Dwa lata nowej kadencji

Z dumą muszą powiedzieć, że państwa Unii zachowały spójność i solidarność. Anglicy wielokrotnie próbowali zyskać więcej niż się im należało, próbowali na różne sposoby zaspokajać swoje ambicje i oczekiwania wynikające raczej z odległych, imperialnych wspomnień niż bieżącej rzeczywistości. Ale udało się, Unia wyszła z tego zakrętu mniejsza, lecz silniejsza – mówi europoseł prof. Bogusław Liberadzki w rozmowie z Janem Stockim.

Parlament Europejski przyjął pakiet praw pasażerów kolei, który zasadniczo zmienia sytuację podróżnych. Grupa Socjalistów i Demokratów Panu powierzyła kierowanie tym projektem w ramach Komisji Transportu i Turystyki. Dlaczego akurat Pan Profesor?

Być może jakąś rolę odegrał mój staż parlamentarny. Jestem doświadczonym parlamentarzystą i w niejednych negocjacjach uczestniczyłem. Przede wszystkim jednak chodziło prawdopodobnie o to, że transport publiczny, kolejowy zwłaszcza, jego organizacja i zarządzanie nim, to moja specjalność naukowa i zawodowa. Przez lata kierowałem Katedrą Transportu SGH, byłem ministrem transportu i gospodarki morskiej. Mam wiedzę i doświadczenie, więc pewnie dlatego.
Ale czy te uzgodnienia musiały trwać aż cztery lata?

Wspólne zasady musieli uzgodnić przewoźnicy kolejowi z 27 państw członkowskich. Utrzeć się musiały różne tradycje, przyzwyczajenia i interesy. Biorąc pod uwagę mnogość przewoźników, ich status prawny (państwowe i prywatne lokalne i międzynarodowe), różne systemy biletowe, waluty (euro i waluty lokalne) była to operacja logistyczna o wielkim stopniu skomplikowania. Nad ostatnimi poprawkami do rozporządzenia pracowaliśmy wiosną tego roku z moim asystentem parlamentarnym Damianem Syjczakiem w Brukseli.
Jakie prawa zatem zyskali pasażerowie kolei?

Projekt określa minimalne prawa i obowiązki pasażerów we wszystkich krajach UE. Przede wszystkim prawo do punktualności. Opóźnienia będą dla kolei kosztowne: 25 proc. ceny biletu w przypadku opóźnienia wynoszącego od 60 do 119 minut; 50 proc. w przypadku opóźnienia wynoszącego 120 minut. Wypłata odszkodowania będzie musiała nastąpić w ciągu miesiąca od złożenia wniosku i będzie przysługiwała także posiadaczom biletów abonamentowych i okresowych.
Gdy opóźnienie przekroczy 100 minut, przewoźnik będzie musiał zaproponować pasażerom inne możliwości dotarcia do celu, ewentualnie zapewnić posiłki i nocleg.
Pociągi mają być również przyjaznym środkiem transportu dla niepełnosprawnych i osób starszych. Będą mieli prawo do pomocy i opieki ze strony pracownika kolei. Pomoże im znaleźć peron, zająć miejsce w przedziale, wniesie bagaż – zarówno na stacji początkowej jak i końcowej. Trzeba będzie tylko zgłosić taką potrzebę: do roku 2023 na 48 godzin przed podróżą, w latach 2023-2026 – 36 godzin przed podróżą, a od 30 czerwca 2026 roku – 24 godziny przed podróżą. Ponadto z pasażerami o ograniczonych możliwościach poruszania się będzie mógł bezpłatnie podróżować opiekun lub pies towarzyszący.
Nowe przepisy są także przyjazne dla miłośników turystyki rowerowej. Przewoźnik będzie miał obowiązek zapewnić, aby w każdym składzie pociągu był przynajmniej jeden wagon, ze specjalnymi miejscami do przewozu co najmniej czterech rowerów.
Kolejne bardzo ważne dla pasażerów udogodnienie – prawo do jednego biletu na połącznia przesiadkowe, realizowane nie tylko przez tych samych, ale też różnych, międzynarodowych przewoźników. Gdyby zaś pojawiała się jakaś sytuacja konfliktowa, to każdy obywatel Unii będzie mógł pobrać w Internecie jednakowy dla wszystkich formularz reklamacyjny, by zgłosić swoje zastrzeżenie i dochodzić swych praw w stosunku do przewoźnika. Niby nic takiego, ale jakże to uprości biurokratyczną (choć przecież niezbędną) procedurę w przypadku sporu między przewoźnikiem a pasażerem.
Tylko dlaczego to jest tak rozciągnięte w czasie?

Nie ma takiej szansy, żeby nowe przepisy weszły w życie jednego dnia. Koleje w różnych państwach Unii są w różnym stanie technicznym, organizacyjnym, dodałbym także, że wykorzystywane są w różnym otoczeniu kulturowym. Potrzeba czasu, żeby zaczęły funkcjonować wedle tych samych reguł we wszystkich państwach UE.
Ten sukces wypadł akurat po dwóch latach bieżącej kadencji Parlamentu Europejskiego. Jak pan ocenia ten czas?

Z punktu widzenia Unii jako całości, jako bardzo trudny. Zaczęło się od Brexitu. To było gigantyczne wyzwanie i wielki sprawdzian dla europejskiej wspólnoty. Negocjacje były trudne, niczym rozwodzące się, kłótliwe małżeństwo, musieliśmy rozliczyć z Anglikami nie tylko wspólny majątek, ale też ułożyć zasady współżycia w przyszłości. Wymagało to solidności, wizji i skrupulatności. Z dumą muszą powiedzieć, że państwa Unii zachowały spójność i solidarność. Anglicy wielokrotnie próbowali zyskać więcej niż się im należało, próbowali na różne sposoby zaspokajać swoje ambicje i oczekiwania wynikające raczej z odległych, imperialnych wspomnień niż bieżącej rzeczywistości. Ale udało się, Unia wyszła z tego zakrętu mniejsza, lecz silniejsza, bardziej skonsolidowana. Ściślej mówiąc – wydawało się, że tak się stało, gdyż po chwili zaatakował nas covid – największe współczesne nieszczęście. Pandemia, która położyła się wielkim ciężarem na całym świecie, była i jest do tej pory przyczyną tragedii w wymiarze ludzkim, ale też poważnie komplikuje funkcjonowanie wspólnoty. W obliczu niebezpieczeństwa wśród niektórych krajów pojawiły się tendencje, żeby radzić sobie samemu, a to najczęściej oznacza, że kosztem innych. Polska nie ma specjalnie siły, żeby być w pojedynkę poważnym graczem w tej niedobrej konkurencji, ale w warstwie słów i propagandy, zwłaszcza gdy trzeba usprawiedliwić przed własnym społeczeństwem swoją niemoc, bałagan, nieumiejętność, z Polski płynęły słowa, które nie wzmacniały unijnej spójności, a chwilami były wręcz obraźliwe. Szczególnie, gdy sugerowano, że Polska jest w jakiś sposób dyskryminowana, odsuwana na bok przy podziale na przykład szczepionek. Tymczasem Unia, choć początkowo zaskoczona rozmiarami i konsekwencjami pandemii, zebrała siły i szybko nauczyła się działać w nowych okolicznościach. Przede wszystkim w sposób zorganizowany, przy udziale wszystkich swych członków i za ich zgodą – co podkreślam – doprowadziła do wspólnych zakupów i przyjęła jednakowe zasady rozdziału szczepionek. Nie byliśmy więc zdani na inicjatywę instruktorów narciarskich ani na podejrzane i niezwykle kosztowne inicjatywy wychodzące z kręgów różnych służb niemedycznych. Oczywiście firmy farmaceutyczne próbowały i nadal próbują maksymalizować swoje zyski, lecz wspólne działanie pozwala nam unikać skutków takich szantaży, choć pewne zakłócenia zdarzają się ciągle, bo i próby zyskania czegoś więcej nie ustają.
Po drugie Unia uruchomiła szeroki front pomocy dla krajów członkowskich – zaczęła od likwidowania bądź maksymalnego uproszczania barier biurokratycznych, które mogłyby hamować szybki przepływ pieniędzy i wszelkiej innej pomocy dla krajów członkowskich. Na ratowanie gospodarki i poszczególnych branż uruchomiła środki już istniejące, a przeznaczone początkowo na inne cele, uruchomiła dotacje i tanie kredyty. Pieniądze szerokim strumieniem płyną także do Polski. Gdyby nie fundusze Unii los wielu branż byłby już przesądzony. Przed nami historyczna szansa związana z Funduszem Odbudowy.
Takim najbardziej chyba spektakularnym przykładem jest właśnie transport?

Tu straty są ogromne i bardzo widoczne dla milionów obywateli. Każdy sam widzi puste pociągi czy autobusy. Linie autobusowe albo są zamrożone, albo padają. Ruch na lotniskach zmalał o ok. 80 proc., linie lotnicze straciły nawet do 90 proc. pasażerów. Gdyby nie pomoc z Unii, to polskie lotniska regionalne, takie jak nasze lotnisko w Goleniowie dawno trzeba byłoby zamknąć. Tak samo branża gastronomiczna i hotelarska. Pomoc płynie, ale ani ta państwowa, na którą wszyscy poza rządem narzekają, że stanowczo zbyt mała, ani ta unijna nie zastąpi normalnego ruchu, zwykłych codziennych obrotów, dopływu gotówki, co zapewniają goście i klienci.
Pod tym względem dwa lata obecnej kadencji PE rysują się jako czas bardzo trudny, znaczony mozolnymi sukcesami i ogromnymi, niespotykanymi wcześniej problemami.
A gdyby miał pan spojrzeć na tę mijającą prawie połowę kadencji z własnej perspektywy, to jak by pan ją ocenił?

Jeśli chodzi o mnie, miało miejsce bardzo dla mnie ważne wydarzenie. Otóż, gdy rozpoczynano drążenie tunelu pod Świną, inwestycję, na którą Świnoujście i całe Pomorze Zachodnie oczekiwało od lat, zjechali się tam możni naszego świata, by wypiąć pierś po zasługi. I wtedy zewsząd posypały się dla mnie zaproszenia od zachodniopomorskich mediów, żeby porozmawiać o szczegółach tej inwestycji. Pamiętano, co jako europoseł z tego regionu zrobiłem zarówno, jeśli chodzi o ten tunel, jak i w ogóle o infrastrukturę drogową tego obszaru. Było to dla mnie bardzo satysfakcjonujące, gdyż z moja grupą polityczną Socjalistów i Demokratów od wielu lat zabiegaliśmy o tę inwestycję. Starania o fundusze unijne, o włączenie zachodniopomorskich i lubuskich dróg do europejskich systemów drogowych, co automatycznie zapewniało finansowanie ich modernizacji, pochłania sporo czasu i wysiłku. A na tunel, którego koszt ocenia się na ok. miliard złotych, 850 milionów wyłożyła Unia Europejska. Pamiętano, że S3 – dziś droga ekspresowa – kiedyś była rachityczną, dwukierunkową szosą z minionej epoki. Północny odcinek tej nowoczesnej ekspresówki wraz ze wspomnianym tunelem jest właśnie w budowie, ostatnio widzieliśmy otwarcie kolejnego, prawie 42 km. odcinka. Tak samo zmienia się S6. Ze Szczecina do Koszalina można już pojechać ekspresówką, prace przy dalszych odcinkach w stronę Gdańska trwają. Wyborcy pamiętają i o tym, że liczne obwodnice, które wyprowadziły uciążliwy ruch samochodowy z zachodniopomorskich miasteczek też powstały dzięki obfitym unijnym dotacjom. Przyznam, że nie ma dla polityka większej satysfakcji niż tego rodzaju pamięć.