Tęczowa Maryja obraża?

Idzie o zaskakującą decyzję częstochowskiej prokuratury, która jeszcze całkiem niedawno nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w obrazie Matki Boskiej z tęczową aureolą nad głową. Sprawę, wszczętą z doniesienia nadgorliwych wyznawców katolicyzmu, umorzyła 24 października.

Chodziło o Marsz Równości, który przeszedł przez Częstochowę 16 czerwca 2019 r. w otoczeniu agresywnych haseł i nienawiści, jaka emanowali przeciwnicy marszu, rozmieszczeni na całej trasie. Jedynie obecność wzmocnionych sił policyjnych zapobiegła poważniejszym aktom agresji bezpośredniej. Uczestnicy nieśli wspomniany obraz. Badająca do końca października sprawę częstochowska prokuratura umorzyła sprawę, tłumacząc, że czyn ten nie był wulgarny, jego celem nie było obrażać osób wierzących, zaś tęcza sama w sobie nie jest symbolem znieważającym.
Umorzenie przyjęte zostało z uznaniem przez środowiska ludzi rozumiejących, że nadmierna represyjność państwa w sferze religijnej czyni z Polski państwo wyznaniowe. Dlatego też nagła zmiana zdania przyjęta przez tę sama prokuraturę budzi co najmniej zaniepokojenie.

Tłumaczenie prokuratora, że tamto umorzenie było „przedwczesne” nie wytrzymuje krytyki. Prokurator Piotr Wróblewski w swej wypowiedzi dla portalu onet.pl powiedział również, że należy podjąć jeszcze dodatkowe czynności mające na celu poszukiwanie osób, które mogą być pokrzywdzone w sprawie oraz zasięgnąć opinii biegłego w zakresie symboliki.

Znając polską praktykę, szukanie osób pokrzywdzonych zawsze zakończy się sukcesem, jeśli będzie się odpowiednio długo ich szukać, zaś znalezienie eksperta, który zaprezentuje stanowisko satysfakcjonujące prokuraturę, też nie będzie trudne.

Pytanie: kto nakazał wznowienie postępowania jest w dzisiejszej Polsce pytaniem retorycznym.

Angielski zamiast religii

Koniec kościelnego raju podatkowego nad Wisłą, rozdział państwa od kościoła, likwidacja Funduszu Kościelnego i wycofanie religii ze szkół. To tylko niektóre postulaty przedstawione przez Lewicę na konferencji w Częstochowie.

Lewica przedstawiła swój plan na normalizacje stosunków pomiędzy kościołem, a państwem. Miejsce ogłoszenia postulatów nie zostało wybrane przypadkowo. Częstochowa, miasto ciężko doświadczone przez działalność klasztoru Paulinów to świecka stolica Polski. Mieszkańcy wybrali niedawno polityka SLD na kolejną kadencje prezydencką, a miejscowi radni przymierzają się właśnie do zmuszenia kleru do podzielenia się bogactwem, które każdego roku zostawiają w mieście pielgrzymi.
Głównym mówcą na dzisiejszej konferencji był Robert Biedroń.
– To ważne miejsce dla osób, które są wierzące. To również niestety miejsce, które w Polsce jest symbolem sojuszu tronu i ołtarza; miejsce, które nadal w Polsce wymaga pewnej korekty. Bo w Konstytucji z 1997 r. podpisanej przez lewicowego prezydenta, ale którą wybraliśmy w referendum z jedną z rekordowych frekwencji, zdecydowaliśmy w art. 25. o suwerenności państwa i kościoła – mówił polityk Lewicy.
Biedroń wskazał, że polityka dotychczasowych rządów sprawiła, że zapisy konstytucji wciąż są fikcją. – Dzisiaj nadal lewica musi wychodzić na ulice, ludzie dobrej woli, którzy chcą żyć w suwerennym, świeckim, otwartym i tolerancyjnym państwie, muszą wychodzić na ulice i domagać się świeckiego państwa. Ale tylko ludzie lewicy są w tym wiarygodni, bo lewica od zawsze walczyła o świeckie państwo, bo politycy lewicy nigdy nie klękali przed biskupami – przekonywał szef sztabu komitetu Lewicy.
W jaki sposób potęgę kleru zamierza ukrócić trzecia siła naszej sceny politycznej?
– Po pierwsze wprowadzimy sprawiedliwe podatki. Nie może być tak, że w Częstochowie mechanik prowadzący warsztat samochodowy płaci kilkukrotnie wyższe podatki, niż proboszcz, który płaci podatek ryczałtowy 240 zł. To po prostu niesprawiedliwość, dlatego wprowadzimy kasy fiskalne dla księży – mówił Biedroń.
Polityk zauważył, że likwidacja Funduszu Kościelnego przyniesie budżetowi 156 mln zł, co z nawiązką wystarczyło by np. na doinwestowanie i oddłużenie jednego z częstochowskich szpitali.
Lewica chce również wytrącić z rąk duchowieństwu narzędzie indoktrynacji.
– Kolejną rzeczą, którą musimy zrobić, a odwagi nie miał żaden inny rząd, jest wyprowadzenie lekcji religii ze szkół. Każda religia w Polsce musi być traktowana tak samo, a dzisiaj nie jest – dzisiaj państwo w szkołach publicznych miesza się z ołtarzem. Musimy zlikwidować lekcje religii także dlatego, że kosztują nas, podatników – wierzących i niewierzących, prawie 2 mld zł co roku. Aby było to możliwe, trzeba będzie renegocjować konkordat.
Biedroń w tym zakresie proponuje swoje autorskie rozwiązanie – zamiast religii będą lekcje angielskiego.
– To będą lepiej zainwestowane pieniądze. A kościół, który jest drugą najbogatszą instytucją, po Skarbie Państwa, w Polsce stać, aby nauczał religii za swoje własne pieniądze – ocenił lider Wiosny.
Katolicyzm za rządów lewicy ma być również mniej opresyjny w stosunku do osób nie będących katolikami. Konieczna jest likwidacji klauzul sumienia.
– Na Podkarpaciu nie ma żadnego lekarza, który nie zasłaniałby się klauzulą sumienia, jeśli chodzi o zabiegi przerywania ciąży – mówił Biedroń.
O dokonaniach miejscowej lewicy mówił wiceprzewodniczący tamtejszej rady miasta i kandydat do Sejmu Łukasz Kot. Samorządowiec wyjawił, że dzień wcześniej miejscowi radni SLD (przy wsparciu PO) przegłosowali apel do metropolity częstochowskiego abp Wacława Depo o przekazanie miastu jednej złotówki od każdego odwiedzającego Częstochowę pielgrzyma – na wsparcie pracy służb miejskich, komunalnych itp.
– Przyjęliśmy apel do arcybiskupa Depo, aby pomógł miastu, pomógł nam sprzątać po pielgrzymach, szykować miasto dla pielgrzymów. Prosimy o przekazanie do budżetu miasta symbolicznej złotówki od każdego pielgrzyma. Dzięki temu miasto będzie mogło zapewnić im lepsze warunki pobytu w Częstochowie – wyjaśnił wiceprzewodniczący rady miasta w Częstochowie.

Tęczowy sabat pod Jasną Górą

Mieszkańcy Częstochowy czekali na ten dzień z niepokojem. Dwadzieścia zgłoszonych demonstracji. Wrzawa w mediach ogólnopolskich. Atmosfera zagrożenia, nakręcana przez komunikaty na lokalnych grupach fejsbukowych.

 

W niedzielę do miasta zjechali ludzie z tęczowymi flagami, aby po raz pierwszy w historii miasta zamanifestować poparcie dla równości społecznej i rozszerzenia praw obywatelskich. W prawicowych mediach – obłęd. „Prowokacja’, „Profanacja”, „Wredne szatańskie judzenie”. W tym samym czasie pod Jasną Górą odbywała się pielgrzymka słuchaczy Radia Maryja. Kilka zgromadzeń zgłosili również kibole Rakowa, ONR oraz inni faszyści tytułujący się „obrońcami rodziny”.
Noc przed marszem minęła spokojnie. W jednym z ogródków na Alejach Najświętszej Marii Panny stolik w stolik siedzieli sympatycy Janusza Walusia, chłopcy z totenkopfem na koszulkach i nieheternormatywne dziewczyny z kolorowymi włosami. Żadnej agresji, nikt nie zwraca na siebie uwagi, wszyscy słuchają muzyki granej na żywo. – Przyjechałam z Zabrza do koleżanki, nawet nie wiedziałam, że jest jakaś parada – dziwi się dziewczyna, która siedzi obok mnie na leżaku.
Marsz rozpoczyna się o 11:00 na Placu Daszyńskiego. Godzinę przed startem na miejscu jest nie więcej niż 50 osób. Wśród nich Halina Kantor w towarzystwie trzech koleżanek. Każda ma jakiś tęczowy element. Halina jest jedną z edukatorek programu „Szkoła bez Homofobii” w województwie śląskim. Na razie bez większych sukcesów, ale nie traci wiary. Dlatego przybyła na marsz.
– Projekt był realizowany we współpracy z Kampanią Przeciw Homofobii. Niestety, nie udało mi się znaleźć choćby jednej placówki, w której można byłoby zorganizować szkolenie dla nauczycieli – wspomina.
Co chciałaby zmienić?
– Jest dużo ludzi, którzy stereotypowo traktują ludzi nieheteroseksualnych i przez to osoby LGBT, mają problem by odnaleźć się w społeczeństwie – wskazuje. – Marsz Równości w mieście kultu maryjnego to rzecz szczególna. Wśród kościelnych hierarchów jest przecież sporo homofobów. Prawicowe media mówią, że to prowokacja? Nasz marsz nie jest żadną prowokacją, chyba, że prowokacją nazwiemy też przemarsze katolików w Boże Ciało.
Z dworca na Plac Daszyńskiego idzie się nie więcej niż 10 minut. Znudzeni policjanci szukają schronienia pod jednym z niewielu drzew. Wkrótce jednak na na miejsce przybywają kolejne grupy. Wysiadają z kolejnych pociągów – Poznań, Katowice, Warszawa. Plac się zapełnia. Są też inne miejscowości w regionie częstochowskim: Zawiercie, Blachownia, Myszków.
Marcin mieszka w Zawierciu. Na demonstrację przyjechał z partnerem.
– Walczymy o prawo do normalnego życia w kraju, który jest nienormalny. Dlaczego nienormalny? Tutaj prześladuje się wszystkich, którzy są inni. Doznałem dyskryminacji na wszystkich etapach życia. Ujawniłem się już w latach osiemdziesiątych jako młody chłopak. To wszystko się ciągnie za mną do teraz. Dziś jestem człowiekiem schorowanym i znerwicowanym – mówi ze smutkiem w głosie, ale gdy spogląda na swojego ukochanego, na jego twarzy pojawia się uśmiech.
– Chciałbym żeby każdy się czuł w tym kraju swobodnie, mógł żyć w sformalizowanych związkach – dopowiada Sebastian, partner Marcina. – Widzę jak to wygląda w Czechach, tam osoby LGBT czuję się o wiele lepiej. Chciałbym żeby w Polsce było choćby tak jak tam – dodaje.
Spoglądam na nich chwilę później z dystansu. Cały czas trzymają się za ręce. Zakochani. I cholernie dumni.
Marsz rusza. Idziemy Pierwszą Aleją Najświętszej Maryi Panny. Przed nami, w oddali, szpica jasnogórskiego klasztoru. Z tyłu – komin ciepłowniczy – druga charakterystyczna szpica tego miasta. „Matka Boska zawsze z nami” – głosi transparent. Towarzystwo mamy dobre. SLD, Partia Razem, poznańska grupa Stonewall, anarchiści, grupy queer. „Uśmiechamy się” – animuje nastroje ktoś z platformy. Na przodzie Kasia Paprota i Michał Pytlik – razemici. Trzymają baner „Tęczochowa”. Kilka krótkich rozmów z towarzyszami… Wszyscy zadowoleni i wyraźnie podekscytowani. Jasna Góra coraz bliżej. „Wolność, równość, tolerancja” – krzyczymy. Wymieniam spojrzenie i uśmiech z Dominikiem Puchałą, jednym z organizatorów. Dominik i Małgorzata Mróz wykonują ciężką robotę. Konsultują coś z platformą, rozmawiają z mundurowymi, przewidują i reagują.
– Partia Razem wydaje już polecenia policji? – zagaduję. – Nieźle jak na zero procent w sondażu.
Pierwszy Marsz Równości w Częstochowie rodził się w bólach. Dominik zgłosił zgromadzenie osiem dni przed terminem. Nikt się do niego nie odezwał z ratusza. Żadnego potwierdzenia. Zaniepokojony zadzwonił do magistratu. Jakiś błąd w systemie, zgłoszenie przepadło. Poszło uzupełnienie. Niby wszystko cacy – informacja o zarejestrowaniu pojawiła się w Biuletynie Informacji Publicznej. I wtedy zaczęły się kłopoty. Okazało się bowiem, że swoje pikiety zgłosili również nacjonaliści. „Dogadajcie się” – nalegał ratusz. Puchała i reszta organizatorów byli zażenowani. W końcu prezydentem jest Krzysztof Matyjaszczyk z SLD. To jednak nie pomogło. Konieczna była upokarzające rozprawa w Urzędzie Miasta. „Kto wygra, ten bierze Jasną Górę” – pisał na Facebooku Puchała. Spotkanie, które miało być pojednawcze, było zwyczajnie obrzydliwe
– Na rozprawę przyszedł między innymi chłopak w koszulce „wielka Polska” i jego kolega, z tatuażem Polski Walczącej na szyi. Bardzo im było do śmiechu i regularnie zaczepiali redaktorkę lokalnej Wyborczej– wspomina działaczka Monika Radecka z Razem.
W końcu trasa została podzielona na kilka osobnych zgromadzeń. Finisz – pod Cepelią, jakieś 150 metrów od Jasnej Góry. Wystarczająco blisko, by doprowadzić do wściekłości kościółkową prawicę i neofaszystów.
Grupa młodych uczestniczek marszu nie ma wątpliwości, że to Kinga powinna powiedzieć mi kilka słów. No to rozmawiamy.
– Nie chcę, żeby pomiędzy ludźmi istniały podziały. Chcę, żeby każdy mógł się cieszyć tym kim jest i żyć w zgodzie z innymi. Moim zdaniem hasła dzisiejszego marszu pokazują, że jesteśmy w stanie żyć w zgodzie z każdym, również z kościołem – uważa Kinga.
Dominika i Michał chodzą do gimnazjum we wsi pod Częstochową. Trzymają wielką tęczową flagę. – Każdy człowiek zasługuje na szacunek, bez względu na to, kogo kocha i kim jest. A w Polsce ludzie nie potrafią tego zrozumieć. – wskazuje Dominika. – I chciałbym się czuć swobodnie w mojej szkole. Na razie to niemożliwe – dopowiada Michał.
Dochodzimy do Placu Biegańskiego. To centralny punkt miasta. Siedziba prezydenta, strefa kibica, knajpa z piwem, KFC. Tutaj zaczynają się kłopoty. Marsz staje.
– Naziole blokują.
Apele z mównicy:
– Nie odłączajmy się od demonstracji.
– Dużo ich jest?
– Leżą na chodniku.
– Pierdoleni.
Dominik Puchała udziela wywiadu przed kamerą.
– Dojdziemy do samego końca, tak jak zaplanowaliśmy.
Współorganizatorka z Platformy Obywatelskiej chce iść na ugodę. Młodzi działacze lewicy reagują jednak tak, jak trzeba. Żadnych ustępstw. To legalna demonstracja. Tymczasem nacjonaliści udają rannych, aby skupić uwagę funkcjonariuszy. To już jest całkiem śmieszne.
Policja zgarnia ich jednak z trotuaru. Idziemy dalej. Tęczowe flagi osiągają już perspektywę Jasnej Góry. Wszyscy robią zdjęcia. To historyczna chwila. Rozbici nacjonaliści stoją na poboczach.
– Jesteście zboczeni – krzyczy jeden z nich.
Nikt nie reaguje.
– Jesteście zboczeni – krzyczy głośniej.
Przystaję i patrzę mu w oczy.
Mija dłuższa chwila.
– Jesteście zboczeni, nie rozumiesz?
Idę dalej. Policja prosi o rozwiązanie marszu 100 metrów od celu. Puchała powtarza „idziemy do końca”. Śpiewamy: „nacjonalizm won z klasztoru”. To już finisz, jeszcze tylko przemówienia końcowe.
Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk nie pojawił się na I Marszu Równości. Nie objął też wydarzenia patronatem. Niektórych to rozczarowało – inni spodziewali się właśnie tego.
– Mamy nadzieję, że w przyszłym roku, jeśli wyborcy dadzą mu mandat na kolejną kadencje, zobaczymy tu pana Matyjaszczyka – mówi Monika Radecka.
– Chciałbym podziękować wszystkim osobom, które pomogły nam zorganizować marsz. Niestety, nie mam za co podziękować prezydentowi Matyjaszczykowi – dodaje Dominik Puchała, również z Razem.
W tęczowym tłumie znajduje kilka osób z flagami SLD. Jedną z nich jest miejscowa działaczka Sojuszu. – Przyszliśmy tutaj, bo obecna władza forsuje pojęcie sortowania ludzi. My uważamy, że każdy powinien czuć się swobodnie w tym kraju, bez względu na płeć, orientacje czy narodowość – deklaruje.
. – Czy to znaczy, że SLD popiera związki partnerskie i małżeństwa osób LGBT?
Działaczka wzdycha. – Sojusz nigdy się od takich praw nie odżegnywał. Jesteśmy za związkami. Jako działaczki też. Dlaczego nie ma z nami prezydenta Matyjaszczyka? Dużo jest tutaj nacjonalistów, jest trochę niespokojnie, może to lepiej, że nie przyszedł.
– Ale nie objął też patronatem, a mógł przecież – nie ustępuję.
– No nie objął, może w przyszłym roku się ośmieli.
Po demonstracji rozmawiam z Puchałą. Dobrze widzieć lewaka, który jest w takim gazie. – Udało nam się przejść uzgodnioną trasą, a blokady neofaszystów nie przyniosły żadnego efektu. Młodzież Wszechpolska nie zablokowała ani nas, ani uczestników i uczestniczek innych równościowych wydarzeń, które pojawiły się w ostatnim czasie – w Koninie, Rzeszowie czy Opolu.
Żałujemy, że prezydent Krzysztof Matyjaszczyk nie udzielił nam żadnego wsparcia. Musieliśmy poradzić sobie bez tego. I to się udało. Byliśmy szczęśliwi, że w tzw. duchowej stolicy Polski wreszcie mówimy wprost o istnieniu osób nieuprzywilejowanych – mówi z pewnością w głosie współorganizator częstochowskiego Marszu Równości.
Sukces tego marszu miał też inne, równie ważne bohaterki i bohaterów. Małgorzata Mróz, Jolanta Urbańska, Bartek Sieniawski i Monika Radecka wykonali ogromną pracę organizacyjną. I wytrzymali psychologiczną batalię w konfrontacji z miastem i naziolami.
O 17:00 w Parku Staszica, pod Jasną Górą odbył się piknik. Była czeska telewizja, uczestnicy siedzieli na trawie, poznając się wzajemnie. – Jestem z siebie zadowolony, a rzadko jestem z siebie zadowolony – powiedział na koniec Bartek Sieniawski z organizacji „Częstochowa bez uprzedzeń”. Ostatni raz widziałem go w Katowicach we wrześniu ubiegłego roku, wtedy, gdy neofaszyści napadali na uczestników demonstracji upamiętniającej napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę. Teraz jesteśmy w zupełnie innych nastrojach.
– Marsz równości w Częstochowie to przełom i czujemy to, jako organizatorzy. Od początku chcieliśmy zrobić coś wielkiego. Cieszymy się, że przybyło tak wiele cudownych i uśmiechniętych ludzi. Pomimo problemów udało się i nawet prawicowa blokada nas nie zatrzymała. Mamy nadzieję, że jeszcze więcej osób niż tym razem zobaczymy na marszu za rok – opowiada mi Sieniawski.
Częstochowa była trzynastym miastem, w którym odbył się Marsz Równości w 2018 roku. To rekord wszech czasów. Podczas gdy kraj jest męczony przez pełzającą dyktaturę katolickich fanatyków, pod Jasną Górę podchodzi las tęczowych flag. To jest ten moment, w którym najbardziej stłamszony lewak odzyskuje wiarę.

Głos prawicy

Wołyń, głupcze!

„Do Rzeczy” o masakrze wołyńskiej:
W związku z 75. rocznicą Krwawej Niedzieli – apogeum ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach – prezydent Andrzej Duda wziął udział w uroczystej Mszy świętej w Katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku. Mszę koncelebrowali metropolita lwowski arcybiskup Mieczysław Mokrzycki oraz ordynariusz diecezji łuckiej biskup Witalij Skomarowski. Andrzej Duda przekazał na ręce biskupa krzyż poświęcony pamięci pomordowanych Polaków.
Następnie prezydent oddał symboliczny hołd ofiarom ludobójstwa na terenach nieistniejących już dzisiaj polskich wsi na Wołyniu oraz złożył wieniec na cmentarzu – w miejscu bezimiennego pochówku w zbiorowej mogile zamordowanych Polaków.
W swoim przemówieniu głowa państwa przypomniała, że już za kilka dni, 11 lipca, przypada 75 rocznica ludobójstwa, do jakiego doszło na Wołyniu.
– Będzie to w Polsce Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Wołyniu na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. To bardzo smutna data dla bardzo wielu polskich rodzin, które w tamtym czasie – w 1942, 1943, 1944 roku – straciły tu na Wołyniu swoich najbliższych. Szacuje się, że było to ok. 100 tys. Polaków, którzy wtedy zostali tutaj zamordowani. Nie żołnierzy. Zwykłych ludzi, rolników, którzy uprawiali ziemie, całych rodzin: kobiet, dzieci, starców. To nie była żadna wojna pomiędzy Polską i Ukrainą. To była zwykła czystka etniczna – jak byśmy to dzisiaj nazwali. Po prostu chodziło o to, aby Polaków z tych terenów usunąć. Te decyzje zostały wówczas podjęte na szczeblu politycznym przez ukraińską organizację OUN-B i zlecone do wykonania UPA, która niestety wywiązała się ze swojego zadania. To straszna karta w historii obu narodów, polskiego i ukraińskiego, naznaczona bólem, cierpieniem i wzajemnymi, głębokimi urazami. Potem następstwem tego były z kolei polskie akcje odwetowe, w których zginęli zwykli ludzie, zwykli Ukraińcy, zwykli rolnicy. Rażąca jest jedynie dysproporcja: 100 tys. Polaków i ok. 5 tys. Ukraińców. Ona rzeczywiście robi ogromne wrażenie. To jest proszę państwa prawda historyczna. Jestem tu dziś nie po to, żeby wypominać, ale po to żeby się modlić – mówił prezydent.

 

Prowokacja?

A tak prawica widzi Marsz Równości w Częstochowie (za wpolityce.pl):
Na Jasnej Górze odbywa się dzisiaj kolejna, już 27. Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja. To wydarzenie co roku gromadzi dziesiątki tysięcy ludzi. Niestety, do swojej prowokacji postanowiło wykorzystać je środowisko osób LGBT – zorganizowało Marsz Równości na Jasną Górę.
Marsz homoseksualistów wsparła m.in. poseł Nowoczesnej Monika Rosa, która zamieściła w sieci wideo z tego pochodu. Na szczęście ostatecznie uczestnicy Marszu Równości nie dostali się na Jasną Górę. Naprzeciwko nich stanęli narodowcy, a obie grupy rozdzieliła policja.

 

Tylko pod tym znakiem

Maryjo, pomóż każdemu Polakowi wyzwolić się z niewoli. Używać wolności jedynie w celu realizacji dobra i autentycznej miłości – mówił kard. Zenon Grocholewski w homilii podczas Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Były prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej przewodniczył w niedzielę 8 lipca Mszy św. na jasnogórskim szczycie. Hasłem tegorocznej Pielgrzymki są słowa: „Polska miłością wskrzeszona”.
„Maryjo, pomóż każdemu Polakowi wyzwolić się z niewoli […] używać wolności jedynie w celu realizacji dobra i autentycznej miłości […] Matko naszego narodu, módl się za nami. Berłem Twojego królowania jest Twoje macierzyńskie serce. Za to Ci dziękujemy!” – mówił w homilii kard. Grocholewski. Podkreślał, że tylko ludzie wewnętrznie wolni są zdolni budować prawdziwą wolność narodu.
– Oddanie się Matce Bożej w niewolę jest zawsze aktem wolności – powiedział.
Info za fronda.pl.