
Donald Trump miał powiedzieć współpracownikom, że jest gotów zakończyć kampanię wojenną przeciw Iranowi nawet wtedy, gdy Cieśnina Ormuz pozostanie w dużej mierze zamknięta. Jeśli relacja „The Wall Street Journal” jest trafna, oznaczałoby to wyraźne odejście od wcześniejszej linii Białego Domu, który jeszcze kilkanaście godzin wcześniej groził Teheranowi dalszą brutalną eskalacją.
Według „The Wall Street Journal” natychmiastowe pełne przywrócenie żeglugi przez Ormuz nie miałoby już być bezwzględnym warunkiem zakończenia działań. Priorytetem administracji miałoby stać się przede wszystkim trwałe osłabienie irańskiej marynarki, rakiet balistycznych oraz zaplecza wojskowego, podczas gdy sama kwestia cieśniny zostałaby rozwiązana później, już poza główną fazą operacji. Z tego samego przekazu wynika, że Waszyngton zakłada dwa możliwe warianty odblokowania szlaku: albo ustąpi sam Iran, albo zrobi to koalicja prowadzona przez Stany Zjednoczone. Taką linię potwierdzał też Marco Rubio, mówiąc, że Ormuz zostanie otwarty „w taki czy inny sposób”.
To brzmi jak wyraźny zwrot, ponieważ jeszcze 30 marca Trump publicznie groził Iranowi, że w razie braku szybkiego porozumienia Stany Zjednoczone mogą „całkowicie zniszczyć” irańską infrastrukturę energetyczną, elektryczną i wodną. W praktyce oznacza to, że w ciągu kilkunastu godzin przekaz przesunął się od języka skrajnej eskalacji do sygnału, że wojna mogłaby zostać zakończona nawet bez natychmiastowego rozwiązania najważniejszego problemu strategicznego, czyli blokady Ormuzu.
Tę nagłą zmianę można czytać na trzy sposoby. Pierwszy jest taki, że Trump blefował wcześniej: podbił stawkę do maksimum, by wywrzeć presję na Iran, a teraz zostawia sobie polityczną furtkę do ogłoszenia sukcesu bez wchodzenia w jeszcze kosztowniejszą fazę wojny. Drugi jest odwrotny: to obecny sygnał o gotowości do zakończenia konfliktu może być blefem, który ma uśpić przeciwnika, uspokoić rynki i przygotować grunt pod dalsze uderzenia. Trzeci wariant zakłada po prostu kolejną odsłonę trumpowskiej nieobliczalności, czyli politykę opartą na gwałtownych zwrotach, sprzecznych komunikatach i celowym mieszaniu eskalacji z pozorowaną deeskalacją.









