Heynen goni lidera

Zespół Sir Safety Perugia, którego trenerem jest Vital Heynen, a czołowym graczem Wilfredo Leon, nabiera rozpędu w rozgrywkach włoskiej Serie A. W meczu 8. kolejki rozgromił u siebie Consar Rawenna 3:0.

Jednym z bohaterów w ekipie z Perugii był Leon. Urodzony na Kubie reprezentant Polski zazwyczaj zdobywa najwięcej punktów dla swojego zespołu, ale tym razem zdobył ich 13 przy skuteczności w ataku na poziomie 60 procent. O jedno „oczko” lepszy od niego był Sjoerd Hoogendoorn i to jego uznano za najlepszego gracza spotkania.

Kolejny dobry występ zaliczył także inny z naszych reprezentantów, Bartosz Bednorz. Jego zespół, Leo Shoes Modena, wygrał przed własną publicznością z Itas Trentino 3:1, a polski siatkarz zapisał na swoim koncie 16 punktów. Bednorz w ataku miał 67 procent skuteczności, brylował też jednak w zagrywce uzyskując aż sześć asów serwisowych. Najwięcej punktów dla ekipy z Modeny uzyskał Ivan Zaytsev – 18, którego wybrano MVP meczu.

Świetną formę potwierdził też Bartosz Kurek. Najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata poprowadził ekipę Vero Volley Monza do wyjazdowego zwycięstwa z Calzedonia Werona 3:0. Polak zakończył spotkanie z dorobkiem 19 punktów (15 atakiem, trzy blokiem i jeden zagrywką), po raz kolejny okazując się najskuteczniejszym graczem w swojej drużynie i zasłużenie zgarniając nagrodę dla najlepszego gracza meczu.

Jedynym niepokonanym zespołem Serie A w tym sezonie jest Cucine Lube Civitanova. Obrońcy mistrzowskiego tytułu odnieśli dziewiąte zwycięstwo w meczu z Tonno Callipo Calabria Vibo Valentina. Podopieczni byłego selekcjonera kadry Polski Ferdinando de Giorgiego wygrali 3:1, lecz w tym spotkaniu zabrakło w ich składzie Mateusza Bieńka. Cucine Lube prowadzi w tabeli z dorobkiem 26 pkt, drugą lokatę zajmuje Leo Shoes Modena (21 pkt), a trzecie Sir Safety Perugia (19). Ekipa Bartosza Kurka, Vero Volley Monza, która po nieudanym początku rozgrywek okupowała dolne rejony tabeli, obecnie zajmuje siódmą lokatę w stawce 13 drużyn.

 

Kurek bryluje w Serie A

Zwycięzca siatkarskiej Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu, ekipa Cucine Lube Cvitanova, w maju chciała podpisać kontrakt z Bartoszem Kurkiem. Szefowie klubu przestraszeni kontuzją pleców siatkarza i czekającą go operacją kręgosłupa ostatecznie zrezygnowali z transferu. I dzisiaj coraz bardziej żałują tej decyzji.

Działacze Cucine Lube Cvitanova nie chcieli ryzykować i na pozycję atakującego ściągnęli do klubu innego gracza. Kurek musiał być ich decyzją zawiedziony, bo przecież zna ten włoski klub znakomicie (grał w nim w latach 2013-2015), a jako najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata miał prawo oczekiwać z ich strony zaufania. Oporów przed zatrudnieniem znakomitego polskiego siatkarza nie mieli natomiast szefowie Vero Volley Monza, ósmego zespołu poprzednich rozgrywek włoskiej ekstraklasy siatkarzy. Klub z Monzy podjął spore ryzyko, bo przecież nie wiedział czy Kurek zjawi się u nich w pełni sprawny, a jeśli już, to czy po długie przerwie na leczenie będzie w odpowiedniej formie, żeby podnieść poziom sportowy zespołu. Dzisiaj uważają się za szczęśliwców, którym przydarzył się fart na miarę wygranej w totolotka, bo Kurek od początku sezonu spisuje się wybornie.

Mimo znakomitej gry polskiego siatkarza, zespół Vero Volley Monza pierwsze zwycięstwo w lidze odniósł dopiero w W piątej kolejce, pokonując drużynę Consar Ravenna 3:1. ojcem zwycięstwa był kapitalnie usposobiony Bartosz Kurek, który ponownie był najlepszym zawodnikiem nie tylko w ekipie z Monzy, ale na parkiecie. Reprezentant Polski zdobył 29 punktów (26 z ataku, 2 z bloku i jeden z zagrywki), do tego miał 62-procentową skuteczność w akcjach ofensywnych.

Zespół Vero Volley zaczął spotkanie od porażki w pierwszym secie, lecz w trzech kolejnych grał już jak z nut. „W końcu wygraliśmy. Byliśmy już blisko w dwóch poprzednich meczach, ale na końcu czegoś brakowało. Teraz w końcu zgarnęliśmy trzy punkty i jestem przekonany, że nie będzie to nasza ostatnia zdobycz w tym sezonie. Dzisiaj w mojej drużynie najbardziej podobało mi się to, że chociaż źle zaczęła mecz, to potem zdołała się skoncentrować i wyzwolić cały swój potencjał. Dzięki temu odnieśliśmy zwycięstwo we własnej hali, przed swoim fanami, a takie sytuacje zawsze budują dobry klimat na przyszłość. Teraz będziemy chcieli kontynuować dobrą passę” – zapewniał po meczu zadowolony ze swojego występu Kurek, którego uznano za najlepszego gracza spotkania.

Polskiego siatkarza chwalił też trener Ravenny Marco Bonitta, znany polskim kibicom siatkówki z czasów, gdy był selekcjonerem naszej kadry siatkarek. „Nasi rywale wrócili do gry w wielkim stylu, ale nie na próżno maja przecież w składzie mistrza świata. Kurek jest pewnym punktem ich zespołu, a w meczu z nami jego obecność na boisku zrobiła istotną różnicę” – przyznał włoski szkoleniowiec.

Władze Cucine Lube Cvitanova mogą zatem pluć sobie w brodę, że w maju odpuściły pozyskanie 31-letniego reprezentanta Polski. Z punktu widzenia interesów naszej kadry to jednak może nawet lepiej, że Kurek trafił do jednak słabego włoskiego klubu, a nie do potentata, jakim bez wątpienia jest ekipa z Cucine Lube, walcząca na wszystkich frontach o kolejne laury. Presja wyniku i duża liczba meczów o najwyższą stawkę mogłyby być zbyt wielkim obciążeniem dla gracza, który kilka miesięcy temu przeszedł operację kręgosłupa.

 

Pojedynek Kurka z Leonem

Do interesującego meczu doszło w miniona środę we włoskiej ekstraklasie siatkarzy. W trzeciej kolejce Serie A zmierzyły się zespoły Vero Volley Monza z Bartoszem Kurkiem w składzie oraz Sir Safety Conad Perugia, którego trenerem jest selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, zaś jego najlepszym graczem kubański nabytek biało-czerwonych Wilfredo Leon.

Nawet dla włoskich kibiców była to interesująca konfrontacja, bo odrzucając związki Kurka i Leona z kadrą Polski, po dwóch stron siatki stanęli jednak najlepszy zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata oraz gracz uznawany za jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego na świecie. Dla obu gwiazdorów polskiej reprezentacji było to prestiżowa konfrontacja, bo chociaż ich relacje w kadrze Polski były poprawne, to przecież nie ulega wątpliwości, że toczyła się między nimi cicha rywalizacja o miano największej gwiazdy biało-czerwonych. W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio i mistrzostwach Europy Kurek nie wystąpił, bo dopiero wracał do formy po operacji kręgosłupa i wielotygodniowej rehabilitacji. Z Leonem w jednej drużynie zagrał dopiero w Pucharze Świata w Japonii, ale w tym turnieju nie był jeszcze w optymalnej dyspozycji i miano najlepszego gracza w polskim zespole ponownie przypadło Kubańczykowi.

Teraz obaj ci znakomici siatkarze rywalizują we włoskiej ekstraklasie. Kurek od tego sezonu jest zawodnikiem zespołu Vero Volley Monza, natomiast Leon już drugi rok bryluje w ekipie Sir Safety Conad Perugia, której trenerem jest aktualnie Vital Heynen. W trzeciej kolejce Serie A te dwie drużyny zmierzyły się o ligowe punkty. Wyżej w tabeli jest ekipa z Perugii, ale Vero Volley Monza po słabym starcie zaczyna się rozkręcać, w czym jest duża zasługa grającego z meczu na mecz coraz lepiej Kurka.
W środowym starciu MVP ubiegłorocznych mistrzostw świata walczył jak lew i sam zdobył dla swojego zespołu aż 33 punkty. Leon był dużo mniej efektywny, bo wywalczył jedynie 13 „oczek”, lecz wpływ na to miał fakt, że trener Heynen nie wystawił go w tym spotkaniu w podstawowej szóstce. Selekcjoner naszej siatkarskiej kadry miał powody do podjęcia takiej decyzji.

Dla kubańskiego siatkarza z polskim paszportem ostatnie dni były piekielnie wyczerpujące. W minioną sobotę (2 listopada) wywalczył z Perugią Superpuchar Włoch, zdobywając przy okazji tytuł MVP turnieju, a zaraz po finałowym spotkaniu wsiadł do samolotu i poleciał do Polski, bo tam działy się dla niego jeszcze ważniejsze sprawy. Wilfredo chciał być przy narodzinach syna (siatkarz ma też dwuletnią córkę). W związku z tym wydarzeniem tegoroczny debiutant w reprezentacji Polski dostał od belgijskiego trenera Perugii kilka dni wolnego, a w środę od początku meczu nie pojawił się w podstawowej szóstce (jego miejsce zajął Ołeh Płotnicki). Po drugiej stronie siatki nie zabrakło jednak MVP mistrzostw świata, po którym w związku z obecnością trenera reprezentacji Polski było widać dużą motywację. Od pierwszego gwizdka sędziego grał jak natchniony, ciągnąc grę swojego zespołu. To właśnie jego serwisy i bardzo dobra postawa pozwoliły Monzy częściowo odrobić straty w inauguracyjnej odsłonie i nakręcić się na kolejną partię. W niej Kurek ponownie był wybijającą się postacią na boisku, a dobra gra Vero Volley zmusiła Vitala Heynena do sięgnięcia po Leona, ale jego pojawienie się w szóstce niewiele zmieniło w grze wicemistrzów Włoch.

Jeden z najlepszych siatkarzy na świecie pozostał już do końca meczu na boisku, ale nie był w stanie powstrzymać popisów szalejącego kolegi z reprezentacji Polski, który w połowie trzeciej partii mógł się już pochwalić 19-punktowym dorobkiem.
Ostatecznie to jednak Sir Safety Perugia zwyciężyła w tej potyczce, chociaż początek tie-breaku zapowiadał sensację. Po zaciętej walce ekipa trenera Heynena wybrnęła jednak z opresji i zwyciężyła w piątym secie 18:16, a w całym meczu 3:2. Leon może nie był w tym starciu aż tak widoczny jak Kurek, trzeba jednak pamiętać, że miał za sobą kilka męczących dni.

Możemy być jednak zadowoleni, że Bartosz Kurek znów gra na wysokim poziomie, bo to oznacza, że po jego problemach z kręgosłupem nie ma już śladu. Trener Heynen może tylko zacierać ręce. Z Kurkiem i Leonem w optymalnej formie spokojnie może obiecywać nam olimpijskie złoto.

 

Leon i Kurek grali w Italii

W najbliższy weekend nowy sezon rozpocznie nasza siatkarska PlusLiga. Uważana za najsilniejszą w Europie włoska Serie A rozpoczęła rozgrywki tydzień wcześniej. Nie gra w niej tylu naszych siatkarzy, co piłkarzy nożnych w futbolowej Serie A, ale kilku naszych graczy należy w Italii do gwiazd ligi, zaś trenerem jednego z czołowych zespołów jest selekcjoner naszej reprezentacji Vital Heynen.

Choćby z tego powodu warto od czasu do czasu zajrzeć na parkiety włoskiej Serie A. W miniony weekend Vital Heynen zadebiutował w Serie A w roli trenera zespołu Sir Safety Perugia, którego niekwestionowaną gwiazdą już drugi sezon jest Wilfredo Leon. Belgijski szkoleniowiec w swoim debiucie we włoskiej ekstraklasie, w pierwszej ligowej kolejce wygrał na wyjeździe z Top Volley Latina 3:2. Z zespołem z Perugii Heynen zdążył przeprowadzić tylko kilka treningów przed startem nowego sezonu Serie A, dlatego na razie ostrożnie ocenia jego możliwości. „Spodziewam się, że na początku rozgrywek wszystkie mecze będą dla na trudne” – przyznał podczas oficjalnej prezentacji w klubie. Jego przewidywania potwierdziły się już w pierwszym starciu, bowiem w minioną niedzielę w pierwszej ligowej kolejce ekipa Sir Safety Perugia musiała stoczyć trwającą ponad dwie i pół godziny morderczą potyczkę z Top Volley Latina, którą podopieczni Heynena wygrali z trudem 3:2 (29:27, 27:29, 25:22, 18:25, 16:14).

Belgijski trener w najtrudniejszych momentach spotkania posyłał na boisko swojego atutowego asa Wilfredo Leona, chociaż zdawał sobie sprawę, że Kubański siatkarz po powrocie z Pucharu Świata w Japonii potrzebował odpoczynku. Nie wystawił go co prawda w podstawowym składzie, ale już pod koniec pierwszego seta poprosił go o wejście na boisko. 26-letni przyjmujący wszedł na boisko też w drugiej partii, ale od trzeciego seta grał już w wyjściowej szóstce. Wicemistrzowie Włoch nawet z nim męczyli się jednak niemiłosiernie i szalę zwycięstwa na swoją stronę zdołali przechylić dopiero w tie-breaku. Po 16 punktów dla Sir Safety Perugia zdobyli Lanza, Aleksandar Atanasijević i Fabio Ricci, ale Leon zakończył spotkanie z dorobkiem 15 „oczek”.
„Jestem przekonany, że obecnie Serie A to najsilniejsza liga na świecie” – przyznał po meczu Vital Heynen.

Selekcjoner naszej reprezentacji będzie mógł z bliska obserwować jak spisują się w niej dwaj kluczowi gracze biało-czerwonych – bo oprócz Leona w Serie A występuje od tego sezonu także Bartosz Kurek (Vero Volley Monza). Dla gwiazdora ubiegłorocznych mistrzostw świata to druga przygoda z włoska ekstraklasą. Wcześniej grał w niej w latach 2013-2015 w barwach klubu z Maceraty. Kurek przywitał się z nowym zespołem w dobrym stylu – uzyskał najwięcej punktów (13). Niestety, Vero Volley Monza przegrało z Allianz Mediolan 0:3.

Od wygranej 3:0 zaczął natomiast rozgrywki Bartosz Bednorz, który w barwach Leo Shoes Modena zaczął swój drugi sezon w Serie A. 25-letni przyjmujący w meczu z Kioene Padwa zapisał na swoim koncie 11 punktów, mając bardzo dobrą skuteczność w ataku (67 procent). W tej kolejce nie zagrał natomiast Mateusz Bieniek, któremu trener Cucine Lube Civitanova (3:0 z Gas Sales Piacenza) Ferdinando De Giorgi, nawiasem mówiąc były trener kadry Polski, dał odpocząć po powrocie z Pucharu Świata.

 

 

Brazylia była lepsza

Nasza reprezentacja siatkarzy w niedzielę zmierzyła się z jedyną niepokonaną w tegorocznym turnieju Pucharu Świata drużyną Brazylii. Niestety, biało-czerwoni przegrali 2:3, co oznacza, że tego turnieju już na pewno nie wygrają. Mogą jednak zając drugą lokatę, jeśli wygrają dwie ostatnie potyczki – w poniedziałek z Kanadą, a we wtorek z Iranem.

Mecz Polska – Brazylia to było starcie dwóch światowych potęg w męskiej siatkówce – Polacy są przecież aktualnymi mistrzami, a Brazylijczycy wicemistrzami świata. I chociaż oba zespoły odmiennie potraktowały tegoroczną edycję Pucharu Świata, w bezpośrednim starciu rzuciły na szalę cały swój aktualnie największy kadrowy potencjał, chociaż w przededniu niedzielnego spotkania okazało się, że jednak Bartosz Kurek w nim nie będzie mógł wystąpić. Najlepszego siatkarza ubiegłorocznych mistrzostw globu wezwał do siebie jego nowy włoski klub – Vero Volley Monza. Wielka szkoda, bo moglibyśmy wreszcie zobaczyć jednocześnie w akcji Leona, Kubiaka i Kurka. Trener Vital Heynen miał jednak w odwodzie innych znakomitych graczy i wystawił do gry Fabiana Drzyzgę, Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Łukasza Kaczmarka, Marcina Komendę, Damiana Wojtaszka (libero), Aleksandra Śliwkę i Artura Szalpuka. Przed spotkaniem i tak w lepszej sytuacji byli Brazylijczycy, którzy wcześniej wygrali wszystkie swoje mecze, w tym 3:0 z Amerykanami, jedynymi pogromcami Polaków w japońskim turnieju. Porażka 1:3 z ekipą USA sprawiała, że drużyna Vitala Heynena myśląc o końcowym triumfie musiała pokonać „Canarinhos” 3:0 lub 3:1.

W tym roku naszym siatkarzom udało się to raz w czterech spotkaniach – w meczu o trzecie miejsce Ligi Narodów pokonali ekipę trenera Renana Dal Zotto w trzech setach. Do tego dołożyli jeszcze jedno zwycięstwo 3:2 (Final Six Ligi Narodów), ale dwa mecze przegrali po 1:3 (w fazie grupowej Ligi Narodów i w Memoriale Huberta Wagnera).

Nic dziwnego, że nawet trener Heynen nie podgrzewał atmosfery i szczerze przyznawał, że tegoroczny Puchar Świata wygrają Brazylijczycy, bo będzie trudno ich wyprzedzić. Ale ta opinia nie oznaczała, że biało-czerwoni nie odpuszczą niedzielne starcie. Wręcz przeciwnie, od pierwszego zagrania było widać, że nasi siatkarze będą w meczu z liderami turnieju walczyć z maksymalnym zaangażowaniem. I walczyli do ostatniej piłki, przegrywając dopiero w tie-breaku 2:3. Porażka w pięciu setach oznacza, że nasz zespół już Pucharu Świata 2019 nie wygra, bo Brazylia musiałaby przegrać dwa ostatnie mecze – z Włochami i Japonią, co jest mało prawdopodobne. Natomiast na dobre drugie miejsce biało-czerwoni wciąż mają duże szanse – jeśli za trzy punkty pokonają Kanadę i Iran, zakończą japoński turniej na drugiej pozycji.

 

Zagrają z Rosją i Brazylią

Nasi siatkarze po niedzielnym meczu z Włochami (3:0) przeprowadzili się z Fukuoki do Hiroszimy, gdzie rozegrają pozostałe sześć spotkań w Pucharu Świata. Po pięciu kolejkach reprezentacja Polski zajmuje w turnieju trzecią lokatę, za Brazylią i Stanami Zjednoczonymi. W środę 9 października w kolejnym spotkaniu przeciwnikiem biało-czerwonych będzie reprezentacja Rosji.

Polacy po rozegraniu pięciu z 11 meczów mają na koncie cztery zwycięstwa i porażkę. W turniejowych statystykach żaden z polskich siatkarzy nie znajduje się jednak w ścisłej czołówce, ale na to wpływ ma fakt, że trener Vital Heynen sporo rotuje składem. Jedynym naszym siatkarzem, który w indywidualnych statystykach na swojej pozycji mieści się w czołowej dziesiątce, jest rozgrywający Fabian Drzyzga. Liderem na tej pozycji jest Argentyńczyk Matias Sanchez.

Z kolei najlepszym blokującym w polskim zespole jest Bartosz Kurek. Atakujący, który osiem razy punktował blokiem, ma średnią na seta 0,44, co daje mu 12. lokatę w turnieju. O pięć pozycji niżej znajduje się przyjmujący Wilfredo Leon, który zdobył w ten sposób sześć punktów (średnia 0,33). W tym elemencie gry najlepszy jest rosyjski środkowy Iwan Jakowlew (21 pkt i średnia 1,0). Najlepszym serwującym w ekipie biało-czerwonych jest Leon. Kubańczyk w polskich barwach posłał sześć asów i ze średnią 0,33 na seta plasuje się na 13. pozycji. Najlepszy pod tym względem jest Brazylijczyk Alan Souza, który zdobył 11 punktów bezpośrednio z zagrywki i ma średnią 0,65. Leon jest zaś 19. wśród najlepiej punktujących. Jego dorobek to 56 zdobytych punktów, z których 44 zdobył atakiem, a po sześć blokiem i z zagrywki. Na czele tego zestawienia także jest Souza, który ma 81 pkt – 66 zdobytych atakiem, cztery blokiem i 11 za sprawą asów serwisowych.

Bartosz Kwolek zajmuje 18. miejsce wśród przyjmujących ze skutecznością 49,35 procent. Liderem jest Luke Perry – 75 procent. Australijski libero przoduje również w obronie – ma średnią 2,20 na seta. W drużynie mistrzów świata najwyżej, ale dopiero na 35. miejscu, jest Bartosz Kurek – 0,94. Trochę wyżej jest natomiast w klasyfikacji atakujących – ze skutecznością 40,58 procenta zajmuje 28. lokatę. Pierwszy jest w tym elemencie gry Argentyńczyk Agustin Loser – 65,35 procent.

Reprezentacja Polski jeszcze nigdy nie zdobyła Pucharu Świata. Drugie miejsce wywalczył w 1965 i 2011 roku, a trzecie w poprzedniej edycji cztery lata temu.

Terminarz gier reprezentacji Polski
(godziny wg. czasu polskiego)
Rozegrane mecze:
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia 3:1; Polska – USA 1:3; Polska – Argentyna 3:1; Polska – Włochy 3:0.
Mecze do rozegrania:
Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00;
Polska – Egipt, 10 października, 5:30;
Polska – Australia, 11 października, 5:30;
Polska – Brazylia,13 października, 8:00;
Polska – Kanada, 14 października, 5:30;
Polska – Iran, 15 października, 5.30.

Tabela Pucharu Świata:
M    Z-P   Pkt Sety
1. Brazylia         5     5-0   15   15:2
2. USA               5    4-1   13   14:5
3. Polska           5     4-1   12   13:5
4. Japonia         5     3-2     9   10:7
5. Rosja             5     3-2     9   11:10
6. Egipt             5     2-3     7   10:11
7. Argentyna     5     2-3    6   10:12
8. Iran               5     2-3    6     9:11
9. Kanada         5     2-3    5     9:12
10. Włochy       5     2-3    5     7:11
11. Australia     5     1-4    2     6:14
12. Tunezja       5     0-5    0    1:15

 

Jedna porażka w pięciu meczach

Polscy siatkarze mają już za sobą pięć meczów w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Biało-czerwoni wygrali cztery z nich: z Tunezją 3:0, Japonią 3:1, Argentyną 3:1 i Włochami 3:0, zaś spotkanie z ekipą USA przegrali 1:3. Czekają ich jeszcze potyczki z Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Po dość łatwych wygranych z Tunezyjczykami i Japończykami, w trzeciej serii spotkań ekipie Vitala Heynena przyszło stoczyć walkę z przeciwnikiem z najwyższej światowej półki, czyli reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Na ten mecz belgijski szkoleniowiec miał już do dyspozycji wszystkich powołanych na ten turniej graczy, bo do Japonii dojechała też reszta kadrowiczów z ekipy walczącej w mistrzostwach Europy. Heynen mógł zatem po raz pierwszy wystawić do gry w oficjalnym meczu najlepszego gracza ubiegłorocznych mistrzostw świata Bartosza Kurka oraz uważanego na najlepszego siatkarza na świecie Wilfredo Leona. Kubańczyk zaczął spotkanie w pierwszej szóstce, a Kurek jako zmiennik.

Kibice siatkówki w Polsce od dawna czekali na moment, gdy ci dwaj wybitni gracze wystąpią razem, bo w powszechnym mniemaniu ten duet ma nam zapewnić w przyszłym roku złoty medal olimpijski w Tokio. Dlatego porażkę z Amerykanami przejęto nad Wisłą z niekłamanym rozczarowaniem. Biało-czerwoni postawili się rywalom dopiero w trzeciej partii i tylko w tej. Trzy pozostałe przegrali raczej bezdyskusyjnie. Kurek miał 50 procent skuteczności w ataku po pierwszych trzech setach, Leon 67 procent. Po ostatniej partii te wskaźniki u obu graczy spadły – Kurkowi do 42, a Leonowi do 64 procent, ale i tak były znacznie lepsze niż w decydujących spotkaniach mistrzostw Europy. Za to poziom przyjęcia był znacznie gorszy, a ponadto Amerykanie zagrali niewiarygodnie skutecznie w obronie. Nie ulega jednak wątpliwości, że z Kurkiem i Leonem w najwyższej formie złoty medal może okazać się dla biało-czerwonych osiągalnym celem.

W sobotę biało-czerwoni poskromili zespół Argentyny, który wcześniej pokonał sensacyjnie ekipę USA, zaś w niedzielę nasi siatkarze stanęli w Fukuoce do walki z aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi Włochami. Nie była to jednak równa walka, bo trener włoskiej drużyny Gianlorenzo Blengini na turniej do Japonii nie zabrał wielu kluczowych graczy, m.in. Filippo Lanzy, Osmany Juantoreny, Iwana Zajcewa, Simone Giannelliego, co musiało odpić się na wynikach.

Przystępując do meczu z Polakami Włosi mieli już na koncie dwie porażki – z Japonią i USA. W tym meczu we włoskich barwach zadebiutował znany w Polsce z występów w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Holender 32-letni rozgrywający Holender Dick Kooy, który w 2016 roku rozpoczął starania o włoskie obywatelstwo i zgodę na zmianę barw narodowych. Biało-czerwoni zagrali z Włochami w składzie: Komenda, Śliwka, Kochanowski, Kurek, Leon, Kłos, Zatorski (libero) oraz Drzyzga, Muzaj, Szalpuk. Wygrali bez większych problemów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22).

Kolejne spotkanie nasza drużyna zagra dopiero w środę, a jej przeciwnikiem będzie zespół Rosji. Po pięciu seriach gier jedynym niepokonanym zespołem w stawce 12 ekip jest Brazylia (pięć zwycięstw, 15 pkt, sety 15:2) która oczywiście jest na czele tabeli. Drugie miejsce zajmuje drużyna USA (cztery zwycięstwa i jedna porażka, 13 pkt, sety 14:5), a Polska z bilansem 4-1, 12, 13:5 jest na trzeciej pozycji. Najbliższy rywal biało-czerwonych, Rosja, zajmuje 4. lokatę z dwoma porażkami na koncie, 9 pkt i bilansem setów 11:10.

 

Udany powrót Kurka

Gospodarze Pucharu Świata Japończycy byli drugim rywalem polskich siatkarzy w tegorocznej edycji tej imprezy. Spotkanie w Fukuoce biało-czerwoni wygrali 3:1, a wydarzeniem był pierwszy po dłuższej przerwie występ Bartosza Kurka. W czwartek nasi siatkarze mieli wolne, a ich kolejnym przeciwnikiem w piątek rano polskiego czasu będzie ekipa Stanów Zjednoczonych.

Biało-czerwoni w dwóch pierwszych meczach turnieju nie zaznali smaku porażki. We wtorek grając w mocno eksperymentalnym składzie bez większych problemów pokonali Tunezję 3:0. W środę ich przeciwnikiem był jednak znacznie mocniejszy zespół, bo gospodarze imprezy Japończycy przygotowali swój zespół specjalnie pod Puchar Świata, o czym boleśnie jako pierwsi przekonali się Włosi, przegrywając z nimi we wtorek 0:3. Trener reprezentacji Polski Vital Heynen nie zlekceważył więc japońskiej drużyny, chociaż biało-czerwoni z reprezentacją Kraju Kwitnącej Wiśni wygrali sześć ostatnich spotkań, a po raz ostatni przegrali z nią na jej terenie 10 lat temu podczas Pucharu Wielkich Mistrzów, turnieju m.in. z udziałem ówczesnych mistrzów kontynentów.

Na mecz z Japonią belgijski szkoleniowiec postanowił zatem wzmocnić zespół i włączył do składu nie tylko Bartosza Kurka, dla którego po operacji kręgosłupa i rekonwalescencji był to pierwszy występ w tegorocznym sezonie reprezentacyjnym, ale także uczestników niedawnych mistrzostw Europy – Jakuba Kochanowskiego i Artura Szalpuka.

Polski zespół miał zatem na rywalami dużą przewagę wzrostu, ale mimo to Japończycy rzucili aktualnym mistrzom świata wyzwanie. Zwłaszcza szybkie akcje Masahiro Sekity oraz skrzydłowych Yukiego Ishikawy, Yuji Nishidy i Tatsuya Fukuzawy sprawiały naszym siatkarzom sporo kłopotów. Po atakach Kurka mistrzowie świata kilkakrotnie odskakiwali na dwa-trzy punkty, ale odpowiedź przeciwników była natychmiastowa. W kluczowym momencie nie wytrzymał jednak presji Fukuzawa, decydujący cios zadał Rafał Szymura i biało-czerwoni zapisali pierwszego seta na swoje konto. Drugą odsłonę Japończycy także rozpoczęli nieźle, ale nasi siatkarze szybko przejęli inicjatywę i punktowali seriami, kończąc tę partię 25:17.

Łatwa wygrana zdekoncentrowała jednak podopiecznych Vitala Heynena, bo w trzecim secie rywale zdominowali polski zespół. Belgijski szkoleniowiec nie krył swojego niezadowolenia z takiego przebiegu gry i w połowie trzeciej partii posłał na parkiet Jakuba Kochanowskiego i Artura Szalpuka. To poprawiło jakość gry biało-czerwonych, ale nie na tyle, żeby zdołali zatrzymać ofensywę przeciwników i przegrali 19:25.

W czwartym secie wszystko jednak wróciło do normy, bo chociaż Japończycy dokonywali cudów w obronie, to nie potrafili powstrzymać atakujących ze skrzydeł Kurka i Szalpuka. Biało-czerwoni od początku do końca czwartej partii kontrolowali wynik wygrali 25:17, a całe spotkanie 3:1. Heynen do gry wystawił taki oto skład: Kurek, Kwolek, Łomacz, Łukasik, Lemański, Huber, Popiwczak (libero) oraz Szymura, Kaczmarek, Janusz, Kochanowski, Szalpuk.

Przypomnijmy, że w tegorocznej edycji Pucharu Świata rywalizuje 12 zespołów – Japonia gra jako gospodarz, a Polska jako aktualny mistrz świata, reszta (Brazylia, USA, Rosja, Włochy, Kanada, Argentyna, Australia, Iran, Tunezja, Egipt) na podstawie miejsc zajmowanych w rankingu FIVB z uwzględnieniem kontynentalnych podziałów. W ciągu 15 dni każda z drużyn musi rozegrać 11 meczów, bo rywalizacja toczy się systemem „każdy z każdym”. Reprezentacja Polski jeszcze nigdy nie triumfowała w Pucharze Świata. Nasi siatkarze trzykrotnie plasowali się w czołowej trójce – drugie miejsce zajęli w 1965 i 2011 roku oraz trzecie w poprzedniej edycji cztery lata temu.

Terminarz gier kadry Polski w PŚ
(godziny wg. czasu polskiego):
Polska – Tunezja 3:0
Polska – Japonia 3:1
Polska – Stany Zjednoczone
4 października, godz. 8:00
Polska – Argentyna
5 października, godz. 5:30
Polska – Włochy
6 października, godz. 5:30
Polska – Rosja
9 października, godz. 8:00
Polska – Egipt
10 października, godz. 5:30
Polska – Australia
11 października, godz. 5:30
Polska – Brazylia
13 października, godz. 8:00
Polska – Kanada
14 października, godz. 5:30
Polska – Iran
15 października, godz. 5.30

Szeroka kadra Polski na PŚ 2019:
Rozgrywający: Marcin Janusz, Grzegorz Łomacz, Fabian Drzyzga, Marcin Komenda.
Atakujący: Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek, Maciej Muzaj.
Środkowi: Michał Szalacha, Bartłomiej Lemański, Norbert Huber, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Jakub Kochanowski.
Przyjmujący: Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Rafał Szymura, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Artur Szalpuk, Michał Kubiak.
Libero: Jakub Popiwczak, Damian Wojtaszek, Paweł Zatorski.

 

Teraz powalczą o Puchar Świata

Nasi siatkarze nie narzekają na brak zajęcia. Ledwie skończyli w Paryżu mistrzostwa Europy, a już zaczęli zmagania w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Na szczęście trener Vital Heynen ma do dyspozycji 24 zawodników wysokiej klasy, dlatego w pierwszym meczu turnieju biało-czerwoni bez brązowych medalistów EuroVolley 2019 wygrali z Tunezją 3:0.

Reprezentacja polskich siatkarzy trzy dni po wywalczeniu brązowego medalu w mistrzostwach Europy przystąpiła do rywalizacji w kolejnym morderczym pod względem liczby meczów turnieju. W europejskim czempionacie biało-czerwoni w Holandii, Słowenii i Francji rozegrali w sumie dziewięć meczów w ciągu 16 dni, teraz w Japonii podopiecznych Vitala Heynena czeka kolejna potężna dawka 11 spotkań w 15 dni. Nie wszyscy z naszych kluczowych graczy znaleźli w sobie dość samozaparcia, żeby to wytrzymać. „Mam dość, tęsknię już za rodziną, za dzieckiem, za najbliższymi. Jesteśmy cały rok poza domem, już podczas ME było mi ciężko. Nie wytrzymałbym turnieju w Japonii” – przyznał Piotr Nowakowski, który jeszcze przed mistrzostwami Europy wyjawił trenerowi, że w japońskim turnieju nie zagra. Z podobnego powodu z udziału w kończącej reprezentacyjny sezon imprezie zrezygnował Dawid Konarski, a Michał Kubiak obiecał, że jak już przyjedzie z rodziną na stałe do Japonii (gra na co dzień w lidze w tym kraju), to wpadnie odwiedzić kadrę, a jak będzie akurat potrzebny, to może ewentualnie pomóc.
Działacze FIVB niespecjalnie jednak przejmują się krytyką i upychają kalendarz gier kolejnymi rozbuchanymi ponad miarę imprezami. Bo każdy turniej przynosi im gigantyczne zyski, a Puchar Świata w Japonii to już dla nich prawdziwa żyła złota. Wieloletnia umowa gwarantuje Międzynarodowej Federacji Siatkówki milionowe wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych i od sponsorów.

Eksploatacja ponad siły

W poprzednich edycjach Pucharu Świata można było przynajmniej wywalczyć kwalifikację olimpijską, w tym roku pod względem sportowym jedynym zyskiem z udziału w japońskiej imprezie są punkty do rankingu, bo FIVB zorganizowała w sierpniu kwalifikacje olimpijskie, gdzie do zdobycia było sześć miejsc. Ale że umowa na Puchar Świata w Japonii podpisana została już w 2013 roku, zaś jej zerwanie groziło ogromnymi karami, światowa federacja zachowała się jak na dyktatora przystało i wymusiła start mimo absurdalnego zderzenia terminów dwóch wielkich imprez.

To jeden z powodów rezygnacji ze startu w Japonii wielu czołowych graczy – w Kraju Kwitnącej Wiśni zabraknie takich siatkarskich tuzów, jak Wallace, Osmany Juantorena, Iwan Zajcew, Dmitrij Muserski, Maksim Michajłow, Simone Giannelli, Taylor Sander czy wspomnianych już naszych graczy. Stawką imprezy, oprócz punktów do rankingu FIVB, są pokaźne nagrody pieniężne.
Trener Heynen wraz z częścią kadry brązowych medalistów EuroVolley 2019 wyruszył do Tokio w niedzielę, dołączając na miejscu do przebywającej tam już od kilku dni drugiej części szerokiej kadry pod wodzą trenera Jakuba Bednaruka. Belgijski szkoleniowiec w pierwszym meczu turnieju, z Tunezją, wystawił skład podpowiedziany przez jego asystenta. Niczym nie ryzykował, bo mistrz Afryki to nie jest przeciwnik, przed którym nasi siatkarze mogą czuć respekt.

Z tunezyjskim zespołem nasza reprezentacja jeszcze nigdy nie przegrała. Przed wtorkową potyczką w Japonii grała z nim ośmiokrotnie i w tych spotkaniach oddała jedynie dwa sety. Tunezja sukcesy odnosi głównie w turniejach kontynentalnych. W 2017 roku została mistrzem Afryki po raz dziewiąty w historii. W imprezie międzynarodowej tylko raz dostała się do najlepszej dziesiątki, a miało to miejsce w 1984 roku na igrzyskach w Los Angeles. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata, tak udanych dla biało-czerwonych, Tunezyjczycy przegrali wszystkie mecze, a jedynymi osiągnięciami było urwanie po secie Serbii i Australii. Pozwoliło im to zająć przedostatnie, 23. miejsce w światowym czempionacie. W sierpniu tego roku w Gdańsku nasza drużyna w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio pokonała Tunezję 3:0.

Wygrali w eksperymentalnym składzie

Przez niespełna dwa miesiące siła obu drużyn nie mogła się radykalnie zmienić i nawet trzeci skład biało-czerwonych, który na dodatek zagrał we wtorek po raz pierwszy w takim składzie (Łomacz, Kaczmarek, Huber, Lemański, Szymura, Kwolek, Popiwczak oraz Janusz, Łukasik, Fornal, Szalacha), wygrał bez trudu w trzech setach. W środę 2 października kolejnym rywalem naszej ekipy będą gospodarze Pucharu Świata, Japończycy.

W kolejnych spotkaniach biało-czerwoni zmierzą się jeszcze ze Stanami Zjednoczonymi, Argentyną, Włochami, Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Terminarz gier kadry Polski w PŚ
(godziny wg. czasu polskiego):
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia, 2 października, godz. 12:20; Polska – USA, 4 października, godz. 8:00; Polska – Argentyna, 5 października, godz. 5:30; Polska – Włochy, 6 października, godz. 5:30; Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00; Polska – Egipt, 10 października, godz. 5:30; Polska – Australia, 11 października, godz. 5:30; Polska – Brazylia,13 października, godz. 8:00; Polska – Kanada, 14 października, godz. 5:30; Polska – Iran, 15 października, godz. 5.30.

Kadra Polski na PŚ 2019:
Rozgrywający: Marcin Janusz, Grzegorz Łomacz, Fabian Drzyzga, Marcin Komenda.
Atakujący: Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek, Maciej Muzaj.
Środkowi: Michał Szalacha, Bartłomiej Lemański, Norbert Huber, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Jakub Kochanowski.
Przyjmujący: Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Rafał Szymura, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Artur Szalpuk, Michał Kubiak.
Libero: Jakub Popiwczak, Damian Wojtaszek, Paweł Zatorski.

 

Teraz powalczą o prymat w Europie

W piątek 13 września reprezentacja Polski siatkarzy rozpocznie swój udział w mistrzostwach Europy. Na początek imprezy rozgrywanej we Francji, Belgii, Holandii i Słowenii biało-czerwoni zagrają z Estonią. Trener Vital Heynen nie znalazł w kadrze miejsca dla wracającego po kontuzji Bartosza Kurka.

Tegoroczne mistrzostwa Europy w piłce siatkowej mężczyzn będą już 31. edycją tej imprezy. Gospodarzami są cztery kraje – Francja, Belgia, Holandia i Słowenia. W tegorocznym czempionacie Starego Kontynentu rywalizować będą 24 zespoły. W pierwszej fazie zostały one podzielone na cztery grupy po sześć drużyn.

W grupie A (Montpellier) zagrają: Francja, Włochy, Bułgaria, Portugalia, Grecja i Rumunia; w grupie B (Bruksela, Antwerpia): Serbia, Niemcy, Belgia, Austria, Słowacja i Hiszpania; w grupie C (Lublana): Rosja, Słowenia, Turcja, Białoruś, Macedonia Północna i Finlandia; zaś w grupie D (Rotterdam, Amsterdam) reprezentacja Polski walczyć będzie z Holandią, Estonia, Ukrainą, Czechami i Czarnogórą.

Biało-czerwoni, aktualni mistrzowie świata, są rzecz jasna zaliczani do wąskiego grona faworytów turnieju. Oprócz Polaków szanse na medale przyznaje się ekipom broniącej tytułu Rosji, Francji (mistrz Europy z 2015), Włoch, Serbii, Niemiec i Belgii.
Podopieczni trenera Vitala Heynena rozpoczną mistrzostwa w piątek 13 września od meczu z Estonią, następnie w niedzielę 15 września zmierzą się z Holandią, w poniedziałek z Czechami, we wtorek z Czarnogórą, a w czwartek 19 września z Ukraina. Polacy trzy pierwsze mecze rozegrają w Rotterdamie, dwa ostatnie w Amsterdamie. Do kolejne rundy awansują po cztery zespoły z każdej grupy. W 1/8 finału drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylkow Paryżu) w dniach 26-29 września.

Polacy rozpoczną udział w mistrzostwach Europy w piątek meczem z reprezentacją Estonii. W fazie grupowej zagrają także z Czechami, Holandią, Czarnogórą i Ukrainą. Pierwsze trzy spotkania biao-czerwoni rozegrają w Rotterdamie, kolejne dwa w Amsterdamie, a na ewentualne mecze 1//8 i 1/4 finału pojadą prawdopodobnie do Apeldoorn. Półfinały ME 2019 odbędą się w słoweńskiej Lublanie oraz w Paryżu, a mecze o medale już tylko w stolicy Francji.

Z 16-osobowej kadry zawodników, którą trener Heynen powołał na ostatnie przez mistrzostwami zgrupowanie w Arłamowie, wypadło dwóch graczy – Bartosz Kurek, bo nie zdążył osiągnąć optymalnej formy po operacji kręgosłupa, którą przeszedł w kwietniu tego roku oraz jego klubowy kolega z ONICO Warszawa Bartosz Kwolek. Kurek, najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata, od początku miał niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w składzie, natomiast co do Kwolka, to tym razem ten 22-letni przyjmujący przegrał rywalizację z Arturem Szalpukiem i Aleksandrem Śliwką, bo Michał Kubiak i Wilfredo Leon byli na tej pozycji pewniakami. Przypomnijmy, że w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskie w Gdańsku Heynen postawił na pięciu przyjmujących i tylko trzech środkowych, przez co z kadry wypadł Jakub Kochanowski. Tym razem to siatkarz PGE Skry Bełchatów znalazł się w składzie jako czwarty środkowy, obok Mateusza Bieńka, Piotra Nowakowskiego (jedyny z zawodników obecnej kadry, który w 2010 roku zdobył mistrzostwo Europy) oraz Karola Kłosa.

Kadra Polski:
Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Marcin Komenda (Asseco Resovia Rzeszów).
Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Jurga Surgut, Rosja).
Środkowi: Mateusz Bieniek (Cucine Lube Civitanova, Włochy), Karol Kłos, Jakub Kochanowski (obaj PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa).
Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Wlochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Libero: Paweł Zatorski (ZAKSA), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa).