Dzieci wojny i rzeczywistość. Pokolenia czasów Polski Ludowej

Moje pokolenie osiemdziesięciolatków i więcej, ma swój znaczący udział w tym, co powstawało i tworzyło się już w drugiej połowie roku 1944 w moim kraju. Przecież powstawała nowa, nieznana dotychczas rzeczywistość. To właśnie już wówczas rozpoczął się proces jakże radykalnych zmian oblicza kraju nad Wisłą i Odrą. Zmian bardziej przyjaznych dla milionów Polaków z nizin społecznych żyjących dotychczas w ubóstwie i nędzy. Był to początek reform we wszystkich niemal wymiarach naszego życia i rozwoju, a szczególnie tych, którzy byli zatroskani, czym nakarmić gromadkę dzieci łaknących chleba. A były ich miliony.

Też się do nich zaliczałem. Powstawało coś dotychczas nieznanego, co w istocie było tworzeniem dla milionów ludzi warunków lepszego życia. To nawet dla nas młodych było jakże widoczne, po prostu wyraziste. Przecież wiemy, jak nasi ojcowie za czasów II RP zabiegali o przetrwanie swoich rodzin, znamy ich codzienne zatroskanie, by był chleb na naszych stołach, ale w wielu domach tego upragnionego jadła nie było. Przecież to prawda.
Na gruzach i zgliszczach
Zapowiadano możliwość awansu społecznego oraz to, że powstanie nowa Polska na gruzach i zgliszczach. Że nasza gospodarka zostanie odbudowana tylko dzięki pracy rąk nas, Polaków, a nowa władza podejmie trud odbudowy i rozwoju cywilizacyjnego. Młode pokolenie podejmowało wówczas trud gigantycznych zadań odbudowy kraju i tworzenia wszystkiego niemal od podstaw, od fundamentów i pierwszych kondygnacji.
Ten gigantyczny wysiłek, wielka determinacja, by zmienić oblicze całej Polski dla siebie i następnych pokoleń nie może być zagubiony w pamięci o naszej przeszłości, jak to uczynili politycy obozu władzy w obchodach setnej rocznicy niepodległości naszej ojczyzny. Zagubili oni po prostu lata 1944-1989. Jest to ogromnie niesprawiedliwe.
Było to poniżej naszej godności i honoru znacznej części Polaków. Jest to przykład, jak się zakłamuje i kiereszuje to, co tworzyliśmy przez ponad czterdzieści lat. Dla prawicy nieważne jest, że ta Polska Ludowa była uznawana i była partnerem państw niemal całego świata, Ameryki, Azji i Afryki. Moje pokolenie musi do końca domagać się, wręcz walczyć słowem i postawą o dobrą pamięć, nie godzić się na deformowanie świadomości historycznej kolejnych pokoleń Polaków.
Moje pokolenie przeżywało różne okresy czterdziestoletniej historii i różne procesy polityczno-gospodarcze. To wszystko, co się dokonało, co stworzono w latach 1944-1989, nie było dla wielu milionów naszych obywateli obojętne, nie staliśmy na uboczu zagrożeń i bezdroży, na których trzeba było pokonywać rozliczne przeszkody, niemal barykady, zwłaszcza gospodarcze.
Dla siebie i dla kraju
Cechowały nas entuzjazm i zaangażowanie, wiara, że coś dobrego robimy dla siebie i ojczystego kraju. To przekonanie, że tworzymy coś dobrego, tkwił w naszej młodzieżowej świadomości.
Tak, różniliśmy się w poglądach, zachowaniach, lecz dobro ogólne naszego kraju było najważniejszym imperatywem. Nie żałowano wysiłku i potu, znosząc zimno i niedostatek naszego ówczesnego życia. Te trudy życia towarzyszyły nam przez wiele młodzieńczych lat. Przecież ojczyzna nasza była zburzona, spalona przez niemieckich barbarzyńców. Warszawa jest jakże dramatycznym symbolem tego, co Niemcy dokonali niemal w całej Polsce.
Tworząca się nowa rzeczywistość powodowała także zasadnicze zmiany charakteru stosunków społecznych, co było zapowiedzią, że Polska będzie miała inny kształt, różniąc się zasadniczo od II RP. Warto chyba sobie przypomnieć, jaką byliśmy młodzieżą. Totalna krytyka naszych zachowań to wierutne kłamstwo. Ci krytycy mieli szczęście urodzić się w innych latach, już po wojnie. W tym opracowaniu chcę przypomnieć nie tylko warstwę faktograficzną dotyczącą młodzieży w czasach Polski Ludowej, lecz także osobiste doznania i refleksje.
Front ideologiczny
Zderzyć je niejako merytorycznie z tym, co mówią i piszą pseudożurnaliści i historycy o tych czasach. Stworzono obecnie całe szwadrony etatowych pracowników frontu ideologicznego do walki politycznej o zawłaszczenie naszej historii. W tym celu obóz zjednoczonej prawicy przejął w swe posiadanie media publiczne.
Opanowali niemal wszystkie instrumenty i środki kształtujące świadomość Polaków na modłę ideologii liberalno-konserwatywnej. Mówi się nawet, że chcą zrobić w Polsce to, co z Węgier uczynił Orban. To, co niżej piszę, może być jednym z przyczynków dokumentowania udziału młodego pokolenia w budowie powojennej Polski.
Jest konieczność opracowania Wielkiej Księgi Pamięci Narodowej. Oczywiście, to co niżej piszę, może być fragmentem dokumentowania historii dokonań w latach 1945-1989. My, młodzi tego okresu, mamy swój znaczny udział w tych dokonaniach.
Ten wielki trud budowania nowej Polski podjęli ludzie, dla których w II RP nie było chleba i pracy, ani możliwości nauki i kształcenia się. W tym miejscu przytoczę jeden fakt z życia mojej rodziny. Mój najstarszy brat Józef, a było nas pięciu, ukończył z wyróżnieniem szkołę podstawową. Był bardzo zdolny.
Przedłożone do akceptacji
Nauczyciele zachęcali go, by dalej się uczył. Najbliższa szkoła średnia była w Siedlcach odległych o około trzydzieści kilometrów od naszego miasta. Tam rozpoczął naukę w technikum mechanicznym. Jego edukacja na poziomie średnim trwała tylko trzy miesiące. Niestety, rodziców nie było stać na opłacanie kosztów nauki.
Kiedy byłem przewodniczącym samorządu szkolnego w Zasadniczej Szkole Metalowej w Sokołowie Podlaskim, dyrektor szkoły p. Stanisław Lesiak powiadomił mnie, że mam zabrać głos na uroczystościach rozpoczęcia roku szkolnego w imieniu uczniów. Byłem w tarapatach, nie wiedziałem, co mam mówić, a zwłaszcza, że ma to być napisane i przedłożone do akceptacji dyrektora. Było to chyba pierwsze moje wystąpienie przed dużą publicznością, bo przecież miały być też obecne rodziny uczniów.
Mój brat Józef pracował już w PPB, będąc przewodniczącym rady związków zawodowych nie z nadania partii, a w wyniku tajnych wyborów załogi przedsiębiorstwa budowlanego zatrudniającego liczną załogę. Głowiąc się, co mam napisać, zwierzyłem się bratu. Wziął kilka kartek papieru zeszytowego i rozpoczął pisanie, pytając mnie, jaki jest program naszej uroczystości.
To jego pisanie mego pierwszego publicznego wystąpienia przed tak liczną widownią trwało niecałą godzinę. Wręczając je, powiedział mi, że mam to sprawnie przeczytać, albo nauczyć się mówić z pamięci. Na drugi dzień, w przededniu uroczystości rozpoczęcia nowego roku dyrektor szkoły zapytał mnie, czy mam napisane przemówienie. Odpowiedziałem, że mam i podałem mu kartki wypełnione bardzo czytelnym pismem.
Przeczytał z dużą uwagą. Od razu poznał, że to nie ja pisałem. Przyznałem się, że pisał to mój starszy brat. Zapytał więc, kim on jest, stwierdzając jednocześnie, że to bardzo inteligentny człowiek. Braci Józefa i Mieczysława edukowała już na wyższym poziomie Polska Ludowa. Takich szans nie mieli w II RP.
Opozycja polityczna i zbrojna
A teraz wracam do zasadniczego wątku moich wspomnień dokumentowania czynów i zachowań młodego pokolenia Polaków. Na początek trochę o latach szczególnych, czyli 1944-1945. Nowa rzeczywistość. Władzę przejmuje lewica Polska Partia Robotnicza (PPR) w sojuszu z innymi partiami, socjalistami i ludowcami. Prawicowa opozycja polityczna i zbrojna traktowała nową władzę jako twór Moskwy, a szczególnie Stalina. A przecież to nie hasła i sowiecka ideologia motywowały angażowanie się znacznej części Polaków, w tym młodzieży, w to wszystko, co się dokonywało w tym czasie w życiu, pracy i ogólnej edukacji młodych ludzi, których lata wojny tak bardzo skrzywdziły i kiereszowały ich świadomość i wartości moralne.
Atrakcyjna oferta porywała nas, była jakże moralnym zapłonem do czynnego włączania się w dokonywane przemiany oblicza Polski jakże przyjaznej dla tych, którzy wywodzili się z nizin społecznych, dla których nie było żadnych szans w byłej Polsce, w minionym dwudziestoleciu niepodległości.
Hasła odbudowy kraju, tworzenia gospodarki narodowej, bezpłatnego szkolnictwa wyższego i średniego, w tym zawodowego, ziemia dla chłopów, fabryki dla robotników były dla nas, młodych, jakże ważnym motywem postaw, ogromną szansą na lepsze życie.
Perspektywa odejścia
Ta dotychczasowa Polska nie dawała nam perspektyw odejścia od życia w nędzy i ubóstwie. Nie gwarantowała żadnego programu dla dojrzałych i młodzieży. Powstająca nowa Polska dostrzegała młode pokolenie, kierując do nas program zasadniczych zmian zawodowo-edukacyjnych gwarantujących nam lepsze cywilizowane życie.
Ówczesne władze polityczne i administracyjne dostrzegały ogromny entuzjazm pokolenia, które doświadczyło skutków wojny, w angażowaniu się nie tylko w różne akcje społeczne na rzecz odbudowy kraju, lecz także w planowane wielkie inwestycje. Miały one przecież powstawać na morzu gruzów, które nam pozostawili niemieccy zbrodniarze.
Przykładem heroizmu młodych może być m.in. wezwanie, że cały naród odbudowuje Warszawę, a właściwie buduje nową. Z ogromnych cmentarzysk gruzów wydobywano cegły, ładowano je na platformy kolejowe i kierowano do stolicy. Kto to robił? Szczególnie młodzież, która osiedlała się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Pracowały młodzieżowe brygady Związku Walki Młodych (ZWM).
Była to m.in. młodzież ze Wschodu, ale także z Zachodu, wracająca z Rzeszy Niemieckiej, gdzie była zatrudniona przymusowo w czasie wojny. Także z Francji, Belgii. Niemieccy rolnicy walczyli z Armią Czerwoną, a na ich gospodarstwach pracowali przymusowo Polacy, w tym mój cioteczny brat. A tzw. młodzieżowe patronaty pozwoliły zbudować Nową Hutę, stutysięczne miasto na nieużytkach rolnych byłej wioski Mogiła pod Krakowem.
Pracując w brygadzie młodzieżowej
Te nasze patronaty obejmowały setki różnych inwestycji przemysłowych, których od 1939 roku nie było w naszym kraju. A drogi i szosy? W tym ogromnym wysiłku młodzieży miała znaczący udział organizacja „Służba Polsce” (SP). Tę ogromną pracę dziś ocenia się jako komunistyczną propagandę. Miałem okazję być przez kilkanaście dni w Warszawie, pracując w brygadzie młodzieżowej, a także wśród budowniczych Nowej Huty.
Był to autentyczny wysiłek mojego pokolenia. Jakie są losy tej wielkiej budowy, to widać. Nowa władza po 1989 roku swoimi niby reformami po prostu zlikwidowała polski przemysł, oddając go za marne pieniądze w obce ręce. Szydzi się dziś także ze społecznej mobilizacji, zapału i entuzjazmu pokolenia Polski Ludowej. A przecież są oni faktycznymi bohaterami tego okresu. Dziś nimi są nie oni, a tylko ci, którzy strzelali z ukrycia do tych, którzy odbudowywali kraj i wznosili fabryki i liczne zakłady zatrudniające tysiące, a potem i miliony obywateli naszego kraju. I trochę tu przykładów nie wymyślonych dla celów politycznych lecz faktycznych.
W pierwszych latach Polski Ludowej znaczącym zainteresowaniem mojego pokolenia cieszył się młodzieżowy ruch przodownictwa pracy. Wielu z nas biło rekordy ustalonych norm pracy. Trzeba się zgodzić z poglądem, że było trochę przesady w tym współzawodnictwie.
Pilonując przed szabrownikami
Ale w istocie miało ono autentyczny charakter, my młodzi chcieliśmy imponować pierwszeństwem w pracy, w tym, co każdy z nas robił. Pisano o nas w gazetach, byliśmy na afiszach, tablicach, na których prezentowano najlepszych w pracy. To przecież musiało nam imponować. Po latach pogardy i licznych zagrożeń, nawet życia w czasach niemieckiej okupacji.
Poległo wówczas wielu, w tym i moi rówieśnicy, koledzy z mojej ulicy, jak Zdzisław Suchta, który miał czternaście lat. Pisząc pracę na studium doktoranckim o młodzieży w latach 1945-1949, zapoznawałem się z dokumentami akt nowych w centralnym i wrocławskim archiwum. Zderzałem się z tym, co moje oczy widziały, a uszy słyszały. Ocena tego, co w tych dokumentach się pisze, co jest w teczkach archiwalnych, jest obiektywna.
Młodzież była w pierwszych szeregach ruchu wielkiej aktywności dla Polski, dla nas. A studenckie brygady na wyższych uczelniach, np. Straż Studencka Ziem Odzyskanych? Przecież studenci z niedobitkami polskich profesorów zabezpieczali to, co zostało, pilnując przed szabrownikami. Bo byli i tacy. Wojna deprawuje charaktery, człowieczeństwo młodych. Opiekowano się tymi młodymi, którzy chcieli się uczyć, a nie mieli ukończonej matury, tworząc rok zerowy, w którym kończyli średnie wykształcenie.
Podobnie było w mojej szkole zawodowej. Zorganizowano klasę wstępną dla tych, którzy nie ukończyli szkoły podstawowej. Tuż po wojnie śpiewaliśmy przez kilka lat piosenkę. Jej słowa brzmiały: „ZMP i SP, służby Polsce dwie” (ZMP – Związek Młodzieży Polskiej. Jej treścią była współpraca tych organizacji młodzieżowych, a obejmowała ona m.in. organizowanie pomocy w kształceniu i szkoleniu młodzieży.
Istotnym wsparciem indywidualnym młodych, także zjawiskiem kulturotwórczym, była poezja, proza, utwory muzyczne, piosenki o młodzieży, jej pracy i nauce, a także zadaniach, które podejmowaliśmy z własnej inicjatywy. Moje pokolenie do dziś zna i pamięta te słowa i melodie. Radio „Pogoda”, warszawska rozgłośnia, codziennie bardzo często je przypomina.
Uwzględnia je także Robert Janowski w swoich programach. Dzięki Ci za to, Panie Robercie. Bardzo one nas wzruszają, pozwalają pamiętać o niedawnej przeszłości. Przypominają bowiem naszą młodość. Śpiewaliśmy je na placach budowy i w szkołach. „O Nowej to Hucie piosenka, […], a taka jest prosta i piękna […] jak Huta jest Nowa”. A gdy powstawały pierwsze Państwowe Ośrodki Maszynowe i pojawiły się pierwsze ursusy z młodymi traktorzystami śpiewano: „Hej, wy konie, rumaki stalowe, hej, na pola prowadźcieże nas”.
Niedawno z dużym wzruszeniem słuchałem w Radio „Pogoda”: „na prawo most, na lewo most, a dołem Wisła płynie, tu rośnie dom, tam rośnie dom z godziny na godzinę” w wykonaniu Marii Koterbskiej. Nasi twórcy kultury z owych lat, też najczęściej młodzi, swoimi utworami wspierali i pobudzali nasz entuzjazm i zapał w pracy i nauce.
Będąc junakiem w 39. Brygadzie SP w sierpniu 1949 roku w Pasłęku na północy kraju, maszerując w kolumnach do pracy przy naprawianiu wałów przeciwpowodziowych, śpiewaliśmy wspomniane piosenki, zagrzewając się do bicia rekordów wykonywania 100 proc. i 200 proc. normy. Wymieniano nasze nazwiska w czasie obiadu w rozgłośni obozowej. Rozpierała nas duma i radość. A do rodzin komenda brygady wysyłała listy pochwalne o naszej pracy.

Junacy SP
No, chodziliśmy dumni. Będąc wychowawcą na koloniach letnich i obozach młodzieżowych w latach 1949-1951 tworzyliśmy zespoły artystyczne, w których śpiewano piosenki i recytowano wiersze traktujące o pracy i nauce młodzieży, dokonaniach młodego pokolenia. Dziś wielu prawicowych polityków krytykuje nasze zachowania w czasach Polski Ludowej. Tak np. Służba Polsce na podstawie odpowiedniego zarządzenia ówczesnych władz była obowiązkowa w całej Polsce, na wielu ważnych budowach i przy odgruzowywaniu zniszczeń wojennych.
Pracowali junacy SP wśród budowniczych Nowej Huty, przy odgruzowywaniu i budowie Warszawy oraz wielu innych miast. Ale kto nie stawiał się do odbycia miesięcznej Służby Polsce, nie był karany żadną karą administracyjną czy sądową. Ówczesne prawo tego nie przewidywało.
Przykładem mogę być ja. W lipcu 1950 roku otrzymałem powiadomienie, że mam się zgłosić do odbycia miesięcznej służby. Nie pojechałem, bo przyjąłem ofertę Powiatowego Inspektoratu Oświaty pracy z młodzieżą na tzw. kolonii letniej. Nawet z Komendy Powiatowej SP przyjechał po mnie na motorze instruktor, bo chciałem być wychowawcą przez miesiąc. Taka funkcja zaimponowała mi. Za ten młodzieńczy sprzeciw nie poniosłem żadnej kary.
Braliśmy masowy udział z własnej woli w różnych akcjach i czynach społecznych. Nie tylko w pracach gospodarczych, lecz także w społeczno-edukacyjnym zachęcaniu młodzieży do podejmowania nauki w szkołach zawodowych w całej Polsce. Młodzież masowo podejmowała naukę. Były to szkoły z kilkumiesięcznymi programami.
Obiad w stołówce zakładowej
Taka była potrzeba naszej nowej rzeczywistości, która nas pochłaniała wizją lepszej przyszłości, wyrwania się z biedy. Nasi rodzice z uwagi na ich sytuację bytową, niewiele mogli nam dać poza zachętą do pozytywnych zachowań.
Jeszcze wspomnę, że kiedy ukończyłem miesięczną pracę w Służbie Polsce w lipcu 1949 w 39. Brygadzie SP zorganizowano spotkanie z przedstawicielami dużych zakładów pracy, które oferowały nam zatrudnienie w internacie zakładowym z możliwością ukończenia szkoły zawodowej i korzystania obiadów w stołówce zakładowej.
Wielu z nas wyraziło chęć podjęcia oferowanej pracy i nauki zawodu. Ja wróciłem do rodzinnego Sokołowa Podlaskiego z postanowieniem, że będę się ubiegał o przyjęcie do nowo powstałej Zasadniczej Szkoły Metalowej, by uczyć się zawodu mechanika ślusarza. I tak się stało. A po jej ukończeniu planowałem podjąć pracę i dalej się edukować w systemie wieczorowym. Ta moja edukacja wieczorowa trwała w sumie czternaście lat. Z tych czternastu pięć lat trwały studia doktoranckie na Uniwersytecie Wrocławskim, kiedy jednocześnie pracowałem i utrzymywałem pięcioosobową rodzinę.
Żona nie pracowała, ale dobrze wychowywała nasze dzieci. Cała trójka jest dobrze wykształcona i nie potrzebuje materialnego wsparcia ojca. Często ojcu oferują pomoc, opiekę i wsparcie finansowe. Czytelnik zechce mi wybaczyć ten bardzo osobisty wątek moich rozważań. Wracam do głównego problemu wspomnień, do postaw młodzieży w nowej polskiej rzeczywistości. Oferta programowa dla młodych była atrakcyjna.
Trzyletni plan odbudowy, a później plan sześcioletni uwzględniający tworzenie przemysłu, którego dotychczas w Polsce nie było. Już wówczas zaczęliśmy się wpisywać do grup cywilizacyjnych krajów Europy. Pierwsze traktory, samochody i różne urządzenia oraz maszyny, których w II RP nie było i nie produkowano. Te gigantyczne inwestycje tworzyły warunki do kształcenia specjalistów. W moim mieście powiatowym jedynym większym zakładem była cukrownia. Niemcy wszystkie maszyny i urządzenia do produkowania cukru wywieźli do Rzeszy. Zostały tylko budynki, w których były magazyny wojskowe. Pracowałem tam jako nieletni zmuszony przez administrację niemiecką.
Pierwsze lata po wojnie były trudne, był wielki niedostatek podstawowych artykułów, ale nie żądaliśmy już chleba i pracy, jak w czasach sanacji. Praca już była, chleb też był, chociaż skromny. Ale nie musiałem już wstawać o piątej rano, by zająć kolejkę po bochenek chleba, jak to było w latach okupacji niemieckiej.
Szansa wybrania drogi życia
Była też szansa wybrania drogi życia, pracy i nauki w różnych zawodach. Miliony z nas dokonywały właściwego wyboru naszej przyszłości. Mieliśmy świadomość, że gdy odbudujemy zniszczony kraj, to rozpocznie się marsz do rozwoju polskiej cywilizacji. Byliśmy dumni, że nowa władza nas doceniała, szanowała i dostrzegała entuzjazm, zapał do pracy i nauki. Wybierano nas młodych do władz samorządowych.
Gdy powiatowe rady narodowe na swych sesjach rozpatrywały i uchwalały plany gospodarcze dla miasta i powiatu, zapraszano przedstawicieli ZMP, proszono o wypowiedzenie się w sprawie projektów uchwał rady. Tak było w całej Polsce. Pisała o tym prasa i mówiono w rozgłośniach radiowych. Gdy działo się coś ważnego i podejmowano różne akcje społeczne, zawsze zapraszano nas młodych do udziału w nich, rozmawiano z zarządami powiatowymi i gminnymi. Też brałem w nich udział niekiedy jako przedstawiciel Zarządu Powiatowego ZMP.
Pamiętam wieś Brzozów, w której było wielu aktywnych członków ZMP. Miałem sposobność rozmawiać z przedstawicielami tej wsi, którzy już pracowali na gospodarstwach otrzymanych z reformy rolnej. Oczywiście jeździłem na własnym rowerze złożonym z kilku znalezionych na złomowisku.
O nowym mogłem tylko marzyć. Pierwsza ich produkcja była rozprowadzana tylko na talony. Jeździli nimi pracownicy urzędów administracji. Ale później miałem już nowy z przydziału. Cieszyłem się tym cackiem ogromnie. Takie to były czasy. Ale nie było narzekań. Cieszyliśmy się z tego, co można było osiągnąć. Wówczas ten pojazd jednośladowy był moim marzeniem.
Otrzymywali je również junacy SP za dobrą pracę i przekraczanie norm. A ci, którzy je otrzymali paradowali na nich po chodnikach naszego miasta. Zazdroszczono im tego sukcesu. Pojawiły się też pierwsze motocykle, chyba Junaki. Były one tylko dla wybrańców, którzy pracowali w różnych urzędach i firmach uspołecznionych. Niewielu mogło sobie pozwolić na kupno takiego cacka. Kolega Eugeniusz Kraska jeździł na motocyklu. Boże, jak mu zazdrościłem. Nawet raz pozwolił mi się nim przejechać.
Rzeczywistość dzieci wojny
Dopiero w 1958 roku, będąc żołnierzem zawodowym, kupiłem starego grata w Lesznie. Po roku pozbyłem się tego poniemieckiego wehikułu. I znów siadłem na rower kupiony na talon, który dostałem jako formę wyróżnienia. Mój pułk otrzymał wówczas cztery czy pięć takich środków komunikacji. Oczywiście koledzy mi zazdrościli. Sprzedałem go chyba po roku koledze za niższą cenę. Chcę dodać, że rower wówczas kosztował tyle, ile wynosiła moja miesięczna pensja. Niestety, taka była nasza rzeczywistość, rzeczywistość dzieci wojny i starszych pokoleń Polaków.
Mogę jednak powiedzieć dziś, po latach naszej młodości, że większość z nas miała świadomość, iż tylko czynny udział młodych w tym wszystkim, co się dokonywało na naszych oczach w całym kraju, stworzy nam możliwość zmiany dotychczasowego życia.
W tym miejscu muszę się pochwalić, że moja pamięć dobrze została zarejestrowana w komputerze biologicznym. Doskonale pamiętam, a miałem wtedy już czterdzieści lat, jak rozpłakałem się, gdy zabłądziłem w mieście i nie potrafiłem dotrzeć do własnego mieszkania. Nigdy też nie zapomnę, jak podczas grzybobrania kleszcz wpił mi się w intymne miejsce, a ja wpadłem niemal w panikę. Podejmuję ten jakże osobisty wątek tych wspomnień, by nie być posądzonym, że fantazjuję. Nie, po prostu tak było. Dobrze pamiętam codzienne jadło, o czym wyżej wspomniałem. Pamiętam też codzienne życie moich kolegów z ulicy Lipowej, Krzywej i Kosowskiej.
Mogę do dziś wymieniać ich nazwiska. Nie czynię tego, bo być może niektórzy szlifowali swoje życiorysy, jak jedna z moich rówieśniczek opowiadająca, jak im się wspaniale żyło, a przecież widziałem ich codzienną nędzę. Nawet byłem złośliwy i powiedziałem jej w czasie wspominek, co ich matka gotowała na posiłki. Zazwyczaj były to ziemniaki z wody, a luksusem był sos lub zupa grzybowa. I teraz przed nimi pojawiła się nowa rzeczywistość, ogromna szansa na radykalną zmianę ich bytowania.
Kiereszowanie naszych życiorysów
Był chleb, możliwości kształcenia się i pracy. Widząc to, co się dokonuje wokół nas, jak się zmienia ta nasza codzienna szarość, angażowaliśmy się z przekonaniem, iż to, co robimy, zmienia nasze miejsce w społeczności. To nie komunizm, bolszewizm, marksizm i leninizm były motywem naszego entuzjazmu w budowie Polski Ludowej. Myślę, że również te 14 milionów naszych obywateli, którzy w latach Polski Ludowej otrzymali mieszkania w nowych blokach nie zapomniało o tym, że ich sytuacja zmieniła się zasadniczo właśnie w czasach władzy ludowej. Przecież tego nie da się wykreślić z naszej najnowszej historii. Myślę, że żadne kiereszowanie naszych życiorysów nie wymaże ze świadomości społecznej prawdy tamtych lat. Lat dzieci wojny.
Jakże ważną rolę w całym okresie Polski Ludowej spełniała największa organizacja młodzieżowa tych lat. ZMP był masową organizacją wspieraną przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR), był on jej zapleczem społecznym i politycznym, także kadrowym. Z jego szeregów wywodzili się działacze partyjni. W ZMP zdobywali oni doświadczenie i umiejętności pracy społeczno-politycznej. Wyróżniający się działacze ZMP zajmowali różne stanowiska na wszystkich szczeblach struktury państwa.
Tak było w całym kraju. Może kilka przykładów. Przewodniczący ZG ZMP Zdzisław Kurowski został wybrany na jednego z sekretarzy KC PZPR. Zdzisław Grudzień, działacz młodzieżowy w pierwszych latach po wojnie w Katowicach, został pierwszym sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR, a później członkiem Biura Politycznego. Był najbliższym współpracownikiem Edwarda Gierka. A we Wrocławiu działacz młodzieżowy był pierwszym sekretarzem KW PZPR i posłem na sejm. Młodzieżowi działacze byli wyznaczani do pracy w komitetach miejskich i wojewódzkich na sekretarzy i kierowników wydziałów. Partie PPR i PZPR, przeprowadzając liczne akcje polityczne i gospodarcze w różnych sprawach kraju, mogły zawsze liczyć na udział w nich młodzieży zrzeszonej w ZMP.
My, młodzi, podejmowaliśmy pracę i naukę, korzystając z bogatej oferty kierowanej do nas także w warunkach ostrej walki politycznej, a przez kilka lat po wojnie walki z podziemiem zbrojnym przeciwników tworzącej się nowej rzeczywistości polityczno-ustrojowej. Przeciwnicy nowej władzy ludowej dążyli do reaktywowania II RP, proponując niewielkie zmiany. Spośród moich znajomych pamiętam dobrze tylko jedną osobę, która walczyła kilka lat w podziemiu.
W oddziałach rzekomo niepodległościowych
Ale jego brat był w tym czasie komendantem Milicji Obywatelskiej w jednym z miasteczek naszego powiatu. Nie będę wymieniał jego nazwiska. Różne były bowiem nasze zachowania i wybory osobiste. W tych oddziałach, rzekomo niepodległościowych, było wielu takich, którym dobrze się powodziło do roku 1939, gdyż nie wywodzili się z nizin społecznych, ale z rodzin dobrze sytuowanych. Nie pragnęli oni chleba i pracy, bo mieli i jedno, i drugie. Nie znam tego zjawiska w skali kraju, mam więc na uwadze sytuację w moim mieście i powiecie, a także w sąsiednich powiatach, w Siedlcach i Węgrowie. Kwerenda po archiwach i czytanie tomów dokumentów już nie na moje lata.
Dziś wielu polityków, a szczególnie z obozu zjednoczonej prawicy o skrajnych konserwatywnych poglądach, często obarcza za wszelkie nieprawości tego okresu niemal całe moje pokolenie, a więc wszystkie dzieci wojny. Jest to wielce niesprawiedliwe i odbiegające od prawdy. Co ciekawe, że im młodszy konserwatywny polityk, tym częściej formułuje wobec nas zarzuty. Według nich w Polsce Ludowej byli tylko źli komuniści i nieskazitelni żołnierze wyklęci, prawdziwi Polacy i bohaterowie, którym stawia się pomniki, montuje tablice pamiątkowe i ich imiona nadaje się szkołom, ulicom i instytucjom państwowym oraz samorządowym.
Gdyby zechcieli oni przeczytać chociaż jedną pozycję naukową o systemach polityczno-ustrojowych, to myślę, że zdobyliby się na refleksję i tak często nie wymienialiby pojęć politycznych. Na studium doktoranckim musiałem z tego zakresu wiedzy przeczytać wiele pozycji książkowych, w tym m.in. prof. Franciszka Ryszki, znanego uczonego znawcy doktryn polityczno-ustrojowych. W Polsce, ale nawet w Związku Radzieckim nie było prawdziwego ustroju komunistycznego. Taki zarzut czynią tylko ludzie niedouczeni z zakresu nauk politycznych.
Feudalna monarchia
Były i są jeszcze systemy totalitarne, systemy władzy dyktatur określonych grup i osób. Jeśli ktoś mówi o komunizmie np. w Korei, to Marks w grobie się przewraca ze złości. W Korei Północnej panuje system totalitarny, dyktatura jednostek podobna do systemów cesarsko-feudalnych. Przywódcami tego państwa byli i są ojciec, syn i wnuk, i pewnie będzie jeszcze prawnuk. Oni nie są komunistami.
System ich rządów to istna feudalna monarchia. Nie ma tam żadnej demokracji, dyktator w swoich działaniach opiera się na posłusznym wojsku i policji. Nie ma mowy o sprzeciwie, jakikolwiek opór kończy się tragicznie nawet dla członków najbliższej rodziny. To, co ich przywódca powie, jest święte i musi być wykonane. A mówienie o komunizmie w naszym kraju jest śmieszne. Sam Stalin powiedział, że w Polsce komunizm to „siodło na wole”.
Nawet tuż po wojnie, już w naszej nowej rzeczywistości słowo socjalizm nie było w publicznym obiegu, bo garstka polskich komunistów, których Stalin nie rozstrzelał w latach trzydziestych, wiedziała, jak Polacy traktują ustroje komunistyczne. W swoich działaniach brali pod uwagę poglądy Polaków. Chcieli więc Polski sprawiedliwej i demokratycznej. Dziś wciąż się upowszechnia pogląd, że całe pokolenie czasów Polski Ludowej jest skażone ideologią komunistyczną.
To kłamstwo historyczne upowszechniane przez skrajną prawicę. Szczególnie w tej kwestii wyróżniają się konserwatyści. Już w październiku 1956 roku ma miejsce rezygnacja i odrzucenie tego wszystkiego, co było wzorowane na totalitarnym systemie bolszewickim. Przykładem była rezygnacja z planów kolektywizacji polskiej wsi. Początki odejścia od doświadczeń radzieckich to okres Władysława Gomułki, a radykalna zmiana nastąpiła w dekadzie Edwarda Gierka. Prawicowi politycy nawet nie wspomną o tym ważnym okresie historii Polski. Przecież to były etapy dochodzenia do Polski demokratycznej i suwerennej.
Niebywały rozkwit sztuki i kultury
I na zakończenie jeszcze jeden fakt historyczny, o którym wielu polityków i pseudohistoryków nawet nie wspomina. Mam na uwadze krzywdzące oceny ludzi kultury. A przecież w tych niezwykle trudnych warunkach, tuż na starcie rozwoju nowoczesności, młodzi artyści tworzyli wspaniałe dzieła sztuki, które wzbogacały polską kulturę nowymi wartościami.
Właśnie w czasach Polski Ludowej, tuż po wojnie, miał miejsce niebywały rozkwit dzieł sztuki i kultury we wszystkich jej formach i obszarach. Zaświadcza o tym jakże bogaty dorobek, który omija się szerokim łukiem, bo jego autorami byli przedstawiciele pokolenia innej Polski, nie ich. Wówczas młodzi twórcy kultury stworzyli niezapomniane dzieła, jak choćby filmy, literaturę piękną, rzeźbę, architekturę i utwory muzyczne. To właśnie w czasach mojej młodości powstało wiele dzieł sztuki, jak choćby komedia „Skarb” z Danutą Szaflarską i Marianem Duszyńskim w rolach głównych oraz filmy Andrzej Wajdy.
Władze łożyły odpowiednie środki na rozwój kultury. Ta twórczość była rozpowszechniana przez różne formy, jak festiwale, przeglądy, konkursy. Ujawniały się twórcze talenty, które państwo nagradzało i upowszechniało we wszystkich środkach masowego przekazu. Organizacje młodzieżowe też miały swoje pisma, które organizowały przeróżne festyny, festiwale i konkursy. I tu osobisty, może mało skromny przykład. W 1973 roku byłem współautorem książki o młodzieży Dolnego Śląska, jej udziale w zagospodarowaniu i rozwoju regionu w latach powojennych.
Książka ta zdobyła tytuł książki roku, a ja otrzymałem dość wysoką nagrodę pieniężną. O przyznaniu tego tytułu zdecydowali czytelnicy z ówczesnego województwa wrocławskiego. Dziś ten wkład młodzieży w rozwój kultury narodowej jest totalnie krytykowany przez obóz zjednoczonej prawicy, a zwłaszcza jego konserwatywne skrzydło. Nie kryteria artystyczne decydują o ocenie ich wartości, a autorzy, bo sprzyjali rzekomym komunistom. A serial „Stawka większa niż życie” setki razy powtarzany w telewizji, ale nie publicznej. Podobne filmy i sztuki teatru telewizyjnego wciąż mają dużą oglądalność, mimo upływu wielu lat od ich powstania. To właśnie ich walory artystyczne oraz sposób prezentowania życia Polaków (są one nie tylko o wysokich wartościach intelektualnych, ale są nasze, polskie) decydują o ich nieustającej popularności.
Nie można więc tej pięknej karty kulturotwórczych dokonań zapominać, bowiem one są i będą częścią naszej narodowej skarbnicy. To wartości narodowe będą trwać i nie zniszczy ich żaden propagandowy jazgot prawicowej ideologii. Nie wymażą ich z naszej pamięci.
To tyle moich wspomnień o dzieciach wojny i ich zachowaniach, o ich postawach i zachowaniach w nowej rzeczywistości, w której żyli, pracowali i uczyli się. Wspomnienia te obejmują tylko niektóre wybrane problemy i zdarzenia z lat mojej młodości. Czy są subiektywne? Nie zaprzeczam, takie mogą być w części refleksyjnej, oceniającej. Ale to, co widziałem, czego doznałem jest w moim przekonaniu obiektywne. Żyłem przecież w tej epoce, uczyłem się i pracowałem. I co ważne, po latach czuję się całkowicie spełniony we wszystkich możliwych wymiarach. Będzie to może trochę nieskromne, ale powiem szczerze, że czuję się człowiekiem osobistego sukcesu. A wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam Polsce Ludowej. W innej rzeczywistości nie miałbym na to szans. Takich jak ja były miliony. Oczywiście, ten awans społeczny był możliwy w wyniku wyboru oraz akceptacji nowej rzeczywistości społeczno-politycznej. Ja takiego wyboru dokonałem i dlatego czuję się nader spełniony. Wielu, bardzo wielu moich przyjaciół i kolegów uczyniło podobnie.
I jeszcze jedna końcowa refleksja. Mamy moralny obowiązek czynić wszystko, by pokazać rzeczywistą, obiektywną prawdę o naszej przeszłości, o ludziach, którzy wielce się zasłużyli Polsce. Nie możemy pozwolić, by ich dorobek i udział w rozwoju kraju został zapomniany. Mam tu na uwadze m.in. twórców kultury w różnych dziedzinach. Mieliśmy przecież wśród naszego pokolenia tysiące postaci, które wielce się zasłużyły ojczyźnie, a stworzone przez nich dzieła i wartości na trwale pozostaną w dziedzictwie polskiej kultury. Dzięki nim nasza ojczyzna, Polska, umacniała swoją pozycję wśród narodów świata. Byli oni dumą i wizytówką naszego kraju. Takie nazwiska, jak m.in. Stanisław Mikulski, Emil Karewicz, Wojciech Żukrowski, Danuta Szaflarska, Zbigniew Załuski, Janusz Przymanowski powodowały, że nasz kraj był rozpoznawalny i znajdował się na ustach niemal całego świata. Nie godzi się o nich zapominać.