Skorża wrócił do Lecha

Potwierdziły się medialne spekulacje, że w Lechu Poznań następcą zwolnionego trenera Dariusza Żurawia zostanie Maciej Skorża. Dla 49-letniego szkoleniowca to powrót do poznańskiego klubu. Podpisał kontrakt do 30 czerwca 2023 roku, ale w niedzielnym meczu z Legią zespołu Lecha nie miał odwagi poprowadzić.

Skorża był już trenerem ekipy „Kolejorza” w latach 2014-2015. Przejął zespół 1 września 2014 z rąk Krzysztofa Chrobaka, który niespełna trzy tygodnie wcześniej zastąpił zwolnionego Mariusza Rumaka. Asystentami Skorży zostali wtedy Dariusz Żuraw i Tomasz Rząsa. Pierwszego z nich zastąpił w roli szkoleniowca, a drugi z wymienionych będzie de facto jego przełożonym, bo jest dyrektorem sportowym Lecha.
Pierwsza przygoda Skorży z Lechem pod względem sportowym była udana, bo pod jego wodzą drużyna w sezonie 2014/2015 zdobyła mistrzostwo Polski i sięgnęła po Superpuchar Polski. W przerwie letniej coś się jednak w dobrze funkcjonującym mechanizmie popsuło, bo lechici nowe rozgrywki w ekstraklasie zaczęli fatalnie, szybko też odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów po dwóch porażkach z FC Basel. Ale w Lidze Europy zdołali awansować do fazy grupowej, więc nie było jeszcze dramatu.
Niestety dla Skorży, zespół przegrywał w krajowej lidze mecz za meczem i coraz bardziej tracił szanse na obronienie mistrzowskiego tytułu. Czarę goryczy przelała dotkliwa wyjazdowa porażka w 11. kolejce z Cracovią – lechici przegrali w Krakowie aż 2:5 i następnego dnia zarząd poznańskiego klubu ogłosił dymisję Skorży, zatrudniając w jego miejsce Jana Urbana. Po tym niepowodzeniu Skorża aż do 23 maja 2017 roku pozostawał bezrobotny, ale tego dnia uśmiechnęło się do niego szczęście, bo dostał angaż w Pogoni Szczecin. Od nowego sezonu miał w ekipie „Portowców” zastąpić Kazimierza Moskala. W okresie przygotowawczym coś chyba jednak poszło nie tak, bo szczeciński zespół, który w poprzednich rozgrywkach zajął siódme miejsce, pod wodzą Skorży w 14 ligowych meczach wygrał tylko dwa razy, trzy spotkania zremisował, a w dziewięciu doznał porażek, strzelając w sumie 11 goli i tracąc aż 23. Nie były to wyniki do zaakceptowania dla władz szczecińskiego klubu, bo nie takich spodziewali się po trenerze, który miał w dorobku trzy mistrzowskie tytuły (dwa z Wisłą Kraków i jeden z Lechem), trzy Puchary Polski (dwa z Legią i jeden z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski), Superpuchar Polski (z Lechem) i Puchar Ekstraklasy (z Groclinem Dyskobolią). Zwolniony 30 października 2017 roku za porozumieniem stron Skorża zostawiał Pogoń na ostatnim miejscu w tabeli .
W Polsce jego trenerska marka mocno po tym niepowodzeniu podupadła, ale w Zjednoczonych Emiratach Arabskich o tym chyba nie wiedziano, bo 19 marca 2018 Skorża został selekcjonerem kadry olimpijskiej ZEA i utrzymała się na tym stanowisku do 28 lutego 2020 roku. Gdy prowadzony przez niego zespół nie zakwalifikował się do igrzysk w Tokio, podziękowano mu za dalsza pracę i odesłano do Polski.
Po powrocie jego nazwisko od czasu do czasu pojawiało się w medialnych spekulacjach ilekroć zapowiadało się na zmianę trenera w którymś z naszych topowych zespołów. Tak też było w przypadku Lecha Poznań, bo pozycja Dariusza Żurawia słabła od wielu miesięcy. Jego notowania na krótko wzrosły w marcu, po wyjazdowych wygranych w 19. i 20. kolejce z Wartą Poznań (2:1) i Pogonią Szczecin (1:0), lecz potem przyszła seria trzech meczów bez zwycięstwa – remis z Piastem (0:0) oraz porażki u siebie z Jagiellonią (2:3) i na wyjeździe z Cracovią (1:2). Władze „Kolejorza” uznały, że czas Żurawia się skończył.
Skorża nie miał oporów przed objęciem posady po swoim dawnym współpracowniku, ale wykazał się rozwagą nie przejmując zespołu w przededniu ligowego meczu z Legią. Kibiców wprawdzie na trybunach w niedzielnym meczu nie było , ale zważywszy na swoje związki z Legią, Wisłą Kraków i Pogonią Skorża byłby pewnie przez nich, podobnie jak Czesław Michniewicz w Legii, potraktowany z rezerwą. Obu w oczach fanów „rozgrzeszyłoby” go jedynie zwycięstwo, lecz nikt Lechowi nie dawał na to szans.

Trener Lecha popadł w poważne tarapaty

Porażka Lecha Poznań z Wisłą Płock w 17. kolejce ekstraklasy rozgrzała do czerwoności nastroje w poznańskim klubie. W mediach zaroiło się od spekulacji na temat rychłej dymisji trenera Dariusza Żurawia. Temat nie przestał być aktualny nawet po zapewnieniu ze strony władz klubu, że posada szkoleniowca jest niezagrożona.

Kolportowane uporczywie plotki głoszą, że prezesi Lecha Poznań (klub formalnie ma ich dwóch, Piotra Rutkowskiego i Karola Klimczaka) na razie jedynie wstrzymali się z decyzją o dymisji Dariusza Żurawia, a naprawdę wiążącą decyzję w jego sprawie podejmą dopiero po niedzielnym meczu ze Śląskiem Wrocław w 18. kolejce ekstraklasy. Brak wiary w prawdziwość zapewnień działaczy, że trener ma ich pełne poparcie, ma swoje mocne uzasadnienie. Ekipa „Kolejorza” ma za sobą serię sześciu ligowych meczów z rzędu bez zwycięstwa i tylko dwa zdobyte punkty w trzech tegorocznych spotkaniach ekstraklasy, a na dodatek tylko cudem wygraną potyczkę w 1/8 finału Pucharu Polski z Radomiakiem Radom (1:1 po 120 minutach, 4:3 w rzutach karnych).
Efektem jest zaledwie 19 punktów na koncie i dopiero 12. miejsce w tabeli – ze stratą 16 punktów do prowadzącej w rozgrywkach Pogoni Szczecin i tylko pięciu „oczek” przewagi nad zajmującą ostatnią, spadkową lokatę Stalą Mielec. To najgorszy wynik na tym etapie rozgrywek od sezonu 2015/2016. Wtedy utratą posady zapłacił za to Maciej Skorża, którego zastąpił Jan Urban, ale strat nie udało się odrobić i lechici zakończyli zmagania na siódmym miejscu.
Oceniając trudną sytuację „Kolejorza” trudno nie winić za ten stan rzeczy trenera Żurawia, bo w jego obronie nie przemawiają nie tylko słabe wyniki, ale też marna jakość gry zespołu. Lechici w tej chwili mocno odbiegają poziomem od prezentowanego wczesną jesienią biegłego roku, gdy walczyli w fazie grupowej Ligi Europy.
Prawdą jest, że Żuraw stracił w tym sezonie z powodu transferów kilku kluczowych graczy – przede wszystkim reprezentantów Polski Kamila Jóźwiaka, Jakuba Modera i Roberta Gumnego, ale też poznański klub był jednym z najaktywniejszych w zimowym oknie transferowym. Sprowadził z Djurgardens 25-letniego Szweda Jespera Karlstroma, ze SPAL 2013 29-letniego stopera Bartosza Salamona, z Anderlechtu 26-letniego chorwackiego obrońcę Antonio Milicia, z kazachskiego Toboła Kustanaj 28-letniego gruzińskiego pomocnika Nikę Kwekweskiriego, a ostatnio jeszcze z Hammarby Amerykanina islandzkiego pochodzenia Arona Johannssona, 30-letniego napastnika z doświadczeniem także w Bundeslidze oraz w ligach duńskiej i holenderskiej.
Wielkim problemem Lecha są także liczne kontuzje. Z ich powodu w kadrze zabrakło Bartosza Salamona, Lubomira Satki, Thomasa Rogne, Mikaela Ishaka i Niko Kaczarawy. Ale na najbliższy mecz ze Śląskiem do kadry wrócą Salomon i Rogne, być może także Ishak, który ma w czwartek przejść badania kontrolne. Bliski powrotu do gry jest też Satka, a pod uwagę będzie też mógł być brany pozyskany niedawno Johannsson. Żuraw nie będzie więc mógł się juz tłumaczyć kłopotami kadrowymi, bo okazało się też, że urazy odniesione przez Marchwińskiego i Szymczaka w spotkaniu z Wisłą Płock nie okazały się poważne i w niedzielę będą gotowi do gry.
Jeśli „Kolejorz” wygra ze Śląskiem, do zmiany trenera na pewno nie dojdzie i Dariusz Żuraw dostanie czas na wyprowadzenie zespołu z kryzysu. Na zdobycie w tym sezonie mistrzostwa Polski Lech nie ma już żadnych szans, ale jest w ćwierćfinale Pucharu Polski i na wygraniu tych rozgrywek zależy teraz władzom klubu, bo to najpewniejsza szansa na występ w europejskich pucharach w następnym sezonie. Do Górnika Zabrze, który zajmuje aktualnie czwartą lokatę w tabeli, lechici mają już osiem punktów straty, do trzeciego Rakowa dziewięć, a drugiej Legii czternaście.
Niewiadomą jest dalszy rozwój wydarzeń w przypadku porażki z wrocławskim zespołem, bo ona może wywołać trudną do opanowania falę niezadowolenia wśród fanów „Kolejorza”. Tym bardziej, że kolejne ligowe spotkanie Lecha to będą derby Poznania, a Warta już teraz, po raz pierwszy od 27 lat, jest w tabeli ekstraklasy wyżej od lechitów, co dla kibiców tej drużyny jest nie do zaakceptowania.
Innym problemem ekipy „Kolejorza”, najbardziej też dotyczącym trenera Żurawia, jest uporczywe trzymanie się stosowanych już w poprzednim roku schematów taktycznych, które rywale, także z polskiej ligi, dawno już rozszyfrowali i wymyślili sposoby na ich zneutralizowanie. Siła zespołu Lecha w kwalifikacjach Ligi Europy opierała się na tercecie pomocników – Jakub Moder, Pedro Tiba, Dani Ramirez. Jak już zostało wcześniej wspomniane, po nagłym skróceniu przez Brighton & Hove Albion okresu wypożyczenia Modera, kreatywne jądro zespołu przestało istnieć, zwłaszcza że Tiba i Ramnirez mocno obniżyli loty. A bez tego zaczęły się też problemy z grą przy wykorzystaniu skrzydłowych, do których doszła wymuszona kontuzjami rotacja w linii obronnej. Grę Lecha można dzisiaj łatwo przewidzieć i zdezorganizować, co pokazała w minionej kolejce nawet grająca toporny futbol ekipa „Nafciarzy” z Płocka.
Nie można oczywiście wykluczyć, że trener Żuraw doskonale widzi te wszystkie problemy i nawet ma już gotowe recepty na ich rozwiązanie. Ma tylko jeden kłopot – nie ma zbyt wiele czasu. Uratować go przed niechybną dymisją mogą tylko wygrane ze Śląskiem i Wartą. Prawdopodobne porażki czy nawet remisy pozbawią jego szefów resztek skrupułów.

Koniec gry w ekstraklasie

W miniony weekend zakończyły się rozgrywki naszej piłkarskiej ekstraklasy. Już wcześniej tytuł zapewniła sobie Legia Warszawa, w ostatniej 37. kolejce wicemistrzostwo przyklepał Lech Poznań, zaś brązowe medale Piast Gliwice. Z ligi spadły natomiast zespoły ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia.

Zakończony w minioną niedzielę sezon w naszej piłkarskiej ekstraklasie rozpoczął się 19 lipca 2019 roku i przez pandemię koronawirusa trwał dokładnie 367 dni, najdłużej w historii. A to przecież jeszcze nie koniec zmagań, bo w piątek 24 lipca w Lublinie dwa zespoły ekstraklasy, Cracovia i Lechia Gdańsk, zagrają w finale Pucharu Polski. Nowe rozgrywki zainauguruje mecz o Superpuchar Polski – 9 sierpnia mistrz Polski Legia zagra na swoim stadionie ze zdobywcą Pucharu Polski. Nim wystartuje nowy sezon ligowy, tegoroczny mistrz kraju, Legia, rozpocznie walkę o awans do Ligi Mistrzów. Pierwsza runda eliminacji ma się odbyć się w dniach 18-19 sierpnia. Ze względu na napięty kalendarz UEFA zrezygnowała z meczów rewanżowych. Jeśli Legia wygra, kolejne spotkanie w tych rozgrywkach zagra już tydzień później, w przypadku przegranej trafi do II rundy kwalifikacji Ligi Europy, która odbędzie się dopiero w połowie września. Nowy sezon PKO Ekstraklasy ma wystartować 22 sierpnia.
Co pokażą w pucharach?
Nigdy przerwa letnia nie trwała tak krótko. Po pierwszej kolejce ligowej zostanie rozegrana II runda eliminacji Ligi Mistrzów (25-26 sierpnia) oraz I runda eliminacji Ligi Europy (27 sierpnia) z udziałem Lecha Poznań, Piasta Gliwice oraz Cracovii lub Lechii. W tym roku z powodu pandemii rywalizacja o awans do fazy grupowej obu europejskich pucharów będzie czystą loterią, bo UEFA w pierwszych rundach kwalifikacyjnych zrezygnowała z rewanżów i o awansie do kolejnego etapu zmagań decydować będzie jedno spotkanie na boisku wyłonionego losowo gospodarza. Ale żeby wygrać cztery mecze, też trzeba mieć mocny zespół.
Tymczasem nasze „eksportowe” ekipy tuż po zakończeniu ligowych rozgrywek zaczęły tracić kluczowych graczy. Legia już na początku lipca musiał odesłać do AS Monaco bramkarza Radosława Majeckiego, a trener Aleksandar Vuković w meczach o Ligę Mistrzów nie będzie mógł wystawić kontuzjowanych Marka Vesovicia, Jose Kante i Vymara Sanogo, a na razie stołeczny klub pozyskał jedynie z Lechii Gdańsk bocznego obrońcę Filipa Mladenovicia. Jeszcze poważniejszy ubytek będzie musiał w swoim zespole zapełnić trener Lecha Dariusz Żuraw, bo z jego ekipy odszedł jej najskuteczniejszy strzelec Duńczyk Christian Gytkjaer, a drugi pod względem skuteczności w „Kolejorzu” Kamil Jóźwiak bardzo chce opuścić Polskę juz tego lata. Na miejsce Gytkjaera, który w minionym sezonie strzelił 24 gole i został królem snajperów ekstraklasy, przychodzi Szwed Mikael Ishak, który w ostatni sezon spędził w niemieckiej 2. Bundeslidze, w barwach zespołu FC Nuerberg, dla którego zdobył jedną bramkę. Nie miejmy złudzeń, że te nietypowe z powodu pandemii kwalifikacje europejskich pucharów będą dla polskich zespołów lepsze od poprzednich. Gwoli przypomnienia – rok temu ówczesny mistrz Polski Piast przegrał u siebie z BATE Borysów, a później jeszcze z FC Ryga, co było kompromitacją. Cracovia nie dała rady DAC Dunajska Streda, zaś Legia, po przejściu slabeuszy – FC Europa, Kuopion Pallloseura i Atromitos Ateny, odpadła z Glasgow Rangers, a Lechia nie sprostała Broendby Kopenhaga.
Taka liga, jak jej piłkarze
Ekstraklasa SA swoje wyróżnienia rozdała zaraz po zakończeniu niedzielnych meczów ostatniej kolejki spotkań w grupie mistrzowskiej. Dzień wcześniej sezon zakończyły zespoły z grupy spadkowej, ale z nich nikt nie został nagrodzony, co wydaje się jak najbardziej zrozumiałe. Piłkarzem sezonu 2019/2020 został pomocnik Piasta Jorge Felix. W tej kategorii o wyborze decydowali piłkarze klubów ekstraklasy. Hiszpan w tym najbardziej miarodajnym plebiscycie wyprzedził Chorwata Domagoja Antolicia (Legia) oraz Duńczyka Christiana Gytkjaera (Lech).
W pozostałych kategoriach zwycięzców wybierała 14-osobowa kapituła złożonej z dziennikarzy, ekspertów oraz przedstawicieli Ekstraklasy S.A. i PZPN. Oto jej aktualny skład: Michał Kołodziejczyk, Krzysztof Marciniak i Żelisław Żyżyński (Canal+), Michał Zawacki, Robert Podoliński (TVP Sport), Wojciech Bajak (Ekstraklasa.org), Michał Zachodny (PZPN), Mateusz Januszewski (EkstraStats), Mateusz Rokuszewski (Weszło), Łukasz Olkowicz (Przegląd Sportowy), Paweł Kapusta(Sportowe Fakty), Andrzej Janisz (Polskie Radio), Paweł Wilkowicz (Sport.pl) i Roman Kołtoń (niezrzeszony).
Wybór piłkarzy dość wymownie zweryfikował oceny członków kapituły, którzy zawodnika Piasta nie nagrodzili w żadnej z kategorii. Bramkarzem sezonu został po raz drugi w karierze Dusan Kuciak ( W liczbie obronionych strzałów słowacki golkiper Lechii Gdańsk należał do ligowej czołówki, ale do jedenastki kolejki trafiał najwięcej razy i pewnie ten fakt przeważył przy jego wyborze. Najlepszym obrońcą sezonu, także po raz drugi w karierze, uznano Artura Jędrzejczyka (Legia Warszawa). Kandydatura kapitana mistrzowskiej drużyny i zarazem jednego z nielicznych reprezentantów Polski występujących na co dzień w ekstraklasie choćby z tych powodów jest do zaakceptowania. Na najlepszego pomocnika sezonu kapituła wybrała Domagoja Antolicia (Legia Warszawa), który w minionych rozgrywkach strzelił trzy gole i liczył pięć asyst, co jest dorobkiem znacznie skromniejszym od osiągniętego przez Jorge Felixa w Piaście. Ale o jego wyborze przesądziły statystyczne wyliczenia liczby podań.
W przypadku najlepszego napastnika sezonu wybór mógł być tylko jeden, bo zwykle najbardziej na taki tytuł zasługuje król strzelców, a że w minionym sezonie najwięcej goli (24) strzelił Christian Gytkjaer, to właśnie Duńczyk zgarnął to wyróżnienie. Najlepszym młodzieżowcem w ekstraklasie kapituła uznała Michała Karbownika (Legia Warszawa), ale gdyby ktoś zażądał uzasadnienia, to właściwie nic konkretnego na korzyść tego młodego gracza nie przemawia, poza powielaną obiegową opinią, że jest nadzwyczaj utalentowany.
Vuković trenerem sezonu
Na najlepszego trenera wybrano Aleksandara Vukovicia, który doprowadził Legię do mistrzowskiego tytułu notując najwięcej zwycięstw. Pod względem bilansu bramkowego legionistom dorównał jedynie Lech – oba zespoły zakończyły rozgrywki z identycznym dorobkiem 70:35. Za sukces Vukovicia należy też uznać zwycięstwo 7:0 nad Wisłą Kraków, najwyższe w ekstraklasie od piętnastu lat.
Z pewnością jednak na ten laur zasłużył też szkoleniowiec Piasta Gliwice Waldemar Fornalik, który co prawda w tym sezonie nie obronił mistrzowskiego tytułu, lecz jeśli zważy się, że po poprzednim sezonie z jego zespołu odeszła niemal połowa podstawowych graczy, to tak szybka odbudowa siły zespołu, pamiętając o jego znacznie skromniejszym budżecie i możliwościach od posiadanych przez warszawski klub, zasługuje na nie mniejsze uznanie, niż dokonania Vukovicia. Gdyby jednak przyjąć za kluczowe kryteria widowiskowości gry oraz promowania młodych polskich zawodników, to tytuł trenera sezonu bez wątpienia zgarnąłby Dariusz Żuraw z Lecha Poznań.
Najlepsi strzelcy PKO Ekstraklasy:
24 gole – Christian Gytkjaer (Lech),
16 goli – Igor Angulo (Górnik), Jorge Felix (Piast),
15 goli – Damjan Bohar (Zagłębie),
14 goli – Flavio Paixao (Lechia), Jarosław Niezgoda (Legia).

Lotto Ekstraklasa: Lechia kończy rundę zasadniczą jako lider

Piłkarze Lechii Gdańsk wygrali u siebie z Lechem Poznań 1:0 w meczu 29. kolejki ekstraklasy i na kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego praktycznie zapewnili sobie pierwszą lokatę w tabeli. Ale poziom spotkania był mierny – gracze obu drużyn oddali tylko po jednym celnym strzale na bramkę.

Szczęście dopisało tylko napastnikowi Lechii Arturowi Sobiechowi i po jego uderzeniu piłka znalazła się w siatce bramki „Kolejorza”. Tyle wystarczyło lechistom do zdobycia kompletu punktów. Trener poznańskiej drużyny Dariusz Żuraw, który na tym stanowisku niedawno zastąpił Adama Nawałkę, po meczu szczerze pogratulował rywalom zwycięstwa. „Lechia była o jedną bramkę od nas lepsza. Próbowaliśmy do samego końca zmienić rezultat, niestety, bezskutecznie i wracamy do domu bez punktów” – powiedział Żuraw. Teraz ekipę „Kolejorza” czeka w ostatniej kolejce mecz z Jagiellonią o utrzymanie miejsca w grupie mistrzowskiej. Lechici mają komfortową sytuację, bo rywale we wtorek zagrają w półfinale Pucharu Polski z Miedzią Legnica, więc na sobotni mecz do Poznania przyjadą nieco zmęczeni.
W takiej samej sytuacji jest też Lechia, którą w tym tygodniu czekają dwie piekielnie trudne wyjazdowe potyczki – najpierw w środę gdańszczanie zmierzą się w Częstochowie z Rakowem w półfinale Pucharu Polski, a potem w Krakowie z Cracovią. Dlatego z takim zadowoleniem trener Piotr Stokowiec przyjął zwycięstwo w spotkaniu z Lechem. Trzy punkty zapewniły lechistom de facto pozycję lidera po rundzie zasadniczej. „Najważniejsze są trzy punkty. Lech zagrał bardzo dobry mecz, ale moi zawodnicy potrafili stworzyć kilka sytuacji, a jedną z nich wykorzystać. Nie mamy czasu na świętowanie, bo musimy szykować się do meczu w Częstochowie. Chcemy zdobyć Puchar Polski i pokonanie Rakowa jest teraz naszym celem. Potem zaczniemy myśleć o meczu z Cracovią” – podkreślił trener Lechii.
Oprócz Lechii jeszcze tylko Legia Warszawa i Piast Gliwice maja już zapewnione miejsce w grupie mistrzowskiej. O pozostałe pięć miejsc walka rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, ale najmniejsze szanse na znalezienie się w elicie ośmiu zespołów zdaje się mieć Korona Kielce, którą czeka wyjazdowa potyczka z Piastem Gliwice. Niełatwe zadanie także przed Wisłą Kraków, która po efektownym zwycięstwie nad Legią w dwóch kolejnych meczach zdobyła tylko jeden punkt, a w ostatniej serii spotkań sezonu zasadniczego zagra w Lubinie z najlepszym tej wiosny w ekstraklasie Zagłębiem. Kibiców na finiszu czeka wiec spora dawka emocji, bo w tej chwili nic jeszcze nie zostało przesądzone – ani kwestia mistrzostwa, ani też spadku z ligi.

 

Lotto Ekstraklasy: Spadają głowy trenerów

Dla trenera Legii Ricardo Sa Pinto 27. kolejka ekstraklasy okazała się równie brzemienna w skutkach, jak dla trenera Lecha Adama Nawałki. Obaj po słabych występach swoich drużyn zostali zwolnieni. Ich los wkrótce podzielą następni.

Ricardo Sa Pinto został trenerem Legii 13 sierpnia zeszłego roku. Portugalczyk podpisał trzyletni kontrakt, ale popracował w stołecznym klubie tylko 231 dni. Po niedzielnej klęsce legionistów w wyjazdowym meczu z Wisłą Kraków (0:4) właściciel warszawskiego klubu Dariusz Mioduski, wstrząśnięty najwyższą porażką w lidze od 9 lat, podjął decyzję o odsunięciu Sa Pinto od prowadzenia zespołu. Dymisję kontrowersyjnego portugalskiego szkoleniowca w kręgach legijnych i w części mediów przyjęto z ulgą, ale obiektywnie rzecz oceniając za wyniki trudno tego trenera potępiać w czambuł – z 28 meczów pod jego wodzą Legia wygrała 15, siedem zremisowała, a tylko sześć przegrała.

Co prawda stołeczny zespół odpadł w ćwierćfinale Pucharu Polski z I-ligowym Rakowem Częstochowa, ale w lidze utrzymywał pozycję wicelidera i chociaż po porażce z Wisłą mimo miał pięciopunktową stratę do prowadzącej Lechii Gdańsk, to nie stracił bynajmniej jeszcze szans na obronę mistrzowskiego tytułu. W rundzie wiosennej legioniści zdobyli 12 punktów, tylko dwa mniej od Lechii, ale aż o pięć więcej od Lecha i cztery od Jagiellonii. Trudno powiedzieć, czy mianowany tymczasowym trenerem Aleksandar Vuković zdoła osiągnąć lepsze wyniki niż Ricardo Sa Pinto. Podobną niewiadomą będzie postawa zespołu Lecha po wodzą Dariusza Żurawia.

Miedziowi rycerzami wiosny

Tak na marginesie, w miniony wtorek w cieniu tych dwóch głośnych trenerskich dymisji z pracą w drugoligowym Górniku Łęczna pożegnał się Franciszek Smuda, który w przeszłości był szkoleniowcem zarówno Lecha, jak i Legii, a także, jak jeszcze niedawno Nawałka, selekcjonerem reprezentacji Polski. Ten przykład dowodzi, że w Polsce w każdej klasie rozgrywkowej jest tak samo i nic trenera przed dymisją nie chroni – ani wiek, ani dawne dokonania, ani kontraktowe zapisy. Liczą się tylko wyniki i dopóki zespół zdobywa punkty, dopóty jego szkoleniowiec może spać spokojnie.W rozegranych w tym roku kolejkach ekstraklasy najlepiej wypadł zespół Zagłębia Lubin, który w siedmiu meczach (nie uwzględniamy wtorkowego spotkania 28. kolejki z Górnikiem Zabrze, które podobnie jak trzy inne rozegrane wczoraj – Cracovii z Koroną Kielce, Śląska Wrocław z Miedzią Legnica i Arki Gdynia z Lechią Gdańsk, zakończyły się po zamknięciu wydania) wywalczyło 16 punktów.
Na drugim biegunie znalazła się Arka Gdynia, która z siedmiu spotkań przegrała sześć, a w jednym wyszarpała remis. Nic więc dziwnego, że przed wtorkowymi derbami Trójmiasta z Lechią trener gdyńskiej drużyny Zbigniew Smółka przyznawał szczerze, iż jest to dla niego najważniejszy mecz w tym sezonie.

Holenderski trener Zagłębie Lubin Ben van Dael przejął zespół 28 listopada ub. roku po zwolnionym za słabe wyniki Mariuszu Lewandowskim i chociaż miał być jedynie prowizorką, został na dłużej. W tym roku „Miedziowi” pod jego wodzą wygrali pięć z siedmiu meczów, zdobywając 16 punktów. Pokonali Lecha, Miedź, Lechię, Pogoń i Wisłę Płock, a we wtorkowym spotkaniu z Górnikiem byli murowanymi faworytami.

Znakomicie w rundzie wiosennej spisuje się też Cracovia, który w siedmiu kolejkach zdobyła 15 punktów i dzięki temu trwale usadowiła się w grupie mistrzowskiej. Tylko jedno „oczko” ,mniej wywalczyła Lechia. Podopieczni Piotra Stokowca ograli Pogoń, Wisłę Kraków, Zagłębie Sosnowiec i niepokonane wcześniej w pięciu meczach z rzędu Piasta, więc przed wtorkowymi derbami na stadionie Arki byli pewni zwycięstwa.

Trudne zadanie strażaków

W siedmiu pierwszych wiosennych kolejkach po 12 punktów zdobyły Wisła Kraków, Legia Warszawa i Śląsk Wrocław, 11 zgromadziła Pogoń, 10 Górnik Zabrze, a po dziewięć Korona Kielce i ostatnie w tabeli Zagłębie Sosnowiec. Dopiero 12. w tabeli wiosennej części rozgrywek z dorobkiem ośmiu punktów plasuje się Jagiellonia Białystok, a za nią z siedmioma „oczkami” poznański Lech. To zaważyło, że po bezbramkowym remisie w Kielcach Adam Nawałka został zdymisjonowany. Kiepsko w siedmiu pierwszych kolejkach w tym roku wiodło się też zespołom Miedzi Legnica (sześć punktów) i Wisły Płock (cztery).
Już w środę wyjaśni się, czy zmiany szkoleniowców w Legii i Lechu miały sens.

Dariusz Żuraw został „strażakiem” w poznańskim zespole już po raz drugi w tym sezonie. Wcześniej „gasił pożar” po zwolnieniu Ivana Djurdjevicia i w dwóch meczach wywalczył cztery punkty, a jest to lepszy wynik niż miał Nawałka (1,45 pkt na mecz). Teraz czeka go jednak trudniejsze zadanie, bowiem w trzech ostatnich kolejkach przed podziałem ekstraklasy na dwie grupy „Kolejorz” będzie musiał walczyć o cenne punkty z Pogonią, Lechią i Jagiellonią, a już znalazł się w grupie spadkowej. Legii coś takiego nie grozi, lecz prezes Mioduski nie zmienił Vukoviciowi celu – on też ma walczyć o mistrzostwo.

Zestaw par 28. kolejki
Wtorek 2 kwietnia (wszystkie mecze zakończyły sie po zamknięciu wydania)): Cracovia – Korona Kielce; Śląsk Wrocław – Miedź Legnica; Arka Gdynia – Lechia Gdańsk; Zagłębie Lubin – Górnik Zabrze. Środa 3 kwietnia: Piast Gliwice – Wisła Płock, godz. 18:00; Lech Poznań – Pogoń Szczecin, godz. 18:00; Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok, godz. 20:30; Zagłębie Sosnowiec – Wisła Kraków, godz. 20:30.

 

Żuraw zrobił swoje

Fot. Piłkarze Lecha Poznań pierwsi stracili gola w meczu z Wisłą Płock, ale potem sami zdołali zdobyć dwie bramki

 

 

Dariusz Żuraw jako tymczasowy trener Lecha Poznań był niepokonany – zespół pod jego wodzą zremisował z Jagiellonią 2:2, a w minioną sobotę pokonał u siebie 2:1 Wisłę Płock. Od poniedziałku trenerem „Kolejorza” ma być były selekcjoner kadry Adam Nawałka.

 

Zastępując w trybie alarmowym zwolnionego trzy tygodnie temu za słabe wyniki Ivana Djurdjevicia, pracujący w poznańskim klubie w roli trenera rezerw Dariusz Żuraw miał świadomość, że poprowadzi pierwszy zespół Lecha tylko do momentu, w którym władze klubu nie podpiszą kontraktu z nowym szkoleniowcem. Wedle informacji docierających z klubu ma teraz wrócić do swoich poprzednich zajęć, czyli do prowadzenia trzecioligowej drużyny rezerw. W krótkim czasie jaki spędził w roli pierwszego trenera „Kolejorza” Żuraw wykonał dobrą robotę. Opanował kryzys, uspokoił atmosferę w szatni i odbudował trochę podupadłe morale piłkarzy. Jakości gry lechitów znacząco nie poprawił, ale już się nie dowiemy, czy zdołałby tego dokonać w ostatnich tegorocznych meczach ligowych. Chyba, że w ostatniej chwili szefowie poznańskiego klubu wstrzymają się z decyzją o zatrudnieniu Adama Nawałki, co przecież jest możliwe.

Z medialnych przecieków wynika, że Lech ma oficjalnie ogłosić podpisanie kontraktu z byłym selekcjonerem biało-czerwonych w poniedziałek. Ponieważ jednak nie jest on tani, a wręcz przeciwnie – jeśli wierzyć plotkom utrzymanie Nawałki i jego sztabu ma kosztować Lecha około pięciu milionów złotych rocznie, nie można wykluczyć, że w ostatniej chwili coś może storpedować ten pomysł. Lecz jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, Nawałka będzie mógł zaprowadzać swoje porządki.

Przede wszystkim musi uporządkować grę obronną lechitów, bo w tej chwili to chyba najsłabsze ogniowo zespołu. Ostatni ligowy mecz, w którym nie stracili bramki, miał miejsce w 4. kolejce, czyli w połowie sierpnia. Wygrane w sobotę 2:1 spotkanie z Wisłą Płock było dwunastym z rzędu, w którym poznaniacy dali sobie strzelić gola. Z ośmiu zespołów znajdujących się obecnie w grupie mistrzowskiej to właśnie „Kolejorz” ma najwięcej straconych goli (22).

Do końca tego roku Lech zagra jeszcze na wyjeździe z przeciętną ekipą Cracovii, potem u siebie z grającym w kratkę Śląskiem Wrocław, a na koniec na wyjazdach z outsiderem Zagłębiem Sosnowiec oraz rozpadająca się z przyczyn finansowych Wisłą Kraków. Z tego kwartetu tylko ekipa „Białej Gwiazdy” należy do ligowej czołówki. Dla trenera Żurawia wygrana z tymi zespołami byłaby sukcesem, dla Nawałki, jest obowiązkiem. Ale z tym może być różnie, bo przecież nie jest to żaden trenerski cudotwórca.

 

Wyniki 16. kolejki:

Cracovia – Śląsk 1:1, Lech – Wisła Płock 2:1, Korona Kielce – Górnik Zabrze 4:2, Piast Gliwice – Zagłębie Sosnowiec 0:0, Pogoń Szczecin – Miedź Legnica 2:0,  Zagłębia Lubin – Legia Warszawa 0:1.