Zmarzlik bez sukcesu w Toruniu

Rozegrany w minioną sobotę na Motoarenie w Toruniu pierwszy turniej tegorocznego cyklu mistrzostw Europy na żużlu wygrał Duńczyk Leon Madsen. Najlepszy z polskich zawodników, Bartosz Smektała, zajął czwartą pozycję.

Występujący w polskiej PGE Ekstralidze w barwach Włókniarza Częstochowa Madsen po raz kolej potwierdził, że tor na Motoarenie należy do jego ulubionych. Duńczyk już w pierwszym turnieju pokazał, że także w tym sezonie będzie głównym kandydatem do złotego medalu mistrzostw Europy, bowiem również ostatnia runda SEC odbędzie się na toruńskim stadionie. Zadowolony ze swojego sobotniego występu może być również rodak Madsena – Nicki Pedersen, na co dzień zawodnik GKM Grudziądz, który jeździł jak za swoich najlepszych lat.
W cyklu SEC zdecydował się też wystartować aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Żużlowiec Stali Gorzów nie zaczął opóźnionego z powodu pandemii tegorocznego sezonu najlepiej, ale już podczas przerwanego w piątek z powodu pożaru rozdzielni elektrycznej ligowego meczu z Włókniarzem Częstochowa zasygnalizował powrót do dawnej formy, bo w trzech biegach zdążył zdobyć siedem punktów. W turnieju SEC zajął jednak dopiero piątą lokatę i nie zakwalifikował się nawet do ścisłego finału. Po zawodach swój przeciętny występ skomentował tak: „Mam wiele lepszych wspomnień z występów w Motoarenie. Na tym torze zdobyłem mistrzostwo przecież mistrzostwo świata, którego nikt mi już nie zabierze, ale sezon dopiero się rozkręca” – powiedział Zmarzlik, który występ w Toruniu potraktował szkoleniowo i wystartował z tzw. dziką kartą, bo nie rywalizuje o tytuł mistrza naszego kontynentu.
Turniej SEC nie wzbudził jednak w Toruniu wielkiego zainteresowania, bo kibice nie zapełnili nawet dozwolone przepisami epidemicznymi 25 procent pojemności trybun. Z tego powodu zawody momentami bardziej przypominały sparing, niż rywalizację o prymat w Europie. Ale nawet najwierniejsi fani żużla obecni na widowni nudzili się momentami niemiłosiernie, bowiem ze względu na bardzo twardy tor rywalizacja niemal w każdym wyścigu rozstrzygała się już na pierwszym wirażu.
Z polskich żużlowców najlepiej spisał się Bartosz Smektała, który jednak w finale nie sprostał Madsenowi i Pedersenowi oraz Brytyjczykowi Robertowi Lambertowi, który rozdzielił na podium duńskich żużlowców. O Zmarzliku była już mowa, ale więcej pretensji można mieć do uczestniczących w walce o mistrzostwo kontynentu Krzysztofa Kasprzaka oraz Kacpra Woryny. Obaj ci zawodnicy potwierdzili w sobotę, że ich słabe występy w rozgrywkach PGE Ekstraligi to nie przypadek – po prostu na razie są w słabej formie. Nawet jeśli udawało im się dobrze wystartować, to potem i tak tracili swoje pozycje.
Gospodarzem drugiej rundy Tauron Speedway Euro Championship 2020, która odbędzie się 8 lipca, będzie Bydgoszcz. Już rozpoczęła się sprzedaż biletów na to wydarzenie. Kolejne turnieje odbędą się 15 lipca w Gnieźnie, następny 22 lipca w Rybniku, a ostatnie zawody w tym cyklu 29 lipca ponownie zostaną rozegrane na toruńskiej Motoarenie.
Wyniki 1. rundy SEC w Toruniu:

  1. Leon Madsen (Dania) 12 (3, 3, 0, 2, 1, 3) – 1. miejsce w finale;
  2. Robert Lambert (Wielka Brytania) 14 (2, 1, 3, 3, 3, 2) – 2. miejsce w finale;
  3. Nicki Pedersen (Dania) 14 (3, 3, 2, 3, 2, 1) – 3. miejsce w finale;
  4. Bartosz Smektała (Polska) 11 (2, 3, 2, 1, 3, 0) – 4. miejsce w finale;
  5. Bartosz Zmarzlik (Polska) 10 (3, 2, 1, 1, 3) + 3 miejsce w barażu;
  6. Mikkel Michelsen (Dania) 10 (1, 2, 3, 3, 1) + 4 miejsce w barażu;
  7. Kacper Woryna (Polska) 8 (1, 2, 3, W, 2);
  8. Timo Lahti (Finlandia) 8 (0, 2, 3, 2, 1);
  9. Grigorij Łaguta (Rosja) 7 (3, 0, 2, 0, 2);
  10. Krzysztof Kasprzak (Polska) 7 (2, 1, 1, 1, 2);
  11. David Bellego (Francja) 6 (0, 3, 2, 1, 0);
  12. Vaclav Milik (Czechy) 6 (T, 0, 1, 2, 3);
  13. Andriej Kudriaszow (Rosja) 5 (1, 1, 0, 3, 0);
  14. Michael Jepsen Jensen (Dania) 3 (2, 0, 1, 0, U);
  15. Kai Huckenbeck (Niemcy) 3 (0, 1, 0, 2, 0);
  16. Peter Ljung (Szwecja) 1 (0, 0, 0, 0, 1).

Zostały cztery imprezy

W tegorocznym cyklu żużlowych mistrzostw świata pozostały tylko cztery turnieje. We wtorek organizatorzy poinformowali o odwołaniu Grand Prix w Rosji i Niemiec.

Powodem odwołania rywalizacji w Togliatti i Teterowie jest pandemia koronawirusa i wprowadzone z jej powodu obostrzenia, między innymi dotyczące zgromadzeń i imprez masowych. Wcześniej zrezygnowano z przeprowadzenia rywalizacji m.in. na PGE Narodowym w Warszawie, która miała otwierać rywalizację o mistrzostwo świata. Najpierw z powodu pandemii zostały przeniesione z 16 maja na 8 sierpnia, ale ostatecznie zostały definitywnie odwołane i przeniesione na następny rok.
W tej sytuacji inauguracyjne tegorocznego cyklu Grand Prix odbędą się 1 sierpnia we Wrocławiu, a oprócz nich w terminarzu pozostały jeszcze turnieje w duńskim Vojens (12 września), Pradze (19 września) i Toruniu (3 października). Z planowanych 10 turniejów zostały zatem tylko cztery, ale organizatorzy cyklu liczą, że może uda się jeszcze jakąś jednak zorganizować. Tytułu mistrza świata w tym sezonie broni Polak Bartosz Zmarzlik.

Zmarzlik napędza koniunkturę

Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu, dość niespodziewanie wygrał 85. plebiscyt „PS” na najlepszego polskiego sportowca w 2019 roku. Zawodnik Stali Gorzów w pokonanym polu zostawił m. in. Roberta Lewandowskiego oraz Dawida Kubackiego i Kamila Stocha – czyli przedstawicieli znacznie bardziej popularnych w Polsce dyscyplin sportu.

Zagadka wyjaśniła się szybko. Triumf Zmarzlika to efekt zbiorowego wysiłku całego żużlowego środowiska. Na zdrowy rozum Zmarzlik nie miał prawa wygrać z Lewandowskim. Wystarczy porównać popularność obu sportowców w mediach społecznościowych. Konto kapitana piłkarskiej reprezentacji tylko na Instagramie śledzi aktualnie 16,5 mln internautów, a Zmarzlika jedynie 45 tysięcy. Podobne rzecz się ma na Facebooku, bo na tym portalu konto najlepszego naszego piłkarza obserwuje regularnie 9,1 mln osób, a najlepszego żużlowca 37,8 tysiąca fanów. Pod względem zarobków obu także dzieli przepaść – „Lewy” tylko z tytułu kontraktu w Bayernie zarabia rocznie blisko 100 mln złotych, a Zmarzlik w stali Gorzów ledwie dobija do dwóch milionów. W świecie reklamy i sponsoringu nazwisko Lewandowskiego jest świetne znane, w tej chwili jego wizerunek wykorzystywany jest w globalnych kampaniach, co rzecz jasna wiąże się z niemałymi dodatkowymi dochodami. Zmarzlik w tej dziedzinie zaczął funkcjonować dopiero od niedawna, ale na ogólnoświatowy zasięg nie ma szans, bo żużel nie jest tak popularny jak piłka nożna. Jakim zatem cudem doszło do wygranej Dawida z Goliatem?

Dzisiaj żużel w Polsce podzielony jest na trzy poziomy rozgrywkowe. W ubiegłym roku w rywalizacji uczestniczyły 22 zespoły, w tym jeden zagraniczny. W 2020 roku status quo zostanie zachowane, mimo upadku dwóch klubów, w Pile i Krakowie. W ich miejsce weszły przywrócona do życia po upadku Stal Rzeszów oraz klub z Niemiec.
Motorem napędowym żużlowego biznesu w Polsce jest rzecz jasna najlepsza liga na świecie, czyli PGE Ekstraliga. W 2019 roku po raz pierwszy wszystkie jej mecze były transmitowane w telewizji, a mimo to frekwencja na trybunach była imponująca. Na większości spotkań były komplety widzów.

Nie tylko PGE Ekstraliga mogła poszczycić się znakomitą oglądalnością. Renesans zainteresowania przeżywały też zespoły ścigające się w Nice 1. Lidze Żużlowej, a nawet w 2. Lidze Żużlowej, w której ścigają się dzisiaj zespoły z kiedyś mocnych, a dzisiaj podupadłych ośrodków speedway’a, jak Bydgoszcz. W sumie daje to blisko stutysięczną kibicowską armię, regularnie śledzącą rozgrywki i żyjącą „czarnym sportem”. I znaczna część tej armii odpowiedziała pozytywnie na wezwanie animatorów tego sportu w Polsce, żeby głosować w plebiscycie „PS” na Bartosza Zmarzlika, bo „jego wysoka pozycja w czołowej dziesiątce będzie świetną promocją żużla”. Ale chyba nawet spece od marketingu z PGE Ekstraligi nie spodziewali się, że ich akcja przyniesie taki nieprawdopodobny skutek.

Lewandowski z pewnością był trochę rozczarowany zajęciem dopiero drugiej lokaty, bo ma za sobą kapitalny sezon i z pewnością zasłużył na drugie w karierze zwycięstwo w tym plebiscycie. Nawet przybył na imprezę osobiście, bo w tym roku wyjątkowo miał na to czas z powodu przerwy w treningach po operacji przepukliny pachwinowej. Przyjął jednak nieoczekiwaną porażkę z wielką klasą, bo po niedawnej wizycie na piłkarskiej gali „France Football” w końcu chyba zrozumiał, że czasem krzywdzące werdykty przynoszą większą korzyść niż zwycięstwa. Jemu ta porażka w karierze na pewno nie zaszkodzi, a ewentualna wygrana byłaby dla niego jedynie kolejnym trofeum w kolekcji.

Co innego dla Zmarzlika i całego polskiego żużla. To środowisko potrzebuje takich splendorów choćby po to, żeby zwrócić na siebie uwagę menedżerów wielkich koncernów i spółek skarbu państwa. Pokaz niezwykłej mobilności zaprezentowany podczas plebiscytu na sportowca roku nie poszedł na marne. Efekty już zaczynają być widoczne. Zmarzlik finalizuje indywidualny kontrakt z PKN Orlen, a jego klub, Stal Gorzów, właśnie pochwalił się zawarciem umowy z firmą MAN Polska, należącą do jednego z największych na świecie producentów samochodów ciężarowych. Należący do Volkswagen AG koncern MAN działa w Polsce przez cztery spółki zależne, w tym dwie produkcyjne. Zajmuje się między innymi sprzedażą i serwisem samochodów ciężarowych, a także autobusów miejskich. To część światowego koncernu z siedzibą w Monachium. Zatrudnia na całym świecie ponad 55 tysięcy pracowników w ponad 180 krajach. Umowa została podpisana na razie na rok.

 

Będą zmiany w SGP

Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) postanowiła zmienić promotora Speedway Grand Prix. Od 2022 roku brytyjską firmę BSI zastąpi amerykański koncern medialny Discovery.

Amerykański potentat na rynku medialnym, który w swoim portfolio wśród blisko setki stacji telewizyjnych ma także Eurosport, od kilku już sezonów inwestuje w żużel. Wspomniany Eurosport transmituje już zawody z cyklu mistrzostw Europy (SEC), indywidualne mistrzostwa świata juniorów, a ostatnio kupiła prawa do brytyjskiej żużlowej Premiership. Dla kibiców cykl SGP w ogólnodostępnym kanale to dobra wiadomość. Praktycznie od początku organizacji Grand Prix, zawody były pokazywane w kodowanych stacjach telewizyjnych. To również ogromna szans dla samego żużla, by zaistniał na nowych rynkach i zdobył kolejnych kibiców. Discovery kupił prawa do SGP na 10 lat (od 2022 do 2031 roku). Żużlowcy liczą, że po zmianie promotora do SGP popłynie większy strumień pieniędzy. Mają podstawy do takich oczekiwań, bo już BSI zabiegając o przedłużenie umowy obiecywała znacznie większe kwoty, niż płaciła dotąd. Skoro FIM mimo to odrzucił nową ofertę Brytyjczyków, musiała być gorsza finansowo od oferty Amerykanów.

Po raz pierwszy rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata pod szyldem Speedway Grand Prix przeprowadzono w 1995 roku. Wówczas cykl składał się z sześciu turniejów. Stawki dla zawodników przez te ćwierć wieku wzrosły nieznacznie. Obecnie pula nagród w turnieju wynosi 84 500 dolarów amerykańskich. Zwycięzca zawodów otrzymuje 12 tys. dolarów.

Zważywszy na koszty sprzętu nie są to krociowe stawki i krezusów wśród żużlowców uczestniczących w tej rywalizacji nie ma. Tylko dwóch przez wszystkie lata swoich startów w SGP zarobiło ponad milion dolarów – Amerykanin Greg Hancock (1,25 mln) i Polak Tomasz Gollob (1,03 mln), a Duńczyk Nicki Pedersen (996 tys.) i Australijczyk Jason Crump (946 tys. dolarów) otarli się o tę granicę. Każdy z nich ma na koncie mnóstwo wygranych turniejów oraz tytuły mistrza świata. W obecnym sezonie o dziwo najwięcej nie zarobił aktualny mistrz Bartosz Zmarzlik (78 tys.), lecz drugi w klasyfikacji Duńczyk Leon Madsen (81 tys. dolarów).

 

Podsumowali sezon

Bartosz Zmarzlik został uznany za najlepszego polskiego zawodnika PGE Ekstraligi w tegorocznym sezonie. Żużlowiec Stali Gorzów, świeżo upieczony mistrz świata, odebrał nagrodę podczas gali w Warszawie.

Po raz kolejny uroczysta gala podsumowała sezon PGE Ekstraligi. Podczas ceremonii, która odbyła się w ATM Studio w Warszawie, po raz czwarty z rzędu najlepszym polskim zawodnikiem wybrany został Bartosz Zmarzlik. Laureat wcześniej odebrał też nagrodę specjalną sfinansowaną przez PZM – był to wyraz uznania za zdobycie tytułu mistrza świata. Niespodzianką był wybór Martina Vaculika w kategorii „najlepszy zawodnik zagraniczny sezonu”. Słowak był w tym sezonie liderem Falubazu Zielona Góra, ale wydaje się, że faworytem do zwycięstwa był Leon Madsen. Duńczyk nie tylko został najskuteczniejszym żużlowcem PGE Ekstraligi sezonu, ale zdobył też tytuł wicemistrza świata.

Za najlepszą drużynę sezonu uznano Unię Leszno, zdobywcę tytułu Drużynowego Mistrza Polski. Warto podkreślić, że leszczynianie w roku 2019 wygrali ligę po raz trzeci z rzędu. Trener „Byków” Piotr Baron został wybrany na najlepszego menedżera sezonu. Niespodzianką sezonu uznano Mikkela Michelsena z ekipy Motoru Lublin, najlepszym juniorem Maksyma Drabika (Sparta Wrocław). W kategorii „Wyścig sezonu” wyróżnienie otrzymał Emil Sajfutdinow (12. wyścig w meczu Włókniarz Częstochowa – Unia Leszno, zaś nagrodę specjalną od PGE Ekstraligi kibice Motoru Lublin.

W trakcie imprezy potwierdzono też wiadomość, że PZM przedłużył o rok kontrakt z trenerem kadry Polski Markiem Cieślakiem. Ale dał mu na asystenta Rafała Dobruckiego, który ma przejąć samodzielne poprowadzenie reprezentacji od sezonu 2021.

 

Zmarzlik mistrzem!

Bartosz Zmarzlik jako trzeci z polskich żużlowców, po Jerzym Szczakielu i Tomaszu Gollobie, wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata. W minioną sobotę w Toruniu w ostatnich zawodach tegorocznej edycji Speedway Grand Prix zawodnik Stali Gorzów zajął czwartą lokatę, ale obronił przewagę punktową jaką miał nad Duńczykiem Leonem Madsenem i Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem.

Zmarzlik przystępował do Grand Prix Polski w Toruniu z przewagą siedem punktów nad drugim w klasyfikacji generalnej Sajfutdinowem i dziewięciu nad trzecim Madsenem. 24-letni polski żużlowiec, który ma już w dorobku brązowy medal cyklu SGP zdobyty w 2016 roku i srebrny wywalczony w poprzednim sezonie, wytrzymał presję i w sobotni wieczór na toruńskiej Motoarenie zdobył tak wyczekiwany przez kibiców żużla w naszym kraju tytuł indywidualnego mistrza świata. Do koronacji Zmarzlika doszło po drugim biegu półfinałowym Grand Prix Polski w Toruniu, w którym gorzowianin okazał się najlepszy. W tym momencie było już przesądzone, że odrabiający zaciekle straty Leon Madsen już nie wyjdzie na prowadzenie, nawet w przypadku wygranej w finale.

A po fazie zasadniczej w grze o złoto pozostawali już tylko Polak i Duńczyk. W swoim wyścigu półfinałowym Zmarzlik potrzebował dwóch punktów, aby zapewnić sobie upragniony mistrzowski tytuł. Na wejściu w pierwszym łuku wyprzedził Sajfutdinowa i już nie dał sobie odebrać prowadzenia, czym wprowadził kibiców w euforię.

Tytuł potrzebny potentatom

Radość z tego triumfu podzielają nie tylko fani czarnego sportu, ale też całe żużlowe środowisko, mocno już podrażnione faktem, że chociaż Polska jest absolutną i niekwestionowaną potęgą w tej odmianie sporu motorowego, ma najsilniejszą ligę, najpiękniejsze stadiony, fantastyczną oglądalność i sukcesy w rywalizacji zespołowej, to w rywalizacji o najbardziej prestiżowy tytuł zwyciężali reprezentanci innych nacji. Kiepska passa została jednak w końcu przerwana i wcale nie musi skończyć się na tegorocznym sukcesie Zmarzlika. Od wygranej Szczakiela na kolejną, autorstwa Golloba, fani speedaway’a musieli czekać 37 lat, przerwa między triumfem Golloba a Zmarzlika trwała dziewięć. .

O ile Gollob swój tytuł zdobył już u schyłku kariery, bo w wieku 39 lat, to 24-letni Zmarzlik jest tak naprawdę dopiero u jej progu. Żużlową licencję świeżo upieczony indywidualny mistrz globu zdobył w 2010 roku, ale miał taki talent, że już w następnym roku zadebiutował w żużlowej ekstralidze w barwach gorzowskiej Stali, dla której nieprzerwanie zdobywa punkty do dzisiaj. To właśnie w Gorzowie poznał Tomasza Golloba, który w latach 2008-2012 był zawodnikiem Stali i stał się mentorem utalentowanego nastolatka, a gdy kończył karierę w reprezentacji Polski, oficjalnie namaścił Zmarzlika na swojego następcę.
Wielki talent to jeszcze za mało, żeby w tym trudnym sporcie wspiąć się na szczyt. Potrzebne są jeszcze tytaniczne wręcz pracowitość, wytrwałość oraz perfekcjonizm w pracy ze sprzętem. No i trzeba całe swoje życie podporządkować żużlowej rywalizacji. Zmarzlik wszystkie te warunki bezwzględnie spełnił i dlatego dzisiaj święci triumf. Zapewne nie po raz ostatni, bo ma przed sobą jeszcze wiele lat ścigania się na najwyższym poziomie. Ale póki co zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiego żużla, bo jest dopiero trzecim naszym zawodnikiem, który wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata. Przed nim dokonali tego Jerzy Szczakiel w roku 1973 roku oraz dziewięć lat temu Tomasz Gollob (w 2010).

Może to nie ostatni tytuł?

W cyklu Grand Prix Zmarzlik debiutował podczas GP Polski w Gorzowie w 2012 roku. Był to debiut błyskotliwy, bo 17-letni wtedy żużlowiec startując z dziką kartą wywalczył trzecią lokatę. Dwa lata później w turnieju na gorzowskim stadionie nie miał już sobie równych, zostając najmłodszym zwycięzcą turnieju GP w historii. Jako stały uczestnik w mistrzostwach świata pojawił się w sezonie 2016 i od razu zdobył brązowy medal. W ubiegłym roku dołożył do kolekcji srebrny krążek, a ten sezon zakończył w trofeum z najcenniejszego kruszcu.

A początek zmagań wcale tego sukcesu nie zapowiadał. Podczas inauguracyjnej rundy na PGE Narodowym nie zdołał awansować do finału. Wygrał kolejny turniej w Krsko, by w Pradze znaleźć się nawet poza półfinałami. Dopiero od piątej rundy, we Wrocławiu, Zmarzlik rozpoczął marsz po złoto. W pięciu kolejnych turniejach tylko raz nie stanął na podium, a zwyciężył jeszcze w Vojens.

Pozostały Polakom powiodło się gorzej. Na szóstej pozycji zmagania ukończył as Sparty Wrocław Maciej Janowski. Rzutem na taśmę miejsce wśród uczestników przyszłorocznych zmagań w SGP uratował wicemistrz świata z 2017 roku Patryk Dudek, który zajął ósmą lokatę. Niestety, z elity wypadł lider Unii Leszno Janusz Kołodziej, który w klasyfikacji generalnej zajął dopiero 14. miejsce, chociaż wygrał turniej w Pradze i z dobrej strony pokazał się też we Wrocławiu. W pozostałych zawodach cyklu Kołodziej jeździł jednak słabo. Jedno miejsce wyżej przed naszym żużlowcem uplasował się ustępujący mistrz Tai Woffinden, ale Brytyjczykowi w osiągnięciu lepszego wyniku przeszkodziła kontuzja. Poza pierwszymi ośmioma żużlowcami, pewna jazdy w SGP 2020 jest też najlepsza trójka z GP Challenge – Matej Zagar, Niels Kristian Iversen i Max Fricke. Cztery pozostałe miejsca są na stałe „dzikie karty”.

 

Mistrza świata poznamy w Toruniu

Bartosz Zmarzlik zajął trzecie miejsce w Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff, przedostatniej eliminacji mistrzostw świata. Wygrał Duńczyk Leon Madsen, przed Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem, ale przed ostatnim turniejem cyklu, Grand Prix Polski w Toruniu, Zmarzlik utrzymał pozycje lidera klasyfikacji generalnej.

Nawierzchnia toru w Cardiff na początku zawodów bardziej sprzyjała zawodnikom startującym z pól wewnętrznych. Pierwsze cztery biegi wygrywali żużlowcy w kaskach czerwonych. Wiele zmieniło się po pierwszym równaniu toru. Świetnie spod taśmy w piątej odsłonie wyszli z zewnętrznych pól Maciej Janowski i Bartosz Zmarzlik, którzy między sobą rozstrzygnęli walkę o trzy punkty. Z kwartetu naszych żużlowców kiepski występ zaliczył Janusz Kołodziej, niewiele lepiej od niego wypadł też Patryk Dudek. Janowski był bliski awansu do półfinału, ale w ostatnim biegu fazy zasadniczej przegrał z Matejem Zagarem i także jak Dudek i Kołodziej zakończył zawody po 20 biegach. Na placu boju pozostał tylko Zmarzlik, ale on jest liderem klasyfikacji generalnej cyklu i walczy o pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza świata.

Żużlowiec Stali Gorzów nie mógł odpuścić nawet na chwilę, bo na walijskim torze dobrze radzili sobie jego najpoważniejsi konkurenci do tytułu – Duńczyk Leo Madesn i Rosjanin Emil Sajfutdinow.

W finale zmierzyli się Zmarzlik, Madsen i Sajfutdino oraz walczący o miejsce w przyszłorocznej edycji cyklu Grand Prix Australijczyk Jason Doyle. Najważniejszy start wieczoru fenomenalnie rozegrał Madsen i nie dał odebrać sobie zwycięstwa do mety. Sajfutdinow po zaciętej walce ze Zmarzlikiem zajął drugą pozycję, a Polak minął metę na trzecim miejscu. Przed ostatnim turniejem, Grand Prix Polski, która odbędzie się 5 października w Toruniu, Zmarzlik z dorobkiem 118 pkt utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Za nim ze stratą siedem punktów jest Sajfutdinow, a trzecią lokatę ze stratą dziewięciu „oczek” do lidera okupuje Madsen.

Dawno już nie było w rywalizacji o indywidualne mistrzostwo świata sytuacji, by lider klasyfikacji generalnej miał tak niewielka przewagę nad kolejnymi w zestawieniu rywalami. Ostatni raz, gdy pierwszy zawodnik miał zapas mniejszy niż 10 punktów, zdarzyło się siedem lat temu. Wtedy także wszystko rozstrzygało się na Motoarenie w Toruniu. Australijczyk Chris Holder miał dwa punkty przewagi nad Duńczykiem Nickiem Pedersenem i wytrzymał presję, zdobywają swój jedyny w karierze mistrzowski tytuł.

Do zmiany lidera po ostatnim turnieju dochodziło jak dotąd trzykrotnie. W 1996 roku w duńskim Vojens Amerykanin Billy Hamill odrobił z nawiązką dziewięć punktów do Duńczyka Hansa Nielsena. Trzy lata później, także w Vojens, obolałego po karambolu w finale Złotego Kasku Tomasza Golloba wyprzedził Szwed Tony Rickardsson, odrabiając w ostatnim turnieju stratę czterech punktów. Trzeci przypadek miał miejsce w 2003 roku, kiedy to Nicki Pedersen w norweskim Hamar wyrwał ostatnich zawodach tytuł Australijczykowi Jasonowi Crumpowi.

Ostatni turniej tegorocznej edycji cyklu Grand Prix odbędzie się w Toruniu 5 października.

Top 10 klasyfikacji generalnej Grand Prix:
1. Bartosz Zmarzlik (Polska, 118 pkt); 2. Emil Sajfutdinow (Rosja, 111); 3. Leon Madsen (Dania, 109); 4. Fredrik Lindgren (Szwecja, 98); 5. Martin Vaculik (Słowacja, 88); 6. Maciej Janowski (Polska, 80); 7. Patryk Dudek (Polska, 75); 8. Matej Zagar (Słowenia, 74); 9. Jason Doyle (Australia, 73); 10. Artiom Łaguta (Rosja, 69).

 

Grand Prix Danii dla Zmarzlika

Bartosz Zmarzlik wygrał Grand Prix Danii na torze w Vojens i znacznie zwiększył swoje szanse na zdobycie pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata na żużlu. Polak na dwa turnieje przed końcem zmagań jest liderem klasyfikacji generalnej z przewagą 9 pkt nad drugim w zestawieniu Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem.

Komplet widzów na stadionie w Vojens trzymał kciuki za Leona Madsen w nadziei, że ich rodak wygra zawody o Grand Prix Danii i samodzielnie obejmie pozycję lidera w klasyfikacji generalnej indywidualnych mistrzostw świata, która do soboty dzierżył na spółke z Bartoszem Zmarzlikiem. Te nadzieje przekreślił jednak świetnie jeżdżący tego dnia polski żużlowiec. W miniona sobotę warunki do ścigania na torze w Vojens były bardzo trudne. Opady deszczu, z powodu których odwołano piątkowe kwalifikacje, utrudniły należyte przygotowanie nawierzchni, zwłaszcza na łukach. Najlepiej w tych warunkach radził sobie Zmarzlik, który zdobył w sumie 18 punktów. W finale gorzowianin okazał się lepszy od Słoweńca Mateja Zagara (13 pkt), Szweda Fredrika Lindgrena (15 pkt) i Rosjanina Emila Sajfutdinowa (16 pkt). Madsen w tych trudnych warunkach zawiódł i po raz drugi z rzędu nie awansował do półfinału kończąc zawody z zaledwie siedmioma punktami.

Dla Zmarzlika triumf w Vojens był szóstym w cyklu Grand Prix, a trzecim w tym roku. Dzięki zwycięstwu został samodzielnym liderem klasyfikacji generalnej z dorobkiem 103 punktów. Drugi jest Rosjanin Emil Sajfutdinow (94 pkt), a trzeci Madsen (92 pkt). Maciej Janowski zajmuje szóste miejsce, o jedną pozycje niżej plasuje się Patryk Dudek, zaś Janusz Kołodziej jest 12. Kolejne zawody odbędą się 21 września na Millenium Stadium w Cardiff, a cykl zakończy turniej o Grand Prix Polski w Toruniu (5 października).

Popis Janowskiego i Zmarzlika

Turniej o Grand Prix Niemiec na torze w niemieckim Teterow zakończył się sukcesem polskich żużlowców – zawody wygrał Maciej Janowski, ale drugą lokatę zajął Bartosz Zmarzlik, który dzięki temu dogonił w klasyfikacji generalnej Duńczyka Leona Madsena i znowu ma szanse za zdobycie tytułu indywidualnego mistrza świata.

Polscy żużlowcy wreszcie odczarowali tor w Teterow, na którym do tej pory nie odnosili sukcesów. Przed zawodami o Grand Prix Niemiec Zmarzlik tracił do Madsena sześć punktów i jego szanse na odrobienie tej straty nie wyglądały realnie. Gorzowian tymczasem już od pierwszego wyścigu na niemieckim torze spisywał się świetnie i pewnie wygrał fazę zasadniczą. Duńczyk natomiast jeździł w kratkę i dopiero w ostatniej serii zapewnił sobie awans do półfinału. Zmarzlik i Madsen zmierzyli się walce o miejsce w finale. Obu pogodził w tym wyścigu znakomicie dysponowany w ten sobotni wieczór Janowski, ale większe powody do zadowolenia miał drugi na mecie Zmarzlik, trzeci Madsen odpadł z dalszej rywalizacji.

Z drugiego półfinału miejsce w finałowej czwórce zapewnili sobie Słoweniec Matej Żagar oraz Duńczyk Niels Kristian Iversen, odpadli natomiast trzeci w klasyfikacji generalnej Rosjanin Emil Sajfutdinow i trzeci z naszych żużlowców w półfinale, Patryk Dudek. W Teterowie nie powiodło się jedynie czwartemu z kwartetu naszych zawodników, Januszowi Kołodziejowi. On swój występ zakończył na rundzie zasadniczej.

W finale Janowski nie dal rywalom żadnych szans. Prowadził od startu do mety i wygrał szósty turniej z cyklu Grand Prix w karierze. Ogromne możliwości i wielką formę potwierdził także Zmarzlik, który zaliczył słaby start, ale z czwartego miejsca zdołał się przebić na drugą pozycję przed Żagara i Iversena. Jego sukces jest tym bardziej cenny, że gorzowianin ścigał się na nowym motocyklu, którego wcześniej nie miał okazji przetestować.

Na trzy eliminacje przed zakończeniem mistrzostw Zmarzlik i Madsen mają po 85 punktów i o siedem punktów wyprzedzają trzeciego w zestawieniu Sajfutdinowa oraz o 13 zajmujących wspólnie czwarta lokatę Szweda Fredrika Lindgrena i Słowaka Martina Vaculika. Z Polaków Dudek jest szósty (70 pkt), Janowski ósmy (67 pkt), a Kołodziej 11. (50 pkt).

Następny turniej z cyklu Grand Prix odbędzie się w najbliższa sobotę (7 września) w duńskim Vojens. Potem żużlowców czekają jeszcze starty w Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff (21 września) oraz w kończących zmagania Grand Prix Polski na Motoarenie w Toruniu (5 października).

Wyniki GP Niemiec:
1. Maciej Janowski – 16 pkt (2,2,2,2,2,3,3); 2. Bartosz Zmarzlik – 16 (3,2,2,3,2,2,2); 3. Matej Zagar – 15 (3,3,1,3,1,3,1); 4. Niels Kristian Iversen – 13 (2,3,1,2,3,2,0); 5. Emil Sajfutdinow – 10 (0,0,3,3,3,1); 6. Leon Madsen – 10 (3,1,2,0,3,1); 7. Fredrik Lindgren – 9 (1,1,3,2,2,0); 8. Patryk Dudek – 8 (0,3,3,1,1,0); 9. Antonio Lindbaeck – 8 (3,2,2,0,1); 10. Artiom Łaguta – 8 (1,2,0,3,2); 11. Tai Woffinden – 8 (2,3,1,1,1); 12. Jason Doyle – 6 (2,0,3,1,0); 13. Robert Lambert – 4 (0,1,0,0,3); 14. Martin Vaculik – 4 (1,1,0,2,0); 15. Janusz Kołodziej – 2 (0,0,1,1,0); 16. Martin Smolinski – 1 (1,0,0,0,-).

Top 10 klasyfikacji generalnej:
1. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 85 pkt; 2. Leon Madsen (Dania) – 85; 3. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 78; 4. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 72; 5. Martin Vaculik (Słowacja) – 72; 6. Patryk Dudek (Polska) – 70; 7. Maciej Janowski (Polska) – 67; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 57; 9. Niels-Kristian Iversen (Dania) – 54; 10. Matej Żagar (Słowenia) – 52; 11. Janusz Kołodziej (Polska) – 50 . Miejsce pozostałych Polaków: 17. Bartosz Smektała (Polska) – 10; 20. Maksym Drabik (Polska) – 4.

 

Koniec rundy zasadniczej

Runda zasadnicza w żużlowej PGE Ekstralidze zakończyła się zwycięstwem Unii Leszno. Najlepiej punktującym zawodnikiem sezonu został Bartosz Zmarzlik, który zdobył 183 punkty.

Pierwsze mecze rundy finałowej odbędą się 1 i 8 września. Unia Leszno (1), która w rundzie zasadniczej przegrała tylko jeden mecz, a jeden zremisowała, w półfinale rywalizować będzie z Włókniarzem Częstochowa (4), zaś Sparta Wrocław (2) zmierzy się z Falubazem Zielona Góra (3). Kolejne miejsca w PGE Ekstralidze po rundzie zasadniczej zajęły: 5. GKM Grudziądz, 6. Motor Lublin, 7. Stal Gorzów i 8. Get Well Toruń. Najlepszą frekwencję w rundzie zasadniczej zanotował Włókniarz Częstochowa, którego mecze średnio oglądało na SGP Arenie 13 929 widzów. Średnia frekwencja w PGE Ekstralidze wyniosła 10 555 widzów. Rekord frekwencji w obecnym sezonie ustanowiono 19 maja w meczu Włókniarza z Unią Leszno. Potyczkę obejrzało 16 500 kibiców.

Osiem klubów rywalizujących w PGE Ekstralidze w fazie zasadniczej rozgrywek wystawiły do walki 57 żużlowców. W tym gronie zdecydowanie najlepszy okazał się zawodnik Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik. Nasz reprezentacyjny żużlowiec ze średnią biegową 2,410 pkt był najskuteczniejszym jeźdźcem w ogóle i najlepszym wśród Polaków. Kolejny z naszych, Piotr Pawlicki z Unii, ze średnią 1,186, był w całej stawce dopiero ósmy. Wśród obcokrajowców najlepszą średnią miał Słowak Martin Vaculik z Falubazu Zielona Góra (2,389 pkt), za nim uplasowali się Duńczyk Leon Madsen z Włokniarza (2,373), Brytyjczyk Tai Woffinden ze Sparty (2,321). Najlepszym juniorem okazał się Maksym Drabik ze Sparty Wrocław (2,074 pkt). Wspomniany Zmarzlik zdobył w sumie 183 punkty wygrywając 42 z 78 wyścigów.