Azja/Pacyfik Cywilizacja XXII wieku

Dobiega końca epoka dominacji atlantyckiej, która trwała nieprzerwanie od czasów I rewolucji przemysłowej, a może nawet i wcześniej – od podbojów kolonialnych poczynając.

Główny ośrodek rozwoju naszej cywilizacji przesuwa się coraz wyraźniej z regionu Północnego Atlantyku (Europa Zachodnia i Ameryka Północna) na rozległe obszary Azji/Pacyfiku (APAC = Asia/ Pacific).
Przemiany strategiczne:
Najpierw należy podać i uzasadnić definicję APAC. Pod pojęciem tym rozumiem 46 państw tego regionu obejmującego giganty azjatyckie: Rosję, Indie, Chiny, Iran, Kazachstan i in. oraz wiele miniaturowych krajów wyspiarskich, takich jak: Fidżi, Vanuatu, Tuvalu, Tonga i in. Łączna liczba ludności APAC wynosi obecnie prawie 4,5 mld obywateli (tzn. 62 proc. ludzkości).
Przyrost demograficzny nie jest wysoki i sięga 1 proc. rocznie. Terytorium APAC stanowi 2,8 mld hektarów = 22 proc. powierzchni wszystkich lądów na Ziemi. W istocie rzeczy, kategoria: Azja/Pacyfik powinna brzmieć: Azja/Oceania (na czele z Australią). Bowiem Pacyfik przylegający do wybrzeży Azji styka się z tą częścią największego akwenu świata, na której położone są liczne państwa i państewka Oceanii.
Ponadto, jeśli udałoby się utworzyć wspólnotę (wspólny rynek itp.) eurazjatycką i połączyć ją ze strefą Pacyfiku, to wówczas EAPAC stałby się wielkim podmiotem bezkonkurencyjnym w skali globalnej. Jestem zdecydowanym zwolennikiem takiego rozwiązania.
Dlaczego inne państwa położone nad Pacyfikiem (z obydwu Ameryk) nie mieszczą się w kategorii Azja/Pacyfik? Po prostu, dlatego, że nie jest to Ameryka/Pacyfik! Istnieje ważna płaszczyzna współdziałania wszystkich państw Pacyfiku, znana pod nazwą APEC = Asia Pacific Economic Cooperation.
W gronie państw APAC napotykamy na znakomite przykłady kojarzenia najstarszej cywilizacji światowej (Chiny, Indie, Iran/Persja i in., liczącej sobie 5 – 7 tysięcy lat) z najnowocześniejszymi dokonaniami godnymi XXII wieku. Jednocześnie, od początku XXI wieku obserwujemy bardzo istotne przeobrażenia i przemiany w łonie i za przyczyną APAC. Dotyczą one, przede wszystkim, systematycznego zwiększania się ciężaru gatunkowego i znaczenia tego regionu w układzie sił globalnych – na niekorzyść układu atlantyckiego.
Zresztą, on sam przyczynił się walnie do tego – przenosząc własną produkcję i kapitały do wielu państw APAC, szczególnie do Chin, do Indonezji, do Bangladesz i in. oraz licząc na wielkie dochody na chłonnych rynkach azjatyckich. Stymulowało to bezprecedensowy postęp w rozwoju tych państw, które szybko stały się znacznie bardziej konkurencyjne wobec starych państw kapitalistycznych.
Efekt ten został zwielokrotniony przez wielu spośród samych APAC-owców dzięki ich pracowitości, pomysłowości, inteligencji innowacyjności itp. oraz znacznym nakładom na postęp naukowo-techniczny, na nowoczesną oświatę i na najnowsze technologie.
Szczególnie Azjaci znakomicie wyczuli i pojęli swą kolejną wielką szansę historyczną, wyciągnęli stąd właściwe wnioski na przyszłość i sami zarobili na ww. transferach kapitałów i produkcji znacznie więcej niż kapitaliści atlantyccy! Chiny są główną siłą motoryczną tego postępu. Optymalne skojarzenie tradycyjnych przymiotów wielkomocarstwowości azjatyckiej (ludność, terytorium, siły zbrojne, zasoby surowcowe itp.) z jej współczesnymi atrybutami (nowoczesność, konkurencyjność, innowacyjność, własne modele ustrojowe itd.) sprawiają, iż APAC nie ma i nie będzie mieć konkurencji na świecie XXI i XXII wieku.
Drugim kluczowym procesem dziejowym na tych obszarach jest szybko postępująca integracja i zwiększanie efektywności współpracy dwustronnej i wielostronnej pomiędzy poszczególnymi państwami i grupami państw APAC. Dokonuje się to, m.in., dzięki przełamywaniu pozostałości odwiecznej wrogości, konfliktów, sporów, animozji i spuścizny kolonialnej, które były udziałem wielu państw i narodów tego regionu.
Wspomnę, tytułem przykładu, konflikty chińsko – rosyjskie, chińsko – japońskie, chińsko – wietnamskie, chińsko – indyjskie, indyjsko – pakistańskie, irańsko – irackie, rosyjsko – japońskie, rosyjsko – afgańskie, japońsko – koreańskie i wiele innych. Niemało z tych przeszkód utrzymuje się w dalszym ciągu, szczególnie, w postaci tzw. dalekowschodniego syndromu wyspiarskiego. Cztery mocarstwa azjatyckie dysponują bronią nuklearną i zaliczają się do czołówki kosmicznej świata: Rosja, Chiny, Indie oraz Pakistan; zaś kilka innych krajów byłoby w stanie wejść dość łatwo w posiadanie takiej broni: Japonia, KRL-D, Korea Południowa, Iran, Kazachstan, Indonezja, Australia i in. Dlatego też nacisk na pokojową współpracę w ramach APAC ma kolosalne znaczenie dla całego świata – teraz i w dającej przewidzieć się przyszłości.
Doniosłym wyrazem integracji jest też coraz lepsze współdziałanie państw APAC w ramach globalnych i regionalnych organizacji międzynarodowych. Wśród nich czołowe miejsce zajmuje stowarzyszenie BRICS (rok założenia: 2009), do którego należą, m.in., trzy giganty azjatyckie: Chiny, Indie i Rosja.
Głównie za ich przyczyną, BRICS jest lokomotywą przemian zmierzających do budowania nowego sprawiedliwego ładu polityczno-społeczno-gospodarczego oraz wielobiegunowego układu sił na świecie. Kolejny przykład: Szanghajska Organizacja Współpracy (SOW, rok założenia: 2001) – jako forum wspołdziałania politycznego, strategicznego, gospodarczego, kulturalnego i in. Do SOW należą – jako członkowie: Chiny, Rosja, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan; – jako obserwatorzy: Afganistan, Indie, Iran, Mongolia i Pakistan; – jako partnerzy w dialogu: Białoruś, Sri Lanka i Turcja oraz – jako goście: ASEAN, WNP (postradziecka Wspólnota Niepodległych Państw) i Turkmenistan.
I wreszcie, ASEAN – Stowarzyszenie Państw Azji Południowo-Wschodniej (rok założenia: 1967), do którego należy 10 państw: Indonezja, Malazja, Filipiny, Singapur, Tajlandia, Brunei, Myanmar (Birma), Kampucza, Laos i Wietnam. Ostatnio coraz częściej pojawia się kategoria ASEAN + 3 (czyli: Chiny, Japonia i Korea Południowa).
Utworzono już strefę wolnego handlu między państwami „13-tki”. Na jej konferencji „na szczycie” (Brunei, 9-10 października 2013 r.) przyjęto program dynamizowania współpracy do roku 2015 i na dalszą perspektywę – po roku 2015. Premier Li Keqian (ChRL) złożył partnerom daleko idące propozycje zwiększania skali, jakości i efektywności współdziałania oraz pokojowego regulowania spornych spraw terytorialnych na Morzu Południowo-Chińskim (tzw. CoC = Code of Conduct – Kodeks Postępowania). Wielkie mocarstwa azjatyckie współpracują na zasadach wzajemnego poszanowania, zaufania, równoprawności i obopólnych korzyści nawet z najmniejszymi państewkami wysparskimi APAC. Prognoza: procesy integracyjne na obszarach Azji i Pacyfiku postępować będą dalej dość szybko i efektywnie.
Na horyzoncie nie widać granicy tych procesów. Do totalnej unifikacji APAC chyba jednak nie dojdzie – z uwagi na niebywałą różnorodność tamtejszych państw, systemów, społeczeństw i kultur, co też jest miarą bogactwa.
Ważnym wyznacznikiem analizowanej sytuacji makro jest osłabienie pozycji i spadek wpływów USA w strefie APAC. Sytuacja ta jest, naturalnie, pochodną wzmocnienia pozycji wielkich mocarstw azjatyckich tamże. Po 2. wojnie światowej polityka USA wobec APAC, szczególnie wobec państw azjatyckich, układa się w pasmo niesamowitych wstrząsów, perturbacji, porażek i niekonsekwencji. Zaczęło się to wszystko od dążenia do „powstrzymania komunizmu” w ZSRR i w Chinach oraz od japońskiego ataku na Pearl Harbour, na Hawajach. Rzekomą konsekwencją tego były tragiczne amerykańskie uderzenia atomowe na Hiroszimę i na Nagasaki (całkowicie bezsensowne, zbrodnicze i niepotrzebne). Po kapitulacji Japonii (i po zwycięstwie maoizmu w Chinach), USA usiłowały podporządkować sobie Azję i Oceanię i nadal czynią to, zresztą, bez powodzenia – ale kosztem olbrzymich i bezproduktywnych nakładów (np. wojny w Korei, w Wietnamie, w Afganistanie, w Iraku i in.). Buntuje się nawet Japonia, która stała się na długo swoistą nałożnicą polityczną i strategiczną USA – terroryzowaną obecnie „straszakiem chińskim” przez Stany Zjednoczone.
Jednak chyba największe niepowodzenie polityczne, strategiczne, gospodarcze i finansowe spotkało USA w Azji w odniesieniu do ChRL. W rozumieniu amerykańskim, Chiny miały stać się, szczególnie po roku 1978 (reformy i otwarcie na świat), tanim producentem, pochłaniaczem kapitałów i inwestycji oraz bezdennym rynkiem zbytu dla USA. Tymczasem zdarzyło się coś zupełnie odwrotnego – USA stały się nie tylko dostarczycielem kapitałów, środków produkcji i technologii dla Chin, ale również rynkiem zbytu dla wyrobów i usług z ChRL oraz wielkim dłużnikiem Państwa Środka. Obecnie więc polityka amerykańska wobec Chin znalazła się na rozstajnych drogach. Dylemat USA jest taki: czy Chiny – to przyjaciel (friend) lub przeciwnik (foe)? Występuje też łagodniejsza formuła tego dylematu: ChRL – to partner czy konkurent? Oto są pytania, na które Waszyngton nie ma jeszcze jednoznacznej odpowiedzi. Stanowi to ogromny problem dla USA, od rozwiąznia którego uzależnione są również losy reszty świata. Byle tylko Stany nie wplątały się znowu w jakąś nieodpowiedzialną awanturę z Chinami czy z innymi supermocarstwami i państwami azjatyckimi (KRL-D?). Podejście do kwestii tajwańskiej (tybetańskiej, ujgurskiej, hongkongskiej, wysp na Morzu Południowo-Chińskim, sankcje i in.) są też wymownym kamieniem probierczym intencji USA wobec ChRL.
Waszyngton podejmuje coraz bardziej aktywne i agresywne wysiłki celem utrzymania czy wręcz umocnienia swych pozycji w APAC. Działa często per procura – wykorzystując swych zauszników, szczególnie Japonię, Australię i Filipiny oraz, w znacznie mniejszym stopniu, Koreę Południową i Tajwan, a nawet Wietnam. Potężna VII flota amerykańska (the VIIth Pacific Fleet) ma być orężem w obronie amerykańskich interesów strategicznych i gospodarczych w regionie APAC. Celowi temu służą także dość liczne jeszcze amerykańskie bazy wojskowe tam rozmieszczone. Jest ich ponad 20, z czego 8 tylko w samej Japonii (m.in. Okinawa, Fukuoka i in.). Całe półkole tych baz otacza już z trzech stron terytorium Chin – poczynając od Kirgistanu, poprzez Malezję, Północną Australię (Port Darwin), Filipiny, Tajlandię, Brunei, Singapur, Guam aż po Koreę Południową. US Army zamierza jeszcze utworzyć kolejną bazę na Wyspie Kokosowej (Cocos Island), na Oceanie Indyjskim. Nuklearne okręty podwodne US Navy patrolują nieustannie morza Azji Wschodniej i Oceanii.
Strategia amerykańska polega na planach prowadzenia działań bojowych w powietrzu i na wodzie (air-sea battle) – z niewykluczonym użyciem broni masowej zagłady. Jest to anachroniczna i przestarzała strategia nie gwarantujaca zwycięstwa oraz nie dostosowana do współczesnych wymagań tamtejszego pola walki, znacznie odległego od terytorium USA. Tak było już w wojnie koreańskiej, wietnamskiej, afgańskiej i irackiej – ze znanymi skutkami. Na szczęście ministerstwa obrony i najwyższe dowództwa sił zbrojnych ChRL i USA blisko współpracują i kontaktują się między sobą! Mają bowiem świadomość, iż ewentualna chińsko – amerykańska konfrontacja militarna (head-on crash) miałaby katastrofalne skutki nie tylko dla obydwu stron lecz również dla całego świata.
Prawdopodobna prognoza na XXI i XXII wiek nie zakłada raczej takiej frontalnej i totalnej konfrontacji, choć całkowicie wykluczyć jej nie można. Obecnie jednak US Army (+ sojusznicy) nie mają wystarczającej przewagi strategicznej i poważniejszych szans na zwycięstwo w ewentualnym starciu z kolosami azjatyckimi. Ci, z kolei, zmuszeni są do systematycznego doskonalenia swego potencjału militarnego celem wspólnej obrony, zwalczania terroryzmu, zapewnienia bezpieczeństwa szlaków żeglugowych, udziału w misjach pokojowych itp. Nie należy jednak lekceważyć nadal potężnej amerykańskiej hard power oraz ewentualności (ryzyka), iż może być ona wykorzystana w sposób rozpaczliwy, nieobliczalny, nieprzewidywalny czy też przez zwykły przypadek (błąd komputera czy inną miscalculation ludzi lub sztucznej inteligencji).
Aspekty demograficzne:
liczebnie – ludnościowa przewaga APAC nad resztą świata jest prawie dwukrotna; zaś nad USA – piętnastokrotna. Prognozuję stosunkowo niewielkie zwiększanie się tej przewagi w bliższej i w dalszej przyszłości. Wynikać to będzie z dość powolnego ale systematycznego podnoszenia się poziomu zamożności społeczeństw APAC oraz z tego, jak potoczą się procesy demograficzne w Chinach i w Indiach? W tej kwestii możliwe i realistyczne są raczej prognozy średnioterminowe – do 2030 r. Do tego czasu – Indie staną się największym, pod względem liczby ludności, supermocarstwem świata. Przyrost naturalny nie jest tam ograniczany administracyjnie lecz „regulowany” przez stosunkowo wysoką stopę śmiertelności niemowląt i dzieci w wieku do lat 5-ciu oraz relatywnie niedużą średnią długość życia obywateli. Natomiast, w Chinach utrzymana zostanie dość rygorystyczna acz coraz bardziej elastyczna kontrola urodzin. W tej mierze można spodziewać się pewnych reform – z uwagi na starzenie się społeczeństwa (już prawie 15 proc. ogółu w wieku ponad 60-ciu lat), uboczne konsekwencje niedawnej polityki „jednego dziecka w rodzinie”, dysproporcje ilościowe między kobietami a mężczyznami (100 : 120) i inne poważne problemy demograficzno – społeczne. Prognozy chińskie, do roku 2030, przewidują wzrost liczby ludności do 1,6 mld obywateli. Zaś w Indiach, liczba ta może zbliżyć się do 2 mld osób! Wówczas łączna liczba ludności tych wielkich mocarstw azjatyckich i globalnych przekroczyłaby wskaźnik 40 proc. ogółu ludzkości!
Chiny są dość jednorodne pod względem etnicznym – dominuje zdecydowana większość ludności Han (ponad 90 proc. ). 55 mniejszości narodowych liczy sobie (łącznie) 110 mln obywateli, co stanowi 8,5 proc. ogółu społeczeństwa. Największą mniejszością jest Zhuang (16 mln osób) zamieszkująca w prowincji Guangxi. Chińczycy ustanowili niebywały rekord płodności w latach 1964 – 1982, kiedy to liczba ludności zwiększyła się o 300 mln osób (!) w ciągu zaledwie 18 lat. Ówczesny przyrost naturalny wyniósł 3,8 promila. Jeśli zaś chodzi o przyszłą dynamikę przyrostu ludnościowego, to pewne wnioski można wysuwać w oparciu o dotychczasowe dane ze spisów powszechnych. Było ich 6, do tej pory, w ponad 60-cioletniej hstorii ChRL. I tak, spis z 1953 r. wykazał 590 mln obywateli chińskich; 1964 r. – 690 mln; 1982 r. – 1.01 mld; 1990 r. – 1,13 mld.; 2000 r. – 1,27 i 2010 r. – 1,34 mld. Dynamika ta może utrzymać się w dalszym ciągu, nawet z lekką tendencją spadkową. Chiny dysponują największymi (na świecie) zasobami siły roboczej – 900 mln ludzi zdolnych do pracy. 70 proc. społeczeństwa chińskiego plasuje się w granicach wieku od 15 do 59 lat. W Chinach powiada się, iż niektóre tamtejsze pokolenia „zestarzały się zanim zdążyły się zbogacić”.
Na fali ww. wielkiego „urodzaju ludzi”, już na początku lat 70-tych XX wieku okazało się, że gospodarka chińska nie będzie w stanie udźwignąć tego ciężaru demograficznego. Zaczęło brakować żywności, odzieży mieszkań, środków transportu i innych dóbr pierwszej potrzeby. Wprowadzono więc rygorystyczny program kontroli urodzin, znany w świecie pod nazwą „polityki jednego dziecka” („one – child policy”) i zalecono obywatelom: „pobierajcie się później, później też wydawajcie dzieci na świat – mniej dzieci, ale za to zdrowszych dzieci”. Ustawowo podniesiono wiek, w którym można zawierać małżeństwa: 20 lat dla kobiet i 22 dla mężczyzn. Tylko w odniesieniu do mniejszości etnicznych pozostawiono poprzednie zasady, dopuszczając możliwość posiadania 2 – 3 dzieci w rodzinie. W wyniku tego, udział mniejszości w całym społeczeństwie zwiększył się od prawie 7 proc. (w roku 1982) do około prawie 9 proc. obecnie. Natomiast w stosunku do ludności Han ograniczenia spowodowały pożądane skutki, utrzymując przyrost demograficzny w ryzach. Poczynając od roku 1971 (wprowadzenie ograniczeń) do dziś – w Chinach urodziło się o ponad 300 mln (!) noworodków mniej niż byłoby to bez ograniczeń. 300 mln obywateli – to mniej więcej tyle, ile wynosi liczba ludności USA.
Kluczowym zadaniem, jest zapewnienie odpowiedniego poziomu wykształcenia społeczeństwa. Dziś nie należy on jeszcze do najwyższych. Oczywiście, fenomenalnym osiągnięciem jest prawie zupełne zlikwidowanie wszechobecnego kiedyś analfabetyzmu. Jednak tylko 10 proc. społeczeństwa Chin legitymuje się wykształceniem średnim lub wyższym. Zaś 71 proc. obywateli ukończyło jedynie szkoły podstawowe i średnie. Dlatego też państwo chińskie przeznacza ogromne środki (ok. 4 proc. PKB) na oświatę oraz na innowacje, na naukę i na technikę.
Jeśli chodzi o Indie – to ich sytuacja demograficzna jest znacznie bardziej skomplikowana niż w Chinach. Raczej działają tam dość żywiołowo prawa natury, niezależnie od przyjęcia, w 1952 r., programu pn.: National Family Planning. W roku 2000, liczba ludności Indii przekroczyła 1 mld. Mimo lekkiego spadku, tempo przyrostu naturalnego jest nadal dość wysokie, wyraźnie wyższe od analogicznego wskaźnika w Chinach. Obecnie liczba ta wynosi 1,3 mld obywateli (czyli 17,8 proc. ogółu ludzkości, przy czym terytorium Indii zajmuje tylko 2,4 proc. lądów na Ziemi)). Od uzyskania niepodległości (1947 r.) do dziś – liczba ludności Indii uległa potrojeniu. Średnio – w ciągu jednego dziesięciolecia przybywa 180 mln nowych obywateli Indii. 73 proc. ogółu ludności mieszka na wsi. Stopa przyrostu naturalnego = 1,58 proc. . Średnia dzietność: 2,8 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym (a miało być 2,1). Obecnie przewiduje się osiągnięcie wskaźnika 2,2 – do roku 2050. Na 100 mężczyzn przypadają 94 kobiety. Średnia długość życia kobiet – 73 lata a mężczyzn – 67,5 lat.
Społeczeństwo Indii jest stosunkowo młode – 64 proc. obywateli jest w wieku od 15 do 64 lat. Prognoza do roku 2020 zakładała, iż średni wiek obywateli Indii wyniesie 29 lat (Chin – 37 lat a Japonii – 48 lat). Najgęściej zaludnione (1.000 – 2.000 osób lub więcej na km kw.) są północno-wschodnie stany Indii, jak np.: Uttar Pradesz, Bihar, Bengal Wschodni, okolice Kalkuty i in. Zaś, największym miastem jest Mumbai (Bombaj) – około 15 mln mieszkańców. Wielkość siły roboczej w Indiach jest też imponująca – 500 mln ludzi w wieku produkcyjnym, w tym, niestety, również dzieci pracujące. Stopa bezrobocia kształtuje się w granicach 8 proc. a wskaźnik PKB per capita wynosi 1.500 USD. W biedzie (poniżej minimum socjalnego, 1 – 2 USD dziennie per capita) żyje około 30 proc. mieszkańców Indii.
Podobnie jak w Chinach, również w Indiach dokonał się wielki postęp w zakresie walki z analfabetyzmem. W 1947 r. (uzyskanie niepodległości), liczba analfabetów wynosiła 88 proc. ogółu. Obecnie – tylko 25 proc. . Informatycy i programiści indyjscy należą do najlepszych w świecie. W Indiach istnieje ponad 2.000 grup (i mniejszości) etnicznych; – co najmniej 30 języków (Hindi posługuje się 42 proc. społeczeństwa); – wielorakość religijna: hinduizm (80,5 proc. ), islam (13,5 proc. ), sikhowie (2 proc. ), chrześcijanie (2,5 proc.) i in.
Prognoza demograficzna: pod koniec XXI wieku liczba ludności Indii może osiągnąć 2,2 mld osób (!?). Wielką niewiadomą jest to, czy gospodarka indyjska udźwignie taki ciężar, czy gospodarstwo światowe wydobędzie się z zapaści pandemiczno – kryzysowej, czy nie wpadnie w nowy kryzys i czy będzie mogło wspierać rozwój społeczno-gospodarczy Indii oraz korzystać z owoców ich wielkiego przyrostu demograficznego – miliardowych rzesz rąk do pracy? Alternatywa prognostyczna jest zatem niezwykle prosta: albo wielki pożytek z przyrostu demograficznego w Indiach albo też niesamowity dramat i katastrofa społeczna. Tertium non datur.
Jeśli chodzi o pozostałe największe pod względem liczby ludności (i terytorium), państwa APAC, to jest ich dziesięć: Indonezja, Pakistan, Bangladesz, Rosja, Japonia, Wietnam, Iran, Arabia Saudyjska, Australia i Kazachstan; i tak: – Indonezja: silna tendencja wzrostowa. Ludność ogółem: obecnie – 251,2 mln obywateli, z czego 58 proc. zamieszkuje na Jawie. Przyrost naturalny – 1,05 proc. ; średnia dzietność – 2,2 dziecka na kobietę; ludność w przedziale 15 – 64 lata: 67 proc. ogółu; średnia długość życia – 72 lata; prognozy: 368 mln obywateli – w 2050 r.; 545 mln – w 2100 r.; – Pakistan: wyraźna tendencja wznosząca. Liczba ludności – 190,3 mln; przyrost naturalny – 1,6 proc. ; dzietność – 3,6 dziecka/na kobietę; 15 – 64 lata: 60 proc. ; przy czym 63 proc. ogółu – poniżej 30 lat; długość życia – 66,5 lat; prognozy: 375 mln – 2050r.; 929 mln (!) – 2100;
– Bangladesz: szybki przyrost. Liczba ludności – 159 mln; przyrost naturalny – 1,6 proc. ; dzietność 2,6 dziecka/na kobietę; 15 – 64 lata: 61,5 proc. ; długość życia – 70 lat. Prognozy: 241 mln – 2050 r.; 350 mln – 2100 r.; – Rosja: bardzo trudna sytuacja demograficzna. Pewna stabilizacja – po załamaniu postradzieckim. Liczba ludności – 143,5 mln; gęstość zaludnienia – 8,5 osoby/km kw; przyrost naturalny – 0,23 proc. ; dzietność – 1,7 dziecka/na kobietę; 15 – 64 lata: 70 proc. ; długość życia: 70,3 lat (u mężczyzn – około 65 lat). Prognozy: 107 mln – 2050 r.; 67 mln – 2100 r. (ONZ ostrzega przed spadkiem liczby ludności Rosji o jedną trzecią w terminie do 2050 r.); – Japonia: bardzo trudna sytuacja demograficzna – tendencja spadkowa, starzenie się społeczeństwa. Liczba ludności: 127 mln, z czego 40 proc. powyżej 60 lat; gęstość zaludnienia – 336 osób/km kw.; przyrost naturalny – 1,1 proc. ; dzietność – 1,4; długość życia – 81,25 (rekord światowy). Prognozy: 101,5 mln – 2050 r.; 59,5 mln – 2100 r.;
– Wietnam: umiarkowany przyrost demograficzny. Liczba ludności – 92,5 mln; przyrost naturalny – 1,05 proc. ; dzietność – 1,9; 15 – 64 lata: 70 proc. ; długość życia – 72,5 lat. Prognozy: 111,5 mln – 2050 r.; 98 mln – 2100 r.; – Iran: niewielka tendencja wzrostowa. Starzenie się społeczeństwa. Liczba ludności – 80,9 mln; przyrost naturalny – 1,24 proc. ; dzietność – 1,9; ponad 50 proc. ogółu – poniżej 30 lat; długość życia – 71 lat; Prognozy: 101,2 mln – 2050 r.; 96,8 mln – 2100 r. Jednak władze podejmują wysiłki celem podwojenia liczby ludności do 2030 r. Dopłaty z budżetu (równowartość 950 USD do każdego noworodka); – Arabia Saudyjska: dość szybki wzrost. Liczba ludności – 29 mln; przyrost naturalny – 1,5 proc. ; dzietność – 2,26; 15 – 64 lata: 65 proc. ; długość życia – 74,5 roku. Prognozy: 50 mln – 2050 r.; 88 mln – 2100 r. 9. Australia: dość szybki przyrost. Starzenie się społeczeństwa. Liczba obywateli w wieku powyżej 60 lat może osiągnąć wskaźnik 25 proc. ogółu za około 40 lat. Liczba ludności – 23,3 mln; gęstość zaludnienia – 3 osoby/km. kw. (!); przyrost naturalny – 1,7 proc. ; dzietność – 2; długość życia – 82 lata. Prognozy: 34 mln – 2050 r.; 42 mln – 2100 r.; – Kazachstan: lekki wzrost (po spadku postradzieckim). Liczba ludności – 18 mln; przyrost naturalny – 1,35 proc. ; dzietność – 2,6; 15 – 64 lata: 71 proc. ; długość życia – 69 lat. Prognozy: 22,5 mln – 2050 r.; 33,3 mln – 2100 r.
(POLSKA – dla porównania: silna tendencja spadkowa, stagnacja, starzenie się społeczeństwa plus emigracja. Liczba ludności: 37,1 mln; przyrost naturalny – 1,19 proc. ; dzietność – 1,31; 15 – 64 lata: 71,7 proc. ; długość życia – 76 lat. Prognozy (przy utrzymaniu obecnej tendencji makrodemograficznej): 31,3 mln – 2050 r.; 16,6 mln – 2100 r. (!).
Naturalnie, pod żadnym pozorem nie należy lekceważyć liczby obywateli zamieszkujących pozostałe, średnie i mniejsze pod względem ludnościowym, państwa i państewka wchodzące w skład tego ogromnego obszaru APAC. Jego potencjał ludnościowy (prawie 4,5 mld obywateli) jest unikalny w skali światowej. Może on ulec podwojeniu do roku 2100. W większości są to społeczeństwa młode, coraz lepiej wykształcone i niezwykle pracowite. Średnia płaca miesięczna, poza Japonią, Australią, Hongkongiem, Singapurem czy Brunei, wynosi tam zaledwie 10 – 15 proc. analogicznej płacy w UE czy w USA. Ta dysproporcja nie potrwa jednak długo – bowiem zwiększanie siły nabywczej społeczeństw APAC stymulować będzie produkcję, sprzedaż, eksport, inwestycje, innowacyjność i konkurencyjność tego regionu. Ponadto, 4,5 mld obywateli – to potężny rynek producentów i konsumentów. W połączeniu z coraz nowocześniejszym i wydajniejszym potencjałem wytwórczym, zasobami naturalnymi, terytorium, postępującą integracją i innymi atrybutami supermocarstwowości, rynek ten już dziś byłby samowystarczalny, nie potrzebując niczyjej łaski dla swego przetrwania i rozwoju. W rozumieniu Zachodu, pandemia korona wirusa miała zmniejszyć i osłabić olbrzymi potencjał ludnościowy i wytwórczy państw APAC. Ale stało się coś odwrotnego. Potencjał ten nie został osłabiony lecz na pandemii przegrywają USA i ich sojusznicy zachodni. Ciekawe i trudne do przewidzenia jest to, jak sprawy potoczą się dalej i czy USA nie zechcą odrobić olbrzymich strat pandemicznych i kryzysowych swymi metodami już wypróbowanymi bez powodzenia w licznych krajach APAC (Korea, Wietnam, Afganistan, Irak i in.)? Pożyjemy, zobaczymy!

VII Międzynarodowy Kongres Azjatycki

Pragniemy zaprosić do udziału w VII Międzynarodowym Kongresie Azjatyckim, który odbędzie się w dniach 20-22 maja w Toruniu. Rejestracja trwa do 30 kwietnia 2020 r.
Do tej pory udział w VII Kongresie potwierdziło kilkudziesięciu dyplomatów i uczonych z całego świata.
Gościem Honorowym tegorocznej edycji jest Republika Indonezji, która ogłosiła VII Kongres flagowym polskim wydarzeniem w ramach obchodów 65. rocznicy nawiązania relacji dyplomatycznych między Polską a Indonezją.
Kongres został poprzedzony siedmioma konferencjami naukowymi oraz sześcioma Kongresami, co świadczy o naszym unikalnym doświadczeniu.
Entuzjastów, naukowców, przedsiębiorców i ekspertów zajmujących się szeroko pojętą tematyką azjatycką, współpracą między państwami Europy i Azji, zapraszamy do udziału w żywej, interdyscyplinarnej dyskusji oraz licznych imprezach towarzyszących o charakterze naukowym i kulturowym.
Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony internetowej: www.kongresazja.pl
Będzie nam niezwykle miło, jeśli w maju 2020 roku zechcą Państwo wziąć udział w organizowanym przez Towarzystwo Azji i Pacyfiku wydarzeniu.

Potęga dialogu

Komentarz redakcyjny agencji Xinhua

Ponad 1300 lat temu chiński mnich buddyjski Xuanzang udał się w podróż liczącą kilka tysięcy mil do wielce poważanego indyjskiego klasztoru w Nalandze, w którym przez pięć lat studiował buddyzm pod kierunkiem opata Silabhadry. Wzajemna interakcja między dwoma legendarnymi buddyjskimi mistrzami były czymś więcej niż tylko wymianą poglądów. Ich konwersacje uważa się za jeden ze szczytowych punktów odwiecznego dialogu między dwiema starożytnymi cywilizacjami Azji.
W starożytnym języku greckim słowo „Azja” oznaczało „ziemię, gdzie wschodzi Słońce”. W ciągu tysiącleci kontynent ten był kolebką wielu cywilizacji – w Mezopotamii, w Dolinie Indusu, w Dolinie Gangesu oraz wzdłuż rzek Żółtej i Jangcy.
W dawnych czasach dynamiczna wymiana gospodarcza na starożytnym Szlaku Jedwabnym i pielgrzymki buddyjskich i muzułmańskich uczonych były nośnikiem dialogu między cywilizacjami, dzięki którym stał się on nie tylko rzeczywistością, ale i tradycją. Dziś, gdy delegaci z Azji (i nie tylko) zgromadzili się w Pekinie na otwartej w środę pierwszej Konferencji Dialogu Cywilizacji Azjatyckich (CDAC), pojawiła się tym samym nowa płaszczyzna dla wymiany myśli i wzajemnej interakcji między cywilizacjami.
Historia pokazuje, że cywilizacje rozkwitają w miarę jak wzajemnie od siebie się uczą. W dzisiejszym świecie dialog między cywilizacjami, w szczególności na kontynencie azjatyckim, na znaczenie naprawdę szczególne.
W wystąpieniu w 2014 r. wygłoszonym w siedzibie UNESCO – Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Edukacji, Nauki i Kultury – prezydent Xi Jinping powiedział: „Cywilizacje stały się bogatsze i barwniejsze dzięki wzajemnej wymianie i uczeniu się od siebie. Owa wymiana i wzajemna nauka tworzą ważny mechanizm na rzecz postępu ludzkości i światowego pokoju i rozwoju”.
W czasach europejskiego średniowiecza w świecie arabskim to kalifat Abbasydów podjął wysiłek tłumaczenia i spisywania spuścizny pozostawionej przez Greków i Rzymian. Dzięki niemu ich wiedza przetrwała po upadku Cesarstwa Rzymskiego i została ocalona dla ludzkości. W ten sposób Europa mogła ją później odkryć na nowo i ożywić w epoce renesansu. Nie inaczej dzieje się w przypadku krajów Azji. Wymiana międzycywilizacyjna może im pomagać w odkrywaniu swoich tożsamości w epoce ciągłej zmiany.
Był czas, gdy Azja była przedmiotem podziwu i zazdrości ze strony reszty świata, kontynentem wielkich imperiów, ojczyzną starożytnych filozofów, poetów i pisarzy. To tu ma swoje korzenie algebra, to tu wymyślono astrolabium, papier i druk. W ciągu ostatnich dekad narody Azji zrzuciły jarzmo imperialistycznego kolonializmu, zdobyły niepodległość, dokonały niezwykłego postępu gospodarczego i społecznego, ponownie wracając na środek światowej sceny.
Opublikowany niedawno przez „Financial Times” raport prognozuje, że po raz pierwszy od XIX w. w 2020 r. azjatyckie gospodarki (w rozumieniu Konferencji Narodó Zjednoczonych do spraw Handlu i Rozwoju) będą łącznie większe niż gospodarki całej reszty świata. Wkład Azji do rozwoju ludzkiej cywilizacji i dobrobytu będzie sukcesywnie rósł.
Obecnie regionalne platformy i mechanizmy współpracy, takie jak Azjatyckie Forum Boao, Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej i Szanghajska Organizacja Współpracy osiągają swoją dojrzałość. Zaproponowana przez Chiny Inicjatywa Pasaa i Szlaku, mająca na celu zbudowanie sieci handli i infrastruktury łączących Azję z Europą (i nie tylko) zwiastuje także czas większej interakcji między narodami i kulturami.
Konferencja poświęcona dialogowi została zorganizowana, gdy na Zachodzie przywołuje się powszechnie nieodpowiedzialną i niebezpieczną ideę „starcia cywilizacji”, która może spowodować nienawiść i konfrontację. Przesłanie z Pekinu jest jasne i wyraźne. Mówi o wyborze konwersacji, a nie konfrontacji, wskazując na głębokie przekonanie, że międzycywilizacyjny dialog pomoże narodom przełamać deficyty wzajemnego zaufania, promować wzajemne zrozumienie i przyjaźń, i w ten sposób wspierać współpracę.
W epoce rosnących współzależności, gdy wspólnota międzynarodowa zmaga się z nieznanymi dotąd zagrożeniami, takimi jak terroryzm, kryzysy migracyjne czy zmiana klimatu, żaden kraj nie przezwycięży ich sam.
„Aby zmierzyć się ze wspólnymi wyzwaniami i zapewnić wszystkim lepszą przyszłość, Chiny wskazują na kulturę i cywilizację jako na te czynniki, które mają do odegrania rolę nie mniejszą niż gospodarka, nauka czy technologia” – oświadczył prezydent Xi, zwracając się do uczestników konferencji podczas ceremonii jej otwarcia.
„Konferencja – dodał – została zwołana właśnie w tym celu, jako nowa platforma dla cywilizacji Azji – i nie tylko Azji – aby wspomóc ich zaangażowanie w dialog na równej stopie i ułatwić wzajemną naukę”.
Dialog i współpraca są jedyną pewną drogą do lepszego świata dla wszystkich lub – według słów prezydenta Xi – „Wspólnoty ludzkości dzielącej ze sobą wspólną przyszłość”.

(Tłum. GW)

Widmo głodu

Klęska głodu na świecie osiągnęła rozmiary nieznane od przeszło dekady. Według raportu ONZ, który w tym tygodniu ujrzał światło dzienne, w 2017 roku z powodu niedożywienia cierpiało 821 milionów ludzi. Oznacza to, że żywności brakowało dla co dziewiątego mieszkańca globu.

 

Ten alarmujący trend utrzymuje się już od trzech lat. W porównaniu z rokiem 2014, kiedy na brak dostępu do odpowiedniej ilości żywności cierpiało niespełna 784 milionów osób, liczba głodujących zwiększyła się o prawie 40 milionów. Jak przyznaje Cindy Holleman, ekonomistka z FAO, czyli agendy ONZ ds. wyżywienia i rolnictwa, chociaż „wiele państw i organizacji osiągnęło znaczne postępy w redukcji głodu, w skali globalnej jest on na tym samym poziomie, co niemal dekadę wcześniej”.

Do feralnego 2014 roku liczba głodujących systematycznie spadała. W przeciągu dekady udało się ją zmniejszyć o ponad 160 milionów, głównie dzięki wspólnemu wysiłkowi FAO i poszczególnych rządów. Faktycznie wciąż jeszcze daleko do poziomu z 2005 roku, kiedy aż 945 milionów osób cierpiało z powodu niedożywienia. Tym razem jednak powstrzymanie negatywnego trendu może być o wiele trudniejsze niż poprzednio.

Zdaniem ONZ za rozprzestrzeniającą się klęskę głodu na świecie przede wszystkim odpowiadają trzy czynniki. Pierwszy z nich to konflikty zbrojne. Nie tylko rośnie ich liczba – w 2015 roku odnotowano ich aż 50 (o dziewięć więcej niż rok wcześniej) – ale także wydłuża się czas ich trwania. Jednym z najtragiczniejszych przykładów jest Syria, gdzie wojna domowa ciągnie się już ósmy rok, a jej końca nie widać. Jednak podobnych konfliktów, nie tylko na Bliskim Wschodzie czy w Afryce, jest znacznie więcej.

Kolejnym czynnikiem utrudniającym walkę z głodem jest zapaść ekonomiczna. Kryzys gospodarczy z 2008 roku ostudził zapał wielu państw w niesieniu pomocy charytatywnej. Co więcej, przedsiębiorstwa niechętnie lokują swoje inwestycje w regionach o niestabilnej sytuacji politycznej, a do takich należą te z największym odsetkiem głodujących. Często także popyt na rynkach zachodnich winduje ceny żywności w krajach rozwijających się. Chociaż zatem w skali globalnej odsetek osób znajdujących się w skrajnym ubóstwie systematycznie maleje, w wielu przypadkach wzrost wynagrodzeń nie nadąża za kosztami życia.

Trzeci czynnik to globalne ocieplenie. Zdaniem autorów raportu to właśnie zmiany klimatyczne głównie odpowiadają za to, że mimo podjętych przez społeczność międzynarodową starań, nadal rośnie liczba osób cierpiących głód: „Zmiany klimatu już teraz w niektórych regionach skutecznie utrudniają produkcję żywności. Jeśli zatem szybko nie zostanie podjęte działanie w celu ograniczenia ryzyka klęsk żywiołowych, sytuacja jedynie się pogorszy, można bowiem spodziewać się dalszego i do tego drastycznego wzrostu temperatur”.

Najgorzej sytuacja wygląda w Afryce, gdzie odsetek głodujących jest najwyższy. Szacuje się, że brak odpowiedniej ilości żywności dotyczy ponad 256 milionów ludzi, czyli prawie 21 proc. populacji całego kontynentu. Oznacza to powrót do poziomu sprzed dekady. Ponad pół miliarda osób cierpi z niedożywienia w Azji, chociaż w tym przypadku nastąpiła nieznaczna poprawa. Zdaniem ONZ szczególnie zagrożona klęską głodu jest natomiast Ameryka Południowa. W ciągu ostatnich trzech lat odsetek głodujących na tym kontynencie wzrósł do pięciu procent.

Jednocześnie można zauważyć systematyczny wzrost liczby osób zmagających się z otyłością. Jak zauważają autorzy raportu, nadwaga i związane z nią choroby stanowią poważne zagrożenie dla ponad 672 milionów osób powyżej 18. roku życia na całym świecie, czyli jednej ósmej globalnej populacji dorosłych. W porównaniu z rokiem 1975 oznacza to trzykrotny wzrost. Szczególnie niepokoi otyłość wśród niepełnoletnich. Szacuje się, że obecnie z nadwagą zmaga się ponad 38 milionów dzieci, z czego aż 46 procent z nich żyje w Azji.

Głód i otyłość – dwa skrajnie różne, wydawałoby się, problemy – dotyczą przede wszystkim najuboższych grup społecznych. Z jednej bowiem strony konflikty zbrojne czy klęski żywiołowe zmuszają miliony ludzi do głodowania, które często przybiera stały charakter. Z drugiej, rosnące koszty żywności skazują następne miliony na tzw. śmieciowe jedzenie – tanie, lecz ubogie w wartości odżywcze. Nie przez przypadek wygląd i waga ciała stały się obecnie jednym z najważniejszych wyznaczników przynależności klasowej. To, do jakiego klubu fitness należymy, decyduje o naszym statusie nie mniej niż samochód, którym jeździmy i dzielnica, w której mieszkamy.

Antykomunistyczni idioci

Już niebawem zakazana będzie, pod groźbą kary więzienia, współpraca polsko-chińska, polsko-wietnamska, polsko -rosyjska, a nawet polsko-czeska. I nie tylko.
Zakazanymi będzie nie tylko działalność Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Chińskiej i Polsko-Wietnamskiej. Bo propagują przyjaźń z państwami „komunistycznymi”.
Zakazane będą przede wszystkim wszelkie oficjalne rozmowy polityczne, gospodarcze i kulturalne z reprezentantami tych państw, bo zakazane będzie pokazywanie państwowych i partyjnych symboli podczas tych rozmów. Jak choćby flag chińskich i wietnamskich.
Zakazanymi będzie działalność chińskich Instytutów Konfucjusza.
Zakazane będą kontakty z Komunistyczną Partią Czech i Moraw. Partią legalnie działającą w Republice Czeskiej. Koalicjanta parlamentarnego aktualnego rządu Republiki Czeskiej.
Zakazane będą kontakty z Komunistyczną Partią Rosji, największą opozycyjna siłą w tym państwie.
Zakazane będzie też posiadanie na prywatny użytek czerwonych flag z wizerunkiem sierpa i młota, symboli pięcioramiennych gwiazd, zwłaszcza czerwonych, książek napisanych przez Mao Mao Zedonga, Ho Chi Minha, Deng Xiaopinga, i aktualnego prezydenta Chin Xi Jinpinga.
Zakazane będzie nawet posiadanie przedmiotów z wizerunkami tych światowych przywódców. I rzecz jasna z wszelkimi innymi, uznanymi za „komunistyczne” symbolami.
Zakazane to wszystko będzie, bo rząd PiS chce propagandowo wykorzystać postulowaną przez liberalne i lewicowe środowiska walkę z faszyzmem do walki z „komunizmem”. Zrealizować swoje antykomunistyczne fobie korzystając z haseł walki z faszyzmem.

 

Raz sierpem, raz młotem

Jak poinformowała gazeta „Rzeczpospolita” wkrótce „oddawanie czci Hitlerowi stanie się w Polsce czynem zabronionym. Nowelizację kodeksu karnego w tym zakresie planuje rząd”.
To efekt reportażu w TVN o polskich faszystach czczących urodziny Adolfa Hitlera. Po jego emisji na wniosek szef MSWiA Joachim Brudzińskiego powołano Międzyresortowy Zespół do spraw Przeciwdziałania Propagowaniu Faszyzmu i Innych Ustrojów Totalitarnych.
Dnia 3 lipca 2018 roku zespół wysłał do Kancelarii Premiera propozycje zmian obowiązującego prawa. Zaproponowano „penalizację zachowań związanych z oddawaniem czci lub inną formą upamiętnienia postaci odpowiedzialnych na zbrodnie nazistowskie i komunistyczne”.
Nielegalne stanie się nie tylko fetowanie wodza III Rzeszy, ale też przykładowo Józefa Stalina lub Mao Zedonga. Z pisma MSWiA wynika, że spenalizowane będą nawet „zachowania niepubliczne”. Czyli to co robimy i to ci posiadamy w domu.
Jakie będą groziły za to kary? Z informacji udostępnionym zainteresowanym posłom wynika, że czyny zostaną spenalizowane „w ramach typu kwalifikowanego”, co oznacza kary więzienia.
Ale to nie koniec propozycji Zespołu. Chce on też zwiększenia sankcji karnej za przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego, który mówi o nawoływaniu do nienawiści oraz propagowaniu ustroju faszystowskiego lub innego totalitarnego. Obecnie grożą za to dwa lata więzienia, a niebawem mają grozić trzy.
W nowym brzmieniu przepisu ma się znaleźć też zakaz „propagowania komunizmu”. Czyli przynajmniej kilkudziesięciu legalnie działających na świecie partii komunistycznych. Rządzących w gigantycznych Chinach, a także w Wietnamie, z którym Polska ma „strategiczne stosunki partnerskie”.
Zespół proponuje również wprowadzenie zakazu oferowania przedmiotów zawierających symbolikę faszystowską i komunistyczną. Pisał o ty m pod koniec sierpnia „Nasz Dziennik”, powołując się na odpowiedź na jedną z interpelacji poselskich udzieloną przez wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. Zdaniem gazety karalne ma być oferowanie wszelkich przedmiotów z wizerunkami sierpa i młota.
Zrównanie komunizmu z faszyzmem chwali Jerzy Bukowski z krakowskiego Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. „Obecnie bez większych problemów działa Komunistyczna Partia Polski, która posługuje się sierpem i młotem oraz hasłem „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się. W kraju tak mocno doświadczonym przez komunizm powinno być to niedopuszczalne”, apeluje do władz.

 

Głupi, polski antykomunizm

Apel ten będzie posłuchany, bo rządzące obecnie elity PiS, jak i opozycyjnej Platformy Obywatelskiej, wyznają ideologię „głupiego polskiego antykomunizmu”.
Polega ona na postawieniu znaku równości pomiędzy faszystami włoskimi, niemieckimi, japońskimi i komunistami chińskimi, wietnamskimi, francuskimi, greckimi, radzieckimi rzecz jasna, i wszystkimi innymi jeszcze.
Na postawieniu znaku równości pomiędzy japońskimi militarystami z okresu II wojny światowej a chińskim i wietnamskimi komunistami walczącymi po stronie koalicji antyfaszystowskiej. Na zrównaniu zbrodni Hitlera nie tylko ze zbrodniami Stalina, ale też doklejenie do tego zbrodniczego duetu, Mao Zedonga, Lenina, Trockiego, Ho Chi Minha.
Takie postulaty to efekt olbrzymiej ignorancji, tradycyjnego nieuctwa polskiej prawicy z PiS i PO.
To efekt prowincjonalnego postrzegania historii świata jedynie z perspektywy polskiego kurnika.
To także efekt karłowatej geopolitycznej myśli polityków i propagandzistów z PiS, PO i innych polskich partii prawicowych. Myśli obecnych niestety też w środowiskach liberalnych, wśród tak zwanej „młodej lewicy”.
Wszyscy oni nie potrafią dostrzec podstawowej różnicy pomiędzy światowym ruchem faszystowskim a komunistycznym.
Partie faszystowskie, i faszystowsko-podobne, rządziły w XX wieku w Niemczach, Japonii, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Rumunii, na Węgrzech i innych państwach. Wszędzie przegrały. Przegrały przede wszystkim z państwami o ideologii liberalnej i komunistycznej podczas II wojny światowej. W XXI wieku faszyzm na świecie stał się marginesem.
Partie komunistyczne, i komunistyczno-podobne, rządziły w XX wieku w Europie Środkowo-Wschodniej i w Azji. Wygrały II wojnę światową. W Europie „komuniści” potem przegrali „zimną wojnę” z liberalnym Zachodem.
Ale w Azji stworzyły w XXI wieku system państwowy, który przyniósł szybszy rozwój gospodarczy i polityczny Chinom, Wietnamowi, Laosowi niż zachodnie liberalne systemy demokracji parlamentarno-gabinetowej.
Zakazywanie symboli zwycięskich w II wojnie światowej i obecnie najszybciej rozwijających się gospodarek świata – chińskiej i wietnamskiej – bo one się głupim polskim antykomunistom źle kojarzą, jest działaniem antypolskim.
Działaniem na szkodę interesów społeczeństwa polskiego, państwa polskiego i polskiej gospodarki.
Rządowe projekty „dekomunizacyjne” przypominają niedawną antyizraelską, antyamerykańską i antyukraińską nowelizację ustawy o IPN. Ustawę, która niedawno na całym świecie nadała Polakom wizerunek głupich antysemitów i ukrainożerców.
Teraz dzięki głupiemu antykomunizmowi wyznawanemu przez polskich prawicowców zyskają Polacy na całym świecie dodatkowo wizerunek głupich wrogów azjatyckich narodów.
Staną się światowym pośmiewiskiem, obiektem niewybrednych dowcipów w globalnych mediach.

 

PS. Odpowiadając na liczne zapytania, potwierdzam, że kandyduję do Rady Miasta Warszawy z listy największej koalicji lewicowej, czyli SLD – Lewica Razem.