Real na skraju przepaści

Real Madryt znalazł się od krok od katastrofy. Przegrywając w 5. kolejce Ligi Mistrzów z Szachtarem Donieck (0:2) „Królewscy”, najbardziej utytułowany z europejskich klubów zajmuje w dopiero trzecie miejsce w grupie i po raz pierwszy w historii może nie zakwalifikować się do fazy pucharowej tych elitarnych rozgrywek.

Sytuacja w grupie B po pięciu kolejkach jest niebywała, bo liderem jest nie najmocniejszy przecież z niemieckich klubów, Borussia Moenchengladbach, a drugą premiowaną awansem lokatę zajmuje Szachtar Donieck, a dwa ostatnie miejsca okupują typowane przed rozpoczęciem rozgrywek na faworytów w tym towarzystwie Real i Inter Mediolan. W ostatniej kolejce spotkań „Królewscy” zmierzą się jednak u siebie z Borussią, a Inter podejmie Szachtar, więc jeśli wygrają swoje spotkania, ostatecznie wywalczą awans do 1/8 finału. Ale już sam fakt, że muszą o to drżeć, dla takich gigantów jak Real i Inter jest wielkim upokorzeniem.
Nic dziwnego, że w hiszpańskich mediach huczy o plotek o rychłej dymisji trenera „Królewskich” Zinedine’a Zidane’a, chociaż władze klubu oficjalnie ogłosiły, że francuski szkoleniowiec, który zdobył z Realem już 11 trofeów, w tym trzy razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, może być spokojny o swoja posadę. Słynny „Zizou” ma na Santiago Bernabeu status nietykalnej ikony, lecz nawet on może nie utrzymać posady jeśli nie awansuje do fazy pucharowej Champions League. Ewentualna przeprowadzka do Ligi Europy dla fanów „Królewskich” byłaby zapewne nawet bardziej upokarzającą klęską, niż zajęcie przez ich drużynę ostatniego miejsca w grupie. Dlatego mimo deklaracji szefów klubu, że nie rozważają zwolnienia Zidane’a, karuzela z nazwiskami jego potencjalnych następców kręci się w najlepsze. Madrycki dziennik „Marca”, zawsze przychylny Realowi i zwykle dobrze poinformowany, podał, iż w tej chwili najwyżej stoją akcje Mauricio Pochettino, który po dymisji z Tottenhamu od roku pozostaje bezrobotny, a zaraz po nim prowadzącego aktualnie zespół rezerw Realu Raula Gonzaleza. Zidane jednak po kompromitującej porażce w Kijowie zapowiedział, że nie zamierza podawać się do dymisji, bo ma pomysł jak wydobyć zespół z kryzysu. Jeśli jednak w najbliższą środę nie wygra z Borussią Moenchengladbach, decyzja w tej sprawie nie będzie już zależeć od niego.
Tym bardziej, że w Primera Division „Królewskim” też idzie jak po grudzie. W tabeli są na czwartym miejscu z siedmioma punktami straty do prowadzącego nieoczekiwanie Realu Sociedad i sześcioma do zajmującego drugą lokatę Atletico Madryt, ale lokalny rywal ma jeden mecz mniej. W Lidze Mistrzów Atletico też jednak jest w tarapatach po remisie u siebie z grającym w rezerwowym składzie Bayernem i teraz aby awansować do 1/8 finału, musi w ostatniej kolejce zdobyć co najmniej jeden punkt w Salzburgu. Kłopoty obu madryckich zespołów, które jeszcze do niedawna rozdawały przecież karty w Champions League, są zastanawiające, zwłaszcza że znajdujące się także w kryzysie dwa inne hiszpańskie kluby uczestniczące w tych rozgrywkach, FC Barcelona i FC Sevilla, bez większego trudu zapewniły sobie awans do fazy pucharowej. „Duma Katalonii” wygrała wszystkie pięć spotkań, a w minioną środę nawet bez Leo Messiego w składzie gładko ograła na wyjeździe Ferencvaros Budapeszt 3:0.
Z polskich piłkarzy w tej kolejce zagrało tylko czterech. W meczu Juventusu Turyn z Dynamem Kijów (3:0) zobaczyliśmy błyskotliwe parady Wojciecha Szczęsnego (zaliczył 21. występ w Lidze Mistrzów bez straconego gola i wyrównał należący do Jerzego Dudka rekord wśród polskich bramkarzy) oraz Tomasza Kędziorę na prawej obronie ukraińskiej drużyny, w spotkaniu Borussii Dortmund z Lazio Rzym (1:1) po dłużej przerwie w podstawowym składzie niemieckiego zespołu znów pojawił się Łukasz Piszczek, natomiast w dwójki naszych reprezentantów grających na co dzień w Lokomotiwie Moskwa, Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa, w przegranym 1:3 u spotkaniu z RB Salzburg wystąpił tylko ten drugi, bo Krychowiak zakaził się koronawirusem.
Robert Lewandowski w tej kolejce dostał od trenera Bayernu wolne, ale pewnie w ostatnim meczu grupowym, z Lokomotiwem na Allianz Arenie, już zagra i może nawet podreperuje swój skromny jak na razie dorobek bramkowy. W obecnej edycji napastnik Bayernu, król strzelców poprzedniego sezonu, ma na razie tylko trzy trafienia, ale do liderów klasyfikacji, Alvaro Moraty z Juventusu, Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund i Marcusa Rashforda z Manchesteru United, traci tylko trzy gole. Z tej trójki w ostatniej kolejce na pewno nie zagra Haaland, który nabawił sie kontuzji mięśnia i do końca tego roku już się na boisku nie pojawi. Dla naszego piłkarza to okazja nie tylko do odrobienia do niego dystansu w klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów, lecz także odskoczenia Norwegowi w tabeli strzelców Bundesligi.

Docenili talent z Lecha

UEFA ogłosiła listę 50 piłkarzy do lat 21, których kariery warto śledzić w 2019 roku. Wśród wytypowanych graczy znalazł się tylko jeden Polak, 20-letni prawy obrońca Lecha Poznań Rober Gumny.

 

Skład tej grupy uzdolnionych zawodników wytypował co prawda ekipa portalu UEFA.com, a zatem nie trenerzy czy skauci wyspecjalizowani w ocenie piłkarskich talentów, ale ponieważ firmuje to Unia Europejskich Związków Piłkarskich (UEFA), to z pewnością wśród umieszczonych na liście 50 graczy z Europy są tacy, którzy w przyszłości mogą zrobić wielkie kariery. Robert Gumny znalazł się w niezłym towarzystwie, bo wraz z nim w zestawieniu znaleźli się tacy uznani już gracze, jak Jadon Sancho z Borussii Dortmund, Vinicius Junior z Realu Madryt, Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt czy Callum Hudson-Odoi z Chelsea Londyn. Gumny ma już na koncie 57 meczów w polskiej ekstraklasie. Rok temu chciała go pozyskać Borussia M’gladbach za 8 mln euro.

 

Jović zmotywował Lewandowskiego

Po czterech meczach bez wygranej z rzędu Bayern Monachium wrócił na zwycięską ścieżkę. Mistrzowie Niemiec pokonali na wyjeździe VfL Wolfsburg 3:1, a pierwsze skrzypce w zespole znów grał Robert Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji strzelił dwa gole i zaliczył asystę. Przyćmił go jednak Luka Jović z Eintrachtu, który zdobył pięć bramek.

 

Koncert „Lewego” wysoko oceniły zwykle krytyczne w ocenie jego gry niemieckie media, bo w pomeczowych recenzjach Polak najczęściej otrzymywał najwyższą notę „1” (w skali 1-6), co w Niemczech oznacza klasę światową. Lewandowski zaczynał mecz z Wolfsburgiem w takiej samej sytuacji jak grający z nim w Bayernie reprezentanci Niemiec – licząc łącznie występy w klubie i drużynie narodowej miał już za sobą sześć spotkań bez zwycięstwa, a jeszcze nie strzelił gola od 22 września. Monachijczycy pokazali jednak w tym meczu mistrzowski charakter – grając w osłabieniu po czerwonej kartce dla Arjena Robbena szybko odpowiedzieli na strzelonego przez gospodarzy kontaktowego gola, a na 3:1 podwyższył po podaniu „Lewego” James Rodriquez.

Dla Lewandowskiego to był pierwszy od marca tego roku występ w Bundeslidze, w którym strzelił więcej niż jednego gola (ostatni raz dokonał tego w wygranym 6:0 spotkaniu z Borussią Dortmund). W obecnym sezonie tylko raz miał lepsze osiągnięcie, gdy strzelił trzy gole Eintrachtowi Frankfurt w Superpucharze Niemiec, ale w spotkaniu z VfL Wolfsburg na dodatek zagrał na rewelacyjnym poziomie. Stwarzał sobie i kolegom sytuacje strzeleckie, rozgrywał akcje, uczestniczył w grze obronnej, słowem – znów był ważnym ogniwem zespołu. To dobry znak przed czekającą bawarskiego potentata morderczą serią – mecz z Wolfsburgiem był pierwszym z siedmiu, które mistrzowie Niemiec rozegrają w Bundeslidze, Lidze Mistrzów i Pucharze Niemiec w najbliższych trzech tygodniach.

Popis polskiego napastnika przyjęto w Niemczech z uznaniem, ale w miniony weekend w Niemczech większy zachwyt wzbudził 20-letni piłkarz Eintrachtu Frankfurt Luka Jović. Serb w wygranym 7:1 spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (z reprezentantem Polski Marcinem Kamińskim w składzie) strzelił aż pięć goli i pod tym względem powtórzył wyczyn Lewandowskiego z 22 września 2015 roku, z pamiętnego meczu z VfL Wolfsburg w Monachium. „Lewy” był 13. piłkarzem w historii Bundesligi, któremu udało się dokonać takiego spektakularnego wyczyny, ale pierwszym w XXI wieku.

Jović jest czternastym zdobywcą „pięciopaka”, ale nasz piłkarz swoje pięć bramek zdobył w niespełna dziewięć minut, zaś Serb pierwsze trafienie zaliczył w 26. minucie, a ostatnie w 72. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jović zaliczył swój najlepszy jak dotąd mecz w karierze i zwrócił swoim wyczynem uwagę na siebie możnych europejskiego futbolu. Niewykluczone, że znalazł się także na liście życzeń Bayernu, który powoli zaczyna rozglądać się za napastnikiem rokującym choćby zbliżoną skuteczność jaką prezentuje Lewandowski. Dwudziestolatek z Serbii musi jednak na ewentualny transfer zapracować kolejnymi golami, ale już okrzyknięto go najpoważniejszym konkurentem Polaka do korony króla strzelców.

Droga do zdobycia tego splendoru jednak daleka, bo Jović, choć ma siedem bramek na koncie, dzieli fotel lidera klasyfikacji snajperów z legitymującym się takim samym dorobkiem bombardierem z Borussii Dortmund Paco Alcacerem. A za tą dwójką czai się jeszcze grupa aż pięciu zawodników z dorobkiem pięciu trafień, w której oprócz Lewandowskiego są jeszcze Marco Reus (Borussia Dortmund), Sebastien Haller (Eintracht Frankfurt), Alassane Plea (Borussia M’gladbach) i Ondrej Duda (Hertha Berlin).

 

Gdzie są piłkarze Bayernu?

Bayern Monachium po raz ostatni wygrał mecz pod koniec września. W sobotę zespół Niko Kovaca w fatalnym stylu uległ u siebie Borussii M’gladbach 0:3. W niemieckich mediach na bawarski zespół wylała fala bezlitosnej krytyki.

 

W siódmej kolejce Bundesligi Bayern przegrał na własnym stadionie 0:3 z Borussią Moenchengladbach. Tak wysoko w lidze Bayern nie przegrał u siebie od czterech lat. Ta porażka oznacza, że kryzys formy Bawarczyków coraz bardziej się pogłębia. W tabeli Bundesligi podopieczni trenera Niko Kovaca spadli na piąte miejsce i do prowadzącej Borussii Dortmund tracą już cztery punkty. W niemieckich mediach aż huczy od plotek, że między częścią piłkarzy Bayernu a trenerem wybuchł otwarty konflikt, a wysoka przegrana z Borussia Moenchengladbach jest tego najlepszym potwierdzeniem. Coś w tych plotkach może być na rzeczy, bo w sobotni wieczór zespół Bayernu wykazywał inicjatywę tylko przez pierwsze 10 minut, jakby piłkarze chcieli pokazać, że grać potrafią. Potem już tylko statystowali rywalom i nawet niespecjalnie przejmowali się utratą kolejnych goli. A pierwszego z nich stracili właśnie w 10. minucie, gdy Alassane Plea precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał Manuela Neuera.

Był to już piąty gol piłkarza Borussii w tym sezonie i w klasyfikacji strzelców wyprzedza on m. in. Roberta Lewandowskiego, który w sobotni wieczór znów zaliczył występ bez gola i otrzymał bardzo słabe noty. Na razie niemieckie media jeszcze kapitana polskiej reprezentacji nie obarczają winą za porażki Bayernu, ale to tylko kwestia czasu. Wśród tamtejszych ekspertów już pojawiły się opinie, że „Lewy” po sezonie powinien znaleźć się w grupie piłkarzy, którzy powinni odejść z Bayernu.
Zmianę podejścia do Bayernu dobrze ilustrują dwie sytuacje meczowe. Lewandowski zdobył w 67. minucie bramkę, ale sędzia jej nie uznał, a VAR potwierdził jego decyzję. Tuż przed końcem spotkania Patrich Hermann przyjął piłkę w polu karnym Bayernu i podwyższył wynik na 3:0, lekko dotknął jednak przy tym piłkę ręką, lecz sędzia po wideoweryfikacji uznał jego trafienie za całkowicie prawidłowe.

„Jestem za te porażkę odpowiedzialny” – przyznał po meczu Niko Kovac, ale jego odwaga nie robi teraz na nikim wrażenia. Cztery mecze, żadnego zwycięstwa, bilans bramkowy 2:7. Takie statystyki dla bawarskiego potentata są upokarzające, więc nic dziwnego, że Kovac znalazł się pod ostrzałem. Znany z ostrych ocen były gwiazdor monachijskiego klubu Lothar Matthaes ocenił jego drużynę krótko: „Nigdy nie widziałem Bayernu grającego aż tak źle. To nie ma nic wspólnego z nowoczesnym futbolem. Chwilami miałem wrażenie, że prawdziwi piłkarze Bayernu poszli do szatni, a za nich biegają jacyś przebierańcy”

Bójka niemieckich kiboli

Po meczu piłkarskich drużyn FC Koeln i FC Union Berlin doszło do bijatyki z udziałem zorganizowanych grup kiboli obu klubów. Do bijatyki włączyli się też pseudokibice Borussii Dortmund i Borussii M’gladbach.

 

Mecz rozegrano w miniony poniedziałek. Po meczu dwie grupy chuliganów, każda składająca się z około setki zamaskowanych mężczyzn, starły się ze sobą walcząc na kamienie, pałki i pięści. Interwencja liczącego 40 funkcjonariuszy oddziału policji przyniosła skutek dopiero po dłuższym czasie. Prowadząca dochodzenie niemiecka prokuratura twierdzi, że był to zaplanowana konfrontacja, tzw. ustawka, bo fani Unionu Berlin byli zamaskowani kapturami i wydawali się być gotowi na atak kiboli FC Koeln. W grupie chuliganów z Kolonii byli znani policjantom pseudokibice Borussii Dortmund i Borussii Moenchengladbach. Policjanci aresztowali 28 osób i zdołali ich zidentyfikować, kolejnych 27 pozostaje w areszcie. Skonfiskowano kilka pojazdów i materiały pirotechniczne.