PZLA ma kłopot z Lewandowskim

W polskim światku „królowej sportu” doszło do kolejnego wstrząsu. Tomasz Lewandowski, dotychczasowy trener m. in. swojego brata Marcina, a od niedawna także Adama Kszczota, a ponadto jeszcze Angeliki Cichockiej i Patrycji Wyciszkiewicz, nie przyjął warunków płacowych zaproponowanych przez PZLA i zrezygnował z pracy.

O tym, że kontrakt z trenerem Lewandowskim nie jest podpisany plotki krążyły w środowisku już od pewnego czasu. Sądzono jednak, że to jedynie formalność, bo w PZLA ten szkoleniowiec był ceniony za wyniki – doprowadził przecież kilku polskich zawodników do medali w największych imprezach. W zeszłym roku jego brat, Marcin Lewandowski, wywalczył brązowy medal mistrzostw świata w Dausze na dystansie 1500 m. Kilka tygodni później do podopiecznych Tomasza Lewandowskiego dołączył dwukrotny wicemistrz świata na 800 m Adam Kszczot.
Działacze PZLA do końca zapewniali, że negocjacje trwają, albo że kontrakt jest gotowy i tylko czeka na podpis szkoleniowca. Tomasz Lewandowski w końcu postanowił przeciąć wszelkie dywagacje i publicznie oznajmił: „Żadnych negocjacji czy mediacji już nie ma. Sprawa została ostatecznie zamknięta. Związek określił swoje warunki i moje obowiązki, ale ja ich nie przyjąłem i nie będę dalej pracował dla PZLA”. Działacze lekkoatletycznej centrali długo milczeli w tej sprawie, ale w końcu także oni niechętnie przyznali, że nie doszli do porozumienia ze szkoleniowcem. „To prawda, pan Tomasz Lewandowski nie przyjął proponowanego kontraktu na rok 2020. Aktualnie jesteśmy na etapie wypracowywania nowych rozwiązań, aby zapewnić zawodnikom odpowiednie przygotowanie do igrzysk w Tokio” – poinformował dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki.
Obecnie cała grupa przebywa na zgrupowaniu w RPA. Pobyt trenera Lewandowskiego opłacił jeszcze PZLA, ale nic nie wskazuje, żeby w kolejnych także uczestniczył. A to oznacza, że na pół roku przed igrzyskami czwórka naszych lekkoatletów z medalowymi szansami została bez trenera. „To najtrudniejszy moment w mojej sportowej karierze. Tomek nie jest już moim trenerem. Martwię się o przyszłość, bo trudno będzie mi zaufać komuś innemu na finiszu przygotowań olimpijskich. Co najgorsze, sytuacja jest nie do odwrócenia i nie wiem, co mam dalej robić” – przyznał Marcin Lewandowski.
Również Kszczot, który po zerwaniu kilkuletniej współpracy z trenerem Zbigniewem Królem postanowił do sezonu olimpijskiego przygotowywać się pod okiem Tomasza Lewandowskiego, nie zamierza jednak zmieniać szkoleniowca. „Potwierdzam, że trener Lewandowski nie będzie kontynuował współpracy z PZLA. W dalszym ciągu będzie jednak obecny w sporcie jako szkoleniowiec, a to oznacza, że nasza współpraca będzie kontynuowana i mam nadzieję, że te zawirowania nie wpłyną na przygotowania do igrzysk” – wyraził nadzieję Kszczot. Nie wiadomo jednak na jakich zasadach będzie teraz z Tomaszem Lewandowskim chciał współpracować i jak zamierza mu zapłacić za jego pracę.
W grupie prowadzonej przez trenera Lewandowskiego chciałaby pozostać także Angelika Cichocka. Mistrzyni Europy z 2016 roku na 1500 m po niemal dwóch latach przerwy na leczenie kontuzji wróciła do normalnych treningów, ale dopiero od niedawna jest w stanie ćwiczyć z maksymalnym obciążeniem. „Staram się zrozumieć decyzję trenera, ale nie przeczę, że dla mnie to duży kłopot. PZLA o wszystkim wie i myślę, że w kwestiach szkoleniowych otrzymam wsparcie związku, ale mimo wszystko chciałabym jednak pozostać pod opieką Tomasza Lewandowskiego, choć powoli do mnie dociera, że to już koniec naszej współpracy. Martwię się, bo do igrzysk zostało pół roku, a w tak krótkim czasie zbudować odpowiednią relację i zaufanie z innym trenerem będzie niezwykle trudne, a właściwe jest to moim zdaniem wręcz niewykonalne” – powiedziała Cichocka, która ma teraz trenować pod okiem… męża.
Duże nadzieje wiązała z Tomaszem Lewandowskim także Wyciszkiewicz. Wicemistrzyni świata w sztafecie 4×400 m nie chciała jednak komentować sytuacji, może dlatego, że przeszła już pod skrzydła trenerki Iwony Baumgart, która na co dzień współpracuje ze swoją córką Igą Baumgart-Witan, także srebrną medalistką MŚ w sztafecie. Czy to będzie rozwiązanie na stałe, dopiero się okaże. Ale jedno jest pewne – to dopiero początek rozróby i z pewnością w tej bulwersującej sprawie będzie się jeszcze wiele działo.

Plejada gwiazd wystartuje w Copernicus Cup

Organizatorzy mityngu Orlen Copernicus Cup 2020, zaliczana do cyklu World Athletics Indoor Tour, zapowiedzieli obecność wielu gwiazd lekkoatletyki. Impreza odbędzie się 8 lutego w Arenie Toruń.

Mityng ORLEN Copernicus Cup w ubiegłym roku został uznany przez IAFF za najlepszy mityng lekkoatletyczny w Europie. Impreza z roku na rok zyskuje na prestiżu, nic zatem dziwnego, że w tegorocznej już szóstej edycji tej imprezy obsada będzie bardzo mocna. Na starcie pojawi się wiele gwiazd „królowej sportu”, w tym rzecz jasna cała czołówka polskiej lekkiej atletyki. Do Torunia przyjadą m. in. serbska skoczkini w dal Ivana Spanovic, szwedzki tyczkarz Armand Duplantis, czy brytyjski płotkarz Andrew Pozzi. Organizatorzy zaplanowali bieg na 800 metrów na koniec mityngu, bo jego obsada jest niebywale mocna. Dość powiedzieć, że nasz mistrz Adam Kszczot uwzględniając ubiegłoroczne rezultaty zgłoszonych do udziału w tej konkurencji, ma dopiero szósty rezultat w stawce.
„Uwielbiam startować w Toruniu i to nie tylko dlatego, że dwa razy udało mi się tu wygrać. Każdego roku obsada jest mocniejsza, więc zwyciężać jest coraz trudniej, ale na trybunach są tłumy fanów, a ich doping naprawdę potrafi uskrzydlać” – zapewnia Iga Baumgart-Witan. W Copernicus Cup jej rywalką będą m. in. jej koleżanki ze sztafety 4×400 m, z mistrzynią Europy Justyną Święty-Ersetic na czele oraz rekordzistką toruńskiego mityngu Szwajcarka Lea Sprunger.
Największym hitem mityngu ma być jednak konkurs skoku o tyczce mężczyzn, w którym udział zapowiedzieli najlepsi specjaliści w tej konkurencji – oprócz Polaków Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego, także wicemistrz świata Szwed Armand Duplantis, Rosjanin Timur Morgunow, Kanadyjczyk Shawnacy Barber i Grek Konstantinos Filippidis. Interesująco zapowiada się też pojedynek w pchnięciu kulą między dwójka naszych najlepszych zawodników Michałem Haratykiem i Konradem Bukowieckim. W toruńskim mityngu lekkoatleci rywalizować będą w 11 konkurencjach – ośmiu biegowych i trzech technicznych. ORLEN Copernicus Cup 2020 będzie czwartym w tegorocznym World Athletics Indoor Tour. Cykl siedmiu zawodów rozpocznie się 25 stycznia w Bostonie, a zakończy 21 lutego w Madrycie.
Organizatorom zależy na perfekcyjnym przebiegu imprezy, bowiem Toruń będzie w 2021 roku gospodarzem Halowych Mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Na tegoroczny Copernicus Cup przyjedzie więc delegacja europejskiej federacji, która oceni mityng także pod kątem przygotowań to przyszłorocznych HME.

Plejada gwiazd wystartuje w Copernicus Cup

Organizatorzy mityngu Orlen Copernicus Cup 2020, zaliczana do cyklu World Athletics Indoor Tour, zapowiedzieli obecność wielu gwiazd lekkoatletyki. Impreza odbędzie się 8 lutego w Arenie Toruń.

Mityng ORLEN Copernicus Cup w ubiegłym roku został uznany przez IAFF za najlepszy mityng lekkoatletyczny w Europie. Impreza z roku na rok zyskuje na prestiżu, nic zatem dziwnego, że w tegorocznej już szóstej edycji tej imprezy obsada będzie bardzo mocna. Na starcie pojawi się wiele gwiazd „królowej sportu”, w tym rzecz jasna cała czołówka polskiej lekkiej atletyki. Do Torunia przyjadą m. in. serbska skoczkini w dal Ivana Spanovic, szwedzki tyczkarz Armand Duplantis, czy brytyjski płotkarz Andrew Pozzi. Organizatorzy zaplanowali bieg na 800 metrów na koniec mityngu, bo jego obsada jest niebywale mocna. Dość powiedzieć, że nasz mistrz Adam Kszczot uwzględniając ubiegłoroczne rezultaty zgłoszonych do udziału w tej konkurencji, ma dopiero szósty rezultat w stawce.
„Uwielbiam startować w Toruniu i to nie tylko dlatego, że dwa razy udało mi się tu wygrać. Każdego roku obsada jest mocniejsza, więc zwyciężać jest coraz trudniej, ale na trybunach są tłumy fanów, a ich doping naprawdę potrafi uskrzydlać” – zapewnia Iga Baumgart-Witan. W Copernicus Cup jej rywalką będą m. in. jej koleżanki ze sztafety 4×400 m, z mistrzynią Europy Justyną Święty-Ersetic na czele oraz rekordzistką toruńskiego mityngu Szwajcarka Lea Sprunger.
Największym hitem mityngu ma być jednak konkurs skoku o tyczce mężczyzn, w którym udział zapowiedzieli najlepsi specjaliści w tej konkurencji – oprócz Polaków Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego, także wicemistrz świata Szwed Armand Duplantis, Rosjanin Timur Morgunow, Kanadyjczyk Shawnacy Barber i Grek Konstantinos Filippidis. Interesująco zapowiada się też pojedynek w pchnięciu kulą między dwójka naszych najlepszych zawodników Michałem Haratykiem i Konradem Bukowieckim. W toruńskim mityngu lekkoatleci rywalizować będą w 11 konkurencjach – ośmiu biegowych i trzech technicznych. ORLEN Copernicus Cup 2020 będzie czwartym w tegorocznym World Athletics Indoor Tour. Cykl siedmiu zawodów rozpocznie się 25 stycznia w Bostonie, a zakończy 21 lutego w Madrycie.
Organizatorom zależy na perfekcyjnym przebiegu imprezy, bowiem Toruń będzie w 2021 roku gospodarzem Halowych Mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Na tegoroczny Copernicus Cup przyjedzie więc delegacja europejskiej federacji, która oceni mityng także pod kątem przygotowań to przyszłorocznych HME.

Srebrny medal Fiodorow

Nasi lekkoatleci ze zmiennym szczęściem rywalizują w trwających od piątku mistrzostwach świata w Katarze. W sobotę pierwsze trofeum dla biało-czerwonych wywalczyła Joanna Fiodorow, zdobywając srebrny medal w rzucie młotem. Kompletnym fiaskiem zakończył się natomiast występ Piotra Małachowskiego w rzucie dyskiem. Dwukrotny srebrny medalista olimpijski nie zakwalifikował się nawet do finału.

Japończyk Yusuke Suzuki z bardzo słabym czasem 4:04.20 jako pierwszy przekroczył metę nad ranem w niedzielę, kilka minut po godzinie 3:30 czasu lokalnego, wygrywając chód sportowy mężczyzn na dystansie 50 km podczas mistrzostw świata w Dausze. O medale walczyło trzech Polaków, a najlepsze 13. miejsce zajął Rafał Augustyn. Polak miał jednak na mecie ogromne pretensje do arbitrów, bo przez ich niekompetencję musiał zaliczyć dodatkową dwukilometrową pętlę. „Takiego bałaganu na imprezie tej rangi jeszcze nie widziałem” – skomentował incydent obserwujący rywalizację chodziarzy czterokrotny mistrz olimpijski w tej dyscyplinie sportu Robert Korzeniowski.

To tylko jeden z wielu krytycznych opinii o odbywających się w tych dniach mistrzostwach świata w Katarze. Pod adresem organizatorów zewsząd spływają pretensje, głównie za nie najlepsze warunki jakie zapewnili uczestnikom światowego czempionatu. Także w polskiej ekipie nie brakuje głosów. Na kiepskie wyżywienie żaliła się na przykład nasza skoczkini wzwyż Kamila Lićwinko. Inni skarżyli się na fatalne warunki sanitarne w kwaterach.
Ostatecznie jednak najistotniejsze są wydarzenia dziejące się na stadionie. W sobotnich zmaganiach nasi lekkoatleci radzili sobie ze zmiennym szczęściem. Najlepiej wypadał młociarka Joanna Fiodorow, która wywalczył srebrny medal. To pierwsze trofeum zdobyte na tej imprezie przez naszych lekkoatletów. Triumfowała Amerykanka DeAnna Price, a trzecia była Chinka Zheng Wang. To pierwszy medal dla Polski na tegorocznych mistrzostwach globu.

Polka już w pierwszej próbie posłała młot na odległość 76,35 m, co jest jej rekordem życiowym. To wystarczyło do zajęcia miejsca na podium. Amerykanka Price wygrała z wynikiem 77,54 m. Trzecia w rywalizacji Chinka Wang rzuciła 74,76 m. W eliminacjach odpadła Malwina Kopron. 30-letnia Fiodorow to dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw Europy. Na podium stawała w 2014 roku w Zurychu i cztery lata później w Berlinie.

W innych konkurencjach wiodło sie naszym sportowcom różnie. Adam Kszczot zajął piąte miejsce w swojej serii biegu na 800 m, ale szczęśliwie przeszedł do półfinału. Awans dał mu rezultat 1.46,20. Do półfinałów kwalifikowało się bezpośrednio trzech najlepszych z sześciu serii oraz pozostałych sześciu najszybszych zawodników. Najszybciej w eliminacjach pobiegł Kenijczyk Emmanuel Kipkurui – 1.45,16. Półfinały tej konkurencji odbyły się w niedzielę po zamknięciu wydania. Klęską zakończył się natomiast występ trzech naszych dyskoboli. Piotr Małachowski uzyskał 17. rezultat kwalifikacji (62,20 m), Bartłomiej Stój 22. (61,79 m), a Robert Urbanek 23. (61,78 m). Zawiódł zwłaszcza Małachowski. Forma byłego mistrza świata i Europy oraz dwukrotnego srebrnego medalisty olimpijskiego, w ostatnim czasie wyraźnie szła w górę, a na treningach miotał dysk regularnie na odległości 68 m.

Dlaczego w sobotę zawiódł? „Myślałem o odległościach, a nie o tym, jak poprawnie powinienem wykonać rzut. Po raz kolejny nie potrafiłem sobie poradzić. Dlatego po wojskowych mistrzostwach świata w Wuhan muszę się zastanowić, czy dalej trenować. Może już szkoda na mnie pieniędzy podatników. Są młodzi, w których warto inwestować” – stwierdził podłamany słabym występem Małachowski. Ciekawe, ilu zawodników w polskiej ekipie po tym czempionacie najdzie podobna refleksja…

 

Oni powalczą w Katarze

Polski Związek Lekkiej Atletyki ogłosił skład kadry na rozpoczynające się 27 września mistrzostwach świata w Dausze. W reprezentacji biało-czerwonych wystartuje 19 zawodniczek i 25 zawodników. Władze PZLA realnie oceniają medalowe szanse naszych lekkoatletów na 4-5 krążków, ale liczą na więcej.

Przed dwoma laty w mistrzostwach globu w Londynie reprezentanci Polski wywalczyli osiem miejsc na podium. Dwa złote medale wywalczyli w rzucie młotem Anita Włodarczyk i Paweł Fajdek, dwa srebrne tyczkarz Paweł Lisek i średniodystansowiec Adam Kszczot, a cztery brązowe Malwina Kopron i Wojciech Nowicki w rzucie młotem, Kamila Lićwinko w skoku wzwyż oraz kobieca sztafeta 4×400 m w składzie Małgorzata Hołub, Iga Baumgart, Aleksandra Gaworska, Justyna Święty, Patrycja Wyciszkiewicz i Martyna Dąbrowska. Powtórzenie tego dorobku w Katarze będzie bardzo trudne do osiągnięcia, choć szans medalowych nasi lekkoatleci będą mieli więcej. Wpływ na rezultaty będą miały jednak nie tylko forma sportowa, lecz także odporność na upały i tzw. dyspozycja dnia, a także odpowiednia motywacja, bo zwykle o tej porze roku lekkoatleci są już na urlopach. Decyzja IAAF o przyznaniu organizacji mistrzostw Katarowi nie była fortunna, zwłaszcza że to rok przedolimpijski. Jeszcze nigdy w historii mistrzostwa świata nie odbywały się na przełomie września i października. Właśnie dlatego wszyscy podchodzą do tego terminu sceptycznie.

W 44-osobowej polskiej ekipie znalazło się wielu utytułowanych zawodników, jak dwukrotny wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem Piotr Małachowski, trzykrotny mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek, mistrz świata w skoku o tyczce Paweł Wojciechowski czy dwukrotny wicemistrz globu na 800 m Adam Kszczot. W kadrze zabrakło natomiast płotkarki Klaudii Siciarz, która poprosiła o zwolnienie ze startu, nie ma też kontuzjowanej mistrzyni sprzed dwóch lat młociarki Anity Włodarczyk czy leczącego uraz łokcia oszczepnika Cypriana Mrzygłoda. Są za to lekkoatleci, którzy nie wypełnili wprawdzie minimum, ale dostali zaproszenie od IAAF – Anna Sabat (bieg na 800 m) i Bartłomiej Stój (rzut dyskiem).
Wśród naszych pewniaków do walki o medale z pewnością są obaj młociarze – broniący tytułu Paweł Fajdek i brązowy medalista sprzed dwóch lat Wojciech Nowicki. W tym sezonie obaj umieścili na światowej liście 12 najlepszych wyników. Pozostaje zatem pytanie, który z nich wyjdzie zwycięsko z potyczki w Dausze. Musiałby stać się jakiś kataklizm, żeby obaj nasi młociarze nie stanęli na podium. Szanse na zajęcie medalowego miejsca na pewno mają tyczkarze Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski, młociarki Malwina Kopron i Joanna Fiodorow, średniodystansowcy Marcin Lewandowski i Adam Kszczot, damska sztafeta 4×400 m oraz kulomioci Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk. Lewandowski został zgłoszony na dwóch dystansach (800 m i 1500 m), ale dopiero na miejscu zapadnie decyzja, na którym z nich wystartuje.
Mistrzostwa w Katarze zakończą się 6 października, a kolejny czempionat globu zaplanowano za dwa lata w amerykańskim Eugene.

Kadra Polski na MŚ 2019 w Dosze

Kobiety:
100 m – Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice); 400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice); 800 m – Anna Sabat (CWKS Resovia); 100 m ppł – Karolina Kołeczek (AZS UMCS Lublin); 400 m ppł – Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław); bieg na 3000 m z przeszkodami – Alicja Konieczek (OŚ AZS Poznań); chód na 20 km – Katarzyna Zdziebło (LKS Stal Mielec); skok wzwyż – Kamila Lićwinko (KS Podlasie Białystok); pchnięcie kulą – Paulina Guba (AZS UMCS Lublin), Klaudia Kardasz (KS Podlasie Białystok); rzut dyskiem – Daria Zabawska (AZS UMCS Lublin); rzut młotem – Malwina Kopron (AZS UMCS Lublin), Joanna Fiodorow (OŚ AZS Poznań); rzut oszczepem – Maria Andrejczyk (LUKS Hańcza Suwałki); sztafeta 4×400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice), Aleksandra Gaworska (AZS AWF Kraków), Małgorzata Hołub-Kowalik (KL Bałtyk Koszalin), Patrycja Wyciszkiewicz (OŚ AZS Poznań).

Mężczyźni:
800 m – Adam Kszczot (RKS Łódź), Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); 1500 m – Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); 110 m ppł – Damian Czykier (KS Podlasie Białystok); 400 m ppł – Patryk Dobek (MKL Szczecin); bieg na 3000 m z przeszkodami – Krystian Zalewski (Barnim Goleniów); chód na 20 km – Dawid Tomala (KU AZS Politechniki Opolskiej); chód na 50 km – Rafał Augustyn (LKS Stal Mielec), Artur Brzozowski (AZS AWF Katowice), Rafał Sikora (AZS AWF Katowice); skok o tyczce – Piotr Lisek (OSOT Szczecin), Robert Sobera (AZS AWF Wrocław), Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); pchnięcie kulą – Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn), Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała), Jakub Szyszkowski (AZS AWF Katowice); rzut dyskiem – Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), Bartłomiej Stój (KU AZS Politechniki Opolskiej), Robert Urbanek (MKS Aleksandrów Łódzki); rzut młotem – Paweł Fajdek (KS Agros Zamość), Wojciech Nowicki (KS Podlasie Białystok); rzut oszczepem – Marcin Krukowski (KS Warszawianka); dziesięciobój – Paweł Wiesiołek (KS Warszawianka); sztafeta 4×400 m – Łukasz Krawczuk (WKS Śląsk Wrocław), Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław), Wiktor Suwara (AZS AWF Warszawa).

 

Polacy filarami Europy

Europejscy lekkoatleci okazali się lepsi od amerykańskich i pewnie wygrali rozegrany w Mińsku towarzyski mecz Europa – USA. Polacy wnieśli znaczący wkład w to zwycięstwo.

Reprezentacja Europy pokonała reprezentację Stanów Zjednoczonych 724,5 – 601,5. Rozegrane w Mińsku zawody dostarczyły wielu emocji, a w wielu konkurencjach główne role odegrali polscy lekkoatleci. W konkursie rzutu młotem pierwsze miejsca zajął Paweł Fajdek, a drugi był Wojciech Nowicki. W rywalizacji pań w tej konkurencji pod nieobecność kontuzjowanej Anity Włodarczyk najlepsza była Joanna Fiodorow. W biegu na 400 metrów trzecie miejsce wywalczyła Iga Baumgart-Witan (Justyna Święty-Ersetic była 6.). W biegu na 400 metrów panów Karol Zalewski minął metę na 5. pozycji. W pchnięciu kulą drugą lokatę zajął Konrad Bukowiecki, który po raz pierwszy w karierze w jednym konkursie trzykrotnie przekroczył barierę 21,70 m. Świetnie spisał się Adam Kszczot, który był drugi w biegu na 800 m.

Znakomicie wypadli nasi tyczkarze – Piotr Lisek zakończył konkurs na 2. miejscu, a Paweł Wojciechowski na 3. W biegu na 400 m ppł Patryk Dobek zajął czwarte miejsce, ale uzyskał bardzo dobry czas. W rzucie dyskiem mężczyzn Piotr Małachowski uplasował się na 2. miejscu, przegrywając jedynie z Lucasem Weisshaidingerem. Na 2. miejscu bieg na 100 m ppł ukończyła także Karolina Kołeczek.

Ostatecznie reprezentacja Europy pokonała Stany Zjednoczone 724.5:601.5. Polscy lekkoatleci zdobyli w sumie 91 punktów w występach indywidualnych. W sobotę 14 września kibice będą mieli okazję zobaczyć na żywo występy większości z nich na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Tego dnia odbędzie się tam 10. Memoriał Kamili Skolimowskiej.

 

Polacy w kadrze Europy

PZLA poinformował, że w kadrze Europy na spotkanie z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, które odbędzie się w dniach 9-10 września w Mińsku, znalazło się 16 polskich lekkoatletów.

Do reprezentacji Starego Kontynentu powołano zawodników z 31 krajów. Najliczniej w kadrze Europy reprezentowana będzie Wielka Brytania (24 lekkoatletów), ale druga siłą będą w niej biało-czerwoni. Gospodarze zawodów, Białorusini, wystawią 10 zawodników. PZLA poinformował, że w grupie wybranej do udziału w meczu z ekipą Stanów Zjednoczonych znaleźli się Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Adam Kszczot, Piotr Lisek, Paweł Wojciechowski, Michał Haratyk czy Piotr Małachowski.

Mecz Europa – USA zostanie rozegrany 9 i 10 września na stadionie Dynama Mińsk. Relację z imprezy pokaże Telewizja Polska. Polscy lekkoatleci powołani do kadry Europy na spotkanie z USA w Mińsku: Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Karol Zalewski (bieg na 400 metrów), Adam Kszczot (bieg na 800 m), Sofia Ennaoui (bieg na 1500 m), Karolina Kołeczek (biega na 100 m ppł), Patryk Dobek (400 m ppł), Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski (skok o tyczce), Paulina Guba, Konrad Bukowiecki, Michał Haratyk (pchnięcie kulą), Piotr Małachowski (rzut dyskiem), Joanna Fiodorow, Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki (rzut młotem).

W Mińsku w każdej konkurencji indywidualnej rywalizować będzie czwórka Amerykanów i czwórka Europejczyków. Startujący zawodnicy, oprócz niekwestionowanego prestiżu, mogą też liczyć na sute premie. Pula nagród w każdej z indywidualnych konkurencji wynosi 23 000 euro. Z tej kwoty dla zwycięzcy przewidziano nagrodę w wysokości siedmiu tysięcy euro.

 

Kadra Polski na DME

Reprezentacja Polski w lekkoatletycznych drużynowych mistrzostwach Europy, które w dniach 9-11 sierpnia odbędą się w Bydgoszczy, wystąpi niemal w najsilniejszym składzie.

Dwa lata temu DME rozegranych w Lille nasi lekkoatleci zajęli drugie miejsce, najlepsze w historii ich startów w drużynowych zmaganiach. W klasyfikacji generalnej przegrali tylko z ekipą Niemiec. W Bydgoszczy też zamierzają powalczyć o miejsce na podium, może nawet te najwyższe. Polski Związek Lekkiej Atletyki, obchodzący stulecie założenia, chce uczcić jubileusz zwycięstwem i dlatego wystawił mocny skład. Z największych tuzów naszej „królowej sportu” zabraknie jedynie kontuzjowanej Anity Włodarczyk.

Kadra biało-czerwonych na tegoroczne DME liczy 54 osoby. Są wśród nich m.in. znajdujący się ostatnio w znakomitej formie kulomiot Michał Haratyk i tyczkarz Piotr Lisek. Obaj ustanowili w tym sezonie rekordy kraju – pierwszy pchnął kulę na odległość 22,32 m, a drugi pokonał poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,02 m. Mocnymi punktami polskiej reprezentacji powinni być też średniodystansowcy. Na 800 m pobiegnie Adam Kszczot, a na 1500 m Marcin Lewandowski. W sprincie na 100 m pań liczymy na Ewę Swobodę, na 200 m na Annę Kiełbasińską, zaś na 400 m na aktualną mistrzynię Europy Justynę Święty-Ersetic.
O dobry wynik powinna powalczyć te sztafeta pań 4×400 m oraz płotkarka Karolina Kołeczek, która z rezultatami w granicach 12,70 s plasuje się w europejskich czołówce. W rzucie młotem Włodarczyk zastąpi Joanna Fiodorow, która obiecuje w tej części sezonu rzuty ponad 75 metrów. W rywalizacji młociarzy PZLA wystawi natomiast aktualnego mistrza Europy Wojciecha Nowickiego.

 

Diamentowa Liga w Londynie

Marcin Lewandowski zajął trzecie miejsce w biegu na 800 metrów rozegranym podczas mityngu Diamentowej Ligi w Londynie. Nasz znakomity średniodystansowiec uzyskał swój najlepszy w tym sezonie wynik – 1.43,74, wypełniając minimum na przyszłoroczne igrzyska w Tokio.

Lewandowski zapewnił sobie miejsce w finałowych zawodach Diamentowej Ligi. Bieg w Londynie wygrał Kenijczyk Ferguson Rotich z czasem 1.43.14. Drugi z naszych biegaczy, Adam Kszczot, tym razem zajął dopiero siódmą lokatę, , lecz on również pobiegł najszybciej w tym sezonie (1.44,61).

Piąte miejsce na 400 m zajęła Justyna Święty-Ersetic. Polka uzyskała czas 51,58. Bieg wygrała Jamajka Shericka Jackson (50,69), przed rodaczką Stephanie Ann McPherson (50,74), Brytyjką Laviai Nielsen (50,83) i kolejną Jamajką Anastasią le-Roy (51,46). Dopiero 12. pozycję wracająca po kontuzji Sofia Ennaoui była 12. na 1500 m. Polka uzyskała jednak bardzo dobry czas – 4:04.06 daje jej prawo występu podczas MŚ 2019 i igrzysk w Tokio. W tym roku jeszcze nie biegała szybciej, w hali nie złamała bariery 4:05. Zwyciężyła Brytyjka Laura Muir (3.58,25), druga była Kenijka Winny Chebet (3.59,93), a trzecia Kanadyjka Gabriela Debues-Strafford, która wynikiem 4.00,26, ustanowiła rekord kraju.

W sztafecie 4×100 nasze sprinterki w składzie Kamila Ciba, Katarzyna Sokólska, Martyna Kotwiła i Ewa Swoboda zajeły szóste miejsce. Wydarzeniem mityngu był bieg Karstena Warholma na 400 m przez płotki. Norweg uzyskał czas 47.12 s i pobił rekord Europy. Jako pierwszy zawodnik ze Starego Kontynentu z tym czasem znalazł się w „10” wszech czasów (na siódme miejsce). Znakomicie spisała się też Jamajka Danielle Williams, autorka siódmego czasu w historii na 100 m przez płotki (12,32 s).

 

Sześć metrów Liska

Piotr Lisek poprawił rekord Polski w skoku o tyczce. Podczas mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie wygrał wynikiem 6,01 m. To najlepszy w tym roku wynik na świecie.

Drugie miejsce w Lozannie zajął Amerykanin Sam Kendricks, który zakończył konkurs na wysokości 5,95. Trzeci był mistrz Europy z zeszłego roku z Berlina – niespełna 20-letni Szwed Armand Duplantis – 5,81. Paweł Wojciechowski skoczył 5,61 m, co dało mu szóste miejsce. Lisek jest jedynym Polakiem, który skoczył o tyczce sześć metrów. W piątek dokonał tego po raz drugi. Dwa lata temu skoczył 6,00 na zawodach przeprowadzonych w centrum handlowym w Poczdamie i dlatego wynik zaliczany jest jako halowy.

Zawody w Lozannie dobrze wspominać będzie także Kamila Lićwinko. W swoich trzecich zawodach po macierzyńskiej przerwie skoczyła wzwyż 1,94 m i wypełniła minimum PZLA na jesienne mistrzostwa świata w Dausze. Ten wynik dał jej piątą lokatę, ale brązowa medalistka mistrzostw świata może być optymistką, bo z konkursu na konkurs prezentuje się lepiej. Niepokonana pozostaje z kolei Maria Lasickiene. Startująca pod neutralną flagą Rosjanka niemal na zawołanie skacze dwa metry. Tym razem zwycięstwo dał jej wynik 2,02 m.

Najlepsze tegoroczne wyniki na świecie pobiegli na dystansie 1500 m Kenijczyk Timothy Cheruiyot – 3.28,77 i na 200 m Amerykanin Noah Lyles – 19,50 s. Aż trzem zawodniczkom udało się zejść poniżej 11 sekund na 100 m. Najlepsza była mistrzyni olimpijska Jamajka Shelly-Ann Fraser-Pryce – 10,74 s. Na tym samym dystansie, ale u panów triumfował Amerykanin Justin Gatlin – 9,92 s. Na 800 m Marcin Lewandowski był ósmy, a i Adam Kszczot dziewiąty.