że nie wszystkie państwa, które uznały Kosowo, chcą z nim współpracować w ramach tej międzynarodowej struktury.

Jednocześnie USA starają się namówić Kosowo do wycofania się z kontrowersyjnej decyzji celnej. Podczas rozmowy z prezydentem Hashimem Thaçim sekretarz stanu Mike Pompeo usiłował nakłonić go do rezygnacji z podwyżki cła oraz do normalizacji stosunków z Serbią podkreślając, że jest to dla obu krajów jedyna droga do przyszłej integracji z „zachodnią współpracą narodów”. Z podobnym wezwaniem wystąpił także zastępca szefa amerykańskiej dyplomacji ds. Europy Południowo-wschodniej Matthew Palmer nazywając wprowadzenie podwyżki ceł przeszkodą w kontynuowaniu dialogu dodając, że Stany Zjednoczone będą wspierać Unię Europejską w jej działaniach na rzecz rozwiązaniu tego problemu.

Stany Zjednoczone, które same wykreowały Kosowo jako samodzielne państwo, zapewne zdają sobie sprawę z tego, że jego skuteczność jako narzędzia w ich geopolitycznych rozgrywkach jest coraz mniejsza. Nie są także zainteresowane chaosem na Bałkanach, który w każdej chwili może pociągnąć za sobą trudne do przewidzenia skutki. USA, jako najważniejszy protektor Kosowa, są jedyną siłą mogącą mieć wpływ na politykę Prisztiny. Biorąc to pd uwagę prezydent Vučić odbył rozmowę z amerykańskim ambasadorem w Belgradzie, podczas której zaapelował aby Stany Zjednoczone wykorzystały swoje wpływy i przestrzegły Kosowo, że swoimi działaniami powoduje zagrożenie dla pokoju i stabilności na Bałkanach.

 

Albania jako jedyny sojusznik

Ciekawa na ostatnie wydarzenia była reakcja Albanii, będącej zdecydowanym bałkańskim sojusznikiem Kosowa i konsekwentnym promotorem jego interesów. Jeszcze w dwa dni po ogłoszeniu kontrowersyjnej decyzji minister finansów Arben Ahmetaj twierdził, że nie jest ona korzystna ani dla Serbii, ani dla Kosowa i należałoby ją anulować. Diametralna zmiana stanowiska nastąpiła po tym, jak premier Edi Rama odbył spotkanie z kosowskimi partnerami. W odróżnieniu od wcześniejszej wypowiedzi swojego ministra premier całkowicie poparł decyzję Kosowa. Jak oświadczył, podniesienie ceł to nie działanie ekonomiczne, lecz polityczny sygnał dla Serbii, „ponieważ nie można budować przyszłości z nożem wbitym w plecy Albańczyków”. Ponadto argumentował, iż podwyższanie stawek celnych jest irracjonalne w normalnych okolicznościach, ale normalne w sytuacji irracjonalnej, która jego zdaniem, ma właśnie miejsce. Albański premier po raz kolejny zapewnił o niewzruszonym poparciu dla Kosowa mówiąc w nieco poetyckim tonie, że „Kosowo i Albania podążają wspólnie, ramię w ramię, jak dwugłowy orzeł”, nawiązując do godła swojego kraju.

 

Kosowo idzie w zaparte

Przykład Interpolu, a także światowa reakcja na ostatnie decyzje Kosowa pokazują, że państwo to staje jest coraz bardziej izolowane na arenie międzynarodowej. Z kolei władze w Prisztinie najwyraźniej nie umieją się poruszać w zbyt skomplikowanym dla nich geopolitycznym galimatiasie. Na swoje międzynarodowe porażki reagują nerwowo, żeby nie rzec histerycznie. Politolog specjalizujący się w problematyce Europy Południowo-Wschodniej Jasmin Mujanović uważa wprowadzenie podwyższonych ceł za akt desperacji.

Taka jednak jest cała polityka kosowskich władz. Przewodnią ideą jest tam antyserbski nacjonalizm, któremu hołdują wszystkie albańskie partie niezależnie od tego czy są w rządzie czy w opozycji. Znamienny jest tu przykład z ostatnich dni. Czołowa siła opozycyjna Demokratyczna Liga Kosowa poinformowała 4 grudnia, że zażądała zwołania nadzwyczajnej sesji parlamentu w celu przegłosowania dymisji premiera i jego zastępcy bynajmniej jednak nie z powodu taryf, lecz z tego względu, iż nie potrafili oni podczas poniedziałkowych rozmów z Hahnem przeforsować decyzji UE o zniesieniu wiz do krajów Unii do końca tego roku, choć sami to obiecywali. Wniosek ten poparło inne ugrupowanie opozycyjne Vetëvendosje (Samookreślenie), które na dodatek domaga się ustąpienia również spikera parlamentu i ministra ds. integracji europejskiej.

Tymczasem Hahn wyraźnie oświadczył, że realną datą zniesienia wiz jest rok 2020. Można to odczytać jako czytelny sygnał ostrzegawczy ze strony Unii Europejskiej, której zależy na tym, aby Kosowo prowadziło oczekiwać bardziej przewidywalną i wolną od wzniecania konfliktów politykę. Jak do tej pory władze w Prisztinie idą w zaparte i nie zamierzają rezygnować ze swojej w gruncie rzeczy bezsensownej i nieracjonalnej linii politycznej. Skoro są one odporne na naciski ze strony UE czy też sugestie płynące z Waszyngtonu, to wydaje się, że jedyną rzeczą, która byłaby w stanie skłonić ich do zmiany stanowiska mogą być skutki blokady handlowej z Serbią. Już wkrótce może się okazać, że mogą one być bardzo negatywne nie tylko dla serbskich eksporterów, lecz także dla gospodarki Kosowa a także jej międzynarodowego wizerunku. Jest to jednak już problem samego Kosowa.

Nasi siatkarze o igrzyska zagrają z Francją, Słowenią i Tunezją

Nasza reprezentacja siatkarzy w rankingu FIVB znalazła się na 4. miejscu. Mistrzów świata na światowej liście wyprzedziły Brazylia, USA i Włochy.

 

Przy ustalaniu nowego rankingu FIVB liczyły się wyniki osiągnięte w ostatnich igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata oraz kwalifikacjach do mistrzostw świata, a także lokata zajęta w ostatnim Pucharze Świata i Lidze Światowej w 2017 roku. Sklasyfikowanie na czwartej pozycji sprawia, że nasi siatkarze w turnieju interkontynentalnym zagrają w jednej grupie z dziewiątym, szesnastym i dwudziestym pierwszym zespołem w rankingu. I tak rywalami reprezentacji Polski będą Francja, Słowenia i Tunezja. Prawo do gry o olimpijskie medale w Tokio uzyskają jedynie zwycięzcy sześciu turniejów interkontynentalnych. Drugą i ostatnią szansą na olimpijski awans będą turnieje kontynentalne w 2020 roku.

 

Grupy kwalifikacyjne do IO 2020

Grupa A: Brazylia, Egipt, Bułgaria, Korea Płd./Portoryko;
Grupa B: USA, Belgia, Holandia, Korea Płd./Portoryko;
Grupa C: Włochy, Serbia, Australia, Kamerun;
Grupa D: Polska, Francja, Słowenia, Tunezja;
Grupa E: Rosja, Iran, Kuba, Meksyk;
Grupa F: Kanada, Argentyna, Finlandia, Chiny.
Korea Południowa i Portoryko zajmują ex aequo 24. miejsce, decyzję o ich przydziale do grup podejmie FIVB.

 

Wojna wróci na Bałkany?

Prezydent Serbii Aleksandr Vucić wydał rozkaz, by armia serbska przeszła w stan podwyższonej gotowości bojowej. Powód – agresywne działania Kosowa.

 

Agencja Tanjug, powołując się na administrację serbskiego prezydenta poinformowało, że rozkaz został przekazany naczelnikowi Sztabu Generalnego armii Serbii. W stan podwyższonej gotowości zostały postawione także oddziały specjalne i komandosi.

Powodem takich decyzji Vucicia był fakt, że oddział komandosów armii Kosowa zajął pozycje w pobliżu sztucznego jeziora Gazivode i rozlokował się w miejscowym centrum ekologii i sportu. Celem tych operacji może być pozbawienie Serbii kontroli nad tym strategicznie ważnym zbiornikiem, który w całości zaopatruje Kosowo w wodę i prąd, choć w ostatnich latach Serbia włożyła w infrastrukturę wokół tego zbiornika około 2 milionów euro.

Stacjonujące na miejscu siły rozjemcze KFOR wzywają do spokoju i zapewniają, że są w kontakcie ze wszystkimi stronami, choć „poważnie odnoszą się do tego rodzaju informacji [o ruchach wojsk – przyp. MW]”.

Raptowny wzrost napięcia związany jest z przeciągającą się nieunormowaną sytuacją serbskiej mniejszości w Kosowie. Sprawa ta już dawno, zgodnie z ustaleniami i zaleceniami Unii Europejskiej powinna być rozwiązana, ale władze w Kosowie odwlekają decyzje.

Od czasu amerykańskiej agresji przeciwko Jugosławii Kosowo pozostaje potencjalnym zapalnikiem nowej wojny w tym regionie.

Syzyfowe prace

Prezydent Kosowa Hashim Thaci powiedział niedawno, że „porozumienie między Kosowem a Serbią otworzy drogę Kosowu do integracji europejskiej. Daleko nam jeszcze do porozumienia. Jestem sceptycznie nastawiony do jego osiągnięcia, ale jestem zdeterminowany, aby osiągnąć pokojowe rozwiązanie”. Stwierdzenia te pomimo, że wywołują w Kosowie fale protestów ze strony niemal wszystkich sił politycznych, są od kilku miesięcy kartą przetargową w toczących się od 2011 roku negocjacjach pomiędzy Prisztiną a Belgradem.

 

Prezydent Thaci jak i prezydent Serbii Aleksandar Vućić 25 sierpnia tego roku zgłosili propozycje korekty granic, co byłoby podwaliną zawarcia historycznego porozumienia pomiędzy Belgradem a Prisztiną. Jednak reperkusje planu zmiany granic wywołują olbrzymie emocje, zarówno w Kosowie jak i w Serbii. Stany Zjednoczone jak i część państw europejskich są nawet skłonne zaakceptować ten plan korekty granic za cenę zawarcia porozumienia i stabilizacji na Bałkanach. UE w swoich założeniach strategicznych dla Bałkanów Zachodnich, zakłada, że Serbia ma szanse na uzyskanie członkostwa w UE do 2025 roku pod warunkiem zawarcia prawnie obowiązującej umowy z Kosowem, o ile zawrze kompletne porozumienie z Kosowem do końca 2019 roku.

Z kolei zawarcie porozumienia z Serbią jest dla Kosowa priorytetem, ponieważ Belgrad skutecznie blokuje Prisztinę na arenie międzynarodowej. Podpisanie więc takiego porozumienia wymagałoby wielu ustępstw ze strony Kosowa na rzecz Serbii, a na co nie chcą się zgodzić niemal wszystkie kosowskie siły polityczne. Opozycyjna partia Vetëvendosje (Samostanowienie), wraz z jej liderem Albinem Kurti, organizuje niemal non stop demonstracje antyserbskie i aktywizuje społeczeństwo przeciwko negocjacjom. Słaba jest też pozycja samego prezydenta Kosowa Hashima Thaciego, który jest kontestowany przez środowisko swojej partii, a swoją pozycję utrzymuje i zawdzięcza USA i poparciu niektórych państw europejskich – w zamian za ugodowa postawę wobec Belgradu.

To sprawia, że sytuacja na linii Kosowo – Serbia jest więc bardzo skomplikowana i trudno jednoznacznie stwierdzić jak potoczą się negocjacje w Brukseli pomiędzy Prisztiną a Belgradem zaplanowane na 7 września tego roku.

 

Serbskie antidotum na kompleksy?

Z pomysłem wymiany terytorium pomiędzy Serbią a Kosowem jako warunku porozumienia wystąpił w lipcu tego roku serbski premier Aleksandar Vućić. Wcześniej serbscy politycy zasugerowali, by przyłączyć do Serbii północną część Kosowa w zamian za uznanie jego niepodległości. Vućić sprytnie wykorzystał fakt dyskusji nad sytuacją polityczną w Kosowie, na którą dyplomaci USA jak również UE zareagowali pozytywnie, nie wykluczając i takiej ewentualności w celu osiągnięcia porozumienia. Byłoby to dla Serbów antidotum na ich „kompleks” utraty terytorium – kolebki państwowości – na rzecz Kosowa. I to dawało prezydentowi Vućicovi argument za szybsza integracją Serbii z UE.

A sama debata dotyczyła powołania Związku Gmin Serbskich (Zajednica Srpskih Opština) w Kosowie, który miało stworzyć 10 gmin skupiających większość serbską. Zamieszkuje ona Północną Mitrovicę oraz okoliczne gminy: Leposavić, Zubin Potok i Zvećan. Pozostała część społeczności serbskiej zamieszkuje południową i południowo-wschodnią część Kosowa. Samorządu serbskiego nie stworzono do dnia dzisiejszego – mimo upływu terminu 5 sierpnia – z uwagi na silny opór społeczny jak również kosowskich polityków.

Pomysł oderwania północnej części Kosowa, gdzie znajdują się kopalnie cennych surowców, m.in.: srebra, cynku, ołowiu oraz huty cynku i ołowiu w Trepćy jak też zbiornik wodny i elektrownia wodna Gazivoda, był dla Serbii wygodny i opłacalny ekonomicznie. Jednak z punktu widzenia politycznego, w razie jego realizacji Belgrad utraciłby możliwość wpływania na politykę Kosowa poprzez oddziaływanie na mniejszość serbską. Serbowie twierdzą, że „kto kontroluje Gazivodę, ten kontroluje całe Kosowo” ponieważ zbiornik ten zapewnia wodę i prąd dla sporej części kraju. Długie na 24-kilometry, sztuczne jezioro powstało tuż po zbudowaniu Elektroprivreda Srbije na rzece Ibar jeszcze w 1977 roku. W jednej czwartej leży ono po serbskiej stronie granicy, a w trzech czwartych na terytorium Kosowa zamieszkałym przez mniejszość serbską.

W zamian Serbia musiałaby oddać Kosowu kilka najbiedniejszych, rolniczych gmin zamieszkałych przez mniejszość albańską (Preśevo, Bujanovac i Medveđa) w Dolinie Preszewa. Gminy te położone są na styku granic serbskiej, kosowskiej i macedońskiej.

Albańczycy z Doliny Preszewskiej od wielu lat okazują swoje niezadowolenie z przynależności do państwa serbskiego. W referendum ogłoszonym w 1992 roku – jeszcze w czasach Jugosławii – wyrazili chęć odłączenia się od tego kraju i przyłączenia do Albanii. W czasie konfliktu na Bałkanach działały tu albańskie oddziały Armii Wyzwolenia Preśeva, Bujanovaca i Medveđi.

Takie propozycje zmiany granic i wymiany terytoriów okazują się być „akceptowalnymi” przez USA i niektóre państwa europejskie, ponieważ zdaniem wielu obserwatorów dają one szansę na osiągnięcie porozumienia pomiędzy Kosowem a Serbią. Amerykański ambasador w Kosowie Greg Delawie wzbudził obawy Kosowian, twierdząc w wywiadzie telewizyjnym, że „Stany Zjednoczone mogą poprzeć podział Kosowa”. W podobnym tonie wypowiedział się Johannes Hahn, komisarz UE do spraw rozszerzenia i polityki sąsiedztwa, który nie wykluczył koncepcji wymiany terytoriów pomiędzy Serbią a Kosowem w imię „uzyskania większej stabilności na Bałkanach”.

 

Bałkańska ruletka pod dyktando Rosji?

Koncepcji zamiany granic sprzeciwiają się Niemcy, Wielka Brytania i spora część krajów UE, twierdząc, że może ona wywołać kolejny konflikt zbrojny. W samym Kosowie pomysł wyznaczenia nowych granic spotkał się z olbrzymia krytyką i tym sprzeciwom towarzyszyły głosy chęci zbrojnego przeciwstawienia się Serbii. Prezydent Kosowa Hashim Thaci został niemal okrzyknięty zdrajcą narodu i na nic zdały się jego późniejsze zapewnienia, że jest to tylko gra polityczna, jaką prowadzi on w stosunku do Serbii.

Jednocześnie w samej Serbii dostrzeżono niebezpieczeństwo płynące z takiego rozwiązania, ponieważ – jak podkreślają polityczni komentatorzy – zamiana ziem pomiędzy Serbią a Kosowem, może wywołać bośniackie żądania oderwania Sandżaku (okolice Novego Pazaru, na pograniczu Serbii i Czarnogóry, zamieszkane przez liczną mniejszość bośniacką). W dodatku Serbia ma w swoich granicach liczną mniejszość węgierską zamieszkującą Vojvodinę (okolice Nowego Sadu i Suboticy ), która również bacznie obserwuje sytuacje z Kosowem i jest podatna na nacjonalistyczno-patriotyczne pomysły Viktora Orbána, który marzy o przywróceniu roli Węgier sprzed okresu I wojny światowej.

Również w Bośni i Hercegowinie, najbiedniejszym kraju Bałkanów, pojawiły się żądania korekty granic. Bośnia – podzielona etnicznie, religijnie i kulturowo – od chwili jej powstania boryka się z problemami mniejszości narodowych. Co chwila pojawiają się tam pomysły połączenia Republiki Serbskiej z Serbią, czy ogłoszenia kraju państwem islamskim. Część społeczeństwa chciałaby przyłączenia kilku kantonów do Chorwacji. Do tego kraj ten ciągle jest wstrząsany demonstracjami, a stabilizacji nie sprzyjają częste wybory do podzielonego parlamentu, będącego od 23 lat pod stałym nadzorem Wysokiego Przedstawiciela ONZ i UE.

Ewentualna decyzja o zmianie granic w Kosowie może wywołać skutki również w Macedonii, gdzie niebawem odbędzie się referendum w sprawie możliwości przystąpienia kraju do Unii Europejskiej. Nie ma wątpliwości, że jeśli serbska dziś Dolina Preszewa przyłączyłaby się do Kosowa, to Albańczycy w macedońskim Tetowie i Gostivarze mogliby zażądać tego samego.
Ideą zmiany granic w Kosowie może być zainteresowany premier Albanii Edi Rama. Dotychczas nie zabierał on oficjalnego głosu w tej sprawie, ale nie od dziś wiadomo, że koncepcja istnienia Wielkiej Albanii, albo „Nowej Albanii” jest mu bliska i zmiana granic Kosowa jak najbardziej pasuje do tego planu. „Czyste i poszerzone” etnicznie Kosowo byłoby dobrym argumentem do przyłączenia ziem zamieszkujących przez Albańczyków w Macedonii, Czarnogórze, czy nawet w Grecji.

Najbardziej zainteresowana „bałkańską ruletką” jest Rosja, a dyskusje o nowych granicach Serbii, Kosowa i innych krajów byłej Jugosławii służą polityce utrzymania wpływów w tym regionie. Rosja zaciera ręce, obserwując polityczne targi pomiędzy Kosowem i Serbią. Niewiele sama robiąc, a jedynie „kibicując” Belgradowi, Rosja zainteresowana jest przyłączeniem północnych terytoriów Kosowa do Serbii. Takie porozumienie połączone ze zmianą granic ułatwi uzasadnienie aneksji i przyłączenia ukraińskiego Krymu do Rosji. Moskwie odpowiada bardzo fakt, że za cenę osiągnięcia porozumienia Serbii z Kosowem, obydwa te kraje nie prędko zostaną członkami UE. Dziś Rosja – na prośbę Belgradu – skutecznie blokuje uczestnictwo Kosowa w ONZ i innych organizacjach międzynarodowych. Unia Europejska uzależnia przyjęcie w swoje szeregi Belgradu i Prisztiny za cenę osiągnięcia porozumienia pomiędzy tymi państwami.

Z tych powodów przywódcy Niemiec i Wielkiej Brytanii nie godzą się na jakiekolwiek zmiany granic i nie chcą uruchomienia „efektu domina” i otwarcia bałkańskiej puszki Pandory. Polityka Waszyngtonu – mająca największe wpływy w Kosowie – jest chwilami nieczytelna i zawiła. Z jednej strony USA wspierają Kosowo w jego dążeniach do osiągnięcia porozumienia, z drugiej zaś – akceptują pomysły Serbii rewidujące granice. Jest to zapewne podyktowane dążeniem do szybkiego rozwiązania problemu, nawet za cenę ustępstw, po to by zminimalizować wpływy Rosji w tym regionie. Ta polityka jest zgodna z celem UE, która w Kosowo zainwestowała nie tylko wieloletnie mediacje ale i olbrzymie pieniądze w utrzymanie misji Eulex.

Ten proces negocjacji pomiędzy Kosowem a Serbią, trwający 7 lat pod auspicjami UE przypomina syzyfowe prace. Unia Europejska, bowiem jako mediator, czyni olbrzymie wysiłki w celu osiągnięcia porozumienia zapominając przy tym, że nawet jeśli do tej swoistej ugody dojdzie, to i tak akcesja Kosowa do UE będzie bardzo trudna a może niemożliwa. Dzieje się tak, ponieważ Cypr, Hiszpania i Rumunia nie uznają do dziś niepodległości Kosowa a Grecja i Słowacja nie wypowiedziały się oficjalnie w tej kwestii. I nie wiadomo, czy w przyszłości, kraje te, zmienią stanowisko i zaakceptują akcesję Kosowa.

Serbia zaś, pomimo nacisków ze strony UE nie nałożyła sankcji gospodarczych przeciwko Rosji za aneksję Ukrainy. Rezygnacja z dostaw rosyjskiego gazu, byłaby dla Serbii gospodarczym samobójstwem. A UE nie zdywersyfikowała listy dostawców gazu i nie zaproponowała nawet krajom unijnym rozwiązań alternatywnych, tym bardziej Serbii.

 

Rozmów nie będzie?

W miniony piątek, 7 września br. prezydenci Hashim Thaci i Aleksandar Vućić mieli rozmawiać z udziałem Federici Mogherini, szefowej unijnej dyplomacji w Brukseli, o zmianie granic i innych problemach usuwających przeszkody do osiągnięcia porozumienia. Jednak do spotkania nie doszło, ponieważ nie zgodził się na nie prezydent Vućić. Rozmawiał on dwie godziny z Mogherini, której miał powiedzieć, że dialog został przerwany z powodu „kłamstw, oszustw i gróźb wobec Serbii wystosowanych przez kosowskich Albańczyków”. Marko Đurić, minister ds. Kosowa i Metohiji w serbskim rządzie poinformował z kolei, że podczas poprzedzających piątkowe rozmowy dni, w Kosowie rozpowszechniano fałszywe informacje o chęci oddania przez Serbię terenów Preśeva, Bujanovaca i Medveđa. „Jedynym terytorium, o który należało rozmawiać jest terytorium Kosowa i Metohija” – dodał Đurić.

Prezydent Vućić, kilka miesięcy temu zapowiedział , że wrześniowy weekend 8 i 9 spędzi w północnym Kosowie. Planował wizytę w Mitrovicy, Gazivodzie i okolicznych miejscowościach. Przed wylotem do Brukseli nakazał wszystkim serbskim służbom wojskowym, policyjnym i bezpieczeństwa zerwać współpracę z ich odpowiednikami w Kosowie i z unijnymi siłami pokojowymi KFOR. Wizyty nie odwołał i potwierdził ją w piątek wieczorem.

Z oficjalnych źródeł wiadomo, że jego sobotnio-niedzielny pobyt w Kosowie będą ochraniać międzynarodowe siły pokojowe KFOR, misji praworządności UE Eulex oraz miejscowej policji.
Mimo tych przeciwieństw, dążenie i wspieranie działań wiodących do porozumienia Prisztina – Belgrad wydaje się zasadne. Europie i światu potrzebny jest spokój i szeroko rozumiana współpraca z Bałkanami Zachodnimi. A przyszła integracja krajów byłej Jugosławii ze Zjednoczoną Europą powinna zakończyć animozje i konflikty tak jak to się stało pomiędzy wieloma krajami europejskimi zrzeszonymi w UE.

Kolejną turę rozmów pomiędzy prezydentami : Hashim i Vućićem zaplanowano za dwa tygodnie.

Strajk adwokatów

Dragoslav Miša Ognjanović miał prawie 57 lat. Był jednym z obrońców, którzy zdecydowali się reprezentować przed haskim trybunałem jugosłowiańskiego przywódcę (ostatecznie „Slobo” został pośmiertnie oczyszczony z zarzutów). Został zamordowany w nocy 29 lipca w Belgradzie. Na znak żałoby i protestu serbscy adwokaci od dziś postanowili nie pracować przez tydzień.

 

Serbska Rada Adwokacka przygotowała oświadczenie, w którym wzywa ministerstwa sprawiedliwości oraz spraw wewnętrznych do wyjaśnienia okoliczności zabójstwa, jednocześnie wyraża zaniepokojenie faktem, że zawód adwokata zaczął w istocie wiązać się z ryzykiem utraty życia i zdrowia.

„Najnowsze zabójstwo z serii zbrodni, które pozostały niewykryte, zmusza nas do wezwania serbskich władz, aby uczyniły wszystko co w ich mocy w celu wykrycia mordercy” – napisali prawnicy.
Ognjanović został zastrzelony przez nieznanego sprawcę pod swoim domem w dzielnicy Nowy Belgrad.

Postrzelony został również jego 26-letni syn. Był jednym z najbardziej cenionych serbskich adwokatów, często wynajmowanym przez bogatych mafiosów. Reprezentował w sądzie różne postaci z lokalnego światka przestępczego, czym również mógł narazić się walczącym ze sobą gangom. Wskazywałby na to sposób, w jaki zginął. Serbskie media wprost nazwały zamach na Ognjanovicia „egzekucją”. Policja ocenia, że „jest to wynik trwającej podziemnej wojny”, o władzę nad rynkiem narkotykowym. Kilku jego bossów zamordowany adwokat reprezentował przed wymiarem sprawiedliwości.

Prawnicy w swoim oświadczeniu zwrócili uwagę na bezradność państwa wobec mafijnych porachunków.

Prezydent Serbii Aleksandar Vučić zwołał konferencję prasową, podczas której potwierdził, że śledczy „natrafili już na pewne poszlaki”, obiecał również, że państwo „bardziej przyłoży się” do walki ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. Na razie cały Nowy Belgrad jest obstawiony przez policję.

W ramach strajku adwokaci odmówili reprezentowania podczas rozpraw sądowych i w urzędach w przypadku spraw innych niż przemoc w rodzinie oraz postępowań grożących przedawnieniem.