Niemiecki Amazon stoi

Ponad 2200 pracowników magazynów Amazon w Niemczech przystąpiło do strajku podczas corocznych wielkich wyprzedaży (Black Friday i Cyber Monday).

Związek zawodowy Verdi domaga się, by sprzedażowy gigant podpisał układ zbiorowy gwarantujący „pensje umożliwiające przeżycie i dobrą, zdrową pracę”. Zarzuca firmie faktyczne pozbawianie pracowników podstawowych praw i zmuszanie ich do pracy pod ekstremalną presją. Twierdzi, że są osoby, które zatrudnienie w Amazonie przypłaciły zdrowie.
Strajk, rozpoczęty w piątek, zaplanowany na cztery dni, do wtorku, objął centra dystrybucyjne w Lipsku, Koblencji, Graben, Werne, Rheinbergu i Bad Hersfeld. Od stanowisk odeszło 2200 pracowników i pracownic. To jednak mniejszość wszystkich niemieckich załóg Amazona – firma zatrudnia w Niemczech ok. 13 tys. ludzi.
Amazon stara się zminimalizować znaczenie strajku. Firma, która także w Polsce utrudnia życie organizacjom związkowym, przekonywała klientów, że absencja 2200 zatrudnionych nie przeszkodzi w kompletowaniu zamówień i wysyłaniu paczek. Jak jednak informują polscy związkowcy w Amazonie, działaczki i działacze Inicjatywy Pracowniczej, to raczej propaganda sukcesu. Do osób, które oczekiwały na paczki z niemieckiego Amazona, przychodzą powiadomienia o opóźnieniu przesyłek. – Domagamy się wraz ze strajkującymi kolegami i koleżankami z Niemiec szacunku, podwyżek, zaprzestania inwigilacji i stabilności! Bez nas Amazon nie istnieje! – piszą związkowcy.
O tym, czy strajk odbędzie się również w polskim Amazonie, zdecyduje wynik referendum prowadzonego przez Inicjatywę Pracowniczą, z której aktywistami o planowanym proteście i ogólnie warunkach pracy w koncernie rozmawiał w lipcu Portal Strajk. Uzyskanie frekwencji powyżej 50 proc. w firmie, gdzie obowiązuje system zmianowy i panuje duża rotacja (nie każdy wytrzymuje ciężkie warunki pracy) to ogromne wyzwanie.

Amazon kiwa całe państwa?

Miniony weekend nie był miły dla Amazona, światowego giganta internetowej dystrybucji we Francji. Ukazały się dwa dokumenty, analizy konsekwencji społecznych rozrastania się koncernu miliardera Jeffa Bezosa. Nie dość, że nie płaci podatków, to przyczynia się do wzrostu bezrobocia i mocno zatruwa powietrze. To nie może być dobry bilans.

Najsilniejsze wrażenie na mediach zrobił 60-stonicowy raport lewicowych organizacji pozarządowych, w tym Attacu, na temat organizacji fiskalnej przedsiębiorstwa. Sztuczki „optymalizacji podatkowej” pozwalają mu zachować prawie cały zysk (11,2 miliardów dolarów w zeszłym roku). Francję Amazon kiwa „na Luksemburg” – europejski raj podatkowy, urządzony przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Francuski Amazon przenosi tam większość swego obrotu, bo podatek od zysku jest symboliczny.
W 2017 r. Amazon miał we Francji prawie cztery miliardy euro obrotu, ale zadeklarował tylko 1,6 miliarda, tj. 57 proc. mniej. Zysk od tego, co zostaje, wypłaca się dyrektorom w formie akcji, co zwalnia od podatków. Oprócz niepłacenia podatków, koncern bierze zasiłek (liczony w milionach) od państwa, w ramach publicznej pomocy przedsiębiorstwom uruchomionej przez Emmanuela Macrona.
Amazon zatrudnia na świecie ok. 650 tys. pracowników, 7, 5 tys. we Francji, gdzie szykuje się do otwierania nowych ośrodków dystrybucji. Ale według badań ekipy b. ministra cyfryzacji Mounira Mahjoubiego, Amazon tworząc jedno miejsce pracy, niszczy średnio 2,2 inne, głównie w okolicznym handlu. Zniknęło w ten sposób ponad 20 tys. etatów.
Tym zjawiskom towarzyszy emisja dwutlenku węgla koncernu: prawie 19 milionów ton w tym roku, tyle co np. cała Boliwia. To głównie z powodu rosnącej flotylli samolotów towarowych Amazona – jest już 50, wkrótce będzie 70. Autorzy raportów nie wzywają do bojkotu firmy, nie chcą budzić poczucia winy u zwykłych ludzi, ale uważają, że państwo powinno interweniować.

Niemcy nie dostaną prezentów

To drugi po USA rynek Amazona pod względem liczby przesyłek. Po raz kolejny strajk w niemieckim Amazonie wybucha przez świętami i po raz kolejny jego przyczyną są zastrzeżenia co do warunków pracy i niskie płace.

 

Odmowa pracy dotyczy dwóch dwóch centrów dystrybucyjnych Amazona w RFN – obiektu w Lipsku oraz w Werne w Nadrenii Północnej-Westfalii. Strajk jest efektem wieloletnich zaniedbań na polu zarządzania personelem. Pracownicy, podobnie jak w innych krajach, skarżą się na przepracowanie, wyśrubowane normy, zniechęcanie do przynależności do związków zawodowych oraz poziom wynagrodzeń, który jest co prawda wyższy niż w innych przedsiębiorstwach wysyłkowo-magazynowych, jednak biorąc pod uwagę udział przeciętnego pracownika w zyskach firmy oraz tempo pracy, wskazuje, ze Amazon wyzyskuje o wiele bardziej niż inni gracze.

Termin został wybrany nieprzypadkowo. Amazon realizuje 1/3 rocznych zamówień właśnie przed Świętami Bożego Narodzenia. W tej sytuacji podjęcie strajku jest uderzeniem w dwa najbardziej czułe punkty: zyskowność oraz terminowość dostaw. Brak prezentów pod choinką w milionach domów, wpłynąłby tragicznie na reputacje koncernu, zaufanie klientów i wywołałby falę wściekłości.
Związkowcy, skupieni w bojowym i mającym na koncie kilka sukcesów związku Verdi, postanowili rozegrać ten protest metodą szans i konsekwencji. Na początek rozpoczęli strajk tylko w dwóch centrach, jednocześnie oferując firmie stół negocjacyjny i przedstawiając klarowne żądania.

Amazon odmówił jednak spełnienie jakichkolwiek oczekiwań załogi, w związku z czym związkowcy prawdopodobnie przejdą do drugiego kroku – rozpoczęcia odmowy pracy w kolejnych obiektach.
Związkowcy zapowiadają, że część przesyłek nie dojdzie na czas. Firma temu zaprzecza. Verdi zapowiada jednak, że opóźnienia są nie do uniknięcia. – Regularnie dawaliśmy Amazonowi czas na zareagowanie na nasze żądania – stwierdził Thomas Schneider z władz związku, oceniając, że odmowa przez amerykańską firmę negocjacji „to prowokacja”. – Zobaczymy czy uda im się spełnić obietnice dostarczenia paczek punktualnie przed Wigilią – zagroził.