Z Rosją poszło łatwo, ale na drodze znów Słowenia

Zwycięstwo naszych siatkarzy w starciu z Rosjanami, aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi, było sensacją tylko z powodu łatwości z jaką biało-czerwoni pokonali ekipę „Sbornej”– 3:0 w setach do 14, 24 i 19. Teraz reprezentację Polski czeka w 1/2 finału potyczka z drużyną Słowenii, z którą na tym etapie przegrali w mistrzostwach Europy w 2019 roku.

Po przeprowadzce z Krakowa do Gdańska forma polskiej drużyny jeszcze poszła w górę. Już w krakowskiej Tauron Arenie biało-czerwoni dwa ostatnie spotkania grupowe, z Belgią i Ukrainą, wygrali po 3:0, ale w żadnym nie zagrali tak perfekcyjnie niemal w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, jak uczynili to w obu meczach rozegranych w gdańskiej Ergo Arenie. Już w pierwszym występie w tej hali, w spotkaniu 1/8 finału z Finlandią podopieczni trenera Vitala Heynene pokazali pełną moc i nawet przez moment nie dali rywalom nadziei na wygranie choćby honorowego seta. Ich przewaga była tak duża, że belgijski selekcjoner już w połowie poszczególnych partii wpuszczał na boisko zmienników Bartosza Kurka, Wilfredo Leona czy Fabiana Drzyzgi. Blok, zagrywka, atak, przyjęcie – wszystko w ich grze funkcjonowało perfekcyjnie, a do tego dochodziła jeszcze zadowolenie, jakie czerpali z dopingu wypełnionych do ostatniego miejsca trybun. Dopingu, od którego przecież nie tylko siatkarze w czasie pandemii zdążyli się już odzwyczaić. „Na igrzyskach w Tokio trybuny świeciły pustkami, słyszeliśmy każdy pisk buta, każde słowo na boisku. Przychodzenie na salę, gdzie są tylko zawodnicy i dziennikarze, było smutne. Jesteśmy przyzwyczajeni do pełnych trybun w Polsce, czy to na meczach klubowych, czy reprezentacji. W czasie spotkania z Finlandią atmosfera była fantastyczna, tak samo było w meczu z Rosją. To nas niosło do walki o każdą piłkę” – przyznał rozgrywający naszej drużyny
Fabian Drzyzga.
Przed rozpoczęciem tegorocznego turnieju o mistrzostwo Europy przewidywano, że biało-czerwoni trafia na zespół Rosji dopiero w półfinale, bo był on murowanym faworytem do zwycięstwa w grupie C. Niespodziewanie jednak „Sborna” zajęła dopiero drugą lokatę, za Holandią. Co prawda rosyjska drużyna w fazie grupowej doznała tylko jednej porażki, ulegając Turcji, to jednak formą nie zachwycała. Także w meczu 1/8 finału z dużo niżej notowaną ekipą Ukrainy podopieczni fińskiego trenera Tuomasa Sammelvuo nie zachwycili swoją grą, chociaż wygrali bez większych problemów 3:1. Daleko im było jednak do dyspozycji prezentowanej w olimpijskim turnieju, w którym zmiatali kolejnych rywali z parkietu i dopiero w finale zostali zatrzymani przez grającą ponad swoje możliwości reprezentacje Francji.
W europejskim czempionacie trener Sammelvuo nie mógł jednak powołać do kadry wszystkich najlepszych rosyjskich siatkarzy. Jeszcze przed igrzyskami z gry w kadrze zrezygnował środkowy Dmitrij Muserski, a na ME 2021 z powodu problemów zdrowotnych nie mogli zagrać atakujący Maksim Michajłow i jego zmiennik na tej pozycji Wiktor Poletajew, a już w czasie turnieju urazu nabawił się kolejny atakujący – Kiriłł Klec. Fiński szkoleniowiec musiał załatać lukę przesuwając na tę pozycję przyjmującego Jegora Kliukę oraz wezwał w ramach tzw. transferu medycznego dodatkowego atakującego Maksima Żygałowa.
Potyczki z reprezentacją Rosji są dla sympatyków siatkówki w Polsce tym samym, co dla fanów piłki nożnej mecze z Niemcami czy Anglią. Triumfy nad tym zespołem pamięta się najbardziej i najbardziej docenia, co pewnie jest pokłosiem legendarnego już dzisiaj meczu ekipy Huberta Wagnera o złoto na igrzyskach 1976 roku w Montrealu. Z sześciu ostatnich spotkań z Rosj Polacy wygrali trzy, w tym 3:1 w tegorocznej Lidze Narodów i teraz 3:0 w europejskim czempionacie, które z pewnością zostanie na długo zapamiętane ze względu na niespotykaną we wcześniejszych potyczkach miażdżącą wręcz przewagę biało-czerwonych. Była ona widoczna zwłaszcza w pierwszym secie, wygranym przez Polaków 25:14. Bez wątpienia to był najlepszy mecz naszej siatkarskiej reprezentacji nie tylko w tym turnieju, ale w całym tegorocznym sezonie, a może nawet w ostatnich kilku latach. „Prym w polskim zespole wiedli Wilfredo Leon i Bartosz Kurek, którzy zdobyli po 14 punktów, ale też wspaniale walczyli w obronie i przyjęciu. Brawa należą się jednak całej drużynie, także zmiennikom. Rosjanie tylko w drugim secie stawili naszej drużynie mocniejszy opór i przegrali dopiero na przewagi 24:26, lecz nawet w tej partii nie potrafili przejąć inicjatywy i wypracować punktowej przewagi. Natomiast pierwsza i trzecia odsłona tego spotkania była koncertem gry w wykonaniu biało-czerwonych, co przyznały w pomeczowych recenzjach nawet rosyjskie media. „Cieszy mnie zwycięstwo, ale jeszcze bardziej cieszy to, że ta grupa po niepowodzeniu na igrzyskach wróciła do gry i prezentuje taki wysoki poziom. Ja mogę jedynie wejść do szatni i bić brawo. Jestem z nich dumny. Podnieść się z tak trudnej chwili i miesiąc później grać tak fantastycznie to naprawdę sztuka” – powiedział zadowolony z wygranej trener Vital Heynen.
W półfinale reprezentacja Polski będzie miała okazję do rewanżu na Słoweńcach za porażkę sprzed dwóch lat, poniesioną także w półfinale mistrzostw Europy 2019. Co ciekawe, zestaw półfinalistów w obu tych europejskich czempionatach różni się tylko jednym zespołem – dwa lata temu w 1/2 finału zagrały Polska ze Słowenią oraz Francja z Serbią, a w tym roku Polska ponownie zmierzy się ze Słowenią, zaś w drugiej parze Serbia zagra z Włochami. Po raz kolejny potwierdza się opinia, że łatwiej jest zdobyć olimpijskie złoto, niż wygrać mistrzostwo najsilniejszego pod względem siatkarskim na świecie Starego Kontynentu. Najlepszym dowodem jest choćby to, że w 1/8 finału odpadli złoci medaliści igrzysk 2020/21 roku w Tokio, a w ćwierćfinale srebrni medaliści Rosjanie.
Perspektywa półfinałowego starcia z zespołem Słowenii wzbudza jednak pewien niepokój w polskim obozie. To w ostatnich latach przeciwnik piekielnie dla biało-czerwonych niewygodny, a jeszcze na dodatek w ćwierćfinałowym spotkaniu z Czechami, którzy chwilę wcześniej w imponującym stylu wyrzucili za burtę turnieju Francuzów, Słoweńcy pokazali siatkówkę naprawdę na mistrzowskim poziomie, chociaż nie mieli większej przewagi w żadnych statystykach. Wielką formą błysnęli atakujący Toncek Stern i Tine Urnaut, legitymujący się 85 procentem skuteczność w ataku. Ale wszyscy gracze wicemistrzów Europy z 2015 i 2019 roku grali jak w transie, notując jako zespół 76-procentową skuteczność w ataku i 62-procentową w przyjęciu. Nic dziwnego, że ograli Czechów 3:0 (25:21, 25:19, 27:25) i pewnie awansowali do półfinału.
W drugiej parze Włosi, którzy łatwo pokonali Niemców 3:0, zmierzą się z Serbią, która z kolei wygrała z Holandią 3:0. Spotkania półfinałowe odbędą się w sobotę w katowickim Spodku. Polska rozpocznie mecz ze Słowenia o 17:30.

Finlandia pokonana, teraz czas na Rosjan

Reprezentacja Polski siatkarzy bez żadnych problemów pokonała w 1/8 finału mistrzostw Europy drużynę Finlandii 3:0 i w ćwierćfinale zagra z Rosjanami, wicemistrzami olimpijskimi z Tokio, którzy z kolei zwyciężyli zespół Ukrainy 3:1.

Nasi siatkarze fazę grupową europejskiego czempionatu zakończyli bez porażki, pokonując po kolei zespoły Portugalii (3:1), Serbii (3:2), Grecji (3:1), Belgii (3:0) i Ukrainy (3:0). Bez porażki do następnej rundy awansowały jeszcze tylko zespoły Francji i Włoch. Biało-czerwoni zajęli pierwsze miejsce w rozgrywającej wszystkie mecze w Krakowie grupie A i zgodnie z turniejową drabinką w 1/8 finału trafili na czwarty zespół grupy C – Finlandię. W pozostałych parach stworzonych z tych dwóch grup Rosja trafiła na Ukrainę, Holandia na Portugalię, a Serbia na Turcję. Cztery pozostałe pary 1/8 finału utworzyły drużyny z grup B i D – Włochy z Łotwą, Niemcy z Bułgarią, Słowenia z Chorwacją i Francja z Czechami. Te cztery spotkania odbędą się w Ostrawie, a ich zwycięzcy także w tym czeskim mieście powalczą w ćwierćfinale. Nasi siatkarze nie będą musieli się ruszać z Gdańska, bo w Ergo Arenie zaplanowano też spotkania ćwierćfinałowe zespołów z grup A i C. Jeśli polski zespół pokona we wtorek Rosjan, na półfinałowy mecz przeniesie się do Katowic. W „Spodku” w sobotę 18 września zostaną rozegrane oba spotkania 1/2 finału, a w niedzielę oba mecze o medale.
Wybrańcy trenera Vitala Heynena w fazie grupowej musieli wytężyć siły jedynie w spotkaniu z broniącymi tytułu mistrzów Europy Serbami. Był to jak do tej pory ich jedyny występ zakończony tie-breakiem. W starciu z zespołem Finlandii biało-czerwoni byli murowanymi faworytami. Ekipa „Suomi” w fazie grupowej wygrała trzy spotkania – z Macedonią Północną (3:1), Hiszpanią (3:0) i Turcją (3:2), przegrała natomiast z Holandią (1:3) i Rosją (1:3).
Belgijski selekcjoner biało-czerwonych w pięciu meczach w krakowskiej Tauron Arenie dał pograć wszystkim 14 zawodnikom powołanym na mistrzostwa Europy i żaden z graczy nie zawiódł jego zaufania. Dzięki temu liderzy kadry, Wilfredo Leon i Bartosz Kurek, nie byli nadmiernie eksploatowani, bo Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Grzegorz Łomacz, Meteusz Bieniek, Damian Wojtaszek (libero) i Aleksander Śliwka wielokrotnie udowodnili Heynenowi, że nie ustępują graczom z wyjściowego składu, który także w spotkaniu z Finami tworzyli: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Paweł Zatorski (libero).
Zespół Finlandii przegrał starcie z aktualnymi mistrzami świata po 83 minutach nierównej walki. „To była czysta przyjemność być dzisiaj w Ergo Arenie i oglądać grę polskiego zespołu. Aż sam miałem wielką ochotę wejść na boisko i żałowałem, że nie jestem już czynnym zawodnikiem oraz że nie jestem Polakiem. Między publicznością i polskimi siatkarzami była niezwykła więź, która dodatkowo napędzała graczy do jeszcze lepszej gry. Finlandia rozegrała dobry turniej, ale dzisiaj została przez mój zespół zmieciona” – stwierdził po meczu wyraźnie rozpromieniony Vital Heynen. I nawet pozwolił sobie na żart: „Przed meczem z Finlandią prosiłem tylko zawodników o jedno, żeby byli skoncentrowani od początku każdego seta. I proszę, podziałało. Czasem praca trenera jest bardzo prosta i przyjemna.
Ale w ćwierćfinale już tak łatwo z pewnością nie będzie. „Rosja to srebrni medaliści igrzysk olimpijskich w Tokio. To mówi samo za siebie. Czeka nas we wtorek bardzo trudny mecz” – przyznał belgijski trener reprezentacji Polski.
W innych dyscyplinach sportu Ukraińcy i Rosjanie unikają bezpośredniej rywalizacji, ale w trakcie dużych turniejów uniknąć konfrontacji czasem się nie da. Do takiej właśnie sytuacji doszło w mistrzostwach Europy siatkarzy, gdy zespół Rosji zajął drugą lokatę w swojej grupie, a Ukraina trzecią w swojej i zgodnie z drabinką turniejową oba zespoły trafiły na siebie w 1/8 finału. Była to pierwsza potyczka siatkarzy tych dwóch zwaśnionych krajów od 15 lat. Podczas przywitaniu obu zespołów na boisku nie doszło do żadnych zgrzytów, lecz na trybunach Ergo Areny ukraińscy kibice protestowali podczas odgrywania rosyjskiego hymnu. W trakcie spotkania do żadnych innych incydentów nie doszło. Zespół Ukrainy tylko w pierwszym secie stawił opór faworyzowanej drużynie Rosji, lecz w trzech kolejnych partiach nie był już w stanie nawiązać walki. „Sborna” wygrała 3:1 (22:25, 25:16, 25:22, 25:22) i w ćwierćfinale zmierzy się z reprezentacją Polski.

Siatkówka: Finowie na drodze Polaków w 1/8 finału mistrzostw Europy

Nasza siatkarska reprezentacja na pożegnanie z Krakowem pokonała Ukrainę 3:0 i z kompletem zwycięstw wygrała rywalizację w grupie A. Teraz biało-czerwoni przenoszą się do Gdańska, gdzie w 1/8 finału mistrzostw Europy zmierzą się z czwartym zespołem grupy C – Finlandią.

Ukraińcy rozpoczęli turniej z problemami. Zarówno z Grecją, jak i z Portugalią wygrali dopiero po tie-breaku. Awans do 1/8 finału zapewnili sobie jednak już we wtorek, pokonując Belgię 3:1, więc jeszcze przed meczem z Polską wiedzieli, że bez względu na wynik spotkania zakończą fazę grupową na trzecim miejscu. Na dobry wynik liczyć raczej nie mogli, ale z mistrzami świata walczyli dzielnie. Inna sprawa, że trafili na polski zespół w złym dla siebie momencie. Z biało-czerwonymi, którzy ewidentnie rozkręcają się z każdym kolejnym meczem w turnieju, lepiej było zagrać na początku zmagań, bo Portugalczycy, Serbowie i Grecy wprawdzie też z Polakami nie wygrali, ale przynajmniej na spółkę zdołali im urwać cztery sety. Belgowie i Ukraińcy stawali do walki z ekipą Vitala Heynena na końcu grupowych zmagań i już na promocję u niej się nie załapali, przegrywając swoje spotkania po 0:3.
Tak więc polski zespół opuszcza krakowską Tauron Arenę z kompletem zwycięstw i pierwszym miejscem w grupie A. W ostatnim meczu dwukrotni mistrzowie świata nie pozwolili siatkarzom Ukrainy na wiele. Po wygranym w poniedziałek w równie dobrym stylu spotkaniu z Belgią, w którym błysnęli Łukasz Kaczmarek i Grzegorz Łomacz, trener Heynen posłał do walki niemal podstawową szóstkę. Niemal, bo na ławce rezerwowych zostawił Michała Kubiaka, a w jego miejsce wystawił Kamila Semeniuka. Początek spotkania nie stał na najwyższym poziomie, obie drużyny popełniły w tym fragmencie sporo błędów w polu zagrywki. Biało-czerwoni szybciej opanowali sytuację i nie forsując tempa zbudowali trzypunktowe prowadzenie (10:7), do którego dwa „oczka” serwisem dołożył Bartosz Kurek i od wyniku 12:7 mistrzowie świata mieli już pełną kontrolę nad przebiegiem tego seta i skończyli go wynikiem 25:15 z wysoką, 88-procentową skutecznością ataków.
Dla reprezentacji Polski stawką spotkania było pierwsze miejsce w grupie. Co prawda takie rozstrzygnięcie może oznaczać, że jej rywalem w ćwierćfinale może zostać Rosja, ale grając przed kilkoma tysiącami kibiców w biało-czerwonych barwach Polacy nie zamierzali kalkulować. Wygrana w drugim secie również przyszła Polakom łatwo. Na początku partii mogły być co do tego wątpliwości, bo dwa razy dobrze spisał się ukraiński blok z Maksymem Drozdem w roli głównej, który powstrzymał Nowakowskiego i Wilfredo Leona. Przemeblowany w trakcie meczu skład Ukraińców nie był jednak w stanie na dłużej prowadzić z Polską równorzędnej walki. Mało widoczny w ataku był Ołeh Płotnicki, klubowy kolega Leona z Perugii. Heynen w końcówce dał odpocząć Leonowi wprowadzając w jego miejsce Tomasza Fornala, który zdążył błysnąć udanym rozegraniem na prawe skrzydło do Kurka, który atomowym zbiciem zakończył seta 25:20.
Na trzecią odsłonę na boisku został Fornal, ale Heynen dokonał wielu zmian w składzie i ustawieniu, lecz mimo to jego podopieczni wygrali trzecią partię 25:21 i całe spotkanie bez straty seta (3:0).
Tym samym biało-czerwoni wygrali grupę A przed Serbią, Ukrainą i Portugalią. Te cztery zespoły awansowały do 1/8 finału i w tej fazie imprezy zmierzą się z czterema najlepszymi zespołami z grupy C, która rywalizowała w fińskim Tampere. Awans wywalczył z niej zespoły Holandii, Rosji, Turcji i Finlandii. Z turnieju z grupy A odpadły zespoły Belgii i Grecji, a z grupy C Hiszpania i Macedonia Północna. Zgodnie z turniejową drabinką Zwycięska w grupie A Polska w 1/8 finału zagra z Finlandią – czwartym zespołem w grupie C. W kolejnych parach z tych dwóch grup zagrają: Holandia z Portugalią, Rosja z Ukrainą oraz Serbia z Turcją. W grupach B i D rywalizacja toczyła się jeszcze w czwartek.
Biało-czerwoni z Finlandią zmierzą w gdańskiej Ergo Arenie w sobotę 11 września. Jeśli nasi siatkarze zwyciężą, a mamy prawo uważać, że tak będzie, także spotkanie ćwierćfinałowe rozegrają w Gdańsku. Niestety, wszystko wskazuje, że o awans do półfinału polskiej drużynie przyjdzie stoczyć bój z drużyną Rosji, która jest murowanym faworytem w starciu z siatkarzami Ukrainy w 1/8 finału. A przypadku zwycięstwa całkiem możliwe jest półfinałowe starcie z Francuzami, mistrzami olimpijskimi z Tokio, czyli byłaby okazja do rewanżu za ćwierćfinałową porażkę w olimpijskim turnieju.
Tylko czy polską reprezentację na to stać? „Szczyt formy planowaliśmy na inny moment tego sezonu i trochę nam nie wyszło. Teraz po prostu cieszymy się grą, gramy dla kibiców, dla siebie i naszych rodzin. Dużo poświęciły abyśmy mogli spełniać marzenia. Dajemy z siebie maksa każdego dnia, tyle ile mamy. Czasami to wygląda lepiej, czasem gorzej. Najważniejsze, że jak na razie jesteśmy do przodu. Myślę, że mentalnie udało nam się podnieść po igrzyskach, także dzięki wsparciu kibiców. Teraz jednak czekają nas znacznie większe wyzwania. Do tej pory powtarzaliśmy sobie, że gramy każdy mecz tak, jakby to był finał turnieju, ale od 1/8 finału już tak będzie naprawdę. Mam nadzieję, że świadomość iż każda porażka oznacza odpadnięcie z turnieju i kolejny zawód sprawiony naszym fanom tylko sprawią, że nasza gra będzie jeszcze lepsza niż do tej pory” – przyznał Bartosz Kurek po środowym spotkaniu z zespołem Ukrainy.
Polscy siatkarze na kolejną rundę turnieju przeniosą się do Gdańska gdzie już w sobotę zawalczą o ćwierćfinał mistrzostw z Finlandią, która została sklasyfikowana na czwartej pozycji grupy C. Finowie w poprzednich mistrzostwach Europy w 2019 roku zajęli 14. lokatę, a najwyżej w europejskim czempionacie uplasowali się w 2007 roku, zajmując czwarte miejsce. Tegoroczna edycja jest ich ósmym startem w tej imprezie z rzędu. Jako gospodarze turnieju grupy C na swoim boisku siatkarze Finlandii pokonali Macedonię Północną 3:1 (25:20, 25:15, 24:26, 25:22), Hiszpanię 3:0 (25:19, 25:20, 25:18), przegrali z Rosją 1:3 (25:22, 15:25, 23:25, 17:25) i Holandią 1:3 (23:25, 25:21, 25:27, 20:25), a na koniec zmagań wygrali z Turcją 3:2 (25:17, 16:25, 27:29, 25:18, 15:13).

Tabela grupy A:
M Pkt Sety

  1. Polska 5 14 15:4
  2. Serbia 5 12 14:7
  3. Ukraina 5 7 9:11
  4. Portugalia 5 6 10:12
  5. Belgia 5 4 7:12
  6. Grecja 5 2 6:15
    Tabela grupy C
  7. Holandia 5 13 14:5
  8. Rosja 5 11 13:7
  9. Turcja 5 10 12:8
  10. Finlandia 5 8 11:9
  11. Hiszpania 5 3 5:13
  12. Macedonia 5 0 2:15

Pary 1/8 finałów siatkarskich mistrzostw Europy
Rosja – Ukraina (11 września 17:30, Ergo Arena Gdańsk)
Polska – Finlandia (11 września 20:30, Ergo Arena Gdańsk)
Holandia – Portugalia (12 września 17:30, Ergo Arena Gdańsk)
Serbia – Turcja (12 września 20:30, Ergo Arena Gdańsk)
Włochy – Łotwa (12 września, Ostravar Arena)
Niemcy – Bułgaria (12 września, Ostravar Arena)
Francja – Czechy (13 września, Ostravar Arena)
Słowenia – Chorwacja (13 września, Ostravar Arena)

IO Tokio 2020/21: Polscy siatkarze są o krok od 1/4 finału

Nasza siatkarska reprezentacja zaczęła rywalizację o olimpijskie medale od porażki z Iranem 2:3, lecz dwa kolejne spotkania grupowe pewnie wygrała: z Włochami 3:0 i Wenezuelą 3:1, dzięki czemu po trzech seriach gier jest liderem grupy A. Natomiast w grupie B pierwsze skrzypce gra zespół Rosji.

Biało-czerwoni szybko otrząsnęli się po niespodziewanej porażce z Iranem. Już w drugiej serii gier rozgromili 3:0 zespół Włoch, a w trzeciej pokonali najsłabszą w stawce 12 drużyn Wenezuelę 3:1 i z dorobkiem siedmiu punktów wyszli na prowadzenie w grupie A. Było to możliwe jednak tylko dlatego, że liderujący po dwóch kolejkach Irańczycy przegrali nieoczekiwanie z Kanadyjczykami 0:3, a zajmująca drugą lokatę ekipa Japonii uległa Włochom 1:3. Strata seta w starciu z Wenezuelczykami naszym siatkarzom chluby Jednak nie przynosi, zwłaszcza że przegrali tę partię wysoko – 18:28. Terminarz gier w turnieju olimpijskim został tak skonstruowany, że Polacy z najgroźniejszymi rywalami w grupie A, czyli Iranem i Włochami, zmierzyli się na samym początku imprezy. W piątek podopiecznych trenera Vitala Heynena czeka potyczka z ekipa gospodarzy igrzysk, Japończykami, a na koniec grupowych zmagań zagrają w niedzielę z drużyną Kanady.
Powrót Kubiaka w cieniu Semeniuka
W spotkaniu z Wenezuelą od początku w wyjściowym składzie znalazł się kapitan biało-czerwonych Michał Kubiak, który z powodu problemów z plecami nie zagrał z Iranem, a w spotkaniu z Włochami wszedł na kilka minut w końcówce trzeciego seta. Nikt w polskiej ekipie nie przewidywał kłopotów w starciu z Wenezuelą i Heynen w dwóch pierwszych setach nie brał przerw technicznych. Siatkarze z Ameryki Południowej wcześniej nie byli w stanie urwać seta w potyczkach z Japonią i Iranem i po dwóch wysoko przegranych partiach w meczu z Polską także nic nie zapowiadało, że będą w stanie zrobić aktualnym mistrzom świata jakiegoś psikusa.
W trzecim secie nasi siatkarze stracili koncentrację i nagle zaczęli tracić punkty na korzyść rywali, którzy widząc słabość utytułowanych rywali zwarli szeregi i chwycili wiatr w żagle. Porażka do 18 była bolesna i nawet Heynen uznał, że sytuacja zrobiła się niebezpieczna, bo wziął czas i posłał do walki Bartosza Kurka. Uratować wygranej w trzeciej partii się nie udało, ale mobilizacja poskutkowała, bo w czwartej odsłonie spotkania sytuacja wróciła do normy i biało-czerwoni znów dyktowali na boisku warunki. Znakomite spotkanie rozegrał Kamil Semeniuk, obiecująco zaprezentował się też wracający do drużyny po wyleczeniu urazu pleców Michał Kubiak.
W innych meczach w grupie A doszło do sensacji, bo Iran przegrał z Kanadą 0:3 (16:25, 20:25, 22:25). Także w trzecim spotkaniu wynik był korzystny dla biało-czerwonych. Japończycy ulegając Włochom 1:3 (20:25, 17:25, 25:23, 21:25) stracili szansę na objęcie prowadzenia, a to dało polskiej drużynie awans na pierwszą lokatę. Nasi siatkarze muszą teraz ja tylko utrzymać, do czego niezbędne będą zwycięstwa w potyczkach z Japonią i Kanadą, a w ćwierćfinale zagrają z najsłabszym zespołem z czołowej czwórki z grupy B.
Francuzi w poważnych tarapatach
Po trzech kolejkach gier na czwartej pozycji jest reprezentacja Francji, która jednak w Tokio gra jak na razie w kratkę. Trójkolorowi na otwarcie turnieju gładko przegrali z ekipą USA 0:3, potem wygrali 3:0 z najsłabszą w grupie Tunezją, by w trzeciej serii gier nieoczekiwanie ulec niżej notowanej Argentynie 1:3. Francuzów czeka teraz piekielnie trudne zadanie, bo w dwóch ostatnich meczach przyjdzie im zmierzyć się z najmocniejszymi w grupie zespołami Rosji i Brazylii, natomiast Argentyńczycy zagrają z Tunezją i USA. Tak więc nie można wykluczyć, że w grupie czterech zespołów awansujących z grupy B do ćwierćfinału nie będzie reprezentacji Francji, co z pewnością zostanie uznane za gigantyczną sensację.
Trzech ćwierćfinalistów z tej grupy już de facto znamy – z pierwszego miejsca raczej na pewno awansują Rosjanie, którzy pokonali Amerykanów i Brazylijczyków, a także ekipę Argentyny, więc czekają ich już tylko potyczki z Tunezją oraz właśnie z Francją. Dwie kolejne pozycje zajmują zespoły USA i Brazylii, a czwartą, wszystko na to wskazuje, prawdopodobnie przypadnie Argentyńczykom. I to z nimi biało-czerwoni, o ile wygrają z Japonią i Kanadą, mogą zmierzyć się w ćwierćfinale.
Polacy nie chcą grać z Argentyną
Wbrew pozorom możliwość trafienia na ten południowoamerykański zespół wcale nie cieszy naszych siatkarzy. „Argentyna, jeśli awansuje, nie będzie miłym przeciwnikiem dla nikogo. Widziałem ją w dwóch setach z Brazylią i Brazylia nie miała nic do powiedzenia. Nie wiem też, jakim cudem Francja doprowadziła w meczu z nimi do tie-breaka.
Jeśli to Argentyńczycy ostatecznie zakwalifikują się do ćwierćfinału, będzie to dla nich wielki sukces i w walce o półfinał zagrają bez żadnej presji. Dlatego będą bardzo groźni dla każdego przeciwnika, także dla nas” – stwierdził rozgrywający polskiej drużyny Fabian Drzyzga. W ekipie prowadzonej przez trenera Marcelo Mendeza prym wiodą Christian Poglajen, Bruno Lima, nowy nabytek Aluronu CMC Warty Zawiercie Facundo Conte oraz wymieniany w gronie najlepszych rozgrywających na świecie Luciano De Cecco.
Zawodzą natomiast oczekiwania główni faworyci do złotego medalu, Brazylijczycy, którzy w tym roku wygrali Ligę Narodów, pokonując w finale Polskę 3:1. W tym turnieju canarinhos doznali jednej tylko porażki, ulegając w fazie grupowej Rosji. I z Rosjanami przegrali też na igrzyskach, więc może to właśnie oni będą w Tokio najgroźniejszy nych w walce o złoto. Sytuacja w tej kwestii powinna wyjaśnić się już w piątek, po czwartej serii gier, bo w niej w grupie A Polska zagra z Japonią, Włochy z Iranem, a Kanada z Wenezuelą, zaś w grupie B Brazylia zmierzy się z USA, Włochy z Iranem, a Rosja z Francja.
Siatkarze potęgą w grach zespołowych
Warto podkreślić, że nasza reprezentacja siatkarze w Tokio startuje w olimpijskim turnieju po raz piąty z rzędu i w grach zespołowych jest to unikatowe osiągnięcie. Czterema startami z rzędu mogą pochwalić się koszykarze (1960, 1964, 1968 i 1972), trzema piłkarze ręczni (1972, 1976, 1980), a dwoma piłkarze (1972 i 1976) i siatkarki (1964 i 1968). Kilka występów mieli hokeiści na trawie, ale nieregularnie – w 1960, 1972, 1980 i 2000 roku.
W Tokio siatkarze celują w złote medale, a jeśli uda im się je zdobyć, także w tej klasyfikacji wyjdą na samodzielne prowadzenie w grach zespołowych, bo obecnie mają tylko złoto wywalczone w Montrealu w 1976 roku i pierwszą lokatę dzielą z piłkarzami, którzy olimpijskie mistrzostwo zdobyli w 1972 roku w Monachium, a ponadto mają na koncie dwa srebrne krążki wywalczone w 1976 w Montrealu i 1992 w Barcelonie. Medalami mogą pochwalić się jeszcze tylko siatkarki (brąz w 1964 roku w Tokio i 1968 roku) oraz piłkarze ręczni (brąz w 1976 roku w Montrealu).

IO Tokio 2020/21: Polscy siatkarze znów na fali

Polscy siatkarze zrehabilitowali się za porażkę z Iranem (2:3) i w swoim drugim meczu na igrzyskach w Tokio wygrali z Włochami 3:0 (25:20, 26:24, 25:20). W środę kolejnym rywalem biało-czerwonych będzie najsłabsza w grupie A ekipa Wenezueli.

Pod nieobecność Michała Kubiaka (wszedł na boisko dopiero w końcówce trzeciego seta z Włochami) w potyczce z Irańczykami w polskim zespole brakowało lidera. W meczu z ekipą Italii roli tej podjął się Bartosz Kurek, któremu sekundował bojowo nastawiony Wilfdredo Leon. Ten duet zdobył w sumie 32 punkty (Kurek 14, Leon 18). Pozostali gracze także poprawili jakość swojej gry, więc aktualni mistrzowie świata zaprezentowali się jako zespół znakomicie.
Po niespodziewanej porażce z Iranem atmosfera wokół naszej siatkarskiej reprezentacji lekko zgęstniała, lecz także Włosi nie byli zachwyceni występem swojej drużyny w wygranym przez nią dopiero w tie-breaku meczu z Kanadą (ekipa Azzurrich przegrywała już 0:2 w setach i 10:13 w trzeciej partii), więc przed meczem z Polską byli pełni obaw o wynik. I te obawy jak się okazało nie były bezpodstawne. W drużynie biało-czerwonych ponownie zabrakło borykającego się z urazem pleców Michała Kubiaka, ale włoski zespół miał znacznie poważniejsza lukę kadrową, bo z powodu kontuzji nie mógł w nim zagrać rozgrywający Simone Giannelli.
„Prawdopodobnie serwowaliśmy lepiej niż w meczu z Kanadą, ale przeciwko takiemu zespołowi jak Polska dobre uderzenia to za mało. Byliśmy zmuszeni grać piłką z dala od siatki, a to odbierało nam atut zaskoczenia i pozwalało rywalom na sprawne ustawianie bloku” – przyznał trener reprezentacji Włoch Gianlorenzo Blengini.
Kolejnym rywalem biało-czerwonych w grupie A będzie zespół Wenezueli, z którym zagrają w środę (początek o 9:25 czasu polskiego). Włosi natomiast tego dnia zmierzą się z niepokonaną jak dotąd ekipą gospodarzy igrzysk. Japońscy siatkarze w drugiej rundzie gier wygrali z Kanadą 3:1 i dzięki tej wygranej awansowali na pierwsze miejsce w tabeli, wyprzedzając również niepokonanych jeszcze w imprezie Irańczyków (w drugim meczu pokonali Wenezuelę 3:0). Reprezentacja Polski spadła na trzecią pozycję. A przez igrzyskami prognozowano, że to właśnie Japonia z Kanadą będą walczyć o czwarte miejsce w grupie, zaś trzy pierwsze lokaty rozdzielą między siebie Polacy, Irańczycy i Włosi. Teraz jednak wygląda na to, że jeśli Włosi w dwóch najbliższych potyczkach nie wygrają z Japonią i Iranem, to o ostatnie miejsce dające awans do ćwierćfinału czwarte miejsce przyjdzie im bić się z Kanadyjczykami.
W grupie B prym wiodą niepokonane po dwóch kolejkach ekipy Brazylii (3:0 z Tunezją i 3:2 z Argentyną) oraz Rosji (3:1 z Argentyną i 3:1 z USA). Po jednym zwycięstwie mają drużyny Stanów zjednoczonych (3:0 z Francją) i Francji (3:0 z Tunezją), a bez zwycięstwa są jak na razie Argentyńczycy i Tunezyjczycy.
Biało-czerwoni deklarują walkę o olimpijskie złoto, ale trzeba pamiętać, że w czterech ostatnich turniejach olimpijskich biało-czerwoni odpadali w ćwierćfinale – kolejno z Brazylią, Włochami, Rosją i Stanami Zjednoczonymi.
Reprezentacja Polski znalazła się w teoretycznie łatwiejszej grupie A i zagra z Włochami (9. w rankingu FIVB), Kanadą (10.), Japonią (11.), Iranem (12.) i Wenezuelą (33.). Ma to swoje dobre i strony. Z jednej strony Biało-czerwoni, którzy są aktualnym mistrzem świata i drugą drużyną rankingu FIVB są zdecydowanym faworytem grupy A, z drugiej w ćwierćfinale zmierzą się z bardzo niewygodnym rywalem z grupy B, którą tworzą: Brazylia (lider rankingu FIVB), Rosja (3.), Francja (4.), Stany Zjednoczone (5.), Argentyna (8.) i Tunezja (16.). Oznacza to, że Polska nawet wygrywając swoją grupę prawdopodobnie trafi na zespół z czołowej piątki rankingu FIVB.
Faza grupowa turnieju siatkarzy na igrzyskach olimpijskich w Tokio potrwa od 24 lipca do 1 sierpnia. Mecze będą rozgrywane na Ariake Arena w Tokio, a początek spotkań tej fazy zaplanowano na 2:00, 4:05, 7:20, 9:25, 12:40 i 14:45 czasu polskiego. Mecze ćwierćfinałowe (3 sierpnia) będą się rozpoczynać o 2:00, 6:00, 10:00 i 14:30, półfinały (5 sierpnia) o 6:00 i 14:00. Spotkania o medale zostaną rozegrane w sobotę 7 sierpnia – spotkanie o trzecie miejsce o 6:30, a finał o 14:15.
Siatkarze rywalizują o olimpijskie laury po raz 15 (ta dyscyplina sportu zadebiutowała na igrzyskach w 1964 roku). Pierwszymi triumfatorami była ekipa Związku Radzieckiego, która w finale wygrała z Czechosłowacją. W 1976 roku po złoto olimpijskie w Montrealu sięgnęła reprezentacja Polski po pamiętnym meczu o złoto ze Związkiem Radzieckim. Po trzy triumfy mają na swoim koncie maja reprezentacje Brazylii, ZSRR i USA, a po jednym Rosja, Japonia, Holandia, Serbia i Polska.

Polacy chcieli wygrać Ligę Narodów, ale dostali tęgie lanie od Brazylijczyków

Trener polskiej reprezentacji siatkarzy Vital Heynen dokonał wyboru olimpijskiej kadry i do półfinałowego meczu Final Four Ligi Narodów ze Słowenią wystawił najsilniejszy skład. Rywale także posłali na parkiet swoich najlepszych graczy, ale tym razem niewiele to im dało. Polacy zagrali fantastycznie i wygrali 3:0 (25:22, 25:21, 25:23). Niestety, następnego dnia skompromitowali się przegrywając w finale z Brazylią 1:3 (25:22, 23:25, 16:25, 14:25).

Po dwóch porażkach z rzędu ze Słoweńcami – po 1:3 w półfinale mistrzostw Europy (2019) i fazie zasadniczej Ligi Narodów, polscy siatkarze pałali żądzą rewanżu na Słoweńcach, chociaż Vital Heynen przypominał, że najważniejszy mecz ze Słowenią, w kwalifikacjach olimpijskich, Polacy wygrali 3:0. Ale w końcu i on dał się ponieść emocjom i na półfinałowy mecz Final Four jednak desygnował najsilniejszy skład. Podkreślał jednak przed meczem, że liczy na ciekawy i wyrównany mecz, najlepiej pięciosetowy. Nie przecenił bynajmniej rywali, bo Słoweńcy znów zagrali znakomicie i stawiali twardy opór. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych chyba po prostu uważa, że skoro jego podopieczni jeszcze nie są w swojej optymalnej formie, to nie ma co stawiać przed nimi przesadnych wyzwań. A zwycięstwo nad Słowenią do takich zaliczyć należało, bo to w ostatniej dekadzie przeciwnik dla polskiej reprezentacji wyjątkowo trefny.
Reprezentacja Słowenii jest drużyną zdecydowanie mniej utytułowaną od biało-czerwonych, ale w starciach z nimi radzi sobie wyjątkowo dobrze. Słoweńcy wygrali sześć z dziesięciu ostatnich spotkań z Polską, a gdyby brać pod uwagę tylko ostatnich pięć potyczek, to wynik jest jeszcze bardziej niekorzystny, bo wygrali cztery z tych meczów. Słoweńscy siatkarze w ostatnich latach kilkukrotnie stawali biało-czerwonym na drodze do sukcesu w wielkich turniejach. W 2015 roku Polska przegrała ze Słowenią w półfinale Ligi Europejskiej, a później jeszcze w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Słoweńcy wyeliminowali też naszą drużynę w 1/8 finału mistrzostw Europy w 2017 rok roku oraz w półfinale ME 2019. W tegorocznej edycji Ligi Narodów w fazie zasadniczej turnieju polscy siatkarze także nie dali Słoweńcom rady przegrywając z nimi 1:3.
Nic zatem dziwnego, że w sobotniej potyczce w Rimini wszyscy nasi gracze pałali żądzą rewanżu. Trener Heynen do kadry meczowej zgłosił 14 graczy (atakujący – Bartosz Kurek, Łukasz Kaczmarek; środkowi – Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek; rozgrywający – Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz; przyjmujący – Wilfredo Leon, Michał Kubiak, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka, Tomasz Fornal oraz libero Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek). W kadrze oprócz 11 graczy już z powołaniami na turniej olimpijski znaleźli się rywalizujący o jedno miejsce dla libero Zatorski i Wojtaszek oraz Fornal, który jest na liście rezerwowej kadry olimpijskiej.
Słoweńcy w Lidze Narodów dość niespodziewanie przegrali na inaugurację z Serbami, a później z Niemcami. Po raz trzeci jako pokonani z boiska zeszli po potyczce z Brazylią. Pokonali za to zarówno Francję (w tie-breaku), jak i Polskę (3:1). Ostatecznie do półfinału awansowali z trzeciej pozycji, mając tyle samo zwycięstw i porażek, co Polacy. Stracili za to o siedem setów więcej. Mieli też trzy punkty na koncie mniej przez to, że zdarzyło im się grać tie-breaki. A taką kadrę posłał do walki trener Alberto Giuliani, który polska siatkówkę zna od poszewki, bo jest przecież trenerem Asseco Resovii Rzeszów: rozgrywający – Gregor Ropret, Dejan Vincić; atakujący – Mitja Gasparini, Toncek Stern; środkowi – Jan Kozamernik, Alen Pajenk, Matic Videcnik; przyjmujący – Klemen Cebulj, Rok Mozic, Alen Sket, Ziga Stern, Tine Urnaut; libero – Jan Klobucar, Jani Kovacić. Warto podkreślić, że Dejan Vincić, Alen Pajenk czy Klemen Cebulj to gracze polskich klubów.
Już od pierwszych piłek było widać, że sobotni mecz półfinałowy Final Four będzie wyrównany, a gra na bardzo wysokim poziomie. Tak rzeczywiście było. Po serii dobrych zagrywek Toncka Sterna w środkowej fazie seta Słoweńcy wyszli na dwupunktowe prowadzenie (13:15). Dla losów pierwszej partii kluczowa była jednak inna seria, ta w wykonaniu Polaków. Od stanu 17:19, przy mocnych zagrywkach Leona, polscy siatkarze zaliczyli dwa punktowe bloki, a także skorzystali z dwóch błędów rywala, zdobywając cztery punkty z rzędu (21:19). Słoweńcy nie potrafili już wrócić do gry. Popełniali w końcówce sporo błędów, a całego seta atakiem z szóstej strefy zakończył Leon.
Drugi set rozpoczął się dla Polaków źle, bo po serii pięciu punktów z rzędu, spowodowanych prostymi błędami Leona, Słoweńcy prowadzili 5:2, a po asie serwisowym Sterna schodzili na przerwę techniczną z prowadzeniem 8:4. Później jednak fantastycznie zaczął atakować Bartosz Kurek, dzięki kilku efektownym i skutecznym atakom Polacy szybko doścignęli rywala i doprowadzili do remisu 9:9. Po kilku minutach gry „punkt za punkt” as serwisowy Leona sprawił, że Polska prowadziła 16:14. Od stanu 17:16 siatkarze Vitala Heynena zdobyła trzy kolejne punkty za sprawą ataku Michała Kubiaka, bloku na Tine Urnaucie i asie Fabiana Drzyzgi i to okazało się decydujące dla losów całej partii, którą Polacy wygrali 25:21.
Trzeciego seta Polacy znowu zaczęli nie najlepiej, ale od stanu 1:4 przyspieszyli i już tuż po pierwszej przerwie technicznej prowadzili 9:7. Później trwała wyrównana walka z obu stron, ale polscy siatkarze zdobywali swoją przewagę dzięki dobrym zagrywkom Nowakowskiego czy Bieńka (19:16). Słoweńcy nie zdołali już wyrównać i po zepsutej zagrywce Mitji Gaspariniego trzecia partia padła łupem reprezentacji Polski do 23.
Polacy pokonali Słowenię 3:0 i awansowali do wielkiego finału Ligi Narodów. Najwięcej punktów w drużynie Vitala Heynena zdobył Bartosz Kurek – 17, a 13 dołożył Wilfredo Leon. Najbardziej imponująca była przewaga Polaków w bloku. W tym elemencie wygrali oni aż 14:6. „Przed meczem prosiłem zawodników, żeby nie tylko dobrze zagrali, ale też walczyli o każdy punkt i zrobili co w ich mocy, żeby wygrać. Zwycięstwo było dla nas najważniejsze po raz pierwszy w tej Lidze Narodów. I zespół zrobił to, o co prosiłem” – podsumował występ swoich podopiecznych Vital Heynen.
W drugim półfinale spotkały się Brazylia i Francja. Aktualni mistrzowie olimpijscy, Brazylijczycy, rozegrali świetny mecz i bez większego problemu pokonali zespół Francji 3:0 (25:20, 25:18, 25: 19). Ten sam zespół, który trzy dni wcześniej na zakończenie fazy zasadniczej pokonał 3:2 reprezentację Polski, a wcześniej ograł także canarinhos 3:0.
W niedzielnym finale o zwycięstwo w Lidze Narodów 2021 zmierzyli się więc Polacy, aktualni mistrzowie świata, z Brazylijczykami, aktualnymi mistrzami olimpijskimi . Wcześniej jednak Francuzi i Słoweńcy zagrali o 3. miejsce w turnieju. Brązowy medal zdobyła ekipa Francji wygrywając 3:0 (25:20, 25:18, 25:19).

Nasi siatkarze tylko w pierwszych dwóch setach toczyli wyrównany bój z Brazylijczykami. W dwóch kolejnych partiach coś jednak ewidentnie się w polskiej machinie się posypało i rywale uzyskali wręcz miażdżącą przewagę, pokonując biało-czerwonych do 16 i do 14. Na tym poziomie rywalizacji taka różnica punktowa to upokorzenie. Wypada podkreślić, że fatalnie w tym fragmencie spotkania zagrali zwłaszcza Michał Kubiak i Wilfredo Leon. Trener Heynen będzie miał sporo do przemyślenia, bo nasi siatkarze mieli w Final Four grać o zwycięstwo w turnieju, a zatem skoro przy pełnej mobilizacji dali się tak obić canarinhos, to ich deklaracje, że do Tokio jadą po złoto, trzeba teraz przyjmować z przymrużeniem oka. W myśl zasady – najpierw wygrajcie, a potem się chwalcie. Bo w Tokio nie tylko o złoto może być naszym trudno.

Siatkówka: Heynen wybrał kadrę na igrzyska

W środę siatkarze skoszarowani w Rimini zakończyli rozgrywki w fazie grupowej tegorocznej edycji Ligi Narodów. Pierwsze miejsca zajęła drużyna Brazylii, przed ekipami Polski, Słowenii i Francji. Te cztery reprezentacje w sobotę i niedzielę powalczą o medale w finale turnieju.

Biało-czerwoni na zakończenie zmagań zmierzyli się z zespołem Francji. Trenerzy obu ekip wystawili w tym spotkaniu najlepszych graczy. Efekt był bolesny dla biało-czerwonych, którzy po raz pierwszy podczas trwającego blisko trzy tygodnie turnieju w Rimini musieli rozegrać mecz trwający dłużej niż trzy sety. Ostatnie osiem spotkań Polaków w Lidze Narodów kończyło się wynikiem 3:0, z czego tylko jedno ich porażką (z Brazylią). Nasi siatkarze przegrali po tie-breaku z Francuzami 2:3 (22:25, 25:21, 25:22, 20:25, 11:15). Wynik tego spotkania nie miał znaczenia dla ekipy Vitala Heynena, bo biało-czerwoni już dzień wcześniej przypieczętowali awans do półfinału Ligi Narodów. Odwrotnie niż dla trójkolorowych, którym wygrana z Polakami zapewniła awans do Final Four turnieju, bo chociaż rywalizujący z nimi o czwartą lokatę Rosjanie pokonali w środę Brazylię 3:0, to nie wyprzedzili Francuzów, bo mieli gorsze ratio setów.
N’Gapeth na wojnie z Kubiakiem
To Polacy mieli szansę na zdobycie kompletu punktów, bo prowadzili już 2:1 w całym spotkaniu, choć zaczęli od przegranego seta, ale przy dziesięciu popełnionych błędach w tej partii, trudno było odrobić straty. Na mecz z Francją trener Vital Heynen wystawił skład, który prawdopodobnie będzie wyjściowy także w turnieju olimpijskim w Tokio, w którym zagra także ekipa Francji.
Po meczu gwiazdor reprezentacji Francji Earvin N’Gapeth opublikował wpis na Instagramie, w którym rzucił oskarżeniami pod adresem Vitala Heynena i Michała Kubiaka. „Trener reprezentacji Polski nazwał czarnuchem osobę czarnoskórą, pracującą w bańce w Rimini. To był oczywisty przejaw rasizmu! Są świadkowie, którzy to widzieli. Nie wspomnę o obelgach, która padły z ust Kubiaka podczas meczu z nami. Czy taki osoby powinny być częścią siatkarskiego świata?” – napisał N’Gapeth. W internecie pojawiło się też nagranie, które potwierdza zarzuty N’Gapetha pod adresem Kubiaka. Kapitan polskiej reprezentacji faktycznie obraził rywali wulgarnymi słowami w języku francuskim. Ale prawda jest też taka, że N’Gapeth sam wszczynał utarczki słowne z polskimi graczami. Na oskarżenia o rasizm natychmiast zareagował też trener Heynen, który opublikował wpis na Twitterze. „Raz zareaguję na rzeczy pisane w internecie. Nigdy w życiu nikogo nie obrażałem na tle rasowym. Wręcz przeciwnie, wierzę w równość wszystkich ludzi bez względu na kolor skóry, religię czy pochodzenie. Dziękuję – napisał belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
W Rimini nasz zespół może raz jeszcze zagrać z Francuzami, jeśli w półfinale Final Four pokona zespół Słowenii, a trójkolorowi w drugim półfinale ograją Brazylię, albo jeśli oba zespoły poniosą w półfinale porażki i zmierza się w spotkaniu o trzecie miejsce. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, kolejne starcie będzie możliwe dopiero w ćwierćfinale olimpijskiego turnieju w Tokio. Wątpliwe jednak by animozje między polskimi i francuskimi graczami do tego czasu wygasły.
Olimpijskie wybory Heynena
W meczu z Francją trener Heynen posłał na parkiet taka oto kadrę: atakujący Maciej Muzaj, Bartosz Kurek; rozgrywający – Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz; przyjmujący – Michał Kubiak, Aleksander Śliwka, Kamil Semeniuk, Wilfredo Leon; środkowi – Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski, Karol Kłos; libero: Paweł Zatorski, Damian Wojtaszek. Poza składem znaleźli się natomiast Bartosz Bednorz, Łukasz Kaczmarek, Marcin Komenda, Norbert Huber i Tomasz Fornal. „Oczekuję spotkania na najwyższym poziomie. Mieliśmy już kilka trudnych meczów w Rimini, ale nie graliśmy jeszcze ani jednego tie-breaka. To ewidentnie moment, kiedy powinniśmy zagrać pięć setów i powalczyć ostrzej z tak silnym rywalem” – stwierdził przed spotkaniem belgijski trener. Biało-czerwoni z 15 rozegranych w fazie zasadniczej meczów wygrali 12, a porażek, poza spotkaniem z Francją, doznali jeszcze w starciach ze Słowenią i Brazylią. I z tymi ekipami przyjdzie im teraz rywalizować w Final Four, więc trudnych meczów z tie-breakami Heynen może mieć jeszcze w Rimini co najmniej dwa. On sam tak ocenił sytuację: „Przegraliśmy ze wszystkimi drużynami, z którymi zagramy w Final Four, czyli jesteśmy spośród nich najsłabsi. Taki mam wniosek i dobrze będzie sprawdzić w półfinale i finale, lub meczu o trzecie miejsce, gdzie dokładnie jesteśmy. Mówiłem, że brakowało mi pięciosetówek, bo to są prawdziwe mecze o stawkę. Potrzebujemy trudnych meczów. W trakcie trudnych sytuacji możesz rzeczywiście tworzyć zespół. Od tego będzie dla nas Final Four Ligi Narodów. Nieważne, czy w niedzielę zagramy o brąz, czy złoto. To będzie mecz o coś i dzięki temu czegoś nowego się o sobie nauczymy” – podsumował trener Heynen.
Nie będzie już rotowania składem, bo zaraz po zakończeniu meczu z Francją belgijski szkoleniowiec zmniejszył 19-osobową kadrę obecną w Rimini o czterech gracz. Do Polski wrócili Marcin Komenda, Maciej Muzaj, Bartosz Bednorz i Karol Kłos, a to de facto oznacza, że ci siatkarze nie znajdą się w 12-osobowej kadrze na igrzyska olimpijskie. Tylu zawodników mogą liczyć zespołu uczestniczące w tym turnieju, ale ponieważ w stolicy Japonii pandemia koronawirusa znowu szaleje, do Tokio trener Heynen zabierze jednak 14 zawodników, z tym że Tomasz Fornal i Norbert Huber, którzy polecą z kadrą do Takasaki, gdzie nasza siatkarska kadra będzie się przygotowywać już na miejscu do olimpijskiego występu, w turnieju nie zagrają. Chyba że organizatorzy w ostatniej chwili zmodyfikują regulamin.
Heynen wstrzymał się do niedzieli z wyborem libero, ale ten przykry obowiązek go nie ominie, bo z dwójki znakomitych graczy na tej pozycji, Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka, jeden będzie musiał pozostać w kraju.
Wśród odrzuconych zawodników znalazł się mistrz świata z 2014 roku Karol Kłos, uczestnik poprzednich igrzysk w Rio de Janeiro. który miał na swoim koncie grę na igrzyskach, a także zdobyte mistrzostwo świata w 2014 roku. Bartosz Bednorz od lat jest w czołówce polskich przyjmujących, ale w Lidze Narodów spisywał się nieco słabiej od innych naszych reprezentantów. Maciej Muzaj chyba też nie może mieć pretensji za odesłanie do domu, bo odstawał mocniej.
Polacy zainaugurują swój udział w igrzyskach w Tokio 24 lipca, a ich pierwszym przeciwnikiem będzie reprezentacja Iranu, której trenerem jest słynny rosyjski szkoleniowiec Władymir Alekno (w Lidze Narodów biało-czerwoni ograli Irańczyków gładko 3:0), a w fazie grupowej zmierzą się jeszcze ponadto z Włochami, Wenezuelą, Japonią oraz Kanadą.

Kadra Polski na igrzyska olimpijskie
Rozgrywający:
Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz.
Atakujący:
Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek.
Środkowi:
Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski.
Przyjmujący:
Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka.
Libero:
Damian Wojtaszek lub Paweł Zatorski.

Reprezentacja Polski na czele Ligi Narodów

Porażka ze Słowenią chyba podrażniła mocno ambicję naszych reprezentacyjnych siatkarzy, bo w drugiej serii spotkań biało-czerwoni zagrali fenomenalnie gromiąc Australię 3:0, USA 3:0 i Rosję 3:1. Po sześciu rozegranych w Rimini meczach Ligi Narodów Polacy objęli prowadzenie w stawce 16 drużyn.

Nasi siatkarze zaczęli zmagania w Rimini od łatwej wygranej 3:0 z grającymi w rezerwowym składzie gospodarzami turnieju Włochami, następnie pewnie pokonali Serbię 3:1, lecz ostatnim spotkaniu tej serii, ze Słowenią, przegrali nadspodziewanie łatwo 1:3. Na zawodników, których trener Vital Heynen wystawił do gry w tym spotkaniu, spadła fala krytyki, a najmocniej oberwało się kapitanowi drużyny Michałowi Kubiakowi. Ale ta porażka w żaden sposób nie zmieniła personalnych planów belgijskiego szkoleniowca i na kolejne spotkanie, z Australią, wystawił skład, jaki rozpisał na długo przed rozpoczęciem turnieju w Rimini. Posłał na parkiet m.in. oszczędzanego do tej pory Piotra Nowakowskiego. Obok niego pojawili się po raz drugi w tej imprezie Kamil Semeniuk, Tomasz Fornal i Łukasz Kaczmarek, a wyjściową szóstkę uzupełnili pewniacy w olimpijskiej kadrze Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski. Australijczycy nie stawili aktualnym mistrzom świata wielkiego oporu i przegrali 0:3 w trzech krótkich setach (16:25, 10:25, 12:25). To była siatkarska demolka, a w drugim secie biało-czerwoni wyrównali nawet rekordowe osiągnięcie w Lidze Narodów ekipy Niemiec, która w edycji 2019 pokonała Portugalię także wynikiem 25:10. Reprezentacja Polski ma jednak w dorobku jeszcze lepsze osiągnięcia. W 2011 roku w Pucharze Świata w wygranym 3:2 meczu z Iranem nasi siatkarze jeden z setów wygrali 25:8. A z Australijczykami w październiku 2019 roku w Pucharze Świata wygrali 25:9. W czwartkowej potyczce trener Vital Heynen wystawił do gry Drzyzgę, Kaczmarka, Semeniuka, Fornala, Nowakowskiego, Hubera, Zatorskiego (libero) oraz Kochanowskiego. Mistrzowie świata wrócili zatem na zwycięską ścieżkę. „W każdy meczu gramy tak, by go wygrać, ale głównym celem naszego występu w Lidze Narodów jest doprowadzenie wszystkich kadrowiczów do jak najlepszej formy. Dzięki temu będziemy mieli lepszy wybór przy ustalaniu składu olimpijskiej reprezentacji” – podkreśla belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
Ale w drugiej serii spotkań po meczu z Australią nasz zespół czekały dwie „siatkarskie wojny” – najpierw z ekipą Stanów Zjednoczonych, a potem z Rosją. Rywalizacja Polaków z Amerykanami od lat ekscytuje kibiców. Nasi siatkarze pokonali ich m.in. w finale Ligi Światowej w 2012 w Sofii (3:0) i w pamiętnym półfinale MŚ 2018 w Turynie (3:2), amerykański zespół był za to górą chociażby w drugiej fazie grupowej MŚ 2014 (3:1), a była to jedyna porażka polskiej drużyny w tym zwycięskim dla niej turnieju. Po raz ostatni przed potyczką w Rimini obie drużyny zmierzyły się w październiku 2019 roku w Pucharze Świata. Amerykanie wygrali wtedy 3:1. W Lidze Narodów ekipy Polski i USA rywalizowały wcześniej trzykrotnie. W 2018 roku Amerykanie wygrali 3:0 (Hoffman Estates, faza grupowa) i 3:0 (Lille, turniej Final Six), a Polacy zwyciężyli w 2019 roku pokonując ich w Katowicach w fazie grupowej 3:2.
Na mecz w Rimini trener Heynen do walki z Amerykanami posłał Łomacza, Kurka, Kochanowskiego, Bieńka, Śliwkę, Bednorza, Wojtaszka (libero) oraz Muzaja, Semeniuka i Drzyzgę. Trener ekipy USA John Speraw po przegranym dzień wcześniej meczu z Rosją wystawił inny skład, z wracającym do wielkiej formy Matthew Andersonem, ale z pewnością nie była to reprezentacja USA w jej najlepszym wydaniu. Nasza zresztą także nie, lecz w tym zestawieniu zagrała na poziomie niedostępnym dla rywali, którzy tylko w drugim secie zdołali nawiązać wyrównaną walkę, zaś w dwóch pozostałych byli tylko bladym tłem dla świetnie grających Polaków, którzy wygrali mecz 3:0 (25:17, 28:26, 25:17).
W sobotę biało-czerwoni zmierzyli się z Rosją, przeciwnikiem wyjątkowym. Historia potyczek obu zespołów jest długa i pełna spektakularnych triumfów i bolesnych porażek. Rosjanie triumfowali w obu dotychczasowych edycjach Ligi Narodów, a w tegorocznej po pięciu kolejkach z 13 punktami na koncie byli liderami. Przed meczem z Polakami przegrali tylko z Japonią, ale z ekipą USA pewnie wygrali 3:1. Biało-czerwoni z czterema zwycięstwami i jedną porażka na koncie zajmowali drugą lokatę w stawce. Żeby wyjść na prowadzenie, musieli pokonać „Sborną” za trzy punkty.
Vital Heynen posłał do walki z rosyjskim zespołem Drzyzgę, Kubiaka, Bieńka, Muzaja, Leona, Kłosa oraz Zatorskiego (libero), Nowakowskiego, Kaczmarka i Łomacza, zaś fiński trener reprezentacji Rosji Tuomas Sammelvuo postawił na Pankowa, Kliuka, Wolwicza, Michajłowa, Wołkowa, Muserskiego oraz Gołubiewa (libero), Polietajewa, Senyszewa, Kobzara i Bogdana. Rosjanie byli bliscy porażki już w pierwszym secie, bo przegrywali już 17:20, ale uratował ich serią fenomenalnych serwisów Maksim Michajłow i dzięki temu wygrali pierwszą partię 25:21. Naszych siatkarzy to niepowodzenie jednak nie zdeprymowało i w trzech kolejnych setach mistrzowie świata zafundowali Rosjanom bolesną lekcję nowoczesnej siatkówki, wygrywając 25:19, 25:19 i 25:14.
Heynen konsekwentnie rotuje składem, ale akurat na spotkanie z rosyjską drużyną wystawił zaprawionych w bojach graczy. Taki skład mógłby spokojnie zagrać nawet o olimpijskie złoto, a jeśli kogoś w nim brakowało, to chyba tylko Bartosza Kurka. On miał jednak w sobotę wolne i dopingował kolegów z trybun.
W czwartym secie rozbici kompletnie Rosjanie stracili ochotę do walki i przegrali w upokarzającym dla nich stylu 14:25. Polacy rozbili rywali ich własną bronią. W zagrywce było (11:6), w bloku (11:4). Biało-czerwoni z bilansem 5–1 i 15 punktami na koncie objęli prowadzenie w tabeli Ligi Narodów, a w następnej serii spotkań zmierzą się z Bułgarią (środa), Holandią (czwartek) i Brazylią (piątek). Po sześciu kolejkach w stawce 16 zespołów nie ma już niepokonanych ekip.

Siatkówka: Liga Narodów bez reprezentacji Chin

Reprezentacja Chin w siatkówce mężczyzn została przez macierzystą federację wycofana z tegorocznej edycji Ligi Narodów, które rozpoczną się w maju. Jej miejsce w stawce 16 zespołów zajmie ekipa Holandii.

Rozgrywki, w których wystartuje między innymi także reprezentacja Polski, odbędą się w tzw. turniejowej bańce z zachowaniem surowego epidemicznego reżimu. Działacze chińskiej federacji siatkarskiej po głębszym przeanalizowaniu wszystkich argumentów uznali, że korzyści ze startu ich drużyny w takich warunkach będą nieadekwatne do poniesionych kosztów i na dodatek będą wymagały przezwyciężenia ogromnych trudności logistycznych. Wycofanie chińskiej drużyny na nieco ponad miesiąc przed rozpoczęciem zmagań postawiło władze światowej siatkówki przed nie lada wyzwaniem, by znaleźć zastępstwo. Ostatecznie w oficjalnym komunikacie poinformowano, że reprezentację Chin w tegorocznej edycji Ligi Narodów FIVB zastąpi zespół Holandii. „Wyboru dokonaliśmy po uwzględnieniu poziomu sportowego drużyny i potencjału marketingowego” – napisano w uzasadnieniu. W imprezie wystąpią ostatecznie ekipy Argentyny, Australii, Brazylii, Bułgarii, Francji, Holandii, Iranu, Japonii, Kanady, Niemiec, Polski, Rosji, Serbia, Słowenia, Stanów Zjednoczonych oraz Włoch.
W zeszłym tygodniu FIVB poinformowała, że w związku z odwołaniem tegorocznego turnieju Challenger Cup, system awansów i spadków w tej edycji Ligi Narodów został wstrzymany. Oznacza to, że wszystkie 16 zespołów, które biorą udział w tym roku, będą w nim uczestniczyły również w roku 2022. To dobra informacja także dla naszej kobiecej reprezentacji, która jest zespołem „pływającym” i musi bronić się przed spadkiem. Liga Narodów zostanie rozegrana w tzw. turniejowej bańce we włoskim Rimini. Siatkarki zaczną rywalizację 25 maja i zakończą 25 czerwca, natomiast siatkarze rozpoczną zmagania 28 maja, a zakończą je 27 czerwca. Obie nasze siatkarskie ekipy zostaną zaszczepione przeciwko Covid-19 w ramach akcji szczepienia olimpijskiej reprezentacji Polski. Postanowiono, że sportowcy dostana preparat firmy Johnson&Johnson. W pierwszym z czterech wyznaczonych terminów zaszczepionych zostanie trzynastu siatkarzy i sześć siatkarek. Na liście znaleźli się: Bartosz Bednorz, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Tomasz Fornal, Marcin Janusz, Karol Kłos, Marcin Komenda, Dawid Konarski, Bartosz Kwolek, Grzegorz Łomacz, Jakub Popiwczak, Artur Szalpuk i Damian Wojtaszek. Siatkarki dołączyły do programu, żeby nabyć odporność przed udziałem w Lidze Narodów. W pierwszej kolejności szczepionkę otrzymały kadrowiczki z Chemika Police i Developresu Rzeszów.
Kolejne terminy szczepień wyznaczono na 29 kwietnia, 6 maja i 10 maja. Preparatem Johnson&Johnson zaszczepiony został też belgijski selekcjoner kadry siatkarzy Vital Heynen. Oprócz startu w Lidze Narodów naszych siatkarzy czeka występ w igrzyskach olimpijskich w Tokio oraz we wrześniu w mistrzostwach Europy, których Polska jest współorganizatorem.

Kurek bije się z Kubiakiem w Japonii

Dwóch reprezentantów Polski występujących obecnie w japońskiej ekstraklasie siatkarzy, Bartosz Kurek i Michał Kubiak, w miniony weekend zagrali przeciwko sobie. I niewykluczone, że czeka ich wkrótce kolejne starcie.

Rozegrane w sobotę i niedzielę dwa mecze siatkarskiej J-League między zespołami Panasonic Panthers i Nagoya Wolfdogs miały mocne polskie akcenty. Na parkiecie postarali się o to Michał Kubiak, który był kluczowym graczem w ekipie Panasonic Panthers oraz Bartosz Kurek, który brylował w drużynie Wolfdogs Nagoya. W sobotę zespół Kubiaka wygrał z zespołem Kurka 3:1 (22:25, 25:22, 25:23, 27:25), ale w niedzielę przegrał z nim 0:3 (21:25, 24:26, 23:25). Największym sportowym wydarzeniem tych dwóch potyczek była fenomenalne osiągnięcie Kurka w sobotnim spotkaniu, w którym sam zdobył dla swojej ekipy aż 51 punktów. Niewykluczone, że to nowy rekord wśród polskich siatkarzy.
W lidze japońskiej rywalizacja w fazie zasadniczej toczy się dwumeczami rozgrywanymi najczęściej w weekendy – dlatego drużyny Kubiaka i Kurka grały w sobotę i niedzielę. Chcąc uhonorować swoich najlepszych graczy Japończycy urządzili „polski dzień” – przed halą można było posmakować polskich potraw, a w środku paradowali wolontariusze w polskich strojach ludowych i wszędzie widoczne były nasze narodowe flagi. Kurek mi Kubiak mogli więc czuć się prawie jak w domu. Na parkiecie rywalizowali jednak bez sentymentów, ale dwumecz zakończył się remisowo – w sobotę wygrał Kubiak i jego Panasonic Panthers, zaś w niedzielę lepszy okazał się Kurek i Wolfdogs wygrywając gładko 3:0.
W walce o medale mistrzostw Japonii w lepszej sytuacji znajduje się drużyna Kubiaka, która już zapewniła sobie awans do półfinału play off i teraz spokojnie czeka na przeciwnika. A może nim być… zespół Wolfdogs, jeśli wygra ostatni dwumecz fazy zasadniczej sezonu z FC Tokio. Zdobyć mistrzostwo naszym siatkarzom będzie jednak niezmiernie trudno, bo w finale już czeka na rywala najlepsza drużyna w Japonii, Suntory Sunbirds.