Polski system podatkowy to wyzysk

Polski system podatkowy wymaga pilnej i gruntownej zmiany!

Musimy o tym mówić, to zadanie lewicy, bo wszyscy inni, włącznie z tymi progresywnymi, chowają w tej sprawie głowę w piasek, bo im z fokusów wyszło, że to kontrowersyjny temat. Trzeba przywrócić sprawiedliwość społeczną – nie przez blablanie i kosmetyczne zmiany w postaci transferów socjalnych na dzieci, które omijają znaczną część społeczeństwa: osoby bezdzietne, osoby mające dzieci dorosłe oraz emerytki i emerytów.

SYSTEM

wymaga głębokiej zmiany! Dość już napychania kieszeni najbogatszym kosztem tych najuboższych! Trzeba sobie jasno powiedzieć: obecny system podatkowy w Polsce to jest WYZYSK. Wyzysk grup najsłabiej uposażonych, przy jednoczesnym preferowaniu tych obrośniętych w kapitał: zarówno finansowy, jak i kulturowy i społeczny.
Podatki muszą być progresywne, a podatek VAT musi być niższy nie na dobra luksusowe, a na podstawowe, jak żywność czy ubrania (5 proc.). VAT powinien być jednak wyższy na produkty, które powodują choroby cywilizacyjne, jak cukrzyca, otyłość, miażdżyca czy nadciśnienie, a więc produkty wysokoprzetworzone, i na cukier.

Korporacje

ogólnoświatowe takie jak UBER czy AMAZON muszą przestać omijać przepisy i zatrudniać przez pośredników na śmieciówkach, muszą przestać transferować zyski poza nasz kraj, a jak nie to do widzenia!
Osoby zarabiające najmniej, pensję minimalną, powinny mieć ją w całości objęte kwotą wolną od podatku. Tak samo emeryci i renciści z najniższymi uposażeniami: najniższa emerytura i renta powinny być ustalone na poziomie aktualnej pensji minimalnej (po to, by emeryci i renciści również mogli korzystać z owoców wzrostu gospodarczego i aby zmniejszyć rozziew między poziomem życia pracujących a tych będących już na emeryturze) i również zwolnione z podatku.
Najbogatsi powinni płacić wyższe niż obecnie podatki. Powinno być w sumie 5 progów PIT: od 2251 do 30 tys. zł – 15 proc., powyżej 30 tys. do 60 tys. zł – 18 proc., powyżej 60 do 90 tys. zł – 25 proc., powyżej 90 do 199 tys. zł – 32 proc. i powyżej 200 tys. zł – 40 proc. OCZYWIŚCIE
OD NADWYŻKI!

Kapitał

powinien być opodatkowany: od spekulacji finansowych, obejmujących akcje, obligacje oraz derywaty (do których należy zaliczyć grupę instrumentów bardziej złożonych, takich jak opcje i swapy) powinien być naliczany podatek (FTT) w wysokości 0,1 proc. od wartości wszystkich transakcji między instytucjami, jeśli przynajmniej jedna ze stron ma siedzibę w Polsce. Podatek od transakcji na instrumentach pochodnych ma wynosić 0,01 proc.
Żeby nie było, że tylko zmiany w podatkach osobistych czy kapitałowych: zmiany w podatku CIT wprowadzone przez obecny rząd (m. in. przeciwdziałanie sztucznemu generowaniu kosztów i transferom zysku do podmiotów powiązanych czy przesuwanie go w ramach grupy kapitałowej) uważam za słuszne. Exit tax (podatek od niezrealizowanych zysków w związku z „ucieczką” z kapitałem z kraju w celu uniknięcia opodatkowania) – również.
Podatek rolny: opodatkowanie działalności rolniczej nie od areału, a podatkiem dochodowym w wysokości 19 proc., co pozwoli też uwzględnić rolnikowi koszty. Niejako w zamian należy wprowadzić ustawowe, gwarantowane ceny minimalne skupu na produkty rolne.
Kościoły powinny wprowadzić obowiązek dokumentacji przychodów Kościoła i duchownych, a księża powinni płacić składki ZUS na zasadach ogólnych, więc Fundusz Kościelny powinien zostać zlikwidowany. Od dywidendy kościelne osoby prawne również powinny płacić regularny podatek.

Wreszcie,

podatki powinni płacić wszyscy – mniejsi i więksi – truciciele środowiska. Powinny zostać wprowadzone podatki ekologiczne: ale nie chodzi o już obowiązującą akcyzę od energii i paliw, ale i podatek od paliw lotniczych (nie, latanie samolotami to nie jest prawo człowieka 😉), od pojazdów silnikowych nienapędzanych energią elektryczną (1 proc. przy każdym zakupie, także używanych pojazdów, oraz 0,5 proc. wartości zakupu za każdy kolejny rok użytkowania pojazdu) i od opakowań z tworzyw sztucznych (powinni go płacić producenci dóbr w wysokości 0,1 proc. od zakupu opakowań, do których je pakują, może przestaliby zawijać każdą pierdołę w plastikowe pudełeczko i jeszcze pozłotko z folii do tego i przerzucili się na opakowania z materiałów biodegradowalnych!)
Bo ostatecznie nikt nie zapłaci żadnego podatku na martwej planecie.

Kobiety chcą sprawiedliwego społeczeństwa

W tym roku motto przewodnie XX Manify warszawskiej zogniskowało się wokół kwestii przemocy dotykającej kobiety. Przemocy fizycznej, psychicznej, seksualnej, ekonomicznej. Każdej.

„Kim jest przemocowy gość?”
„To ten, który stosuje przemoc – fizyczną, psychiczną, seksualną, ekonomiczną. Może nim być nasz sąsiad, współpracownik, szef czy kolega, o którym mamy bardzo dobre zdanie. Może być nim nasz partner. Może mieć nienaganną reputację, może oficjalnie deklarować sprzeciw wobec przemocy. To niekoniecznie potwór, którego łatwo wykluczyć ze środowiska i udawać, że problem zniknął”.
Każdego roku przemocy doświadcza od 700 tys. do miliona Polek. Policyjne statystki przemocy w rodzinie niezmiennie mówią, że około 95 proc. sprawców to mężczyźni. Dane Agencji Praw Podstawowych UE za 2017 pokazują, że w Polsce 12 proc. kobiet padło ofiarą przemocy fizycznej ze strony partnera, psychicznej – 37 proc., seksualnej – 4 proc. Wypełniono około 75 tys. Niebieskich Kart. W 2018 było ich niewiele mniej (73). Policja odnotowała ogólną liczbę zgłaszających się ofiar przemocy domowej na 88 133. Część z nich wszczęła procedurę, część to „kolejne przypadki w trakcie” jej trwania. Ogólna liczba podejrzewanych sprawców będących pod wpływem alkoholu to ponad 43 tysiące. 427 dzieci odebrano z domów rodzinnych, ponieważ uznano je za zagrażające.
Wolne od przemocy i dyskryminacji nie są nawet środowiska, gdzie oficjalnie deklaruje się wolnościowe, lewicowe poglądy – przypomniały organizatorki demonstracji i przemawiające w jej trakcie aktywistki. Wzywały działaczki, by nie milczały, „by nie zaszkodzić sprawie” i nie rezygnowały ze swoich ideałów, lecz dążyły do tego, aby seksizm i przemoc przestały być tolerowane.

„Przemocowiec to również dłużnik alimentacyjny – nas, kobiet, nikt nie pyta, czy możemy pozwolić sobie na wykarmienie, zakup ubrań dla dziecka czy opłacenie rachunków. Nie mamy wyjścia, nie możemy liczyć na społeczną wyrozumiałość. W przeciwieństwie do mężczyzn, którym wciąż się pobłaża”.
Samodzielny ojciec” wciąż w odbiorze społecznym pozostaje bohaterem. Kobieta nie może liczyć na order matki roku tylko dlatego, że codziennie zapewnia byt dziecku, które powołała na świat.
Nie łudźcie się. Fundusz Alimentacyjny obejmuje tylko część dzieci, którym się one należą. Służy wyłącznie najmniej zarabiającym do 800 zł dochodu na osobę w rodzinie. Większość dłużników, również tych doskonale sytuowanych, często jednak nie rozumie, że alimenty to nie prezenty. Nie płaci aż 84 proc. zobowiązanych. Dłużnik alimentacyjny ma najczęściej twarz mężczyzny (kobiety stanowią 4 proc.), statystycznie jest w wieku 36-45 lat. Problemy z łożeniem na własne dzieci mają najczęściej mieszkańcy województw mazowieckiego, śląskiego i dolnośląskiego.
Na poprawę tego stanu rzeczy jest akurat nadzieja – ale nie płynie ona z funduszu, lecz z propozycji kar nakładanych na pracodawców, którzy pomagają alimenciarzom oszukiwać. Tu powstaje też kolejny problem – świadomego unikania zatrudnienia przez dłużników. To również wyzwanie dla rządu, na razie podjęte w teorii.
– Dłużnicy alimentacyjni bardzo często mają pieniądze, ale nie płacą, bo wyznają zasadę, że „na byłe dzieci nie płacą”. „Bo to zła kobieta była”. Nie żartuję – to są cytaty z dłużników i to nierzadkie. Trudno mi stać po ich stronie – mówi Ritmann. – Do tego często powstaje coś, co nazywam „zorganizowaną grupą wspierania dłużnika”. Wchodzi do niej obecny partner, pracodawca, rodzice. Kryją i chwalą dłużnika, że taki sprytny, bo wykiwał komornika. Na pewno komornika? – mówi z żalem Andrzej Ritmann, rzecznik prasowy Izby Komorniczej w Łodzi.

„To właściciel korporacji, szef, który nie szanuje praw pracownic i pracowników. To kapitalista, który buduje i wspiera system oparty na wyzysku najciężej pracujących”.
Wyzysk na polskim rynku pracy dotyka mnóstwo grup kobiet: od studentek po uchodźczynie i seniorki.
– Nie może być mowy o emancypacji kobiet w systemie kapitalistycznym, który opiera wyzysk na podziale siły roboczej – ze względu na płeć, pochodzenie czy posiadanie uprawnień do pracy w danym kraju. Dzięki podziałowi na pracownice i pracowników gorszej kategorii możliwe jest równanie płac w dół i szantażowanie innych pracowników. Taką rolę odgrywają często kobiety, które są niżej opłacanie, ale także migrantki i migranci, osoby o niepewnej z prawnego i praktycznego punktu widzenia sytuacji na rynku pracy – powiedziała Katarzyna Rakowska z Inicjatywy Pracowniczej Codziennikowi Feministycznemu.
Dlatego część demonstrantów i demonstrantek przyszła na Manifę z czerwonymi flagami i hasłami jednoznacznie domagającymi się całkowitej zmiany systemu: „Zniszcz kapitalizm, zanim zniszczy ciebie”, „Kapitalizm nie działa, inny system jest możliwy”. Aktywiści Historii Czerwonej przypomnieli postać Róży Luksemburg, przywódczyni rewolucji niemieckiej 1919 r. i wybitnej teoretyczki marksistowskiej, oraz jej hasło: Socjalizm albo barbarzyństwo, innej drogi nie ma!

„To polityk, który ten system legitymizuje. Który nie upomina się o prawa wykluczonych i marginalizowanych”.
Karolina Piasecka, żona radnego-przemocowca, twierdzi, że schematy zawsze są bardzo podobne. – Nie wiedziałam, jak to się stało, jak to możliwe, że on coś takiego robi. A potem zaczęłam sobie tłumaczyć, że to moja wina, że nie powinnam tak na niego krzyczeć. Że zasłużyłam. Więc najpierw na pewno był szok. Potem próba tłumaczenia. A potem wiara, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Bo przecież on jest dobry i czuły, jesteśmy mężem i żoną, rodziną. Kochamy się. (…) Niech pani nie pyta, czy w tym jest sens. Z boku – żadnego. Ale ja wtedy naprawdę wierzyłam, że jak będę taka, jak on chce, to wszystko się ułoży. Ulegałam. Odpuściłam raz, drugi. I dalej tak życie się toczyło. Wierzyłam, że jeśli zrobię to, czego chciał, to będzie dobrze, spełnię jego oczekiwania, będzie zadowolony. Dostosowałam się do zasad, jakie narzucił.

„To hierarcha Kościoła – skrajnie patriarchalnej instytucji, w której kobieta jest nikim, i który swoją wewnętrzną hierarchię usiłuje przenieść na społeczeństwo”.
Kościół katolicki jest znanym entuzjastą klapsów. „Spór o to, jaki rodzaj bicia dziecka jest stosowaniem przemocy, a jaki jeszcze przemocą nie jest, to czysta aberracja. Bicie słabszego i bezbronnego przemocą jest zawsze” – pisze ks. Adam Boniecki w „Tygodniku Powszechnym”, demaskując przedstawicieli kościoła, którzy z dumą powoływali się na Stary Testament i akapitu o „nieżałowaniu rózgi”.

Wrócili z Manify
– W tegorocznej Manifie, jak co roku przewijał się bardzo wyraźnie temat przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, ale teraz ponad tło wybił się wątek przemocy nie tyle domowej, co tej, która spotyka nas praktycznie codziennie w każdym miejscu, w który przebywamy: w miejscach pracy, na spotkaniach towarzyskich, w środkach komunikacji miejskiej – powiedziała Portalowi Strajk Anna-Maria Żukowska, rzeczniczka Sojuszu Lewicy Demokratycznej. – Manifa nagłaśnia fakt, że przemoc to nie tylko agresja fizyczna powodująca widoczne obrażenia, to także wielokrotnie częstsza przemoc psychiczna: mobbing, słowne molestowanie, jak również przemoc ekonomiczna. W tym roku wyraźne i nośne były hasła antykapitalistyczne. Coraz więcej uczestniczek Manif dostrzega związek między ustrojem kapitalistycznym a przemocą, której ofiarami padają kobiety – zauważyła działaczka.
W gronie manifestujących nie zabrakło aktywistek i aktywistów warszawskiego okręgu Razem oraz delegacji Wiosny z Robertem Biedroniem na czele. Dopisała również frekwencja wśród osób dotąd niezaangażowanych w żadnych organizacjach.
– Pozytywnie zaskoczyła mnie ogromna ilość młodych osób z całkowicie nowymi hasłami na patykowcach i transparentach – skomentowała w rozmowie z Portalem Strajk Urszula Kuczyńska, działaczka Razem w Warszawie. – Nie panował w ostatnim czasie nastrój mobilizacji, ale widać wyraźnie pokłosie poruszenia z 2016 roku. Budzi się świadomość i gotowość do walki o prawa kobiet i mniejszości, a słowo „solidarność” zaczyna nieść swoje prawdziwe znaczenie: wszyscy za jedną, jedna za wszystkie. No i polskie #metoo ewidentnie rozpędu zaczęło dopiero teraz nabierać: nośność hasła walki z przemocą wobec kobiet, seksualną i nie tylko, wyraźnie wzrosła, bo wzrosła znajomość i świadomość problemu – podkreśliła.
– Jak wiemy problem przemocy wobec kobiet w Polsce jest ogromny, dlatego warto zwracać uwagę na tę kwestię i przypominać, że nie zgadzamy się na żadną przemoc i żądamy zmiany prawa i wyższych kar dla sprawców. Niestety statystyki nie pozostawiają złudzeń, krzywdzą głównie mężczyźni, często wcześniej znani kobietom – dzielnym surwiwalkom – przetrwalniczkom. Tym kobietom, które mimo przemocy przetrwały , często ogromną i trudną do zniesienia systemową /seksualną /fizyczną /ekonomiczną /psychiczną przemoc – powiedziała nam Kaya Szulczewska, autorka wkluczającego projektu Ciałopozytyw. To również stała bywalczyni warszawskiej Manify.- Osób biorących udział w przemarszu było na moje oko dużo, a atmosfera wprost wspaniała. Widać było mnóstwo transparentów, które świadczyły o tym, jak bardzo zróżnicowane i intersekcjonalne jest środowisko feministyczne i jak dużo tematów jest obecnie dla nas ważnych i żywych.

Jest o co walczyć. Dlatego po Manifie warszawskiej czeka nas jeszcze cała seria podobnych wydarzeń w innych miastach Polski. 8 marca po raz jedenasty odbędzie się Śląska Manifa w Katowicach. 9 marca o społeczeństwo wolne od wyzysku i dyskryminacji będą upominały się łodzianki, mieszkanki Trójmiasta, #MyNiepokorne z Kielc, torunianki, wrocławianki i lublinianki. Dzień później Manifa przejdzie ulicami Bydgoszczy, a 16 marca prokobiece i wolnościowe hasła zabrzmią w Rzeszowie, w regionie, który klerykalna i konserwatywna prawica chce zamienić w swój bastion.
Widać też, że od czasu czarnego protestu, debata na temat aborcji przybrała bardziej bezpośrednią i zróżnicowaną formę. Co bardzo cieszy, przestajemy wstydzić się swoich poglądów i zaczynamy mówić o doświadczeniu aborcji w normalny sposób.
Wolne od przemocy i dyskryminacji nie są nawet środowiska, gdzie oficjalnie deklaruje się wolnościowe, lewicowe poglądy – przypomniały organizatorki demonstracji i przemawiające w jej trakcie aktywistki.

Nie lubię ściemy

Podczas konwencji SLD delegatki i delegaci podjęli większością 111 głosów, przy 6 głosach wstrzymujących i 3 przeciwnych – w tym moim – decyzję o przystąpieniu do utworzenia Koalicji Europejskiej wraz z innymi ugrupowaniami opozycji parlamentarnej. Demokratycznie zdecydowaliśmy o formule naszej drogi do Parlamentu Europejskiego. Decyzja zapadła, pora ją realizować. Zgodnie z tym, co zapowiadałam, zawsze będę lojalnie broniła demokratycznie podjętych przez moje Koleżanki i Kolegów decyzji!

Spodziewałam się takiej decyzji i wiedziałam, że moje stanowisko, zwłaszcza po ostatnich sondażach i polityce Wiosny o niewchodzeniu w żadną lewicową koalicję, będzie odosobnione. Jednakże staram się być w podejmowanych decyzjach konsekwentna, więc, jako od dawna zdeklarowana zwolenniczka koalicji stricte lewicowej do wyborów do PE, nie mogłam oddać innego głosu. Moja koncepcja przegrała, bo być może była błędna i mądrość zbiorowa partii polega na tym, że balansuje skrajności. Czas pokaże, co się wydarzy. Jeśli Koalicja Europejska odniesie wyborczy sukces, to okaże się, że warto być pragmatycznym i konsensusowym.

Przed nami wyzwanie wynegocjowania jak najbardziej propracowniczych punktów programu wyborczego do #PE. Trzeba będzie walczyć o to pazurami, wiem. Ale Włodek Czarzasty to jest facet, który jest jedynym znanym mi politykiem – i nie mówię tego z oczywistych sympatii partyjnych – który jest w stanie stawiać i egzekwować warunki wobec Grzegorz Schetyna. Bo jest wprost niereformowalnym 😉 człowiekiem czynu, a nie gadaniny. Bo umie walnąć prawdą między oczy. Wreszcie, bo stoi za nim murem trzech premierów, z których dwóch – w tym jeden wówczas jako szef dyplomacji, wprowadziło Polskę do Unii Europejskiej.

Realnie patrząc, żeby w całej #UE wprowadzić europejską płacę minimalną, to i tak potrzebne są głosy nie tylko S&D, w którym są i będą nasi eurodeputowani, ale i głosy EPP. Obecnie w PE rządzi koalicja S&D z EPP właśnie. Zatem nie ma co się obrażać na rzeczywistość, tylko umieć się w niej odnaleźć. Uwarunkowania polityczne są takie, a nie inne. Mam nadzieję, że drogo sprzedamy tę naszą, dwudziestoletnią już w tym roku, czerwoną skórę. Że będzie warto, bo wprowadzimy do S&D posłów i posłanki, którzy i które zjeść się nie dadzą, bo przecież nikt nie będzie np. takim byłym premierom RP w kaszę dmuchał i z ich zdaniem trzeba się będzie w UE liczyć.

Nie lubię ściemy. Uważam, że wyborczyniom i wyborcom trzeba mówić prawdę. Zarówno o mankamentach i braku realności programów innych partii, jak i o backgroundzie podejmowanych przez własne ugrupowanie decyzji.
Decyzja, która zapadła, była jedyną możliwą. Są takie sytuacje, kiedy ma się niewielkie pole manewru. Trzeba wówczas prowadzić auto tak, żeby uniknąć wypadku. SLD nie jest rozpędzonym do 200 km/h najnowszym modelem S-klasy ze wszystkimi ABS-ami, systemami kontroli trakcji-i-bóg-wie-czego, i innymi takimi, a przede wszystkim z mocą 160 koni pod maską, który ucieknie na drodze przed każdym. Jesteśmy takim moim, używanym, Oplem Astrą. Popularnym modelem, który się super prowadzi, przez wiele lat nie zawodzi, który ma lub miała masa ludzi, a który jak ma nowe zimówki (wszyskich posiadaczy samochodów zachęcam!), to nawet pod górę minie mercedesa, który na opony poskąpił i nie umie złapać przyczepności (historia autentyczna). Ale kiedy mamy obok rozpędzone tiry, które dodatkowo się nawzajem próbują bez przerwy wyprzedzać, to żadna Astra H nie będzie próbowała wyprzedzania na trzeciego.

Idealizm i pragmatyzm

O tym, kto w Polsce boi się lewicy i dlaczego w tym samym czasie lewicowe organizacje ponoszą klęski, jak przestać bać się własnego cienia i jakie znaczenie mają wybory parlamentarne jesienią tego roku Wojciech Łobodziński (strajk.eu) rozmawia z Anną-Marią Żukowską, rzeczniczką prasową SLD.

Z kim ostatecznie Sojusz Lewicy Demokratycznej będzie szedł do wyborów europarlamentarnych? 8 stycznia przewodniczący partii mówił „Gazecie Wyborczej”, że kwestia ta wyjaśni się w ciągu najbliższych dni…
Tragedia, jaka dotknęła Polskę 13 stycznia, nie przeszła bez echa w środowiskach politycznych. Reprezentacja SLD była na pogrzebie prezydenta Adamowicza, a żałoba po tragicznie zmarłym przedłużyła procesy negocjacyjne. Ponadto statut partyjny mówi jasno – to konwencja partyjna decyduje o takich sprawach.

Czy to nie za późno? Czy najwyżej notowana lewicowa partia w Polsce nie powinna była podjąć tak kluczowych decyzji już wcześniej?
Ależ skądże! Może właśnie zbytni pośpiech tych, którzy chcieliby wszystko załatwić na podstawie krótkich rozmów i obietnic niepodpartych zaufaniem, które buduje się poprzez długi dialog, byłby błędem. Z pewnością nie możemy sobie pozwolić na określenie się za późno. Ale połowa lutego to jeszcze nie jest tragedia. Lepsza jest powolna praca i towarzysząca jej trzeźwa ocena sytuacji. To pozwoli nam wynegocjować coś, co dla reprezentowanej przez nas znacznej części lewicy polskiej, będzie korzystne na dłuższą metę.

Ale wydawało się, że wasze ruchy są dość oczywiste. Dostaliście od partii Razem jasny sygnał po wyborach samorządowych. Także wnioski z waszego wyniku wyborczego same się narzucały.
Niektóre sygnały bywają przedwczesne…
A nasze ruchy byłyby oczywiste, gdybyśmy byli jedynym podmiotem, jaki podejmuje decyzje. Tymczasem rozmowy były toczone przez wszystkich i na różnych frontach, i przez partie parlamentarne, czy te spoza parlamentu. Brało w nich też udział nowe stronnictwo Roberta Biedronia, chociaż ono akurat od początku dawało do zrozumienia, że nie zdecyduje się na start w żadnej szerszej formule, a już na pewno nie jednoznacznie deklarującej się jako lewicowa.

Ale jednak podczas konferencji w siedzibie partii Razem, 8 stycznia, przedstawiciele i przedstawicielki ruchów związkowych i lokatorskich oraz mniejszych partii, wszyscy, może poza Piotrem Ikonowiczem, dali jasno do zrozumienia, że czekają na waszą decyzję.
Żeby podjąć decyzję, musimy zwołać zarząd i konwencję. Może demokracja nie jest spektakularna i dużo kosztuje, ale tak działa u nas. Postępujemy po prostu zgodnie ze statutem.

Robert Biedroń prowadził rozmowy z partią Razem. Nie było tak, że starał się on jednak zbudować lewicową koalicję, tylko z wykluczeniem SLD?
Nie wiem tego. Natomiast jeśli to prawda, to jestem ciekawa, czy partia Razem figurowałaby na listach jako koalicjant, czy chodzi tylko i wyłącznie o start poszczególnych osób na listach. Wtedy mielibyśmy taką samą sytuację, jaką próbowano nam sprzedać w Warszawie w wyborach samorządowych. Jako żywo nie było tu mowy o żadnej nowej koalicji. Proponowano nam start z list, a my w SLD tak się nie bawimy. Nie chcę jednak komentować przebiegu rozmów Razem z Biedroniem, bo po prostu nie wiem, jak one przebiegały.

A do jakiej opcji Tobie osobiście jest najbliżej?
Powszechnie znanym faktem jest, że jestem zwolenniczką koalicji lewicowej. Mowa tu oczywiście o wyborach do Europarlamentu, w których nie ma innego progu dla koalicji, a innego dla partii. Takie rozwiązanie dyktują i względy ideologiczne, i realpolitik. W ten sposób nie oddalibyśmy swojego elektoratu. Wspólny start z KO to ryzyko utraty wiarygodności, co może skończyć się przegraną z PiS, po której zacznie się szukanie winnych. Będzie klops i frustracja…

… a według mediów liberalnych wszystkiemu zawsze winne jest SLD.
Może się okazać, że spadnie nam w korzystnych dla liberałów sondażach. “Pokażą” one, że SLD ma 2 proc. i Schetyna powie: “Włodek masz jedynkę, a reszta – do widzenia”.

I co wtedy?
Zakładam, że nie zgodzimy się na takie rozgrywki. Rozmowy się toczą. Ja wierzę w to, że są prowadzone dobrze. Ale zawsze jest ryzyko, że ktoś kogoś może oszukać. Lepiej przyjąć od razu takie założenie, by być czujniejszym na przyszłość.

Musicie jednak mieć jakieś warunki brzegowe.
Jeśli mowa o wyborach do Europarlamentu, to są to cztery punkty, naszym zdaniem esencjonalne dla naszej walki politycznej. Po pierwsze, to europejska płaca minimalna, następnie – wspólna polityka wojskowa Unii Europejskiej, wspólne siły zbrojne w założeniu maksymalnym, niezależne od NATO, przystąpienie Polski do Europejskiej Unii Bankowej, co pozwoliłoby na kontrolowanie takich patologii jakie ostatnio miały miejsce w KNF i docelowo przystąpienie do strefy euro, lecz w sposób bezpieczny, który gwarantowałby wzrost płac w Polsce. Dziś są one bardzo niskie i to właśnie, na równi z problemem łamania praw pracowniczych, uważamy za kwestię podstawową.

Jeśli to jest kwestia podstawowa, to rozwińmy – jaką Polskę chciałoby zbudować SLD? W polskiej polityce jedyna całościowa wizja, jaka funkcjonuje, to wizja PiS. A jeśli nie mamy już o czym marzyć, to w zasadzie jesteśmy martwi. Mnie osobiście skrajnie rozczarowuje mantra Czarzastego, który powtarza non stop, że “damy wam to, co PiS zabrał, a zostawimy to, co dał”. Dla mnie jest to poddanie pola walki o ideologię i dyskurs, pustosłowie. Ktoś mało życzliwy SLD dodałby nawet, że to dowód pustki ideowej i braku odwagi.
Myślę, że to, co mówi przewodniczący, to są nasze cele minimum. Trochę zabawne wydają mi się rewolucyjne koncepcje zmieniania świata z pozycji partii, sił czy środowisk, które nie mają na nic wpływu. To, co mogłoby moim zdaniem teraz zmienić polską rzeczywistość, to Unia Europejska. Bez niej nie istniejemy geopolitycznie, de facto prawnie jesteśmy od niej uzależnieni i mówię o tym w pozytywnym sensie. Nasi europarlamentarzyści są bardzo aktywni w S&D (Progressive Alliance of Socialists and Democrats). Samo wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej, co postulujemy my i nasza frakcja europejska, byłoby dla nas wszystkich rewolucją!

Ja to wszystko rozumiem, ale chodzi mi o bardziej emocjonalny ładunek polityki, o ideologię, o coś, za czym ludzie pójdą, w co będą wierzyć i o co będą walczyć. Nawiązując do myśli Chantal Mouffe czy Carla Schmitta, PiS był w stanie stworzyć podział gwarantujący mu hegemonię, podział my-oni.
I tym samym zantagonizować całe społeczeństwo. Nie wiem, czy tego chciałaby lewica.

Ale o tym właśnie mówi koncepcja walki klas, fundament działania lewicy. Antagonizm, który jest esencją polityki, można zagospodarować progresywniej niż na poziomie krzyża, “żołnierzy wyklętych” i “spokojnej konsumpcji”. A Unią mało kto się naprawdę interesuje, chyba że wtedy, gdy PiS ją opluwa.
PiS wymyśla jakieś tezy z szuflady, że w Brukseli NAM coś narzucają, chociaż my też jesteśmy częścią UE i o niej współstanowimy. Wszyscy mniej więcej wiedzą, co ona nam daje, ale niestety mało, kto wie jak działa. Więc łatwo wymyślać jakieś tezy o jakości fake newsów i zwykłego hejtu. Przy okazji na nich też budując swoją wizję tutejszej polityki i wspólnoty.

Może warto mówić o nowej jakości, równocześnie ją tworząc? Może inspiracją mogłaby być działalność Jeremiego Corbyna czy Die Linke, filozofia polityczna Bell Hooks, Negriego, Mouffe? A z polskiego podwórka – aktywizm takich ludzi jak Piotr Szumlewicz czy rozważania Rafała Wosia albo ekipy Praktyki Teoretycznej. Jest z czego wybierać…

SLD bacznie przygląda się zagranicznym partiom, często z nimi współpracując lub ucząc się z ich doświadczeń, niestety klimat panujący teraz na polskiej lewicy na niewiele w tych kwestiach pozwala. Zdecydowanie się zgodzę, że lewica w Polsce musi przestać bać się sama siebie. Odrzucić autocenzurę, bo prawica nam ją narzuciła, a wobec samej siebie jej nie stosuje.

Właśnie.
Prawica nie ma żadnych skrupułów, hołubiąc dwuznacznych czy jawnie podłych ludzi, poczynając od Dmowskiego, po Eligiusza Niewiadomskiego. Oni w ogóle nie mają w tym wszystkim cienia zahamowań! Romansują w sposób niebezpośredni, ale jawny, z organizacjami skrajnie faszystowskimi, nacjonalistycznymi. Czym w końcu jest zatrudnienie na stanowisku wiceministra cyfryzacji Andruszkiewicza, fana Łupaszki, mordercy niewinnych ludzi. To odrażający gest.
Tymczasem my się boimy własnego cienia, a mamy więcej chlubnych postaci, niż prawica.

Czy SLD da radę stworzyć nową formułę, treść, żeby idea lewicowa żyła, przyciągała nowych zwolenników? Przestać przepraszać, na przykład za Millera…
To było piętnaście lat temu! A cała III RP ma lat 30! To jest prehistoria.

A kto zajmie się porządkowaniem teraźniejszości? Może trzeba jakiegoś manifestu, żeby dobitnie skończyć z mówieniem o Millerze, Magdalence, o kandydatce Ogórek. Mamy 2019 rok i sytuację taką, a nie inną. Nie widzisz siebie jako autorki czegoś podobnego, skoro konsekwentnie mówisz o lewicowej koalicji, zwrocie ku postępowej polityce?
Tak, obecna sytuacja zbliża nas do katastrofy geopolitycznej i klimatycznej. Ale nie uważam, żeby to był czas na pisanie manifestów. Może za kilka miesięcy? Obecne kierownictwo zakłada, że musimy wrócić do Sejmu, by pozwolić sobie na prawdziwe odbudowywanie lewicy. Jeżeli teraz do Sejmu nie wejdziemy ani my, ani Razem, to będzie katastrofa. Po drugiej z rzędu porażce sejmowej nikt już się nami nie będzie interesował. Będziemy kwiatkiem do kożucha konserwatywnej Polski, kanapą sfrustrowanych myślicieli i myślicielek. Dlatego myślę, że trzeba pogodzić idealizm z pewnym pragmatyzmem. Jeśli nie dostaniemy się do Sejmu, to będziemy mogli sobie pisać bardzo piękne, elokwentne manifesty… których nikt nie przeczyta.

Chcesz powiedzieć, że zaczniecie ofensywę ideologiczną po wejściu do Sejmu?
Tak! Tak jak mówił przewodniczący Włodzimierz Czarzasty, to musi być kompletnie nowe otwarcie dla całej lewicy. Nie może się to skupiać tylko na SLD, to musi być coś nowego. Mam wielką nadzieję, że uda się do czegoś takiego doprowadzić. W tym roku, 15 kwietnia, SLD będzie obchodziło dwudziestolecie. To jest pewien kapitał doświadczenia, ale też okazja do rachunku sumienia, podsumowania i rozpoczęcia pewnych rzeczy od nowa. Czarzasty będzie do tego dążył. Wystarczy spojrzeć, co się stało przez ostatni rok – nigdy nie byliśmy tak blisko siebie na lewicy. Dochodzi do synergii, której potrzebują polscy pracujący i pracujące, wykluczeni i wykluczone, bo wyzwania kapitalizmu, którym musimy stawić czoła, są przeogromne. I wielki projekt dla nich będzie, ale w momencie wejścia do sejmu. Teraźniejsza scena polityczna nie pozwala na to, żebyśmy stworzyli coś, co by porwało tłumy. Najważniejsze i najskuteczniejsze, co możemy osiągnąć w najbliższej przyszłości, to po prostu dostać się do Sejmu! A potem działać dalej, razem ze związkami zawodowymi, organizacjami lewicowymi, razem z ludźmi.

W stronę Europy

Konwencja zadecyduje o formule startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego, referendum wewnątrzpartyjne orzeknie o formule startu do Sejmu i Senatu.

 

Podmiotowość, partnerstwo oraz wspólny program – to trzy warunki jakie muszą zostać spełnione, aby mogła zawiązać się proeuropejska koalicja na wybory do Parlamentu Europejskiego oraz prodemokratyczna do Sejmu i Senatu – zadecydowała Rada Krajowa SLD. W tym celu 15 grudnia 2018 r. Rada upoważniła Zarząd oraz przewodniczącego Włodzimierza Czarzastego do prowadzenia rozmów, zarówno ze środowiskami lewicy, jak i partiami, które są w opozycji do PiS. Rozmowy mają zakończyć się do końca stycznia 2019 r., w pierwszym kwartale przyszłego roku odbędzie się Konwencja SLD, która podejmie decyzję w sprawie ewentualnej umowy koalicyjnej na wybory do Parlamentu Europejskiego. W sprawie formuły startu do parlamentu krajowego w partii odbędzie się referendum, w którym udział będą mogli wziąć wszystkie członkinie oraz członkowie partii.
W związku z niechlubną rocznicą uchwalenia tzw. ustawy represyjnej zwrócono się do środowisk emerytów mundurowych z przesłaniem o solidarności oraz wspólnej walce o odzyskanie praw nabytych przez tę grupę społeczną. Rada Krajowa podsumowała również wybory samorządowe 2018 r. oraz podziękowała wszystkim wyborcom za głosy, a kandydatom za start.
Szczegóły przebiegu Rady zaprezentowano na konferencji prasowej tuż po jej zakończeniu. – W sposób jednomyślny Rada Krajowa potwierdziła dotychczasową linię partii, tzn. brak współpracy z PiS-em na jakimkolwiek szczeblu samorządowym będzie kontynuowana, potwierdziliśmy, iż żadna członkini ani członek naszej partii nie ma prawa startu z jakiejkolwiek innej listy partyjnej. W sprawach wewnętrznych ustaliliśmy, że nie zdarzy się taka sytuacja, iż ktokolwiek będzie mówił w mediach niefajnego na temat swojej partii – powiedział Włodzimierz Czarzasty rozpoczynając spotkanie z dziennikarzami. – Rada Krajowa SLD jednomyślnie upoważniła Zarząd partii oraz przewodniczącego do podjęcia rozmów dotyczącej potencjalnej koalicji do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Samodzielny start jest zawsze możliwy, ale uważamy, że powinniśmy stworzyć koalicję. Nasz mandat do rozmów koalicyjnych: po pierwsze z lewicą: Partią Razem, Partią Zieloni oraz tymi wszystkimi organizacjami, z którymi już szliśmy do wyborów. Równolegle ze wszystkimi siłami demokratycznymi, do których zaliczamy: PSL, Partię Nowoczesną, czy też Platformę Obywatelską – poinformował przewodniczący SLD.
– W pierwszym kwartale 2019 r. na Konwencji podejmiemy ostateczną decyzję o formule startu do Parlamentu Europejskiego. Dzisiaj zwołaliśmy Konwencję SLD, jej dokładny termin określi Zarząd partii i na niej zatwierdzimy ewentualną umowę koalicyjną. Zgodnie z zapowiedziami zadecydowaliśmy, iż sposób wejścia powrotu Sojuszu Lewicy Demokratycznej do polskiego parlamentu zostanie zatwierdzony w referendum wszystkim członkiń i członków partii – mówił Czarzasty..
Przewodniczący Sojuszu zapowiedział, iż najdalej do końca stycznia zostaną ustalone zasady współpracy z potencjalnymi koalicjantami. – Będziemy się spotykać z partiami, które Unię Europejską, tolerancję, sprawy nam bliskie uważają za wartość. Będę prosił o spotkania z liderami tych partii i będziemy starali się stworzyć proeuropejską koalicję, której jednym z celów będzie wprowadzenie jak największej ilości eurodeputowanych, którzy uważają, iż Polska powinna być w UE, a Unia powinna być silna. A wyborach do parlamentu krajowego będziemy chcieli stworzyć prodemokratyczną koalicję, której jednym z celów będzie doprowadzenie do tego, iż Polska stanie się lepiej zarządzanym krajem niż jest obecnie.
Rada Krajowa Sojuszu skierowała również podziękowania wyborcom oraz kandydatom, którzy wsparli SLD Lewica Razem w ostatnich wyborach samorządowych. – Gratulujemy wszystkim tym, którzy zdobyli mandaty. Współrządzimy obecnie wspólnie z PSL-em, Nowoczesną i Platformą Obywatelską w 8 województwach na poziomie Sejmików. Mamy 7 prezydentów z legitymacją SLD, ponad 20 ma PO, 5 PiS. Wynik 6,7% został uznany za wynik, który nas nie satysfakcjonuje, ale pamiętamy o tym , że w roku 2016 startowaliśmy z długiem 6,5 mln złotych, wypadliśmy z Sejmu i byliśmy po skandalicznej decyzji w sprawie kandydatki na prezydentkę – Magdalenę Ogórek, która zdobyła 2% poparcia. Jako partia pozaparlamentarna zdobyliśmy 4 wynik w Polsce – podsumował Włodzimierz Czarzasty. – Ze swojej strony pragnę podziękować Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Włodzimierzowi Cimoszewiczowi oraz Markowi Belce za pomoc w wyborach samorządowych – powiedział.
Prof. Bogusław Liberadzki podczas konferencji prasowej zarysował ramy wspólnoty programowej na wybory do europarlamentu. – Nasza podstawowa troską jest Unia Europejska: coraz bardziej sprawna, solidarna, sprawiedliwa; która chroni i daje poczucie obywatelom, iż wszystkim nam żyje się lepiej. Proszę zauważyć, iż spośród obecnych 51 posłanek i posłów, którzy pochodzą z Polski, mniej więcej połowa znajduje się w tej proeuropejskich grupach politycznych: Socjaliści i Demokraci (SLD oraz UP) i Europejskiej Partii Ludowej (PO oraz PSL). Druga połowa to albo eurosceptycy – Konserwatyści Reformowani, bądź też wręcz przeciwnicy Unii Europejskiej. Stąd nasz apel, nasza otwartość i swojego rodzaju wsparcie ma prowadzić do tego: twórzmy atmosferę proeuropejską, ta Unia jest nasza i przez nas jest kształtowana – mówił wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
– UE będzie bardziej propolska, kiedy więcej posłanek i posłów, którzy nie kwestionują, ale umieją zmieniać Unię Europejską – podkreślił Liberadzki. – Jesteśmy otwarci na partnerstwo, na tworzenie koalicji z wszystkimi tymi, którym jest po drodze z silną Polską w zdrowej Unii Europejskiej. Z naszej obecności w UE płynie nasz sukces, ale nikt nie obiecał, że będzie łatwo, nikt przecież tego nie obiecywał, o swoje trzeba walczyć, a my wiemy jak to robić – podsumował.
Wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela przedstawił fundament, na którym powinna opierać się współpraca pomiędzy prodemokratycznymi i proeuropejskimi partiami. – Kiedy rozmawialiśmy o koalicjach wyborczych ustaliliśmy następujący fundament: 3xP: program, partnerstwo i podmiotowość. Te trzy elementy są niezbędne, aby szukać kompromisu oraz wspólnych porozumień wyborczych.
– Bardzo dobrym tego przykładem jest miasto Łódź, gdzie wszystkie partie polityczne będące w opozycji do PiS-u cofnęły się i schowały swoje szyldy tworząc wspólny komitet. SLD, PO, Nowoczesna, PSL wystawiły jednego kandydata na urząd prezydenta miasta. W wyborach samorządowych w Łodzi SLD osiągnął bardzo dobry wynik i wprowadził 8 radnych do Rady Miasta – mówił wiceprzewodniczący partii. – Dzisiaj Sojusz jest podmiotem, ponieważ funkcjonuje klub radnych SLD. Fundament 3xP jest niezbędny, aby poważnie podchodzić do proeuropejskiej, czy też ewentualnej jednej dużej prodemokratycznej listy wyborczej – podkreślił Trela.
W związku z rocznicą uchwalenia tzw. ustawy represyjnej Andrzej Rozenek zwrócił się do środowisk emerytów mundurowych. – Jedną z przyjętych dzisiaj uchwał, jest dokument skierowany do środowiska emerytów mundurowych. 16 grudnia 2016 r. PiS w niezbyt dobrze znanych okolicznościach prawnych na Sali Kolumnowej przyjął tzw. ustawę represyjną – ustawę o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin – przypomniał polityk lewicy.
– Ustawa ta spowodowała śmierć 52 osób, jest niezwykle niesprawiedliwa i godzi w porządek konstytucyjny państwa – poinformował Roznek.
– Przededniu tej nieszczęsnej rocznicy SLD solidaryzuje się ze środowiskiem emerytów mundurowych; podkreśla, iż niedopuszczalne jest stosowanie odpowiedzialności zbiorowej wobec kogokolwiek; zaznacza, iż zabieranie praw nabytych jest niezgodne z konstytucją. Ustawa represyjna jest zwykłą agresją partii politycznej wobec społeczeństwa – podkreślił.

Głos lewicy

Kłamstwo ekologiczne

Czesław Cyrul o COP24:

Obrońcy brudnego powietrza w Polsce, a tym samym zwolennicy palenia mułem węglowym w piecach, spalania śmieci i demontażu wiatraków czyli politycy PiS tak odpowiadają na zarzuty trucia krajowego powietrza. Ale Niemcy emitują więcej dwutlenku do atmosfery niż w Polsce.
To prawda, ale. Niemcy liczą 83 miliony mieszkańców, a w Polsce mieszka 38 mln obywateli. I dalej, gospodarka niemiecka jest ponad czterokrotnie większa od polskiej. Zatem choć Niemcy wiele robią, by zmniejszyć emisję dwutlenku do atmosfery, póki co, emitują, z powyższych powodów, tego gazu do atmosfery więcej. Tego oczywiście politycy PiS i ich dziennikarski dwór nie wyjaśniają, bo po co. Ciemny lud ma kupić taką wersję: Niemcy to brudasy i niszczyciele środowiska naturalnego. My, rząd polski, rąbiemy wiele, ale to Niemcy naganiają do nas gazy cieplarniane. I do wielu to trafia.

 

Pokonać PiS, wprowadzić lewicowych posłów!

– Moim celem nie jest samo pokonanie PiS. To tylko wstęp do celu, jakim jest realizacja programu – mówiła w #RZECZoPOLITYCE Anna-Maria Żukowska.
Rzeczniczka prasowa SLD podkreśliła, że do zrealizowania tego celu niezbędne jest to, by „spotkała się w Sejmie i w Senacie z politykami myślącymi podobnie”. Dlatego, jak dodała, jej celem jest „wspólna lista lewicy” obejmująca m.in. powstającą formację Roberta Biedronia czy Partię Razem.
Jak przekonywała Żukowska taka lista miałaby szansę wprowadzić do Sejmu na tyle dużo posłanek i posłów o poglądach lewicowych, że mogliby oni „wynegocjować część postulatów, które są dla lewicy ważne”. Polityczka SLD zaznaczyła przy tym, iż jest świadoma, że taka lista „nie przeskoczyłaby listy Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej”. Pytana o ewentualny start polityków Sojuszu z listy Koalicji Obywatelskiej Żukowska podkreśliła, iż „negocjacje można prowadzić, kiedy ma się zaufanie do partnera”. Tymczasem – jak dodała – po tym jak po wyborach samorządowych część posłów Nowoczesnej przeszła do klubu PO (który zmienił nazwę na Klub Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska), co pozbawiło Nowoczesną klubu w Sejmie, „zaufanie do PO, jako godnego partnera, na którego ramieniu można się oprzeć, zostało zachwiane”.
– Pytanie czy nie jesteśmy potrzebni tylko po to, żeby być listkiem figowym – dodała.
Żukowska oceniła, że sytuacja Nowoczesnej „zapaliła na pewno żółte światło mocno bijące po oczach”.
Info z sld.org.pl

Głos lewicy

Powstaną koalicje

Sojusz Lewicy Demokratycznej, Platforma Obywatelska, Nowoczesna oraz Polskie Stronnictwo Ludowe zawarły porozumienie polityczne o wyłonieniu wspólnych koalicji w 9 sejmikach wojewódzkich w Polsce. Współpraca będzie obejmować następujące województwa: kujawsko-pomorskie, lubuskie, mazowieckie, opolskie, pomorskie, śląskie, warmińsko-mazurskie, wielkopolskie oraz zachodniopomorskie.
– Pomimo, iż Sojusz nie ma reprezentacji we wszystkich tych sejmikach, koalicja zostanie zawarta w 9 województwach – podkreślił Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD.
Porozumienie będzie oparte na podstawach programowych, które są obecnie negocjowane regionalnie, a które nabiorą kształt umów koalicyjnych zawieranych na poziomie województwa.
Takie umowy zostały już podpisane w województwie opolskim oraz kujawsko-pomorskim. W ciągu najbliższych dni zostaną zawarte w kolejnych 7 sejmikach wojewódzkich – czytamy na stronie Sojuszu lewicy Demokratycznej.

 

Panie Robercie, Pan się myli!

Słucham, że według Roberta Biedronia w porozumieniu dot. koalicji w sejmikach wojewódzkich chodzi wyłącznie o „stołki”, a nie o wartości czy walkę o sprawy programowe. Otóż nie, Robercie. W tym porozumieniu chodzi o to, czy tylko jedno województwo (Podkarpackie, w którym rządzić będzie PiS) ogłosi się „strefą wolną od gender, homopropagandy, feminizmu i aborcji”, czy pozwolimy na to w reszcie województw!
Chodzi o to, czy w województwach będzie wycofywane finansowanie in vitro i wprowadzane w to miejsce finansowanie naprotechnologii (sic!), czy też wprowadzimy in vitro w jeszcze większej liczbie województw, niż w tej chwili.
Chodzi o to, czy w szpitalach wojewódzkich nagle wszyscy lekarze podpiszą klauzule sumienia i w związku z tym nikt nie podejmie się przeprowadzić legalnych aborcji, czy też może wprowadzimy 24-godzinne gabinety ginekologiczne z nieoklauzulowanymi lekarzami i lekarkami.
Chodzi o to, czy w województwach będą wykorzystywane środki unijne, czy też PiS będzie się bał brać kredyty na wkład własny.
Nie można sprowadzać powyborczych rozmów koalicyjnych tylko i wyłącznie do „walki o stołki”, jest to daleko idące, cytując klasyka, „nadużycie semantyczne”. Oczywiście, że sprawy kadrowe są również omawiane w toku tych rozmów. Nie da się inaczej – to od posiadania realnego wpływu na kluczowe decyzje i możliwości ewentualnego wywierania presji na współkoalicjantów będzie zależała zdolność do wprowadzania swoich propozycji programowych – napisała na Facebooku Anna-Maria Żukowska, rzeczniczka prasowa SLD.

 

Nie lansujcie faszystów

TVN24, środa, program „Czarno na białym”. W całości poświęcony nacjonalistom. I dwóm wrocławskim „bohaterom”: byłemu ksiądzu i facetowi, który spalił kukłę Żyda.
Jeśli ktoś jeszcze nie wiedział kim są – już wie. Jeśli ktoś jeszcze nie wiedział co wykrzykiwali 11 listopada na wrocławskim Rynku – już wie. Bzdury wypowiadane przez obu delikwentów TVN24 cytował po wielokroć. A przecież właśnie o to im chodziło.
Dlaczego żadna telewizja nie odnotowała mądrych słów prezydenta Kwaśniewskiego? Wypowiedzianych podczas odsłonięcia pomnika Ignacego Daszyńskiego. Bo są nudne? Jasne! Bełkot byłego księdza i palące się race podnoszą oglądalność!
Apeluję do mediów. Nie lansujcie faszystów. Jeśli znikną z ekranów telewizorów i przekazów gazet – znikną w niebycie. Niech się nimi interesuje wyłącznie policja i prokuratura. Bo jeśli kiedyś wyrosną na realną siłę polityczną w Polsce? To media będą miały w tym swój udział – napisał Wincenty Elsner, wiceprzewodniczący SLD.

Dwunastu wspaniałych

Gdyby w wyborach samorządowych głosowano też na najlepsze kandydujące drużyny, to stołeczna reprezentacja komitetu wyborczego SLD – Lewica Razem wygrałaby zdecydowanie.

 

Taka silna drużyna ludzi kompetentnych, doświadczonych zawodowo i pracowitych dowodzi, że wyborcy nie są skazani jedynie na plebiscyt pomiędzy kandydatami prawicowego Prawa i Sprawiedliwości i prawicowej koalicji wokół Platformy Obywatelskiej.
Na wybór między większym prawicowym złem i prawicowym mniejszym złem.
Polscy wyborcy mają dobra, lewicową alternatywę.

 

Kandydatki lewicy do Sejmiku Województwa Mazowieckiego

Katarzyna Maria Piekarska
kandyduje z okręgu nr 1.

Głosują na nią mieszkańcy stołecznej Ochoty, Śródmieścia, Mokotowa, Wilanowa i Ursynowa.
Jest prawnikiem i radną Sejmiku Wojewódzkiego Mazowieckiego. Była posłanką, wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Leszka Millera.

 


Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska
kandyduje z okręgu nr 2.

Głosują na nią mieszkańcy stołecznego Żoliborza, Bielan, Bemowa, Woli, Włoch i Ursusa.
Jest prawnikiem. Była radną miasta Warszawy i posłanką, wielokrotnie nagradzaną przez tygodnik „Polityka” w plebiscycie na najlepszego parlamentarzystę.

 


Danuta Waniek
kandyduje z okręgu nr 3.

Głosują na nią mieszkańcy stołecznego Rembertowa, Targówka, Wawra i Wesołej.
Jest politologiem, wykładowcą akademickim. Autorką licznych publikacji na łamach „Trybuny”. Była posłanką, szefową Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, przewodniczącą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

 

Kandydatki i kandydaci do Rady Warszawy

Andrzej Rozenek
kandyduje z okręgu nr 1.

Głosują na niego mieszkańcy stołecznego Śródmieścia i Ochoty.
Jest dziennikarzem i politologiem, zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Nie”. Był posłem i działaczem Zrzeszenia Studentów Polskich.
Andrzej Rozenek kandyduje też na prezydenta Warszawy.

 


Monika Jaruzelska
kandyduje z okręgu nr 2.

Głosują na nią mieszkańcy stołecznego Rembertowa i Pragi Południe.
Jest znana publicystką, uznaną pisarką, działaczką społeczna i wykładowcą akademickim.

 


Sebastian Wierzbicki
kandyduje z okręgu nr 3.

Głosują na niego mieszkańcy stołecznego Mokotowa.
Jest szanowanym znawcą problematyki samorządowej, wieloletnim radnym warszawskim, wiceprzewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej i przewodniczącym SLD w Warszawie.

 


Jan Hartman
kandyduje z okręgu nr 4.

Głosują na niego mieszkańcy stołecznej Woli.
Jest profesorem nauk humanistycznych, autorem licznych publikacji naukowych w kraju i zagranica, od tego roku wykładowcą na Uniwersytecie Warszawskim.

 


Krystyna Barbara Kozłowska
kandyduje z okręgu nr 5.

Głosują na nią mieszkańcy stołecznego Żoliborza i Bielan.
Jest specjalistką w dziedzinie systemów ochrony zdrowia społecznego, była Rzeczniczką Praw Pacjenta.

 


Jan Artymowski
kandyduje z okręgu nr 6.

Głosują na niego mieszkańcy stołecznej Pragi Północ i Białołęki.
Jest sekretarzem generalnym Stronnictwa Demokratycznego wchodzącego w skład koalicji SLD – Lewica Razem.

 


Anna Maria Żukowska
kandyduje z okręgu nr 7.

Głosują na nią mieszkańcy stołecznego Targówka, Wawra i Wesołej.
Jest prawniczka, anglistką, rzeczniczką prasową SLD i wiceprzewodniczącą mazowieckiego SLD.

 


Piotr Gadzinowski
kandyduje z okręgu nr 8.

Głosują na niego mieszkańcy stołecznego Ursynowa i Wilanowa.
Był posłem trzech kadencji, nagradzanym za pracowitość przez stołeczne media. Jest publicystą, autorem popularnych książek, publikacji krajowych i zagranicznych, redaktorem naczelnym „Dziennika Trybuna”, promotorem polskiej kinematografii.

 


Andrzej Golimont
kandyduje z okręgu nr 9.

Głosują na niego mieszkańcy stołecznego Bemowa, Ursusa i Włoch.
Jest publicysta, autorem książek, popularnym radnym, z rekordowym, bo dwudziestoletnim stażem, a także prezesem Szpitala Praskiego.

 

Wielce szanowni Warszawiacy!

Zapamiętajcie te kandydatury.

Głosujcie jak Wam rozum, a nie prawicowe media, wskaże.

Warszawa bez barier

Jeżeli ktokolwiek w Warszawie uważa, że Warszawa jest przystosowana dla ludzi z niepełnosprawnościami to się myli.

 

– Nie bez powodu spotykamy się pod tym adresem, ponieważ właśnie spod ul. Andersa 13 rozpoczął się mój przejazd wózkiem inwalidzkim do ratusza miasta stołecznego Warszawy. Dzięki Fundacji Integracja, niektórzy kandydaci na prezydenta stolicy, niestety nie wszyscy, mieli okazję do takiego bezpośredniego doświadczenia. To co przeżyłem na tych 800 metrach było wstrząsającym doświadczeniem – powiedział Andrzej Rozenek rozpoczynając konferencję prasową poświęconą barierom, które utrudniają warszawiankom i warszawiakom z niepełnosprawnościami normalnie żyć. – Jeżeli ktokolwiek w Warszawie uważa, że Warszawa jest przystosowana dla ludzi z niepełnosprawnościami to się myli. Nawet te udogodnienia, które tutaj mamy są iluzoryczne, ponieważ są niedoskonałe i nie odpowiadają współczesnym normom – podkreślił kandydat na prezydenta Warszawy z ramienia SLD Lewica Razem.

– Jako przyszły prezydent Warszawy dołożę wszelkich starań, aby miasto było przyjazne dla ludzi z niepełnosprawnościami, tak aby czuli się oni pełnoprawnymi obywatelami stolicy. Tu chodzi nie tylko o osoby, które jeżdżą na wózkach, ale i o niewidomych czy też z kłopotami ze słuchem – zadeklarował Rozenek i przypomniał, iż był jednym z pierwszych posłów, którzy zabiegali oto by konferencje prasowe w parlamencie były tłumaczone na język migowy. – Obiecuję, że taka tłumaczka, bądź tłumacz języka migowego w ratuszu będzie na stałe, ponieważ trzeba pomagać wszystkim osobom z niepełnosprawnościami – oświadczył.

Polityk lewicy nawiązując do swojego osobistego przeżycia, jakim była podróż na wózku inwalidzkim wyraził zdumienie, iż w promieniu kilkuset metrów od ratusza Warszawy występują duże problemy w poruszaniu się przez osoby niepełnosprawne. – Proszę zobaczyć co się dzieje dalej i jak wygląda stolica w bardziej odległych miejscach od ratusza.

– To czego doświadczyłem jadąc na wózku to min. pojawiające się wszędzie krawężniki, których miało nie być a są. Przejścia dla pierwszych, które nikt na wózku nie jest w stanie pokonać za jednym razem i ląduje w połowie tego przejścia na torach tramwajowych – kontynuował Rozenek.

– Są to rzeczy niebywałe w XXI wieku i trzeba z tym walczyć – dodał.

Kandydat na prezydenta Warszawy zaapelował do swoich konkurentów, aby zwrócili szczególna uwagę na potrzeby osób niepełnosprawnych.
Prof. Joanna Senyszyn, która ze względu na skomplikowane złamanie uda i operację obecnie jest zmuszona poruszać się na wózku inwalidzkim, co dało jej zupełnie inną perspektywę na kwestie poruszania się po mieście. Polityczka lewicy doświadczyła to, czego codziennie doświadczają mieszkańcy Warszawy, którzy mają trudności z poruszaniem się lub też podróżują na wózkach inwalidzkich. – Moje wyobrażenie o tym jak miasta są dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych legły w gruzach. Ciągle mam problem z dostaniem się do pracy, nawet na katedrę gdzie wykładam ponieważ i tam są stopnie.

– Należy podkreślić, iż ciągle spotykam się z życzliwością, np. kierowcy stają przed przejściem dla pieszych – podkreśliła Senyszyn. – Nie ma już tego strachu, o którym opowiadały mi osoby trwale niepełnosprawne, że nie ma jak się wedrzeć na ulicę, ponieważ auta ciągle jadą – stwierdziła.

– Musimy być przyjaźni dla osób niepełnosprawnych, ponieważ mają dużo cięższe życie od nas – dodała.

– Bariery występują nie tylko w architekturze, ale również w naszych głowach i czasem w głowach urzędników, w podejściu do różnych spraw związanych z równością i równouprawnieniem – podsumowała Żukowska.

Nierówności wynikają nie tylko z niepełnosprawnością, ale również wiekiem, czy też płcią, do tej kwestii odniosła się Katarzyna Kądziela, liderka Inicjatywy Feministycznej. – W Warszawie jest mnóstwo bloków, gdzie do pokonania jest około 100 schodów, ponieważ do tej pory standardem było budownictwo bez wind oraz wąskie klatki schodowe. Będziemy walczyć ze zjawiskiem „więźniarek i więźniów 4 piętra” – zapowiedziała kandydatka na pełnomocniczkę prezydenta Warszawy do walki z nierównościami i dyskryminacją.

„Więźniarki i więźniowie 4 piętra” to kobiety i mężczyźni w różnym wieku, którzy z powodów z trudnością poruszania się mają problem z wyjściem ze swojego bloku i normalnym funkcjonowaniem, ponieważ brak windy lub też wąskie klatki schodowe im to nie uniemożliwiają. Problem ten dotyczy również rodziców z dziećmi, które poruszają się na wózkach, a opuszczenie mieszkania na przysłowiowy spacer staje się wyzwaniem.

– Przecież wszyscy chcemy całego świata, całego życia bez względu na stan naszego zdrowia i czy jesteśmy pełno czy też niepełnosprawni – podkreśliła Kądziela.

– Opierając się na ustawie o pomocy społecznej w Radzie Warszawy chciałabym się zająć mieszkaniami chronionymi oraz treningowymi – zapowiedziała Barbara Krystyna Kozłowska.

– Mieszkania treningowe dają możliwość osobom z niepełnosprawnościami fizycznymi i psychicznymi oraz seniorom nauczenia się funkcjonowania na co dzień. Mieszkania chronione są przeznaczone dla osób, które same sobie nie dają rady, a którzy stracili rodziny – poinformowała kandydatka SLD Lewica Razem do Rady Warszawy z okręgu obejmującym Bielany i Żoliborz.

– Domy opieki społecznej to bardzo często najgorsze rozwiązanie, ponieważ ludzie zostają wyrwani ze swojego naturalnego środowiska, co powoduje dodatkowy stres zwłaszcza u osób świadomych swojej niepełnosprawności – podkreśliła Kozłowska. Oszczędźmy im tego stresu – dodała.

Deklaracja brukselska podpisana

27 września 2018 r. w imieniu SLD „Deklarację Brukselską” podpisali Anna-Maria Żukowska, prof. Joanna Senyszyn oraz Andrzej Rozenek – kandydat koalicji SLD – Lewica Razem na prezydenta Warszawy.

 

Deklaracja Brukselska

Aborcja Fundamentalnym Prawem Kobiet

 

My,członkinie i członkowie demokratycznie wybranych rządów i parlamentów,przedstawicielki i przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, obywatelki i obywatele, podkreślamy, że wolność od wymuszonego macierzyństwa jest fundamentalnym prawem człowieka; podkreślamy prawo kobiety do wyboru i decyzji o kontynuacji/przerwaniu ciąży Na tej podstawie, w ramach pełnienia swojej roli, zobowiązujemy się:
– apelować o włączenie zabiegu przerywania ciąży w zakres opieki zdrowotnej, we wszystkich państwach świata;
– apelować o nieuznawanie aborcji za przestępstwo lub wykroczenie i o odstąpienie od regulacji przerywania ciąży w prawie karnym;
– apelować o uznanie dostępu do aborcji za element prawa do ochrony zdrowia i o refundację tego zabiegu, także dla osób nieubezpieczonych.
– apelować o zniesienie prawa do odmowy wykonania aborcji z powodu klauzuli sumienia;
– żądać penalizacji jakichkolwiek ograniczeń w dostępie do istotnych informacji o przerywaniu ciąży;
– żądać realizacji programów edukacyjnych na temat związków uczuciowych i seksualnych od najmłodszych lat;
– odrzucać jakiekolwiek próby przyznania płodowi podmiotowości prawnej;
– apelować o wprowadzenie wszelkich środków niezbędnych do informowania kobiet i mężczyzn o ich prawach w dziedzinie zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego, w tym prawa do przerywania ciąży.