Dlaczego Kot już nie lata?

Przed czekającymi nas w najbliższy weekend konkursami w Zakopanem liderem w ekipie naszych skoczków jest Dawid Kubacki. Po efektownych zwycięstwach w Titisee-Neustadt zajmuje w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata czwarte miejsce, najwyższe z Polaków. Jego znakomite wyniki przełożyły się też na zarobki. Na liście krezusów tego sezonu jest obecnie trzeci.

Kubacki w tym roku zdominował rywalizację w Pucharze Świata. Licząc od noworocznych zawodów w Ga-Pa, Polak zdobył 560 punktów do klasyfikacji Pucharu Świata, o 101 więcej niż lider Karl Geiger. Przypomnijmy, że nasz skoczek w styczniu zwyciężył w Bischofshofen i dwukrotnie w Titisee-Neustadt (łącznie 300 pkt.) oraz zajął drugą lokatę w Innsbrucku (80 pkt.), a także trzy trzecie miejsca – w Garmisch-Partenkirchen i dwa razy w Val di Fiemme (za każde otrzymał 60 pkt).
Trzeci w klasyfikacji najlepszych skoczków tego roku, za Kubackim i Geigerem, jest Stefan Kraft (w styczniu wywalczył 384 pkt). Z polskich skoczków w czołowej dziesiątce najlepszych zawodników w tym roku uplasowali się jeszcze Piotr Żyła (8. pozycja i 189 pkt), dziewiąty w tym zestawieniu Kamil Stoch (187 pkt).
Ale w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata liderem pozostaje Karl Geiger z dorobkiem 886 punktów, druga lokatę zajmuje Stefan Kraft (803 pkt), a trzecią Japończyka Ryoyu Kobayashi (795 pkt). Tuż za nim jest Kubacki, który ma na koncie 764 punkty.
Dobra passa zapewniła Kubackiemu trwałe miejsce w historii polskich skoków narciarskich, bowiem w Titisee-Neustadt po raz siódmy i ósmy z rzędu stanął na podium zawodów Pucharu Świata. Takiej serii nie mieli przed nim nawet Adam Małysz i Kamil Stoch, a bycie w czymś lepszym od takich tuzów jest już wartością sama w sobie.
Premie finansowe za sukcesy zapewniły też Kubackiemu awans na trzecie miejsce na liście płac Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Na jego konto tylko z tytułu oficjalnych premii za zajmowane miejsca w zawodach wpłynęło już 91 200 franków szwajcarskich (ok. 360 000). W tej kwocie nie uwzględniono dodatkowej premii jaką otrzymał za triumf w klasyfikacji końcowej Turnieju Czterech Skoczni (20 tys. franków szwajcarskich).
Przypomnijmy, że FIS za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym płaci 10 tys. franków, za drugie – 8 tys., a za trzecie – 6 tys. Za zajęcie 30. miejsca, ostatniego punktowanego w zawodach, FIS płaci symboliczne 100 franków. W konkursach drużynowych premia do podziału dla zwycięzców wynosi 7500 franków. Rzecz jasna te oficjalne premie nie są jedynymi dochodami skoczków.
Na czele listy płac znajduje się Stefan Kraft, który w 15 konkursach zarobił łącznie 109 300 franków szwajcarskich (ok. 432 tys. złotych), a lider klasyfikacji generalnej Karl Geiger plasuje się w tym zestawieniu na drugim miejscu z dorobkiem 99 400 franków. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch zarobił w tym sezonie na razie 59 150 franków (ok. 233 500), co daje mu szósta lokatę w stawce krezusów, a Piotr Żyła jest dziesiąty z dorobkiem 43 950 franków (ok. 173 500). Pozostali nasi reprezentanci znacznie odstają od tego tercetu. Jakub Wolny zarobił dotąd 14 200 franków (ok. 55 000 złotych), Maciej Kot 3700 franków (ok. 14 500 zł), a Stefan Hula 3100 franków (ok. 12 000 zł).
W każdej klasyfikacji obecnego sezonu widać rażącą dysproporcję między należącymi do czołówki Kubackim, Stochem i Żyłą, a pozostałymi zawodnikami w kadrze biało-czerwonych. Nikt nie potrafi wytłumaczyć dlaczego Kot, Wolny i Hula, nie mówiąc o Klemensie Murańce i Aleksandrze Zniszczole, tak bardzo odstają od czołowej trójki naszych skoczków. Dla trenera kadry Michala Doleżala to poważny problem, bo w tej chwili tak naprawdę nie ma on dobrego kandydata na czwartego zawodnika w drużynie, a w najbliższą sobotę na Wielkiej Krokwi w Zakopanem odbędzie się przecież kolejny w tym sezonie konkurs drużynowy.
Dlaczego Stefan Hula, a przede wszystkim Maciej Kot, tak słabo spisują się w bieżącym sezonie Pucharu Świata? Nawet taki autorytet jakim jest Adam Małysz ma problem z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie. Za trenerskiej kadencji Stefana Horngachera Hula potrafił odnosić życiowe sukcesy, zaś Kot pokazał, że drzemie w nim potencjał nie mniejszy, niż dostrzegano już wtedy w Kubackim. Ale kryzys formy Kota nie nastąpił po zmianie selekcjonera, bo już Horngacher w ostatnim roku swojej pracy z polska kadrą miał z nim problem i jak pamiętamy, nie zabrał go na mistrzostwa świata w Seefeld. Pod wodzą Michala Doleżala Maciej Kot nie stał się lepszym skoczkiem, wręcz przeciwnie – trwale wypadł z czołówki Pucharu Świata.
„Stefan Hula i Maciek Kot potrzebują spokojnego treningu. Oni naprawdę dobrze przepracowali całe lato i dlatego teraz nie wiemy, co się z nimi dzieje i dlaczego tak źle skaczą” – przyznał w rozmowie z TVP Sport Adam Małysz, dyrektor ds. skoków i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim. Ale wielkiego wyboru nie ma, bo lepszych od nich zawodników na zapleczu kadry po prostu nie ma.
Pozostaje żywić nadzieje, że na dobrze im znanej skoczni w Zakopanem wszyscy zgłoszeni do zawodów nasi skoczkowie, nie tylko Kubacki, Stoch i Żyła, będą szybować daleko. Czeski selekcjoner biało-czerwonych po naradzie z całym sztabem szkoleniowym PZN zdecydował, że w konkursie indywidualny wystartuje tylko dziewięciu naszych reprezentantów (PZN mógł wystawić d wunastu). Na Wielkiej Krokwi zobaczymy zatem obok Dawida Kubackiego, Kamila Stocha i Piotra Żyły, także Stefana Hulę, Macieja Kota, Aleksandra Zniszczoła, Jakuba Wolnego, Andrzeja Stękałę i Adama Niżnika.

Polskie podium w Zakopanem

To był udany występ polskich skoczków w Letniej Grand Prix w Zakopanem. W sobotę biało-czerwoni zajeli drugie miejsce w konkursie drużynowym, przegrywając jedynie z Japończykami, ale w niedzielę zdominowali rywalizacje w konkursie indywidualnym. Wygrał Kamil Stoch przed Dawidem Kubackim, a w czołowej ósemce znalazło się aż czterech naszych zawodników.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni w pierwszej serii mocno rozczarowali licznie przybyłych pod Wielką Krokiew kibiców, bo zajmowali dopiero piątą lokatę. Drugie próby w wykonaniu Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego były już jednak zdecydowanie lepsze i nasza reprezentacja wywindowała się ostatecznie na drugie miejsce. Znakomicie spisał się zwłaszcza Kubacki, który oddał dwa znakomite skoki. Rywalizację wygrali Japończycy, którzy byli liderami po pierwszej serii i pokonali biało-czerwonych różnicą 10,8 pkt. Na najniższym stopniu podium stanęli Norwegowie.
W niedzielnym konkursie indywidualnym, oprócz Stocha, Kubackiego, Wolnego i Żyły, w naszych barwach wystartowali jeszcze Aleksander Zniszczoł, Maciej Kot i Stefan Hula. Już po serii próbnej nastroje kibiców były wyborne, bo nasi skoczkowie uzyskiwali świetne rezultaty, zwłaszcza zaś Stoch, który był zdecydowanie najlepszy w całej stawce. Znakomicie skakał też bohater „drużynówki” Kubacki, zajmując trzecie miejsce w zestawieniu próbnych skoków.

Konkurs odbył się jednak w trudnych i zmiennych warunkach. Z siódemki Polaków pierwszy na belce stanął Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski poszybował na odległość 137,5 metra i objął prowadzenie. Słabo spisał się Stefan Hula, który osiągnął tylko 112 metrów i było jasne, że w drugiej serii nie wystartuje. Zdecydowanie lepiej wypadł Aleksander Zniszczoł lądując na 128 metrze. Sprzyjające warunki wykorzystał Japończyk Yukiya Sato, który wynikiem 145 m poprawił o jeden metr letni rekord skoczni w Zakopanem. Skaczący po nim Jakub Wolny wylądował pięć metrów bliżej. Niewiele gorzej wypadł Piotr Żyła, który uzyskał 138 m. Taką sama odległość wpisał na swoje kontro Dawid Kubacki. Tylko Maciej Kot z wynikiem 125 m musiał obawiać się o awans do drugiej rundy. Ale na trybunach trwała fiesta, bo po pierwszej serii prowadził wprawdzie Sato, lecz za nim byli Wolny, Stoch, Żyła i Kubacki.

Rywalizację w serii finałowej mocno psuła zmienna aura, ale ostatecznie udało się ją dokończyć. Zmagania najlepszej dziesiątki zawodników zapoczątkował Japończyk Yuken Iwasa, skacząc 133,5 metra. Pojawienie się na rozbiegu Kubackiego oznaczało początek decydujących rozstrzygnięć. Nasz skoczek nie zawiódł oczekiwań i skoczył 134,5 m, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w konkursie. Żyła skoczył 3,5 metra i nie wyprzedził kolegi z reprezentacji. Sztuki tej dokonał jedynie Stoch. Lider naszej kadry w drugiej próbie zaliczył odległość 132,5 m i wyprzedził Kubackiego zaledwie o 0,7 pkt. Jakub Wolny nie wytrzymał presji i wylądował na 125 metrze, co zapewniło mu siódmą lokatę. Jako ostatni na belce usiadł świeżo upieczony rekordzista zakopiańskiej Sato. Japończyk w drugiej próbie skoczył jednak znacznie gorzej, bo tylko 131 m i ostatecznie zajął w konkursie trzecie miejsce, za Stochem i Kubackim. Żyła zakończył rywalizację na szóstej pozycji, a Zniszczoł na dwudziestej pierwszej. Maciej Kot ukończył zawody na 31. miejscu, a najsłabszy z naszych zawodników Stefan Hula na 48.

Znakomity występ polskich skoczków zapewnił im awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów. Biało-czerwoni poprawili swój dorobek do 1355 pkt. Drugą lokatę zajmują Japończycy (1259 pkt), trzecią Słowenia (1143 pkt), czwartą Niemcy (1123 pkt), piątą Norwegia (1075 pkt), szóstą Austria (592 pkt), siódmą Rosja (402 pkt), a ósmą Szwajcaria (197 pkt).
Nasza ekipa może jednak, mimo sporej przewagi, stracić pozycje lidera, bo na kolejne zawody w ramach Letniej Grand Prix w Hakubie nie pojada nasi najlepsi skoczkowie. Trener Michal Doleżal do Japonii wysyła zawodników z kadry B. Będzie im trudno nawiązać walkę z gospodarzami zawodów.

 

Mocna kadra na skoki w Zakopanem

Polski Związek Narciarski ogłosił składy kadry na zawody Letniej Grand Prix w Zakopanem. Biało-czerwoni wystąpią w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Maciej Kot, Stefan Hula oraz Aleksander Zniszczoł. W piątek 16 sierpnia odbędą się kwalifikacje, w sobotę konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny.

Zakopane po raz ostatni gościło zawody Letniej Grand Prix w 2011 roku. W tamtej imprezie z Polaków najlepiej spisał się Stoch, który był trzeci. W tegorocznych zmaganiach najwyżej z naszych skoczków sklasyfikowany jest Dawid Kubacki, który zajmuje siódme miejsce z dorobkiem 70 punktów. Ale Kubacki, Stoch i Żyła w Zakopanem wystartują dopiero po raz drugi w tym sezonie.

W klasyfikacji generalnej prowadzi Słoweniec Timi Zajc (200 pkt), przed Niemcem Karlem Geigerem (172) i Rosjaninem Jewgienijem Klimowem (105). W najbliższy weekend odbędą się też zawody Letniego Pucvharu Kontynentalnego we Frensztacie z udziałem Klemensa Murańki, Tomasza Pilcha, Andrzeja Stękały, Pawła Wąska i Kacpra Juroszka. Na tej czeskiej skoczni wystartują tez panie. W naszych barwach o punkty LGP kobiet powalczą Kinga Rajda, Joanna Szwab, Anna Twardosz i Nicole Konderla.

 

Drużyna na medal

W rozegranym w sobotę konkursie drużynowym Letniej Grand Prix w Wiśle nowy trener polskiej reprezentacji Michal Doleżal miał powody do zadowolenia, bo jego podopieczni pokonali wyraźnie zespół Niemiec prowadzony od tego sezonu przez byłego selekcjonera biało-czerwonych, Austriaka Stefana Horngachera.

Pierwsze starty w nowym sezonie zawsze są wielką niewiadomą, ale na tegoroczną inaugurację Letniej Grand Prix kibice skoków narciarskich w Polsce czekali chyba z większym zainteresowaniem niż w kilku poprzednich latach. Ciekawiło ich jak wypadną nasi zawodnicy prowadzeni już przez nowego szkoleniowca, Czecha Michala Doleżala, który w marcu zastąpił na tym stanowisku Stefana Horngachera. Austriak jak powszechnie wiadomo po długich rozterkach ostatecznie wybrał pracę z reprezentacją Niemiec i właśnie konfrontacja jego zawodników z polskimi miała być hitem zmagań na skoczni imienia Adama Małysza w Wiśle.

Przed konkursem atmosferę podgrzał trochę prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, pozwalając sobie na kilka krytycznych uwag pod adresem austriackiego szkoleniowca. A że przy okazji nie szczędził pochwał Doleżalowi, było jasne, że po zawodach nie obejdzie się bez porównań efektów pracy tych trenerów, do niedawna przecież pracujących wspólnie z polską kadrą.

Najbardziej miarodajnym sprawdzianem miał być sobotni konkurs drużynowy. Po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego turnieju indywidualnego trener Doleżal postanowił, że do żelaznego kwartetu naszych zawodników, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły, dołączy skoczek z kadry B Aleksander Zniszczoł, który zaimponował dalekimi skokami.
Czeski szkoleniowiec nie popełnił kadrowej pomyłki, bo w polskim kwartecie nie zawiódł nikt. Najlepszy wynik uzyskał wyrastający na lidera naszej reprezentacji Kubacki, który skokami na odległość 131,5 oraz 128,5 m osiągnął najwyższą indywidualną notę w naszym zespole. Lepszy od niego był tylko rewelacyjny Rosjanin Jewgienij Klimow. W sobotę zdecydowanie dalej niż w piątkowych kwalifikacjach skakał Kamil Stoch. Szczególnie imponująca była druga próba trzykrotnego mistrza olimpijskiego, w której uzyskał aż 134,5 metra. W sumie obie próby zapewniły mu w „drużynówce” czwarty indywidualny wynik. Na Stochu większe wrażenie zrobiły jednak polski hymn odśpiewany przez polskich kibiców podczas dekoracji. „Śpiewać Mazurka Dąbrowskiego z tysiącami kibiców to niesamowite przeżycie, które nigdy się nie znudzi” – podkreślał lider naszej kadry.

Solidnie skakał też Piotr Żyła, który zaliczył 128 i 130 metrów i indywidualnie był szósty. Do swoich utytułowanych kolegów poziomem dostosował się też Zniszczoł. Jego skoki na odległość 125i 124,5 m też przyczynił się do triumfu biało-czerwonych, którzy wygrali konkurs drużynowy” z ogromna przewagą punktową nad drugą Słowenią i trzecią Norwegi. Dopiero na czwartej pozycji zawody ukończyli Niemcy, a za nimi uplasowali się Japończycy, Austriacy, Rosjanie i Czesi. Biało-czerwoni rzecz jasna objęli prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Narodów LGP.

Niedzielny konkurs indywidualny zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Koniec miłości do Stefana

Szef związku narciarskiego Apoloniusz Tajner w końcu szczerze przyznał, co sądzi o byłym trenerze kadry skoczków Stefanie Horngacherze. Prezes PZN stwierdził, że nie żałuje odejścia Austriaka.

W najbliższy weekend na skoczni w Wiśle odbędą się pierwsze zawody Letniej Grand Prix. W niedzielnym konkursie indywidualnym weźmie udział 12 naszych skoczków: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Stefan Hula, Paweł Wąsek, Klemens Murańka, Tomasz Pilch, Andrzej Stękała, Aleksander Zniszczoł i debiutujący w zawodach tej rangi Kacper Juroszek. Prezes Tajner jest optymistą w ocenie formy biało-czerwonych i zapewnia, że jest bardzo zadowolony z pracy wykonywanej przez obecnego szkoleniowca kadry, Czecha Michala Doleżala. Do tego stopnia, że pozwolił sobie nawet na publiczne wyrażenie kilku cierpkich uwag pod adresem poprzednika Doleżala, Stefana Horngachera, który wybrał pracę selekcjonera reprezentacji Niemiec. „W ogóle mi nie żal, że odszedł. Po zakończeniu zimowego sezonu nasi zawodnicy mieli trochę więcej wolnego. Po dwóch i pół roku pracy z Horngacherem troszeczkę zatem odpoczęli, bo przy nim nie było o tym mowy” – powiedział Tajner.

Sternik polskiego narciarstwa ujawnił przy okazji, że trener Doleżal od samego początku zamieszania z przedłużeniem kontraktu Horngachera z PZN był przygotowany i Zdecydowany na zajęcie miejsca austriackiego szkoleniowca. „Sytuacja ze Stefanem za bardzo się przeciągała. Wszyscy wiedzieliśmy, jak to się skończy, dlatego pozostał nam po tej sprawie niesmak” – podsumował prezes PZN.

Tajner chwali Doleżala za zmiany wprowadzone w pracy sztabów szkoleniowych wszystkich reprezentacji, ale dopiero wyniki konkursów w Wiśle zweryfikują jego opinie.

 

Skoki narciarskie: Co się stało z naszą kadrą?

Polscy skoczkowie rozczarowali swoimi wynikami w Turnieju Czterech Skoczni. Był to ich najsłabszy występ w tym sezonie. Biało-czerwoni po konkursie w Bischofshofen stracili prowadzenie w Pucharze Narodów na rzecz Niemców.

W komentarzach po Turnieju Czterech Skoczni pojawiły się opinie, że jest to pierwszy tak głęboki kryzys formy w czasie selekcjonerskiej kadencji Stefana Horngachera. Statystyka punktów zdobywanych na turnieju to potwierdza. W 67. TCS wystartowało siedmiu naszych skoczków (Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Stefan Hula, Maciej Kot i Aleksander Zniszczoł), ale tylko dwóch z nich punktowało w każdym z czterech konkursów – Kubacki i Stoch. Z presją oczekiwań nie poradził sobie Żyła, który pod dwóch konkursach był jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa. Bardzo słabo wypadli Wolny i Hula, którzy zajęli 29. i 36. miejsce w klasyfikacji generalnej TCS. Jeszcze gorzej od nich spisał się Kot, któremu tylko raz udało się awansować do konkursu głównego. Nic dobrego nie da się też powiedzieć o występie Zniszczoła, który dwa razy nie awansował do konkursu głównego, w tych których się przebił nie zdobył żadnego punktu.

Rozczarowanie polskich kibiców jest zrozumiałe, bo w dwóch poprzednich TCS kadra Horngachera notowała w turnieju znakomite wyniki. Dwa lata temu Stoch wygrał, a tuż za nim na podium stanął Żyła. Mogliśmy mieć całe podium, gdyby sędziowie nie popełnił katastrofalnego błędu przy ocenie odległości Daniela Andre Tandego kosztem Macieja Kota. Przed rokiem Stoch ponownie okazał się najlepszy, wygrywając na dodatek wszystkie cztery konkursy, jako drugi skoczek w historii po Niemcu Svenie Hannawaldzie. W tym roku żaden z naszych skoczków nie znalazł się w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej, chociaż Kubacki przegrał trzecią lokatę dosłownie o włos. Stocha chyba przygasiła fenomenalna dyspozycja triumfatora 67. TDC Ryoyu Kobayashiego, który w cuglach wygrał wszystkie cztery konkursy.

W postawie polskich skoczków niepokoi jednak co innego. Zobaczmy jak punktowali w rozegranych w tym sezonie konkursach: Engelberg II konkurs – 198 pkt, Kuusamo I konkurs – 175 pkt, Kuusamo I konkurs – 147 pkt, Garmisch-Partenkirchen (TCS) – 144 pkt, Niżny Tagił I konkurs – 137 pkt, Niżny Tagił II konkurs – 134 pkt, Engelberg I konkurs – 134 pkt, Wisła – 132 pkt, Oberstdorf (TCS) – 122 pkt, Bischofshofen (TCS) – 122 pkt, Innsbruck (TCS) – 59 pkt. Na 11 konkursów indywidualnych trzy najgorsze zdarzyły Polakom właśnie w Turnieju Czterech Skoczni. Zdecydowanie najgorzej wypadli w Innsbrucku, co martwi, bo na tamtejszej skoczni w lutym odbędą się mistrzostwa świata. Trener Horngacher robić się dobrą minę do złej gry, ale wygląda na to, że on sam nie wie, co jest przyczyną tego spadku formy.

 

Zakopane czeka na kolejną fetę

W najbliższy weekend odbędą się zawody PŚ w skokach narciarskich w Zakopanem. Udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów, w tym 12 Polaków: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Stefan Hula, Maciej Kot, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch, Klemens Murańka, Andrzej Stękała i Przemysław Kantyka.

Rywalizacja na Wielkiej Krokwi w Zakopanem rozpocznie się od piątkowych kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy, w którym Polacy będą bronić pierwszego miejsca w klasyfikacji Pucharu Narodów. Warto przypomnieć, że przed rokiem biało-czerwoni triumfowali tu w „drużynówce”. Zakopane to matecznik polskich skoków narciarskich, nie tylko z uwagi na tłumy kibiców obecne na organizowanych tu imprezach, lecz także pod względem liczby zwycięstw. Na Wielkiej Krokwi nasi skoczkowie osiągnęli najwięcej zwycięstw w turniejach Pucharu Świata. Listę zwycięzców otwiera Stanisław Bobak, który 26 stycznia 1980 roku okazał się najlepszy w premierowym konkursie na Średniej Krokwi. Dzień później, już na dużym obiekcie, konkurs wygrał Piotr Fijas. Były to pierwsze trofea polskich skoczków w Pucharze Świata.

22 lata bez triumfu Polaka

Potem nastał czas posuchy, a na kolejne zwycięstwo polskiego zawodnika kibice musieli czekać 22 lata. Pasmo niepowodzeń przerwał dopiero Adam Małysz, który 20 stycznia 2002 roku wygrał ze Svenem Hannawaldem o zaledwie 0,6 pkt. Z kolei 29 stycznia 2005 roku nasz „Orzeł z Wisły” uzyskał taką samą łączną notę za dwa skoki co Norweg Roar Ljoekelsoey (268,9 pkt) i musiał podzielić się z nim triumfem. Ale już następnego dnia Małysz był poza zasięgiem rywali i już sam stanął na najwyższym stopniu podium. Nasz legendarny skoczek o raz ostatni wygrał na Wielkiej Krokwi w cyklu Pucharu Świata 21 stycznia 2011 roku. Dwa dni później w kolejnym konkursie na Wielkiej Krokwi triumfował już jednak Kamil Stoch, który przejął pałeczkę lidera kadry skoczków. Trzykrotny mistrz olimpijski zwyciężał w Zakopanem także w 2012, 2015 oraz 2017 roku. Szczególnie dwa lata temu (22 stycznia 2017) jego triumf stał pod dużym znakiem zapytania. Stoch po pierwszej serii zajmował dopiero szóste miejsce, lecz finałowy skok na odległość 131 metrów, uzyskany przy silnym wietrze w plecy, zapewnił mu pierwszą lokatę. Jeżeli wygra także niedzielne konkurs, nasz mistrz dołączy do Gregora Schlierenzauera i zarazem zostanie pierwszym polskim zawodnikiem z dorobkiem pięciu triumfów w konkursach indywidualnych PŚ rozgrywanych w Zakopanem. Póki co w klasyfikacji wszech czasów dzieli pierwsze miejsce z Małyszem, który także ma na koncie cztery indywidualne triumfy w stolicy polskich Tatr.

Trwa era Kamila Stocha

Nie ulega jednak wątpliwości, że Stoch jest jednym z faworytów niedzielnego konkursu indywidualnego. Niewykluczone, że jego najgroźniejszym konkurentem będzie kolega z kadry Dawid Kubacki, który w Predazzo przerwał serię zwycięstw Ryoyu Kobayashiego. Japończyk rzecz jasna także jest jednym z faworytów zmagań na Wielkiej Krokwi, w których udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów. Kilku wybitnych zawodników jednak z różnych powodów zabraknie, choćby Niemca Andreasa Wellingera. W piątek odbędą się kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego, w sobotę turniej drużynowy. Organizatorzy podają, że mimo napadu zimy i obfitych opadów śniegu sprzedali wszystkie bilety na te imprezy – na kwalifikacje 10 tys. wejściówek, a na drużynówkę i konkurs indywidualny po 23 tysiące.
Burmistrz Zakopanego Leszek Dorula apeluje do kibiców, żeby z uwagi na trudne warunki drogowe, zalegający śnieg i zamknięcie niektórych ulic, poruszać się po Zakopanem pieszo lub komunikacją zbiorową. „Zakopane gościć będzie największą sportową imprezę roku – Puchar Świata w skokach narciarskich. Spodziewamy się tysięcy kibiców, którzy w tych dniach odwiedzą nasze miasto, tworząc niepowtarzalną atmosferę zawodów i fetując wspaniałe wyniki polskich skoczków. Chcąc usprawnić poruszanie się po Zakopanem, w tym roku utrudnione dodatkowo przez intensywne opady śniegu, zwracam się z prośbą o pozostawienie samochodów przy hotelach i pensjonatach oraz korzystanie z komunikacji miejskiej” – zaapelował burmistrz Zakopanego.

Byle tylko pogoda dopisała

Znalezienie miejsca parkingowego może okazać się trudne i czasochłonne, a przejście pieszo z dowolnego miejsca w Zakopanem w rejon Wielkiej Krokwi nie zajmuje więcej niż kilkanaście minut. Dodatkowym utrudnieniem dla kierowców będzie zamknięcie ulic i parkingów w okolicach skoczni narciarskiej.
Kibice nie powinni obawiać się odwołania zawodów. Zakopiańska Stacja Hydrologiczno-Meteorologiczna IMGW-PIB podaje, że pogoda podczas zawodów Pucharu Świata powinna być dobra, chociaż okresowo mogą pojawiać się silniejsze porywy wiatru. Według prognoz opady śniegu mogą powrócić podczas konkursu drużynowego, jednak meteorolodzy uspokajają, że będą one niewielkie i przelotne.

 

Stoch walczył do końca

Po słabym występie polskich skoczków w Insbrucku przed ostatnim konkursem w Bischofshofenszanse na zajęcie wysokiego miejsca zachował jedynie niezawodny Kamil Stoch.

 

Nie możemy być zadowoleni, ale też nie będziemy płakać – przekonywał Adam Małysz po trzecich zawodach Turnieju Czterech skoczni w Innsbrucku. Najlepiej z Polaków wypadł w nich lider kadry Kamil Stoch, który zajął jednak dopiero piątą lokatę. Reszta naszych skoczków wypadła grubo poniżej oczekiwań. Punkty zdobyło w sumie tylko trzech z nich i coś takiego za trenerskiej kadencji Stefana Horngachera zdarzyło się dopiero po raz trzeci. A był to już 58. indywidualny konkurs Pucharu Świata odkąd prowadzi kadrę biało-czerwonych. Dawid Kubacki zajął 18. miejsce, Stefan Hula był 30. Piotr Żyła odpadł w pierwszej serii (42. pozycja) i pogrzebał swoje szanse na dobre miejsce w klasyfikacji generalnej 67. TCS. Jakub Wolny zajął 34. lokatę, a Maciej Kot i Aleksander Zniszczoł w ogóle nie zakwalifikowali się do konkursu.

 

Takie wyniki to rzadkość

Horngacher pracuje z kadrą Polski już trzeci sezon. W poprzednim nasi skoczkowie zanotowali najgorszy wynik w konkursie lotów w Tauplitz. Tam żadne z nich nie wywalczył miejsca w czołowej dziesiątce, ale chociaż w czołowej „30” było ich czterech Polaków. Wówczas 14. był Hula, 17. Żyła, 21. Stoch, a 23. pozycję zajął Maciej Kot. Do klasyfikacji Pucharu Narodów dało to skromne 50 pkt. W piątek w Innsbrucku Stoch zdobył dla nas 45 pkt, Kubacki dorzucił 13, a Hula – jeden. W sumie daje to 59 punktów.

Wynik na skoczni w Bergisel jest znacznie gorszy od tych, jakie Polacy osiągnęli w obu konkursach za kadencji Horngachera, w których do drugiej serii wchodzili tylko w trzyosobowym składzie. W Sapporo 12 lutego 2017 roku nie mieliśmy żadnych powodów do narzekań, bo choć punktowało tylko trzech Polaków, to Stoch wygrał, Kot był czwarty, a Żyła – 12. Dobrze wyglądały też nasze wyniki 2 grudnia 2018 roku, gdy w Niżnym Tagile trójka Żyła, Stoch, Kubacki zajęła odpowiednio trzecią, czwartą i 11. pozycję.

Teraz w Innsbrucku bardzo niewiele zabrakło, by Niemcy odebrali nam pozycję lidera Pucharu Narodów. Prowadzimy w nim od początku sezonu, ale przewaga biało-czerwonych po zawodach w Insbrucku stopniała do 20 punktów. Co prawda Stoch w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata awansował z miejsca szóstego na czwarte, za to Kubacki, który po dwóch niemieckich konkursach TCS był na trzeciej pozycji, po fatalnym występie spadł na siódmą lokatę. Żyła z miejsca ósmego zleciał do trzeciej dziesiątki, na 21. miejsce, a Jakub Wolny z 19. na 23.

 

Co się Stało w Insbrucku?

Co się stało? „Jeśli chodzi o Żyłę, to nie jest on w żadnym kryzysie, tylko przytrafił mu się gorszy moment. Wierzę, że już w Bischofshofen może wrócić na swój normalny poziom. Kubacki miał pecha, przed jego drugim skokiem warunki stały się bardzo trudne, a jury podniosło belkę dopiero po jego skoku. W ogóle zmiany belki były głupie. Stoch nie potrzebował wydłużonego rozbiegu, akurat on miał taki wiatr, że i z niższej belki poleciałby daleko, a tak stracił punkty (8,6 pkt za start z pozycji numer 3, a nie z pozycji numer 1 jak większość zawodników). Staram się szukać pozytywów, bo widzę, że Kamil wykonał dobrą robotę, Dawid też, a Stefan Hula miał udany pierwszy skok. Sytuacja reszty zespołu jest trudna, bo zawodnikom brakuje automatyzmów” – przekonywał Horngacher.

W sobotę nie było możliwości sprawdzenia jego opinii, bo z powodu śnieżycy odwołano kwalifikacje do niedzielnego konkursu w Bischofshofen. W niedzielę zawody także były z tego powodu zagrożone, ostatecznie jednak przed godziną 17:00 zwodnicy pojawili się na skoczni. z naszych skoczków przez kwalifikacje nie przebił się jedynie Aleksander Zniszczoł, a nastroje kibiców poprawił znacząco kapitalny skok Kubackiego, którym ustanowił nowy rekord skoczni. Ostanie zawody Turnieju Czterech skoczni zakończyły się jednak po zamknięciu wydania.

 

Czy Horngacher odejdzie?

Tematem, który w ostatnich dniach był żywo dyskutowany w polskich mediach i w rozmowach między kibicami, dotyczył plotki o rzekomych rozmowach Horngachera z niemiecka federacją. Austriacki szkoleniowiec w końcu uznał, że musi zająć w tej kwestii jednoznaczne stanowisko. „Na ten moment nie prowadzę rozmów z niemiecką federacją. Do końca sezonu skupiam się tylko i wyłącznie na polskim zespole – powiedział po konkursie w Innsbrucku.

Nie zmienia to jednak faktu, że po sezonie PZN będzie miał problem z zatrzymaniem Austriaka, albowiem Niemcy prawdopodobnie stracą Wernera Schustera. Z jego pracy są zadowoleni, ale on sam ma rozważać zakończenie współpracy z niemieckim związkiem narciarskim z powodów osobistych. Inna wersja mówi, że ma ofertę przejęcia austriackiej kadry po Andreasie Felderze.

Jego decyzja może wywołać lawinę trenerskich roszad, w tym także w polskiej kadrze, bo PZN nie ma takich finansowych możliwości, jakie ma niemiecka federacja. Poza tym rodzina Horngachera na stałe mieszka w Niemczech.

 

Tylko Kubacki walczy

Fot. Po dwóch konkursach Turnieju Czterech Skoczni najlepszy w polskiej ekipie jest Dawid Kubacki

 

 

Po dwóch konkursach na niemieckich skoczniach Turniej Czterech Skoczni przeniósł się do Austrii. Niestety, w Insbrucku z naszych zawodników w czwartkowych kwalifikacjach dobrze spisał się jedynie Dawid Kubacki.

 

W noworocznym konkursie w niemieckim Garmisch-Partenkirchen Dawid Kubacki zajął trzecie, a Stoch szóste miejsce. Podobnie jak w Oberstdorfie zwyciężył Japończyk Ryoyu Kobayashi, a na drugiej pozycji uplasował się Niemiec Markus Eisenbichler. Kubacki, najlepszy z Polaków w klasyfikacji TCS, po dwóch konkursach plasuje się na trzeciej pozycji. Stoch jest szósty, a Żyła ósmy. Kibice w Polsce liczyli, że na austriackich skoczniach odpali w końcu z formą lider naszej kadry i powstrzyma zwycięski marsz Kobayashiego. Niestety, na razie nic tego nie zapowiada. W czwartkowych kwalifikacjach Japończyk znów dał pokaz mocy i pewnie wygrał uzyskując odległość 126,5 m. Drugi był Czech Roman Koudelka (124,5 m), a trzeci Norweg Johann Andre Forfang (127,5 m). Z Polaków znów zawiódł Maciej Kot, który po raz trzeci z rzędu nie zakwalifikował się do konkursu. Jego los podzielił też Aleksander Zniszczoł. Ale piątka pozostałych naszych reprezentantów też rozczarowała.

Ponownie najlepszy w biało-czerwonej ekipie był Kubacki, który skokiem na odległość 121 metrów zapewnił sobie siódmą lokatę. Stoch, który świetnie spisał się w skokach treningowych, niespodziewanie w skoku kwalifikacyjnym zaliczył tylko 114 m i tej odległości starczyło mu na zajęcie zaledwie 24. miejsca. Dalej od niego skoczył Jakub Wolny (115 m), ale dostał gorsze noty i uplasował się na 28. pozycji. Także Żyła i Stefan Hula polecieli dalej od Stocha (uzyskali po 115,5 m), lecz noty przyznane pierwszemu z nich zapewniły dopiero 31. miejsce, a drugiemu 34. Nie tylko nasi skoczkowie mieli problemy w zmiennych warunkach pogodowych. W trakcie kwalifikacji zadrżały też serca niemieckich kibiców, bo Markus Eisenbichler, wicelider 67. TCS po dwóch konkursach, zaraz po wyjściu z progu miał spore problemy z opanowaniem sylwetki w locie i z trudem wylądował na 116 metrze. Wywalczył awans, ale dopiero z odległego 32. miejsca.

W piątkowy konkursie Stoch zmierzy się w parze z Austriakiem Clemensem Aignerem, Wolny powalczy z Bułgarem Władimirem Zografskim, Żyła trafiłna Słoweńca Timiego Zajca, Hula na Fina Antti Aalto, natomiast Kubacki o awans do drugiej serii rywalizował będzie ze Słoweńcem Rokiem Justinem. Coraz bardzie wygląda na to, że 67. Turniej Czterech Skoczni zakończy się triumfem Ryoyu Kobayashiego. Japończyk jest w wielkiej formie, ale Kubacki, Stoch i Żyła wciąż mają szanse go pokonać. Tylko czy jeszcze w to wierzą?

 

 

Stoch mistrzem Polski

Fot. Kamil Stoch po trzech latach przerwy ponownie sięgnął po mistrzostwo Polski

 

 

Kamil Stoch został mistrzem Polski w skokach narciarskich. Nasz trzykrotny złoty medalista olimpijski na Wielkiej Krokwi w Zakopanem wyprzedził na podium Dawida Kubackiego, który zdobył srebrny medal oraz broniącego tytułu Stefana Hulę.

 

Tradycyjnie już w drugi dzień świąt odbyły się mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Dla zawodników z kadry „A” prowadzonej przez Stefana Horngachera był to ostatni sprawdzian formy przed zbliżającym się Turniejem Czterech Skoczni. Licznie przybyli kibice ostrzyli sobie apetyty na pojedynek Kamila Stocha z wiceliderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Piotrem Żyłą, najlepszym polskim skoczkiem w ostatnich przed świętami zawodach tego cyklu w szwajcarskim Engelbergu. Żyła w tym sezonie prezentował równą, wysoką formę i sądzono, że na Wielkiej Krokwi pokusi się o zdobycie mistrzostwa kraju. Ale chęć na ten tytuł miał najwyraźniej także Stoch, który po raz ostatni zdobył go w 2015 roku. I już w serii próbnej 31-letni lider naszej kadry pokazał moc, którą zgasił ambicje rywali. Stoch poszybował na odległość 143 metrów, w pierwszej serii konkursowej zaliczył 140,5 m i rzecz jasna objął prowadzenie.

Z kadrowiczów kroku utytułowanemu koledze próbował dotrzymać jedynie Dawid Kubacki, który w pierwszej próbie osiągnął 136 metrów i był drugi ze stratą zaledwie 1,2 pkt. Trzeci Stefan Hula tracił do Kubackiego 19,1 pkt i miał tylko iluzoryczne szanse na odrobienie strat. Żyła po pierwszej serii zajmował dopiero siódmą pozycję.

W drugiej serii nie doszło do przetasowań w pierwszej piątce. Podopieczni Stefana Horngachera skakali ze znacznie krótszego rozbiegu niż reszta stawki, co miało przełożenie na osiągane przez nich odległości. Pofrunął daleko jedynie świetnie dysponowany Stoch, który poszybował na odległość 134,5 m. Nasz najlepszy skoczek stanął na najwyższym stopniu podium krajowych mistrzostw Polski po raz pierwszy od 2015 roku. W dwóch ostatnich edycjach zajmował trzecie lokaty. Tym razem zdeklasował rywali uzyskując łączną notę 331 pkt. Drugi na podium Kubacki stracił do zwycięzcy aż 32,4 pkt.

Trzecie miejsce zajął broniący tytułu Stefan Hula (284,8 pkt), czwarte wracający do przyzwoitej formy Maciej Kot (281,5), piąte Jakub Wolny (277,1), a szóste Żyła (275,5). Miejmy nadzieję, że ten jego słabszy występ to tylko efekt świątecznego rozleniwienia, a nie zapowiedź regresu formy. Siódmą lokatę w zawodach zajął Aleksander Zniszczoł (274,2) i właśnie ta siódemka zawodników w piątek 28 grudnia wyruszy w podróż do Oberstdorfu, gdzie w sobotę odbędą się kwalifikacje do niedzielnego konkursu – pierwszego w Turnieju Czterech Skoczni. Kamil Stoch będzie w nim bronił trofeum wywalczonego przed rokiem.