Kryzys w Washington Post. Redaktor naczelny odchodzi po masowych zwolnieniach

Will Lewis, były redaktor naczelny Washington Post, oraz Jeff Bezos, właściciel tytułu. Źródło zdjęć: Wikipedia (domena publiczna).

Washington Post pogrąża się w najpoważniejszym kryzysie od dekad. Will Lewis ogłosił nagłe odejście z funkcji dyrektora zarządzającego i redaktora naczelnego kilka dni po ujawnieniu planu drastycznych zwolnień obejmujących około jedną trzecią załogi. Decyzja zapadła w kontekście głębokiego załamania finansowego, masowej utraty subskrybentów oraz narastających oskarżeń, że właściciel gazety Jeff Bezos podporządkował jej linię redakcyjną własnym interesom politycznym i biznesowym, składając faktyczny hołd administracji Donalda Trumpa.

Washington Post poinformował o natychmiastowym odejściu Willa Lewisa, który kierował gazetą od 2023 roku. W e-mailu do pracowników napisał, że po dwóch latach tzw. transformacji uznał ten moment za właściwy, by ustąpić. Lewis został zatrudniony z mandatem menedżerskim do „ustabilizowania” sytuacji finansowej tytułu, w realiach rosnącej presji właścicielskiej. Jego obowiązki przejął tymczasowo Jeff D’Onofrio, dotychczasowy dyrektor finansowy, wywodzący się z sektora reklamy cyfrowej i platform technologicznych.

Rezygnacja Lewisa nastąpiła bezpośrednio po ogłoszeniu planu zwolnienia ponad 300 pracowników, czyli około 33 procent całej załogi. Redukcje objęły znaczną część korespondentów zagranicznych, w tym zespoły relacjonujące rosyjską inwazję na Ukrainę, Bliski Wschód oraz Rosję, a także działy sportu, książek, podcastów, lokalnych serwisów i infografiki. Były redaktor naczelny Martin Baron określił ten moment jako jeden z najciemniejszych w historii gazety.

Kadencja ustępującego naczelnego zbiegła się z przyspieszonym załamaniem modelu biznesowego Washington Post, które było skutkiem nie tylko zmian rynkowych, lecz także decyzji właścicielskich podważających tożsamość marki. Gazeta notowała straty rzędu około 77 milionów dolarów w 2023 roku i blisko 100 milionów dolarów w 2024 roku, przy jednoczesnym gwałtownym spadku ruchu z wyszukiwarek i odpływie audytorium. W wewnętrznych komunikatach kierownictwo mówiło o utracie niemal połowy ruchu w porównaniu z 2020 rokiem.

Punktem zwrotnym okazała się kampania prezydencka 2024 roku. Wbrew dotychczasowej tradycji redakcja została zablokowana przed udzieleniem poparcia kandydatce Demokratów Kamali Harris, a Washington Post ogłosił, że nie będzie popierał żadnego kandydata – ani wtedy, ani w przyszłości. Decyzja została powszechnie odebrana jako ingerencja właścicielska. W krótkim czasie doszło do masowych rezygnacji z subskrypcji; według dostępnych szacunków gazeta straciła około 250 tysięcy cyfrowych abonentów.

Równolegle Jeff Bezos otwarcie zaczął ingerować w linię działu opinii. W lutym 2025 roku publicznie zadeklarował, że publikowane komentarze mają opierać się na dwóch filarach: wolnym rynku i wolnościach osobistych, a poglądy podważające te ramy powinny szukać miejsca gdzie indziej. W reakcji na tę decyzję z funkcji szefa działu opinii odszedł David Shipley. Dla wielu dziennikarzy był to moment formalnego końca redakcyjnej autonomii.

Zmiana kursu zbiegła się z demonstracyjnym zbliżeniem Bezosa do Donalda Trumpa. Właściciel Washington Post pojawił się wśród technologicznych miliarderów podczas inauguracji prezydenta, a należący do jego imperium Amazon sfinansował kosztowny film poświęcony Melanii Trump. Jednocześnie firmy Bezosa utrzymują kluczowe kontrakty z rządem federalnym – od chmury obliczeniowej po sektor kosmiczny – co w oczach krytyków czyni deklaracje neutralności redakcyjnej niewiarygodnymi.

Efektem jest marginalizacja Washington Post jako instytucji opiniotwórczej. Podczas gdy w czasie pierwszej kadencji Trumpa gazeta wyprzedzała New York Times pod względem cytowalności i wpływu, po 2024 roku jej pozycja gwałtownie osłabła. W tym samym czasie New York Times przeżył ponowny boom: w 2025 roku pozyskał około 1,4–1,5 miliona nowych subskrybentów cyfrowych i osiągnął setki milionów dolarów dodatniego wyniku operacyjnego. Kontrast stał się brutalny i policzalny.

Oczywiście kierownictwo biznesowe Washington Post, podporządkowane Jeffowi Bezosowi, zaczęło twierdzić, że spadek liczby odbiorców wynika z rzekomego prezentowania „jednego, liberalnego punktu widzenia”. Ta narracja – wygodna i politycznie bezpieczna – miała tłumaczyć odpływ czytelników jako efekt nadmiernej jednoznaczności redakcyjnej i braku atrakcyjności dla konserwatywnych odbiorców, w tym elektoratu MAGA. Z tego poziomu sformułowano tezę o potrzebie „równowagi ideologicznej”, która posłużyła jako uzasadnienie dla przesunięcia działu opinii w stronę „bardziej wolnorynkowej” i rzekomo „zróżnicowanej” linii. Dla wielu dziennikarzy i obserwatorów była to jednak zasłona dymna: Washington Post nie został osłabiony przez wyrazistość, lecz przez właścicielską ingerencję, próbę przypodobania się władzy i świadome rozmycie własnej tożsamości. To decyzje podejmowane ponad redakcją – a nie rzekoma jednostronność newsroomu – podważyły zaufanie najbardziej lojalnych czytelników, a ich konsekwencje służą obecnie jako pretekst do masowych cięć.

Washington Post zapisał się w historii amerykańskiej demokracji dzięki ujawnieniu afery Watergate. Hasło Demokracja umiera w ciemności miało sens tylko wtedy, gdy światła nie gaszono od środka. Odejście Willa Lewisa domyka proces, w którym jeden z najważniejszych tytułów prasowych świata został sprowadzony do bezpiecznego, politycznie ułożonego produktu. Odpowiedzialność za ten stan spoczywa dziś bezpośrednio na Jeffie Bezosie i jego decyzji, by interes oligarchy postawić ponad rolą mediów jako strażnika demokracji.

„Nigdy wcześniej właściciel Posta nie narzucał redakcji ram ideologicznych – nawet w epoce Watergate, Nixona i Pentagon Papers.

Redakcja

Poprzedni

Microsoft przegrywa wyścig o AI? Ostra teza SemiAnalysis i niewygodne fakty