Messi chce zwiać z Barcelony

Klęska zespołu Barcelony z Bayernem Monachium (2:8) wywołała w katalońskim klubie potężny kryzys. W pierwszej kolejności posadę stracił trener Quique Setien, ale jak donoszą hiszpańskie media, większym problemem jest to, że najlepszy od ponad dekady piłkarz „Dumy Katalonii”, Leo Messi, postanowił odejść.

Piątkowy wieczór to bez wątpienia był jeden z najgorszych momentów w bogatej w sukcesy karierze argentyńskiego gwiazdora, sześciokrotnego zdobywcy „Złotej Piłki”. Było w jego zachowaniu na boisku i w szatni aż nadto widoczne, że jest nie tylko zdruzgotany słabą grą zespołu Barcelony w meczu z mistrzem Niemiec, ale też zwyczajnie wściekły. W pierwszej kolejności na trenera Setiena, do którego pracy zresztą miał już wcześniej wiele zastrzeżeń. Teraz nie musiał już nawet nic mówić, bo niemal tuż po ostatnim gwizdku sędziego los szkoleniowca był przesądzony. Oficjalna decyzja zapadła jednak dopiero w poniedziałek, trzy dni po klęsce w Lizbonie. Tego dnia służby prasowe katalońskiego klubu potwierdziły medialne spekulacje komunikując, że Quique Setien nie jest już trenerem zespołu, który przejął 13 stycznia i zdążył poprowadzić w 25 meczach – 19 w Primera Division, trzech w Pucharze Hiszpanii i trzech w Lidze Mistrzów. Szesnaście z tych spotkań wygrał, cztery zremisował, a w pięciu doznał porażek. Ale do stylu gry jaki ekipa Barcelony prezentowała pod jego komendą było mnóstwo zastrzeżeń, także ze strony zawodników, a najbardziej Messiego, który mimo zdobycia dziewięciu mistrzostw Hiszpanii i czterech triumfów w Lidze Mistrzów, wciąż chce zdobywać kolejne trofea. Ale Argentyńczyk ma już 33 lata i chociaż nadal imponuje piłkarskim geniuszem, wytrzymałości, szybkości i kondycji jakie miał jeszcze pięć lat temu, teraz już nie ma. Ale po staremu wszystko na boisku kręci się wokół niego i wszyscy pozostali gracze „Blugrany” nie wychylają się poza role jego pomagierów. I to właśnie jest prawdopodobnie główną przyczyną trwającego od mniej więcej pięciu lat spadku znaczenia ekipy „Dumy Katalonii” na europejskiej arenie, którego apogeum nastąpiło w tym sezonie – Messi i spółka przegrali z Realem Madryt walkę o mistrzostwo ligi, nie zdobyli krajowego pucharu, a teraz jeszcze w kompromitującym stylu odpadli z Ligi Mistrzów w ćwierćfinale. Setien niewątpliwie przyłożył do tego rękę, ale trudno tylko jego obwiniać za wszystkie grzechy.
Messi od dłuższego czasu znajdował się też w ostrym konflikcie z prezydentem klubu Josepem Marią Bartomeu, od którego bezskutecznie domagał się transferów klasowych graczy. O to samo darł również koty z dyrektorem sportowym klubu Erikiem Abidalem. Argentyński gwiazdor miał powody do pretensji. W ostatnich pięciu latach Barcelona wydała na transfery nowych graczy blisko miliard euro, a w drugą stronę oddała zawodników za mniej więcej połowę tej kwoty. Wśród tych, którzy odeszli, największą stratą był bez wątpienia Brazylijczyk Neymar, na miejsce którego nie sprowadzono zawodnika o choćby zbliżonych umiejętnościach. Kupiony z Borussii Dortmund za 100 mln euro Ousmane Dembele okazał się transferowym niewypałem, pokładanych nadziei nie spełnił też Brazylijczyk Philippe Coutinho, którego wypożyczono w tym sezonie do Bayernu Monachium. Jego dwie bramki i asysta w meczu przeciwko Barcelonie to kolejny policzek dla Bartomeu i Abidala.
Według gazety „Mundo Deportivo” prezydent Bartomeu nie zamierza ustępować ze stanowiska i zapowiedział, że tego lata przeprowadzi rewolucję w kadrze Barcelony. Z obecnych graczy „nietykalni” jest według niego tylko czterech -– niemiecki bramkarz Marc-Andre ter Stegen, francuski obrońca Clement Lenglet, holenderski rozgrywający Frenkie De Jong oraz rzecz jasna Leo Messi. Reszta ma zostać wystawiona na listę transferową. Sęk w tym, że najbardziej korzystna oferta pojawiła się akurat dla gracza w Barcelonie najważniejszego, czyli Messiego.
Według włoskiego dziennikarza Francesco Porzio, Messi podjął już decyzję, że jeszcze tego lata zmieni barwy klubowe i nawet poinformował o tym zarząd „Dumy Katalonii”. Do walki o argentyńskiego asa wystartowały dwie uznane futbolowe firmy – Inter Mediolan i Manchester City. Większe szanse na transfer, o ile rzecz jasna naprawdę do niego dojdzie, bo nie można wykluczyć zmiany decyzji przez Messiego, ma włoski klub, pod warunkiem jednak, że w rozliczeniu zgodzi się oddać Barcelonie Lautaro Martineza. Problem w tym, że ten 22-letni rodak Messiego robi w ostatnim czasie furorę nie tylko na włoskich boiskach – ostatnio w meczu 1/2 finału Ligi Europy z Szachtarem strzelił dwa gole.