Wielka świąteczna smuta

Ponura jesień, a my obchodzimy radosne święto. Na smutno. Takie czasy.

To święto zawsze miało w sobie, z racji pory roku, coś smutnego. Nieliczni smutni notable składają wieńce pod pomnikami. Przemawiają smutno i pompatycznie, zarazem podkreślając, że to radosny dzień. Minister Błaszczak w krótkich, żołnierskich słowach mówi nam, jak tę wolność odzyskiwaliśmy. To wrażenie podkreślają smutne msze w kościołach.

Smutne jest też to, że prawica puszy się z tej okazji, choć na początku XX wieku i w czasie I wojny światowej wolała układać się z carską Rosją. O wolność walczyli i ginęli za nią socjaliści. Jednak marszałek Piłsudski szybko wyrzekł się socjalizmu i wysiadł na przystanku prawicowej dyktatury. Wymienił demokrację i socjalizm na zamach majowy i Berezę Kartuską. Wrzesień 1939 roku tragicznie zakończył ten okres.

Kiedy w 1945 roku przeganiano hitlerowców, to nie za sprawą prawicy. Dlatego PRL-u, wg prawicy, nie było, Była sowiecka kolonia, bo nie oni w kraju zaprowadzali nowy, znacznie sprawiedliwszy ład, choć był on często postawiony na głowie. Dlatego obecnie prawica tak usilnie wmawia nam, że to co mamy dzisiaj to jej zasługa, nie robotników i inteligencji, głównie z robotniczym rodowodem. Dlatego tak zaciekle tworzy się nową, fałszywą historię. Ta narracja sprawia, że w ten dzień cieszę się umiarkowanie. Nie wiem jak się cieszą u mnie na osiedlu. Na około 700 balkonów które ogarniam wzrokiem, zauważyłem ledwie kilka flag. Z roku na rok jest ich mniej. To wyraz obojętnienia. Demonstracje narodowców i chuliganów dodatkowo wzmacniają smutę tego święta.

Miło wspominam 22 lipca. To też było, za PRL, narodowe święto. Wspominam je ciepło, bo wtedy było lato i ładna pogoda, choć za tamtymi czasami nie tęsknię. By choć trochę godnie uczcić święto pojechałem do zaprzyjaźnionej cukierni. Była czynna. A tam rogale św. Marcina. W cukierni mają nazwę rogali Wincentego, ale nie świętego, bo Wincenty żyje, oby jak najdłużej i jest właścicielem cukierni. Jem rogale i ich słodkość zapijam białym winem. Niestety jest dość kwaśne. Słodkość i kwas, jak nasza obecna, postprawdziwa historia.

Zanika w powszechnym zapomnieniu

podobnie jak tamten czas, w niejako grobowej ciszy jak odchodzące kolejne pokolenia, nikt już nie chce o tej dacie wspominać, nawet o nią się swarzyć, wśród rezygnacji i zobojętnienia odchodzi w niepamięć.

Rozważania na temat podziałów-wrogości w polskim społeczeństwie, wywołanych wojną PO kontra PiS, wg innych na odwrót, z jej rozlicznymi, potężnymi demokratycznymi i autorytarnymi odpryskami, toczą się ze szczególnym natężeniem w okresie przed i powyborczym. Uczestniczą w nich poważnie zaniepokojeni profesorzy, tzw. autorytety i utytułowane na różny sposób postacie, nie wspominając już o politykach. Źródeł konfliktu szuka się w wydarzeniach z ostatnich piętnastu lat, są jednak widzący je w dużo wcześniejszym historycznym podziale na panów i chłopów, wreszcie kolejni, wybitni także, w różnych narodowych cechach, także w rozdartej polskiej duszy. Natomiast przedziwnym zbiegiem okoliczności dosłownie nikt, zapewne z obawy o naruszenie obowiązkowej historyczno-socjologiczno-politologicznej poprawności, nie odważył się stwierdzić, że w ostatnich dziesiątkach XX wieku spory płomień podziału i nienawiści rozpaliła Solidarność i dobrze nim hajcowały jej kolejne rządy także przez całe dziesięciolecia.

Żaden medialny pies z kulawą nogą,

poza „Przeglądem” i „Dziennikiem-Trybuną”, gazety, stacje radiowe i telewizyjni nadawcy jednym nawet słowem bądź obrazem nie wspomnieli o minionym dniu 22 lipca, który uznawany jest za początek Polski Ludowej.
Na szczyt absurdu zdobył się historyczny dodatek „Gazety Wyborczej” (20.07.2020) zamieszczając, jak na urągowisko, w kalendarium pod tą datą informację o pierwszym na świecie rajdzie automobili w 1894 roku. Zapewne swoim zwyczajem nie chcieli przywoływać pamięci o Manifeście PKWN, ani tym bardziej o uchwalonej 22 lipca 1952 roku Konstytucji PRL, obśmiewanej jako “stalinowska” m.in. dlatego, że Stalin dokonał w jej projekcie poprawek. Mogliby jednak przynajmniej obwieścić – przypomina jeden z internautów – o wysoko cenionej przez historyków Konstytucji Księstwa Warszawskiego, napisanej pod dyktando cesarza Napoleona przez jego ministra Hugues-Bernard Mareta i wręczonej do realizacji reprezentantom Księstwa Warszawskiego w Dreźnie, gdzie Napoleon akurat przebywał, w dniu 22 lipca 1807 r.

Dla „Gazety Wyborczej” w takim dniu dużo ważniejszym była prawdopodobna, śladem wilków, niedźwiedzia wędrówka na zachód Polski, niż jej szczególny i wyjątkowy okres czterdziestu pięciu lat, a Onet wypróbowanym od lat sposobem nawiązał do tej daty zdjęciem pustych półek w mięsnym sklepie i powtórką tekstu Pawła Strawińskiego z wydania Forbes 11/2018 roku. Natomiast w TVN-owskim mądrym i czasem odważnym „Szkle kontaktowym” wyjątkowo nie mądrze komentowano błąd w tekście Manifestu, tak jakby to on decydował o skutkach polityczno-społecznych tego dokumentu. I to by było na tyle.

Takiej nienawiści i podziałów

jak dziś, w okresie PRL, poza czasem stalinizmu i zhańbionym 1968 rokiem, nigdy nie było. Nową narrację zapowiadał slogan „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” i radomskie „boj to będzie ich ostatni” z 3 grudnia 1981 roku. Po ukonstytuowaniu się rządu Tadeusza Mazowieckiego i jego słynnym expose zdawać się mogło, że minął czas przesilenia i w nowej demokratycznej rzeczywistości, według jej praw i zasad, rozstrzygane będą wszelkie publiczne spory. Złudzeniem okazała się ta nadzieja bowiem nowi władcy Polski potrzebowali, w niełatwym okresie transformacji z jej wieloma negatywnymi skutkami, społecznej akceptacji, którą zawsze najlepiej się osiąga poprzez wychwalanie własnych osiągnięć i totalną krytykę poprzedniego ustroju bądź minionych rządów.

Tak rozpoczęła się trwająca po dziś dzień – w największym skrócie – negacja okresu Polski Ludowej i ciężkiego trudu wielu pokoleń Polaków. Pozbawiona poważnej refleksji nad uwarunkowaniami istnienia tamtego państwa, kontynuowanej przez niego lewicowej tradycji, spełnienia wielu społecznych oczekiwań oraz wielkich dokonań. Pisał o tym, jak wcześniej inni podejmujący ten temat, Bohdan Piętka: „Co zawdzięczamy PRL. Polska po roku 1989 jest budowana na negacji Polski Ludowej” („P”,20-26.07.2020), a Zdzisław Rozbicki w obszernym szkicu przypomniał: „Moje pokolenie osiemdziesięciolatków i więcej, ma swój znaczący udział w tym, co powstawało i tworzyło się już w drugiej połowie roku 1944…To właśnie już wówczas rozpoczął się proces jakże radykalnych zmian… bardziej przyjaznych dla milionów Polaków z nizin społecznych żyjących dotychczas w ubóstwie i nędzy. Był to początek reform we wszystkich niemal wymiarach naszego życia i rozwoju, a szczególnie wśród tych zatroskanych, czym nakarmić gromadkę dzieci łaknących chleba. A były ich miliony.” („D-T”, 24-26.07.2020).

Nie chcą bądź nie mogą zrozumieć tego wszystkiego, z niewiedzy, braku głębszego przemyślenia czy też z przyczyny przeżartych antykomunistyczną indoktrynacją umysłów, nawet ludzie bardzo dobrze wykształceni, opowiadający się i walczący dziś o demokrację, poszanowanie prawa i swobody obywatelskie. Rafał Trzaskowski podczas powyborczego wiecu w Gdyni powiedział o należnym szacunku dla tych, którzy budowali przez trzydzieści lat wolną Rzeczpospolitą. A tej reszcie Polaków, która często w dużo trudniejszych, z różnych względów, czasach stworzyła m. in. podwaliny dla ukochanej III szacunek się nie należy ? Już tylko do piachu ?

A propos, przypominam sobie, jak po zniesieniu w Rosji ważnego święta Rewolucji Październikowej spiker radia Moskwa rozpoczął tymi mniej więcej słowami program: „Dziś mamy 7 listopada, dla jednych słuchaczy to święto rocznicy rewolucji, dla innych normalny dzień. Wszystkim życzę dobrego dnia.” Można?

Amerykańsko-polskie pomniki,

te pierwsze właśnie spadające z cokołów, te drugie już od dawna zwalone, dopiero dziś wywołują poważny namysł i opamiętanie. Anna Machcewicz w „GW – Alehistoria” (20.07.2020) pisze: „Akcje obalania pomników [w USA – Z.T.] są spektakularne, filmują je telewizje, ale ważne jest też to, co się dzieje obok…toczy się gorący spór pomiędzy zwolennikami i obrońcami postaci uwiecznionych w publicznych miejscach, w ogólnokrajowej i lokalnej prasie trwa wymiana argumentów, formułowane są listy oraz petycje do władz… cała ta dyskusja ma charakter obywatelski i nie ma nic wspólnego z odgórnie prowadzoną „polityką historyczną”. To pojęcie byłoby zresztą zupełnie niezrozumiałe dla ogromnej większości Amerykanów, którzy od rządzących nie oczekują, by dyktowali im, jak mają przeżywać historię swojego kraju.”

A w Polsce, poza wyjątkami mającymi społeczną akceptację likwidacji pomników Dzierżyńskiego w Warszawie i Lenina w Nowej Hucie, wszystkie analogiczne działania były nie tylko inspirowane, ale i realizowane przez rożne organy władzy przy głośnym szczuciu i zachwycie tzw. wolnych mediów. I nic nie miały wspólnego ani z obywatelską dyskusją, ani też wolnościowym przeżywaniem historii naszego kraju.

I jeszcze Maciej Janowski w tym samym magazynie tydzień wcześniej: „powraca pytanie, co robić z pomnikami…Mam tu dość zdecydowany pogląd: zostawić w spokoju…. Nie chciałbym żyć w świecie, w którym każde pokolenie obala pomniki poprzedniego, zmienia nazwy ulic, przekształca język według swoich pojęć o słuszności i sprawiedliwości – tylko po to, aby wkrótce paść ofiarą nowych zmian dokonywanych z równie świętym oburzeniem przez kolejne pokolenia. Tak dojdziemy do świata Orwellowskiego, w którym przeszłość będzie w każdej chwili zmieniana na użytek współczesności.”

Potrzeba było aż epidemii COVID-19 w Stanach Zjednoczonych aby na łamach „Gazety Wyborczej” wreszcie przeczytać jasną, acz w jej zwyczaju zakamuflowaną, opinię nie tylko w sprawie monumentów czy tablic na terenie naszego kraju, ale w konsekwencji o minionych czasach Polski Ludowej.

Pomniki dokonań Polski Ludowej

oglądam każdego dnia po wyjściu z domu. Po lewej nowoczesna szkoła, jedna z tych ponad tysiąca, po prawej jedenastopiętrowe wieżowce, jedne z tych wielu z milionami nowych mieszkań. Tego nie da się zburzyć, ale i nie zakłóci mi ten symboliczny widok prawdy o niegodziwościach i licznej głupocie z tamtych czasów. Podobnie zresztą jak nie zakłóca apologetom obecnej Polski dokonana z woli PKWN reforma rolna, bo pomniki można obalać ale nadanej ziemi nikt nie odda. Podobnie jest z prawdą, bo można ją tylko przytłumić, ale do czasu.

Marek Migalski

ostatnio napisał: „ >>Słychać wycie? Znakomicie!<<. Ale zaraz po tym pogrążają się w smutku – bo przecież wciąż Targowica na wolności, a nie w kazamatach, >>komuniści i złodzieje<< chodzą po ulicach, >>gorszy sort<<. Zaraził nas nim ten stary i zgorzkniały człowiek. To wirus nienawiści, zawiści, pogardy. Nieszczęśliwy starzec uczynił nas wszystkich nieszczęśliwymi.” Nie do końca ma się tak rzecz panie Profesorze, wszystko zaczęło się dużo wcześniej, ale wcześniej czy później musi się zakończyć.

Dzieci wojny i rzeczywistość. Pokolenia czasów Polski Ludowej

Moje pokolenie osiemdziesięciolatków i więcej, ma swój znaczący udział w tym, co powstawało i tworzyło się już w drugiej połowie roku 1944 w moim kraju. Przecież powstawała nowa, nieznana dotychczas rzeczywistość. To właśnie już wówczas rozpoczął się proces jakże radykalnych zmian oblicza kraju nad Wisłą i Odrą. Zmian bardziej przyjaznych dla milionów Polaków z nizin społecznych żyjących dotychczas w ubóstwie i nędzy. Był to początek reform we wszystkich niemal wymiarach naszego życia i rozwoju, a szczególnie tych, którzy byli zatroskani, czym nakarmić gromadkę dzieci łaknących chleba. A były ich miliony.

Też się do nich zaliczałem. Powstawało coś dotychczas nieznanego, co w istocie było tworzeniem dla milionów ludzi warunków lepszego życia. To nawet dla nas młodych było jakże widoczne, po prostu wyraziste. Przecież wiemy, jak nasi ojcowie za czasów II RP zabiegali o przetrwanie swoich rodzin, znamy ich codzienne zatroskanie, by był chleb na naszych stołach, ale w wielu domach tego upragnionego jadła nie było. Przecież to prawda.
Na gruzach i zgliszczach
Zapowiadano możliwość awansu społecznego oraz to, że powstanie nowa Polska na gruzach i zgliszczach. Że nasza gospodarka zostanie odbudowana tylko dzięki pracy rąk nas, Polaków, a nowa władza podejmie trud odbudowy i rozwoju cywilizacyjnego. Młode pokolenie podejmowało wówczas trud gigantycznych zadań odbudowy kraju i tworzenia wszystkiego niemal od podstaw, od fundamentów i pierwszych kondygnacji.
Ten gigantyczny wysiłek, wielka determinacja, by zmienić oblicze całej Polski dla siebie i następnych pokoleń nie może być zagubiony w pamięci o naszej przeszłości, jak to uczynili politycy obozu władzy w obchodach setnej rocznicy niepodległości naszej ojczyzny. Zagubili oni po prostu lata 1944-1989. Jest to ogromnie niesprawiedliwe.
Było to poniżej naszej godności i honoru znacznej części Polaków. Jest to przykład, jak się zakłamuje i kiereszuje to, co tworzyliśmy przez ponad czterdzieści lat. Dla prawicy nieważne jest, że ta Polska Ludowa była uznawana i była partnerem państw niemal całego świata, Ameryki, Azji i Afryki. Moje pokolenie musi do końca domagać się, wręcz walczyć słowem i postawą o dobrą pamięć, nie godzić się na deformowanie świadomości historycznej kolejnych pokoleń Polaków.
Moje pokolenie przeżywało różne okresy czterdziestoletniej historii i różne procesy polityczno-gospodarcze. To wszystko, co się dokonało, co stworzono w latach 1944-1989, nie było dla wielu milionów naszych obywateli obojętne, nie staliśmy na uboczu zagrożeń i bezdroży, na których trzeba było pokonywać rozliczne przeszkody, niemal barykady, zwłaszcza gospodarcze.
Dla siebie i dla kraju
Cechowały nas entuzjazm i zaangażowanie, wiara, że coś dobrego robimy dla siebie i ojczystego kraju. To przekonanie, że tworzymy coś dobrego, tkwił w naszej młodzieżowej świadomości.
Tak, różniliśmy się w poglądach, zachowaniach, lecz dobro ogólne naszego kraju było najważniejszym imperatywem. Nie żałowano wysiłku i potu, znosząc zimno i niedostatek naszego ówczesnego życia. Te trudy życia towarzyszyły nam przez wiele młodzieńczych lat. Przecież ojczyzna nasza była zburzona, spalona przez niemieckich barbarzyńców. Warszawa jest jakże dramatycznym symbolem tego, co Niemcy dokonali niemal w całej Polsce.
Tworząca się nowa rzeczywistość powodowała także zasadnicze zmiany charakteru stosunków społecznych, co było zapowiedzią, że Polska będzie miała inny kształt, różniąc się zasadniczo od II RP. Warto chyba sobie przypomnieć, jaką byliśmy młodzieżą. Totalna krytyka naszych zachowań to wierutne kłamstwo. Ci krytycy mieli szczęście urodzić się w innych latach, już po wojnie. W tym opracowaniu chcę przypomnieć nie tylko warstwę faktograficzną dotyczącą młodzieży w czasach Polski Ludowej, lecz także osobiste doznania i refleksje.
Front ideologiczny
Zderzyć je niejako merytorycznie z tym, co mówią i piszą pseudożurnaliści i historycy o tych czasach. Stworzono obecnie całe szwadrony etatowych pracowników frontu ideologicznego do walki politycznej o zawłaszczenie naszej historii. W tym celu obóz zjednoczonej prawicy przejął w swe posiadanie media publiczne.
Opanowali niemal wszystkie instrumenty i środki kształtujące świadomość Polaków na modłę ideologii liberalno-konserwatywnej. Mówi się nawet, że chcą zrobić w Polsce to, co z Węgier uczynił Orban. To, co niżej piszę, może być jednym z przyczynków dokumentowania udziału młodego pokolenia w budowie powojennej Polski.
Jest konieczność opracowania Wielkiej Księgi Pamięci Narodowej. Oczywiście, to co niżej piszę, może być fragmentem dokumentowania historii dokonań w latach 1945-1989. My, młodzi tego okresu, mamy swój znaczny udział w tych dokonaniach.
Ten wielki trud budowania nowej Polski podjęli ludzie, dla których w II RP nie było chleba i pracy, ani możliwości nauki i kształcenia się. W tym miejscu przytoczę jeden fakt z życia mojej rodziny. Mój najstarszy brat Józef, a było nas pięciu, ukończył z wyróżnieniem szkołę podstawową. Był bardzo zdolny.
Przedłożone do akceptacji
Nauczyciele zachęcali go, by dalej się uczył. Najbliższa szkoła średnia była w Siedlcach odległych o około trzydzieści kilometrów od naszego miasta. Tam rozpoczął naukę w technikum mechanicznym. Jego edukacja na poziomie średnim trwała tylko trzy miesiące. Niestety, rodziców nie było stać na opłacanie kosztów nauki.
Kiedy byłem przewodniczącym samorządu szkolnego w Zasadniczej Szkole Metalowej w Sokołowie Podlaskim, dyrektor szkoły p. Stanisław Lesiak powiadomił mnie, że mam zabrać głos na uroczystościach rozpoczęcia roku szkolnego w imieniu uczniów. Byłem w tarapatach, nie wiedziałem, co mam mówić, a zwłaszcza, że ma to być napisane i przedłożone do akceptacji dyrektora. Było to chyba pierwsze moje wystąpienie przed dużą publicznością, bo przecież miały być też obecne rodziny uczniów.
Mój brat Józef pracował już w PPB, będąc przewodniczącym rady związków zawodowych nie z nadania partii, a w wyniku tajnych wyborów załogi przedsiębiorstwa budowlanego zatrudniającego liczną załogę. Głowiąc się, co mam napisać, zwierzyłem się bratu. Wziął kilka kartek papieru zeszytowego i rozpoczął pisanie, pytając mnie, jaki jest program naszej uroczystości.
To jego pisanie mego pierwszego publicznego wystąpienia przed tak liczną widownią trwało niecałą godzinę. Wręczając je, powiedział mi, że mam to sprawnie przeczytać, albo nauczyć się mówić z pamięci. Na drugi dzień, w przededniu uroczystości rozpoczęcia nowego roku dyrektor szkoły zapytał mnie, czy mam napisane przemówienie. Odpowiedziałem, że mam i podałem mu kartki wypełnione bardzo czytelnym pismem.
Przeczytał z dużą uwagą. Od razu poznał, że to nie ja pisałem. Przyznałem się, że pisał to mój starszy brat. Zapytał więc, kim on jest, stwierdzając jednocześnie, że to bardzo inteligentny człowiek. Braci Józefa i Mieczysława edukowała już na wyższym poziomie Polska Ludowa. Takich szans nie mieli w II RP.
Opozycja polityczna i zbrojna
A teraz wracam do zasadniczego wątku moich wspomnień dokumentowania czynów i zachowań młodego pokolenia Polaków. Na początek trochę o latach szczególnych, czyli 1944-1945. Nowa rzeczywistość. Władzę przejmuje lewica Polska Partia Robotnicza (PPR) w sojuszu z innymi partiami, socjalistami i ludowcami. Prawicowa opozycja polityczna i zbrojna traktowała nową władzę jako twór Moskwy, a szczególnie Stalina. A przecież to nie hasła i sowiecka ideologia motywowały angażowanie się znacznej części Polaków, w tym młodzieży, w to wszystko, co się dokonywało w tym czasie w życiu, pracy i ogólnej edukacji młodych ludzi, których lata wojny tak bardzo skrzywdziły i kiereszowały ich świadomość i wartości moralne.
Atrakcyjna oferta porywała nas, była jakże moralnym zapłonem do czynnego włączania się w dokonywane przemiany oblicza Polski jakże przyjaznej dla tych, którzy wywodzili się z nizin społecznych, dla których nie było żadnych szans w byłej Polsce, w minionym dwudziestoleciu niepodległości.
Hasła odbudowy kraju, tworzenia gospodarki narodowej, bezpłatnego szkolnictwa wyższego i średniego, w tym zawodowego, ziemia dla chłopów, fabryki dla robotników były dla nas, młodych, jakże ważnym motywem postaw, ogromną szansą na lepsze życie.
Perspektywa odejścia
Ta dotychczasowa Polska nie dawała nam perspektyw odejścia od życia w nędzy i ubóstwie. Nie gwarantowała żadnego programu dla dojrzałych i młodzieży. Powstająca nowa Polska dostrzegała młode pokolenie, kierując do nas program zasadniczych zmian zawodowo-edukacyjnych gwarantujących nam lepsze cywilizowane życie.
Ówczesne władze polityczne i administracyjne dostrzegały ogromny entuzjazm pokolenia, które doświadczyło skutków wojny, w angażowaniu się nie tylko w różne akcje społeczne na rzecz odbudowy kraju, lecz także w planowane wielkie inwestycje. Miały one przecież powstawać na morzu gruzów, które nam pozostawili niemieccy zbrodniarze.
Przykładem heroizmu młodych może być m.in. wezwanie, że cały naród odbudowuje Warszawę, a właściwie buduje nową. Z ogromnych cmentarzysk gruzów wydobywano cegły, ładowano je na platformy kolejowe i kierowano do stolicy. Kto to robił? Szczególnie młodzież, która osiedlała się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Pracowały młodzieżowe brygady Związku Walki Młodych (ZWM).
Była to m.in. młodzież ze Wschodu, ale także z Zachodu, wracająca z Rzeszy Niemieckiej, gdzie była zatrudniona przymusowo w czasie wojny. Także z Francji, Belgii. Niemieccy rolnicy walczyli z Armią Czerwoną, a na ich gospodarstwach pracowali przymusowo Polacy, w tym mój cioteczny brat. A tzw. młodzieżowe patronaty pozwoliły zbudować Nową Hutę, stutysięczne miasto na nieużytkach rolnych byłej wioski Mogiła pod Krakowem.
Pracując w brygadzie młodzieżowej
Te nasze patronaty obejmowały setki różnych inwestycji przemysłowych, których od 1939 roku nie było w naszym kraju. A drogi i szosy? W tym ogromnym wysiłku młodzieży miała znaczący udział organizacja „Służba Polsce” (SP). Tę ogromną pracę dziś ocenia się jako komunistyczną propagandę. Miałem okazję być przez kilkanaście dni w Warszawie, pracując w brygadzie młodzieżowej, a także wśród budowniczych Nowej Huty.
Był to autentyczny wysiłek mojego pokolenia. Jakie są losy tej wielkiej budowy, to widać. Nowa władza po 1989 roku swoimi niby reformami po prostu zlikwidowała polski przemysł, oddając go za marne pieniądze w obce ręce. Szydzi się dziś także ze społecznej mobilizacji, zapału i entuzjazmu pokolenia Polski Ludowej. A przecież są oni faktycznymi bohaterami tego okresu. Dziś nimi są nie oni, a tylko ci, którzy strzelali z ukrycia do tych, którzy odbudowywali kraj i wznosili fabryki i liczne zakłady zatrudniające tysiące, a potem i miliony obywateli naszego kraju. I trochę tu przykładów nie wymyślonych dla celów politycznych lecz faktycznych.
W pierwszych latach Polski Ludowej znaczącym zainteresowaniem mojego pokolenia cieszył się młodzieżowy ruch przodownictwa pracy. Wielu z nas biło rekordy ustalonych norm pracy. Trzeba się zgodzić z poglądem, że było trochę przesady w tym współzawodnictwie.
Pilonując przed szabrownikami
Ale w istocie miało ono autentyczny charakter, my młodzi chcieliśmy imponować pierwszeństwem w pracy, w tym, co każdy z nas robił. Pisano o nas w gazetach, byliśmy na afiszach, tablicach, na których prezentowano najlepszych w pracy. To przecież musiało nam imponować. Po latach pogardy i licznych zagrożeń, nawet życia w czasach niemieckiej okupacji.
Poległo wówczas wielu, w tym i moi rówieśnicy, koledzy z mojej ulicy, jak Zdzisław Suchta, który miał czternaście lat. Pisząc pracę na studium doktoranckim o młodzieży w latach 1945-1949, zapoznawałem się z dokumentami akt nowych w centralnym i wrocławskim archiwum. Zderzałem się z tym, co moje oczy widziały, a uszy słyszały. Ocena tego, co w tych dokumentach się pisze, co jest w teczkach archiwalnych, jest obiektywna.
Młodzież była w pierwszych szeregach ruchu wielkiej aktywności dla Polski, dla nas. A studenckie brygady na wyższych uczelniach, np. Straż Studencka Ziem Odzyskanych? Przecież studenci z niedobitkami polskich profesorów zabezpieczali to, co zostało, pilnując przed szabrownikami. Bo byli i tacy. Wojna deprawuje charaktery, człowieczeństwo młodych. Opiekowano się tymi młodymi, którzy chcieli się uczyć, a nie mieli ukończonej matury, tworząc rok zerowy, w którym kończyli średnie wykształcenie.
Podobnie było w mojej szkole zawodowej. Zorganizowano klasę wstępną dla tych, którzy nie ukończyli szkoły podstawowej. Tuż po wojnie śpiewaliśmy przez kilka lat piosenkę. Jej słowa brzmiały: „ZMP i SP, służby Polsce dwie” (ZMP – Związek Młodzieży Polskiej. Jej treścią była współpraca tych organizacji młodzieżowych, a obejmowała ona m.in. organizowanie pomocy w kształceniu i szkoleniu młodzieży.
Istotnym wsparciem indywidualnym młodych, także zjawiskiem kulturotwórczym, była poezja, proza, utwory muzyczne, piosenki o młodzieży, jej pracy i nauce, a także zadaniach, które podejmowaliśmy z własnej inicjatywy. Moje pokolenie do dziś zna i pamięta te słowa i melodie. Radio „Pogoda”, warszawska rozgłośnia, codziennie bardzo często je przypomina.
Uwzględnia je także Robert Janowski w swoich programach. Dzięki Ci za to, Panie Robercie. Bardzo one nas wzruszają, pozwalają pamiętać o niedawnej przeszłości. Przypominają bowiem naszą młodość. Śpiewaliśmy je na placach budowy i w szkołach. „O Nowej to Hucie piosenka, […], a taka jest prosta i piękna […] jak Huta jest Nowa”. A gdy powstawały pierwsze Państwowe Ośrodki Maszynowe i pojawiły się pierwsze ursusy z młodymi traktorzystami śpiewano: „Hej, wy konie, rumaki stalowe, hej, na pola prowadźcieże nas”.
Niedawno z dużym wzruszeniem słuchałem w Radio „Pogoda”: „na prawo most, na lewo most, a dołem Wisła płynie, tu rośnie dom, tam rośnie dom z godziny na godzinę” w wykonaniu Marii Koterbskiej. Nasi twórcy kultury z owych lat, też najczęściej młodzi, swoimi utworami wspierali i pobudzali nasz entuzjazm i zapał w pracy i nauce.
Będąc junakiem w 39. Brygadzie SP w sierpniu 1949 roku w Pasłęku na północy kraju, maszerując w kolumnach do pracy przy naprawianiu wałów przeciwpowodziowych, śpiewaliśmy wspomniane piosenki, zagrzewając się do bicia rekordów wykonywania 100 proc. i 200 proc. normy. Wymieniano nasze nazwiska w czasie obiadu w rozgłośni obozowej. Rozpierała nas duma i radość. A do rodzin komenda brygady wysyłała listy pochwalne o naszej pracy.

Junacy SP
No, chodziliśmy dumni. Będąc wychowawcą na koloniach letnich i obozach młodzieżowych w latach 1949-1951 tworzyliśmy zespoły artystyczne, w których śpiewano piosenki i recytowano wiersze traktujące o pracy i nauce młodzieży, dokonaniach młodego pokolenia. Dziś wielu prawicowych polityków krytykuje nasze zachowania w czasach Polski Ludowej. Tak np. Służba Polsce na podstawie odpowiedniego zarządzenia ówczesnych władz była obowiązkowa w całej Polsce, na wielu ważnych budowach i przy odgruzowywaniu zniszczeń wojennych.
Pracowali junacy SP wśród budowniczych Nowej Huty, przy odgruzowywaniu i budowie Warszawy oraz wielu innych miast. Ale kto nie stawiał się do odbycia miesięcznej Służby Polsce, nie był karany żadną karą administracyjną czy sądową. Ówczesne prawo tego nie przewidywało.
Przykładem mogę być ja. W lipcu 1950 roku otrzymałem powiadomienie, że mam się zgłosić do odbycia miesięcznej służby. Nie pojechałem, bo przyjąłem ofertę Powiatowego Inspektoratu Oświaty pracy z młodzieżą na tzw. kolonii letniej. Nawet z Komendy Powiatowej SP przyjechał po mnie na motorze instruktor, bo chciałem być wychowawcą przez miesiąc. Taka funkcja zaimponowała mi. Za ten młodzieńczy sprzeciw nie poniosłem żadnej kary.
Braliśmy masowy udział z własnej woli w różnych akcjach i czynach społecznych. Nie tylko w pracach gospodarczych, lecz także w społeczno-edukacyjnym zachęcaniu młodzieży do podejmowania nauki w szkołach zawodowych w całej Polsce. Młodzież masowo podejmowała naukę. Były to szkoły z kilkumiesięcznymi programami.
Obiad w stołówce zakładowej
Taka była potrzeba naszej nowej rzeczywistości, która nas pochłaniała wizją lepszej przyszłości, wyrwania się z biedy. Nasi rodzice z uwagi na ich sytuację bytową, niewiele mogli nam dać poza zachętą do pozytywnych zachowań.
Jeszcze wspomnę, że kiedy ukończyłem miesięczną pracę w Służbie Polsce w lipcu 1949 w 39. Brygadzie SP zorganizowano spotkanie z przedstawicielami dużych zakładów pracy, które oferowały nam zatrudnienie w internacie zakładowym z możliwością ukończenia szkoły zawodowej i korzystania obiadów w stołówce zakładowej.
Wielu z nas wyraziło chęć podjęcia oferowanej pracy i nauki zawodu. Ja wróciłem do rodzinnego Sokołowa Podlaskiego z postanowieniem, że będę się ubiegał o przyjęcie do nowo powstałej Zasadniczej Szkoły Metalowej, by uczyć się zawodu mechanika ślusarza. I tak się stało. A po jej ukończeniu planowałem podjąć pracę i dalej się edukować w systemie wieczorowym. Ta moja edukacja wieczorowa trwała w sumie czternaście lat. Z tych czternastu pięć lat trwały studia doktoranckie na Uniwersytecie Wrocławskim, kiedy jednocześnie pracowałem i utrzymywałem pięcioosobową rodzinę.
Żona nie pracowała, ale dobrze wychowywała nasze dzieci. Cała trójka jest dobrze wykształcona i nie potrzebuje materialnego wsparcia ojca. Często ojcu oferują pomoc, opiekę i wsparcie finansowe. Czytelnik zechce mi wybaczyć ten bardzo osobisty wątek moich rozważań. Wracam do głównego problemu wspomnień, do postaw młodzieży w nowej polskiej rzeczywistości. Oferta programowa dla młodych była atrakcyjna.
Trzyletni plan odbudowy, a później plan sześcioletni uwzględniający tworzenie przemysłu, którego dotychczas w Polsce nie było. Już wówczas zaczęliśmy się wpisywać do grup cywilizacyjnych krajów Europy. Pierwsze traktory, samochody i różne urządzenia oraz maszyny, których w II RP nie było i nie produkowano. Te gigantyczne inwestycje tworzyły warunki do kształcenia specjalistów. W moim mieście powiatowym jedynym większym zakładem była cukrownia. Niemcy wszystkie maszyny i urządzenia do produkowania cukru wywieźli do Rzeszy. Zostały tylko budynki, w których były magazyny wojskowe. Pracowałem tam jako nieletni zmuszony przez administrację niemiecką.
Pierwsze lata po wojnie były trudne, był wielki niedostatek podstawowych artykułów, ale nie żądaliśmy już chleba i pracy, jak w czasach sanacji. Praca już była, chleb też był, chociaż skromny. Ale nie musiałem już wstawać o piątej rano, by zająć kolejkę po bochenek chleba, jak to było w latach okupacji niemieckiej.
Szansa wybrania drogi życia
Była też szansa wybrania drogi życia, pracy i nauki w różnych zawodach. Miliony z nas dokonywały właściwego wyboru naszej przyszłości. Mieliśmy świadomość, że gdy odbudujemy zniszczony kraj, to rozpocznie się marsz do rozwoju polskiej cywilizacji. Byliśmy dumni, że nowa władza nas doceniała, szanowała i dostrzegała entuzjazm, zapał do pracy i nauki. Wybierano nas młodych do władz samorządowych.
Gdy powiatowe rady narodowe na swych sesjach rozpatrywały i uchwalały plany gospodarcze dla miasta i powiatu, zapraszano przedstawicieli ZMP, proszono o wypowiedzenie się w sprawie projektów uchwał rady. Tak było w całej Polsce. Pisała o tym prasa i mówiono w rozgłośniach radiowych. Gdy działo się coś ważnego i podejmowano różne akcje społeczne, zawsze zapraszano nas młodych do udziału w nich, rozmawiano z zarządami powiatowymi i gminnymi. Też brałem w nich udział niekiedy jako przedstawiciel Zarządu Powiatowego ZMP.
Pamiętam wieś Brzozów, w której było wielu aktywnych członków ZMP. Miałem sposobność rozmawiać z przedstawicielami tej wsi, którzy już pracowali na gospodarstwach otrzymanych z reformy rolnej. Oczywiście jeździłem na własnym rowerze złożonym z kilku znalezionych na złomowisku.
O nowym mogłem tylko marzyć. Pierwsza ich produkcja była rozprowadzana tylko na talony. Jeździli nimi pracownicy urzędów administracji. Ale później miałem już nowy z przydziału. Cieszyłem się tym cackiem ogromnie. Takie to były czasy. Ale nie było narzekań. Cieszyliśmy się z tego, co można było osiągnąć. Wówczas ten pojazd jednośladowy był moim marzeniem.
Otrzymywali je również junacy SP za dobrą pracę i przekraczanie norm. A ci, którzy je otrzymali paradowali na nich po chodnikach naszego miasta. Zazdroszczono im tego sukcesu. Pojawiły się też pierwsze motocykle, chyba Junaki. Były one tylko dla wybrańców, którzy pracowali w różnych urzędach i firmach uspołecznionych. Niewielu mogło sobie pozwolić na kupno takiego cacka. Kolega Eugeniusz Kraska jeździł na motocyklu. Boże, jak mu zazdrościłem. Nawet raz pozwolił mi się nim przejechać.
Rzeczywistość dzieci wojny
Dopiero w 1958 roku, będąc żołnierzem zawodowym, kupiłem starego grata w Lesznie. Po roku pozbyłem się tego poniemieckiego wehikułu. I znów siadłem na rower kupiony na talon, który dostałem jako formę wyróżnienia. Mój pułk otrzymał wówczas cztery czy pięć takich środków komunikacji. Oczywiście koledzy mi zazdrościli. Sprzedałem go chyba po roku koledze za niższą cenę. Chcę dodać, że rower wówczas kosztował tyle, ile wynosiła moja miesięczna pensja. Niestety, taka była nasza rzeczywistość, rzeczywistość dzieci wojny i starszych pokoleń Polaków.
Mogę jednak powiedzieć dziś, po latach naszej młodości, że większość z nas miała świadomość, iż tylko czynny udział młodych w tym wszystkim, co się dokonywało na naszych oczach w całym kraju, stworzy nam możliwość zmiany dotychczasowego życia.
W tym miejscu muszę się pochwalić, że moja pamięć dobrze została zarejestrowana w komputerze biologicznym. Doskonale pamiętam, a miałem wtedy już czterdzieści lat, jak rozpłakałem się, gdy zabłądziłem w mieście i nie potrafiłem dotrzeć do własnego mieszkania. Nigdy też nie zapomnę, jak podczas grzybobrania kleszcz wpił mi się w intymne miejsce, a ja wpadłem niemal w panikę. Podejmuję ten jakże osobisty wątek tych wspomnień, by nie być posądzonym, że fantazjuję. Nie, po prostu tak było. Dobrze pamiętam codzienne jadło, o czym wyżej wspomniałem. Pamiętam też codzienne życie moich kolegów z ulicy Lipowej, Krzywej i Kosowskiej.
Mogę do dziś wymieniać ich nazwiska. Nie czynię tego, bo być może niektórzy szlifowali swoje życiorysy, jak jedna z moich rówieśniczek opowiadająca, jak im się wspaniale żyło, a przecież widziałem ich codzienną nędzę. Nawet byłem złośliwy i powiedziałem jej w czasie wspominek, co ich matka gotowała na posiłki. Zazwyczaj były to ziemniaki z wody, a luksusem był sos lub zupa grzybowa. I teraz przed nimi pojawiła się nowa rzeczywistość, ogromna szansa na radykalną zmianę ich bytowania.
Kiereszowanie naszych życiorysów
Był chleb, możliwości kształcenia się i pracy. Widząc to, co się dokonuje wokół nas, jak się zmienia ta nasza codzienna szarość, angażowaliśmy się z przekonaniem, iż to, co robimy, zmienia nasze miejsce w społeczności. To nie komunizm, bolszewizm, marksizm i leninizm były motywem naszego entuzjazmu w budowie Polski Ludowej. Myślę, że również te 14 milionów naszych obywateli, którzy w latach Polski Ludowej otrzymali mieszkania w nowych blokach nie zapomniało o tym, że ich sytuacja zmieniła się zasadniczo właśnie w czasach władzy ludowej. Przecież tego nie da się wykreślić z naszej najnowszej historii. Myślę, że żadne kiereszowanie naszych życiorysów nie wymaże ze świadomości społecznej prawdy tamtych lat. Lat dzieci wojny.
Jakże ważną rolę w całym okresie Polski Ludowej spełniała największa organizacja młodzieżowa tych lat. ZMP był masową organizacją wspieraną przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR), był on jej zapleczem społecznym i politycznym, także kadrowym. Z jego szeregów wywodzili się działacze partyjni. W ZMP zdobywali oni doświadczenie i umiejętności pracy społeczno-politycznej. Wyróżniający się działacze ZMP zajmowali różne stanowiska na wszystkich szczeblach struktury państwa.
Tak było w całym kraju. Może kilka przykładów. Przewodniczący ZG ZMP Zdzisław Kurowski został wybrany na jednego z sekretarzy KC PZPR. Zdzisław Grudzień, działacz młodzieżowy w pierwszych latach po wojnie w Katowicach, został pierwszym sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR, a później członkiem Biura Politycznego. Był najbliższym współpracownikiem Edwarda Gierka. A we Wrocławiu działacz młodzieżowy był pierwszym sekretarzem KW PZPR i posłem na sejm. Młodzieżowi działacze byli wyznaczani do pracy w komitetach miejskich i wojewódzkich na sekretarzy i kierowników wydziałów. Partie PPR i PZPR, przeprowadzając liczne akcje polityczne i gospodarcze w różnych sprawach kraju, mogły zawsze liczyć na udział w nich młodzieży zrzeszonej w ZMP.
My, młodzi, podejmowaliśmy pracę i naukę, korzystając z bogatej oferty kierowanej do nas także w warunkach ostrej walki politycznej, a przez kilka lat po wojnie walki z podziemiem zbrojnym przeciwników tworzącej się nowej rzeczywistości polityczno-ustrojowej. Przeciwnicy nowej władzy ludowej dążyli do reaktywowania II RP, proponując niewielkie zmiany. Spośród moich znajomych pamiętam dobrze tylko jedną osobę, która walczyła kilka lat w podziemiu.
W oddziałach rzekomo niepodległościowych
Ale jego brat był w tym czasie komendantem Milicji Obywatelskiej w jednym z miasteczek naszego powiatu. Nie będę wymieniał jego nazwiska. Różne były bowiem nasze zachowania i wybory osobiste. W tych oddziałach, rzekomo niepodległościowych, było wielu takich, którym dobrze się powodziło do roku 1939, gdyż nie wywodzili się z nizin społecznych, ale z rodzin dobrze sytuowanych. Nie pragnęli oni chleba i pracy, bo mieli i jedno, i drugie. Nie znam tego zjawiska w skali kraju, mam więc na uwadze sytuację w moim mieście i powiecie, a także w sąsiednich powiatach, w Siedlcach i Węgrowie. Kwerenda po archiwach i czytanie tomów dokumentów już nie na moje lata.
Dziś wielu polityków, a szczególnie z obozu zjednoczonej prawicy o skrajnych konserwatywnych poglądach, często obarcza za wszelkie nieprawości tego okresu niemal całe moje pokolenie, a więc wszystkie dzieci wojny. Jest to wielce niesprawiedliwe i odbiegające od prawdy. Co ciekawe, że im młodszy konserwatywny polityk, tym częściej formułuje wobec nas zarzuty. Według nich w Polsce Ludowej byli tylko źli komuniści i nieskazitelni żołnierze wyklęci, prawdziwi Polacy i bohaterowie, którym stawia się pomniki, montuje tablice pamiątkowe i ich imiona nadaje się szkołom, ulicom i instytucjom państwowym oraz samorządowym.
Gdyby zechcieli oni przeczytać chociaż jedną pozycję naukową o systemach polityczno-ustrojowych, to myślę, że zdobyliby się na refleksję i tak często nie wymienialiby pojęć politycznych. Na studium doktoranckim musiałem z tego zakresu wiedzy przeczytać wiele pozycji książkowych, w tym m.in. prof. Franciszka Ryszki, znanego uczonego znawcy doktryn polityczno-ustrojowych. W Polsce, ale nawet w Związku Radzieckim nie było prawdziwego ustroju komunistycznego. Taki zarzut czynią tylko ludzie niedouczeni z zakresu nauk politycznych.
Feudalna monarchia
Były i są jeszcze systemy totalitarne, systemy władzy dyktatur określonych grup i osób. Jeśli ktoś mówi o komunizmie np. w Korei, to Marks w grobie się przewraca ze złości. W Korei Północnej panuje system totalitarny, dyktatura jednostek podobna do systemów cesarsko-feudalnych. Przywódcami tego państwa byli i są ojciec, syn i wnuk, i pewnie będzie jeszcze prawnuk. Oni nie są komunistami.
System ich rządów to istna feudalna monarchia. Nie ma tam żadnej demokracji, dyktator w swoich działaniach opiera się na posłusznym wojsku i policji. Nie ma mowy o sprzeciwie, jakikolwiek opór kończy się tragicznie nawet dla członków najbliższej rodziny. To, co ich przywódca powie, jest święte i musi być wykonane. A mówienie o komunizmie w naszym kraju jest śmieszne. Sam Stalin powiedział, że w Polsce komunizm to „siodło na wole”.
Nawet tuż po wojnie, już w naszej nowej rzeczywistości słowo socjalizm nie było w publicznym obiegu, bo garstka polskich komunistów, których Stalin nie rozstrzelał w latach trzydziestych, wiedziała, jak Polacy traktują ustroje komunistyczne. W swoich działaniach brali pod uwagę poglądy Polaków. Chcieli więc Polski sprawiedliwej i demokratycznej. Dziś wciąż się upowszechnia pogląd, że całe pokolenie czasów Polski Ludowej jest skażone ideologią komunistyczną.
To kłamstwo historyczne upowszechniane przez skrajną prawicę. Szczególnie w tej kwestii wyróżniają się konserwatyści. Już w październiku 1956 roku ma miejsce rezygnacja i odrzucenie tego wszystkiego, co było wzorowane na totalitarnym systemie bolszewickim. Przykładem była rezygnacja z planów kolektywizacji polskiej wsi. Początki odejścia od doświadczeń radzieckich to okres Władysława Gomułki, a radykalna zmiana nastąpiła w dekadzie Edwarda Gierka. Prawicowi politycy nawet nie wspomną o tym ważnym okresie historii Polski. Przecież to były etapy dochodzenia do Polski demokratycznej i suwerennej.
Niebywały rozkwit sztuki i kultury
I na zakończenie jeszcze jeden fakt historyczny, o którym wielu polityków i pseudohistoryków nawet nie wspomina. Mam na uwadze krzywdzące oceny ludzi kultury. A przecież w tych niezwykle trudnych warunkach, tuż na starcie rozwoju nowoczesności, młodzi artyści tworzyli wspaniałe dzieła sztuki, które wzbogacały polską kulturę nowymi wartościami.
Właśnie w czasach Polski Ludowej, tuż po wojnie, miał miejsce niebywały rozkwit dzieł sztuki i kultury we wszystkich jej formach i obszarach. Zaświadcza o tym jakże bogaty dorobek, który omija się szerokim łukiem, bo jego autorami byli przedstawiciele pokolenia innej Polski, nie ich. Wówczas młodzi twórcy kultury stworzyli niezapomniane dzieła, jak choćby filmy, literaturę piękną, rzeźbę, architekturę i utwory muzyczne. To właśnie w czasach mojej młodości powstało wiele dzieł sztuki, jak choćby komedia „Skarb” z Danutą Szaflarską i Marianem Duszyńskim w rolach głównych oraz filmy Andrzej Wajdy.
Władze łożyły odpowiednie środki na rozwój kultury. Ta twórczość była rozpowszechniana przez różne formy, jak festiwale, przeglądy, konkursy. Ujawniały się twórcze talenty, które państwo nagradzało i upowszechniało we wszystkich środkach masowego przekazu. Organizacje młodzieżowe też miały swoje pisma, które organizowały przeróżne festyny, festiwale i konkursy. I tu osobisty, może mało skromny przykład. W 1973 roku byłem współautorem książki o młodzieży Dolnego Śląska, jej udziale w zagospodarowaniu i rozwoju regionu w latach powojennych.
Książka ta zdobyła tytuł książki roku, a ja otrzymałem dość wysoką nagrodę pieniężną. O przyznaniu tego tytułu zdecydowali czytelnicy z ówczesnego województwa wrocławskiego. Dziś ten wkład młodzieży w rozwój kultury narodowej jest totalnie krytykowany przez obóz zjednoczonej prawicy, a zwłaszcza jego konserwatywne skrzydło. Nie kryteria artystyczne decydują o ocenie ich wartości, a autorzy, bo sprzyjali rzekomym komunistom. A serial „Stawka większa niż życie” setki razy powtarzany w telewizji, ale nie publicznej. Podobne filmy i sztuki teatru telewizyjnego wciąż mają dużą oglądalność, mimo upływu wielu lat od ich powstania. To właśnie ich walory artystyczne oraz sposób prezentowania życia Polaków (są one nie tylko o wysokich wartościach intelektualnych, ale są nasze, polskie) decydują o ich nieustającej popularności.
Nie można więc tej pięknej karty kulturotwórczych dokonań zapominać, bowiem one są i będą częścią naszej narodowej skarbnicy. To wartości narodowe będą trwać i nie zniszczy ich żaden propagandowy jazgot prawicowej ideologii. Nie wymażą ich z naszej pamięci.
To tyle moich wspomnień o dzieciach wojny i ich zachowaniach, o ich postawach i zachowaniach w nowej rzeczywistości, w której żyli, pracowali i uczyli się. Wspomnienia te obejmują tylko niektóre wybrane problemy i zdarzenia z lat mojej młodości. Czy są subiektywne? Nie zaprzeczam, takie mogą być w części refleksyjnej, oceniającej. Ale to, co widziałem, czego doznałem jest w moim przekonaniu obiektywne. Żyłem przecież w tej epoce, uczyłem się i pracowałem. I co ważne, po latach czuję się całkowicie spełniony we wszystkich możliwych wymiarach. Będzie to może trochę nieskromne, ale powiem szczerze, że czuję się człowiekiem osobistego sukcesu. A wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam Polsce Ludowej. W innej rzeczywistości nie miałbym na to szans. Takich jak ja były miliony. Oczywiście, ten awans społeczny był możliwy w wyniku wyboru oraz akceptacji nowej rzeczywistości społeczno-politycznej. Ja takiego wyboru dokonałem i dlatego czuję się nader spełniony. Wielu, bardzo wielu moich przyjaciół i kolegów uczyniło podobnie.
I jeszcze jedna końcowa refleksja. Mamy moralny obowiązek czynić wszystko, by pokazać rzeczywistą, obiektywną prawdę o naszej przeszłości, o ludziach, którzy wielce się zasłużyli Polsce. Nie możemy pozwolić, by ich dorobek i udział w rozwoju kraju został zapomniany. Mam tu na uwadze m.in. twórców kultury w różnych dziedzinach. Mieliśmy przecież wśród naszego pokolenia tysiące postaci, które wielce się zasłużyły ojczyźnie, a stworzone przez nich dzieła i wartości na trwale pozostaną w dziedzictwie polskiej kultury. Dzięki nim nasza ojczyzna, Polska, umacniała swoją pozycję wśród narodów świata. Byli oni dumą i wizytówką naszego kraju. Takie nazwiska, jak m.in. Stanisław Mikulski, Emil Karewicz, Wojciech Żukrowski, Danuta Szaflarska, Zbigniew Załuski, Janusz Przymanowski powodowały, że nasz kraj był rozpoznawalny i znajdował się na ustach niemal całego świata. Nie godzi się o nich zapominać.

V zjazd KPP

W przededniu 75. rocznicy Manifestu PKWN, 21 lipca w Bytomiu obradował V Zjazd Komunistycznej Partii Polski. W Zjeździe uczestniczyło kilkudziesięciu delegatów z organizacji terenowych KPP oraz przedstawiciel Komunistycznej Partii Grecji Lefteris Nikolaou, deputowany do Parlamentu Europejskiego. Kilka innych zagranicznych partii komunistycznych m.in. z Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Francji, Danii oraz Czech przesłało życzenia dla Zjazdu.
Zjazd obradował w trudnym dla partii okresie. Nie ustają szykany i prześladowania. Proces działaczy KPP i redakcji czasopisma „Brzask” wszedł w nowy etap – Sąd Okręgowy w Katowicach przychylił się do wniosku prokuratury odwołującego się od uniewinniającego wyroku i po raz kolejny skierował sprawę do rozpatrzenia w pierwszej instancji. Nasila się prowadzona przez władze kampania zakłamywania historii, eliminowania z przestrzeni publicznej, programów edukacyjnych i świadomości obywateli wszystkiego, co ma jakikolwiek pozytywny związek z PRL, wyzwoleniem Polski przez Ludowe Wojsko Polskie i Armię Czerwoną, rewolucyjnymi i lewicowymi tradycjami polskiego ruchu robotniczego. Można spodziewać się, że wkrótce poziom represyjności działań władz wzrośnie jeszcze bardziej, co zapowiada wprowadzenie zmian w art. 256 Kodeksu Karnego, penalizujących propagowanie ideologii komunistycznej, użycie komunistycznych symboli i zrównujące komunizm z faszyzmem. W tej sytuacji zasadniczym celem debaty podczas zjazdu było przedyskutowanie stanowiska partii wobec obecnych i nadchodzących zagrożeń. Delegaci jednomyślnie uznali, że partia nie może stosować antycypacyjnej autocenzury i w jakikolwiek sposób dokonywać modyfikacji swojego statutu i innych dokumentów programowych, na przykład rezygnując z otwartego głoszenia swojego przywiązania do marksizmu-leninizmu.
Zjazd opowiedział się za zachowaniem dotychczasowej linii politycznej partii oraz kontynuowaniem walki z represjami ze strony władz. Delegaci przyjęli sprawozdanie z krajowej i międzynarodowej działalności partii w ostatnich 4 latach oraz udzielili absolutorium dotychczasowemu kierownictwu – Krajowemu Komitetowi Wykonawczemu oraz organom kontrolnym. Przewodniczącym KKW KPP ponownie wybrany został Krzysztof Szwej. Wybrano także 7 osobowy Krajowy Komitet Wykonawczy oraz inne statutowe organy Partii.
W przyjętej podczas Zjazdu uchwale oceniono, że obecna sytuacja międzynarodowa zagraża pokojowi na świecie, zwłaszcza poprzez „rosnące ryzyko poważnego konfliktu zbrojnego, w związku z groźbami kierowanymi wobec Iranu”. Polska wraz „z takimi krajami jak Ukraina, Litwa, Łotwa i Estonia, zamieniana jest w zaplecze Flanki Wschodniej” NATO. Zwrócono uwagę także na fakt iż: „Dotychczas wszelka opozycja w sprawach dotyczących podstawowych kierunków polityki rządu była skutecznie odsuwana od życia politycznego i marginalizowana. Obecnie nie ma już miejsca w ogóle. Na wszystkich, którzy kwestionują politykę rządu, zwłaszcza zagraniczną, spada nie tylko potępienie i eliminacja ze środków przekazu, ale otwarte, brutalne represje. Podkreślono, że: „Zagrożona została poważnie zasada niezawisłości sądów.”
Zjazd potępił praktykę sądowo-prokuratorskiego prześladowania Komunistycznej Partii Polski oraz „trwający od lat proces karny mający na celu nie tylko prześladowanie działaczy naszej partii, ale także zastraszenie opinii publicznej”.
Podczas dyskusji o działaniach ugrupowania w przyszłości postulowano m.in. rozszerzenie działalności informacyjnej KPP w internecie, zwiększenie częstotliwości wydawania partyjnego pisma „Brzask” oraz propagowanie idei komunistycznych innymi sposobami.

Zapomniana, wstydliwa rewolucja

Siedemdziesiąt pięć lat temu, 22 lipca 1944 roku, został w Lublinie ogłoszony Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.
Symboliczny początek Polski Ludowej.
W ciągu następnych 45 lat w Polsce dokonała się radykalna rewolucja społeczna. Zamieniająca miliony ludzi z rodzin chłopskich i robotniczych w pełnoprawnych obywateli naszego kraju.
Polska z kraju rolniczego zmieniła się w kraj przemysłowo-rolniczy. Zbudowano przemysł i infrastrukturę państwową z których nadal dzisiaj korzystamy.
Rządząca obecnie prawica wielokrotnie dyskredytowała Polskę Ludową i jej dorobek. Sprzyja jej postawa potomków ówczesnych chłopów i robotników, którzy wyparli się swych rodowodów. Chłopskiej i robotniczej tradycji.
Andrzej Leder napisał o tym społecznym zjawisku w książce „Prześniona rewolucja”. Zauważył, że w Polsce w latach 1939-1956 dokonała się w Polsce rewolucja społeczna. Brutalna, narzucona zewnątrz, ale jednak rewolucja społeczna. Przeorała ona tkankę polskiego społeczeństwa, ale pozostaje ona nieobecna w świadomości społeczne.
Redakcja „Trybuny” pamięta o tamtej, przełomowej dla naszego społeczeństwa rewolucji.
Pamięta o dorobku Polski Ludowej.
Będziemy go przypominać. Bez retuszu. Bez koloryzowania i bez oczerniania.
Będziemy przypominać dorobek ludzi zasłużonych w czasach Polski Ludowej.

Nie przepraszamy za PRL

22 lipca to ważna data w historii Polski (kiedyś było to święto państwowe). Koszaliński Komitet Obrony Lewicowych Tradycji oraz Koszalińskie Porozumienie Lewicy zorganizowały debatę obywatelską, której gościem honorowym był prof. Paweł Bożyk – były doradca ekonomiczny Edwarda Gierka. Sala pękała w szwach.

 

Prof. Bożyk przy okazji promocji swojej książki „Apokalipsa według Pawła – jak zniszczono nasz kraj”, mówił – operując faktami i liczbami, jak zniszczono polską gospodarkę w okresie transformacji ustrojowej. Z 1650 zakładów doprowadzono do upadłości 650, niektóre pod przykrywką prywatyzacji doprowadzono do tzw. wrogiego przejęcia po to, by je zlikwidować. Dotyczyło to głównie dużych zakładów generujących modernizację min. z branży elektronicznej, przemysłu informatycznego i precyzyjnego. Wśród likwidatorów i prywatyzatorów polskiego systemu ekonomicznego czołowe miejsca zajmują Leszek Balcerowicz, Janusz Lewandowski i Wiesław Kaczmarek. Terapia szokowa którą zastosowano, była skokiem z trampoliny do basenu w którym nie było wody.

W dyskusji Eugeniusz Jakubaszek mówił o zlikwidowaniu koszalińskich przedsiębiorstw. Ruiny dobrze prosperujących byłych PGR-ów do dziś straszą w naszym województwie – to dzieło byłego wojewody Stanisława Sochy. Ta doktrynalna decyzja wpędziła w wieloletnią biedę, bezrobocie i beznadzieję dwa pokolenia byłych pracowników PGR-ów wraz z ich rodzinami. Zygmunt Smolik – jeden z twórców Koszalińskiej Doliny Krzemowej (w tamtym okresie Koszalin plasował się na czwartym miejscu w kraju w branży elektronicznej) przedstawił szczegółowo, jak likwidowano koszaliński przemysł elektroniczny (KAZEL – 1500 zatrudnionych, Ośrodek Naukowo-Produkcyjny Materiałów Półprzewodnikowych na Leśnej – 400 zatrudnionych).

Trawestując znane wystąpienie Mieczysława Rakowskiego, który mówił sarkastycznie: przepraszam za PRL, przepraszam za to, przepraszam za tamto, uczestnicy debaty obywatelskiej mówili pełnym głosem: NIE PRZEPRASZAMY:

– za oddanie nas przez ”Wielką Trójkę” w strefę wpływów Związku Radzieckiego – to nie była nasza decyzja;
– za odbudowę zniszczonej przez hitlerowców Warszawy i wielu innych miast Polski, za odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie;
– za reformę rolną, o którą bezskutecznie walczyło kilka pokoleń polskich chłopów;
– za awans społeczny milionów synów i córek chłopskich i robotniczych;
– za bezpłatny dostęp młodzieży chłopskiej i robotniczej do wyższych uczelni;
– za likwidację analfabetyzmu;
– za tysiąc szkół na tysiąclecie, za tysiące bibliotek, za tanie książki, za miejskie i wiejskie domy kultury;
– za uprzemysłowienie Polski;
– za to, że dwa pokolenia Polaków żyły nie znając plagi bezrobocia;
– za to, że na ulicach polskich miast nie było żebraków ani dziesiątków tysięcy bezdomnych;
– za to, że milion polskich dzieci nie zaczynało dnia bez śniadania;
– za to, że dzięki państwowemu mecenatowi nad kulturą i sztuką powstawały arcydzieła filmowe i teatralne;
– za zagospodarowanie Ziem Północnych i Zachodnich i uznanie naszej zachodniej granicy przez Republikę Federalną Niemiec;
– za ustawę o działalności gospodarczej, która otworzyła drogę do gospodarki rynkowej;
– za Okrągły Stół, wspólne dzieło ówczesnych rządzących i opozycji.

Na zakończenie debaty uczestnicy przyjęli przesłanie. „Znamy osiągnięcia, ale również błędy i słabości tamtego okresu, które tworzą historię PRL-u. Wiemy, że byliśmy więźniami dogmatów, od których uwalnialiśmy się stopniowo. Historii PRL-u nie można postrzegać tylko w biało czarnych barwach. Za historyczne osiągnięcie tamtego okresu uważamy odbudowę kraju ze zniszczeń wojennych, wprowadzenie Polski w erę cywilizacji przemysłowej, przeprowadzenie wielkiej rewolucji społecznej, powszechną edukację (likwidację analfabetyzmu) i zachowanie naszej tożsamości narodowej. Okres ten, to przede wszystkim wielka ofiarność, poświęcenie i gotowość służenia Ojczyźnie”.

Nie zgadzamy się na opluwanie i ośmieszanie naszej przeszłości, którą współtworzyliśmy uczciwie pracując. Żądamy od rządzącej prawicy obiektywnej analizy i oceny najnowszej historii Polski, a nie propagandy zohydzającej PRL.

Zapomniana rocznica

22 Lipca 1944 roku to jedna z zapomnianych dat w historii Polski. W tym roku główne obchody Święta Odrodzenia Polski odbyły się w Bydgoszczy. Rocznicowym uroczystościom towarzyszyła konferencja, której głównym tematem były skutki dekomunizacji w krajach Europy Wschodniej.

 

Bydgoskie obchody to zasługa determinacji miejscowych działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej, którzy z determinacją od wielu lat je organizują. Nie jest to łatwe w obecnych realiach politycznych, problemem jest nawet wynajęcie sali na tak „wrogą ideologicznie” imprezę. Ostatecznie swojej siedziby udzielił na potrzeby organizatorów konferencji bydgoski oddział Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, instytucji mającej piękne lewicowe tradycje.

Upór bydgoskich socjalistów w sprawie upamiętnienia Lipcowego Święta wynika z tego, że wierzą oni w aktualność idei zawartych w Manifeście Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. – Jesteśmy przekonani, a dowiodła tego rzeczywistość Polski przez ostatnie 74 lata, że tylko przyjęcie i realizacja norm etycznych socjalizmu gwarantuje możliwość postępu społecznego, sprawiedliwości, godnego życia przez każdego Polaka. A tylko tak odczytujemy dziś ideały Manifestu PKWN – powiedział na rozpoczęcie obchodów lider bydgoskiej organizacji PPS Jerzy Kołomyjec.

Główna dyskusja panelowa w trakcie konferencji poświęcona była procesom dekomunizacyjnym na Ukrainie, w krajach bałtyckich i w Niemczech. Jacek C. Kamiński z Porozumienia Socjalistycznego zwrócił uwagę na tragiczne skutki tego przedsięwzięcia na Ukrainie. – Brutalnie forsowana przez siły zwycięskiego Euromajdanu dekomunizacja, mimo silnych protestów znacznej części społeczeństwa ukraińskiego, stała się jedną z przyczyn krwawej wojny domowej w tym kraju – podkreślił. Małgorzata Kulbaczewska-Figat z portalu Strajk.eu omówiła mechanizmy dekomunizacji w krajach bałtyckich, które prowadzą w konsekwencji do gloryfikacji krwawych praktyk tamtejszych „żołnierzy wyklętych” i przemilczania udziału hitlerowskich kolaborantów w Holokauście. – Na Litwie, Łotwie i w Estonii przyjęto w istocie zasadę, że walka z „sowiecką okupacją” przekreśla wszelkie wcześniejsze winy – zauważyła. Gość z Niemiec Norbert Kollenda, dziennikarz gazety „Sozialistische Zeitung”, skoncentrował się na ekonomicznym aspekcie niemieckiej dekomunizacji. – Tylko 5 proc. sprywatyzowanego majątku narodowego byłej NRD trafiło w ręce jej obywateli, resztę przejęli Niemcy z Zachodu i kapitał zagraniczny. Zachodni Niemcy objęli wszystkie kluczowe stanowiska we Wschodnich Niemczech. Oni nami rządzą – ubolewał.
Problem postrzegania przez Rosjan kampanii wymierzonej w pomniki i cmentarze Armii Czerwonej w Polsce omówił redaktor naczelny portalu Strajk.eu Maciej Wiśniowski. Zwrócił uwagę na to jak bardzo negatywne skutki dla Polski przyniesie taka barbarzyńska polityka. – Rosjanie nam tego nie zapomną, bo dla nich pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej to świętość, podstawa narodowej tożsamości – przestrzegł.

Autorzy książki „Wszystkich nas nie spalicie”, poświęconej sprawie warszawskiej reprywatyzacji – Piotr Ciszewski i Robert Nowak – poruszyli m.in. wątek związany z szeroko pojętym procesem dekomunizacji. – Cały naród po wojnie odbudowywał swoją stolicę, to był wielki wysiłek polskiej klasy pracującej, a teraz nieliczna grupa usiłuje zawłaszczyć wypracowany przez nich wspólny dorobek. To próba odwrócenia historii – zwrócił uwagę Rober Nowak.

Po południu uczestnicy konferencji i mieszkańcy Bydgoszczy złożyli kwiaty pod pomnikiem Wolności, który upamiętnia wyzwolenie miasta przez żołnierzy radzieckich i polskich w styczniu 1945 roku oraz jego powrót do Polski 20 stycznia 1920 roku. Uroczystości towarzyszyło odegranie hymnu narodowego i marszu I Korpusu LWP.

Współorganizatorami konferencji były kluby Społecznego Forum Wymiany Myśli z Bydgoszczy, Wrocławia i Warszawy, portal Strajk.eu, Inicjatywa „Historia Czerwona i Czarno-Czerwona” oraz Inicjatywa Czerwonej Róży. W obchodach święta wzięli udział działacze m.in. Polskiej Partii Socjalistycznej, Komunistycznej Partii Polski, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i Porozumienia Socjalistycznego.

 

 

Wystąpienie szefa bydgoskich struktur PPS Jerzego Kołomyjca

 

Szanowni zebrani! Drodzy goście!

Mieszkańcy Bydgoszczy i województwa kujawsko-pomorskiego!

Dzisiejszą manifestacją składamy hołd pokoleniu Polaków, które walcząc z hitlerowskim okupantem przetrwało II wojnę światową, a po wyzwoleniu podjęło ogromny trud odbudowy Ojczyzny w nowych granicach i nowych,nieznanych dotąd uwarunkowaniach społeczno–politycznych. Opublikowany 22 lipca 1944 roku Manifest Lipcowy był dla tych ludzi programem walki i pracy. Charakteryzował się on realizmem społecznym, politycznym i gospodarczym.

Pamiętajmy, że w lipcu 1944 roku dymiły jeszcze krematoria Oświęcimia i innych fabryk śmierci. W tym samym czasie prawicowi politykierzy wywołując Powstanie Warszawskie oddali Warszawę z jej ludnością i z całym dorobkiem kulturowym i naukowym na pastwę beznadziejnej walki z bezwzględnymi mordercami i oprawcami hitlerowskimi, bez żadnej szansy na zwycięstwo.
Jak bardzo kilka lat później brakowało w wyzwolonej Polsce ambitnej i wykształconej młodzieży poległej na ulicach Warszawy. A straszna wojna trwała jeszcze 10 miesięcy. Każda epoka historyczna pamięta przeszłość, zna rzeczywistość i formułuje potrzeby bieżące. Słowa Manifestu dyktowała ówczesna wojenna rzeczywistość, a formułowali je ludzie znający międzywojenną biedę, nietolerancję i bezrobocie.

Piórem autorów Manifestu Lipcowego wodziła cała wiekowa tradycja myśli demokratycznej i patriotycznej. Brzmią w nim echa przemyśleń Frycza Modrzewskiego, Jana Zamojskiego, Stanisława Staszica, Hugona Kołłątaja, Adolfa Warskiego.

Do kogo zwracał się Manifest Lipcowy 74 lata temu? Czytamy: do narodu polskiego. Do narodu wyniszczonego, wykrwawionego, na skraju zagłady. Do narodu miliona wdów i sierot. Ratowanie biologicznej substancji narodu było, więc zadaniem najważniejszym. To zaś wymagało wysunięcia na plan pierwszy sprawy wyzwolenia i niepodległości, znalezienia koncepcji zwycięstwa, znalezienia najbardziej spolegliwych i sprawdzonych w boju z hitleryzmem sojuszników. Manifest Lipcowy mówiąc o sojusznikach wymienia między innymi Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię.

Czy coś się zmieniło dzisiaj?

Manifest Lipcowy dokonał rozstrzygnięć historycznych, ważnych i aktualnych do dzisiaj. Takim historycznym na miarę dziejowej sprawiedliwości był powrót nad Odrę i Bałtyk, powrót na Śląsk i Pomorze.

Historycznym jest stwierdzenie, że Odra jest Polską rzeką i zachodnią granicą Słowiańszczyzny. Uznanie linii Curzona za wschodnią granicę Polski zaowocowało faktem, ze dzisiaj nie mamy konfliktów granicznych z Litwą, Białorusią i Ukrainą. Manifest Lipcowy skierowany w 1944 roku do wszystkich Polaków w kraju i rozrzuconych po świecie, wzywał do walki o ostateczne rozgromienie hitlerowskich Niemiec.

Manifest zapowiadał:
– likwidację wielkiej własności ziemskiej i reformę rolną,
– nacjonalizację przemysłu i banków,
– proklamował powszechność oświaty i opieki lekarskiej.

Manifest Lipcowy otwierał nieznaną dotąd perspektywę rozwojową i stworzył przed naszym narodem nową szansę, którą gwarantowało zwycięskie zakończenie wojny, a równocześnie odbudowa zrujnowanej gospodarki, uporządkowanie sytuacji wewnątrz kraju. 74 lata od dnia Manifestu Lipcowego to prawie 74 lata pokoju w Polsce, prawie 74 lata bez bomb, bez nalotów, bez rozstrzeliwań, bez egzekucji.

Manifest Lipcowy ogłoszony w 1944 roku przez polską lewicę uznał pokój za wartość nadrzędną. Pokojowa polityka państwa polskiego sprawdziła, się przez 45 lat, pozwoliła na odbudowę i rozbudowę Ojczyzny. Jest to niepodważalna zasługa polskiej lewicy, zahartowanej w bojach lat wojennych i powojennych. Jak z tej perspektywy wygląda wplątanie naszego kraju w awantury wojenne w Iraku i Afganistanie dokonane przez rządy neoliberałów? Ogień wojny, który pomogliśmy zanieść do Iraku może do nas wrócić w niespodziewanej postaci. Pokój dla innych narodów jest równie ważny jak wówczas dla nas. Niby demokracja niesiona na bagnetach jak dotąd również się nie sprawdziła.

Wojna jest metodycznym, zorganizowanym, olbrzymim mordem i tego faktu nie da się ukryć pod żadnym pretekstem. Przeciwnicy wojny mogli się czuć całkowicie bezradni – zdradzeni przez polityków, otoczeni zewsząd jazgotem żądnej krwi, wąskiej grupy roponośnych interesów.

W historii każdego narodu istnieją momenty zwrotne, w których właściwa ocena sytuacji, wyznaczenie właściwego programu działania, dalekowzrocznej wizji i konsekwentna realizacja tegoż programu, jest rzeczą decydującą dla przyszłych pokoleń. I chyba znowu stoimy przed kolejnym zwrotem.

Tragedia milionów bezrobotnych, fatalna sytuacja mieszkalnictwa, dwa miliony rodzin bez własnych mieszkań, rozpadająca się na naszych oczach opieka zdrowotna to problemy stworzone przez nieodpowiedzialną politykę neoliberalnych rządów. Oni to z ustami pełnymi frazesów o sprawiedliwości społecznej, ciągle jeszcze sprzedają to, co stworzyliśmy. przez kilkadziesiąt powojennych lat kosztem wielu wyrzeczeń. Niestety neoliberalnej propagandzie uległy również środowiska pseudolewicowe co jak widzimy wszyscy doprowadziło do przejmowania władzy politycznej i ekonomicznej przez ponadnarodowe korporacje i banki. Polityka ta niszczy ład demokratyczny i instytucje państwowe. Naszym zdaniem tylko autentyczna lewica ma zdolność wykreowania politycznego programu likwidacji wspomnianych problemów poważnie zagrażających fizycznemu bytowi kilku milionów rodzin polskich.

Szanowni państwo,

Manifest Lipcowy był takim programem politycznego działania, który uratował naród polski, zapewnił 45 lat pokoju w Polsce Ludowej i przyczynił się do odbudowy kraju. Dzisiaj ponownie wraca zasadnicza kwestia, kwestia roli i zadań państwa polskiego jako reprezentanta i obrońcy interesów narodowych. Obowiązkiem wszystkich postępowych sił patriotycznych w naszym kraju jest stworzenie politycznego programu obrony praw socjalnych dla całego społeczeństwa.

Wielomilionowe bezrobocie to społeczna katastrofa. Praca dla wszystkich ludzi jest potrzebna jak powietrze. Ta sama sytuacja istnieje z problemem mieszkaniowym i opieki zdrowotnej. Dzisiaj, kiedy naród polski ma swoje państwo, naszym zadaniem jest dbać i walczyć o utrzymanie niepodległości i suwerenności narodowej. Wyraża się to dbałością o polską rację stanu, o interesy ekonomiczne, kulturalne, i polityczne społeczeństwa i państwa polskiego. Interesy te wyraźnie próbowano zaburzyć w niedawnych obchodach zakończenia II wojny światowej. Pojawiały się głosy, które nam przypisywać zaczęły winę za przyczyny i skutki wojny. Komu służą ci polityczni oszuści? Za czyje pieniądze?

Szczytem bezczelności jest porównywanie faszystowskiej ofiary i agresora, mówienie o polskich obozach koncentracyjnych. Również w Bydgoszczy są ludzie, którzy lekceważąc podstawowe fakty, zakłamują naszą historię. Nie wolno nam tego tolerować. Młode pokolenie Polaków musi otrzymać rzetelną wiedzę, uczyć się prawdziwej historii.

Po pokonaniu hitlerowskich Niemiec, do którego przyczyniła się Armia Czerwona i walczące u jej boku Wojsko Polskie, nastąpił w Europie wyraźny zwrot sympatii ku pokrzywdzonym narodom. I w tym momencie właśnie Polska lewica przedstawiła narodowi Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i co istotne uzyskała znaczne poparcie społeczne dla jego realizacji.
Przypomnijmy, że w okresie wojny życie straciło około 6 milionów Polaków, /w samej Warszawie zginęło 700 tysięcy – czyli więcej niż łączna liczba ofiar Brytyjczyków i Amerykanów/. Zniszczono 4900 szkół podstawowych, 55 proc. placówek służby zdrowia .Polska była krajem zdziesiątkowanym, biednym, zniszczonym. Dlatego głównym zadaniem nowej, ludowej władzy stał się wzrost dochodu narodowego i przekształcenie kraju z rolniczego w przemysłowy.

Już do początku lat siedemdziesiątych zelektryfikowano 98 proc. kraju. Ogromny przyrost ludności stanowił wyzwanie dla rozwoju oświaty, rynku pracy, budownictwa. Dochód narodowy rósł 5-6 proc. rocznie. W okresie 45 lecia PRL wybudowano ponad 8 milionów mieszkań. Polska Rzeczpospolita Ludowa spełniała zapowiedzi Manifestu Lipcowego, mimo ograniczeń prawnych i ekonomicznych, tak wewnętrznych jak i międzynarodowych.

Na tym tle może zadziwiać dziś entuzjazm, jaki towarzyszy rocznicom obchodów rewolucji 1989 roku, połączony z presją aby całe społeczeństwo świętowało rocznicę przemian.
W ciągu ostatnich 20 kilku lat pojawiła się ponownie przedwojenna bieda, rozwarstwienia społeczne, blokady awansu społecznego, nędza, bezrobocie, emigrację za chlebem. O ile jednak PRL, nie bez trudności, realizował zapowiedzi Manifestu Lipcowego, o tyle obecne władze sprzyjają głównie poprawie sytuacji wybrańców. Wprowadzane reformy spowodowały odebranie podstawowych praw pracownikom. Większość narodu spychając na granicę biologicznej egzystencji. Jeżeli PRL, jak mówią rządzący i ich poplecznicy,był zniewoleniem i katastrofą – to jak nazwać obecną RP, która po 20 kilku latach nie zbliżyła się do poziomu ekonomicznego lat 80-tych.

Jesteśmy przekonani, że również i dzisiejsze problemy można rozwiązać jedynie sięgając do doświadczeń Polski Ludowej. Jesteśmy przekonani, a dowiodła tego rzeczywistość polska przez ostatnie 74 lata, że tylko przyjęcie i realizacja norm etycznych socjalizmu gwarantuje możliwość postępu społecznego, sprawiedliwości, godnego życia przez każdego Polaka. A tylko tak odczytujemy dziś ideały Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.

Chwała jego autorom i realizatorom.

Zwracamy się do weteranów ruchu robotniczego, związkowców, socjalistów i bojowników o sprawiedliwość społeczną, żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, więźniów obozów zagłady wszystkich pokrzywdzonych przez II wojnę światowa i ich spadkobierców połączcie swoje siły w walce o sprawiedliwą Polskę. Poprzyjcie ideały lewicy polskiej.
Lewica Polska ma wielowiekową tradycję. Wyrosła ona z buntu przeciwko wyzyskowi i zniewoleniu. Chcemy kontynuować tę tradycję w nowej rzeczywistości XXI wieku. Źródłem naszej tożsamości jest walka o interesy ludzi pracy i biedniejszych warstw społecznych przeciwko pazernemu kapitałowi. Nawiązujemy do bogatego dorobku polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego, także do zachodnioeuropejskiej tradycji walki o państwo socjalne.

W 1989 roku Polacy zawierzyli przywódcom Solidarności i opozycji politycznej, dając im przyzwolenie na zmiany ustrojowe zapewniające demokrację, wolność i sprawiedliwość. Niestety, dzisiaj większość Polaków żyje w biedzie lub wręcz w nędzy, bez szans na wyraźną poprawę swego losu. Historia zatoczyła koło i tak jak przed stu laty bardziej aktywni i wykształceni emigrują za chlebem, bo w Ojczyźnie nie mają szans na osiągnięcie dobrobytu i bezpieczeństwa socjalnego. Wielu z nas ogarnia niemoc i rezygnacja. Narasta także gniew oszukanych, pozbawionych wiary i nadziei na lepszą przyszłość. Ten gniew, musi być wyrażony protestem i dążeniem do zmiany istniejącej rzeczywistości. Większość społeczeństwa nie uczestniczy w życiu publicznym. Zadaniem lewicy jest mobilizowanie obywateli do walki o swoje prawa.

Naszym zdaniem należy bezwzględnie:
1. Zapewnić Polakom korzystanie z konstytucyjnych praw człowieka i obywatela, zwłaszcza praw ekonomicznych i socjalnych.
2. Stworzyć w Polsce silne społecznie i ekonomicznie państwo, w pełni demokratyczne nie podporządkowane doraźnym interesom partii rządzących.
3. Odrzucić model gospodarczy, którego budowę zapoczątkowała tzw. „reforma Balcerowicza”- wprowadzony w Polsce wbrew interesom większości społeczeństwa.
4. Budować gospodarkę społeczną eliminując konkurencję .prowadzącą do zniewolenia pracownika i niesprawiedliwości społecznej.
5. Przywrócić państwo świeckie gwarantujące obywatelom wolność sumienia i wyznania, z kościołami oddzielonymi od państwa i polityki z prawem kobiet do decydowania o swoim macierzyństwie.
6. Budować społeczeństwo żyjące w zgodzie i solidarności, nie antagonizowane w oparciu o podziały historyczne, polityczne, światopoglądowe. Społeczeństwo, w którym żadna osoba nie będzie dyskryminowana z żadnego powodu.
7. Rozwijać bezpłatną, powszechną edukację .Zapewnić obywatelom dostęp do obiektywnej nie manipulowanej informacji.
8. Budować zjednoczoną EUROPĘ –Europę sprawiedliwości społecznej.
9. W stosunkach międzynarodowych kierować się zasadami przyjaźni, solidarności i współpracy ze wszystkimi narodami i prawem narodów do samostanowienia. NIE brać udziału w wojnach imperialnych.

Szanowni Państwo!

Do realizacji tych idei wzywamy wszystkie zdrowe siły społeczne, wszystkich mieszkańców naszego miasta i województwa.

Dziękuję za uwagę.