Dąbrowszczacy się bronią!

W wyniku decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego, na mapę Warszawy powracają ulice Dąbrowszczaków oraz gen. Sylwestra Kaliskiego. NSA odrzucił skargę wojewody mazowieckiego na wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego anulujący zarządzenie zmieniające nazwy ulic. Wyrok jest prawomocny i oznacza zwycięskie zakończenie walki z dekomunizacją w Warszawie. NSA uchylił decyzje dekomunizacyjne w sprawie wszystkich 50 nazw ulic, których zmiany chciał narzucić wojewoda. Decyzja w sprawie przywrócenia nazw 44 ulic zapadła w grudniu ubiegłego roku, trzech kolejnych – Stanisława Tołwińskiego, Krystyny Matysiakówny oraz Józefa Szymańskiego – w marcu. W przypadku jednej nazwy wojewoda nie odwołał się od wyroku WSA.
Wojewoda mazowiecki został obciążony kosztami postępowania sądowego. W uzasadnieniu decyzji NSA stwierdził, że zaprezentowane w związku z dekomunizacją opinie IPN nie mają wiążącego charakteru, a wojewoda sam nie umiał wystarczająco uzasadnić proponowanych zmian.
Na tym samym posiedzeniu zapadła również decyzja przywracająca w Makowie Mazowieckim nazwę ulicy Janka Krasickiego.
Zablokowanie dekomunizacji było możliwe między innymi dzięki społecznemu oporowi, który skłonił samorządy do wystąpienia na drogę sądową. W przypadku ul. Dąbrowszczaków mieszkańcy ulicy masowo podpisywali się pod petycją w jej obronie. Społeczności lokalne mają szansę na zwycięstwo nad dekomunizatorami dzięki wywieraniu presji społecznej i zorganizowaniu się.

Ochotnicy wolności

Po raz pierwszy po 1989 r. ukazuje się w Polsce monografia poświęcona udziałowi polskich antyfaszystów w hiszpańskiej wojnie domowej 1936-39 r. O Polakach w Brygadach Międzynarodowych opowiada z wyraziście lewicowej perspektywy, niepojętej dla etatowych antykomunistów kształtujących polską narrację historyczną pod dyktando prawicowej ideologii.

Szaleństwo dekomunizacyjne rozpętane przez Instytut Pamięci Narodowej zdołało wyrządzić wiele szkód w postaci zakłamywania historii, by ukształtować ją zgodnie ze światopoglądem tak antykomunistycznym, że zahaczającym o absurd. Kiedy narracja dochodzi do ściany, należy jednak oczekiwać „odbicia”. Na szczęście właśnie ono następuje. Szef IPN Jarosław Szarek w charakterystyczny dla swojego środowiska sposób zareagował na osłabienie, a nawet cofnięcie procesu dekomunizacji: – Mamy przejawy niepokojącego braku wrażliwości na zło komunizmu – powiedział w wywiadzie udzielonym PAP. Tak skomentował fakt, że niektóre sądy okręgowe zaczęły cofać decyzję wojewodów, którzy w oparciu o wytyczne IPN, wydali odgórne decyzje pozbawiające ulice polskich miast patronów związanych historycznie z lewicą.

Mianem “zła” określił Szarek polskich socjalistów, komunistów i działaczy społecznych zasłużonych w walce o postęp społeczny, godność ubogich, powszechną edukację, prawa kobiet, ludzi poległych w walce z hitlerowskim okupantem, zamęczonych przez gestapo, bojowników Getta Warszawskiego. To ma być zło? Jak to możliwe, by sama przynależność do organizacji komunistycznej lub samo skojarzenie z komunizmem prowadziły do przekreślenia wszelkich zasług? Obsesja prawicy na punkcie komunizmu najlepiej oczywiście wyraża się w jej nienawiści do słynnych Dąbrowszczaków. Zrozumieć ją zaś można tylko wtedy, jeżeli pogodzimy się z faktem, że system wartości IPN to po prostu wizja świata, jaka kierowała hiszpańskiem dyktatorem, gen. Francisco Franco. Instytut nie waha się zresztą zapraszać do współpracy zdeklarowanych piewców tego zbrodniarza.

Czerwony klin

Książka Piotra Ciszewskiego „Dąbrowszczacy. Na świecie szanowani, w Polsce poniżani” ukazuje się we właściwej chwili, stanowi bowiem składową oddolnego społecznego oporu przeciwko zorganizowanemu bezczeszczeniu pamięci historycznej przez prawicę. Praca ta posiada szczególną wartość pod kilkoma względami. Przede wszystkim jest pierwszą monografią na temat Polaków w Brygadach Międzynarodowych na Wojnie Hiszpańskiej 1936-1939 r., która powstała po upadku Polski Ludowej, a więc w warunkach niekwestionowanej hegemonii otwarcie antykomunistycznej narracji historycznej. Po drugie, prawie w połowie składa się z biogramów kilkudziesięciu polskich ochotników walczących po stronie Republiki w hiszpańskiej wojnie domowej. Składają się one na przekonujący obraz różnorodności polskiego antyfaszyzmu w Hiszpanii, skutecznie zadający kłam naiwnej IPN-owskiej bajce o „żołnierzach Stalina”.

„Dąbrowszczacy” zostali napisani odważnie, z wyraźnie lewicowej, socjalistycznej perspektywy. To w pełni zrozumiałe, biorąc pod uwagę osobę autora. Piotr Ciszewski jest wieloletnim aktywistą i działaczem społecznym, z ogromnym doświadczeniem na polu działalności w ruchu lokatorskim i związkowym oraz popularyzacji historii polskiego ruchu robotniczego i rewolucyjnego.

Poprzednia książka Ciszewskiego, napisana wspólnie z Robertem Nowakiem, pt. “Wszystkich nas nie spalicie” to opowieść o tragicznej śmierci Jolanty Brzeskiej i zapis zła, jakie ludziom wyrządziła reprywatyzacja warszawskich nieruchomości. Pełne zanurzenie autora w toczącej się dziś w Polsce walce klasowej i znajomość najczarniejszej strony polskiego kapitalizmu w sposób szczególny uwiarygodniają jego punkt widzenia na życie i walkę chłopów, robotników i politycznych idealistów z dyktaturą wojskową w Hiszpanii lat 30. XX w. Toczyli oni śmiertelną walkę o minimum praw ludzi prostych, ubogich, pogardzanych a spragnionych godności. To przede wszystkim przeciwko ich sprawie wymierzona jest wersja historii wojny hiszpańskiej, którą pisze dziś IPN, twierdząc, że walczy z komunizmem.

Ludowi Don Kichoci

Pierwsza część książki to historia batalionów im. Dąbrowskiego (który przez pewien czas stanowił samodzielną brygadę), Mickiewicza, Palafoxa, kompanii im. Botwina i innych oddziałów, w których walczyli przeciwnicy Franco pochodzący z ziem polskich. Jej polityczny walor to zdecydowanie zarysowane podejście klasowe. Dobitnie uzmysławia, że strona republikańska toczyła bój nie tylko demokrację liberalną, a o rewolucję społeczną, która dla anarchistów i komunistów oznaczała zniesienie kapitalistycznego sposobu produkcji. Obrona porządku konstytucyjnego nie była nawet punktem wyjściowym, tylko momentem, w którym życie polityczne Hiszpanii ułożyło się według scenariusza wyrażonego hasłem Róży Luksemburg: “Socjalizm albo barbarzyństwo!”
Zanim doszło do buntu wojskowych przeciwko Republice, i jeszcze przed ustanowieniem w Hiszpanii demokracji, kraj był areną niezwykle ostrych walk klasowych. Ich stawką było z jednej strony zachowanie dyktatu politycznego i ekonomicznego garstki posiadaczy nad masą nędzarzy, a z drugiej – podstawowe prawa i wolności ludu Hiszpanii, życie wolne od głodu i zamordyzmu elit. Fakt, że Republika Hiszpańska powołana do życia w 1931 r. nie była w stanie zaspokoić tych oczekiwań i siłą rzeczy od początku wisiał nad nią miecz Damoklesa w postaci buntu strony zachowawczej przeciwko demokratyzmowi, do którego w końcu doszło w lipcu 1936 r. Pucz ten – który nie był w sensie ścisłym faszystowski, lecz wkrótce, po interwencji Włoch i Trzeciej Rzeszy, stał się częścią europejskiego faszyzmu – przyczynił się do przekonania wielu lewicowców, że postawa radykalna, zmierzająca do przezwyciężenia kapitalizmu jest ostatnią szansą ludu na życie w godności.
Ciszewski nie pozostawia co do tego wątpliwości. Dlatego oprócz uczciwego podkreślenia, że Brygady Międzynarodowe (BM) były faktycznie kontrolowane przez Komintern, zwłaszcza za pośrednictwem komisarzy politycznych, autor jasno uzmysławia, że określanie antyfaszystowskich ochotników z całego świata, w tym z Polski, mianem „żołnierzy Stalina” i twierdzenia IPN, że „chcieli wprowadzić w Hiszpanii ustrój totalitarny”, jest nie tylko pluciem na ich często bezimienne groby, lecz i popisem bezgranicznej ignorancji. Pogarda Instytutu dla faktów okazała się przecież tak skrajna, że inspirowani nią publicyści w swej nienawiści do Brygad Międzynarodowych zaczęli upowszechniać fantazje o domniemanych „krwawych zbrodniach” Dąbrowszczaków, opisywanych wcześniej wyłącznie w propagandowej gazecie frankistowskiej, których żaden historyk nie potrafi potwierdzić (Leszek Szymowski, „Pomocnicy spod czerwonej gwiazdy”, Uważam Rze Historia, 08/2017).

Ciszewski uspokaja: żadnych zbrodni Dąbrowszczaków na cywilach nie było.

„Na świecie szanowani…”

Ba, wręcz podziwiani! Dziesiątki pomników upamiętniających żołnierzy BM są niegasnącym świadectwem tego, co IPN nie mieści się w głowie. W samej Hiszpanii pamięć o nich jest święta. Z książki jasno wynika, kim byli i o co walczyli polscy ochotnicy. Trzon batalionów im. Dąbrowskiego, Mickiewicza i Palafoxa tworzyli polscy robotnicy, którzy zasilili Brygady Międzynarodowe, docierając do Hiszpanii z północy Francji, gdzie przebywali na emigracji zarobkowej. Polskich frankistów musi boleć fakt, że do boju o socjalistyczną Hiszpanię przekonało Polaków m.in. doświadczenie nędzy i beznadziei panującej w idealizowanej przez nich II RP. Były to środowiska już świadome politycznie: najpierw upodlone przez Polskę lat 20. i 30., a następnie hartowane w walkach klasowych, których w tym okresie we Francji nie brakowało. Większość miała za sobą działalność w bojowych związkach zawodowych. Część z nich była związana z partiami socjalistycznymi i komunistycznymi. Do wzięcia udziału w ratowaniu Hiszpanii przed rebelią generała Franco skłoniło ich doświadczenie walki ze skrajną prawicą we Francji i świadomość faktu, że paneuropejski opór przeciwko faszyzmowi – a tak strona frankistowska była rozumiana – będzie decydujący dla przetrwania zorganizowanego ruchu robotniczego. Mieli rację: przykłady Włoch i Niemiec wymownie o tym świadczyły.

Na podstawie danych z grudnia 1937 r. autor „Dąbrowszczaków” podaje skład polityczny „polskich” batalionów BM: „1096 [osób] należało do partii komunistycznych – w tej grupie najwięcej do Francuskiej Partii Komunistycznej oraz Komunistycznej Partii Polski (…) 67 ochotników należało do organizacji socjalistycznych – głównie Polskiej Partii Socjalistycznej, a także Bundu czy partii francuskich lub belgijskich. Aż 1088 żołnierzy deklarowało się jako bezpartyjni antyfaszyści, a 423 odmówiło podania informacji. Wśród tych ostatnich byli zapewne kolejni członkowie PPS oraz Stronnictwa Ludowego”.

Trzeba też podkreślić, że część ochotników wstępowała do partii komunistycznych już na miejscu, w Hiszpanii. Wielu z nich korzystało z kanałów “przerzutu” do Hiszpanii, które organizował Komintern, chociaż nie byli komunistami. Należy podkreślić, że samo identyfikowanie się z ideą komunistyczną nie oznaczało akceptacji stalinizmu, a nawet ci, którzy byli zapatrzeni w “słońce narodów” nie mieli wówczas pojęcia o skali represji, które miały już wówczas miejsce w ZSRR – bo skąd niby mieli wiedzieć?

Owszem, wielu chciało „dyktatury proletariatu”, rozumianej tak, jak wyjaśniał ten termin Lenin – państwa wzorowanego na Komunie Paryskiej, pełnej robotniczej demokracji. Sugestie, że żołnierze BM byli fanatykami marzącymi o zamknięciu Hiszpanii w jednym wielkim Gułagu, są wyłącznie fantazjami pseudohistoryków.

Począwszy od 1937 r. część bojowników BM padła ofiarami stalinowskich czystek. Przy najmniejszym podejrzeniu politycznego odstępstwa od linii Moskwy, byli pozbawiani funkcji, wielokrotnie przesłuchiwani, traktowani podejrzliwie, oczerniani przez prasę BM kontrolowaną przez Komintern. Mimo to nie przestawali uważać się za komunistów czy socjalistów, nie przestawali być antyfaszystami ani walczyć o Hiszpanię przeciwko gen. Franco. Niektórzy wątpliwi politycznie członkowie partii komunistycznych byli odwoływani do Moskwy, skąd już nie wracali, bo czekała ich tam śmierć – to przypadek m.in. Kazimierza Cichowskiego. Napięcia polityczne wśród żołnierzy Brygad rodził coraz bardziej wrogi stosunek dowództwa do reszty hiszpańskiej Armii Ludowej, zwłaszcza POUM i anarchistów, oraz bezceremonialne szafowanie życiem ochotników podczas nieprzemyślanych ofensyw, jak ta pod Hueską w czerwcu 1937 r. Instrumentalny stosunek stalinowskiego kierownictwa do żołnierzy BM niszczył stopniowo morale ochotników. Z biegiem czasu prawdopodobnie coraz bardziej zdawali sobie sprawę, że Komintern tłumi potencjał rewolucji hiszpańskiej i pracuje na ich wspólną porażkę. Nie przeszkodziło im to jednak rzucić się spod granicy z Francją do ostatniego boju w styczniu 1939 r., kiedy reaktywowano BM po ich rozwiązaniu z pobudek politycznych.

Aspekt wewnętrznego życia politycznego Brygad jest zdecydowanie jednym z nielicznych braków pracy Ciszewskiego. Józef Stalin zaczął wycofywać się ze wspierania Republiki, kiedy okazało się, że hiszpański żywioł rewolucyjny nie daje się w pełni kontrolować Moskwie. Ostatecznie przesądziło to o klęsce Republiki. To jest też zasadniczy fakt obalający twierdzenia o “żołnierzach Stalina” – walka przeciwko Franco nie była walką “dla Stalina”, czego nieudolnie stara się dowodzić IPN (zupełnym milczeniem zbywając fakt sojuszu caudillo z Hitlerem i Mussolinim). “Dąbrowszczacy” są pracą napisaną jako kontra w stosunku do szeroko rozpowszechnionych kłamstw prawicy i najlepiej by było, gdyby temat wewnętrznych dyskusji politycznych został szerzej omówiony. Jest więc dla autora zadanie na przyszłość.

„Jesteście częścią historii. Jesteście legendą”

Druga, bezapelacyjnie najcenniejsza część książki, to zebrane przez autora biogramy, zredagowane na podstawie materiałów archiwalnych i wywiadów z potomkami Dąbrowszczaków. Poza okresem walk w Hiszpanii wiele o antyfaszystowskich zapaleńcach mówią późniejsze perypetie tych, którzy przeżyli. Mimo, że los rozrzucił ich po całym świecie, wszędzie, gdzie trafili, własnym życiem dowodzili, na jakich wartościach wspiera się ich wizja lepszego świata. Ich dalszą działalność to straceńcza walka w Getcie Warszawskim (Pinkus Kartin), szerzenie świadectwa o potwornościach Auschwitz (Dorota Lorska), tworzenie ruchu oporu w Auschwitz (Emmanuel Mink), czy ochotnicza służba medyczna na wojnie w Chinach (Stanisław Flato). Znaleźli się tacy, którzy walkę z faszyzmem kontynuowali w szeregach I Korpusu Wojska Polskiego na wschodzie (Michał Bron, Euzebiusz Dworkin, Józef Ziółkowski). Często zasilali francuski ruch oporu, a niektórzy z nich doczekali się w nim nawet legendarnego statusu, jak nieuchwytny dla gestapo Józef Epstein.

Najwięcej przeszkód napotykali Dąbrowszczacy przy próbach kontynuacji walki z nazistami w szeregach Wojska Polskiego na zachodzie. Nic dziwnego: państwo, które się ich wyrzekło w 1938 r., akceptowało ich po klęsce wrześniowej bardzo niechętnie, mimo że rwali się do walki. Jedni spotykali się z pogardą sanacyjnych oficerów i sami rezygnowali z zaciągu (Dworkin), inni zostali odrzuceni z powodu poglądów politycznych. Ci, którym się udało, byli zwykle traktowani wrogo, jako politycznie niepewni (Tadeusz Ćwik). Józef Epstein został zmuszony do odejścia z polskiego wojska we Francji po zorganizowaniu protestu przeciwko szerzącemu się tam antysemityzmowi. Ci, którzy po wojnie otrzymali funkcje w Urzędzie Bezpieczeństwa, również okazali się podejrzani i albo sami odchodzili (Antoni Chrost) albo padali ofiarami czystek w latach 50. , następnie opuszczali PRL wskutek antysemickiej nagonki w 1968 r. Kariera Wacława Komara była wyjątkiem.

Okazywali się niewygodni dla każdej opcji – byli zbyt dobrymi komunistami.

Barwna, obrazowa opowieść Ciszewskiego o szlaku bojowym polskich “ochotników wolności”, często nasuwająca skojarzenia ze stylem Bogusława Wołoszańskiego, ma wszelkie walory, by stać się odpowiedzią na obłąkańczy kult “żołnierzy wyklętych”, NSZ, “Burego”… By jednak nadeszła na to realna szansa, trzeba bardziej sprzyjających warunków politycznych, choć warto je również mozolnie tworzyć. Uwielbienie dla polskiego faszyzmu uległo normalizacji. Do jej odwrócenia potrzeba przede wszystkim pełnej kompromitacji prawicowej i antykomunistycznej narracji historycznej.

Poznając życiorysy polskich antyfaszystów walczących na wojnie hiszpańskiej, możemy pojąć, dlaczego piętnowanie Dąbrowszczaków jako komunistów jest dla prawicy tak ważne. Stosunek IPN do Hiszpanii 1936-1939 r. dowodzi, że aby konsekwentnie zwalczać ideowych komunistów oczerniając ich jako “żołnierzy Stalina”, prawicowi propagandziści przyjmują perspektywę bliską frankistom i ich nazistowskim sprzymierzeńcom. Polityka historyczna IPN do tego właśnie zmierza, dlatego Instytut oczernia też komunistycznych bojowców, którzy walczyli z hitlerowskim okupantem w Polsce. To jest równia pochyła. Dla niektórych to będzie szok, ale jej odwrócenie nie obejdzie się bez przywrócenia pamięci o zasługach polskich komunistów w walce o wolność ludów Europy.

Zapraszam do lektury “Dąbrowszczaków”.

NSA o gdańskich ulicach

Naczelny Sąd Administracyjny toruje drogę Kaczyńskiemu.

 

Wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego zakończyła się wielomiesięczna batalia w obronie gdańskich nazw ulic. Udało się uratować ulice Pstrowskiego, Sołdka, Zubrzyckiego i Wassowskiego. Ich mieszkańcy mogą teraz odetchnąć z ulgą. Niestety sąd uznał, że zniknąć muszą ulice Dąbrowszczaków, Buczka i Kruczkowskiego. Mieszkańcy tych ulic będą niestety musieli ponieść konsekwencje fanatyzmu tzw. „dekomunizatorów” spod znaku PiS-u i Instytutu Pamięci Narodowej. Będą musieli ponieść konsekwencje nieodpowiedzialnych działań parlamentarzystów PO, Nowoczesnej, PSL-u i partii Kukiz, który niemal jednogłośnie przyznali swego czasu IPN-owi oraz PiS-owskim władzom nadzwyczajne uprawnienia, pozwalające na ingerowanie w nazwy ulic.
Jesteśmy zaskoczeni wyrokiem sądu. Kryteria, które zastosowano przy ocenie patronów ulic, wydają się kompletnie niezrozumiałe. Przypominamy, że wojewódzki sąd administracyjny uznał wcześniej, że wszystkie wyżej wymienione ulice powinny pozostać na mapie Gdańska.

Uratowanie choć części gdańskich ulic pokazuje jednak, że ta wielomiesięczna walka miała sens. Mieliśmy rację, od samego początku alarmując, że dochodzi tutaj do naruszenia prawa. Od początku alarmowaliśmy, że zmiany te są niepotrzebne, że ignorowany jest głos mieszkańców, którzy jasno i wyraźnie się tym zmianom sprzeciwiali. Wskazywaliśmy też, że tzw. „dekomunizatorzy” spod znaku PiS-u i IPN-u zwyczajnie fałszują historię, próbując w nieporadny sposób uzasadnić swoje „dekomunizacyjne” decyzje.

Dziękujemy mieszkańcom ulic za determinację, dziękujemy zaprzyjaźnionym organizacjom Ruch Sprawiedliwości Społecznej Pomorze i Razem Pomorze za udział w obronie interesów gdańszczan, dziękujemy w końcu władzom miasta, bo ostatecznie i one stanęły po naszej stronie.

A do osób odpowiedzialnych za tzw. „dekomunizację” mamy wielką prośbę: zakończcie w końcu ten żenujący spektakl, przerwijcie swoją fanatyczną krucjatę i dajcie wreszcie spokój mieszkańcom.

 

Stanowisko RSS

Niestety najwyższa instancja sądownictwa administracyjnego uwzględniła trzy z siedmiu skarg kasacyjnych Wojewody Pomorskiego. W efekcie nazwy ulic Dąbrowszczaków, Kruczkowskiego i Buczka w Gdańsku zostaną zmienione, zgodnie z zarządzeniami wojewody Drelicha.

Trudno oceniać decyzję NSA w aspekcie prawnym dopóki nie zostaną opublikowane uzasadnienia wyroków. Na pewno się do nich odniesiemy i poszukamy nadzwyczajnych instrumentów prawnych podważających bezprawie ustawy dekomunizacyjnej.

Pod względem historycznym i politycznym (akcentowana przez WSA w Gdańsku autonomia wspólnoty gminnej w określaniu nazw ulic) orzeczenie NSA uważamy za pozbawione podstaw.

Niewielkim pocieszeniem jest oddalenie skarg kasacyjnych dotyczących ulic: Zubrzyckiego, Pstrowskiego, Sołdka i Wassowskiego. Te ulicy, pomimo orwellowskich (o ironio!) zapędów IPN pozostają.

Wszystkim, którzy się włączyli w obronę nazwy ulicy Dąbrowszczaków serdecznie dziękujemy – udało nam się o kilkanaście miesięcy przedłużyć upamiętnienie tych, którzy jako pierwsi walczyli z faszyzmem i nazizmem.

RSS

Polegli niezapomniani

28 października, jak co roku, Kampania Historia Czerwona zorganizowała sprzątanie grobów rewolucjonistow na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Uporządkowane zostały groby Dąbrowszczaków oraz członków lewicowego ruchu oporu z czasów II wojny światowej.
Kampania Historia Czerwona ma na celu przypominanie i popularyzację historii polskiego ruchu robotniczego i zaprasza do współpracy

Wracają lewicowe nazwy

Prawda historyczna – wojewoda mazowiecki 12:0 – pisali aktywiści inicjatywy Historia Czerwona i Czarno-Czerwona po pierwszym orzeczeniu unieważniającym dekomunizacyjne zarządzenia Zdzisława Sipiery. Kolejne rozstrzygnięcia warszawskiego sądu sprawiły, że wynik ten brzmi już 37:0.

 

Na trzeci z kolei werdykt, oczekiwano ze szczególną niecierpliwością, bo dotyczył on ulic, w obronie których mobilizacja była szczególna: praskiej ul. Dąbrowszczaków, żoliborskiej ul. Tołwińskiego oraz muranowskiej ul. Lewartowskiego. A także ośmiu innych miejsc, w większości nazwanych imionami uczestników walki z hitlerowską okupacją Polski – uczestników niewartych zapamiętania, bo związanych z lewicą.

Ponownie, tak jak na poprzedniczh sesjach, sąd orzekł: decyzje wojewody w sprawie nazw ulic zostają unieważnione. Dlatego, że to obowiązkiem wojewody było szczegółowe zbadanie i uzasadnienie, w jaki sposób konkretny patron propagował komunizm. Notatki na stronie IPN, pod którymi nie podpisuje się żaden autor, to stanowczo za mało. Dlatego wyrzucone nazwy mają powrócić. Wojewoda Sipiera zamierza odwołać się od tej decyzji do Najwyższego Sądu Administracyjnego.

Chociaż więc nie jest to sukces ostateczny, obrońcy nazw ulic nie kryli dziś w sądzie radości.

– To triumf prawdy historycznej nad IPN-owskimi manipulacjami i próbami zadekretowania “jedynej słusznej” narracji. To zwycięstwo gwarantowanych konstytucyjnie praw samorządów do samostanowienia nad modelem odgórnego narzucania decyzji przez wojewodę. To sukces oddolnej mobilizacji i stanowczych działań na rzecz zachowania nazwy ulicy Dąbrowszczaków w Warszawie – piszą z kolei na Facebooku aktywiści inicjatywy „Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków”.

– Sąd potwierdził, że wojewoda pisał uzasadnienia swoich decyzji na kolanie, i jeszcze kolanem te zmiany przepychał – skomentował dla „Gazety Wyborczej” Jan Mencwel, prezes Miasto Jest Nasze. Dodał, że to do mieszkańców powinna należeć decyzja o tym, kto nadaje się na patrona ulicy, a kto nie. Mieszkańcy Żoliborza, członkowie Stowarzyszenia Żoliborzan, obecni na sali sądowej, cieszyli się zatem, że ulica w ich dzielnicy będzie nadal nosiła imię Stanisława Tołwińskiego, Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata, który wojewodzie nie pasował, gdyż w 1946 r. zapisał się do PPR.

Obrońcy nazw ulic czekają jeszcze tylko na ostatnie rozstrzygnięcie, m.in. w sprawie ul. Kruczkowskiego oraz ul. Batalionu Platerówek. Ma ono zapaść w czerwcu.
Tymczasem Instytut Pamięci Narodowej nie ustaje w wojnie z Dąbrowszczakami. Na trzydniową konferencję o nich zaprasza pod koniec czerwca jego oddział w Gdańsku. Ten sam, który „zasłynął” już m.in. regularnym publikowaniem „nieprecyzyjnych” statusów na Facebooku, reklamowaniem artykułów autora zachwycającego się kolaborantami Hitlera, a także obrażaniem mieszkańców miejscowości Czarne podczas dyskusji o „żołnierzach wyklętych”. Może być „ciekawie”…

„Dziękujemy wszystkim wspierającym naszą inicjatywę – bez Was ten sukces nie byłby możliwy.

„To nie koniec walki o przywrócenie patronatu Dąbrowszczaków nad praską ulicą. Wyrok nie jest prawomocny i prawdopodobnie wojewoda złoży od niego odwołanie. Mamy nadzieję, że dzisiejsze orzeczenie zostanie utrzymane i tabliczki z właściwą nazwą ulicy już niebawem wrócą na swoje miejsce. Oczywiście będziemy dalej monitorować sprawę i informować o dalszych rozstrzygnięciach.

„Tymczasem zachęcamy do śledzenia naszych innych działań, które jako Stowarzyszenie Ochotnicy Wolności podejmujemy na rzecz odkrywania i upowszechniania wiedzy o polskich bohaterkach i bohaterach walki z faszyzmem podczas hiszpańskiej wojny domowej” – czytamy na profilu fejsbukowym inicjatywa „Łapy precz od Dąbrowszczaków”.