
Jak ujawniła „Rzeczpospolita” Stany Zjednoczone miały w nieoficjalnych rozmowach z Polską sugerować, by jedna z polskich baterii systemu Patriot została przerzucona na Bliski Wschód. Dziennik pisze też, że Waszyngton ma chcieć również pocisków, które już są w Polsce, a w tle pojawia się ryzyko opóźnień w kolejnych dostawach uzbrojenia.
Sedno ustaleń „Rzeczpospolitej” sprowadza się więc do prostego przekazu: Amerykanie mieli sondować, czy Polska odda część własnych zdolności obrony powietrznej na potrzeby regionu objętego wywołaną przez Izrael wojną na Bliskim Wschodzie. To ważne, bo nie chodzi o drugorzędny sprzęt, tylko o jeden z kluczowych elementów ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO.
Tym bardziej że Patriot to system, o który Polska starała się przez lata. W pierwszej fazie programu Wisła podpisana w 2018 roku umowa obejmowała dwie baterie Patriot i była warta 4,75 mld dolarów, czyli w uproszczeniu około 2,4 mld dolarów za jedną baterię wraz z całym pakietem systemowym. To pokazuje skalę polityczną i wojskową całej sprawy: mowa nie o nadwyżce z magazynu, ale o sprzęcie, który kosztował miliardy i ma wzmacniać bezpieczeństwo Polski.
Na te doniesienia odpowiedział Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef MON napisał: „Nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO. Nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać!” Dodał również, że sojusznicy dobrze rozumieją, jak ważne zadania Polska wykonuje na swojej części flanki, a „bezpieczeństwo Polski jest absolutnym priorytetem”.









