Mistrzostwo dla Włodarczyk po latach

Wyniki rosyjskiej młociarki Tatiany Łysenko z lat 2012-2016, m.in. złoty medal mistrzostw świata w Moskwie, zostały unieważnione. A to oznacza, że trofeum otrzyma Anita Włodarczyk.

Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w piątek zdyskwalifikował dwunastu rosyjskich sportowców na podstawie raportu profesora Richarda McLarena przygotowanego na zlecenie Światowej Agencji Antydopingowej. Wśród nich znalazła się Tatiana Łysenko, która zdobyła złoty medal w rzucie młotem podczas mistrzostw świata, które w 2013 roku odbyły się w Moskwie. Decyzją Trybunału wyniki osiągane przez Rosjankę w latach 2012 – 2016 zostały unieważnione, a więc również te osiągane podczas MŚ. Z werdyktu takiego ucieszyła się Anita Włodarczyk, która zdobyła wtedy srebrny medal, ale sześć lat po tamtych zawodach dostanie jednak złoty. „Jestem szczęśliwa, ale z drugiej strony znowu oszukana” – skomentowała werdykt CAS utytułowana polska lekkoatletka. Będzie to drugi taki przypadek w jej rywalizacji z Rosjanką. Łysenko straciła już na rzecz Włodarczyk złoty medal IO 2012.

Oprócz Łysenko CAS zdyskwalifikował też Tatjanę Firowa (sprint), Swietłanę Szkolinę (skok wzwyż), Iwana Uchowa (skok wzwyż), Lukmana Adamsa (trójskok), Annę Bułgakową (rzut młotem), Gulfija Chanafiejewa (rzut młotem), Iwana Juszkowa (pchnięcie kulą), Marię Bezpalową (rzut młotem), Jekatierinę Galicką (sprint) i Julija Kondakowa (bieg przez płotki). Zdyskwalifikowani Rosjanie mają 21 dni na odwołanie się od decyzji.
Jeśli międzynarodowa federacja lekkoatletyczna zweryfikuje wyniki i przyzna Polce tytuł mistrzyni świata, dla Włodarczyk będzie to czwarty złoty medal mistrzostw świata w karierze – nasza młociarka triumfowała też w Berlinie w 2009, w Pekinie w 2015 i w Londynie w 2017 roku.

 

Medale wręczane po latach

Międzynarodowy Komitet Olimpijski przyznał srebrne medale igrzysk 2012 roku rosyjskim lekkoatletkom – Jekaterinie Poistogowej (800 m) i Tatjanie Tomaszowej (1500 m). To konsekwencja dyskwalifikacji innych zawodniczek.

 

Poistogowa ukończyła bieg na 800 m w Londynie na trzecim miejscu, a Tomaszowa była czwarta na 1500 m. Na 800 m zdyskwalifikowano jednak Rosjankę Marię Sawinową, a na 1500 m – Turczynki Asli Cakir Alptekin i Gamze Bulut. MKOl poinformował, że postanowił przyznać Poistogowej i Tomaszowej medale, ponieważ ich próbki z tamtego okresu zostały ponownie przebadane i uznane za czyste. Obie Rosjanki miały jednak problemy z dopingiem, ale w innym okresie. Poistogowa orzeczeniem Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) z 2017 roku została zdyskwalifikowana za doping na dwa lataZ kolei Tomaszową wykluczono z igrzysk w 2008 roku i zawieszono, gdy okazało się, że jej próbka do badania zawierała mocz innej osoby.

Przypomnijmy, że w połowie sierpnia tego roku MKOl ogłosił zakończenie procedury odebrania złotego medalu igrzysk olimpijskich Rosjance Tatianie Łysenko, która w Londynie triumfowała w konkursie rzutu młotem, ale została przyłapana na dopingu. W październiku 2016 roku MKOl pozbawił ją złotego krążka i było jasne, że pierwsze miejsce i tytuł mistrzyni olimpijskiej przypadnie drugiej w Londynie Anicie Włodarczyk. Formalności trwały prawie dwa lata, ale w końcu polska lekkoatletka została pełnoprawną złotą medalistką IO 2012. Włodarczyk wiadomość dostała niemal nazajutrz po swoim triumfie w mistrzostwach Europy w Berlinie. Tym samy jest teraz podwójną mistrzynią olimpijską w swojej konkurencji, bowiem bezdyskusyjnie triumfowała w IO 2016 w Rio de Janeiro.

 

Polscy lekkoatleci zdobyli w Berlinie worek medali

Polscy lekkoatleci przed kończącą mistrzostwa Europy niedzielną sesją wieczorną byli w ścisłej czołówce klasyfikacji medalowej. W sobotę złote medale zdobyli Adam Kszczot, Justyna Święty-Ersetić i sztafeta pań 4×400 m.

 

Sobota była wielkim dniem dla lekkoatletycznej reprezentacji Polski. Medalowe szaleństwo rozpoczęła Justyna Święty-Ersetić, która wygrała finałowy bieg na dystansie 400 metrów. Nasza zawodniczka uzyskała najlepszy rezultat w karierze – 50,41 s (jej poprzedni rekord życiowy wynosił 51,05 s). To także najlepszy w tym roku wynik uzyskanym przez zawodniczkę z Europy, a także drugim w historii polskich biegów na tym dystansie. W finale dobrze pobiegła też druga z Polek, Iga Baumgart-Witan, która wywalczyła piątą lokatę.

Polscy kibice nie zdążyli jeszcze ochłonąć po sukcesie Justyny Święty-Ersetić, a już kolejną porcję emocji zafundował im niezawodny Adam Kszczot. Triumf w Berlinie był jego trzecim z rzędu na mistrzostwach Europy w biegu na 800 m. „Trzy mistrzostwa z rzędu, coś pięknego. To kawał mojego życia i historii lekkiej atletyki” – ocenił swój wyczyn na antenie TVP Kszczot. W finale na 800 m oprócz niego startowało jeszcze dwóch innych naszych średniodystansowców – Michał Rozmys był czwarty, a walkę o brązowy medal przegrał o zaledwie dwie setne sekundy. Tuż za nim na piątej pozycji linię mety minął Mateusz Borkowski.

To nie był jeszcze koniec emocji, bo do walki o medal przystąpiła sztafeta pań 4×400 m w składzie: Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz i Justyna Święty-Ersetić, która po kapitalnym biegu na ostatniej zmianie zapewniła Polkom zwycięstwo. Nasze zawodniczki powtórzyły wyczyn z halowych ME w Belgradzie, gdzie w tym samym składzie również zajęły miejsce na najwyższym stopniu podium.

Wcześniej męska sztafeta 4×400 metrów, na którą również kibice mocno liczyli, bo to przecież halowi mistrzowie świata z Birmingham. W Berlinie biało-czerwoni pobiegli w składzie Karol Zalewski, Rafał Omełko, Łukasz Krawczuk i Kajetan Duszyński. Szczęście naszym biegaczom nie dopisało i ostatecznie zajęli piąte miejsce. Na podium nie udało się również stanąć skoczkowi wzwyż Sylwestrowi Bednarkowi, złotemu medaliście HME w Belgradzie. Wcześniej, w piątek, srebrny medal na 1500 m wywalczył Marcin Lewandowski, zaś w niedzielę do puli swoje trofea miały jeszcze dorzucić młociarki, a Anita Włodarczyk obowiązkowo złoty.

Sukcesy polskich lekkoatletów chyba trochę są trochę sola w oku organizatorów mistrzostw Europy. Niemieccy lekkoatleci bardzo chcieli wygrać klasyfikację medalową, choćby po to, żeby wzbudzić tym wyczynem jakieś zainteresowanie władz swojego kraju. Kanclerz Angela Merkel zlekceważyła imprezę i w trakcie jej trwania pojechała na urlop do Hiszpanii. Kto wie, może wiedziała, że to akurat Polacy skradną show?

 

Rekordowo liczna kadra na ME 2018 w Berlinie

Polski Związek Lekkiej Atletyki pokazał moc. Wysyła na 24. mistrzostwa Europy w Berlinie najliczniejszą reprezentację w historii europejskich czempionatów. O medale w stolicy Niemiec powalczy 50 zawodników i 36 zawodniczek.

 

W Berlinie szóstka naszych lekkoatletów bronić będzie mistrzowskich tytułów sprzed dwóch lat. W Amsterdamie biało-czerwoni zwyciężyli w klasyfikacji medalowej zdobywając 6 złotych, 5 srebrnych i jeden brązowy medal. „Nie chcę prognozować, ile medali tegorocznych mistrzostwach Europy zdobędziemy, ale nasi zawodnicy są naprawdę dobrze przygotowani do startu i stawiają sobie tylko ambitne cele” – zapewnia dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki. W składzie reprezentacji zabrakło halowego mistrza i rekordzisty świata w sztafecie 4×400 m Jakuba Krzewiny (WKS Śląsk Wrocław), który w sezonie letnim zmagał się z problemami zdrowotnymi i nie zdołał osiągnąć odpowiedniej formy.

Z tego samego powodu w Berlinie nie wystąpi również legitymująca się drugim wynikiem w tym roku w Europie (66,53) oszczepniczka Marcelina Witek (AML Słupsk). Lekkoatletka zmagała się w ostatnich tygodnia z kontuzją i kierownictwo PZLA uznało, że nie ma po co jechać do stolicy Niemiec. Witek ma jednak w tej kwestii odmienne zdanie. „Spełniłam wszystkie kryteria. Po co one są wyznaczane, skoro nie mają żadnego znaczenia? – twierdzi 23-letnia zawodniczka, która swój najlepszy wynik – 66,53 m, uzyskała 5 maja w Białogardzie. Tydzień później podczas zawodów Diamentowej Ligi w Szanghaju rzuciła 64,49 m, lecz później zmagała się z kontuzją barku i do rywalizacji wróciła dopiero 5 lipca w Lozannie, gdzie osiągnęła 56,72 m. Niedawno w mistrzostwach Polski w Lublinie wygrała wynikiem 55,97 m. Oszczepniczka jest rozżalona decyzją PZLA, bo chociaż nie osiąga jeszcze wyników sprzed kontuzji, to jednak trenuje na pełnych obrotach i do mistrzostw miała nadzieję wrócić do optymalnej formy.

W kadrze na ME w Berlinie nie ma innej oszczepniczki. Daleka od najlepszej dyspozycji po kontuzji jest rekordzistka kraju i czwarta zawodniczka igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro Maria Andrejczyk, która w lubelskich MP była dopiero piąta z wynikiem 50,76 m.

 

Kadra Polski na ME 2018

Kobiety: 100 m, 4×100 m – Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice); 200 m, 4×100 m – Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Martyna Kotwiła (RLTL ZTE Radom); 400 m, 4×400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Małgorzata Hołub-Kowalik (KL Bałtyk Koszalin), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice); 800 m – Anna Sabat (CWKS Resovia); 800 m, 1500 m – Angelika Cichocka (SKLA Sopot); 1500 m – Sofia Ennaoui (MKL Szczecin); 5000 m – Paulina Kaczyńska (Pomorze Stargard); 5000 m, 10000 m – Katarzyna Rutkowska (KS Podlasie Białystok); maraton – Izabela Trzaskalska (AZS UMCS Lublin); 100 m ppł – Karolina Kołeczek (AZS UMCS Lublin), Klaudia Siciarz (AZS AWF Kraków); 400 m ppł – Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław), Justyna Saganiak (UKS 55 Łódź); 3000 m z przeszkodami – Alicja Konieczek (WMLKS Nadodrze Powodowo), Matylda Kowal (CWKS Resovia), Katarzyna Kowalska (LKS Vectra Włocławek); skok o tyczce – Justyna Śmietanka (AZS AWF Warszawa); trójskok – Anna Jagaciak-Michalska (OŚ AZS Poznań); pchnięcie kulą – Paulina Guba (AZS UMCS Lublin), Klaudia Kardasz (KS Podlasie Białystok); rzut dyskiem – Daria Zabawska (KS Podlasie Białystok); rzut młotem – Anita Włodarczyk (RKS Skra Warszawa), Joanna Fiodorow (OŚ AZS Poznań), Malwina Kopron (AZS UMCS Lublin); chód na 20 km – Katarzyna Zdziebło (LKS Stal Mielec); chód na 50 km – Joanna Bemowska (AZS UMCS Lublin), Agnieszka Ellward (WKS Flota Gdynia); 4×100 m – Kamila Ciba (OŚ AZS Poznań), Magdalena Stefanowicz (MKS MOSM Bytom), Karolina Zagajewska (AZS Łódź); 4×400 m – Martyna Dąbrowska (UKS 19 Bojary Białystok), Natalia Kaczmarek (AZS AWF Wrocław), Patrycja Wyciszkiewicz (OŚ AZS Poznań).

Mężczyźni: 100 m, 4×100 m – Dominik Kopeć (KS Agros Zamość), Remigiusz Olszewski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL), Przemysław Słowikowski (WKS Flota Gdynia); 400 m, 4×400 m – Dariusz Kowaluk (AZS AWF Warszawa), Łukasz Krawczuk (WKS Śląsk Wrocław), Karol Zalewski (AZS AWF Katowice); 800 m – Adam Kszczot (RKS Łódź), Mateusz Borkowski (RKS Łódź); 800 m, 1500 m – Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL), Michał Rozmys (UKS Barnim Goleniów); maraton – Błażej Brzeziński (WKS Śląsk Wrocław), Arkadiusz Gardzielewski (WKS Śląsk Wrocław), Mariusz Giżyński (WKS Grunwald Poznań), Artur Kozłowski (MULKS MOS Sieradz), Yared Shegumo (AZS AWF Warszawa), Henryk Szost (WKS Grunwald Poznań); 110 m ppł – Damian Czykier (KS Podlasie Białystok), Artur Noga (SKLA Sopot); 400 m ppł – Patryk Dobek (MKL Szczecin), Jakub Mordyl (AZS AWF Kraków); 3000 m z przeszkodami – Krystian Zalewski (UKS Barnim Goleniów); skok w dal – Tomasz Jaszczuk (WLKS Iganie Nowe); trójskok – Karol Hoffmann (MKS Aleksandrów); skok wzwyż – Sylwester Bednarek (RKS Łódź), Maciej Grynienko (UKS Orlica Domaniów); skok o tyczce – Piotr Lisek (OSOT Szczecin), Robert Sobera (AZS AWF Wrocław), Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); pchnięcie kulą – Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn), Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała), Jakub Szyszkowski (WKS Śląsk Wrocław); rzut dyskiem – Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), Robert Urbanek (MKS Aleksandrów); rzut młotem – Paweł Fajdek (KS Agros Zamość), Wojciech Nowicki (KS Podlasie Białystok); rzut oszczepem – Marcin Krukowski (KS Warszawianka), Cyprian Mrzygłód (AZS-AWFiS Gdańsk), Bartosz Osewski (AZS-AWFiS Gdańsk); dziesięciobój – Paweł Wiesiołek (KS Warszawianka); chód na 20 km – Artur Brzozowski (AZS AWF Katowice), Dawid Tomala (AZS AWF Katowice); chód na 50 km – Rafał Augustyn (LKS Stal Mielec), Adrian Błocki (AZS AWF Katowice), Rafał Sikora (AZS AWF Katowice); 4×100 m – Krzysztof Grześkowiak (OŚ AZS Poznań), Eryk Hampel (OŚ AZS Poznań), Karol Kwiatkowski (AZS AWF Katowice); 4×400 m – Kajetan Duszyński (AZS Łódź), Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław), Mateusz Rzeźniczak (RKS Łódź).

 

Lekkoatleci obiecują grad medali w Berlinie

Do najważniejszej w tym roku lekkoatletycznej imprezy, mistrzostw Europy w Berlinie, coraz bliżej. Pu Pucharze Świata w Londynie i mistrzostwach Polski w Lublinie apetyty kibiców „królowej sportu” wyostrzyły się. Działacze PZLA nie stonują tych oczekiwań i śmiało obiecują dwucyfrową liczbę medali.

 

Z dwóch ostatnich czempionatów Starego Kontynentu – w 2014 roku w Zurychu i 2016 roku w Amsterdamie – biało-czerwoni przywozili po dwanaście medali. W Berlinie, w dniach 6-12 sierpnia, ta liczba jest możliwa do osiągnięcia po raz trzeci z rzędu. Po krajowym czempionacie w Lublinie nasi lekkoatleci rozjechali się do ośrodków treningowych, żeby w nich doszlifować formę. Ostateczną kadrę na mistrzostwa Europy PZLA ogłosi wkrótce, ale jej kluczowi zawodnicy nie muszą obawiać się o nominacje. W jakich konkurencjach mamy prawo oczekiwać medali? Na pewno w konkurencjach rzutowych.

Anita Włodarczyk już w Lublinie pokazała, że uporała się z lekkim kryzysem z początku sezonu i uzyskała najlepszy wynik w tym roku na świecie (79,59 m). Nasza mistrzyni olimpijska tym zwycięstwem stłumiła falę krytyki, jaka na nią ostatnio spadła po rezygnacji z zawodów ku pamięci Kamili Skolimowskiej we Władysławowie i Chorzowie. „W Berlinie chcę ponownie poprawić rekord świata” – obiecuje Włodarczyk. Ale na medalowy łup liczą też dwie pozostałe młociarki w naszej ekipie – Joanna Fiodorow (w Lublinie rzuciła 74,25 m) i Malwina Kopron, która ma na koncie rzuty powyżej 75 metrów. Przy odrobinie szczęście w tej konkurencji nasza ekipa może zgarnąć komplet medali.

O kolejne dwa krążki, w tym ten z najcenniejszego kruszcu, z pewnością powalczą też nasi młociarze – Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek. W mistrzostwach Polski o 12 centymetrów lepszy był ten pierwszy, ale na rzutni w Berlinie równie dobrze kolejność może być odwrotna. Oby tylko nie dali się pokonać zawodnikom z innych krajów.
W pchnięciu kulą znakomitą formę w tym sezonie demonstruje Michał Haratyk. 26-letni kulomiot z Cieszyna wygrał w Lublinie wynikiem 21,85 m, ustanawiając nowy rekord mistrzostw Polski. To także czwarty wynik w tym roku w Europie. W Berlinie stuprocentowej gwarancji na medal nie daje, ale Haratyk już w tym roku przekroczył barierę 22 metrów.

W coraz lepszej formie jest też drugi z naszych mistrzów kuli Konrad Bukowiecki. W mistrzostwach Polski przegrał co prawda z Haratykiem, ale też przekroczył granicę 21 metrów (21,04 m). Piotr Małachowski mimo 35 lat na karku zdobył 12. tytuł mistrza Polski w rzucie dyskiem. Wynik 65,78 m pozwala z optymizmem czekać na jego występ w Berlinie, gdzie będzie bronił tytułu mistrza Europy.

Liczymy też na medale dwóch naszych najlepszych średniodystansowców – Adama Kszczota w biegu na 800 m i Marcina Lewandowskiego na 1500 m, sztafetę mężczyzn 4×400 m, tyczkarzy.
Dwa lata temu w ME Amsterdamie po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy zajęliśmy pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. Jak będzie tym razem?

 

Caster Semenya za Anitę Włodarczyk

Ostentacyjna rezygnacja Anity Włodarczyk ze startu w Memoriale Kamili Skolimowskiej na Stadionie Śląskim w Chorzowie przyniosła korzyść kibicom, bo będą mogli obejrzeć zawody z udziałem innych gwiazd królowej sportu za darmo.

 

Kibicom, którzy już kupili bilety na Memoriał Kamili Skolimowskiej (22 sierpnia na Stadionie Śląskim) pieniądze zostaną zwrócone, bo wstęp na stadion będzie bezpłatny. To zasługa Anity Włodarczyk, która zrezygnowała ze startu w zawodach. Organizatorzy tak tłumaczą swoją decyzję: „Z wielką przykrością przyjęliśmy informację o rezygnacji Włodarczyk z udziału w Memoriale. Zdajemy sobie sprawę, że wielu kibiców może czuć się jej decyzją bardzo zawiedzionych. Anita mocno angażowała się w promocję rozgrywanego po raz pierwszy na Stadionie Śląskim Memoriału, uczestniczyła m. in. w konferencji inaugurującej sprzedaż biletów. Zawsze była bardzo ważną postacią Memoriału, współtworzyła jego historię. To podczas zawodów poświęconych pamięci Kamili Skolimowskiej po raz pierwszy rzuciła młotem ponad 80 m i ustanowiła rekord świata. Kibice mieli pełne prawo liczyć na emocjonujący konkurs z udziałem światowej dominatorki także w legendarnym Kotle Czarownic. Dlatego też Fundacja podjęła decyzję, że wstęp dla kibiców na 9. Memoriał Kamili Skolimowskiej będzie bezpłatny. Oczywiście wszyscy, którzy dotychczas kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy” – napisali w oficjalnym komunikacie organizatorzy.

Mistrzyni olimpijska w rzucie młotem o rezygnacji z udziału w Memoriale poinformowała kilka dni temu za pośrednictwem Twittera. „Podjęcie takiej decyzji było dla mnie bardzo trudne. Kamila zostanie w moim sercu. Żadne formy nacisku, perswazji a nawet próby szantażu nie będą miały wpływu na zmianę mojej decyzji”. Jej odmowa startu w imprezie to efekt konfliktu, jaki sprowokował kulomiot Konrad Bukowiecki, który promując w mediach społecznościowych Festiwal Rzutów w Cetniewie, zamieścił fotomontaż, na którym zasłonił wizerunek Włodarczyk ramką z tekstem. Mistrzyni olimpijska uznała to za brak szacunku i postawiła organizatorom ultimatum, że jeśli nie wykreślą Bukowieckiego z listy startowej, to ona nie weźmie udziału w zawodach w Cetniewie. A ponieważ tego nie zrobili i jeszcze na dodatek ją skrytykowali, w rewanżu zrezygnowała także ze startu w sierpniowym Memoriale Skolimowskiej w Chorzowie.

Jej nieobecność organizująca mityng Fundacja Kamili Skolimowskiej próbuje teraz załatać zapraszając na zawody światowe gwiazdy królowej sportu. Zaproszenie przyjęła m.in. mistrzyni i wicemistrzyni olimpijska w biegu na 800 metrów Caster Semenya. Liderka światowych list, która wygrała 26 biegów z rzędu i jest niepokonana od września 2015 roku, na Stadionie śląskim zamierza wystartować w biegu na 400 metrów. Kibice, którzy 22 sierpnia wybiorą się na Stadion Śląski, na pewno zobaczą też w akcji mistrza świata w pchnięciu kulą Tomasa Walsha i nasze rodzime gwiazdy – m. in. Wojciecha Nowickiego, Pawła Fajdka i Piotra Małachowskiego.

 

Popis biało-czerwonych w Londynie

Reprezentacja polskich lekkoatletów zajęła w Londynie drugie miejsce w pierwszej edycji Pucharu Świata. Pierwsze miejsce wywalczyła ekipa Stanów Zjednoczonych, a za plecami biało-czerwonych znalazły się zespoły Wielkiej Brytanii, Jamajki, Francji, Niemiec, Republiki Południowej Afryki i Chin.

 

Lekkoatletyczny Puchar Świata odbywał się po raz pierwszy w nowej formule. Osiem najlepszych ekip narodowych z klasyfikacji punktowej zeszłorocznych mistrzostw świata zostało zaproszonych do rywalizacji w Londynie. Oprócz biało-czerwonych startowali lekkoatleci z Wielkiej Brytanii, USA, Niemiec, Francji, Jamajki, Chin i RPA. Ale tylko Polska wyznaczyła do startu niemal same największe gwiazdy. Czołowi zawodnicy zespołów rywali zdecydowali się na start w piątkowym mityngu Diamentowej Ligi w Rabacie i odpuścili występ w stolicy Wielkiej Brytanii.

Zasady punktacji w Pucharze Świata są proste – zwycięzca konkurencji otrzymuje osiem punktów, za drugie miejsce przyznawane jest siedem punktów, za trzecie sześć, a za zajęcie ostatniej w stawce ósmej lokaty jeden punkt. Im wyższe miejsce w końcowej klasyfikacji zbiorczej, tym większa finansowa nagroda. W Londynie w puli nagród organizatorzy zmagań przygotowali dwa miliony dolarów. Najwięcej z tego tortu uszczknęła oczywiście zwycięska ekipa USA (450 tys. dolarów), ale nasi lekkoatleci też nieźle się obłowili inkasując 400 tys. dolarów.

Biało-czerwoni w 34 konkurencjach zdobyli 162 punkty. Więcej od nich uzbierali tylko Amerykanie (219). Drugie miejsce nasza reprezentacja wywalczyła jednak trochę w szczęśliwych dla niej okolicznościach, bo dzięki dyskwalifikacji brytyjskiej sztafety 4×400 metrów. To była niezwykła sytuacja. Jednego z Brytyjczyków złapał skurcz i stwierdził, że nie da rady pobiec. A kiedy rezerwowy dotarł na miejsce, zaczynała się już trzecia zmiana. Przed tą konkurencją Polacy i gospodarze imprezy mieli tyle samo punktów. Brytyjczycy przez wpadkę w sztafecie zmarnowali szansę na wyprzedzenie Polaków.

Władze Polskiego Związku Lekkiej Atletyki zapewniają, że około 60 procent z wygranych w Londynie 400 tys. dolarów trafi do kieszeni zawodników. „Wypłacimy według zdobytych punktów. Dla niektórych zawodników będzie to pewnie najwyższa premia w życiu. Pozostałe 40 procent przeznaczmy na nagrody dla zespołu trenerskiego i zadania statutowe” – wyjaśnia wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.

Nasz znakomity przed laty kulomiot, dwukrotny mistrz olimpijski, z zadowoleniem przyjął zwycięstwo w konkursie pchnięcia kulą swego młodszego kolegi Michała Haratyka. Oprócz niego swoje konkurencje wygrali też Anita Włodarczyk i Wojciech Nowicki w rzucie młotem, Marcin Lewandowski w biegu na 1500 m, Sofia Ennaoui na 1500 m i Karol Hoffman w trójskoku.
W najbliższy weekend naszych lekkoatletów czeka rywalizacja w mistrzostwach Polski, które odbędą się w Lublinie. W tej trzydniowej imprezie wyłoni się zapewne ostateczny skład reprezentacji Polski na rozpoczynające się 6 sierpnia w Berlinie mistrzostwa Europy. Sympatycy „królowej sportu” mają prawo oczekiwać gradu medali biało-czerwonych w tej imprezie.

 

Kulomiot rozdrażnił mistrzynię rzutu młotem

W światku lekkoatletów wybuchł nowy konflikt. Mistrzyni rzutu młotem Anita Włodarczyk weszła na wojenną ścieżkę z kulomiotem Konradem Bukowieckim.

 

Anita Włodarczyk nie wystąpiła w Festiwalu Rzutów imienia Kamili Skolimowskiej w Cetniewie, bo obraziła się na Konrada Bukowieckiego. Mistrzyni olimpijska, świata i Europy, a także rekordzistka świata w rzucie młotem poczuła się urażona wpisem na Istagramie zamieszczonym przez Bukowieckiego, zachęcającym kibiców do przyjścia na zawody w Cetniewie, który kulomiot zilustrował zdjęciem reklamowego banera. Były na nim sylwetki czwórki naszych mistrzów w konkurencjach rzutowych – poza nim samym jeszcze Paweł Fajdek, Piotr Małachowski i właśnie Włodarczyk, najbardziej w tym gronie utytułowana, ale ją akurat Bukowiecki przykrył czarną ramką z informacyjnym tekstem. W lekkoatletycznym środowisku nie jest tajemnicą, że kulomiot i młociarka od jakiegoś czasu są ze sobą skonfliktowani i że Bukowiecki zrobił to celowo.

Reakcja trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej była więc do przewidzenia. Postawiła organizatorom mityngu w Cetniewie ultimatum – jeśli nie wykreślą Bukowieckiego z listy startowej, to ona nie wystąpi. Ponieważ tego nie zrobili, w Cetniewie się nie pojawiła, chociaż była to impreza na cześć jej tragicznie zmarłej przyjaciółki Kamili Skolimowskiej. Została za to skrytykowana, między innymi przez członków rodziny Skolimowskiej, rozżalonych jej nieobecnością. Włodarczyk odpowiedziała kolejnym bojkotem. Na swoim profilu na Facebooku młociarka ogłosiła, że nie wystartuje 22 sierpnia na Stadionie Śląskim w Chorzowie w Memoriale Kamili Skolimowskiej. „Żadne formy nacisku, perswazji a nawet prób szantażu nie będą miały wpływu na zmianę mojej decyzji” – oznajmiła Anita Włodarczyk.

Deszczowy memoriał na Śląskim

Najbardziej utytułowana uczestniczka 64. Memoriału Kusocińskiego Allyson Felix, sześciokrotna mistrzyni olimpijska i jedenastokrotna mistrzyni świata na 400 m, przegrała sensacyjnie z Polką Justyną Święty-Ersetic.

 

Memoriał Kusocińskiego to najstarsza lekkoatletyczna impreza w naszym kraju. Jej 64. edycja odbyła się w miniony piątek na Stadionie Śląskim. Niestety, pogoda nie dopisała i na mogącym pomieścić 55 tysięcy widzów obiekcie zmagania lekkoatletów oglądało tylko 20 tysięcy fanów „królowej sportu”. Obfite opady deszczu sprawiły, że rywalizacja zaczęła się z godzinnym opóźnieniem i nie stała na zbyt wysokim poziomie. Wydarzeniem mityngu było zwycięstwo Justyny Święty-Erestic , któa w biegu na 400 m wynikiem 51,11 s pokonała Allyson Felix (51,35 s). „Nie spodziewałam się, że z nią wygram. Bardzo się z tego cieszę, zwłaszcza że zwyciężyła u siebie, na oczach mojej rodzina i znajomych” – skomentował swój występ polska biegaczka. Osiągnięty wynik oceniła jako obiecujący w kontekście startu w mistrzostwach Europy.

Innym naszym lekkoatletycznym gwiazdom na Śląskim wiodło się ze zmiennym szczęściem. Ze swojego startu może być zadowolona sprinterka Ewa Swoboda. Był to jej pierwszy tegoroczny start na otwartym stadionie i od razu zakończony zwycięstwem. Wyniku 11,30 s zapewnił Swobodzie minimum na mistrzostwa Europy w Berlinie. Swój najlepszy wynik w tym roku uzyskał też płotkarz Damian Czykier, który zajął drugie miejsce z czasem 13,42 s. Drugi na 800 m był również Adam Kszczot. Naszego multimedalistę wyprzedził Kenijczyk Ferguson Rotich.

W rzucie młotem mężczyzn Wojciech Nowicki znów pokonał Pawła Fajdka, bijąc przy okazji rekord życiowy wynikiem 80,63 m. Fajdek był drugi z rezultatem 80,04 m. Wśród pań sensacją była druga z rzędu porażka Anity Włodarczyk, która cztery lata nie zaznała smaku porażki, a w tym roku najpierw przegrała 28 maja w Halle, a teraz w Chorzowie. Naszą mistrzynię, która była druga z wynikiem 75,52 m, pokonała Amerykanka Gwen Berry rezultatem 77,78 m. Wielką formę potwierdził natomiast kulomiot Michał Haratyk. Na Śląskim był trzeci z wynikiem 21,58 m. Przegrał z Ryanem Crouserem (22,27) i Tomem Walshem (21,63), w tej chwili najlepszymi w tej konkurencji na świecie, notującymi już wyniki powyżej 22,50. Haratyk we wszystkich sześciu próbach pchał kule powyżej 21 m.

Martwi natomiast słaba forma Konrada Bukowieckiego, który zajął piąte miejsce z wynikiem 20,32 m. W skoku o tyczce najlepszy był rekordzista świata Renaud Lavillenie, który uzyskał 5,91 m i wyprzedził dwóch polskich tyczkarzy – Pawła Wojciechowskiego (5,71 m) i Piotra Liska (5,51 m). W rzucie dyskiem triumfował aktualny mistrz świata Andrus Gudzius z rezultatem 69,30. Piotr Małachowski z wynikiem 64,10 m był czwarty.