Gospodarka 48 godzin

PiS wydłuży wiek?
Polski Instytut Ekonomiczny stwierdza w swej analizie co następuje: „Teoretycznie samo podniesienie ustawowego wieku emerytalnego mogłoby prowadzić do zwiększenia aktywności ekonomicznej osób starszych. Dzięki temu pracodawcy chętniej zatrudnialiby osoby w szóstej czy siódmej dekadzie życia. Dziś ich nie zatrudniają kalkulując, że tacy pracownicy niedługo odejdą na emeryturę, przez co lepiej zatrudnić kogoś młodszego. Ponadto brak dochodu w postaci emerytury zmusiłby 60-latki i 65-latków do pozostania na rynku pracy jako pracownicy lub samozatrudnieni. Takie rozwiązanie mogłoby być uzasadniane wydłużaniem średniej długości życia, poprawą średniej jakości zdrowia czy zmniejszaniem udziału prac fizycznych w strukturze zatrudnienia. Przejście na emeryturę jest dziś atrakcyjnym wyborem dla wielu seniorów, mimo tego, że średnia wysokość emerytur i mediana wysokości emerytur w Polsce – odpowiednio 2277 PLN i 2026 PLN w 2019 r. – są znacznie niższe niż średnia płaca i mediana płac. Na zainteresowanie jak najszybszym przej-ściem na emeryturę wskazują dane ZUS”. Ten przydługi cytat, zawiera jak widać sugestię, że podniesienie wieku emerytalnego byłoby dobrym sposobem zmuszenia seniorów do dłuższej pracy i pozbawiłoby ich możliwości skorzystania z atrakcyjnego wyboru, jaki stanowi przechodzenie na emeryturę. Bardzo skorzystałby na tym trzeszczący w szwach budżet. Znamienne, że rozważania o pożytkach płynących z podniesienia wieku emerytalnego padły właśnie ze strony Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jest to bowiem państwowa instytucja ściśle związana z rządem Prawa i Sprawiedliwości, którą PiS utworzył na miejscu zlikwidowanego Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. Polski Instytut Ekonomiczny ma przede wszystkim wspierać realizację tzw. Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, którą w 2016 r. zaprezentował Mateusz Morawiecki. Jeśli placówka tak bliska władzy, jak Polski Instytut Ekonomiczny, mówi o korzyściach mogących płynąć z podniesienia wieku emerytalnego, to jest to ewidentnym sygnałem, że wprowadzenie wyższego wieku emerytalnego zaczęło być już poważnie rozważane przez PiS-owskich decydentów. Oficjalna, propagandowa wersja na użytek publiczności jest oczywiście inna – PiS cały czas chwali się przecież, że obniżył wiek emerytalny, tak barbarzyńsko podniesiony przez antyspołeczną ekipę z Platformy Obywatelskiej. W rzeczywistości, prominenci PiS chcą uczynić to samo, co ich poprzednicy z PO. Rozumieją jednak, że byłoby to ryzykowne politycznie. Na pewno więc do najbliższych wyborów niczego nie zrobią z wiekiem emerytalnym. Podniosą go po cichu dopiero później – jeśli jakimś cudem zachowają władzę.

Rzeczpospolita Orlenowska
Na wniosek spółki Centrum Nowoczesnych Technologii powiązanej ze Zbigniewem Jakubasem, komornik zajął wierzytelność o wartości 5,4 mln zł w spółce KCI, powiązanej z Grzegorzem Hajdarowiczem. Była to dywidenda pochodząca od Gremi Media, wydawcy „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”, w której spółka KCI ma większość udziałów. Zajęcie komornicze nastąpiło w wyniku nakazu zapłaty będącego konsekwencją pozwu Centrum Nowoczesnych Technologii przeciwko spółce KCI. Z wypowiedzi Grzegorza Hajdarowicza wynika, że działania komornika nie miały podstaw, zaś podłożem tej sprawy były starania jakie czynił Orlen, by przejąć Gremi Media, a tym samym i „Rzeczpospolitą”.

Post scriptum do ucieczki od nauki

Felieton o ucieczce od nauki pisałem przed demonstracją w Krakowie, układając sobie wariacje na ten temat. Po wysłuchaniu różnych głosów i wariacji opadły mnie spóźnione refleksje.

Dotarło do mnie. po raz kolejny, że po roku 90 nauka nie była politykom do szczęścia potrzebna – czyli nie była potrzebna do niczego. Owszem, uczelnie powinny produkować absolwentów jako wykształconą (odrobinę) siłę roboczą, ale to w zasadzie tyle. Powinny poza tym produkować ją tanio, a nawet na tym zarabiać. Oczywiście, tu i ówdzie pojawiał się pomysł opłat za studia wyższe, kredytów studenckich itp., ale poważne przystąpienie do jego realizacji zakończyłoby zapewne życie partii, która by się do tego wzięła. I dzięki za to bogu, któremukolwiek.

„Oszczędzanie” na szkolnictwie i nauce jest jednak niemal stałą tendencją po roku 1989. Wydatki na edukację liczone jako procent PKB spadły z poziomu 5,4% w 2009 roku do poziomu 4,9% w 2018 roku (Monitor edukacji i wykształcenia Komisji Europejskiej 2019 – Polska). Choć nominalnie wydatki rosły (zwłaszcza w okresach o wyższym wzroście PKB), to przy uwzględnieniu inflacji nie było znaczącej poprawy finansowania. Co ciekawe, proces ten przebiegał podobnie w całej Unii Europejskiej, bo średni poziom wydatków w krajach członkowskich spadł z 5,2% w 2009 roku do 4,6% w 2018 roku. Może to tłumaczyć zwiększający się dystans pomiędzy technologicznymi liderami innowacji a Europą. Poza tym raport podkreśla niskie płace nauczycieli oraz znacząco niższy od średniego w Unii poziom wydatków przypadających na jednego ucznia lub studenta. O ile na poziomie podstawowym nie ma to istotnego znaczenia, o tyle na wyższych etapach edukacyjnych ta różnica wpływa już na możliwości edukacyjne.

Spadkowi wydatków na naukę i edukację towarzyszyło rozwijanie mitu o potrzebie innowacyjności, a także spektakularne klęski polskich projektów innowacyjnych. Trzeba natężyć pamięć, by przypomnieć sobie historię niebieskiego lasera, polskiego grafenu, polskich odmian roślin GMO, lnu czy ziemniaka. Co wynalazek, to porażka – nie, nie porażka nauki czy wynalazku, ale polskiego państwa.

Niestety, tylko nieliczne wyższe uczelnie w Polsce zajmują się oprócz edukacji rozwijaniem badań naukowych. Pozorowanie nauki w połączeniu z plagą plagiatów i prac ghostwriterskich musi się odbijać na rankingach polskich uczelni. Bo jaką wartość naukową może mieć doktorat będący kompilacją plagiatów czy utworem sporządzonym na zlecenie przez „cień”? Pisano o tym w „Polityce”, pisze o tym stale Marek Wroński. A plagiatorzy kompilują dalej swoje dzieła.

Oczywiście, rankingi są niedoskonałe. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że najlepsze polskie uczelnie notowane są o jedną setkę (Uniwersytet Warszawski) lub o dwie setki (Uniwersytet Jagielloński) niżej od swojego odpowiednika z Czech (Uniwersytet Karola)? O takiej malutkiej, zalesionej Finlandii już nie wspomnę, bo Uniwersytet Helsiński zajmuje miejsce 74., a dwa kolejne w Turku i Aalto nie ustępują naszym narodowym czempionom.

Poza pieniędzmi naszym naukowcom brakuje odpowiedzialności za naukę i przekazywaną wiedzę. Niestety, zbyt wielu z nich staje po stronie Platona zamiast po stronie prawdy. Zbyt mało też wymagają od studentów (i od siebie). O ileż by było w Polsce łatwiej, gdyby nasi polityczni harcownicy otrzymali sprawiedliwe oceny i nie skończyli swoich studiów – choćby prawa. Oczywiście, mogli przenieść się na KUL, ale to by już nie było takie cool. Zawsze przecież lepiej mieć dyplom z wciąż jeszcze prestiżowej uczelni, zupełnie niesłusznie oskarżanej o szerzenie lewackich ideologii, niż z uniwersytetu, którego o żadną naukę oskarżyć nie można. Co prawda, dyplom KUL – jak się okazuje – nie jest może jeszcze przepustką do sławy, ale do władzy już wystarczy.

Apeluję więc o więcej nauki w nauce, więcej wierności prawdzie niż Platonowi. Dopóki to jeszcze nie jest zakazane lub chociażby dopóki to możliwe.

Budżet państwa to nie tylko suche cyfry

Wzrost umieralności mieszkańców, spadek liczby urodzeń, coraz krótsze życie, coraz gorszy dostęp do służby zdrowia – taki obraz Polski pod panowaniem PiS rysuje Najwyższa Izba Kontroli.
Rada Ministrów uzyskała pozytywną opinię Najwyższej Izby Kontroli w kwestii udzielenia przez parlament absolutorium za wykonanie budżetu państwa w 2020 roku. Można jednak powiedzieć, że była to jedna z niewielu – fakt, że należąca do najważniejszych – łyżek miodu w beczce dziegciu. To, jak rząd PiS ten budżet wykonywał zostało bowiem bardzo mocno skrytykowane przez kontrolerów.
NIK przede wszystkim zwróciła uwagę na coraz większą skalę finansowania różnych zadań w sposób zaburzający przejrzystość realizacji budżetu, a zwłaszcza na operacje prowadzone poza rachunkami deficytu i wydatków budżetu państwa. To klasyczne, finansowe „zamiatanie wydatków pod dywan”, stosowane na masową skalę przez obecną ekipę.
Te manipulacje nie przyczyniły się do ograniczenia długu Skarbu Państwa. W 2020 r. nastąpił rekordowy wzrost tego długu. Wyniósł on w sumie 124,1 mld zł, z czego 30 mld zł było wynikiem operacji prowadzonych poza rachunkami budżetu państwa.
Izba w swej analizie trochę też usprawiedliwia działania rządu – i przypomina, że w ubiegłym roku światowa gospodarka doświadczyła największego, co najmniej od lat czterdziestych XX wieku, kryzysu gospodarczego, związanego z pojawieniem i szybkim rozprzestrzenianiem się pandemii. Kryzys ten miał zasięg ogólnoświatowy, ale różna była jego skala w poszczególnych krajach.
W krajach będących głównymi importerami towarów z Polski wystąpiła głęboka recesja. Wartość niemieckiej gospodarki była w 2020 r. o 4,9 proc. niższa niż w 2019 r., podczas gdy wartość gospodarki Czech zmniejszyła się o 5,6 proc., Wielkiej Brytanii o 9,8 proc., Francji o 8,1 proc., a Włoch o 8,9 proc. Natomiast realna wartość produktu krajowego brutto w Polsce zmniejszyła się w 2020 r. jedynie o 2,7 proc.
Mieszkańców Polski nękała jednak (i nęka coraz mocniej) podwyższona inflacja. Średnioroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł 3,4 proc. (rok wcześniej 2,3 proc.). Wysoki był wzrost cen urzędowych – aż o 8,4 proc. – oraz wzrost cen żywności, który w 2020 r. wyniósł 5 proc. Natomiast uwzględniając również dane z 2019 r. można wskazać, że ceny żywności w dwóch ostatnich latach wzrosły o ponad 10 proc. W ten sposób rząd PiS przerzuca na najuboższych koszty swej polityki gospodarczej.
Pogorszyła się wyraźnie także sytuacja zdrowotna mieszkańców naszego kraju. NIK wskazuje, że oczekiwana długość życia od momentu narodzin wyniosła w 2020 r. 76,6 roku, czyli najmniej od 10 lat – podczas gdy jeszcze w 2019 r. długość tę szacowano na 78 lat. Skrócenie się oczekiwanej długości życia dotyczyło zarówno kobiet, jak i mężczyzn, chociaż w przypadku kobiet wartość ta wyniosła w 2020 r. 80,8 roku, a w przypadku mężczyzn zaledwie 72,6 roku. W 2020 r. zmarło w Polsce 477,4 tys. osób, czyli o 67,7 tys. więcej niż w 2019 r.
Od zakończenia drugiej wojny światowej do 2019 r. ujemny przyrost naturalny nigdy nie był niższy od minus 0,9 na 1000 mieszkańców, natomiast w 2020 r. wyniósł on aż minus 3,219 na tysiąc. „Oprócz tego w 2020 r. znacząco zmniejszyła się liczba osób leczących się i badających się ze względu na ograniczenia w dostępie do służby zdrowia i obawy przed zarażeniem” – stwierdza NIK. To również spowodowało wzrost umieralności Polaków.
Dla porównania: w 1990 r. urodziło się w Polsce 547,7 tys. dzieci, a w 2020 r. już tylko 355,3 tys. , o 20 tys. mniej niż rok wcześniej i o 47 tys. mniej niż w 2017 r. Rządzący nie przewidywali takich skutków wprowadzenia programu Rodzina 500 plus.
Konsumpcja w Polsce była niższa o 3 proc. w porównaniu z 2019 r., a stopa inwestycji w gospodarce narodowej obniżyła się do 16,7 proc., osiągając tym samym najniższą wartość spośród wszystkich 11 państw Unii Europejskiej położonych w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla porównania, stopa inwestycji w Czechach przekraczała w 2020 r. 25 proc. PKB, a na Węgrzech 27 proc. Stopę inwestycji powyżej 20 proc. PKB odnotowano także w Estonii, Chorwacji, Litwie, Łotwie i Rumunii.
Jednocześnie, w Polsce bez pracy pozostawało w 2020 r. średnio 3,2 proc. ludności aktywnej zawodowo. Oznacza to, że Polska miała drugą po Czechach, najniższą stopę bezrobocia w Unii Europejskiej. W województwie wielkopolskim odnotowano wręcz najniższą stopę bezrobocia (1,8 proc.) spośród wszystkich 229 regionów Unii Europejskiej, dla których były dostępne dane.
Polska zaliczała się więc do tych państw Unii Europejskiej, w których kryzys gospodarczy miał relatywnie łagodny przebieg, o czym świadczy stosunkowo niewielki spadek PKB, a także utrzymanie niskiej stopy bezrobocia i realny, choć nikły, wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Wpływ na łagodny przebieg kryzysu w Polsce miało udzielenie przez państwo wsparcia finansowego dla tych przedsiębiorców i pracowników, których sytuacja znacząco pogorszyła się w związku z wprowadzeniem obostrzeń dotyczących swobody przemieszczania się i kontaktów społecznych, a także czasowym wstrzymaniem lub ograniczeniem działalności niektórych branż w gospodarce.
Wsparciem okazała się także duża konkurencyjność cenowa polskiego przemysłu, pozwalająca na utrzymanie eksportu na poziomie sprzed epidemii, mimo że główni importerzy towarów z Polski doświadczyli znaczącego ograniczenia konsumpcji w swoich krajach.
NIK uważa, że konsekwencją wsparcia państwa dla sektora prywatnego w przeciwdziałaniu skutkom epidemii była właśnie głęboka nierównowaga finansów publicznych. Deficyt budżetu państwa wyniósł 85 mld zł, a deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych przekroczył 161 mld zł. Tak wysoka nierównowaga finansów publicznych spowodowała znaczący wzrost długu publicznego. Dług ten, obliczony zgodnie z metodologią Unii Europejskiej, wzrósł w 2020 r. aż o 290 mld zł, do 1336 mld zł! (dług Skarbu Państwa jest jednym ze składników długu publicznego). W przeszłości, zwiększenie długu publicznego o podobną wartość, jak w jednym tylko 2020 roku, trwało prawie dziesięć lat.
Mimo wszystko, Polska mogła sobie pozwolić na wsparcie sektora prywatnego środkami publicznymi bez ryzyka obniżenia swojej wiarygodności kredytowej. Dług publiczny, który zgodnie z metodologią unijną wzrósł z 45,6 proc. wartości produktu krajowego brutto na koniec 2019 r. do 57,5 proc. na koniec 2020, był wciąż stosunkowo niski w porównaniu z długiem publicznym innych państw Unii Europejskiej. Łączna wartość długu publicznego w 27 państwach Unii Europejskiej wyniosła bowiem prawie 91 proc. ich łącznego PKB.
Ta głęboka nierównowaga finansowa państwa w 2020 r., widoczna w danych sporządzonych według metodologii unijnej, nie była w takim samym stopniu widoczna w statystykach w ujęciu krajowym. Przyczyniło się do tego to, że duże operacje finansowe prowadzące do wzrostu długu publicznego, były planowane i dokonywane z pominięciem budżetu państwa.
Do tych operacji należało zwłaszcza przekazanie w 2020 r. różnym podmiotom obligacji skarbowych i udzielanie pożyczek zamiast dotacji (które zwiększyłyby wydatki i deficyt budżetu państwa). Takie operacje są oczywiście dopuszczone przepisami prawa – tyle, że Najwyższa Izba Kontroli wskazuje, iż stosując te rozwiązania można wykazać w budżecie państwa dowolny wynik, przez co ten budżet przestaje mieć istotne znaczenie dla oceny sytuacji finansowej państwa.
Niektóre machinacje finansowe powodujące przyrost zobowiązań państwa nie zwiększały wartości państwowego długu publicznego obliczanego zgodnie z metodologią krajową. Były one natomiast wykazywane w statystyce długu publicznego obliczonego zgodnie z metodologią Unii Europejskiej. Jako przykład NIK podaje emisję obligacji Polskiego Funduszu Rozwoju S.A. i Banku Gospodarstwa Krajowego na rzecz Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 o łącznej wartości ponad 166 mld zł, których spłata i obsługa jest gwarantowana przez Skarb Państwa.
Te operacje wzbudziły zastrzeżenia NIK. „Zasadne jest przywrócenie budżetowi państwa odpowiedniej rangi związanej z jego szczególnym charakterem oraz centralną pozycją w systemie finansów publicznych. W tym celu należy dążyć do tego, aby operacje dokonywane w sektorze rządowym, mające wpływ na zmianę wysokości długu Skarbu Państwa były, co do zasady, ujmowane w dochodach i wydatkach budżetu państwa oraz budżetu środków europejskich. Dzięki temu wielkości łącznej nadwyżki lub deficytu obu budżetów wpływałyby na zmianę wartości długu publicznego, z uwzględnieniem autonomicznej pozycji samorządu terytorialnego i państwowych osób prawnych, których udział w długu publicznym jest jednak niewspółmiernie niższy od udziału Skarbu Państwa” – oświadcza Najwyższa Izba Kontroli.
Z kolei poprawie przejrzystości finansów publicznych służyłoby odstąpienie od wykazywania dochodów, wydatków, deficytu i długu publicznego w dwóch różnych ujęciach – według metodologii krajowej i unijnej. Ponieważ niektóre operacje, istotne dla rzetelnej oceny sytuacji finansowej państwa, są wykazywane obecnie tylko w ujęciu unijnym, to zasadne byłoby dostosowanie metodologii krajowej do tego ujęcia – uważa NIK, która podkreśla, że obecnie metodologia unijna jest wykorzystywana nie tylko dla potrzeb statystyki Unii Europejskiej, ale także dla potrzeb krajowego zarządzania finansami publicznymi i prowadzenia polityki rozwoju (Wieloletni Plan Finansowy Państwa, Strategia na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju). Dlatego jak najbardziej pożądane byłoby podjęcie działań zmierzających do ujednolicenia obliczania długu publicznego.
Powstaje także potrzeba zmiany charakteru limitu długu publicznego określonego w Konstytucji RP. Utrzymywanie tego limitu w obecnej sytuacji, w której stosuje się rozwiązania umożliwiające pomijanie niektórych zobowiązań w państwowym długu publicznym, stwarza pozory, że konstytucyjne ograniczenie nadal funkcjonuje – gdy w rzeczywistości rząd PiS się nim nie przejmuje. Przyjęcie metodologii unijnej przy obliczaniu wartości państwowego długu publicznego doprowadziłoby do sytuacji, w której konstytucyjny limit wartości tego długu stanowiłby realne, a nie pozorne ograniczenie dla jego wzrostu.
NIK stwierdziła również nadużywanie w 2020 r. możliwości ujmowania w budżecie państwa tzw. wydatków niewygasających. Wydatki te powinny służyć finansowaniu zadań, których proces realizacji zainicjowano w danym roku budżetowym ale ich zakończenie ma nastąpić w roku następnym. Ponieważ rozwiązanie to stanowi odstępstwo od zasady roczności budżetu państwa, powinno mieć incydentalny charakter. Tymczasem w 2020 r. zaplanowano wydatki niewygasające w kwocie bliskiej 12 mld zł, służące przede wszystkim sfinansowaniu zadań realizowanych w roku następnym. Jednocześnie ustalono termin realizacji tych wydatków do końca listopada 2021 r. W rezultacie przez większą część 2021 roku wykonywane są dwa budżety – na rok 2020 i na rok 2021, co nie sprzyja przejrzystości finansów publicznych.
Innym niż wydatki niewygasające, sposobem finansowania z budżetu państwa na rok 2020 zadań przewidzianych do realizacji w 2021 r. było przekazanie środków na rachunki funduszy celowych i funduszy w Banku Gospodarstwa Krajowego. „Te rozwiązania doprowadziły do zaburzenia obrazu sytuacji finansowej państwa w latach 2020 – 2021, jaką przedstawiają dane o wykonaniu budżetu państwa” – stwierdza NIK.
W opinii Izby, w sytuacji, w której potrzeby wydatkowe związane z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 były mniejsze niż wcześniej szacowano, a ponadto dużą część wydatków na przeciwdziałanie tym skutkom poniesiono z pominięciem budżetu państwa, nieuzasadnione było dążenie do wykorzystania pełnego limitu wydatków budżetowych. Zadania planowane do realizacji w roku następnym powinny zostać sfinansowane z budżetu państwa na rok 2021, a nie na 2020.
Przejrzystość finansów publicznych zaburzają także, wprowadzane bez odpowiedniego vacatio legis,liczne zmiany w strukturze oraz kompetencjach członków Rady Ministrów i obsługujących ich urzędów. W 2020 r. premier wydał łącznie 27 rozporządzeń określających lub zmieniających szczegółowy zakres działania poszczególnych ministrów, w tym dokonujących zmian dysponenta lub urzędu go obsługującego, a Rada Ministrów wydała łącznie 18 rozporządzeń dotyczących odpowiednio utworzenia, przekształcenia lub zniesienia ministerstw. Jak widać, rząd PIS zajmował się w dużej mierze sobą.
W wyniku tych zmian 23 części budżetu zmieniły swojego dysponenta, w tym cztery dwukrotnie. Konsekwencją tego była konieczność wprowadzenia szeregu zmian w zakresie działalności finansowej i organizacyjnej tych jednostek oraz odpowiedniego przekazania ich majątku.
Generalnie, zdaniem NIK budżet państwa został wykonany zgodnie z ustawą budżetową na rok 2020. Tyle, że ustawa ta nie obejmowała wielu istotnych operacji finansowych związanych z realizacją zadań państwa i mających wpływ na wzrost długu Skarbu Państwa.

Praworządność musi być warunkiem pomocy

Po odsunięciu PiS od władzy Polska powinna przystąpić do Prokuratury Europejskiej. Pomoże to w ściganiu niepraworządnych wyczynów obecnej formacji.
Unijny Fundusz Odbudowy, w wysokości 750 mld euro, ma pomóc państwom członkowskim UE w poradzeniu sobie z zapaścią gospodarczą będącą następstwem pandemii koronawirusa. Polska może z tego Funduszu otrzymać na inwestycje bez mała 24 mld euro w bezzwrotnych grantach oraz ponad 34 mld euro w formie wyjątkowo korzystnych pożyczek.
Od początku rządząca w Polsce „zjednoczona prawica” wyczyniała wokół tego Funduszu taniec św. Wita, wynikający z wewnętrznych sprzeczności, niezrozumiałych dla większości innych państw Unii Europejskiej i pogrążający jeszcze bardziej wiarygodności Polski w środowisku międzynarodowym – wskazuje Konferencja Ambasadorów RP, skupiająca, jak sama nazwa wskazuje, grono byłych przedstawicieli dyplomatycznych Polski (29 osób). Ich celem jest wskazywanie pojawiających się zagrożeń dla naszego kraju i sporządzanie rekomendacji.
Najpierw premier rządu polskiego wyraził zgodę na cały pakiet decyzji finansowych (21 lipca 2020 r. podczas spotkania Rady Europejskiej), następnie wraz z premierem węgierskim (jesienią 2020 r.) groził wetem w stosunku do decyzji ustalającej budżet Unii Europejskiej na lata 2021-2027 oraz decyzji dotyczącej wielkości zasobów własnych, która miała właśnie ustanowić Fundusz Odbudowy oraz wprowadzić nowe źródła finansowania budżetu Unii aby pokryć planowane wydatki, w tym związane z działaniem Funduszu.
Wszystko to działo się dlatego, że oba państwa, Polska i Węgry jak diabeł święconej wody obawiały się rozporządzenia wprowadzającego kontrolę wydatkowania unijnych środków w świetle przestrzegania praworządności – czyli obawiały się zasady trójpodziału władzy, przejrzystości działania prawodawczego parlamentu, niezależnego sądownictwa.
W końcu, w tak zwanym kompromisie opublikowanym 10 grudnia 2020 r. okazało się, że wszystkie unijne propozycje zostały zaakceptowane bez większych zmian, a wkrótce potem premier polski ogłosił sukces i zapowiedział wielki „Nowy Ład” (finansowany naturalnie z unijnych środków Funduszu Odbudowy).
Jednakże decyzja w sprawie zasobów własnych, ustanawiająca ten Fundusz, wymaga jeszcze zatwierdzenia (ratyfikacji) na szczeblu państw członkowskich. W Polsce bez wątpienia dla dokonania takiego aktu (przez prezydenta) konieczne będzie upoważnienie w formie ustawy (na mocy art. 89 ust. 1 Konstytucji). Czasu nie ma zbyt wiele, ponieważ potrzebujące wsparcia finansowego państwa członkowskie chciałyby uruchomić Fundusz już latem tego roku.
Tymczasem w Polsce, skłócona „zjednoczona prawica” nie jest w stanie osiągnąć stosownej większości w Sejmie. Do tego dochodzą fundamentalne kontrowersje wokół projektu Krajowego Programu Odnowy, który ma być podstawą przydzielenia Polsce środków z Funduszu. Samorządy i partie opozycyjne całkiem zasadnie obawiają się, że partia rządzącą będzie chciała przekształcić środki z Funduszu w własny „fundusz wyborczy” i lwią jego częścią zaopatrzyć swoich klientów politycznych.
Partie opozycyjne upatrują w powstałej sytuacji dogodną okazję do wymuszenia uzgodnień, które gwarantowałyby przejrzysty i sprawiedliwy rozdział środków z Funduszu Odbudowy. Są to raczej nadzieje płonne. Rozbita „zjednoczona prawica” jest zupełnie niewiarygodna i skoncentrowana na dążeniu do utrzymania się przy władzy za wszelką cenę. Nie dotrzyma żadnych zobowiązań, które mogłyby oddalać ten cel. Główną więc nadzieję należy wiązać z precyzyjnymi kryteriami rozdziału środków na szczeblu unijnym, ścisłą ewaluacją przedkładanych projektów i jeszcze ściślejszą kontrolą poczynionych wydatków przez Komisję Europejską.
Kilkanaście dni temu Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar i jego zastępca Maciej Taborowski zaproponowali, aby partie opozycyjne uzależniły swoją zgodę na uchwalenie ustawy upoważniającej prezydenta do zatwierdzenia decyzji ustanawiające Fundusz od przystąpienia Polski do Prokuratury Europejskiej: jest to unijny urząd, niezależny od państw członkowskich, upoważniony do ścigania przestępstw związanych z nadużyciami w wykorzystaniu środków unijnych. Ustanowiony został w 2017 r. a działalność rozpoczął w 2019 r., w ramach tzw. wzmocnionej współpracy. Nie uczestniczą w nim naturalnie Polska i Węgry. Przystąpienie do Prokuratury Europejskiej nie jest proceduralnie skomplikowane.
Jest to propozycja bardzo istotna, warta rozważenia oraz poddania dyskusji politycznej. Przystąpienie do unijnej Prokuratury Europejskiej zapewniłoby – wraz z przestrzeganiem ścisłych reguł przyznawania środków, ewaluacją ich przeznaczenia oraz mechanizmem wiążącym wypłatę środków UE z przestrzeganiem praworządności – przejrzystość i wiarygodność Funduszu Odbudowy.
Dlatego, po odsunięciu obecnej formacji rządzącej od władzy, jedną z pierwszych decyzji nakierowanych na odzyskanie wiarygodności Polski w UE i przywracanie praworządności powinno być właśnie przystąpienie naszego kraju do Prokuratury Europejskiej. Byłby to cios w same sedno niepraworządnych wyczynów obecnej formacji, nawarstwiających się w ostatnich latach – podkreśla Konferencja Ambasadorów. A nie da się ukryć, że ta nieuczciwa ekipa ma się czego obawiać.

Kosmos pod muralem

W ramach wydawania miliardów z budżetu państwa, MON każe tańczyć, śpiewać, latać na orbitę, robić zabawki i budować patriotyczne ściany ku uświetnianiu ich.

MON ogłosiło konkurs na mural. Warunek – dzieło przetrwa 5 lat, będzie na nim logo MON, a odsłonięcie muralu będzie uświetnione prelekcją patriotyczno-historyczną lub koncertem.
Oferty konkursowe przyjmuje Departament Edukacji, Kultury i Dziedzictwa Ministerstwa Obrony Narodowej. Ciało służące wojsku do wydawania pieniędzy na co i na kogo chce. Departament nie tylko dubluje to czym powinno zajmować się ministerstwo kultury i dziedzictwa. Włazi też w buty szefom innych resortów, choćby Czarnka.
Dzięki manii ogłaszania konkursów resort obrony pokazuje, że coś z wojskiem jest nie tak, a opowieści o najlepszych naukowcach pracujących na rzecz wojska w instytutach podległych MON to bajki. Jak inaczej rozumieć, konkurs dla studentów uczelni wojskowych na zaprojektowanie dronów dla wojska? Co mogą wykoncypować młodzi ludzie, gdy nagroda za pierwsze miejsce to ledwie 50 tys. zł, która to kwota nawet nie pokryje – zdaniem ekspertów – kosztów części?
Na tym nie koniec oderwania się ministerstwa Błaszczaka od ziemi. 86 tys zł poszło z budżetu MON na coś o nazwie
„Kosmos i Autonomia”,
czyli konkurs prac licencjackich, magisterskich i doktorskich dotyczących „technologii, techniki oraz inżynierii kosmicznej i satelitarnej”. Wtajemniczeni w MON twierdzą, że prawdziwym celem konkursu było udowodnienie sensowności powołania w tamtym roku stanowiska pełnomocnika MON do spraw przestrzeni kosmicznej.
Przejmowanie zadań ministerstwa od kultury i dziedzictwa oraz pionu edukacyjnego Instytutu Pamięci Narodowej, jest dla MON istotniejsze niż wyręczanie resortu nauki. Widać to choćby po kilku ostatnich konkursach z wielusettysięcznymi wygranymi.
Konkursu
„Zachowajmy w pamięci”,
którego celem organizowanie w terenie lekcji historii, podróże historyczne czy też akcje porządkowe miejsc pamięci. Startować w nim mogą organizacje pozarządowe i kluby sportowe. Pula nagród to 750 tys zł.
Zwycięzcy akcji
„Wdzięczni Bohaterom – Żołnierzom Niezłomnym”
dostaną 1,5 mln zł. Wystarczy ze zrobią podobającą się jurorom imprezę o charakterze patriotyczno-edukacyjnym, „żywą lekcję historii” (cokolwiek to jest), wystawę, seminarium czy konferencję, albo tylko uporządkują groby „żołnierzy Polskiego Podziemia Niepodległościowego”.
Podtrzymywanie i upowszechnianie tradycji narodowej, pielęgnowanie polskości oraz rozwoju świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej to z kolei cele MON-owskiego konkursu
„1918 i 1920 Pamiętamy”,
w którym znów do wydania jest półtorej dużej bańki. Taka sama kwota jest do podziału między laureatów konkursu
„Wdzięczni Bohaterom Powstań Śląskich”.
Zaprzyjaźnione z MON organizacje pozarządowe muszą tylko opisać jakie zrobią wystawy, rekonstrukcje oraz pikniki historyczne poświęcone trzem powstaniom śląskim.
Szastanie przeznaczonymi na obronność pieniędzmi, ma w przypadku MON dokładnie taki sam cel jak w reszcie przedsięwzięć państwa PiS – dać zarabiać swoim.
Dowodzi tego przykład konkursu MON „na realizację zadania publicznego w formie powierzenia w zakresie Podtrzymywanie i upowszechnianie tradycji narodowej, pielęgnowanie polskości oraz rozwoju świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej pn.
XXV Ogólnopolski Festiwal Pieśni Patriotycznej i Religijnej Wojska Polskiego – Hrubieszów 2020”.
Gdyby był to konkurs dla poszczególnych miast które chciałyby zrobić imprezę religijno-wojskową, to jeszcze można by przymknąć na to oko. Tu jednak chodziło o to, żeby 150 tys zł poszło do Hrubieszowa. Konkretnie zaś do zaprzyjaźnionego rodzinnie z tamtejszym PiS stowarzyszenia Bezpieczny Powiat Hrubieszowski.
Dokładnie po to, żeby pieniądze z MON trafiały do właściwych organizacji są wszystkie ogłaszane przez wojsko konkursy. Najwyższe kwoty wędrują do tych, do których powinny. Żeby jednak nie było, że dostają tylko instytucje bliskie PiS osobowo i ideowo, to na kwoty rzędu 1,5 – 2 tys zł łapią się jakieś przypadkowe organizacje. O ile oczywiście w konkursie nie staruje Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej. Bo jak startuje, to z reguły zgarnia kilka razy większą kwotę niż kolejny laureat. Tak było choćby przy MON-owskim konkursie
„Świąteczna pomoc dla kombatantów”,
gdzie ZHR przytulił w nagrodę 360 tys zł. Jeszcze lepiej poszło przykościelnym harcerzom w akcji
„I ty możesz służyć ojczyźnie”
– dostali za nią z MON ponad 560 tys zł.
Ministerstwo Obrony Narodowej rządzone przez PiS specjalizuje się w robieniu sobie jaj ze wszystkich. Najpierw rozegrało NATO obiecując, że Polska przeznacza na wojsko ponad 2 proc. swojego PKB. Pakt to łyknął, nie wgłębiając się w takie detale, że kasa z budżętu MON szła na budowę lokalnych dróg, szpitali, czy mnóstwo innych inwestycji dających się podciągnąć pod rozciągliwą jak guma obronność. Za ten myk, na który poza Polską nie wpadł nikt z NATO, należą się PiS brawa.
Tyle, że teraz budżet wojska dokładnie w taki sam sposób jest wykorzystywany, nie do mydlenia oczy sojusznikom, ale podatnikom. Wojskowa kasa nie idzie więc na uzbrojenie i żołnierzy, ale na to, co daje zarobić ludziom rządzącej partii.

Gospodarka 48 godzin

Budżet zatwierdzony

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę budżetową na 2021 rok. Zgodnie z jej zapisami, dochody budżetu państwa wyniosą 404,5 mld zł, a wydatki 486,8 mld zł. 82,3 mld zł deficytu to środki, które, jak obiecuje rząd, „wzmocnią rozwój gospodarki w bieżącym roku”. Rząd oświadczył także, że „zapewnione są też pieniądze na priorytetowe działania rządu w zakresie polityki społeczno-gospodarczej” – czyli na program 500 plus, bo nic innego już raczej nie zostało z tych rzekomych „priorytetowych działań rządu w zakresie polityki społeczno-gospodarczej”. A program 500 plus musi być realizowany, gdyż jakiekolwiek opóźnienia czy ograniczenia w wypłacie tych pieniędzy spowodują, iż PiS przegra z kretesem najbliższe wybory parlamentarne, nawet niezależnie od tego, że to jego urzędy będą liczyć głosy. Cały czas są jednak składane rozmaite obietnice. – Zakładamy powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Do tego potrzebny jest dobry plan, jakim jest przyjęty przez Sejm budżet. PKB w 2021 r. ma być większy o 4 proc. Dzięki temu wzrosną też dochody budżetu, w tym podatkowe. Oczywiście przeznaczymy je na rozkręcenie gospodarki, działania proinwestycyjne oraz na kontynuację programów rządowych – obiecał minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.
Ustawa budżetowa na 2021 r. zakłada prognozę dochodów budżetu państwa w kwocie 404,5 mld zł, limit wydatków państwa na poziomie 486,8 mld zł, deficyt budżetu w wysokości 82,3 mld zł, deficyt sektora finansów publicznych wynoszący około 6 proc. produktu krajowego brutto, dług sektora instytucji rządowych i samorządowych stanowiący 64,1 proc. PKB. Średnioroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych ma wynieść zaledwie 1,8 proc., natomiast wynagrodzenia w gospodarce narodowej nominalnie o 2,6 proc., przy także nominalnym wzroście spożycia prywatnego o 6,3 proc. Ustawa budżetowa na 2021 rok zakłada wysokie wsparcie z Unii Europejskiej: dochody ze środków europejskich to 80,5 mld zł, a wydatki 87,3 mld zł. W środkach europejskich będzie zatem deficyt 6,9 mld zł. Przewiduje się również uzyskanie dochodów z podatku od sprzedaży detalicznej w wysokości 1,5 mld oraz wpłatę do budżetu państwa pochodzącą z zysku Narodowego Banku Polskiego w wysokości 1,3 mld zł. Rząd PiS zastrzega, że na poziom dochodów podatkowych w 2021 r., oprócz sytuacji makroekonomicznej wpłynie też kontynuacja oraz wprowadzenie nowych działań ukierunkowanych na dalsze uszczelnienie systemu podatkowego.

Widmo fali bankructw

Jak wynika z danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, w drugim półroczu 2020 r. systematycznie liczba wniosków o zamknięcie czy zawieszenie działalności. Jeszcze w czerwcu, na koniec pierwszego półrocza, liczba jednoosobowych działalności gospodarczych, które rozpoczęły lub odwiesiły działalność była o 125 proc. wyższa, niż tych, które ją zamknęły lub zawiesiły. – W grudniu mieliśmy już sytuację odwrotną. 71 proc. więcej firm zawiesiło lub zamknęło działalność, niż ją założyło lub wznowiło – stwierdził Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów w wypowiedzi dla PAP. Jego zdaniem to może oznaczać, że w dobie kryzysu firmy nie liczą na odmianę losu i aby uniknąć bankructwa, zawczasu kończą swój biznes.

Gospodarka 48 godzin

Prognozy dla świata
Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że światowa gospodarka wzrośnie o 5,5 proc. w 2021 r. i 4,2 proc. w 2022 r. Tak więc, Polska pod rządami PiS będzie się w przyszłym roku rozwijać wolniej od reszty świata, bo budżet na 2021 r. przyjmuje wzrost wynoszący 4 proc. – a trzeba dodać, że rząd PiS, jak zwykle, wykazał bardzo dużo optymizmu w prognozowaniu tegorocznego wzrostu gospodarczego w naszym kraju. Światowa prognoza wzrostu PKB na 2021 r. została przez MFW skorygowana w górę o 0,3 punktu procentowego w stosunku do poprzedniej prognozy, odzwierciedlając oczekiwania dotyczące wzmocnienia tempa gospodarki spowodowanego szczepionkami w dalszej części roku oraz dodatkowe wsparcie polityczne dla kilku dużych gospodarek. Przewidywane w tym roku ożywienie wzrostu następuje po poważnym załamaniu w 2020 r., które miało poważny, negatywny wpływ zwłaszcza na kobiety, młodzież, osoby ubogie, osoby zatrudnione nieformalnie oraz osoby pracujące w sektorach wymagających intensywnego kontaktu z innymi ludźmi. Globalny spadek wzrostu w 2020 r. szacuje się na minus 3,5 proc., czyli o 0,9 pkt. proc. więcej niż przewidywano w poprzedniej prognozie.
Siła tegorocznego ożywienia gospodarczego będzie się znacznie różnić w poszczególnych krajach, w zależności od dostępu do technologii medycznych, skuteczności wsparcia politycznego czy cech strukturalnych wchodzących w skład kryzysu. Chociaż szczepionki wzbudziły nadzieje na ograniczenie pandemii w tym roku, to kolejne fale i nowe warianty wirusa budzą obawy co do perspektyw świata – zwraca uwagę MFW. Dlatego działania polityczne podejmowane przez rządy państw powinny zapewniać skuteczne wsparcie dla gospodarki, do czasu zdecydowanego ożywienia gospodarczego – z naciskiem na rozwijanie kluczowych elementów wzrostu oraz przyspieszenie ograniczenia emisji dwutlenku węgla.
Konieczna jest ścisła współpraca wielostronna, aby wszędzie opanować pandemię. Należy przyspieszyć dostęp do szczepionek we wszystkich krajach, zapewnić ich powszechną dystrybucję oraz ułatwić dostęp do niezbędnych leków po cenach przystępnych dla wszystkich. Ponadto, wiele krajów, zwłaszcza rozwijających się gospodarek o niskich dochodach, weszło w kryzys z wysokim zadłużeniem, które dalej rośnie podczas pandemii. Społeczność światowa będzie musiała przyśpieszyć działania, zmierzające do ograniczenia zadłużenia tych państw.

Sprawdzone informacje
Powstała Biała Księga zatytułowana „Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność”. Ma ona stanowić kompendium wiedzy o szczepieniach, technologii i ich zasadności w walce z pandemią koronawirusa. Działa także strona internetowa www.naukaprzeciwpandemii.pl z sekcją najczęściej pojawiających się pytań ze strony Polek i Polaków oraz z publikacjami, które zawierają zweryfikowane, rzetelne informacje na temat szczepień. Zarówno Biała Księga, jak i strona www dostępne są w wersji polsko- i anglojęzycznej. Może to być remedium na sprzeczne komunikaty płynące ze strony rządowej.

Jak katolik z katolikiem
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP wyraża zaskoczenie i ogromny smutek, że Archidiecezja Krakowska wypowiedziała katolickiemu pismu „Tygodnik Powszechny” prawo do najmu owianego historią lokalu przy ul. Wiślnej 12. Decyzja krakowskiej kurii odbiła się echem w Polsce i na świecie. Pisała o tym m.in agencja Associated Press.

Gospodarka 48 godzin

Budżet przyjęty
Sejm uchwalił budżet na przyszły rok. Wedle ustawy budżetowej, deficyt wyniesie 82,3 mld zł. Dochody to 404,4 mld zł, a wydatki 486,7 mld zł. Deficyt sektora finansów publicznych osiągnie około 6 proc. PKB. Sejm zaaprobował, jak zawsze bardzo optymistyczną prognozę rządu i uchwalił, że polski produkt krajowy brutto w przyszłym roku wzrośnie realnie aż o 4 proc. – i ów realny wzrost najprawdopodobniej okaże się nierealny. Przyszłoroczny wzrost cen, też bardzo optymistycznie, oszacowano zaś bardzo nisko, tylko na 1,8 proc. PiS-owska większość w Sejmie, w ramach dokuczania opozycyjnemu Senatowi, zmniejszyła jego wydatki o 0,74 mln zł, a wydatki na oświatę i wychowanie obcięto o 7 mln zł. Te pieniądze mają być przeznaczone na zwiększenie wydatków kancelarii premiera.

Własna cenzura
Rada Reklamy, będąca związkiem firm reklamowych, proponuje by twórcy reklam zgłaszali do niej planowane działania reklamowe jeszcze przed emisją, celem ich weryfikacji co do zgodności z Kodeksem Etyki Reklamy (który nie jest obowiązujący, lecz zaleca się stosowanie jego norm). Według Rady Reklamy pozwoli to uzyskać merytoryczną opinię dotyczącą ewentualnych zmian, niezbędnych w celu dostosowania reklamy do obowiązujących w Polsce norm i przepisów etycznych. Agnieszka Kępińska-Sadowska, prezes Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy uważa, że byłoby to przydatne zwłaszcza kiedy przekaz reklamowy dotyka kwestii wrażliwych, kontrowersyjnych lub może w niezawiniony sposób prowadzić do narażenia na negatywne reakcje czy problemy reputacyjne reklamowaną markę lub firmę. Odbiorcy reklamy i konkurencja często wyłapują bowiem potknięcia i odstępstwa od obowiązujących norm. Dowodem na to jest liczba skarg, zastrzeżeń i protestów wnoszonych do Rady Reklamy przeciwko kampaniom nie spełniającym norm etycznych. Europejska branża reklamowa od lat już korzysta z usługi jaką jest tzw. copy advice. Copy Advice to narzędzie wykrywające nieścisłości czy też ewentualne zagrożenia płynące z przekazu reklamowego, zanim ten dostanie się na rynek. Korzystają z niego reklamodawcy, agencje reklamowe i marketingowe, nadawcy i dostawcy usług medialnych, a w niektórych krajach jest to wręcz obowiązkowe. Dlatego także i polska Rada Reklamy powołała komisję Copy Advice, w której zasiadają profesjonaliści, których wiedza i doświadczenie powinny gwarantować rzetelną analizę i ocenę projektów reklam. Wszystkie informacje przekazane Radzie Reklamy dotyczące przekazu reklamowego mają być traktowane jako ściśle poufne.

Wiatr zamiast CO2
Przyjęty na posiedzeniu Rady Unii Europejskiej poziom redukcji dwutlenku węgla (55 proc. w stosunku do 1990 r.), którego nieuchronną konsekwencją będzie wzrost kosztów emisji CO2 z ok. 30 euro za tonę do 44-60 euro/tonę w 2030 roku, spowoduje iż polskie elektrownie emitujące średnio ok. 0,95 t CO2 na jedną megawatogodzinę w większości staną się trwale nierentowne – wskazuje Janusz Steinhoff, ekspert Business Centre Club. Lekarstwem na to może być ustawa o wspieraniu morskiej energetyki wiatrowej. Przyjęcie tej ustawy otworzyłoby możliwość udzielenia pomocy publicznej inwestycjom w farmy wiatrowe zlokalizowane w polskiej strefie ekonomicznej Bałtyku, których wartość szacuje się na ok. 120 mld zł. Planowana moc wytwórcza tych farm może sięgnąć 5900 MW, choć zawsze jest ryzyko, że nie będzie wiać.

Gospodarka 48 godzin

Konflikt albo kompromis
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zaapelował do Komisji Europejskiej, Rady Unii Europejskiej i rządu RP o kompromis, potrzebny dla odbudowy po pandemii. Kwestia praworządności, zarówno w aspekcie definicji tego pojęcia, jak i praktycznego jego stosowania w kontekście bieżących wydarzeń politycznych, stanowi już od dłuższego czasu przedmiot sporu pomiędzy instytucjami unijnymi, a częścią państw członkowskich – w tym Polską. Obecna dyskusja o wieloletniej perspektywie finansowej i potencjalnym wecie ze strony Polski i Węgier stanowi kolejną odsłonę tego sporu. Budzi ona tym większe emocje, że powiązana jest dodatkowo z funduszem na rzecz odbudowy służącym ochronie gospodarek państw członkowskich przed długofalowymi skutkami kryzysu wywołanego koronawirusem.
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że trwający konflikt nie sprzyja żadnej ze stron. W interesie zarówno Unii Europejskiej i jej instytucji, jak i poszczególnych państw członkowskich, jest jak najszybsze uruchomienie środków z funduszu na rzecz odbudowy. Dla Unii to kwestia wiarygodności w obliczu kryzysu i wykazania zdolności do reagowania w sytuacjach nadzwyczajnych. W szerszym kontekście, sprawna wypłata pieniędzy z funduszu może służyć również osiągnięciu celów politycznych Komisji Europejskiej, m.in. w zakresie polityk środowiskowych. Państwom członkowskim zależy z kolei na tym, by szybko wrócić na tory wzrostu gospodarczego i w tym sensie postrzegają fundusz jako szansę. Narastające napięcia wewnętrzne w dłuższej perspektywie zagrażać mogą jedności Unii Europejskiej. Przyszłość projektu europejskiego zależeć będzie w dużej mierze od tego, na ile instytucje unijne i przedstawiciele poszczególnych państw będą zdolni do osiągania kompromisu. Uważamy, że obecna sytuacja stanowi poważną próbę dla tej zdolności i życzylibyśmy sobie, żeby była to próba zdana.
Rozporządzenie w sprawie ogólnego systemu warunkowości w zakresie ochrony budżetu Unii w wersji przyjętej 5 listopada w pewnej mierze wróciło do regulacji proponowanych w pierwotnym projekcie aktu, m.in. w zakresie przesłanek wskazujących na naruszenie zasady praworządności, wśród których wymieniono „zagrożenie niezależności władzy sądowniczej”, czy nieskuteczne zapobieganie, korygowanie i sankcjonowanie „arbitralnych lub bezprawnych” decyzji władz publicznych. Są to kategorie nieostre i podatne na interpretację, a powiązanie ich z tak daleko idącą sankcją, jaką jest potencjalne zablokowanie środków unijnych, budzi niepokój niektórych państw członkowskich. ZPP uważa, że w interesie zarówno Unii Europejskiej, jak i wszystkich państw członkowskich – w tym Polski – jest jak najszybsze osiągnięcie rozsądnego kompromisu. Może on przybrać różne formy i obejmować m.in. modyfikację procedury oceny ewentualnego naruszenia praworządności, doprecyzowanie wymienionych w rozporządzeniu przesłanek wskazujących na naruszenie, czy w końcu zmianę zakresu tychże przesłanek. Możliwości wyjścia z impasu jest zatem co najmniej kilka. Kompromis jest zaś potrzebny Unii i państwom członkowskim, aby jak najszybciej uruchomić środki na odbudowę gospodarki po kryzysie epidemicznym.

Pandemonium

Nie wiem czy gorsze jest to, że pandemia w Polsce zamieniła się w pandemonium, czy to, że większości społeczeństwa wydaje się to nie interesować i nikt nie wyciąga wniosków. Wygląda na to, że dekady orania dzikim kapitalizmem po twarzach znieczuliły ludzi na śmierć przez dysfunkcyjne państwo i system.

Politycy kupili sobie immunitet na umieranie obywateli. Jak widać mieli w tym swój cel żeby najpierw przyzwyczaić do bezrobocia, potem do coraz większych nierówności, potem do śmierci setek bezdomnych na mrozie, potem do śmierci w kolejkach do lekarza… A teraz do umierania na brak lekarzy i finansowania armii oraz zbrojeń zamiast szpitali i leczenia. Ta znieczulica i brak reakcji jest tym złem, które udało im się skutecznie w nas zainstalować. I taka właśnie niewolnicza bierność prowadzi często do najgorszych tragedii…

Mamy dziś więcej zgonów od Indii, które mają też wyraźnie niższą od Polski śmiertelność w przeliczeniu na liczbę osób zakażonych. Tak, tych Indii z 1 353 mln mieszkańców… Jesteśmy już oficjalnie Trzecim Światem w dziedzinie systemu ochrony zdrowia, poziomu administracyjnego i sprawności państwa.

To naprawdę wielki sukces Balcerowicza, neoliberałów wszelkiej maści i oczywiście obecnego rządu. Chociaż… Co ja wygaduję! Przecież lada moment uratuje nas prywatny sektor i wolny rynek plus WOŚP! Prawda?!