Jak wrażliwego polskiego Polaka wrażliwi izraelscy Żydzi po rusku obsobaczyli

Dlaczego JE Ambasador Izraela w IV RP zachowuje się jak rosyjski w I Rzeczpospolitej?

 

Pan wicepremier i minister kultury Piotr Gliński poczuł się w Polsce Żydem, czyli Polakiem gorszego sorta. Bo taki wrażliwy jest. Zwłaszcza na wypowiadane słowa. Takie przewrażliwienie na słowa to taka nasza wspólna cecha polsko – żydowska. I żydowsko-polska też. Taki mamy tu klimat.

Listopad to niebezpieczna dla Polaków pora. Toteż nie zdziwiłem się, kiedy na dziennikarskie pytanie o trudności w budowaniu wspólnoty polsko – polskiej, przeczytałem w tygodniku „Wprost” gorzkie żale wrażliwego pana wicepremiera.

Rzekł on, że spór między wojującymi plemionami PO i PiS jest „szczególnie ostry, codziennie podsycany, w warstwie językowej i symbolicznej. Jeśli przewodniczący Rady Europejskiej przyjeżdża dzień przed świętem ,jednym na sto lat, i mówi o neobolszewikach, to znaczy, że mamy sytuację ekstraordynaryjną, nie do zaakceptowania z punktu widzenia polskiej racji stanu i dowodzącą, że druga strona, nie mając dla Polaków propozycji programowych, będzie każdą, nawet najświętsza okazję, wykorzystywać do szerzenia nienawiści. Gdy brakuje programu. Walka przenosi się w sferę emocji”.

I potem wypowiedział słowa, które wywołały niespodziewaną reakcję wrażliwego izraelskiego ministerstwa spraw zagranicznych i Ambasador Izraela w IV RP, Jej Ekscelencji Anny Azari.
Ale zanim on, wyżalając się pod adresem elit Platformy Obywatelskiej: „Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczać, delegitymizować, mamy być traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzać do nas obrzydzenie. W opozycji byliśmy wykluczani, traktowani jak trędowaci/…/”.

I pewnie po kilku dniach zmarłyby medialnie te gorzkie żale pana wicepremiera. Świadczące jedynie jak wielkie są napięcia w wojnie plemiennej PiS – PO. I pewnie jako jeden z niewielu skomentowałbym słowa wicepremiera przypominając niedawną PiSowską mowę nienawiści traktujących „postkomuchów” też jak Żydów. I w propagandzie nazistowskiej i propagandzie ONR w końcówce II Rzeczpospolitej. Gdyby nie wyjątkowo przewrażliwiona reakcja izraelskiego MSZ i ambasady tego państwa w Warszawie.

Dzień po publikacji wywiadu JE Ambasador Anna Azari przesłała Polskiej Agencji Prasowej następujący komunikat: „Z niedowierzaniem i zdziwieniem przyjęliśmy wypowiedź Wicepremiera, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pana prof. Piotra Glińskiego dla tygodnika Wprost: „Mamy być traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa”. Świadczy ona o głębokiej niewiedzy i ignorancji oraz braku wrażliwości. Zalecalibyśmy Panu Premierowi wizytę w Instytucie Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie i bliższe zapoznanie się tą problematyką”.

Następnie JE Ambasador Izraela Anna Azari wyjaśniała w polskim mediach, zwłaszcza w Radiu TOK FM, powody tak niewspółmiernie gromkiej reakcji na publicystyczne porównanie pana wicepremiera Glińskiego. I tam JE Ambasador Azari oświadczyła, że takie porównanie losu plemienia PiS w IV RP do Żydów w III Rzeszy uwłacza Żydom. I najlepiej byłoby gdyby w polskich dyskusjach nie używać porównań „z czasów II wojny światowej”. Czyli zagłady Żydów.

Można dyskutować o stosowności używania historycznych porównań i wrażliwości ich czytelników. Zwłaszcza wśród narodów tak wrażliwych na Słowo, jak Polacy i Żydzi.
Ale nie jest rolą Ambasadora akredytowanego w zaprzyjaźnionym państwie publicznie, butnie i niewrażliwie na lokalną wrażliwość oceniać publicystyczne wypowiedzi ministrów tegoż państwa. Zwłaszcza w państwie tak wrażliwym na punkcie swojej suwerenności jak obecne państwo polskie.

Jeśli wrażliwy izraelski MSZ i równie wrażliwa na słowa JE ambasador Anna Azari poczuli się urażeni porównaniem pana wicepremiera PiSowców do Żydów, to JE Ambasador Azari ma wystarczająco wiele sposobów aby swoje uczucia urażenia panu wicepremierowi Glińskiemu w sposób dyskretny i jednocześnie skuteczny przekazać.

A nie strofować go publicznie i jak złego ucznia, rechotliwie, przy całej klasie politycznej, wysyłać na korepetycje do instytutu Yad Vashem.

Czy na zasadzie wzajemności mogę zaproponować JE Ambasador Azari lekcje dobrego wychowania, dobrych zwyczajów obowiązujących w Polsce?

Pan wicepremier Piotr Gliński nie należy do mojej rodziny politycznej, ale jest wicepremierem państwa polskiego. Mojego państwa.
Dlatego jako wrażliwy państwowiec nie zgadzam się, aby JE Ambasador izraelskiego państwa publicznie komentowała wypowiedzi polskiego wicepremiera z iście neokolonialną butą.

Polska jest suwerennym państwem, nie jest protektoratem.

Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że my Polscy nie mamy prawa do publicystycznych porównań „z czasów II wojny światowej”.

Tak jak niedawno protestowałem po uchwaleniu przez Sejm RP nowelizacji ustawy o IPN wprowadzającej cenzurę w debatach o relacjach polsko – żydowskich, tak teraz protestuję przeciwko wprowadzaniu przez Ambasadę Izraela cenzury dotyczącej publicystycznych porównań dotyczących najnowszej historii Żydów. Nawet z historii zagłady Żydów.

Bo to jest też nasza wspólna historia. Mieszkających tu Polaków, Żydów, Polaków z żydowskimi korzeniami i Żydów z polskimi. Nikt nam tej historii nie odbierze. Nikt nie zakaże czerpania z niej jakichkolwiek porównań.

Bo taką tu, w tej naszej części Europy, mamy wrażliwość na słowa.

Hara szel ha haim, jak mawiały moje żydowskie, przyszywane ciotki.

Podążający śladem Trumpa

W poniedziałek 21 maja ambasada Paragwaju została oficjalnie przeniesiona do Jerozolimy. Paragwaj jest trzecim po USA i Gwatemali krajem, który przeniósł tam swoją ambasadę.

 

W inauguracyjnej ceremonii wziął udział urzędujący prezydent Paragwaju Horacio Cartes (pełni tę funkcję do momentu objęcia urzędu prezydenckiego przez Mario Abdo Beniteza wybranego w wyborach powszechnych 22 kwietnia) oraz premier Izraela Binjamin Netanyahu. Podczas ceremonii obydwaj politycy nie szczędzili sobie pompatycznych duserów. – Jest to historyczny dzień, który umacnia więzi między Paragwajem i Izraelem – perorował paragwajski prezydent dodając, że jest to wielki dzień zarówno dla Izraela, jak i dla Paragwaju oraz dla przyjaźni obu krajów. W równie pompatyczny sposób zrewanżował mu się Netanyahu mówiąc, iż decyzja Paragwaju to „nie tylko poparcie dla naszego rządu, lecz także wyraz głębokiej wdzięczności dla narodu Izraela”. Jak można było oczekiwać, decyzja Paragwaju spotkała się z ostrą krytyką ze strony palestyńskiej. Jak oświadczyła Hanan Aszraui, jedna z czołowych postaci w Organizacji Wyzwolenia Palestyny, „podejmując tak prowokacyjne i nieodpowiedzialne działania będące w wyraźnej sprzeczności z prawem międzynarodowym i konsensusem Paragwaj konspiruje ze Stanami Zjednoczonymi i Gwatemalą aby umocnić wojskową okupację i przypieczętować los okupowanej Jerozolimy”.

Przypomnijmy, że 21 grudnia 2017 Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło przygniatającą większością głosów rezolucję określającą amerykańską decyzję o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela za nieważną i nie mającą mocy prawnej. Przeciwko rezolucji głosowało oprócz USA i Izraela jeszcze siedem państw w tym Gwatemala. Paragwaj natomiast wstrzymał się od głosu, podobnie jak jeszcze 34 kraje łącznie z Polską. Za rezolucją zagłosowały za to czołowe państwa europejskie, jak RFN, Francja, Wielka Brytania czy Hiszpania.

Wśród państw, które wstrzymały się od głosu była również Rumunia. Jednak ostatnio w Bukareszcie zapowiedziano podjęcie kroków mających na celu przeniesienie ambasady do Jerozolimy. Publicznie poinformował o tym w końcu kwietnia nie pełniący co prawda żadnych funkcji państwowych, lecz sprawujący faktyczną władzę lider rządzącej Partii Socjaldemokratycznej Liviu Dragnea. Oświadczył za pośrednictwem telewizji, że rząd już wszczął procedurę przemieszczenia ambasady. Uzasadniając taką decyzję Dragnea powoływał się zarówno na „szczególne symboliczne wartości”, jak i na względy praktyczne. Jak podkreślił, Izrael posiada duże wpływy międzynarodowe co „przyniesie Rumunii wielkie korzyści”. Argumentował też, że „podobnie jak wszyscy Izrael ma prawo ustanawiania sobie stolicy gdzie chce” nie dodając, że status Jerozolimy jest przypadkiem szczególnym.

Na decyzję o przeniesieniu ambasady musi jeszcze wyrazić prezydent Klaus Iohannis, który jednak odnosi się do niej sceptycznie. Oświadczył, że w tej kwestii nie był informowany ani konsultowany i wezwał rząd oraz czołowe siły polityczne do „wykazania się odpowiedzialnością i wnikliwym podejściem do najważniejszych decyzji w obszarze polityki zagranicznej mających strategiczne następstwa dotyczące również bezpieczeństwa państwa”.

W Izraelu spekuluje się, że do Stanów Zjednoczonych, Gwatemali i Paragwaju dołączy jeszcze klika innych państw, wśród których wymieniane są Czechy, gdzie prezydent Miloš Zeman znany jest ze swoich proizraelskich sympatii. Już następnego dnia po decyzji Trumpa o przeniesieniu ambasady do Jerozolimy zaproponował, aby „wcześniej czy później” uczyniły to również Czechy dodając, że taki pomysł miał już przed czterema laty. Natrafił jednak na opór ze strony rządu. Premier Andrej Babiš zakomunikował, że rząd nie ma takiego zamiaru argumentując, że amerykański prezydent podjął nietrafną decyzję o czym świadczą światowe reakcje.