Wszyscy mają jakieś problemy

Nie milkną echa konkursu w Kuusamo, który zapisał się w kronikach skoków narciarskich rekordową liczbą dyskwalifikacji wśród zawodników z czołówki. Przed zaplanowanymi w najbliższy weekend zawodami Pucharu Świata w Niżnym Togile żarliwie z wpadki tłumaczyli się zdyskwalifikowani reprezentanci Norwegii.

Prognozy przed kolejnym weekendem Pucharu Świata w skokach nie są optymistyczne. W Niżnym Tagile, gdzie wkrótce skoczkowie powalczą o kolejne punkty, oprócz mroźnej aury, synoptycy przewidują podmuchy wiatru, które mogą przeszkodzić w przeprowadzeniu konkursów. Według synoptyków w sobotę podmuchy wiatru mogą przekroczyć 6 m/s, zaś w niedzielę prognozują jeszcze silniejszy wiatr. Jeśli ich przewidywania się potwierdzą, kolejny konkurs Pucharu Świata może się nie odbyć lub co gorsza, jego wyniki znów będą loteryjne.

Innym tematem rozmów toczonych w gronie skoczków są dyskwalifikacje dla norweskich skoczków za nieregulaminowe kombinezony. Gwoli przypomnienia – podczas jedynego rozegranego przed tygodniem w Kuusamo konkursu sędziowie zdyskwalifikowali aż pięciu zawodników z pierwszej dziesiątki po pierwszej serii, w tym trzech z sześciu reprezentantów Norwegii. To pierwszy taki przypadek w historii tej dyscypliny sportu. W przypadku Johanna Andre Forfanga i Roberta Johanssona dyskwalifikacja miała miejsce jeszcze w pierwszej serii, choć obaj uzyskali wynik, który pozwalał im walczyć o najwyższe lokaty.

Jeszcze boleśniejsza kara dotknęła Mariusa Lindvika, który po raz pierwszy w karierze zakończył zawody na podium, ale też został zdyskwalifikowany. Nic dziwnego, że działacze norweskiej federacji, trener ich kadry Alexander Stoeckl oraz sami ukarani, ostro się kajali w licznych wypowiedziach dla mediów, a w Niżnym Tagile już w prywatnych rozmowach z zawodnikami innych drużyn. „Materiał kombinezonów nie przepuszczał wystarczającej ilości powietrza. To mogło przekładać się na lepsze noszenie skoczków, a to z kolei na osiągane odległości” – ujawnił powody swojej decyzji sędzia Sepp Gratzer.

Norwegowie zapewniali rywali w Niżnym Tagile, że do podobnej sytuacji już nigdy nie dopuszczą. „Nasze kombinezony nie przeszły kontroli i bardzo za to przepraszamy” – mówił dyrektor norweskiej kadry Clas Brede Braathen. I zapewniał solennie, że Norwegowie nie zamierzali w żaden sposób oszukiwać poprzez wykorzystanie nowych kombinezonów. „To byłoby niezgodne z zasadami etycznymi, jakie stosujemy”. Co prawda tym zapewnieniem wzbudzał wesołość wśród członków innych ekipy przybyłych do Niżnego Tagiłu, ale takie obrazki do mediów się rzecz jasna nie przedostały. W rosyjskim konkursie norweska ekipa wystąpi w takim samym składzie, jak w Kuusamo. Na skoczni zobaczymy zatem Johanna Andre Forfanga, Roberta Johanssona, Mariusa Lindvika, Thomasa Markenga, Robina Pedersena oraz aktualnego lidera Pucharu Świata Daniela Andre Tandego.

Najciekawsze rzeczy powiedział z nich Forfang w rozmowie z internetowym serwisem skijumping.pl. „Myślałem, że mam dobrze sprawdzony sprzęt. To było dla mnie bolesna sytuacja. To była kwestia przepuszczalności powietrza przez materiał, wyniki pomiaru przekraczały normy na moich nogach. Materiały, których używamy, często są na limicie przepisów albo nawet je przekraczają. Pracowaliśmy nad tym, żeby materiał przepuszczał odpowiednio dużo powietrza. Niestety, nie poświęciliśmy wystarczająco dużo czasu na części kombinezonu przylegające do nóg. Wiadomo przecież, że mniejsza przepuszczalność kombinezonu na nogach nie wpływa na długość skoku, ale wedle wytycznych FIS cały kombinezon powinien być jednakowy. I ja to respektuję. Będziemy musieli się odpowiednio skoncentrować podczas przygotowania sprzętu, aby więcej do takiej sytuacji nie doszło” – powiedział Forfang.

Rosjanie mają w Niżnym Togile problemy z wiatrem, natomiast Niemcy, którzy w następny weekend gościć będą Puchar Świata w Klingenthal, z dodatnimi temperaturami. Muszą więc, jak miało to miejsce podczas inauguracji w Wiśle, sztucznie naśnieżać skocznię. A tu jakiś bezmyślny kierowca urządził sobie na sztucznym śniegu zgromadzonym na parkingu w Muehlleithen tor treningowy i swoim autem go rozjeździł. Trwają próby ustalenia „sabotażysty”, żeby pociągnąć go do za to odpowiedzialności. Organizatorzy zawodów w Klingenthal na oficjalnej stronie internetowej zapewniają jednak, że konkursy z tego powodu nie są zagrożone i na pewno się odbędą.

 

W Wiśle dla Polaków tylko trzecie lokaty

Inaugurację nowego sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich popsuła pogoda. Nasi skoczkowie na skoczni w Wiśle w trudnych warunkach zdołali wywalczyć jedynie miejsca na najniższym stopniu podium – w konkursie drużynowym wyprzedzili ich Austriacy i Norwegowie, w indywidualnym Kamila Stocha Daniel Andre Tande i Anze Lanisek.

Z trzynastu polskich skoczków zgłoszonych do piątkowych kwalifikacji, do rozegranego w niedzielę inauguracyjnego konkursu indywidualnego Pucharu Świata w skokach narciarskich awansowało ośmiu. Najlepszy z Polaków był Dawid Kubacki, który zajął siódme miejsce, a oprócz niego prawo startu w niedzielnych zawodach wywalczyli jeszcze Kamil Stoch (11. miejsce), Jakub Wolny (19), Piotr Żyła (21), Maciej Kot (26), Stefan Hula (28), Paweł Wąsek (41) i Aleksander Zniszczoł (46). Kwalifikacje wygrał Niemiec Karl Geiger, który wynikiem 133 metry zdeklasował konkurentów. Drugi był Szwajcar Killian Peier, a trzeci Austriak Daniel Huber.

Rezultaty osiągnięte przez naszych zawodników w kwalifikacjach trener kadry Michal Doleżal wykorzystał jako metodę selekcji kadry do sobotniego konkursu drużynowego. Dzięki temu do jej składu zamiast przewidywanego wcześniej Macieja Kota wskoczył w ostatniej chwili Jakub Wolny, bo podczas treningów i kwalifikacji skakał dalej.

Zmagania drużyn nasza ekipa zaczęła nieźle i nawet po pierwszej serii przewodziła w stawce, ale podopiecznym trenera Doleżala nie udało się utrzymać prowadzenia. W polskiej drużynie najlepiej skakał Dawid Kubacki, lecz w indywidualnie jego wynik dawał mu dopiero siódma lokatę. Ostatecznie Polacy zajęli w konkursie trzecie miejsce. „Drużynówkę” wygrali Austriacy przed Norwegami. Ten wynik nie zwiastował sukcesu naszych skoczków w niedzielnym konkursie indywidualnym.
Brak naturalnego śniegu, wysokie temperatury i silny wiatr i nietypowa pora rozegrania zawodów złożyły się na ekstremalnie trudne warunki, z którymi nawet doświadczeni skoczkowie mieli problemy. Boleśnie doświadczył tego zwłaszcza Piotr Żyła, który zaliczył groźnie wyglądający upadek. Na szczęście tylko mocno się poturbował i pokrwawił, ale z informacji publikowanych przez sztab polskiej kadry wynikało, że lubiany przez kibiców „Wewiór” nie odniósł jakiś poważniejszych obrażeń, które wyeliminowałyby go na dłuższy czas z rywalizacji w Pucharze Świata.

Nasi skoczkowie nie mieli szczęścia do warunków pogodowych. Tylko Kubackim trafił na korzystny wiatr, ale nie do końca to wykorzystał i po skoku na odległość 125 metrów zajmował po pierwszej serii 14. miejsce. Z biało-czerwonych wyżej od niego był tylko Kamil Stoch, który wylądował co prawda o siedem metrów bliżej, ale miał dużo mniej odjętych punktów i do drugiej serii startował z 12. pozycji. Oprócz tej dwójki z Polaków do drugiej próby konkursowej zakwalifikowali się jeszcze tylko Maciej Kot, który zajmował 21. miejsce. W drugiej serii najlepiej z naszych wypadł Stoch, który ostatecznie ukończył rywalizację na trzeciej pozycji. Awansował w klasyfikacji także Kubacki, zajmując 7. lokatę, a Kot spadł na 25. miejsce.

W klasyfikacji Pucharu Narodó reprezentacja Polski po zawodach w Wiśle plasuje się na trzeciej pozycji, za Norwegia i Austrią, natomiast w klasyfikacji indywidualnej PŚ liderem został niedzielny triumfator Daniel Andre Tande, przed Laniskiej i Stochem. Kolejne miejsce w Top 10 zajmują Japończycy Ryoyu Kobayashi i Daiki Ito, Słoweniec Timi Zajc, Kubacki, Niemiec Karl Geiger, Norweg Robin Pedersen i kolejny z Japończyków, Junshiro Kobayashi.

Kolejne konkursy Pucharu Świata odbędą się w dniach 30 listopada – 1 grudnia w Finlandii, na skoczni Rukatunturi (HS 142) w Kuusamo.

 

Najazd skoczków na Sapporo

Kadra polskich skoczków na dwa konkursy w Sapporo wyruszyła w najmocniejszym składzie. Nasi skoczkowie po niezbyt udanym występie w Zakopanem muszą teraz w Japonii powalczyć o utrzymanie wysokich pozycji w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Biało-czerwoni po słabym występie na Wielkiej Krokwi w Zakopanem muszą odrabiać straty i do Japonii polecieli w najmocniejszym składzie. Na pokład czarterowego samolotu wsiedli zatem Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny. Ostatnie konkursy w Japonii były bardzo udane dla Polaków. W 2017 roku zakończyły się podwójnym zwycięstwem Polaków – pierwszego dnia zwyciężył Maciej Kot ma spółkę ze Słoweńcem Peterem Prevcem, a drugiego najlepszy w stawce był Kamil Stoch. W ubiegłym roku zawodów Pucharu Świata w Sapporo nie organizowano.
W tym roku gwiazdą zawodów w Kraju Kwitnącej Wiśni będzie rzecz jasna idol japońskich kibiców, lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi. W Zakopanem Japończyk co prawda sprawiał wrażenie, jakby złapał zadyszkę, ale drugim skokiem w niedzielnym konkursie indywidualnym dał sygnał, że nadal może daleko skakać.

Na swoim terenie japoński skoczek na pewno będzie chciał pokazać, że jego przewaga z pierwszej części sezonu nie była dziełem przypadku. Tak więc Kamil Stoch raczej w Sapporo nie zniweluje ogromnej różnicy punktowej (504 pkt) jaka dzieli go w „generalce od Kobayashiego. Ale celem naszej ekipy jest utrzymanie stanu posiadania – trzeciego miejsca Piotra Żyły i piątej lokaty Dawida Kubackiego.

W Sapporo nie wystartuje Norweg Daniel Tande. Trzeci zawodnik ubiegłego sezonu zdobył do tej pory zaledwie 17 punktów. Trener Alexander Stoeckl nie zabrał go do Predazzo i Zakopanego, teraz także do Sapporo. Niemcy z kolei są niemile zaskoczeni kiepską formą Andreasa Wellingera. Złoty i srebrny medalista olimpijski z Pjongczangu zaczął sezon od drugiego miejsca w Kuusamo, potem popadł w przeciętność. Kryzys dopadł też Petera Prevca. Słoweniec, który trzy sezony temu wygrał 15 konkursów, jest cieniem samego siebie. Do Sapporo nie przyjedzie też rewelacyjny jeszcze kilka tygodni temu Rosjanin Jewgienij Klimow.

Zmagania w Sapporo rozpoczną się w piątek 25 stycznia od serii treningowej (początek godz. 8:00 czasu polskiego), a o godz. 10:00 rozpoczną się kwalifikacje do sobotniego konkursu. Początek sobotnich zawodów zaplanowano na godz. 8:00, do których seria próbna zacznie się godzinę wcześniej. Wyzwaniem dla fanów skoków narciarskich w Polsce będzie konkurs niedzielny, do którego kwalifikacje rozpoczną się godzinę po północy polskiego czasu, a o 2:00 zacznie się konkurs indywidualny.

 

Skoki narciarskie: Co się stało z naszą kadrą?

Polscy skoczkowie rozczarowali swoimi wynikami w Turnieju Czterech Skoczni. Był to ich najsłabszy występ w tym sezonie. Biało-czerwoni po konkursie w Bischofshofen stracili prowadzenie w Pucharze Narodów na rzecz Niemców.

W komentarzach po Turnieju Czterech Skoczni pojawiły się opinie, że jest to pierwszy tak głęboki kryzys formy w czasie selekcjonerskiej kadencji Stefana Horngachera. Statystyka punktów zdobywanych na turnieju to potwierdza. W 67. TCS wystartowało siedmiu naszych skoczków (Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Stefan Hula, Maciej Kot i Aleksander Zniszczoł), ale tylko dwóch z nich punktowało w każdym z czterech konkursów – Kubacki i Stoch. Z presją oczekiwań nie poradził sobie Żyła, który pod dwóch konkursach był jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa. Bardzo słabo wypadli Wolny i Hula, którzy zajęli 29. i 36. miejsce w klasyfikacji generalnej TCS. Jeszcze gorzej od nich spisał się Kot, któremu tylko raz udało się awansować do konkursu głównego. Nic dobrego nie da się też powiedzieć o występie Zniszczoła, który dwa razy nie awansował do konkursu głównego, w tych których się przebił nie zdobył żadnego punktu.

Rozczarowanie polskich kibiców jest zrozumiałe, bo w dwóch poprzednich TCS kadra Horngachera notowała w turnieju znakomite wyniki. Dwa lata temu Stoch wygrał, a tuż za nim na podium stanął Żyła. Mogliśmy mieć całe podium, gdyby sędziowie nie popełnił katastrofalnego błędu przy ocenie odległości Daniela Andre Tandego kosztem Macieja Kota. Przed rokiem Stoch ponownie okazał się najlepszy, wygrywając na dodatek wszystkie cztery konkursy, jako drugi skoczek w historii po Niemcu Svenie Hannawaldzie. W tym roku żaden z naszych skoczków nie znalazł się w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej, chociaż Kubacki przegrał trzecią lokatę dosłownie o włos. Stocha chyba przygasiła fenomenalna dyspozycja triumfatora 67. TDC Ryoyu Kobayashiego, który w cuglach wygrał wszystkie cztery konkursy.

W postawie polskich skoczków niepokoi jednak co innego. Zobaczmy jak punktowali w rozegranych w tym sezonie konkursach: Engelberg II konkurs – 198 pkt, Kuusamo I konkurs – 175 pkt, Kuusamo I konkurs – 147 pkt, Garmisch-Partenkirchen (TCS) – 144 pkt, Niżny Tagił I konkurs – 137 pkt, Niżny Tagił II konkurs – 134 pkt, Engelberg I konkurs – 134 pkt, Wisła – 132 pkt, Oberstdorf (TCS) – 122 pkt, Bischofshofen (TCS) – 122 pkt, Innsbruck (TCS) – 59 pkt. Na 11 konkursów indywidualnych trzy najgorsze zdarzyły Polakom właśnie w Turnieju Czterech Skoczni. Zdecydowanie najgorzej wypadli w Innsbrucku, co martwi, bo na tamtejszej skoczni w lutym odbędą się mistrzostwa świata. Trener Horngacher robić się dobrą minę do złej gry, ale wygląda na to, że on sam nie wie, co jest przyczyną tego spadku formy.

 

Klimow na czele stawki

Rosjanin Jewgienij Klimow, który wygrał konkurs indywidualny Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle, został pierwszym liderem klasyfikacji generalnej. W Pucharze Narodów liderami jest reprezentacja Polski.

 

Klimow osiągnął na skoczni im Adama Małysza w Wiśle-Malince najlepszy wynik w karierze. Co więcej, został pierwszym w historii Rosjaninem, który wygrał zawody Pucharu Świata. Za triumf w Wiśle uzyskał 100 punktów i oczywiście jest liderem klasyfikacji generalnej. Polscy skoczkowie po zwycięstwie w sobotnim konkursie drużynowym byli trochę rozczarowani wynikami w konkursie indywidualnym. Lider biało-czerwonych Kamil Stoch zajął czwarte miejsce, a do miejsca na podium zabrakło mu ledwie 0,3 pkt. W czołowej „10” zmieścili sie jeszcze Piotr Żyła i Dawid Kubacki, którzy zajęli odpowiednio szóste i ósme miejsce. Pucharowe punkty zdobył też Jakub Wolny, który zajął 23. pozycję oraz Maciej Kot, który był jednak dopiero 29. Zdecydowanie najsłabiej z najlepszej szóstki naszych skoczków wypadł w Wiśle Stefan Hula, który odpadł już po pierwszej serii.

Polacy z dorobkiem 532 punktów znaleźli się na czele klasyfikacji Pucharu Narodów, jednak nad drugą w zestawieniu ekipą Niemiec mają tylko cztery punkty przewagi. Trzecie miejsce zajmują Austriacy (334 pkt), czwarte Japonia (322), a piąte Rosja (250). Sensacją był wybitnie nieudany występ norweskich skoczków. Ich drużyna zajęła dopiero dziesiąte miejsce, ale głównie z powodu dyskwalifikacji Roberta Johanssona za niezgodny z przepisami kombinezon. Zapowiadany przez Norwegów wielki rewanż w niedzielnym konkursie indywidualnym także im nie wyszedł, bo najlepszy z nich Johanna Andre Forfanga zajął dopiero dziesiąte miejsce, zaś Daniel Andre Tande i Andreas Stjernen odpadli już po pierwszej serii.

 

Dramat mistrza lotów narciarskich

U aktualnego mistrza świata w lotach narciarskich Norwega Daniela Andre Tandego w maju zdiagnozowano tzw. syndrom Stevensa-Johnsona, rzadką chorobę z pogranicza immunologii i dermatologii.

 

Syndrom Stevensa-Johnsona jest to nagła i zagrażająca życiu reakcja skórna, często w wyniku zażycia leków, gdy dochodzi do pojawienia się ostrych zmian błon śluzowych oraz naskórka. Tande w wypowiedziach dla norweskich mediów tak opisał swoje zdrowotne perypetie: „Zaczęło się na początku maja od zwykłego zakażenia dróg oddechowych. Po zażyciu przepisanego mi antybiotyku moje usta i pół twarzy stały się jedną wielka raną, a ja miałem poważne trudności z oddychaniem. Myślałem, że umieram. Na szczęście, jak powiedzieli lekarze, znalazłem się w szpitalu w porę, bo przy 10 procentach zaatakowanej skóry prawdopodobieństwo śmierci wynosi 30 procent”. 24-letni skoczek przebywał w szpitalu dwa tygodnie, schudł kilka kilogramów i dostał zakaz treningów.