AS Monaco zawita do Opalenicy

Gdyby nie odwołano Euro 2020 powodu pandemii koronawirusa, reprezentacja Polski zaczęłaby przygotowania do startu w turnieju w ośrodku Remes w Opalenicy. Nasza piłkarska kadra pojawi się tam dopiero w maju przyszłego roku, ale do tego czasu ten znany już dobrze w Europie kompleks treningowy nie będzie, mimo pandemii, stał pusty.

Hotel Remes w Opalenicy podczas turnieju Euro 2012 przez blisko miesiąc był bazą pobytową reprezentacji Portugalii. Kibice tłumnie zjeżdżali tu na otwarte treningi tej drużyny żeby podziwiać głównie popisy Cristiano Ronaldo. Zachwyceni życzliwością mieszkańców tego małego wielkopolskiego miasteczka gracze portugalskiej drużyny na jednym z pożegnalnych treningów założyli koszulki z napisem „Opalenia, dziękujemy”. O tym sympatycznym geście wdzięczności za gościnę rozpisywała się prasa w całej Europie, co dodatkowo rozreklamowało także ośrodek treningowy.
W kolejnych latach po mistrzostwach Europy renomę wzmacniały entuzjastyczne recenzje klubowych zespołów, które coraz chętniej zaczęły przyjeżdżać tu na letnie zgrupowania. W ośrodku w Opalenicy trenowali piłkarze m.in. AEK Ateny, Fulham, Broendby Kopenhaga, FC Midtjylland, Vitesse Arnhem oraz wiele zespołów z Cypru i Izraela.
W maju kadra Jerzego Brzęczka miała tu przygotowywać się do Euro 2020, ale pandemia koronawirusa wywróciła piłkarski kalendarz do góry nogami. Wpędziła też całą hotelarską branżę w finansowe tarapaty, ale szczególnie takie kompleksy hotelowe, jak Remes, obciążone dodatkowymi kosztami utrzymania bazy sportowej, zwłaszcza boisk trawiastych.
Wraz z ogłoszeniem decyzji o odmrożeniu sportu do ośrodka Remes wróciło jednak życie, a z pierwszymi ofertami nadzieja, że ten letni sezon może nie do końca będzie stracony. Ekipa menedżerska podjęła negocjacje z klubami, która wcześniej z powodu pandemii odwołały rezerwację, ale też zaczęła słać oferty do innych potencjalnych klientów.
Zwykle pierwsze zespoły pojawiały się w ośrodku w trzeciej dekadzie czerwca, w tym roku zjawią się dopiero pod koniec lipca, ale najwięcej przyjedzie ich w sierpniu i wrześniu. 27 lipca na 10-dniowe zgrupowanie pojawi się zespół AS Monaco, który ma w planach rozegranie w Opalenicy kilku sparingów z drużynami z Czech, Słowacji i naszej rodzimej ekstraklasy.
W kadrze ekipy z Księstwa Monako na pewno znajdzie się były bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki, ale prawdopodobnie nie będzie już w niej naszego reprezentacyjnego środkowego obrońcy Kamila Glika, który wedle doniesień włoskich i francuskich mediów ma się w letnim okienku transferowym przenieść do beniaminka Serie A Benevento Calcio.
W połowie lipca z do Opalenicy ma też zawitać drużyna piłkarek nożnych Olympique Lyon, aktualnych mistrzyń Francji i pięciokrotnych triumfatorek Ligi Mistrzyń. Najlepszy obecnie klubowy zespół w kobiecym futbolu w Europie ma w ośrodku Remes przygotować formę do zaplanowanego na sierpień dokończenia sezonu w kobiecej Chapions League.
Trwają też negocjacje z kilkoma zespołami z Niemiec, Anglii oraz polskiej ekstraklasy. W tej chwili jednak rezerwację złożyła Pogoń Szczecin, która tu zamierza przygotowywać się do nowego sezonu rozgrywkowego.
Hotel i kompleks sportowy w Opalenicy, miejscowości oddalonej o 40 km na południowy-zachód od Poznania, posiada osiem pełnowymiarowych boisk piłkarskich z nawierzchnią trawiastą, a w odległości zaledwie 15 minut jazdy autokarem jest stadion ze sztucznym oświetleniem i boiskiem spełniającym najwyższe standardy.
Zaplecze hotelowe oferuje 83 komfortowe pokoje typu Standard, 11 pokoi typu Superior, cztery apartamenty i 10 luksusowych domków. Dodatkowe atuty to strefa Spa&Wellness z siłownią, basenem, saunami oraz wannami z hydromasażem oraz sześciodołkowe pole golfowe.
Za niespełna rok z tych wszystkich boisk i atrakcji korzystać będą kadrowicze powołani przez Jerzego Brzęczka na mistrzostwa Europy. Przypomnijmy, że wedle tegorocznych planów biało-czerwoni z Opalenicy mieli przenieść się od razu do swojej głównej bazy pobytowej w Irlandii. W turnieju Euro 2021 nasz zespół zmierzy się w grupie E z Hiszpanią, Szwecją oraz zwycięzcą barażowej ścieżki B (Bośnia i Hercegowina, Słowacja, Irlandia lub Irlandia Północna). Polska z Hiszpanią zagra w Bilbao, dwa pozostałe spotkania rozegra w Dublinie, dlatego na bazę PZPN wybrał Portmarnock Hotel & Golf Links położony w pobliżu Dublina.

Futbol bankrutuje? A co nam do tego?

Szalejąca na świecie pandemia koronawirusa w niespełna dwa miesiące rozwaliła fundamenty, na jakich osadzał się światowy futbol. A jeden z filarów praktycznie leży już w gruzach – to wpajane nam od wielu dekad przekonanie, iż gra w piłę nożną jest dla ludzi „najważniejszą z nieważnych rzeczy na tym świecie”.

Jak bardzo była to oszukańcza teza, widzimy dzisiaj, gdy nikt nie słucha nawet skamlenia odciętych od łatwych pieniędzy piłkarskich krezusów. Puszczane do mediów straszaki w rodzaju: „Jeśli nie dostaniemy wsparcia ze strony rządu, kluby zaczną bankrutować”, albo „Brak wpływów ze sprzedaży biletów i od sponsorów zrujnuje klubowe finanse”, lub też „Kluby nie mają pieniędzy na wypłaty dla zawodników i pracowników”, dzisiaj nikogo już nie ruszają. Większość z nas jest w tarapatach znacznie poważniejszych niż piłkarze. Z powodu zakazu zgromadzeń i organizowania imprez masowych nie zarabiają choćby lokale gastronomiczne, biura turystyczne, instytucje kulturalne, edukacyjne, nawet parki narodowe są zamykane. Milionom ludzi grozi utrata pracy lub drastyczna obniżka zarobków. A między piłkarzem, któremu klub obciął lub zamroził zarobki na czas przerwy w rozgrywkach, a przeciętnie zarabiającym pracownikiem najemnym w dowolnej branży różnica jest tak wielka, że każdemu kto sobie ją uświadomi, a teraz jest na to dobry moment, musi zrodzić się myśl, że może należałoby w końcu to zmienić. A od takich myśli zaczynają się rewolucje.
Pożywkę do takich rewolucyjnych rozmyślań dają takie publikacje, jak coroczny ranking redakcji tygodnika „France Football” najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie. W zestawieniu „FF” podawane są łączne dochody futbolowych krezusów, czyli wynagrodzenie brutto wypłacane im przez ich kluby oraz wpływy ze sprzedaży wizerunku reklamodawcom i sponsorom. Pierwsze miejsce na liście piłkarskich milionerów zajmuje Argentyńczyk Leo Messi (FC Barcelona), który w ubiegłym roku wzbogacił się o rekordowe 131 mln euro, drugi jest Portugalczyk Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn, 118 mln euro), a trzeci Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain, 95 mln euro). W przeliczeniu na stawkę dzienną dochody Messiego wynoszą 358 tys. euro, czyli facet za kopanie piłki każdego dnia kasuje mniej więcej, niż cała masa ludzi niemal przez całe życie, i to przy założeniu, że średnio zarabiają 1000 euro miesięcznie. Ktoś powie, że wymieniona trójka piłkarzy to wyjątki, bo reszta już wcale tak dobrze nie ma. I to jest kolejne kłamstwo, które dopiero w czasach zarazy potrafimy sobie uzmysłowić.
FC Barcelona, której największą gwiazdą jest Messi, rocznie wydaje na płace swoich zawodników (oprócz sekcji piłkarskiej prowadzi też męskie i żeńskie sekcje koszykówki, piłki ręcznej i hokeja na trawie) ponad 600 mln euro – najwięcej w Europie. I taki potentat nagle ogłasza, że wszystkim swoim zawodnikom i trenerom obetnie pensje o 70 procent. W Hiszpanii nie podniósł się nawet jeden głos protestu przeciwko tej „niesprawiedliwości”. W równie bogatym Bayernie Monachium piłkarze, w tym Robert Lewandowski, bez szemrania zgodzili się na 20-procentowe cięcie płac. Z kolei w klubie Kamila Glika, AS Monaco, jego rosyjski właściciel skorzystał z regulacji prawnych we Francji i wysłał wszystkich piłkarzy na częściowe bezrobocie, co skutkuje utratą przez nich 16 procent zarobków. Państwo zapewnia w takich przypadkach rekompensatę w wysokości 5,4 tys. euro, która rzecz jasna dla piłkarzy nie jest adekwatna do utraconych zarobków. Wspomniany Glik zarabia 250 tys. euro miesięcznie, czyli straci po uwzględnieniu rekompensaty 34,6 tys. euro. Wciąż jednak na jego konto wpływać będzie grubo ponad 200 tys. euro, zatem nie dziwi, że we Francji też nikt nad piłkarzami się nie użala.
Nawet w znacznie słabiej płacącej piłkarzom polskiej ekstraklasie chwilowa zapaść finansowa nie jest aż taka straszna, jak próbuje się nam wmówić. Kluby pozbawione dochodów ze sprzedaży biletów i praw medialnych straszą nieuchronnym bankructwem, chociaż liga nie gra dopiero od 13 marca. Czy to kogoś rusza? Nie, bo nie ma powodu użalać się nad losem niespecjalnie przydatnych społeczeństwu w czasach zarazy osobników, którzy do tej pory zarabiali przeciętnie pół miliona złotych rocznie.
Piłkarze, ale nie tylko przecież oni, bo także siatkarze, piłkarze ręczni, koszykarze czy w ogóle sportowcy profesjonalni, są w sto razy lepszej sytuacji niż miliony innych ludzi. Dlatego skomlącym trzeba mówić „precz”, a hołdować tylko tym, którzy nie tylko o nic dla siebie nie proszą, ale jeszcze sięgają do swoich finansowych zasobów i wspierają innych.

Majecki przejdzie do AS Monaco

Wedle najnowszych medialnych przecieków bramkarz Legii Radosław Majecki nie trafi do któregoś z włoskich klubów, tylko do występującego we francuskiej ekstraklasie AS Monaco. Klub z Księstwa Monako, w barwach którego występuje obecnie reprezentant Polski Kamil Glik, jest ponoć gotów zapłacić za ten transfer od ręki 7 mln euro.

Informację o negocjacjach Legii z AS Monaco w sprawie transferu Majeckiego jako pierwszy podał „Super Express”. Wedle tego tabloidu stołeczny klub ma zarobić na tej transakcji 7 mln euro płatne od razu oraz dodatkowy milion euro w tzw. bonusach, a na dodatek zagwarantował sobie w umowie 10 procent od kwoty ewentualnego kolejnego transferu tego piłkarza. I co istotne, nie musi go oddawać już teraz, tyko dopiero po zakończeniu sezonu. Jeśli te wszystkie wieści się potwierdzą, Majecki zostanie najdroższym polskim piłkarzem wytransferowanym przez klub naszej ekstraklasy. Dotychczasowy rekord należał do Jana Bednarka, który przeszedł z Lecha Poznań do angielskiego Sothampton za 6 mln euro.
Majecki w tym sezonie rozegrał 28 meczów i 14 razy zachował czyste konto. W Monaco o miejsce w bramce będzie musiał konkurować z 28-letnim Francuzem Benjaminem Lecomte.

Piłkarze wśród krezusów sportu

Kylian Mbappe niedawno skończył 21 lat, a już jest mistrzem świata z reprezentacją Francji, trzykrotnym mistrzem francuskiej ligi oraz najdroższym francuskim piłkarzem w historii. Arabscy właściciele Paris Saint-Germain zapłacili za jego transfer z AS Monaco 180 mln euro. I nie chcą go nikomu oddać za żadną cenę, a jemu oferują pięcioletni kontrakt na 32 mln euro rocznie.

Jeśli Mbappe zdecyduje się przedłużyć umowę z Paris Saint-Germain, w ciągu pięciu sezonów zarobi w paryskim klubie tylko grając w piłkę ponad 160 mln euro. Każdy piłkarz w jego wieku może jedynie pomarzyć o takiej gaży. Dla porównania – Leo Messi i Cristiano Ronaldo na takie sute kontrakty mogli liczyć dopiero w ostatnich latach, wcześniej kwoty powyżej 30 mln euro rocznie nawet dla nich były nieosiągalne. Katarscy szejkowie nie maja jednak wyboru, bo na utalentowanego Francuza parol zagiął prezydent Realu Madryt Florentino Perez. Jak donoszą hiszpańskie media, jest tak zdeterminowany żeby ściągnąć Mbappe na Santiago Bernabeu, że jest gotowy przeznaczyć na ten cel nawet 400 mln euro. W tej kwocie mieści się odstępne dla PSG, nie mniejsze niż ćwierć miliarda euro oraz bajońskie wynagrodzenie dla piłkarza. I to tłumaczy dlaczego Mbappe kuszony jest w PSG zarobkami na poziomie 32 mln euro rocznie(ok. 55 mln brutto).

Jeśli młody francuski gwiazdor zostanie na Parc des Princes, będzie najlepiej opłacanym piłkarzem we Francji i wyprzedzi pod tym względem Brazylijczyka Neymara, za którego paryski klub zapłacił Barcelonie 222 mln euro, ale płaci mu 37 mln euro brutto (ok. 22 mln euro netto) i na dodatek chce się go latem tego roku pozbyć. Oczywiście nie za darmo, tylko za kwotę z której będzie w stanie pokryć nowy kontrakt Mbappe. 21-letni napastnik stałby się wtedy kluczową postacią w przebudowanym pod jego kontem zespole PSG, a już teraz wiadomo, że jest o wiele pewniejszą inwestycją od Neymara, który od sierpnia 2017 roku zaliczył w PSG ledwie 70 występów i zdobył 35 bramek, podczas gdy Mbappe w tym samym czasie w barwach Paris Saint-Germain w 106 meczach strzelił 78 goli.

Francuz ma zatem ogromny potencjał, także marketingowy, co powinno za kilka lat uczynić go najbogatszym sportowcem na świecie. Ale póki co w tym względzie znacznie ustępuje największym futbolowym krezusom. Najlepiej zarabiający z nich Leo Messi tylko w ostatnim roku zarobił 127 milionów dolarów i ta kwota zapewniła mu pierwsze miejsce na liście stu najbogatszych sportowców wedle magazynu „Forbes”. Co ciekawe, w tym gronie znalazła się tylko jedna kobieta – amerykańska tenisistka Serena Williams (63. miejsce).

Messi po raz pierwszy został uznany za najlepiej zarabiającego sportowca. Przed rokiem pierwsze miejsce zdobył bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W rankingu „Forbesa” uwzględnia się wszystkie możliwe źródła zarobków, czyli także wpływy z kontraktów reklamowych i sprzedaży wizerunku. druga lokatę zajął Cristiano Ronaldo, obecnie występujący w Juventusie Turyn, którego przychody oszacowano na 109 mln dolarów. Trzeci w zestawieniu jest Neymar z zarobkami na poziomie 105 mln dolarów). W setce najbogatszych najwięcej przedstawicieli, bo aż 35, ma koszykarska liga NBA.

Piłkarzy nożnych znalazło się w niej tylko 19. Czołowa „10” zestawienia prezentuje się następująco: 1. Lionel Messi (Argentyna, piłka nożna) – 127 mln dolarów; 2. Cristiano Ronaldo (Portugalia; piłka nożna) – 109; 3. Neymar (Brazylia; piłka nożna) – 105; 4. Canelo Alvarez (Meksyk; boks) – 94; 5. Roger Federer (Szwajcaria; tenis) – 93,4; 6. Russell Wilson (USA; futbol amerykański) – 89,5; 7. Aaron Rodgers (USA; futbol amerykański) – 89,3; 8. LeBron James (USA; koszykówka) – 89; 9. Stephen Curry (USA; koszykówka) – 79,8; 10. Kevin Durant (USA; koszykówka) – 65,4.

„Forbes” pokusił się też o zestawienie najlepiej zarabiających sportowców w ostatnich 10 latach. Na jego czele umieścił boksera Floyda Mayweathera Jr z dorobkiem 915 mln dolarów. Kolejne lokaty na tej liście zajeli: 2. Cristiano Ronaldo (piłka nożna) – 800 mln dolarów; 3. Lionel Messi (piłka nożna) – 750 milionów; 4. LeBron James (koszykówka) – 680 milionów; 5. Roger Federer (tenis) – 640 milionów; 6. Tiger Woods (golf) – 615 milionów; 7. Phil Mickelson (golf) – 480 milionów; 8. Manny Pacquiao (boks) – 435 milionów; 9. Kevin Durant (koszykówka) – 425 milionów; 10. Lewis Hamilton (Formuła 1) – 400 milionów dolarów.
Dla porównania – najzamożniejszy z polskich sportowców, Robert Lewandowski, dopiero dobija do granicy 100 milionów dolarów, ale zanim zawiesi buty na kołku, jego łączne zarobki z całą pewnością przekroczą pułap 250 mln dolarów, a może nawet 300 milionów.

 

Podzieli zyski z rosyjskiego mundialu

Na mundialu w Rosji wystąpili piłkarze występujący na co dzień w 416 klubach. FIFA zapłaci za ich udział w światowym czempionacie w sumie 209 mln dolarów.

 

Z polskich klubów najwięcej, z tej puli, bo ponad pół miliona dolarów (dokładnie 550 435), dostanie Legia Warszawa. O ponad połowę mniej otrzymają Górnik Zabrze i Lechia Gdańsk (po 254 700 dolarów), z kolei Lech Poznań dostanie 169 800 dolarów, a Jagiellonia Białystok 84 900 dolarów. Nie są to oszałamiające kwoty, ale w budżetach polskich klubów rzecz jasna każdy grosz się liczy.

Najwięcej z tego „worka” wyciągnęła rzecz jasna te kluby, które oddelegowały na mundial największą liczbę zawodników. Czołową dziesiątkę w zestawieniu tworzą: Manchester City, Real Madryt, Tottenham Hotspur, FC Barcelona, Paris Saint-Germain, Chelsea, Manchester United, Atletico Madryt, Juventus i AS Monaco. Rekordzista pod tym względem, Manchester City, otrzyma z tego tytułu rekompensatę w wysokości 5 003 440 dolarów, drugi w zestawieniu Real Madryt 4 813 830, a trzeci Tottenham 4 385 792.

Program podziału zysków pomiędzy FIFA a klubami (Club Benefits Programme) został po raz pierwszy uruchomiony w 2010 roku przed mundialem w RPA.

 

Liga Mistrzów UEFA: Dwa gole Lewandowskiego w jubileuszowym występie

Z polskich piłkarzy rywalizujących w obecnej edycji Champions League jedynie Robert Lewandowski zaliczył udany występ w 4. kolejce spotkań. Kapitan reprezentacji Polski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium w meczu z AEK Ateny (2:0). Był to setny występ „Lewego” w europejskich pucharach.

 

Swój setny mecz w europejskich pucharach Lewandowski okrasił jak na piłkarskiego snajpera przystało, strzeleniem dwóch gol. Kapitan reprezentacji Polski otworzył wynik w 30. minucie pewnie egzekwując rzut karny. Przy okazji futbolowi statystycy ogłosili, że „Lewy” jeszcze nigdy nie zmarnował „jedenastki” w Lidze Mistrzów. Drugie trafienie uzyskał w 71. minucie już z gry, pakując piłkę z pięciu metrów do siatki. Dzięki dwóm bramkom nasz znakomity piłkarz poprawił swój dorobek do 49 goli i awansował na szóste miejsce w klasyfikacji wszech czasów strzelców Champions League, wyprzedzając Ukraińca Andrija Szewczenkę i Szweda Zlatana Ibrahimovicia.

 

Pościg Lewego za Benzemą

Lewandowski dzieli tę lokatę z legendarnym Argentyńczykiem w hiszpańskich barwach Alfredo di Stefano, ale pewnie niedługo. Teraz celem „Lewego” jest przeskoczenie wyprzedzających go w zestawieniu Francuza Thierry’ego Henry i Holendra Ruuda van Nistelrooy’a, którzy maja po 50 goli na koncie. Na dogonienie czołowej czwórki nie ma szans – czwarty na liście Francuz Karim Benzema ma 59 goli i wciąż powiększa swój dorobek. W 4. kolejce także zaliczył dwa trafienia w spotkaniu z Viktorią Pilzno. Trzeci w stawce Hiszpan Raul Gonzalez już dawno zakończył karierę, ale ma na koncie 72 gole i na razie nie musi obawiać się zepchnięcia z podium. Podobnie jak drugi Argentyńczyk Lionel Messi z dorobkiem 105 bramek oraz prowadzący w klasyfikacji Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który w środę w meczu z Manchesterem United strzelił w Lidze Mistrzów po raz 121.

W klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów Lewandowski znacznie jednak poprawił swoją lokatę. Z czterem trafieniami zajmuje drugie miejsce na spółkę z Anglikiem Harry’m Kane’m z Tottenhamu i Argentyńczykiem Paulo Dybala z Juventusu Turyn. Przed nimi z jednym golem więcej znajdują się Messi i Bośniak Edin Dzeko z AS Roma. Za tą piątką graczy z trzema bramkami na koncie plasują się Benzema, Francuz Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Argentyńczyk Mauro Icardi (Inter Mediolan), Włoch Lorenzo Insigne (SSC Napoli), Brazylijczyk Gabriel Jesus (Manchester City, Chorwat Andrej Kramarić (Hoffenheim), Malijczyk Moussa Marega (FC Porto), Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain i Hiszpan David Silva (Manchester City). Rywalizacja o korone króla strzelców rozgrywek zapowiada się w tym sezonie na wyrównaną i przez to emocjonującą.

 

Zły czas dla Kamila Glika i Piszczka

Trwa kryzys AS Monaco. Drużyna Kamila Glika jest w katastrofalnym położeniu na wszystkich frontach. W grupie A Ligi Mistrzów jest na dnie tabeli, a do trzeciego FC Brugge traci trzy punkty. Ponieważ w dwóch ostatnich kolejkach zmierzy się z Atletico Madryt i Borussią Dortmund, trudno oczekiwać od ekipy z Księstwa Monako choćby zajęcia lokaty dającej prawo gry w Lidze Europy. Zmiana trenera Leonardo Jardima na Thierry’ego Henry nie przyniosła przełamania ani w krajowej lidze, ani w Champions League. AS Monaco nie potrafi wygrać meczu od 11 sierpnia. Porażkę u siebie 0:4 z FC Brugge Kamil Glik od 72. minuty przeżywał w szatni, bo musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Jego występy w reprezentacji Polski z Czechami i Portugalią stanęły pod znakiem zapytania.

We wtorkowy wieczór Łukasz Piszczek wyszedł na boisko w podstawowym składzie Borussii Dortmund. Były reprezentant Polski zaliczył tym samym 44. występ w Lidze Mistrzów w barwach tej drużyny, wyrównując klubowy rekord należący do Stefana Reutera, ikony dortmundczyków z lat 90. Nasz piłkarz zapewne już w następnej kolejce zostanie samodzielnym rekordzistą, ale wtorkowego występu przeciwko Atletico Madryt na stadionie Wanda Metropolitano nie zaliczy do udanych. Borussia przegrała 0:2 i chociaż awans do następnej fazy rozgrywek ma już de facto zapewniony, to gładka porażka po meczu sprzed dwóch tygodni, którym ekipa BVB rozgromiła Atletico u siebie 4:0, może świadczyć o lekkiej zadyszce dortmundczyków. A przecież w sobotę czeka ich mecz na szczycie Bundesligi z Bayernem Monachium.

 

Wpadki Szczęsnego i Krychowiaka

Krychowiak wtorkowej potyczki z FC Porto nie zapisze po stronie udanych występów. Reprezentant Polski zagrał przeciętnie, a jeszcze zawinił przy utracie pierwszej bramki, bo najpierw nie przerwał akcji w środku pola, a później nie upilnował rywala w polu karnym.

W jeszcze gorszym nastroju był zapewne jego dobry kolega z kadry Wojciech Szczęsny, który w meczu Juventusu Turyn z Manchesterem United (1:2) nie popisał się przy drugiej straconej bramce. Dla naszego reprezentacyjnego bramkarza ten mecz był podwójnie ważny, bo po drugiej stronie boiska między słupkami popisywał się David de Gea, jego być może przyszły konkurent w bramce Juventusu. Szczęsny zebrał za swój występ słabe oceny, chociaż w innych sytuacjach spisywał się bez zarzutu, a pod koniec meczu uratował swój zespół od utraty trzeciej bramki.

Arkadiusz Milik popisy kolegów z SSC Napoli w starciu z Paris Saint-Germain obejrzał z ławki rezerwowych, a Piotr Zieliński zaliczył kwadrans, lecz nie zachwycił. Takich mamy piłkarzy.

 

Właściciel AS Monaco za kratkami

Do kłopotów AS Monaco doszły nowe, poważniejsze. Właściciel klubu, rosyjski oligarcha Dimitrij Rybołowlew, został zatrzymany pod zarzutem korupcji.

 

Do zatrzymania doszło tuż przed meczem AS Monaco w Lidze Mistrzów z FC Brugge (0:4). To pokłosie afery nazwanej w mediach „Monacogate”, dotyczącej niejasnych powiązań rosyjskiego miliardera z przedstawicielami najwyższych władz Księstwa Monako. Minister sprawiedliwości Philippe Narmino musiał podać się do dymisji po tym jak wyszło na jaw, że wraz z żoną bywał w szwajcarskiej rezydencji oligarchy w Gstaad i brał od niego cenne prezenty. Holenderskie NRC, powołując się na Football Leaks, ujawniło z kolei wątek niejasnych interesów Rosjanina, wedle którego miliarder miał lokować ogromne pieniądze w klub bez oglądania się na ustanowione przez UEFA zasady finansowego fair play. Magnat z Permu przejął pakiet kontrolny AS Monaco 23 grudnia 2011 roku za symboliczne euro, gdy klub wegetował w drugiej lidze. Od tego czasu zainwestował w klub kilkaset milionów euro, ale z transferów piłkarzy wyciągnął ponad miliard euro.

Rybołowlew, z wykształcenia lekarz, od kilku lat starał się o obywatelstwo Monako, ale książę Albert konsekwentnie mu odmawiał, a nawet groził deportacją za „Monacogate”. Rosyjski oligarcha majątku dorobił się w Permie, na kopalniach potasu i fabrykach nawozów sztucznych. Żyje na szerokiej stopie – kolekcjonuje obrazy Modiglianiego i Picassa, posiada dwa odrzutowce i luksusowy jacht. Rozwód z pierwszą żoną kosztował blisko miliard euro.

We wrześniu ubiegłego roku „Le Monde” opisało kontakty Rosjanina z tamtejszymi politykami. Według informacji francuskiego dziennika w telefonie Rybołowlewa śledczy znaleźli wiadomości mające świadczyć o budowaniu przez niego rozległej sieci wpływów na najwyższych szczeblach władzy i próbach wykorzystania tych wpływów do nielegalnych interesów. 51-letni Rybołowlew według magazynu „Forbes” jest 10. najbogatszym obywatelem Rosji. Znany z ujawnienia wielu futbolowych skandali portal Football Leaks ustalił m.in. że rosyjski oligarcha omijał notorycznie nałożony przez FIFA zakaz kupowania praw transferowych piłkarzy przez osoby trzecie.

Przypomnijmy, że od dwóch sezonów zawodnikiem AS Monaco jest obrońca reprezentacji Polski Kamil Glik.

 

Liga Mistrzów UEFA: Trzy zespoły z kompletem punktów

Rozgrywki Chapions League osiągnęły półmetek. Po trzech kolejkach spotkań tylko Borussia Dortmund, Juventus Turyn i FC Barcelona nie straciły punktów, a dwa pierwsze z wymienionych nie straciły nawet gola. Z polskich piłkarzy udane występy zanotowali Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny i Łukasz Piszczek.

 

Bayern Monachium po rewelacyjnym początku sezonu popadł w kryzys, za który niemieckie media obwiniły głównie trenera Niko Kovaca. Bawarczycy zaliczyli serię wpadek – ledwie zremisowali z Augsburgiem 1:1, potem przegrali z Herthą Berlin 0:2, zremisowali w Lidze Mistrzów z Ajaksem Amsterdam 1:1 i na koniec dostali ciężkie lanie od Borussii M’ngladbach 0:3. Kryzys mistrzów Niemiec stał się głównym tematem w sportowych mediach po drugiej stronie Odry, a że krytyka była potężna, to w końcu szefowie Bayernu zwołali specjalną konferencję i zrugali na niej dziennikarzy za łamanie wszelkich zasad. Ten wstrząs podziałał chyba jednak także na piłkarzy, bo po przerwie na mecze reprezentacji monachijczycy wrócili na zwycięską ścieżkę. Najpierw pokonali w Bundeslidze VfL Wolfsburg 3:1, a w miniony wtorek odnieśli cenne zwycięstwo w Lidze Mistrzów, wygrywając na wyjeździe z AEK w Atenach 2:0.

 

Lewy w ”10” najskuteczniejszych

Znaczący udział w tych zwycięstwach miał Lewandowski, który w meczu z Wolfsburgiem strzelił dwa gole i zaliczył asystę, a w Atenach zdobył swoją kolejną bramkę w Champions League. Niemieckie media zgodnie podkreślają, że Bayern jest teraz zależny od polskiego piłkarza jak nigdy wcześniej, bo inni ofensywni gracze tej drużyny, zwłaszcza Thomas Mueller, Franck Ribery i Arjen Robben, są w ewidentnie słabszej formie.

Zmianę w hierarchii najlepiej ilustruje finał scysji, do jakiej na boisku w Atenach doszło między Lewandowskim a Robbenem. Holender miał do naszego piłkarza pretensje, że mu nie podał piłki, ale nagabywany na tę okoliczność przez dziennikarzy, skwitował sprawę krótko i w zgoła nie gwiazdorskim stylu: „Nie róbcie sensacji tam, gdzie ich nie ma. Takie rzeczy w meczu się zdarzają. Owszem, powinien podać piłkę w tamtej sytuacji, ale przecież ja te nie jestem bez grzechu. Wiadomo, że czasami też powinienem więcej się rozglądać na boisku”.

Dla Lewandowskiego gol strzelony ekipie AEK Ateny był szczególny, bo było to jego 47. trafienie w Lidze Mistrzów. Kapitan polskiej reprezentacji z tym dorobkiem zajmuje obecnie dziesiąta lokatę klasyfikacji wszech czasów. Za jego plecami zostali legendarni snajperzy Eusebio i Filippo Inzaghim, a przed nim szansa na wyprzedzenie kolejnych sław – Szweda Zlatana Ibrahimovicia i Ukraińca Andrija Szewczenkę (obaj mają po 48 trafień), legendarnego asa Realu Madryd Alfredo di Stefano (49 goli), Francuza Thierrego Henry (50 goli). W tym sezonie „Lewy nie ma raczej szans na dogonienie piątego w klasyfikacji Holendra Ruuda van Nistelroya (56 goli), a tym bardziej Francuza Karima Benzemy, bo on mimo słabej formy Realu Madryt do swoich obecnych 57 trafień na pewno w obecnych rozgrywkach coś dorzuci. Na czele klasyfikacji znajduje się Cristiano Ronaldo (120 bramek), drugi jest Leo Messi (103), a trzeci Raul (71). Żadnemu z nich Benzema, ani tym bardziej Lewandowski zagrozić w najbliższym czasie nie są w stanie, w Portugalczykowi i Argentyńczykowi raczej w ogóle.

 

Piszczek bliski klubowego rekordu

Z innych naszych piłkarzy powody do zadowolenia po trzeciej kolejce Ligi Mistrzów mieli też Łukasz Piszczek i Wojciech Szczęsny. Pierwszy zaliczył bardzo udany występ, a jego Borussia Dortmund rozgromiła aż 4:0 słynące przecież z żelaznej defensywy Atletico Madryt. Piszczek zebrał za swój występ wysokie noty. Niemieckie media doceniły nie tylko jego skuteczną postawę w defensywie, co poskutkowało powstrzymaniem kilku niebezpiecznych szarż „Los Rojiblancos”. „Był pewny i dynamiczny jak za najlepszych lat” – pisano w recenzjach. Mecz z Atletico był 43. występem Piszczka w Lidze Mistrzów, a że wszystkie zaliczył w barwach Borussii, niemal dogonił w liczbie gier klubowego rekordzistę Stefana Reutera. Niemiec ma jednak na koncie 44 spotkania i tego wyniku już nie poprawi, co oznacza, że Polak jeszcze w tej edycji zostanie nowym rekordzistą w ekipie BVB, która na półmetku prowadzi w swojej grupie z kompletem punktów i bilansem ośmiu strzelonych goli przy zerowych stratach.

Z kompletem zwycięstw i zerowym kontem po stronie strat bramkowych jest też Juventus Turyn, w czym sporą zasługę ma nasz reprezentacyjny bramkarz Wojciech Szczęsny. Ekipa „Starej Damy” w trzeciej kolejce pokonała na wyjeździe Manchester United 1:0. Media oczywiście najwięcej uwagi poświęciły powrotowi Cristiano Ronaldo na Old Trafford, ale zauważyły też bezbłędny występ Szczęsnego.

 

Ekipa PSG poskromiona przez Napoli

Niepokonany w krajowej lidze paryski potentat w Champions League już tak dobrze sobie nie radzi. W trzech meczach wygrał tylko ze słabiutką Crveną Zvezdą Belgrad, ale przegrał starcie z Liverpoolem, a teraz na własnym boisku nie poradził sobie też z SSC Napoli. Bramkę na 2:2 paryżanie zdobyli niemal w ostatnich sekundach spotkania. Dwaj nasi piłkarze grający we włoskim zespole tym razem wystąpili w roli rezerwowych. Piotr Zieliński pojawił się na boisku w 53. minucie, natomiast Arkadiusz Milik wszedł dopiero w samej końcówce, zmieniając w 84. minucie strzelca jednego z goli Driesa Mertensa.
Grzegorz Krychowiak dostał dobre noty, ale jego Lokomotiw Moskwa przegrał z FC Porto 1:3 i na półmetek dojechał z zerowym kontem. Tak samo jak AS Monaco Kamila Glika, które w tym sezonie fatalnie. Ale mecz z Club Brugge zawalił nasz reprezentant.

 

Dziewięciu Polaków zgłoszonych do gry w Champions League

Dziewięciu polskich piłkarzy znalazło się w kadrach 32 zespołów, które we wtorek rozpoczną rywalizację w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

Ośmiu naszych zawodników ma w swoich klubowych zespołach mocne pozycje – są to Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund, Kamil Glik w AS Monaco, Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński w SSC Napoli oraz Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa i oczywiście Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Większych szans na występy nie ma raczej najmłodszy ze zgłoszonych do Ligi Mistrzów polskich graczy, 19-letni bramkarz FC Liverpool Kamil Grabara. W angielskim klubie pierwszym golkiperem jest obecnie Brazylijczyk Alisson Becker, a drugim Belg Simone Mignolet. Ale już sam fakt, że trener „The Reds” Juergen Klopp wpisał młodego Polaka na „listę startową” jest dla tego utalentowanego bramkarza ogromnym wyróżnieniem.

Lewandowski w Lidze Mistrzów zdobył jak do tej pory 45 bramek, co daje mu 10. miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych rozgrywek. Rekordzistą w tej klasyfikacji jest Cristiano Ronaldo z dorobkiem 120 goli. Obaj napastnicy będą mieli okazję poprawić swoje osiągnięcia strzeleckie już w środę. Juventus zagra na wyjeździe z Valencią, a Bayern także na wyjeździe z Benficą Lizbona.

Rekord Ligi Mistrzów innego rodzaju ustanowił hiszpański bramkarz FC Porto Iker Casillas, który we wtorek rozpoczął swój 20. sezon w Lidze Mistrzów. Nikt przed nim przez tyle lat nie występował w tych rozgrywkach. 37-letni obecnie hiszpański bramkarz zadebiutował w nich w barwach Realu Madryt w wieku 17 lat, w sezonie 1999-2000. Z zespołem, z którym był związany przez większość kariery, wygrał te rozgrywki trzykrotnie – w 2000, 2002 i 2014 roku.

 

Podzieleni na grupy w Lidze Mistrzów i Lidze Europy

W ubiegłym tygodniu UEFA dokonała losowania grup w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Pierwsze mecze na tym etapie rozgrywek zostaną rozegrane 18 września, a faza grupowa zakończy się w grudniu. W Lidze Mistrzów zagra ośmiu polskich piłkarzy.

 

W fazie grupowej tegorocznej edycji Ligi Mistrzów zobaczymy ośmiu polskich piłkarzy: Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium, Łukasza Piszczka z Borussii Dortmund, Kamila Glika z AS Monaco, Wojciecha Szczęsnego z Juventusu Turyn, Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego z Napoli oraz Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa z Lokomotiwu Moskwa. FC Liverpool co prawda zgłosił do rozgrywek 19-letniego Kamila Grabarę, ale nasz młody bramkarz ekipie „The Reds” jest dopiero numerem trzecim w hierarchii, po Brazylijczyku Alissonie i Belgu Simonie Mignoletcie, więc jego szanse na występ w Champions League są praktycznie zerowe.

W Lidze Europy też nie mamy zespołu, ale w kadrach 48 drużyn które znalazły się w fazie grupowej znalazło się ośmiu polskich piłkarzy. W Dynamie Kijów zagra Tomasz Kędziora, w Łudogorcu Razgrad Jacek Góralski i Jakub Świerczok, w azerskim Karabachu Agdam Jakub Rzeźniczak, w Girondins Bordeaux Igor Lewczuk, w KRC Genk Jakub Piotrowski, w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior, a w słowackim Spartaku Trnava wypożyczony w ostatniej chwili z Wisły Kraków Patryk Małecki.

 

Liga Mistrzów

Grupa A: Atletico Madryt, Borussia Dortmund, AS Monaco, Club Brugge
Grupa B: FC Barcelona, Tottenham, PSV Eindhoven, Inter Mediolan
Grupa C: PSG, SSC Napoli, Liverpool FC, Crvena Zevzda Belgrad
Grupa D: Lokomotiw Moskwa, FC Porto, Schalke 04, Galatasaray AS
Grupa E: Bayern Monachium, Benfica Lizbona, Ajax Amsterdam, AEK Ateny
Grupa F: Manchester City, Szachtar Donieck, Olympique Lyon, TSG Hoffenheim
Grupa G: Real Madryt, AS Roma, CSKA Moskwa, Viktoria Pilzno
Grupa H: Juventus, Manchester United, CF Valencia, Young Boys Berno

 

Liga Europy

Grupa A: Bayer Leverkusen, Łudogorec Razgrad, FC Zurich, AEK Larnaka.
Grupa B: FC Salzburg, Celtic Glasgow, RB Lipsk, Rosenborg Trondhem.
Grupa C: Zenit Petersburg, FC Kopenhaga, Girondins Bordeaux, Slavia Praga.
Grupa D: RSC Anderlecht, Fenerbahce Stambuł, Dinamo Zagrzeb, Spartak Trnawa.
Grupa E: Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Karabach Agdam, Worskła Połtawa.
Grupa F: Olympiakos Pireus, AC Milan, Real Betis, F91 Dudelange.
Grupa G: Villarreal CF, Rapid Wiedeń, Spartak Moskwa, Glasgow Rangers.
Grupa H: Lazio Rzym, Olympique Marsylia, Eintracht Frankfurt, Apollon Limassol.
Grupa I: Besiktas Stambuł, KRC Genk, Malmoe FF, Sarpsborg FF.
Grupa J: Sevilla FC, FK Krasnodar, Standard Liege, Akhisar Belediyespor.
Grupa K: Dynamo Kijów, FK Astana, Stade Rennes, FK Jablonec.
Grupa L: Chelsea Londyn, PAOK Saloniki, BATE Borysów, MOL Vidi