Żużlowcy zaczęli walkę o mistrzostwo świata

W miniony weekend w Pradze odbyły się pierwsze zawody tegorocznego cyklu Grand Prix na żużlu. Rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata udanie rozpoczął żużlowiec Sparty Wrocław Maciej Janowski, który w piątek triumfował w stolicy Czech, a w niedzielę zajął drugą lokatę i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik po dwóch turniejach rozegranych w stolicy Czech zajmuje na razie szóstą lokatę.

Tegoroczna edycja zawodów Grand Prix, która wyłoni indywidualnego mistrza świata na żużlu, składać się ma z jedenastu rund. Pandemia koronawirusa już drugi sezon z rzędu powoduje komplikacje w kalendarzu. Zmagania zamiast jak zawsze w kwietniu, rozpoczęto dopiero od połowy lipca, przez co aż na czterech torach odbędą się podwójne turnieje. I właśnie taki dublet na inaugurację zmagań odbył się w Pradze, gdzie w piątek oraz przełożonych z powodu deszczu z soboty na niedzielę zawodach żużlowcy na torze Marketa walczyli o punkty do klasyfikacji generalnej. Podwójne turnieje odbędą się także na trzech polskich stadionach – we Wrocławiu, Lublinie i Toruniu. Cykl Speedway Grand Prix potrwa do 2 października. Tytułu mistrzowskiego broni Bartosz Zmarzlik, a z polskich żużlowców uczestniczą w rywalizacji jeszcze Maciej Janowski i Krzysztof Kasprzak. Zwycięzca pojedynczych zawodów otrzymuje 20 punktów do klasyfikacji generalnej, drugi 18, trzeci – 16, a ostatni w stawce szesnasty zawodnik jeden punkt.
Najwięcej triumfów w organizowanym od 1997 roku turnieju o Grand Prix Czech ma na koncie trzech żużlowców – na torze w Pradze po trzy razy zwyciężali Australijczyk Jason Crump (2002, 2003, 2004), Duńczyk Nicki Pedersen (2007, 2008, 2012) i Brytyjczyk Tai Woffinden (2013, 2014, 2015). Z Polaków po dwa zwycięstwa mieli na koncie Tomasz Gollob (1999, 2010) i Bartosz Zmarzlik (dwa razy w 2020), a jedno Janusz Kołodziej (2019).
Na liście medalistów z dorobkiem jednego trzeciego miejsca znajdował się też Maciej Janowski, lecz ten rezultat żużlowiec Sparty Wrocław osiągnął dawno, bo w 2015 roku. Bartosz Zmarzlik, dwukrotny indywidualny mistrz świata, w ubiegłym roku wygrał podwójne zawody w Pradze, ale w inaugurującym zmagania w tegorocznej edycji piątkowym turnieju gwiazdor Stali Gorzów zamierzonego celu nie osiągnął, bo zajął dopiero szóstą lokatę.
Polscy kibice nie mieli jednak powodu do narzekania, bowiem w walce o najwyższe miejsce na podium dzielnie zastąpił go inny z reprezentantów Polski, Maciej Janowski, który zwyciężył przed jeżdżącym na co dzień w barwach Unii Leszno Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem oraz kolegą z zespołu Sparty Wrocław Brytyjczykiem Taiem Woffindenem. Najsłabiej w trójki naszych zawodników wypadł zawodnik GKM Grudziądz Krzysztof Kasprzak, któremu nie pomogło nawet wsparcie w parku maszyn znakomitego duńskiego specjalisty od silników Flemminga Graversena. Kasprzakowi pokrzyżował szyki groźny wypadek w drugiej serii, gdy bez kontaktu z rywalem z dużym impetem wpakował się w dmuchaną bandę i uszkodził ramę motocykla, przez co nie mógł używać swojego najlepszego silnika. „Niepotrzebnie tak mocno zbronowali zewnętrzny łuk toru. Dopiero po moim wypadku to poprawili” – żalił się Kasprzak.
Janowskiego w tym sezonie mocno wspiera z kolei wybitny amerykański żużlowiec Greg Hancock, który sam dwukrotnie wygrywał GP Czech oraz kilka razy stawał na niższych stopniach podium. 29-letni reprezentant Polski nie kryje aspiracji do zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata i liczy, że doświadczony Amerykanin, który zakończył już sportową karierę, w osiągnięciu tego celu mu pomoże. „My tak naprawdę nigdy nie przestaliśmy współpracować, ale Greg po zakończeniu kariery ma dużo więcej czasu i teraz najwięcej pomaga mi w sprawach technicznych. On ma ogromne doświadczenie, a ja próbuję wszystkiego, co proponuje, chociaż nie wszystko co jemu przynosiło sukcesy działa równie skuteczne u mnie. Ale jestem otwarty na testowanie nowych rozwiązań. Moja obecna forma nie wzięła się znikąd. Musiałem wykonać wiele okrążeń i treningów, aby być w miejscu, w którym jestem. Teraz ciężko pracuję, żeby utrzymać formę do końca sezonu”
– zapewnia Janowski.
As wrocławskiej Sparty imponował w piątek potężnym przyspieszeniem i w stolicy Czech, gdzie nie potrafił stanąć na podium od 2015 roku, pewnie dotarł do finału, w którym pokonał po wspaniałej walce Emila Sajfutdunowa. Zmarzlik natomiast nie trafił z ustawieniem swoich motocykli i w tej sytuacji już awans do półfinału mógł uznać za sukces. Na wywalczenie miejsca w najlepszej czwórce szans nie miał, bo w swoim półfinale startował z najgorszego czwartego pola i w rywalizacji z dobrze dysponowanymi Sajfutdinowem oraz dwójką zawodników Włókniarza Częstochowa – Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i Duńczykiem Leonem Madsenem, zdołał pokonać tylko ostatniego z wymienionych.
W drugim półfinale jeżdżący na co dzień w Falubazie Zielona Góra Australijczyk Max Fricke nie miał większych szans w potyczce z trójką zawodników Sparty Wrocław i do finału awansowali pewnie Janowski oraz Woffinden, a ich klubowy kolega Rosjanin Artiom Łaguta tym razem odwalił „czarną robotę” i pilnując trzeciej lokaty poświęcił własne ambicje na blokowanie australijskiego zawodnika.
W finale z rywalizacji wykluczył się Lindgren wjeżdżając przy starcie w siatkę. Powtórka odbyła się już bez niego i w niej świetnie wystartował Sajfutdinow, ale piekielni szybki Janowski dopadł Rosjanina na trzecim okrążeniu i zdołał wyprzedzić, a potem odparł jego atak i dojechał do końca na pierwszej pozycji. Tym samym Janowski wygra ósmy turniej Grand Prix w karierze.
W sobotę drugiego z zaplanowanych w Pradze turniejów nie udało się przeprowadzić do końca. Z powodu ulewnego deszczu zawody przerwano po 11. wyścigu i przeniesiono na niedzielę. Do tego momentu na torze brylował Leon Madsen, a na drugim miejscu był Bartosz Zmarzlik, który wreszcie dobrał odpowiednie ustawienia w motocyklu. Decyzja organizatorów wywołała wiele kontrowersji w żużlowym środowisku. Władysław Komarnicki, były prezes Stali Gorzów, w wypowiedzi na łamach portalu SportoweFakty nie zostawił na nich suchej nitki: „To jest dla mnie niepojęte. Promotorzy cyklu biorą za to wielkie pieniądze, a nie potrafią profesjonalnie zorganizować imprezy rangi mistrzostw świata. To był pokaz braku profesjonalizmu. Najpierw tempo było szalone, bo po zakończeniu jednego biegu zapalało się zielone światło do kolejnego. Po 11. wyścigach wszystko zostało zatrzymane. W Polsce to nie do pomyślenia. Cieszę się, że za rok zmieni się promotor cyklu Grand Prix i miejsce BSI zajmie Eurosport Events” – stwierdził Komarnicki.
Przełożone na niedzielę zawody rozpoczęły się o 13:00. Od pierwszych wyścigów pierwsze skrzypce na torze znów grali Janowski, Sajfutdinow, Woffinden i Łaguta, ale tym razem Zmarzlik już toczył z nimi wyrównaną walkę, do której włączył się jeszcze Australijczyk Jason Doyle. Ostatecznie jednak w turnieju triumfowali zawodnicy Sparty Wrocław – wygrał tym razem Artiom Łaguta, który w finale pokonał Macieja Janowskiego, Fredrika Lindgrena i Emila Sajfutdinowa. Bartosz Zmarzlik w półfinale popełnił błąd i zakończył wyścig na trzeciej pozycji, nie wchodząc do finału. Obrońca tytułu ma już po dwóch turniejach 15 punktów straty do Janowskiego w klasyfikacji generalnej SGP.

Klasyfikacja generalna po 2. turniejach:

  1. Janowski – 38 punktów;
  2. Łaguta – 32,
  3. Sajfutdinow – 32,
  4. Lindgren – 30,
  5. Woffinden – 24,
  6. Zmarzlik – 23,
  7. Vaculik – 18,
  8. Madsen – 17,
  9. Doyle – 16,
  10. Fricke – 15,
  11. Thomsen – 12,
  12. Zagar – 11,
  13. Lambert – 9,
  14. Kvech – 5,
  15. Kasprzak – 4,
  16. Berntzon – 3
    Terminy kolejnych rund SGP 2021:
    30 lipca (piątek) – III runda, GP Polski (Wrocław); 31 lipca (sobota) – IV runda, GP Polski (Wrocław); 6 sierpnia (piątek) – V runda, GP Polski (Lublin); 7 sierpnia (sobota) – VI runda, GP Polski (Lublin); 14 sierpnia (sobota) – VII runda, GP Szwecji (Malilla); 28 sierpnia (sobota) – VIII runda, GP Togliatti (Togliatti); 11 września (sobota) – IX runda, GP Danii (Vojens); 1 października (piątek) – X runda, GP Polski (Toruń); 2 października (sobota) – XI runda, GP Polski (Toruń).

Janowski źle zniósł sukces Zmarzlika

W minioną niedzielę na torze w Lesznie odbył się finał indywidualnych mistrzostw Polski na żużlu. Pierwszy mistrzowski tytuł w karierze wywalczył Bartosz Zmarzlik. Srebrny medal wywalczył Maciej Janowski, a brązowy Janusz Kołodziej. Kontrowersje wywołał konflikt między Janowskim a Zmarzlikiem.

Janowski niechętnie pogratulował Zmarzlikowi zwycięstwa i szybko uciekł z podium, a wcześniej obaj pokłócili się na torze. Jeśli wierzyć plotkom powodem waśni było pismo protestacyjne do BSI, organizatora cyklu Grand Prix, w sprawie zbyt miękkich opon firmy Anlasa, na których ściga się między innymi Janowski. W gronie żużlowców protestujących przeciwko ich używaniu był też Zmarzlik, stąd przypuszczenia, że o to miał do niego w Lesznie pretensje Janowski.
Żużlowcy napisali, żeby BSI przeprowadził testy opon, bo ich zdaniem Anlasa oferuje ogumienie z twardością na poziomie 60-65 procent w skali Shore’a, zamiast 70 procent, co czyni rywalizację na torze nierówną, bo miękkie opony są przyczepniejsze i pomagają w osiąganiu większych prędkości. Nie wszyscy zawodnicy chcą ich jednak używać, bo takie ogumienie może być także niebezpieczne, ale z drugiej strony rezygnacja z nich skazuje ich na nierówną walkę na torze. Było to widoczne w poprzednim sezonie, gdy korzystający z opon Anlasa odbiegających od norm żużlowcy, w tym Janowski, wygrywali zawody w cuglach. Nic dziwnego, że poszkodowana tym część zawodników, wśród nich Zmarzlik, postanowili wyrównać szanse i posłała protest do BSI.
Dlaczego jednak Janowski zezłościł się tylko na Zmarzlika, pozostanie zapewne jego tajemnicą, bo dwukrotny mistrz świata, który w Lesznie wreszcie zdobył pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza Polski, na pytania o przyczyny konfliktu odpowiedział wymijająco. „Myślę, że nie można tego nazwać konfliktem. Wszyscy o tym mówią i powstał wokół tej sprawy duży kurz. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Ja nie odebrałem szybkiego zejścia Macieja z podium jako brak szacunku wobec mnie. Każdy z nas robi to, co uważa za stosowne. Skoro nie mogę mieć na to wpływu, to skupiam się na sobie. A co do lekkiej scysji między nami po dwunastym wyścigu, to możliwe że była to moja wina, bo faktycznie trochę za bardzo przyspieszyłem, bo chciałem jeszcze przyjrzeć się ścieżce startowej na trzecim torze. Z mojej strony nie było to nic złośliwego, zwłaszcza po adresem Maćka, ale on chyba tak to odebrał. Nie zamierzałem wdawać się z nim wtedy w dyskusję i nie zamierzam drążyć tego tematu. Ani z jednej, ani z drugiej strony nie wydarzyło się nic wielkiego, co można uznać jako konflikt. Przynajmniej w mojej ocenie” – stwierdził Zmarzlik.
Żużlowiec Stali Gorzów nie krył zadowolenia ze zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza Polski, ale po zawodach w Lesznie wyjawił główny swój cel na ten sezon. „Teraz przede mną dwie rundy Grand Prix i na nich koncentruję całą swoją uwagę. W Pradze chcę dobrze zacząć rywalizację, bo żeby obronić mistrzowski tytuł trzeba być w czołówce każdych zawodów cyklu” – podkreślił Zmarzlik.

Zmarzlik wiezie Stal na tron

W miniony weekend odbyły się wszystkie mecze 3. kolejki PGE Ekstraligi. Znów koncertowo pojechali żużlowcy Stali Gorzów, którzy pokonali GKM Grudziądz 52:38. W pozostałych meczach Unia Leszno wygrała z Apatorem Toruń 47:43, Włókniarz Częstochowa z Falubazem Zielona Góra 49:41, a Motor Lublin ze Spartą Wrocław 52:38.

Zwycięstwo Stali Gorzów na torze w Grudziądzu trzeba jednak uznać za sporą sensację. W ostatnich sezonach była to dla gorzowian arena wyjątkowo nieprzychylna. Dość powiedzieć, że po raz ostatni zwyciężyli tu w 2006 roku, gdy oba zespoły ścigały się w ramach rozgrywek I ligi. W kolejnych latach ekipa Stali zwykle wyjeżdżała z grudziądzkiego owalu mniej lub bardziej, ale zawsze potłuczona. Przed konfrontacją w obecnym sezonie fani gorzowskiego zespołu mieli nadzieję, że ich ulubieńcy, którzy zaczęli sezon znakomicie, od pokonania samej Unii Leszno na jej torze, w końcu przełamią trwającą od piętnastu lat serię porażek w Grudziądzu. Podopieczni trenera Stanisława Chomskiego nie zawiedli tych oczekiwań. Znów koncertowo pojechał lider gorzowskiego zespołu Bartosz Zmarzlik. Dwukrotny indywidualny mistrz świata, dla którego był to wyjątkowy dzień, bo obchodził dziesięciolecie debiutu w żużlowej ekstraklasie, zdobył komplet punktów, a jego drużyna wygrała 52:38. Zmarzlik w pierwszej serii przegrał start, lecz potem z dziecinną łatwością minął gwiazdorów zespołu gospodarzy Nickiego Pedersena i Przemysława Pawlickiego. W gorzowskim zespole świetnie spisywali się w pierwszej fazie rywalizacji także Anders Thomsen i Marcus Birkemose. W drugiej serii biegów trener ekipy gospodarzy Janusz Ślączka od razu sięgnął po rezerwę taktyczną. Ale goście nie dali się zdominować i powoli zaczęli w punktacji odjeżdżać gospodarzom. Przed wyścigami nominowanymi prowadziła 42:36. Chwilę później było po meczu, gdy Thomsen i Szymon Woźniak zdobyli komplet punktów. Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem meczu był Zmarzlik, który zgromadził tzw. płatny komplet punktów. Mistrz świata w w Grudziądzu był najlepiej punktującym żużlowcem Stali w 50. z 71 ostatnich spotkań. To niewiarygodne osiągnięcie.
Poza Zmarzlikiem bardzo dobrze spisali się również pozostali seniorzy Stali. Natomiast ostatnia po trzech kolejkach drużyna GKM uznawana jest teraz za głównego kandydata do spadku. Spory wpływ na słabe wyniki ma widoczny na każdym kroku ostry konflikt między Pedersenem a Pawlickim. Obaj pałają do siebie niechęcią i zamiast łączyć siły w walce o punkty, na torze robią wszystko, żeby sobie wzajemnie przeszkadzać. I co najgorsze, chyba nikt w klubie nie ma pomysłu, jak ten konflikt zażegnać.
Trener innych zespołów też borykają się z personalnymi konfliktami lub popełniają błędy przy ustalaniu składu. Jak choćby trener Włókniarza Częstochowa Piotr Świderski, który uparł się odbudować formę Kacpra Woryna, ale ten żużlowiec na razie jest tylko kulą u n ogi częstochowskiej ekipy i gównie przez niego Włókniarz jest poza czołową czwórką. Podobnie uparty w trzymaniu się swoich personalnych wyborów jest też trener Motoru Lublin Maciej Kuciapa. On z kolei postawił na odbudowę formy Krzysztofa Buczkowskiego, ale póki co ten obiecujący młody żużlowiec musi sporo poprawić w technice jazdy i dopóki tego nie zrobi, to będzie miał problemy ze zdobywaniem punktów. Wygrana z osłabioną kadrową Spartą Wrocław może trochę zaciemniła szkoleniowcowi obraz sytuacji, ale gdy przyjdzie walczyć z mocniejszymi, słabość Buczkowskiego może znacznie drożej kosztować.
Na kilka ciepłych słów zasłużyła natomiast skazywana przed sezonem na spadek ekipa beniaminka, czyli Apatora Toruń. Torunianie na torze obrońców mistrzowskiego tytułu wywalczyli aż 43 punkty i byli nawet bliscy wygranej. Ostatecznie przegrali 43:47 i wielu fanów Apatora zastanawiało się, jaki byłby wynik gdyby za Adriana Miedzińskiego pojechał Tobiasz Musielak. Miedziński to wychowanek toruńskiego klubu i wygrał walkę o miejsce w składzie z Musielakiem, lecz jak na razie jest największych hamulcowym w swojej drużynie. Natomiast Musielak, którego wypożyczono do Wilków Krosno, punktuje na wysokim poziomie i trzyma równą formę. Ktoś popełnił błąd i powinien przynajmniej za niego przeprosić.
Niespodzianką jest dopiero trzecia lokata Unii Leszno. Obrońcy tytułu to wciąż mocna ekipa, ale nie budzi już takiego postrachu u rywali jak choćby w poprzednim sezonie. Jej największą słabością są juniorzy i cała piątka seniorów musi pojechać perfekcyjnie, żeby drużyna zdobyła 50 punktów. W meczu z Apatorem zawalił Jason Doyle i udało się wygrać „na styk”. Wrocławska Sparta po stracie Taia Woffindena mocno straciła na sile. U siebie jeszcze jakoś dawała radę, ale na wyjazdach w Grudziądzu i Lublinie wyglądali marnie. Problemy wrocławian przeczą snutym przed sezonem tezom, że będą to rozgrywki „dwóch prędkości”. W tej chwili wiele wskazuje, że liga będzie bardziej wyrównana, niż sądzono.
W miniony piątek udało się rozegrać dwa zaległe spotkania z 1. rundy – Motor Lublin wygrał z Włókniarzem 49:41, GKM pokonał Spartę 45:44. Zatem po trzech ligowych kolejkach nikt nie ma już zaległości. Liderem z kompletem zwycięstw jest Stal Gorzów (6 pkt), przed Motorem (4 pkt) i Unią (4), czwarte miejsce zajmuje Sparta (2 pkt), piątek Włókniarz (2), szóste Apator (2), siódme Falubaz (2), a stawkę zamyka GKM Grudziądz (2 pkt).
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi wciąż na czele jest Bartosz Zmarzlik (średnia punktowa 2,933), przed kolegą z zespołu Stali Martinem Vaculikiem (2,600) i zawodnikiem Motoru Dominikiem Kuberą (2,400).

Zestaw par 4. kolejki PGE Ekstraligi
30 kwietnia:
Apator Toruń – GKM Grudziądz, godz. 18:00; Falubaz Zielona Góra – Motor Lublin, godz. 20:30;
2 maja:
Stal Gorzów – Włókniarz Częstochowa, godz. 16:30; Sparta Wrocław – Unia Leszno, godz. 19:15.

Żużel: Stal króluje w ekstralidze

Stal Gorzów w drugiej kolejce żużlowej ekstraligi pewnie pokonała Motor Lublin 52:38 i z czterema punktami na koncie objęła prowadzenie. Wypada przypomnieć, że w pierwszej kolejce gorzowianie wygrali z wyjeździe z broniącą mistrzowskiego tytułu Unią Leszno, która z kolei w miniony weekend rozprawiła się w Częstochowie z Włókniarzem 49:41.

Po zwycięstwie w Lesznie gorzowski zespół momentalnie wyrósł na jednego z głównych kandydatów do przerwania trwającej od 2017 roku dominacji ekipy Fogo Unii. Aktualni wicemistrzowie Polski w miniony weekend w drugiej kolejce PGE Ekstraligi podejmowali u siebie Motor Lublin i rzecz jasna uważani byli za faworytów tej potyczki. Gorzowianie, ponownie prowadzeni przez Piotra Palucha, dzielnie zastępującego walczącego z koronawirusem trenera Stanisława Chomskiego, nie zawiedli oczekiwań swoich fanów pewnie pokonując lubelską drużynę 52:38. Ponownie najlepszy w ich ekipie był dwukrotny indywidualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, który wygrał wszystkie swoje wyścigi i zdobył komplet 15 punktów. Niewiele gorszy od niego był pozyskany przed tym sezonem z Falubazu Zielona Góra Słowak Martin Vaculik, który wywalczył 13 punktów. Mecz nie był zagrożony, bo pogoda dopisała, a tor poprawiony pod okiem komisarza zawodów i sędziego był równy i pozwalała na szybkie i bezpieczne ściganie.
Po pierwszej serii startów, zgodnie z przewidywaniami, prowadzili gospodarze różnicą czterech punktów. Wśród gości wyróżniał się debiutujący w elicie Mateusz Cierniak, który zdobył dla Motoru sześć punktów. Na półmetku zmagań Stal prowadziła 24:18, a brylującym w ekipie gospodarzy Zmarzlikowi i Vaculikowi kroku dotrzymywali jeszcze Duńczyk Anders Thomsem (zdobył w meczu 11 punktów) oraz Szymon Woźniak, który wywalczył osiem punktów.
W zespole Motoru dobrze spisał się Jarosław Hampel, co było miłą niespodzianką dla kibiców tej drużyny, bo ten żużlowiec jeszcze niedawno ciężko przechodził zakażenie Covid-19. Były wicemistrz świata zdobył dziewięć punktów z dwoma bonusami i był to jego najlepszy występ na gorzowskim torze od kilku lat.
Trener Motoru Maciej Kuciapa już w 8. wyścigu skorzystał z rezerwy taktycznej i posłał do walki Duńczyka Mikkela Michelsena, który wespół z Rosjaninem Grigorijem Łagutą stworzyli mocny duet. Bieg rozegrano na raty, bo w pierwszym podejściu doszło do kraksy z udziałem Thomsena i Michelsena. W powtórce duńsko-rosyjska para wygrała podwójnie i lublinianie zniwelowali stratę do dwóch punktów. Ale był to jedyny taki zryw zespołu gości w tym meczu. Michelsen bliżej z torem zapoznał się jeszcze w 10. wyścigu. Duńczyk na pierwszym łuku uderzył kolanem o tor, co wytrąciło go z równowagi i doprowadziło do upadku. Sędzia zawodów Artur Kuśmierz podjął dyskusyjną decyzję o powtórce z udziałem czterech zawodników, bo Michelsen raczej zasłużył na wykluczenie. Gorzowianie nie rwali z tego powodu szat, bo powtórzony bieg wygrali podwójnie i odzyskali sześciopunktowe prowadzenie, którego nie pozwolili już rywalom zmniejszyć i które w kolejnych biegach jeszcze systematycznie powiększali.
Przyczynił się do tego głównie Szymon Woźniaka, który po dwóch pierwszych słabszych wyścigach w drugiej części spotkania przebudził się i wygrał dwa biegi. Szczególnie istotne było jego zwycięstwo w 11. wyścigu, w którym za rywali miał Hampela i Łagutę. Gorzowianie przesądzili o swoim zwycięstwie w tym starciu już w 13. biegu po podwójnej wygranej pary Zmarzlik – Thomsen. Ale prezes Stali Marek Grzyb może też cieszyć się z transferu Vaculika, bo Słowak w drugim ligowym występie imponuje wysoką formą. Zmarzlik i właśnie Vaculik oraz Thomsen i Woźniak zaczęli ten sezon w iście mistrzowskim stylu, ale czy starczy im pary do końca rozgrywek, na razie trudno przewidzieć.
Broniąca tytułu Unia Leszno z pewnością nie odda mistrzostwa bez walki. W ekipie „Byków” porażka z gorzowianami w meczu inaugurującym nowy sezon nie wzbudziła paniki, nawet wręcz przeciwnie – pomogła w mobilizacji przed wyjazdowym starciem z także aspirującym do walki o najwyższe laury Włókniarzem Częstochowa. Częstochowianie rozpoczęli niedzielny mecz z Unią z impetem i po kilku biegach mieli już nawet osiem punktów przewagi, lecz wtedy przyjezdni dokonali korekt w ustawieniach swoich motocykli i szybko wrócili do gry. Punktowali jednak tylko seniorzy, bo juniorzy znów wypadli fatalnie – Pludra i Sadurski zdobyli tylko jeden punkt, który przysługiwał im z urzędu w biegu juniorskim.
Ale w ekipie Włókniarza w trakcie rywalizacji słabych stron ujawniło się znacznie więcej. Bartosz Smektała i Kacper Woryna chyba jeszcze nie czuję się na częstochowskim torze jak na swoim, bo byli wolni i lepiej spisywał się od nich nawet Jonas Jeppesen. Najbardziej zawiódł jednak jeden z liderów zespołu Fredrik Lindgren. Widać było, że szwedzki żużlowiec na początku sezonu ma kłopoty sprzętowe i nie jest jeszcze równorzędnym wsparciem dla Duńczyka Leona Madsena. On zresztą też daleki jest od swojej optymalnej dyspozycji. Po jedenastu biegach ekipa Unii po raz pierwszy wyszła w tym meczu na prowadzenie i wtedy podopieczni trenera Piotra Barona złapali taki wiatr w żagle, że tylko cud mógł uratować gospodarzy od porażki. Ale choć zawody odbywały się pod Janą Górą, cud na częstochowskim torze się nie wydarzył, a po 13. biegu, w którym para Miśkowiak – Lindgren przegrała podwójnie, Unia przyklepała swoje zwycięstwo i już do końca tylko pilnowała przewagi, by ostatecznie wygrać mecz 49:41.
Aktualni mistrzowie Polski w tej chwili są w tabeli ekstraligi na czwartej pozycji. Prowadzi Stal Gorzów (dwa mecze, dwa zwycięstwa, komplet czterech dużych punktów i małe punkty +20), przed Spartą Wrocław (jeden mecz, dwa punkty, małe +12) i Apatorem Toruń (dwa mecze, dwa punkty, małe 0). Unia jest na czwartym miejscu (dwa mecze, dwa punkty, małe +2), Falubaz na piątym (dwa mecze, dwa punkty, małe 0), a Włókniarz na szóstym (jeden mecz, zero punktów, małe – 8).
Dwie ostatnie lokaty zajmują GKM Grudziądz (jeden mecz, zero punktów, małe – 12) oraz Motor (jeden mecz, zero punktów, małe – 14). W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi prowadzi Bartosz Zmarzlik (średnia punktów 2,900). Za nim są Nicki Pedersen (2,667), Tai Woffinden i Martin Vaculik (obaj 2,600).
Trzecia kolejka PGE Ekstraligi zostanie rozegrana w najbliższy weekend. W piątek Unia Leszno podejmie Apatora Toruń, a Włókniarz Częstochowa Falubaz Zielona Góra, natomiast w niedzielę GKM Grudziądz zmierzy się u siebie ze Stalą Gorzów, a Motor w Lublinie ze Spartą Wrocław.

Nowe rekordy Roberta Lewandowskiego

Robert Lewandowski znów miał udany weekend. W piątek w przegranym 2:3 meczu Bayernu z Borussią Moenchengladbach w 15. kolejce Bundesligi zdobył bramkę z rzutu karnego i ustanowił swój życiowy rekord, bo na tym etapie rozgrywek po raz pierwszy miał w dorobku 20 goli. A dzień później zjawił się w Warszawie by odebrać, jako pierwszy piłkarz w historii, drugą w karierze nagrodę za zwycięstwo w plebiscycie „PS” i Polsatu na sportowca roku.

Swojego 20 gola w tym sezonie i trzeciego w tym roku Lewandowski strzelił z rzutu karnego w 18. minucie meczu. Ustanowił w ten sposób swój strzelecki rekord, bo do tej pory po 15 kolejkach Bundesligi jego najlepszy wynik, uzyskany w poprzednim sezonie, wynosił 18 trafień. Wykorzystana pewnie „jedenastka” była natomiast jego 26. w barwach Bayernu i 56. w piłkarskiej karierze. W klasyfikacji strzelców Bundesligi w tym sezonie „Lewy” na razie jest poza konkurencją, bo chociaż jego najgroźniejszy konkurent, Norweg Erling Haaland, zdobył dwie bramki w wygranym przez Borussię Dortmund 3:1 meczu z RB Lipsk, to jednak ma w tej chwili na koncie 12 trafień, czyli jeszcze osiem do odrobienia. Trzeci w zestawieniu napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva ma w dorobku 11 goli, a czwarty Wout Weghorst z VfL Wolfsburg dziesięć. Mimo porażki, pierwszej ligowej od września ubiegłego roku, Bayern utrzymał pozycję lidera Bundesligi, właśnie dzięki zwycięstwu Borussii Dortmund z zajmującym drugą lokatę RB Lipsk. Trzeci w tabeli jest Bayer Leverkusen, a dortmundczycy awansowali na czwartą pozycję.
W sobotę Lewandowski zjawił się w Warszawie, żeby osobiście odebrać nagrodę za zwycięstwo w 86. plebiscycie „Przeglądu Sportowego” (tym razem we współpracy z Polsatem) na najlepszego sportowca roku. To drugie takie wyróżnienie w jego karierze. Wcześniej otrzymał je w 2015 roku, a przed nim z polskich piłkarzy taką nagrodą mógł się pochwalić jedynie Zbigniew Boniek (dostał ją po mundialu w 1982). Wygrana „Lewego” wcale nie była taka oczywista, chociaż w 2020 zgarnął chyba wszystkie najważniejsze wyróżnienia indywidualne, z tytułami piłkarza roku FIFA oraz UEFA włącznie. Ale Iga Świątek też miała nie lada sukces na koncie, bo jako pierwsza polska tenisistka wygrała turniej Wielkiego Szlema, triumfując na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Wyczynu dokonał też ubiegłoroczny zwycięzca plebiscytu Bartosz Zmarzlik, który jako pierwszy polski żużlowiec zdobył po raz drugi z rzędu mistrzostwo świata. Trzecie miejsce przypadło jednak skoczkowi narciarskiemu Kamilowi Stochowi, a czwarte kierowcy rajdowemu Kajetanowi Kajetanowiczowi, mistrzowi świata w klasie WRC3. Zmarzlik tym razem zajął dopiero piąte miejsce, za pozostałe lokaty w czołowej „10” przyznano: 6. Natalii Maliszewskiej (short-track), 7. Janowi Błachowiczowi (sporty walki), 8. Wilfredo Leonowi (siatkówka), 9. Katarzynie Niewiadomej (kolarstwo) i 10. Dawidowi Kubackiemu (skoki narciarskie).

PGE Ekstraliga: Nie oszczędzają na transferach

Sezon transferowy w naszej żużlowej PGE Ekstralidze rozpocznie się 1 listopada, ale z grubsza już wiadomo, jakie zmiany zajdą w poszczególnych zespołach. Mimo strat finansowych spowodowanych przez pandemię koronawirusa kluby nie oszczędzają na apanażach dla kluczowych zawodników, głównie polskich.

Najlepiej opłacanym zawodnikiem w PGE Ekstralidze w nowym sezonie będzie bez dwóch zdań dwukrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Szefowie Stali Gorzów zapewniają w medialnych wypowiedziach, że doszli już do porozumienia ze swoim wychowankiem i są absolutnie pewni, że 25-letni żużlowiec, jedyny Polak który ma w dorobku dwa tytuły indywidualnego mistrza świata, na dodatek zdobyte rok po roku, mimo licznych intratnych ofert nie zmieni barw klubowych. Rzecz jasna nie zrobi tego za darmo. Jeśli wierzyć nieoficjalnym przechwałkom działaczy gorzowskiego klubu, Zmarzlik może liczyć na zarobki porównywalne z tymi, jakie w 2011 roku miał w tym klubie świeżo upieczony mistrz świata Tomasz Gollob. A to oznacza, że gaża lidera Stali w nowym sezonie PGE Ekstraligi osiągnie pułap trzech milionów złotych. Poza tym Zmarzlik ma indywidualny kontrakt z PKN Orlen wart kolejny milion złotych, kilka mniejszych umów sponsorskich oraz niemal gwarantowane dodatkowe zarobki za starty w cyklu Speadway Grand Prix, a także w zagranicznych ligach – szwedzkiej i duńskiej. Żużlowi eksperci szacują, że w sumie gorzowianin w najbliższym sezonie może zgarnąć ponad pięć milionów złotych. Inni zawodnicy nie mogą liczyć na takie gwiazdorskie apanaże. Tylko kilku żużlowców może liczyć na zarobki powyżej dwóch milionów złotych za sezon.
Nowością tegorocznego okresu transferowego jest to, że na lukratywne oferty mogą liczyć w zasadzie wyłącznie polscy żużlowcy. Nie ma wśród nich wielu mogących zagwarantować wysoki poziom sportowy, ale z powodu niedostatku wartościowych jeźdźców w kategorii wiekowej do 24 lat, to właśnie Polacy, których każdy zespół musi zatrudnić w obowiązkowej liczbie, będą decydować o wynikach zespołów. I to dlatego szefowie naszych żużlowych klubów oferują najlepszym z nich naprawdę wielkie pieniądze, byle tylko zgodzili się ścigać w ich drużynach. Dobrym przykładem jest tu 22-letni zawodnik Unii Leszno Bartosz Smektała, który przymierza się do zmiany barw klubowych. O jego pozyskanie zabiega mocno Włókniarz Częstochowa, oferując mu za sam podpis na nowym kontrakcie ponad 700 tysięcy złotych, zaś za każdy zdobyty ligowy punkt jest gotów płacić siedem tysięcy złotych. Łatwo policzyć, że jeśli Smektała w nowym sezonie utrzyma skuteczność z tegorocznego, przy takich stawkach będzie mógł tylko w zespole Włókniarza zarobić w 2021 w sumie 1,7 mln złotych. Na niewiele mniejsze pieniądze w Motorze Lublin może też liczyć rówieśnik Smektały, Dominik Kubera.
Z płacowymi żądaniami nie zaszaleją natomiast obcokrajowcy. Powód ich pasywnej postawy jest oczywisty – cudzoziemców chętnych do ścigania się w najlepszej i najlepiej płacącej lidze żużlowej na świecie jest więcej niż miejsc przyznanych im w PGE Ekstralidze. Dlatego szefowie klubów wykorzystują tę sytuację przy negocjacjach, chociaż z drugiej strony, patrząc na planowane budżety i wydatki, chyba nie ma w PGE Ekstralidze lęku przed finansowymi skutkami pandemii koronawirusa. W większości klubów oferowane zawodnikom stawki punktowe wróciły do poziomu wynegocjowanego przez zawodników w 2019 roku.

Przymiarki kadrowe w ekstralidze
Unia Leszno: zostają – Emil Sajfutdinow, Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki, Jaimon Lidsey, Kacper Pludra; przychodzą – Jason Doyle, Krzysztof Sadurski, Damian Ratajczak; odchodzą – Bartosz Smektała (Włókniarz), Dominik Kubera (Motor), Szymon Szlauderbach (szuka klubu).
Stal Gorzów: zostają – Bartosz Zmarzlik, Anders Thomsen, Szymon Woźniak, Rafał Karczmarz, Mateusz Bartkowiak, Wiktor Jasiński; przychodzą – Martin Vaculik, Marcus Birkemose, Kamil Nowacki: odchodzą – Krzysztof Kasprzak (GKM), Niels-Kristian Iversen (szuka klubu).
Sparta Wrocław: zostają – Tai Woffinden, Maciej Janowski, Gleb Czugunow, Daniel Bewley, Michał Curzytek, Przemysław Liszka, Maksym Drabik (ale nie na 100 procent); przychodzi – Artiom Łaguta, odchodzi – Max Fricke (szuka klubu).
Falubaz Zielona Góra: zostają – Patryk Dudek, Piotr Protasiewicz, Michael Jepsen Jensen), Jan Kvech; Matej Zagar, Rohan Tungate; odchodzą – Martin Vaculik (Stal), Norbert Krakowiak (GKM), Antonio Lindbeck, Mateusz Tonder, Damian Pawliczak (szukają klubu).
Włókniarz Częstochowa: zostają – Leon Madsen, Fredrik Lindgren, Jakub Miśkowiak, Mateusz Świdnicki, Bartłomiej Kowalski; przychodzą – Bartosz Smektała, Kacper Woryna, Jonas Jeppesen; odchodzą – Jason Doyle (Unia), Rune Holta (ROW), Paweł Przedpełski (Apator).
Motor Lublin: zostają – Grigorij Łaguta, Mikkel Michelsen, Jarosław Hampel, Wiktor Lampart, Wiktor Firmuga; przychodzą – Dominik Kubera, Krzysztof Buczkowski; odchodzą – Matej Zagar (Falubaz), Jakub Jamróg, Paweł Miesiąc, Wiktor Trofimow, Oskar Bober (szukają klubu).
GKM Grudziądz: zostają – Nicki Pedersen, Kenneth Bjerre, Przemysław Pawlicki, Roman Lachbaum, Danis Zieliński, Kacper Łobodziński, Damian Lotarski; przychodzą – Krzysztof Kasprzak, Norbert Krakowiak; odchodzą – Artiom Łaguta (Sparta), Krzysztof Buczkowski (Motor), Marcin Turowski (szuka klubu).
Apator Toruń: zostają – Jack Holder, Chris Holder, Adrian Miedziński, Tobiasz Musielak, Kamil Marciniec, Aleks Rydlewski, Justin Stolp; przychodzą – Robert Lambert, Paweł Przedpełski, Karol Żupiński; odchodzą – Wiktor Kułakow, Igor Kopeć-Sobczyński (szukają klubu).

Zmarzlik znów mistrzem

Bartosz Zmarzlik w znakomitym stylu wygrał tegoroczną Speedway Grand Prix i jako pierwszy polski żużlowiec w historii wywalczył po raz drugi z rzędu tytuł indywidualnego mistrza świata na żużlu. Przed nim w erze Grand Prix takiego wyczynu dokonało tylko dwóch legendarnych zawodników – Szwed Tony Rickardsson i Duńczyk Nicki Pedersen.

W piątkowym turnieju na toruńskiej Motoarenie Zmarzlikowi szło jak po grudzie i z trudem przedarł się do półfinału, a w finale zajął ostatnie miejsce. Wygrał Australijczyk Max Fricke, drugi był Maciej Janowski, a trzeci Brytyjczyk Tai Woffinden. Przed ostatnimi zawodami tegorocznego cyklu, który z powodu pandemii został ograniczony do ośmiu turniejów rozegranych w czterech miastach (Wrocław, Gorzów, Praga, Toruń), w klasyfikacji generalnej SGP stawce przewodził Zmarzlik z dorobkiem 113 punktów, mający osiem punktów przewagi nad drugim Woffindenem i 10 nad trzecim Duńczykiem Fredrikiem Lindgrenem.
Złoty medal jeżdżący na co dzień w barwach Stali Gorzów Zmarzlik zapewnił sobie już w półfinale sobotnich zawodów na Motoarenie, ostatnich w tegorocznym cyklu ośmiu turniejów SGP. Potrzebował jedynie wywalczyć awansu do finału, ale zadanie miał niełatwe, bo w półfinałowym wyścigu musiał zmierzyć się ze swoimi największymi konkurentami do złota, czyli Brytyjczykiem Taiem Woffindenem i Szwedem Fredrikiem Lindgrenem. Gorzowianin startował na dodatek z najgorszego, czwartego pola, ale mimo to po fenomenalnej walce przez cztery okrążenia zdołał wywalczyć drugą lokatę, przegrywając jedynie z Lidgrenem, a wyprzedzając Woffindena oraz Duńczyka Leona Madsena.
W drugim półfinale znakomicie pojechał gwiazdor Sparty Wrocław Maciej Janowski, który pewnie wygrał bieg przed Rosjaninem Artiomem Łagutą, Australijczykiem Jasonem Doylem i kolejnym Rosjaninem, Emilem Sajfutdinowem.
I tak kibice mogli w finałowym wyścigu oglądać walkę dwóch polskich żużlowców z Łagutą i Lindgrene. Duńczyka dopadł straszliwy pech, bo na starcie jego motocykl odmówił posłuszeństwa. Ostatecznie finałowy bieg zakończył się podwójnym triumfem biało-czerwonych, bo wygrał Zmarzlik, przyklepując efektownie już należący do niego tytuł mistrza świata, przed Janowskim, który ostatecznie w klasyfikacji generalnej uplasował się na czwartej pozycji oraz trzecim na mecie Łagutą i czwartym Lindgrenem. W tym momencie w klasyfikacji generalnej Woffinden i Lindgren mieli tyle samo punktów i zarządzono dodatkowy bieg z ich udziałem, któego stawką był tytuł indywidualnego wicemistrza świata. Wygrał go bezdyskusyjnie Brytyjczyk i on też odebrał srebrny medal, zaś jego duński rywal musiał zadowolić się brązowym.
Polska ma teraz trzech mistrzów świata w jeździe na żużlu, ale zarówno Jerzemu Szczakielowi jak Tomaszowi Gollobowi nie udało się triumfować dwukrotnie, na dodatek rok po roku. A 25-letni Bartosz Zmarzlik tego dokonał i już na trwałe zapisał się w historii polskiego żużla. A także światowego, bo w erze Grand Prix, która obowiązuje od 1995 roku, tytuł mistrza świata potrafili obronić jedynie Szwed Tony Rickardsson i Duńczyk Nicki Pedersen.
Zmarzlik nie jest najmłodszym mistrzem świata w historii, bo ten splendor należy do brytyjskiego żużlowca Petera Cravena, który zdobył tytuł w 1955 roku w wieku 21 lat (po raz drugi triumfował siedem lat później), ale gorzowianin ma jeszcze mnóstwo czasu, żeby pobić rekord w liczbie mistrzowskich tytułów, należący do Nowozelandczyka Ivana Maugera i Rickardssona, którzy po sześć razy stawali na najwyższym podium.
Zmarzlik od początku swojej kariery jeździ w barwach Stali Gorzów. Z gorzowskim klubem lada moment zwiąże się nowym kontraktem, który uczyni go najlepiej zarabiającym żużlowcem na świecie. Za sam podpis pod umową ma otrzymać ponad milion złotych, a za jeden sezon ma inkasować trzy razy tyle. Do tego dochodzi jeszcze indywidualny kontrakt sponsorski z PKN Orlen, o wysokości którego już w żużlowym światku krążą legendy. Szefowie gorzowskiego klubu nie mogli się targować, bo doskonale wiedzieli, że Zmarzlik ma kilka innych intratnych ofert.


Końcowa klasyfikacja SGP 2020:

  1. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 133 pkt;
  2. Tai Woffinden (W. Brytania)– 117;
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 117;
  4. Maciej Janowski (Polska) – 107;
  5. Leon Madsen (Dania) – 89;
  6. Jason Doyle (Australia) – 87;
  7. Artiom Łaguta (Rosja) – 84;
  8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 81;
  9. Martin Vaculik (Słowacja) – 78;
  10. Max Fricke (Australia) – 64
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 46
  12. Patryk Dudek (Polska) – 39;
  13. Niels Kristian Iversen (Dania) – 32;
  14. Mikkel Michelsen (Dania) – 32;
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 22;
  16. Gleb Czugunow (Polska) – 16;
  17. Jack Holder (Australia) – 12;
  18. Andres Thomsen (Dania) – 10;
  19. Vaclav Milik (Czechy) – 1;
  20. Eduard Krcmar (Czechy) – 1.

48 godzin sport

Nie dogoniła Margaret Court
Serena Williams (na zdjęciu) wycofała się z French Open z powodu kontuzji ścięgna Achillesa – poinformowali organizatorzy turnieju. W II rundzie Amerykanka miała zmierzyć się z Bułgarką Cwetaną Pironkową (157. WTA). 39-letnia Williams była rozstawiona w paryskim turnieju z numerem 6. W I rundzie pokonała rodaczką Kristie Ahn 7:6(2), 6:0, ale już po tym pojedynku narzekała na uraz i ostatecznie po naradzie z trenerem postanowiła się wycofać z dalszej rywalizacji. Tym samym Serena Williams nie zdobędzie w tym roku swojego 24. wielkoszlemowego tytułu i nie wyrówna rekordu wszech czasów należącego do Australijki Margaret Court. Po raz ostatni młodsza z sióstr Williams triumfowała w Wielkim Szlemie w styczniu 2017 roku, wygrywając Australian Open. Na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu triumfowała trzykrotnie, po raz ostatni w 2015 roku.

Kędziora doczekał w Dynamie Kijów awansu do Ligi Mistrzów
Dynamo Kijów z reprezentantem Polski Tomaszem Kędziorą w składzie wywalczyło awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Ukraiński zespół w decydującej fazie eliminacji pokonał w dwumeczu belgijski Gent. W pierwszym spotkaniu Dynamo zwyciężyło 2:1, a w rewanżu rozgromiło rywali 3:0. Prawo gry w LM wywalczył także węgierski Ferencvaros oraz grecki Olympiakos Pireus.

Liga Europy EHF bez szczypiornistów z Puław
Piłkarze ręczni Azotów Puławy przegrali w Szwecji rewanżowy mecz 2. rundy kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej z IFK Kristianstad 22:24 (8:12) i odpadli z dalszej rywalizacji. Do fazy grupowej awansowali rywale, który w pierwszym spotkaniu wygrali w Puławach 25:24. Bez konieczności udziału w kwalifikacjach, w fazie grupowej Ligi Europejskiej występować będzie wicemistrz Polski Orlen Wisła Płock.

Nieoczekiwana porażka naszych żużlowców z Rosjanami
Reprezentacja Rosji pokonała Polskę 52:38 w towarzyskim meczu rozegranym na torze w Bydgoszczy. W polskim zespole startowali: Bartosz Zmarzlik (zdobył 14 pkt), Szymon Woźniak (7), Patryk Dudek (6), Janusz Kołodziej (4), Dominik Kubera (4), Jarosław Hampel (3), a w rosyjskim: Emil Sajfutdinow (12), Artiom Łaguta (10), Wiktor Kułakow (10), Wadim Tarasienko (9), Grigorij Łaguta (8), Andriej Kudriaszow (3). Przed spotkaniem odbyła się uroczystość wprowadzenia do Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski jednego z najbardziej utytułowanych zawodników Tomasza Golloba..

Po raz pierwszy piłkarz z Izraela zagra w arabskim klubie
Dia Saba został pierwszym izraelskim piłkarzem, który podpisał kontrakt z arabskim klubem. 27-letni pomocnik, ostatnio występujący w chińskim Kanton R&F, będzie bronił barw ekipy Al-Nasr z Dubaju. Saba, który ma ma palestyńskie pochodzenie, występuje też w reprezentacji Izraela – do tej pory zagrał w 10 spotkaniach i zdobył w trzy gole..

Koniec obecności CCC Team w kolarskiej elicie
Belgijski zespół Circus-Wanty Gobert przejmie licencję WorldTour znajdującą się dotychczas w posiadaniu CCC Team. Oznacza to koniec polskiej grupy po dwóch latach obecności w kolarskiej elicie. Według komunikatu ekipy, spółka nią zarządzająca, Want You Cycling, w 2021 roku przejmie spółkę stojącą za CCC Team, Continuum Sports. Tym samym belgijska grupa, dziś występująca jako zespół ProTeam, uzyska status zespołu WorldTour. Belgijska ekipa w tym roku dysponowała budżetem w wysokości 7 milionów euro, ale będzie musiała w przyszłym roku znacznie go powiększyć, żeby poszerzyć kadrę i skład sztabu szkoleniowego.

Gollob komentatorem

Tomasz Gollob podczas rozegrany w miniony weekend turniejów SSG 2020 w Pradze udanie zadebiutował w roli komentatora. Stacja Canal+ zapowiada nawiązanie z mistrzem świata dłuższej współpracy.

Indywidualny mistrz świata na żużlu z 2010 roku, który w kwietniu 2017 roku podczas treningu motocrossowego w Chełmnie uległ wypadkowi i odniósł bardzo poważne obrażenia kręgosłupa, przez co dzisiaj porusza się na wózku inwalidzkim, od dwóch lat współpracuje z telewizją Canal+, ale dotąd występował wyłącznie w roli eksperta, który ze studia i po czasie komentował żużlową rywalizację. W miniony weekend wraz z Tomaszem Dryłą stworzył komentatorski duet, który wykonał znakomitą robotę podczas Grand Prix Czech i spodobał się telewidzom. Dziennikarz jest uznanym w żużlowym środowisku specem od budowania tzw. atmosfery relacji, natomiast Gollob zaimponował niesamowitą wiedzą o niuansach rywalizacji na torze, którą w spokojny i rzeczowy sposób dzielił się z widzami. Do legendy zaś z pewnością przejdzie moment, gdy w trakcie relacji Gollob otrzymał SMS-a od Bartosza Zmarzlika. Żużlowiec Stali Gorzów zapytał w nim swojego mentora, które pole startowe powinien wybrać przed jednym z kluczowych biegów. Rady udzielone przez „starego mistrza” swojemu następcy okazały się bezcenne i z całą pewnością pomogły Zmarzlikowi w odniesieniu podwójnego zwycięstwa na praskim torze, dzięki czemu wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji generalnej cyklu Speedway Grand Prix i w zamykających rywalizację o indywidualne mistrzostwo świata dwóch turniejach w Toruniu stanie przed ogromną szansą na obronę wywalczonego przed rokiem tytułu.
A co do komentatorskich wyczynów Golloba, wszyscy żużlowi eksperci podkreślali z uznaniem jego ogromną wiedzę o żużlowych wyścigach, ale też wielka klasa i wyczucie w formułowaniu ocen ścigających się na torze zawodników. Nawet jeśli kogoś krytykuje i wytyka mu błędy, robi to w wyważony sposób, chociaż akurat on mógłby pozwolić sobie na więcej, bo sam był przecież żużlowcem wybitnym.

Zmarzlik może obronić tytuł

Bartosz Zmarzlik wygrał oba turnieje Speedway Grand Prix rozegrane w miniony weekend w Pradze. Aktualny mistrz świata z dorobkiem 99 punktów po sześciu wyścigach objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej tegorocznej edycji SGP. Drugie miejsce zajmuje Szwed Fredrik Lindgren (92 pkt), a trzecie Brytyjczyk Tai Woffinden (89 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Maciej Janowski.

Do zawodów w stolicy Czech Bartosz Zmarzlik przystępował z pozycji wicelidera klasyfikacji generalnej. Żużlowiec Stali Gorzów mógł być na pierwszym miejscu, gdyby tydzień wczesniej nie pokpił sprawy w sobotnim turnieju SGP na gorzowskim torze. Po wygranej w piątek wydawało się, że na obiekcie, na którym się wychował, zwycięży w obu turniejach. Niestety, w drugiej odsłonie zmagań w stadionie imienia E. Jancarza nie był juz taki szybki jak dzień wcześniej i nawet nie zakwalifikował sie do finału. Z okazji skorzystał Szwed Fredrik Lindgren, który po czterech rundach objął prowadzenie z minimalną przewagą nad Zmarzlikiem i drugim z Polaków w czołówce, Maciejem Janowskim ze Sparty Wrocław.
W Pradze Zmarzlik wcześniej zwykle zawodził, dlatego jego znakomita jazda była zaskoczeniem. Gorzowianin wygrał pewnie dwa pierwsze biegi, ale w trzech kolejnych zajmował kolejno drugą trzecia i druga lokatę. Do półfinału awansował jednak pewnie i jako jedyny z naszych zawodników.
W półfinale Zmarzlik trafił do czwórki z Woffindenem, Duńczykiem Leonem Madesenem i Australijczykiem Jasonem Doyle’m. Sędzia za falstart wykluczył najpier Madsena, a następnie Doyle, co oznaczało, że Zmarzlik i Woffinden mieli awans do finału zapewniony, a ścigali się jedynie o prawo wyboru pola startowego. Trzecią lokatę wywalczył Słowak Martin Vaculik, a czwarty linię mety minął Rosjanin Emil Sajfutdinow. Nasz żużlowiec po tym zwycięstwie awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej. Na drugie miejsca spadł Lindgren, a na trzecie awansował Woffinden kosztem Janowskiego.
Przed sobotnim turniejem organizatorzy trochę bardziej przyłożyli się do przygotowania toru, co od razu poprawiło atrakcyjność zawodów, bo kibice w końcu mogli obejrzeć trochę walki. „Dzisiaj tor jest inny” – podkreślał w telewizyjnej wypowiedzi Zmarzlik, ale zmiana warunków zupełnie mu nie przeszkadzała. Gorzowianin wygrał pewnie trzy pierwsze biegi, a dwóch kolejnych był drugi i z dorobkiem 13 punktów pewnie awansował do półfinału. Zdecydowanie lepiej niż piątek spisał się Janowski, który także przebił się do czołowej ósemki. Wrocławianin miał pecha w 13. biegu, bo unikając zderzenia z Woffindenem musiał zwolnić i już potem nie odrobił dystansu do rywali. Brytyjski sędzia Craig Ackroyd nie ukarał swojego rodaka za niebezpieczną jazdę i nie wykluczył go z jazdy w półfinale. W walce o miejsce w czołowej czwórce zawodów zmierzyli się Zmarzlik, Doyle, Madsen, Janowski i w takiej kolejności mijali metę. W drugim półfinałowym biegu zmierzyli się Lindgren, Woffinden, Vaculik, Sajfutdinow i w takim zestawieniu zakończyli wyścig. W finale wystartowali zatem Zmarzlik, Woffinden, Doyle, Lindgren.
Bieg finałowy trzeba było rozgrywać na raty. W pierwszym podejściu Zmarzlik świetnie ruszył spod taśmy, ale na pierwszym łuku zderzyli się Woffinden i Doyle, w wyniku czego Australijczyk zaliczył groźnie wyglądający upadek. W powtórce mistrz świata z 2017 roku popełnił falstart i sędzia Ackroyd musiał ponownie przerwać przygotowania do startu. Dopiero w trzecim podejściu udało się żużlowcom ruszyć spod taśmy bez błędów. Zmarzlik wygrał start, ale po wyjściu z wirażu wyprzedził go Woffinden. Polak walczył z Brytyjczykiem do ostatniego okrążenia i odważnym atakiem zdołał o na mecie o włos wyprzedzić trzykrotnego mistrza świata.
Do zakończenia zmagań pozostały już tylko dwie rundy, które zostaną rozegrane w dniach 2-3 października na Motoarenie w Toruniu. Zmarzlik ma wielka szansę na obronę mistrzowskiego tytułu, czego jak dotąd nie dokonał żaden polski żużlowiec, a po raz ostatni taka sztuka udała się w sezonach 2007 i 2008 Duńczykowi Nickiemu Pedersenowi.

Klasyfikacja generalna po 6 turniejach:

  1. Bartosz Zmarzlik – 99 pkt; 2. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 92; 3. Tai Woffinden (W. Brytania) – 89; 4. Maciej Janowski (72); 5. Leon Madsen (Dania) – 70; 6. Jason Doyle (Australia) – 69; 7. Martin Vaculik (Słowacja) – 63; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 60; 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 59; 10. Max Fricke (Australia) – 40; 11. Matej Zagar (Słowenia) – 37; 12. Niels Kristian Iversen (Dania) – 30; 13. Patryk Dudek – (29); 14. Mikkel Michelsen (Dania) – 27; 15. Gleb Czugunow(Rosja/Polska) – 16; 16. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 12; 17. Anders Thomsen (Dania) – 10; 18. Vaclav Milik (Czechy) – 1.