Polacy chcieli wygrać Ligę Narodów, ale dostali tęgie lanie od Brazylijczyków

Trener polskiej reprezentacji siatkarzy Vital Heynen dokonał wyboru olimpijskiej kadry i do półfinałowego meczu Final Four Ligi Narodów ze Słowenią wystawił najsilniejszy skład. Rywale także posłali na parkiet swoich najlepszych graczy, ale tym razem niewiele to im dało. Polacy zagrali fantastycznie i wygrali 3:0 (25:22, 25:21, 25:23). Niestety, następnego dnia skompromitowali się przegrywając w finale z Brazylią 1:3 (25:22, 23:25, 16:25, 14:25).

Po dwóch porażkach z rzędu ze Słoweńcami – po 1:3 w półfinale mistrzostw Europy (2019) i fazie zasadniczej Ligi Narodów, polscy siatkarze pałali żądzą rewanżu na Słoweńcach, chociaż Vital Heynen przypominał, że najważniejszy mecz ze Słowenią, w kwalifikacjach olimpijskich, Polacy wygrali 3:0. Ale w końcu i on dał się ponieść emocjom i na półfinałowy mecz Final Four jednak desygnował najsilniejszy skład. Podkreślał jednak przed meczem, że liczy na ciekawy i wyrównany mecz, najlepiej pięciosetowy. Nie przecenił bynajmniej rywali, bo Słoweńcy znów zagrali znakomicie i stawiali twardy opór. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych chyba po prostu uważa, że skoro jego podopieczni jeszcze nie są w swojej optymalnej formie, to nie ma co stawiać przed nimi przesadnych wyzwań. A zwycięstwo nad Słowenią do takich zaliczyć należało, bo to w ostatniej dekadzie przeciwnik dla polskiej reprezentacji wyjątkowo trefny.
Reprezentacja Słowenii jest drużyną zdecydowanie mniej utytułowaną od biało-czerwonych, ale w starciach z nimi radzi sobie wyjątkowo dobrze. Słoweńcy wygrali sześć z dziesięciu ostatnich spotkań z Polską, a gdyby brać pod uwagę tylko ostatnich pięć potyczek, to wynik jest jeszcze bardziej niekorzystny, bo wygrali cztery z tych meczów. Słoweńscy siatkarze w ostatnich latach kilkukrotnie stawali biało-czerwonym na drodze do sukcesu w wielkich turniejach. W 2015 roku Polska przegrała ze Słowenią w półfinale Ligi Europejskiej, a później jeszcze w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Słoweńcy wyeliminowali też naszą drużynę w 1/8 finału mistrzostw Europy w 2017 rok roku oraz w półfinale ME 2019. W tegorocznej edycji Ligi Narodów w fazie zasadniczej turnieju polscy siatkarze także nie dali Słoweńcom rady przegrywając z nimi 1:3.
Nic zatem dziwnego, że w sobotniej potyczce w Rimini wszyscy nasi gracze pałali żądzą rewanżu. Trener Heynen do kadry meczowej zgłosił 14 graczy (atakujący – Bartosz Kurek, Łukasz Kaczmarek; środkowi – Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek; rozgrywający – Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz; przyjmujący – Wilfredo Leon, Michał Kubiak, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka, Tomasz Fornal oraz libero Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek). W kadrze oprócz 11 graczy już z powołaniami na turniej olimpijski znaleźli się rywalizujący o jedno miejsce dla libero Zatorski i Wojtaszek oraz Fornal, który jest na liście rezerwowej kadry olimpijskiej.
Słoweńcy w Lidze Narodów dość niespodziewanie przegrali na inaugurację z Serbami, a później z Niemcami. Po raz trzeci jako pokonani z boiska zeszli po potyczce z Brazylią. Pokonali za to zarówno Francję (w tie-breaku), jak i Polskę (3:1). Ostatecznie do półfinału awansowali z trzeciej pozycji, mając tyle samo zwycięstw i porażek, co Polacy. Stracili za to o siedem setów więcej. Mieli też trzy punkty na koncie mniej przez to, że zdarzyło im się grać tie-breaki. A taką kadrę posłał do walki trener Alberto Giuliani, który polska siatkówkę zna od poszewki, bo jest przecież trenerem Asseco Resovii Rzeszów: rozgrywający – Gregor Ropret, Dejan Vincić; atakujący – Mitja Gasparini, Toncek Stern; środkowi – Jan Kozamernik, Alen Pajenk, Matic Videcnik; przyjmujący – Klemen Cebulj, Rok Mozic, Alen Sket, Ziga Stern, Tine Urnaut; libero – Jan Klobucar, Jani Kovacić. Warto podkreślić, że Dejan Vincić, Alen Pajenk czy Klemen Cebulj to gracze polskich klubów.
Już od pierwszych piłek było widać, że sobotni mecz półfinałowy Final Four będzie wyrównany, a gra na bardzo wysokim poziomie. Tak rzeczywiście było. Po serii dobrych zagrywek Toncka Sterna w środkowej fazie seta Słoweńcy wyszli na dwupunktowe prowadzenie (13:15). Dla losów pierwszej partii kluczowa była jednak inna seria, ta w wykonaniu Polaków. Od stanu 17:19, przy mocnych zagrywkach Leona, polscy siatkarze zaliczyli dwa punktowe bloki, a także skorzystali z dwóch błędów rywala, zdobywając cztery punkty z rzędu (21:19). Słoweńcy nie potrafili już wrócić do gry. Popełniali w końcówce sporo błędów, a całego seta atakiem z szóstej strefy zakończył Leon.
Drugi set rozpoczął się dla Polaków źle, bo po serii pięciu punktów z rzędu, spowodowanych prostymi błędami Leona, Słoweńcy prowadzili 5:2, a po asie serwisowym Sterna schodzili na przerwę techniczną z prowadzeniem 8:4. Później jednak fantastycznie zaczął atakować Bartosz Kurek, dzięki kilku efektownym i skutecznym atakom Polacy szybko doścignęli rywala i doprowadzili do remisu 9:9. Po kilku minutach gry „punkt za punkt” as serwisowy Leona sprawił, że Polska prowadziła 16:14. Od stanu 17:16 siatkarze Vitala Heynena zdobyła trzy kolejne punkty za sprawą ataku Michała Kubiaka, bloku na Tine Urnaucie i asie Fabiana Drzyzgi i to okazało się decydujące dla losów całej partii, którą Polacy wygrali 25:21.
Trzeciego seta Polacy znowu zaczęli nie najlepiej, ale od stanu 1:4 przyspieszyli i już tuż po pierwszej przerwie technicznej prowadzili 9:7. Później trwała wyrównana walka z obu stron, ale polscy siatkarze zdobywali swoją przewagę dzięki dobrym zagrywkom Nowakowskiego czy Bieńka (19:16). Słoweńcy nie zdołali już wyrównać i po zepsutej zagrywce Mitji Gaspariniego trzecia partia padła łupem reprezentacji Polski do 23.
Polacy pokonali Słowenię 3:0 i awansowali do wielkiego finału Ligi Narodów. Najwięcej punktów w drużynie Vitala Heynena zdobył Bartosz Kurek – 17, a 13 dołożył Wilfredo Leon. Najbardziej imponująca była przewaga Polaków w bloku. W tym elemencie wygrali oni aż 14:6. „Przed meczem prosiłem zawodników, żeby nie tylko dobrze zagrali, ale też walczyli o każdy punkt i zrobili co w ich mocy, żeby wygrać. Zwycięstwo było dla nas najważniejsze po raz pierwszy w tej Lidze Narodów. I zespół zrobił to, o co prosiłem” – podsumował występ swoich podopiecznych Vital Heynen.
W drugim półfinale spotkały się Brazylia i Francja. Aktualni mistrzowie olimpijscy, Brazylijczycy, rozegrali świetny mecz i bez większego problemu pokonali zespół Francji 3:0 (25:20, 25:18, 25: 19). Ten sam zespół, który trzy dni wcześniej na zakończenie fazy zasadniczej pokonał 3:2 reprezentację Polski, a wcześniej ograł także canarinhos 3:0.
W niedzielnym finale o zwycięstwo w Lidze Narodów 2021 zmierzyli się więc Polacy, aktualni mistrzowie świata, z Brazylijczykami, aktualnymi mistrzami olimpijskimi . Wcześniej jednak Francuzi i Słoweńcy zagrali o 3. miejsce w turnieju. Brązowy medal zdobyła ekipa Francji wygrywając 3:0 (25:20, 25:18, 25:19).

Nasi siatkarze tylko w pierwszych dwóch setach toczyli wyrównany bój z Brazylijczykami. W dwóch kolejnych partiach coś jednak ewidentnie się w polskiej machinie się posypało i rywale uzyskali wręcz miażdżącą przewagę, pokonując biało-czerwonych do 16 i do 14. Na tym poziomie rywalizacji taka różnica punktowa to upokorzenie. Wypada podkreślić, że fatalnie w tym fragmencie spotkania zagrali zwłaszcza Michał Kubiak i Wilfredo Leon. Trener Heynen będzie miał sporo do przemyślenia, bo nasi siatkarze mieli w Final Four grać o zwycięstwo w turnieju, a zatem skoro przy pełnej mobilizacji dali się tak obić canarinhos, to ich deklaracje, że do Tokio jadą po złoto, trzeba teraz przyjmować z przymrużeniem oka. W myśl zasady – najpierw wygrajcie, a potem się chwalcie. Bo w Tokio nie tylko o złoto może być naszym trudno.

Siatkówka: Heynen wybrał kadrę na igrzyska

W środę siatkarze skoszarowani w Rimini zakończyli rozgrywki w fazie grupowej tegorocznej edycji Ligi Narodów. Pierwsze miejsca zajęła drużyna Brazylii, przed ekipami Polski, Słowenii i Francji. Te cztery reprezentacje w sobotę i niedzielę powalczą o medale w finale turnieju.

Biało-czerwoni na zakończenie zmagań zmierzyli się z zespołem Francji. Trenerzy obu ekip wystawili w tym spotkaniu najlepszych graczy. Efekt był bolesny dla biało-czerwonych, którzy po raz pierwszy podczas trwającego blisko trzy tygodnie turnieju w Rimini musieli rozegrać mecz trwający dłużej niż trzy sety. Ostatnie osiem spotkań Polaków w Lidze Narodów kończyło się wynikiem 3:0, z czego tylko jedno ich porażką (z Brazylią). Nasi siatkarze przegrali po tie-breaku z Francuzami 2:3 (22:25, 25:21, 25:22, 20:25, 11:15). Wynik tego spotkania nie miał znaczenia dla ekipy Vitala Heynena, bo biało-czerwoni już dzień wcześniej przypieczętowali awans do półfinału Ligi Narodów. Odwrotnie niż dla trójkolorowych, którym wygrana z Polakami zapewniła awans do Final Four turnieju, bo chociaż rywalizujący z nimi o czwartą lokatę Rosjanie pokonali w środę Brazylię 3:0, to nie wyprzedzili Francuzów, bo mieli gorsze ratio setów.
N’Gapeth na wojnie z Kubiakiem
To Polacy mieli szansę na zdobycie kompletu punktów, bo prowadzili już 2:1 w całym spotkaniu, choć zaczęli od przegranego seta, ale przy dziesięciu popełnionych błędach w tej partii, trudno było odrobić straty. Na mecz z Francją trener Vital Heynen wystawił skład, który prawdopodobnie będzie wyjściowy także w turnieju olimpijskim w Tokio, w którym zagra także ekipa Francji.
Po meczu gwiazdor reprezentacji Francji Earvin N’Gapeth opublikował wpis na Instagramie, w którym rzucił oskarżeniami pod adresem Vitala Heynena i Michała Kubiaka. „Trener reprezentacji Polski nazwał czarnuchem osobę czarnoskórą, pracującą w bańce w Rimini. To był oczywisty przejaw rasizmu! Są świadkowie, którzy to widzieli. Nie wspomnę o obelgach, która padły z ust Kubiaka podczas meczu z nami. Czy taki osoby powinny być częścią siatkarskiego świata?” – napisał N’Gapeth. W internecie pojawiło się też nagranie, które potwierdza zarzuty N’Gapetha pod adresem Kubiaka. Kapitan polskiej reprezentacji faktycznie obraził rywali wulgarnymi słowami w języku francuskim. Ale prawda jest też taka, że N’Gapeth sam wszczynał utarczki słowne z polskimi graczami. Na oskarżenia o rasizm natychmiast zareagował też trener Heynen, który opublikował wpis na Twitterze. „Raz zareaguję na rzeczy pisane w internecie. Nigdy w życiu nikogo nie obrażałem na tle rasowym. Wręcz przeciwnie, wierzę w równość wszystkich ludzi bez względu na kolor skóry, religię czy pochodzenie. Dziękuję – napisał belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
W Rimini nasz zespół może raz jeszcze zagrać z Francuzami, jeśli w półfinale Final Four pokona zespół Słowenii, a trójkolorowi w drugim półfinale ograją Brazylię, albo jeśli oba zespoły poniosą w półfinale porażki i zmierza się w spotkaniu o trzecie miejsce. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, kolejne starcie będzie możliwe dopiero w ćwierćfinale olimpijskiego turnieju w Tokio. Wątpliwe jednak by animozje między polskimi i francuskimi graczami do tego czasu wygasły.
Olimpijskie wybory Heynena
W meczu z Francją trener Heynen posłał na parkiet taka oto kadrę: atakujący Maciej Muzaj, Bartosz Kurek; rozgrywający – Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz; przyjmujący – Michał Kubiak, Aleksander Śliwka, Kamil Semeniuk, Wilfredo Leon; środkowi – Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski, Karol Kłos; libero: Paweł Zatorski, Damian Wojtaszek. Poza składem znaleźli się natomiast Bartosz Bednorz, Łukasz Kaczmarek, Marcin Komenda, Norbert Huber i Tomasz Fornal. „Oczekuję spotkania na najwyższym poziomie. Mieliśmy już kilka trudnych meczów w Rimini, ale nie graliśmy jeszcze ani jednego tie-breaka. To ewidentnie moment, kiedy powinniśmy zagrać pięć setów i powalczyć ostrzej z tak silnym rywalem” – stwierdził przed spotkaniem belgijski trener. Biało-czerwoni z 15 rozegranych w fazie zasadniczej meczów wygrali 12, a porażek, poza spotkaniem z Francją, doznali jeszcze w starciach ze Słowenią i Brazylią. I z tymi ekipami przyjdzie im teraz rywalizować w Final Four, więc trudnych meczów z tie-breakami Heynen może mieć jeszcze w Rimini co najmniej dwa. On sam tak ocenił sytuację: „Przegraliśmy ze wszystkimi drużynami, z którymi zagramy w Final Four, czyli jesteśmy spośród nich najsłabsi. Taki mam wniosek i dobrze będzie sprawdzić w półfinale i finale, lub meczu o trzecie miejsce, gdzie dokładnie jesteśmy. Mówiłem, że brakowało mi pięciosetówek, bo to są prawdziwe mecze o stawkę. Potrzebujemy trudnych meczów. W trakcie trudnych sytuacji możesz rzeczywiście tworzyć zespół. Od tego będzie dla nas Final Four Ligi Narodów. Nieważne, czy w niedzielę zagramy o brąz, czy złoto. To będzie mecz o coś i dzięki temu czegoś nowego się o sobie nauczymy” – podsumował trener Heynen.
Nie będzie już rotowania składem, bo zaraz po zakończeniu meczu z Francją belgijski szkoleniowiec zmniejszył 19-osobową kadrę obecną w Rimini o czterech gracz. Do Polski wrócili Marcin Komenda, Maciej Muzaj, Bartosz Bednorz i Karol Kłos, a to de facto oznacza, że ci siatkarze nie znajdą się w 12-osobowej kadrze na igrzyska olimpijskie. Tylu zawodników mogą liczyć zespołu uczestniczące w tym turnieju, ale ponieważ w stolicy Japonii pandemia koronawirusa znowu szaleje, do Tokio trener Heynen zabierze jednak 14 zawodników, z tym że Tomasz Fornal i Norbert Huber, którzy polecą z kadrą do Takasaki, gdzie nasza siatkarska kadra będzie się przygotowywać już na miejscu do olimpijskiego występu, w turnieju nie zagrają. Chyba że organizatorzy w ostatniej chwili zmodyfikują regulamin.
Heynen wstrzymał się do niedzieli z wyborem libero, ale ten przykry obowiązek go nie ominie, bo z dwójki znakomitych graczy na tej pozycji, Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka, jeden będzie musiał pozostać w kraju.
Wśród odrzuconych zawodników znalazł się mistrz świata z 2014 roku Karol Kłos, uczestnik poprzednich igrzysk w Rio de Janeiro. który miał na swoim koncie grę na igrzyskach, a także zdobyte mistrzostwo świata w 2014 roku. Bartosz Bednorz od lat jest w czołówce polskich przyjmujących, ale w Lidze Narodów spisywał się nieco słabiej od innych naszych reprezentantów. Maciej Muzaj chyba też nie może mieć pretensji za odesłanie do domu, bo odstawał mocniej.
Polacy zainaugurują swój udział w igrzyskach w Tokio 24 lipca, a ich pierwszym przeciwnikiem będzie reprezentacja Iranu, której trenerem jest słynny rosyjski szkoleniowiec Władymir Alekno (w Lidze Narodów biało-czerwoni ograli Irańczyków gładko 3:0), a w fazie grupowej zmierzą się jeszcze ponadto z Włochami, Wenezuelą, Japonią oraz Kanadą.

Kadra Polski na igrzyska olimpijskie
Rozgrywający:
Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz.
Atakujący:
Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek.
Środkowi:
Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski.
Przyjmujący:
Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka.
Libero:
Damian Wojtaszek lub Paweł Zatorski.

Reprezentacja Polski na czele Ligi Narodów

Porażka ze Słowenią chyba podrażniła mocno ambicję naszych reprezentacyjnych siatkarzy, bo w drugiej serii spotkań biało-czerwoni zagrali fenomenalnie gromiąc Australię 3:0, USA 3:0 i Rosję 3:1. Po sześciu rozegranych w Rimini meczach Ligi Narodów Polacy objęli prowadzenie w stawce 16 drużyn.

Nasi siatkarze zaczęli zmagania w Rimini od łatwej wygranej 3:0 z grającymi w rezerwowym składzie gospodarzami turnieju Włochami, następnie pewnie pokonali Serbię 3:1, lecz ostatnim spotkaniu tej serii, ze Słowenią, przegrali nadspodziewanie łatwo 1:3. Na zawodników, których trener Vital Heynen wystawił do gry w tym spotkaniu, spadła fala krytyki, a najmocniej oberwało się kapitanowi drużyny Michałowi Kubiakowi. Ale ta porażka w żaden sposób nie zmieniła personalnych planów belgijskiego szkoleniowca i na kolejne spotkanie, z Australią, wystawił skład, jaki rozpisał na długo przed rozpoczęciem turnieju w Rimini. Posłał na parkiet m.in. oszczędzanego do tej pory Piotra Nowakowskiego. Obok niego pojawili się po raz drugi w tej imprezie Kamil Semeniuk, Tomasz Fornal i Łukasz Kaczmarek, a wyjściową szóstkę uzupełnili pewniacy w olimpijskiej kadrze Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski. Australijczycy nie stawili aktualnym mistrzom świata wielkiego oporu i przegrali 0:3 w trzech krótkich setach (16:25, 10:25, 12:25). To była siatkarska demolka, a w drugim secie biało-czerwoni wyrównali nawet rekordowe osiągnięcie w Lidze Narodów ekipy Niemiec, która w edycji 2019 pokonała Portugalię także wynikiem 25:10. Reprezentacja Polski ma jednak w dorobku jeszcze lepsze osiągnięcia. W 2011 roku w Pucharze Świata w wygranym 3:2 meczu z Iranem nasi siatkarze jeden z setów wygrali 25:8. A z Australijczykami w październiku 2019 roku w Pucharze Świata wygrali 25:9. W czwartkowej potyczce trener Vital Heynen wystawił do gry Drzyzgę, Kaczmarka, Semeniuka, Fornala, Nowakowskiego, Hubera, Zatorskiego (libero) oraz Kochanowskiego. Mistrzowie świata wrócili zatem na zwycięską ścieżkę. „W każdy meczu gramy tak, by go wygrać, ale głównym celem naszego występu w Lidze Narodów jest doprowadzenie wszystkich kadrowiczów do jak najlepszej formy. Dzięki temu będziemy mieli lepszy wybór przy ustalaniu składu olimpijskiej reprezentacji” – podkreśla belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
Ale w drugiej serii spotkań po meczu z Australią nasz zespół czekały dwie „siatkarskie wojny” – najpierw z ekipą Stanów Zjednoczonych, a potem z Rosją. Rywalizacja Polaków z Amerykanami od lat ekscytuje kibiców. Nasi siatkarze pokonali ich m.in. w finale Ligi Światowej w 2012 w Sofii (3:0) i w pamiętnym półfinale MŚ 2018 w Turynie (3:2), amerykański zespół był za to górą chociażby w drugiej fazie grupowej MŚ 2014 (3:1), a była to jedyna porażka polskiej drużyny w tym zwycięskim dla niej turnieju. Po raz ostatni przed potyczką w Rimini obie drużyny zmierzyły się w październiku 2019 roku w Pucharze Świata. Amerykanie wygrali wtedy 3:1. W Lidze Narodów ekipy Polski i USA rywalizowały wcześniej trzykrotnie. W 2018 roku Amerykanie wygrali 3:0 (Hoffman Estates, faza grupowa) i 3:0 (Lille, turniej Final Six), a Polacy zwyciężyli w 2019 roku pokonując ich w Katowicach w fazie grupowej 3:2.
Na mecz w Rimini trener Heynen do walki z Amerykanami posłał Łomacza, Kurka, Kochanowskiego, Bieńka, Śliwkę, Bednorza, Wojtaszka (libero) oraz Muzaja, Semeniuka i Drzyzgę. Trener ekipy USA John Speraw po przegranym dzień wcześniej meczu z Rosją wystawił inny skład, z wracającym do wielkiej formy Matthew Andersonem, ale z pewnością nie była to reprezentacja USA w jej najlepszym wydaniu. Nasza zresztą także nie, lecz w tym zestawieniu zagrała na poziomie niedostępnym dla rywali, którzy tylko w drugim secie zdołali nawiązać wyrównaną walkę, zaś w dwóch pozostałych byli tylko bladym tłem dla świetnie grających Polaków, którzy wygrali mecz 3:0 (25:17, 28:26, 25:17).
W sobotę biało-czerwoni zmierzyli się z Rosją, przeciwnikiem wyjątkowym. Historia potyczek obu zespołów jest długa i pełna spektakularnych triumfów i bolesnych porażek. Rosjanie triumfowali w obu dotychczasowych edycjach Ligi Narodów, a w tegorocznej po pięciu kolejkach z 13 punktami na koncie byli liderami. Przed meczem z Polakami przegrali tylko z Japonią, ale z ekipą USA pewnie wygrali 3:1. Biało-czerwoni z czterema zwycięstwami i jedną porażka na koncie zajmowali drugą lokatę w stawce. Żeby wyjść na prowadzenie, musieli pokonać „Sborną” za trzy punkty.
Vital Heynen posłał do walki z rosyjskim zespołem Drzyzgę, Kubiaka, Bieńka, Muzaja, Leona, Kłosa oraz Zatorskiego (libero), Nowakowskiego, Kaczmarka i Łomacza, zaś fiński trener reprezentacji Rosji Tuomas Sammelvuo postawił na Pankowa, Kliuka, Wolwicza, Michajłowa, Wołkowa, Muserskiego oraz Gołubiewa (libero), Polietajewa, Senyszewa, Kobzara i Bogdana. Rosjanie byli bliscy porażki już w pierwszym secie, bo przegrywali już 17:20, ale uratował ich serią fenomenalnych serwisów Maksim Michajłow i dzięki temu wygrali pierwszą partię 25:21. Naszych siatkarzy to niepowodzenie jednak nie zdeprymowało i w trzech kolejnych setach mistrzowie świata zafundowali Rosjanom bolesną lekcję nowoczesnej siatkówki, wygrywając 25:19, 25:19 i 25:14.
Heynen konsekwentnie rotuje składem, ale akurat na spotkanie z rosyjską drużyną wystawił zaprawionych w bojach graczy. Taki skład mógłby spokojnie zagrać nawet o olimpijskie złoto, a jeśli kogoś w nim brakowało, to chyba tylko Bartosza Kurka. On miał jednak w sobotę wolne i dopingował kolegów z trybun.
W czwartym secie rozbici kompletnie Rosjanie stracili ochotę do walki i przegrali w upokarzającym dla nich stylu 14:25. Polacy rozbili rywali ich własną bronią. W zagrywce było (11:6), w bloku (11:4). Biało-czerwoni z bilansem 5–1 i 15 punktami na koncie objęli prowadzenie w tabeli Ligi Narodów, a w następnej serii spotkań zmierzą się z Bułgarią (środa), Holandią (czwartek) i Brazylią (piątek). Po sześciu kolejkach w stawce 16 zespołów nie ma już niepokonanych ekip.

Siatkówka: Liga Narodów bez reprezentacji Chin

Reprezentacja Chin w siatkówce mężczyzn została przez macierzystą federację wycofana z tegorocznej edycji Ligi Narodów, które rozpoczną się w maju. Jej miejsce w stawce 16 zespołów zajmie ekipa Holandii.

Rozgrywki, w których wystartuje między innymi także reprezentacja Polski, odbędą się w tzw. turniejowej bańce z zachowaniem surowego epidemicznego reżimu. Działacze chińskiej federacji siatkarskiej po głębszym przeanalizowaniu wszystkich argumentów uznali, że korzyści ze startu ich drużyny w takich warunkach będą nieadekwatne do poniesionych kosztów i na dodatek będą wymagały przezwyciężenia ogromnych trudności logistycznych. Wycofanie chińskiej drużyny na nieco ponad miesiąc przed rozpoczęciem zmagań postawiło władze światowej siatkówki przed nie lada wyzwaniem, by znaleźć zastępstwo. Ostatecznie w oficjalnym komunikacie poinformowano, że reprezentację Chin w tegorocznej edycji Ligi Narodów FIVB zastąpi zespół Holandii. „Wyboru dokonaliśmy po uwzględnieniu poziomu sportowego drużyny i potencjału marketingowego” – napisano w uzasadnieniu. W imprezie wystąpią ostatecznie ekipy Argentyny, Australii, Brazylii, Bułgarii, Francji, Holandii, Iranu, Japonii, Kanady, Niemiec, Polski, Rosji, Serbia, Słowenia, Stanów Zjednoczonych oraz Włoch.
W zeszłym tygodniu FIVB poinformowała, że w związku z odwołaniem tegorocznego turnieju Challenger Cup, system awansów i spadków w tej edycji Ligi Narodów został wstrzymany. Oznacza to, że wszystkie 16 zespołów, które biorą udział w tym roku, będą w nim uczestniczyły również w roku 2022. To dobra informacja także dla naszej kobiecej reprezentacji, która jest zespołem „pływającym” i musi bronić się przed spadkiem. Liga Narodów zostanie rozegrana w tzw. turniejowej bańce we włoskim Rimini. Siatkarki zaczną rywalizację 25 maja i zakończą 25 czerwca, natomiast siatkarze rozpoczną zmagania 28 maja, a zakończą je 27 czerwca. Obie nasze siatkarskie ekipy zostaną zaszczepione przeciwko Covid-19 w ramach akcji szczepienia olimpijskiej reprezentacji Polski. Postanowiono, że sportowcy dostana preparat firmy Johnson&Johnson. W pierwszym z czterech wyznaczonych terminów zaszczepionych zostanie trzynastu siatkarzy i sześć siatkarek. Na liście znaleźli się: Bartosz Bednorz, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Tomasz Fornal, Marcin Janusz, Karol Kłos, Marcin Komenda, Dawid Konarski, Bartosz Kwolek, Grzegorz Łomacz, Jakub Popiwczak, Artur Szalpuk i Damian Wojtaszek. Siatkarki dołączyły do programu, żeby nabyć odporność przed udziałem w Lidze Narodów. W pierwszej kolejności szczepionkę otrzymały kadrowiczki z Chemika Police i Developresu Rzeszów.
Kolejne terminy szczepień wyznaczono na 29 kwietnia, 6 maja i 10 maja. Preparatem Johnson&Johnson zaszczepiony został też belgijski selekcjoner kadry siatkarzy Vital Heynen. Oprócz startu w Lidze Narodów naszych siatkarzy czeka występ w igrzyskach olimpijskich w Tokio oraz we wrześniu w mistrzostwach Europy, których Polska jest współorganizatorem.

Kurek bije się z Kubiakiem w Japonii

Dwóch reprezentantów Polski występujących obecnie w japońskiej ekstraklasie siatkarzy, Bartosz Kurek i Michał Kubiak, w miniony weekend zagrali przeciwko sobie. I niewykluczone, że czeka ich wkrótce kolejne starcie.

Rozegrane w sobotę i niedzielę dwa mecze siatkarskiej J-League między zespołami Panasonic Panthers i Nagoya Wolfdogs miały mocne polskie akcenty. Na parkiecie postarali się o to Michał Kubiak, który był kluczowym graczem w ekipie Panasonic Panthers oraz Bartosz Kurek, który brylował w drużynie Wolfdogs Nagoya. W sobotę zespół Kubiaka wygrał z zespołem Kurka 3:1 (22:25, 25:22, 25:23, 27:25), ale w niedzielę przegrał z nim 0:3 (21:25, 24:26, 23:25). Największym sportowym wydarzeniem tych dwóch potyczek była fenomenalne osiągnięcie Kurka w sobotnim spotkaniu, w którym sam zdobył dla swojej ekipy aż 51 punktów. Niewykluczone, że to nowy rekord wśród polskich siatkarzy.
W lidze japońskiej rywalizacja w fazie zasadniczej toczy się dwumeczami rozgrywanymi najczęściej w weekendy – dlatego drużyny Kubiaka i Kurka grały w sobotę i niedzielę. Chcąc uhonorować swoich najlepszych graczy Japończycy urządzili „polski dzień” – przed halą można było posmakować polskich potraw, a w środku paradowali wolontariusze w polskich strojach ludowych i wszędzie widoczne były nasze narodowe flagi. Kurek mi Kubiak mogli więc czuć się prawie jak w domu. Na parkiecie rywalizowali jednak bez sentymentów, ale dwumecz zakończył się remisowo – w sobotę wygrał Kubiak i jego Panasonic Panthers, zaś w niedzielę lepszy okazał się Kurek i Wolfdogs wygrywając gładko 3:0.
W walce o medale mistrzostw Japonii w lepszej sytuacji znajduje się drużyna Kubiaka, która już zapewniła sobie awans do półfinału play off i teraz spokojnie czeka na przeciwnika. A może nim być… zespół Wolfdogs, jeśli wygra ostatni dwumecz fazy zasadniczej sezonu z FC Tokio. Zdobyć mistrzostwo naszym siatkarzom będzie jednak niezmiernie trudno, bo w finale już czeka na rywala najlepsza drużyna w Japonii, Suntory Sunbirds.

Siatkarska Liga Narodów zagra w Rimini

Włoskie Rimini będzie gospodarzem tegorocznej Ligi Narodów kobiet i mężczyzn – podała w piątek Międzynarodowa Federacja Siatkówki. Zawody zostaną rozegrane zostaną w turniejowej „bańce”.

Koncepcja bezpiecznej „bańki” została zatwierdzona przez Radę Ligi Narodów w styczniu. Pozwoli ona na przyjęcie 32 męskich i żeńskich reprezentacji na czas trwania całego wydarzenia w jednym bezpiecznym miejscu bez konieczności przemieszczania się. Tak jak w poprzednich edycjach Ligi Narodów, drużyny będą rywalizować w formacie każdy z każdym, rozgrywając w sumie po 15 meczów. Jedyną zmianą jest zmniejszenie liczby uczestników turniejów finałowych z sześciu do czterech. W rozgrywkach wezmą udział także reprezentacje Polski – męska pod wodzą trenera Vitala Heynena oraz żeńska prowadzona przez Jacka Nawrockiego.
Kobiece reprezentacje rozgrywki rozpoczną 25 maja i zakończą 20 czerwca. Męskie zespoły rywalizować będą w dniach 28 maja – 23 czerwca. Po cztery najlepsze zespoły z rundy zasadniczej awansują do półfinałów. Jak wyliczyli organizatorzy, w ciągu nieco ponad miesiąca w każdym z turniejów rozegranych zostanie po 124 spotkania. Półfinały i finały kobiet odbędą się odpowiednio 24 i 25 czerwca, a mecze mężczyzn zostaną rozegrane 26 i 27 czerwca.
Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) poinformowała, że w trakcie imprezy wdrożone zostaną najnowsze środki ochronne przeciwko COVID-19, aby do minimum zmniejszyć ryzyko przenoszenia wirusa, w tym częste testy na obecność koronawirusa, ścisła izolacja oraz rygorystyczne środki ochrony epidemicznej. Ubiegłoroczna edycja LN z powodu pandemii COVID-19 została odwołana.
W zmaganiach zespołów męskich wezmą udział ekipy Argentyny, Brazylii, Chin, Francji, Niemiec, Iranu, Włoch, Japonii, Polski, Rosji, Serbii, USA, Australii, Bułgarii, Kanady i Słowenii. W rywalizacji pań wystartują: Brazylia, Chiny, Niemcy, Włochy, Japonia, Holandia, Rosja, Serbia, Korea Południowa, Tajlandia, Turcja, USA, Belgia, Kanada, Dominikana i Polska.

48 godzin sport

Kurek nadal w wielkiej formie
W japońskiej ekstraklasie siatkarzy liderem jest zespół Suntory Sunbirds, który ma cztery punkty przewagi nad drugimi w tabeli Panasonic Panthers (gra w nim Michał Kubiak) i 12 punktów nad trzecią w stawce drużyną Wolfdogs Nagoya (jej gwiazdą jest Bartosz Kurek). W miniony weekend z dwójki reprezentantów Polski bardzie błysnął Kurek, który zdobył dla Wolfdogs Nagoya w dwóch meczach z Toray Arrows (3:1 i 3:2) odpowiednio 34 i 40 punktów. Nasz siatkarz po raz drugi w trym sezonie osiągnął magiczną granicę 40 „oczek” w jednym meczu.

Mamrot za Stawowego
Wojciech Stawowy po zremisowanym 2:2 derbowym meczu z Widzewem stracił posadę trenera ŁKS Łódź. Według niepotwierdzonych informacji jego obowiązki ma przejąć Ireneusz Mamrot, były trener Jagiellonii Białystok i ostatnio Arki Gdynia. ŁKS w I lidze zajmuje obecnie trzecią lokatę.

Grała PKO Ekstraklasa
Wyniki 20. kolejki: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lechia Gdańsk 2:2, Raków Częstochowa – Cracovia 0:0, Wisła Kraków – Górnik Zabrze 0:0, Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok 3:0, Piast Gliwice – Stal Mielec 2:1. Pogoń Szczecin – Lech Poznań 0:1. Spotkanie Śląska Wrocław z Legią Warszawa zakończyło się po zamknięciu wydania. Mecz Warty Poznań z Wisłą Płock zostanie rozegrany w poniedziałek 8 marca (początek godz. 18:00).

Dyskwalifikacja Maliszewskiej
Zaliczana do faworytek Natalia Maliszewska została zdyskwalifikowana w ćwierćfinale 500 m mistrzostw świata w short tracku w holenderskim Dordrechcie. Przed trzema laty zdobyła srebro na 500 m w czempionacie globu w Montrealu. Łyżwiarka Juvenii Białystok bardzo dobrze spisywała się również w mistrzostwach Europy – na tym dystansie wywalczyła złoty medal w 2019 roku właśnie w Dordrechcie, srebrny kilka tygodni temu w Gdańsku i brązowy w edycji 2020 w Debreczynie.

Worek złota dla Johaug
Therese Johaug znokautowała rywalki w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Oberstdorfie. Norweska biegaczka z wielką przewagą triumfowała na 10 km techniką dowolną, w skiathlonie (bieg łączony 2×7,5 km) oraz w biegu na 30 km techniką klasyczną, a czwarty złoty krążek zdobyła w sztafecie. W sumie 32-letnia Johaug ma już na koncie 14 medali wywalczonych w światowym czempionacie.

Wyniki I ligi piłkarskiej
Wyniki 19. kolejki: Resovia – Górnik Łęczna 0:2, Radomiak Radom – Chrobry Głogów 1:2, ŁKS Łódź – Widzew Łódź 2:2, Odra Opole – Stomil Olsztyn 1:2, Bruk-Bet Nieciecza – Sandecja Nowy Sącz 2:2, Miedź Legnica – GKS Bełchatów 3:0, GKS Jastrzębie – Korona Kielce 2:0, GKS Tychy – Zagłębie Sosnowiec 2:2, Puszcza Niepołomice – Arka Gdynia 4:0. W tabeli prowadzi Bruk-Bet (44 pkt) przed Górnikiem Łęczna (38), stawkę zamyka Resovia Rzeszów (12 pkt).

Kurek w wielkiej formie

Bartosz Kurek imponuje formą w japońskiej lidze. Polski siatkarz w miniony weekend w dwóch meczach z ekipą JT Thunders zdobył dla drużyny lidera rozgrywek Wolfdogs Nagoya łącznie 72 punkty.

Zespół Wolfdogs Nagoya po 22 kolejkach spotkań prowadzi w japońskiej ekstraklasie siatkarzy z dorobkiem 51 punków, ale wicelider rozgrywek, Suntory Sunbirds ma tylko jeden punkt mniej, a ma dwa zaległe mecze do rozegrania. W walce o mistrzowski tytuł liczy się jeszcze trzeci w tabeli zespół Michała Kubiaka Panasonic Panthers, który po 22 spotkaniach ma na koncie 47 pkt. Kolejna ekipa w zestawieniu, JTEKT Stings, zgromadziła w 22 występach 39 pkt i raczej nie ma już szans na włączenie się do walki o miejsca na podium.
Mimo fantastycznej postawy Bartosza Kurka, który w pierwszym meczu z JT Thunders w pojedynkę zdobył dla swojej drużyny aż 40 punktów (dokonał teju sztuki po raz drugi w tym sezonie), Wolfsdog przegrali po tie-breaku 2:3 25:22, 19:25, 26:24, 22:25, 8:15). W rozegranym dzień później spotkaniu rewanżowym rywale nie mieli już nic do powiedzenia i ekipa naszego reprezentacyjnego siatkarza rozgromiła ich 3:0 (25:22, 25:23, 25:23).
Kurek w drugim spotkaniu zdobył 32 punkty, co dało mu najlepszy weekendowy urobek w tych rozgrywkach – 72 pkt. Jego wcześniejszy najlepszy wynik wynosił 65 „oczek”. Kurek z łącznym dorobkiem 587 pkt jest najlepiej punktującym zawodnikiem w J-League. Drugi w zestawieniu Japończyk Yuji Nishida ma na koncie o 59 pkt mniej.
Potknięcia ekipy Wolfdogs w pierwszym spotkaniu z JT Thunders nie wykorzystała ekipa Panasonic Panthers z Michałem Kubiakiem w podstawowym składzie, bo w sobotę przegrała z Toray Arrows 1:3 (17:25, 25:22, 22:25, 21:25), zaś w niedzielę wygrała 3:0 (25:18, 25:14, 25:20). Kapitan naszej siatkarskiej reprezentacji zdobył 22 punkty w obu spotkaniach, ale wyróżniał się skuteczności w przyjęciu – odbierał zagrania przeciwników ze skutecznością na poziomie 67 procent.

48 godzin sport

Srebro Maliszewskiej
Natalia Maliszewska zdobyła srebrny medal w biegu na 500 m rozgrywanych w Gdańsku mistrzostw Europy w short tracku. W imprezie uczestniczy 150 zawodniczek i zawodników z 25 krajów. Zawodniczka Juvenii Białystok w swojej koronnej konkurencji przegrała tylko z Holenderką Suzanne Schulting. Brązowy medal wywalczyła jej rodaczka Xandra Velzeboer. Maliszewska ma już w dorobku dwa medale mistrzostw naszego kontynentu – złoty i brązowy, a teraz do kolekcji dołożyła srebrny.

Polacy brylują w Japonii
Udany weekend mieli dwaj reprezentanci Polski występujący w japońskiej ekstraklasie siatkarzy. Bartosz Kurek zdobył dla zespołu Wolfdogs Nagoya 40 punktów w spotkaniu z JTEKT Stings (3:1), co jest jego rekordem w V-League. W drugim spotkaniu (3:0) nasz siatkarz wywalczył 25 punktów i łącznym dorobkiem 449 pkt jest liderem klasyfikacji najlepiej punktujących graczy japońskiej ligi. Drugi w zestawieniu Japończyk Yuji Nishida ma na koncie 439 pkt. Ekipa Wolfdogs Nagoya zajmuje w tabeli drugą lokatę za drużyną Panasonic Panthers, w barwach której bryluje z kolei kapitan naszej reprezentacji Michał Kubiak. On też miał udany weekend, bo jego zespół wygrał z JT Thunders 3:0 i 3:1, a on sam zdobył w 12 punktów w pierwszym i 14 w dru8gim spotkaniu. Sezon zasadniczy w V-League potrwa do końca marca.

Bednarek zatrzyma Arsenal
Obrońca reprezentacji Polski Jan Bednarek zebrał wysokie oceny za występ w wygranym 1:0 meczu 1/16 finału Pucharu Anglii z broniącym trofeum Arsenalem Londyn. Polski piłkarz rozegrał całe spotkanie i należał do najlepszych graczy w tym hitowym starciu. Za swój występ otrzymał notę „8” (w skali 1-10).

Nie chciał sześciu milionów
Jak donosi angielski „The Telegraph”, Cristiano Ronaldo miał otrzymać sześć milionów euro za bycie twarzą kampanii promującej turystykę w Arabii Saudyjskiej. Portugalski gwiazdor Juventusu Turyn jest bardzo popularny w mediach społecznościowych – jego wpisy obserwuje regularnie ponad sto milionów internautów. Ale 36-letni piłkarz nie zdecydował się na podpisanie kontraktu z uzasadnionej obawy, że oskarżani o łamanie praw człowieka władcy Arabii Saudyjskiej będą chcieli wykorzystać jego wizerunek do zamaskowania tego obrzydliwego procederu.

Zawiesił karierę w sile wieku
Holenderski kolarz szosowy Tom Dumoulin, złoty medalista mistrzostw świata oraz srebrny igrzysk w Rio de Janeiro w jeździe indywidualnej na czas, triumfator Giro d’Italia 2017, w minioną sobotę ogłosił, że zawiesza karierę na czas nieokreślony. Jako powód swojej decyzji zawodnik grupy kolarskiej Team Sunweb podał „problemy z udźwignięciem presji związanej z rywalizacją na najwyższym poziomie”.

Z polskiej ligi do rosyjskiej
Marcel Ponitka odszedł z zespołu mistrza Polski Zastalu Enea BC Zielona Góra i podpisał 3,5-letni kontrakt z rosyjskim klubem Parma Perm. 23-letni koszykarz jest młodszym bratem występującego obecnie z Zenicie Petersburg reprezentanta Polski Mateusza Ponitki. Marcel w polskiej lidze zdobywał średnio 9,6 pkt, do tego średnio miał 4,5 asysty oraz trzy zbiórki.

Złodzieje w domu bramkarza
Golkiper zespołu Paris Saint-Germain Sergio Rico został w miniony piątek okradziony w czasie, gdy grał ligowy mecz z Montpellier (4:0). Złodzieje mieli dość czasu na splądrowanie domu 27-letniego hiszpańskiego piłkarza w podparyskiej miejscowości Neuilly-sur-Seine. Skradli biżuterię i drogie zegarki o wartości ponad 150 tys. euro oraz 25 tysięcy euro w gotówce. Sergio Rico jest kolejnym graczem PSG okradzionym podczas meczu. Na tej liście są Dani Alves, Ezequiel Lavezzi, Eric Choupo-Moting, Gregory van der Wiel i Thiago Silva.

Kłopoty medalisty olimpijskiego
Austriak Bernhard Gruber, zdobywca czterech medali olimpijskich w kombinacji norweskiej, w miniony weekend po zawodach Pucharu Świata trafił do szpitala w Lahti z powodu problemów kardiologicznych (częściowe zamknięcie tętnicy wieńcowej). Z powodu tego schorzenia 38-letni narciarz od marca ub. roku miał osiem miesięcy przerwy w uprawianiu sportu. „Obecnie czuje się już dobrze, ale musi jeszcze pozostać przez kilka dni w szpitalu, by całkowicie wyzdrowieć” – poinformował lekarz austriackiej kadry Ines Berger-Uckermann.

Piątek znów bez trenera
Dzień po ligowej porażce z Werderem Brema 1:4 trener Herthy Berlin Bruno Labbadia został zdymisjonowany. Władze klubu zwolniły też dyrektora sportowego Michaela Preetza, którego zastąpił Arne Friedrich. Piłkarzem berlińskiego klubu od stycznia 2020 roku jest napastnik reprezentacji Polski Krzysztof Piątek. Labbadia był jego trzecim trenerem w Herthcie (wcześniej zespół prowadzili Juergen Klinsmann i Alexander Nouri).

Norwegowie górą w Lahti
Reprezentanci Norwegii byli w Lahti najlepsi w sztafetach kobiet 4×5 km i mężczyzn na 4×7,5 km w zawodach Pucharu Świata w biegach narciarskich. Za niesportowe zachowanie Aleksandra Bolszunowa zdyskwailifikowano jedną z drużyn rosyjskich. Norweżki, które pobiegły w składzie: Tiril Udnes Weng, Therese Johaug, Helene Fosseholm i Heidi Weng, uzyskały 42,9 s przewagi nad Szwedkami. Trzecie Finki miały blisko minutę straty. Rywalizacja mężczyzn również nie była zacięta. Norwegowie wyprzedzili ekipę gospodarzy o 40,9 s, a trzecia ekipa Rosja II była wolniejsza od zwycięzców o 1.07,2. Polacy nie startowali.

Kontuzja Mariusza Wlazłego
Lider siatkarskiej drużyny Trefla Gdańsk Mariusz Wlazły doznał kontuzji w ligowym meczu ze Stalą Nysa (3:0). Na razie nie wiadomo jak długo będzie musiał leczyć uraz.

Kurek szaleje w japońskiej lidze

Od tego sezonu Bartosz Kurek występuje w zespole Wolfdogs Nagoya. W miniony weekend w meczach 3. i 4. kolejki japońskiej V.League ekipa naszego reprezentacyjnego siatkarza dwukrotnie pokonała Toray Arrows (3:0 i 3:1). W pierwszym spotkaniu najlepszy siatkarz MŚ 2018 zdobył 22, a w drugim aż 37 punktów.

Znakomitą formę w japońskiej ekstraklasie prezentuje też grający w barwach Panasonic Panthers kapitan naszej siatkarskiej reprezentacji Michał Kubiak. Jego zespół, Panasonic Panthers, w miniony weekend także odniósł dwa zwycięstwa, wygrywając u siebie z ekipą Oita Miyoshi 3:0 i 3:1. Kapitan naszej reprezentacji niedzielnej potyczce zdobył 17 punktów, w tym cztery z serwisu. Panasonic Panthers po czterech kolejkach jest wiceliderem, za ekipą JT Thunders, której ustępuje gorszym bilansem setów.
Natomiast zespół Wolfdogs Nagoya, który przegrał w dwóch pierwszych seriach gier (japońska liga rozpoczęła nowy sezon 17 października), dzięki podwójnej wygranej z Toray Arrows przesunął się w tabeli na 6. pozycję. Kurek w niedzielnym spotkaniu atakował ze skutecznością 54 procent, a do 33 punktów wywalczonych atakiem dorzucił jeden zdobyty blokiem i trzy po asach serwisowych.