Więcej zarabiamy, bardziej się zadłużamy

Pomimo stopniowego wzrostu średniego poziomu dochodów Polaków, prywatne oszczędności obywateli rosną powoli.

Rosnące ceny żywności, mieszkań i paliw to największe zmartwienie Europejczyków. Nasz kraj nie jest niestety zieloną wyspą cenową.
W Polsce ​wywóz śmieci jest już o 27 proc. droższy niż przed rokiem, za wycieczki turystyczne płacimy już o 6,8 proc. więcej, usługi transportowe, lekarskie oraz fryzjerskie i kosmetyczne to średnio wzrost o 5,7 proc. (przy inflacji na poziomie 2,9 proc.) – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego.
Jak więc oszczędzać więcej w czasach, gdzie galopująca drożyzna zjada portfele Polaków?
Stopa oszczędności w Polsce w ostatnich latach wahała się w okolicach 2 proc., podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej wynosiła ok. 5-6 proc., a najbogatsze kraje UE osiągają nawet więcej niż 10 proc.
Z badanych przez Europejski Urząd Statystyczny państw, tylko Łotwa, Litwa i Cypr mają ten wskaźnik na niższym niż Polska poziomie. Co ciekawe, niewiele więcej oszczędności (w stosunku do swoich zarobków) od Polaków mają Brytyjczycy (5,16 proc.) i Finowie (6,16 proc.).
Jednak w latach 2009-2019 blisko trzykrotnie wzrosła liczba naszych rodaków, którym udaje się regularnie odkładać przynajmniej niewielkie kwoty. Towarzyszy temu jednoczesny spadek odsetka osób popadających w poważne długi (choć sama wartość naszego zadłużenia nieco rośnie). Jest to związane ze wzrostem średniego wynagrodzenia brutto, które w 2019 r. przekroczyło 5 tys. zł – i tylko w ciągu ostatnich 10 lat wzrosło ono o ok. 60 proc., choć trzeba pamiętać, że ponad dwie trzecie Polaków zarabia mniej niż owa średnia.
Z badania „Nawyki finansowe Polaków, czyli na czym lubimy oszczędzać” zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez Quality Watch wynika, że ponad 50 proc. mieszkańców Polski w ramach oszczędności kupuje głównie na promocjach. Bezpłatne parkowanie to sposób na oszczędzanie dla 40 proc. Polaków (choć oczywiście każdy, kto tylko może, stara się parkować bezpłatnie), a powstrzymywanie się od zostawiania napiwków deklaruje 35 proc. (naturalnie tylko z tej niewielkiej grupy, która chodzi do rozmaitych lokali). Około 63 proc. Polaków deklaruje, że posiada oszczędności, a ich wysokość jest zwykle mniejsza niż półroczne dochody.
41 proc. respondentów odpowiedziało, że pieniądze odkłada „na wszelki wypadek/na zapas”. Okazuje się, że dla ponad połowy z nas główną zaletą oszczędzania jest większe poczucie bezpieczeństwa.
Znacznie mniej osób wskazywało na inne cele. Warto zauważyć, że udział składki ubezpieczeń na życie w wydatkach polskich konsumentów zanotował spadek, szczególnie gdy porówna się to z kilkudziesięcioprocentowym wzrostem średniego poziomu wynagrodzeń.
Zapewne wynika to z tego, że polskie społeczeństwo coraz bardziej się starzeje, zaś towarzystwa ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać ludzi starszych od następstw chorób i nieszczęśliwych wypadków. Ci natomiast nie są specjalnie zainteresowani ubezpieczaniem się tylko na wypadek własnej śmierci, rozumiejąc, że żaden z tego dla nich pożytek.

Chwiejna, ale równowaga

Pod rządami PiS polska gospodarka rozwija się coraz wolniej, ale szeroko reklamowana propagandowo równowaga wydatków i dochodów, została zapisana w projekcie przyszłorocznej ustawy budżetowej.

Jak zachwala rząd, przygotowany na przyszły rok budżet jest prospołeczny i prorozwojowy.
W projekcie ustawy budżetowej zaplanowano dochody – 429,5 mld zł, oraz wydatki również – 429,5 mld zł. Wprawdzie wiele państw Unii Europejskiej, korzystając z dobrej koniunktury ostatnich lat, osiągnęło już nadwyżkę budżetową, ale w Polskich warunkach już ta teoretyczna równowaga budżetowa jest sukcesem. Teoretyczna – bo nie brak opinii, że w przyszłym roku budżet trzeba będzie nowelizować.
Równowaga nie oznacza jednak całkowitego wyeliminowania deficytu. Otóż deficyt sektora finansów publicznych (według metodologii unijnej) ma ukształtować się na poziomie 0,3 proc. naszego produktu krajowego brutto.
Rząd zakłada, że w przyszłym roku PKB naszego kraju zwiększy się, w ujęciu realnym, tylko o 3,7 proc. Będzie to zatem wzrost znacznie wolniejszy niż w ostatnim okresie. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku tempo wzrostu polskiej gospodarki wynosiło jeszcze 5,1 proc, w tym roku spadnie do najwyżej 4,4 proc., zaś w przyszłym roku będzie znowu dużo wolniej.
Jednocześnie pójdą w górę ceny. Średnioroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych rząd zaplanował na 2,5 proc. ale już dziś widać, że to stanowczo zbyt optymistyczne założenie, gdyż dobrze będzie jeśli wzrosną nie więcej niż o 3 proc.
Mimo wzrostu cen, Polacy, według rządu, wciąż będą dużo kupować. Przewiduje się nominalny wzrost spożycia prywatnego o 6,4 proc. (faktycznie będzie zapewne o połowę mniejszy).
Na prognozowane dochody będzie miał wpływ wolniejszy niż dotychczas wzrost gospodarczy i przewidywany wzrost inflacji, a także działania nieco zmniejszające podatek dochodowy. Chodzi tu o zwolnienie z podatku przychodów z pracy i umów zlecenia osób poniżej 26 roku życia do kwoty 85 528 zł (od sierpnia 2019 r.), obniżenie stawki podatkowej dla pierwszego progu podatkowego na skali podatkowej z 18 do 17 proc. (od października 2019 r.), oraz podwyższenie kosztów uzyskania przychodu (od października 2019 r.). Wszystko to będzie miało wpływ na przyszłoroczne finanse naszego państwa.
Natomiast czynnikiem pozytywnie wpływającym na dochody budżetu będzie dalszego uszczelnianie systemu podatkowego.
Mimo sprowadzenia wydatków budżetowych do poziomu planowanych dochodów, Rada Ministrów zapewnia iż w przyszłym roku zapewniono niezbędne środki finansowe zarówno na kontynuację dotychczasowych programów jak i na realizację nowych. Chodzi tu zwłaszcza o utrzymanie rozszerzonego programu „Rodzina 500+”, który od 1 lipca 2019 r. obejmuje wszystkie dzieci do 18. roku życia bez kryterium dochodowego, finansowanie świadczenia uzupełniającego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji, podwyższenie zasiłku pielęgnacyjnego oraz wzrost kryterium dochodowego uprawniającego do świadczenia z funduszu alimentacyjnego. Wydatki budżetowe zwiększy także wypłata uzupełniającego świadczenia rodzicielskiego dla osób, które wychowały co najmniej czworo dzieci i ze względu na długoletnie zajmowanie się potomstwem nie wypracowały emerytury w wysokości odpowiadającej co najmniej kwocie najniższego świadczenia emerytalnego.
Rząd planuje też waloryzację świadczeń emerytalno-rentowych od 1 marca 2020 r. , według wskaźnika waloryzacji na poziomie 103,24 proc.., a także zwiększenie limitu wydatków na obronę narodową. W tym sektorze . zaplanowano o około 5 mld zł środków więcej w stosunku do 2019 r – co niektórzy ekonomiści z prof. Grzegorzem Kołodką na czele, uważają za szkodliwy nonsens. Po stronie wydatków uwzględniono też wsparcie finansowe przewozów autobusowych oraz tradycyjnie, budowę kanału łączącego Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską.

Nie ma o czym gadać

Nie i już! Organizacje przedsiębiorców w Polsce nie chcą nawet rozmawiać o tym, żeby składki na ZUS mogły wzrastać proporcjonalnie do wzrostu dochodów ich firm.

Przedsiębiorcy podkreślają, że spośród wszystkich postulatów, które padły podczas niedawnej konwencji Prawa i Sprawiedliwości, największe ich obawy wzbudziła zapowiedź uzależnienia wysokości składek ZUS dla przedsiębiorców, od osiąganych przez nich dochodów.
Propozycja ta brzmiała logicznie i jest dość sprawiedliwa, bo niby dlaczego, w sytuacji, gdy mamy w praktyce liniowy podatek dochodowy (98 proc. obywateli płaci go według pierwszej stawki), także składki na ZUS muszą być liniowe?
Może proporcjonalny wzrost składek na ZUS pozwoliłby na zwiększenie nakładów na opiekę medyczną, doprowadzoną do skrajnej zapaści przez rządy Prawa i Sprawiedliwości?.
Proporcjonalny ZUS oznaczałby też pożądane uszczuplenie dochodów ludzi najzamożniejszych, co dobrze służyłoby ograniczeniu nierówności społecznych i ekonomicznych w Polsce.
Organizacje przedsiębiorców biadolą jednak, że wiązałoby się to ze skokowym wzrostem obciążeń dla ogromnej części przedsiębiorców w Polsce, w tym m.in. relatywnie dobrze zarabiających przedstawicieli wolnych zawodów i innych przedstawicieli tzw. klasy średniej.
Z dużą ulgą przyjęli oni zatem wyjaśnienia minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz, zgodnie z którymi propozycja zmiany zasad ustalania wysokości składek na ZUS skierowana jest wyłącznie do przedsiębiorców osiągających niewielkie dochody i korzystających w tej chwili z preferencji tzw. małego ZUS.

Społeczna niesprawiedliwość

Przedsiębiorcy twierdzą: „Nie ulega wątpliwości, że dla rozwiniętych,sprawnie funkcjonujących działalności gospodarczych, ryczałtowy ZUS jest modelem korzystnym. Znajduje to swoje, dosyć oczywiste, uzasadnienie – przedsiębiorcy sami odpowiadają za uiszczane składki, sami ponoszą ryzyko prowadzonej działalności, a także są bardziej skłonni do oszczędzania środków na własną rękę, bądź inwestowania ich.”.
Trzeba to sprostować. Ryczałtowy ZUS jest korzystny nie dla „sprawnie funkcjonujących działalności gospodarczych”, lecz dla majątków przedsiębiorców i ich rodzin, co nie musi mieć niczego wspólnego z efektywnością działań gospodarczych w Polsce. Przeciwnie, obniżka dochodów zmusiłaby przedsiębiorców do większej aktywności gospodarczej, co dobrze posłużyłoby rozwojowi naszego kraju. Mniej mieliby czasu na prymitywne popisywanie się swymi możliwościami finansowymi.
Organizacje przedsiębiorców dodają – cynicznie ale prawdziwie – że proporcjonalny ZUS powoduje, iż przedsiębiorcy osiągający wyższe dochody płacą składki w wysokości proporcjonalnie niższej, niż etatowi pracownicy. Święte słowa! I właśnie tę niesprawiedliwość trzeba w końcu zmienić.

Proporcjonalnie – i dla wszystkich

Stały, przymusowy ZUS niezależny od osiąganych dochodów, stanowił do tej pory szczególny problem dla dwóch grup przedsiębiorców. Pierwszą z nich są ci, którzy dopiero zaczynają prowadzić działalność gospodarczą. Perspektywa opłacania stałej składki co miesiąc, niezależnie od tego, czy uda się w danym okresie wygenerować jakikolwiek dochód, wiele osób odwiodła od otworzenia własnego biznesu, innych z kolei zmusiła do zamykania swoich działalności. Problem ten został jednak już w pełni wyeliminowany – przedsiębiorcy mogą przez 24 miesiące opłacać składki ZUS na preferencyjnych warunkach (z dużo niższą podstawą wymiaru), a przez pierwsze pół roku prowadzenia działalności, w ogóle nie płacić składek na ubezpieczenia społeczne (opłaca się w tym czasie wyłącznie składkę zdrowotną).
W rezultacie, nowe firmy mają dwa i pół roku na osiągnięcie poziomu rozwoju, który umożliwi im opłacanie składek na ZUS w pełnej wysokości. Wydaje się, że to czas absolutnie wystarczający do tego, by stwierdzić czy dany pomysł na biznes ma w danych realiach rynkowych rację bytu.
Druga grupa firm, dla których ryczałtowy ZUS stanowi problem, to przedsięwzięcia prowadzone „dla utrzymania”, z natury generujące niewielkie dochody. W ich zakres wchodzą wszelkie drobne usługi, świadczone przez osoby prowadzące działalność gospodarczą dlatego, że nie mają innego wyboru, w ramach swoistego substytutu dla etatu, którego zostali pozbawieni. Z punktu widzenia tych ludzi, kluczowe było wprowadzenie tzw. małego ZUS-u, uzależniającego wysokość opłacanych składek od osiągniętych przychodów.
W ramach małego ZUS-u, przedsiębiorca oblicza przeciętny miesięczny przychód za rok poprzedni i mnoży go przez specjalny mnożnik ogłaszany przez prezesa ZUS, uzyskując tym samym kwotę stanowiącą podstawę wymiaru składek.
System jest skonstruowany tak, by najniższa podstawa wymiaru składek była równa preferencyjnej podstawie składek obowiązującej przez pierwsze 24 miesiące prowadzenia firmy. Skomplikowane to oraz nie chroni w pełni tych, którzy mają pecha i nie osiągali ostatnio dochodów.
Dlatego słuszna jest deklaracja rządu PiS, że modyfikacja składek w kierunku ZUS proporcjonalnego i uzależnionego od dochodu dotyczyć będzie najdrobniejszych rodzajów działalności. To jednak zdecydowanie nie wystarcza. System ubezpieczeń społecznych dla przedsiębiorców powinien w pełni stanowić model proporcjonalny, zarówno dla firm wielkich, jak i najmniejszych.

Poświęćcie głowę Gowina!

Polscy przedsiębiorcy nie chcą nawet rozmawiać o pomysłach wprowadzenia bardziej proporcjonalnego ZUS dla większych firm. „Podkreślamy – jakakolwiek dyskusja o proporcjonalnych składkach na ZUS dla wszystkich firm jest niebywale groźna” – ostrzega Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, wskazując, że dyskusja ta wiązałaby się potencjalnie z radykalnym wzrostem obciążeń polskich firm. Na to zaś nie ma i nigdy nie będzie ich zgody.
Przedsiębiorcy bardzo się więc cieszą, że obecny rząd nie planuje działań w tym kierunku. Niestety, rząd PiS, który tradycyjnie podejmuje działania antyspołeczne, wymierzone w interesy pracowników najemnych, ugiął się przed oznakami niezadowolenia wyrażanym przez reprezentantów świata biznesu – i zarzeka się, że nie planuje powszechnego wprowadzenia proporcjonalnych składek dla działalności gospodarczej.
Pozostaje nadzieja, że po ewentualnym zwycięstwie wyborczym PiS, dramatyczna sytuacja budżetu państwa zmusi jednak władzę do zweryfikowania tych zapewnień – i spowoduje wreszcie wprowadzenie proporcjonalnego ZUS-u także dla większych przedsiębiorców. Ostatnio Jarosław Gowin zadeklarował, że jego tak zwany „obóz polityczny” nie podniesie składek ZUS dla przedsiębiorców – i jest to zupełnie oczywiste. Stwierdził też, że kładzie za to swoją głowę polityczną na szali.
„Głowa polityczna” Jarosława Gowina jest niewiele warta – więc istnieje spora nadzieja, że rząd PiS zdecyduje się na jej poświęcenie, w zamian za sprawiedliwszy i służący dobru Polaków, system ubezpieczeń społecznych.

Program dla przyszłości

Przed nami kolejne wybory w których partie i koalicje licytować się będą obietnicami doraźnych korzyści dla wybranych grup społecznych, oraz doraźnych zmian, nie naruszających systemu.

Panuje przekonanie, że społeczeństwo można „kupić” obietnicami drobnych korzyści, a jednocześnie, że zdecydowana jego większość jest zachowawcza i boi się zasadniczych zmian. Tymczasem wiele wskazuje na to, że w społeczeństwie narasta świadomość zagrożeń przyszłości i że konieczne są istotne zmiany systemowe. Pierwszym symptomem tęsknoty za zmianami była wygrana PiS w wyborach parlamentarnych 2015. Uprawiana przez PiS wybiórcza redystrybucja dochodów z nadrzędnym zadaniem „kupowania” dużych grup wyborców, brak towarzyszących temu zmian systemowych, centralizowanie władzy i głęboko konserwatywne widzenie świata , doprowadziły do powstania nowych patologii, nie w pełni uświadamianych przez dużą część społeczeństwa.
Niestety partie opozycyjne, zaślepione w swoim nastawionym na doraźne walki polityczne widzeniu świata, nie potrafią sformułować alternatywnych programów. Brak im też woli i umiejętności, aby uświadomić społeczeństwu jakie zagrożenia dla przyszłości niosą za sobą rządy PiS.
Tęsknota za zmianami systemowymi szczególnie widoczna jest w młodym pokoleniu , które w większym stopniu niż ludzie dojrzali zastanawia się jaki los ich czeka , nie w perspektywie kilku lecz kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. Taki sam sposób myślenia powinien cechować, a zwykle nie cechuje, rodziców, dla których los ich dzieci powinien być priorytetem. Znacznie mniejsza frekwencja wyborcza wśród młodych ludzi jest wynikiem braku zainteresowania doraźną polityką, a jednocześnie to wśród młodzieży najsilniejsze są ruchy proekologiczne i anarchistyczne, oba kierunki są wyrazem tęsknoty za radykalnymi zmianami. Znane są podstawowe zagrożenia przyszłości, lecz zwykle nie uświadamiane lub lekceważone są ewidentne kierunki działania mogące zapobiec lub opóźnić narastanie tych zagrożeń Członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej, partii, która w swojej długiej historii nagromadziła doświadczenie i wrażliwość polityczną, widzą te zagrożenia i wypracowali niezbędne kierunki działań. Przedstawię podstawowe zagrożenia i niektóre kierunki ich możliwego przezwyciężenia.
1. W rozwiniętych demokracjach, nie tylko wśród osób pokrzywdzonych, ale i wśród ewidentnych beneficjentów ustroju kapitalistycznego, odczuwane jest poczucie zagrożeń związanych z narastającym rozwarstwieniem społecznym. Nie wynika ono niestety z głęboko humanistycznego poczucia sprawiedliwości, lecz w dużym stopniu również z obawy przed nasilającym się i coraz trudniejszym do spacyfikowania gniewem tej części społeczeństwa, która została upośledzona w systemie neoliberalnym. Ruch protestu ´”żółtych kamizelek” we Francji jest tego wyraźnym przykładem.
Rozwarstwienie społeczne dotyczy nie tylko poziomu dochodów, ale występuje i to w coraz większym stopniu w innych sferach, szczególnie w dostępie do usług zdrowotnych , edukacyjnych i kulturalnych.

Redystrybucja dochodów

poprzez system podatkowy jest tylko częściowym i nie najważniejszym, acz koniecznym, sposobem zmniejszania dysproporcji w dziedzinie dochodów. Potrzebne są też działania umożliwiające partycypację pracowników w zyskach przedsiębiorstwa i kontroli podziału tych zysków (np. akcjonariat pracowniczy, odbudowa Rad Pracowniczych i zwiększenie roli związków zawodowych). Potrzebne są też działania legislacyjne i skuteczny nadzór nad warunkami pracy, również z udziałem pracowników (społeczny inspektorat pracy, komisje rozjemcze dla sporów na linii pracodawca- pracobiorca, 24-godz. Sądy Pracy). Państwo powinno szczególnie chronić i ułatwiać działanie sektora społecznego w gospodarce (spółdzielczość i przedsiębiorstwa komunalne). Obecne rozwiązania prawne dotyczące spółdzielczości w Polsce daleko odbiegają od podstawowej zasady spółdzielczości, według której wszyscy członkowie spółdzielni maja równe prawa i obowiązki. Potrzebna jest też pomoc dla zakładania spółdzielni z upadających zakładów prywatnych, spółdzielni socjalnych i spółdzielni zaopatrzenia i zbytu dla rolników.
Zadaniem przedsiębiorstw komunalnych jest zaspakajanie potrzeb społeczności lokalnej, a nie wypracowywanie zysku, co wyklucza prywatyzacje takich przedsiębiorstw i wymaga stworzenia systemu kontroli nad ich działaniem ze strony przedstawicieli lokalnej społeczności.
System lecznictwa w Polsce, w którym współistnieją niedoinwestowane państwowe i działające dla zysku prywatne placówki, rodzi kolejne patologie dotyczące nierównego dostępu do usług zdrowotnych. Dodatkowo placówki prywatne często „żerują” na sprzęcie i personelu placówek państwowych, co wywołuje gniew pacjentów. System ochrony zdrowia został kompletnie zaniedbany przez PiS i jego naprawa to wyzwanie programowe dla partii które chcą działać dla przyszłości obywateli. Doraźnym działaniem powinno być oddłużenie szpitali, opracowanie uczciwych procedur medycznych i oddzielenie środków przeznaczonych na leczenie od środków na prace personelu. Szpitale nie mogą mieć dylematu, czy zaspokoić, często słuszne żądania płacowe, czy kupić sprzęt i polepszyć warunki leczenia.
Brak jest spójnego programu działania i rozwoju edukacji w Polsce. Nieprzygotowane eksperymenty organizacyjne, brak nowoczesnej linii programowej, sprzyjającej samodzielnemu rozwiazywaniu przez uczniów zadań i problemów i zespołowej współpracy, a także zaniedbanie inwestowania przez państwo w rozwój kadrowy nauczycieli (w tym płace)to działania wynikiem których jest osłabienie konkurencyjności młodego pokolenia na światowym rynku pracy. Powstaje coraz więcej szkół prywatnych niwelujących co prawda częściowo niedoskonałości szkolnictwa publicznego, ale też powodujących nierówny dostęp społeczeństwa do podstawowego dobra, jakim jest wykształcenie.
2. Zagrożenia ekologiczne traktowane były do niedawna przez polskich polityków jako mało poważne, a ekolodzy jako ludzie ogarnięci bez mała „ideą fix”. Badania nad zmianami klimatycznymi, prowadzone w ostatnich przez wiele ośrodków naukowych wskazują, że osiągnęliśmy stan krytyczny, wymagający długofalowych , ale pilnych działań. Brak takich działań może spowodować, że najbliższe pokoleniom zagrażać będą kataklizmy o niewyobrażalnej skali. Poczucie przyszłego zagrożenia narasta lawinowo w młodym pokoleniu, które coraz głośniej domaga się od polityków działań. Wymaga to przewartościowania priorytetów gospodarczych z celów bieżących na długofalowe.
Szczególnie dotkliwym jest dla społeczeństwa zjawisko smogu, a w jego narastaniu zajmujemy czołowe miejsce w Europie. W niedalekiej perspektywie poważnym zagrożeniem staje się efekt cieplarniany, który wymaga ograniczenia do minimum spalania paliw kopalnych ( z uwzględnieniem zapewnienia przyszłego zatrudnienia dla osób które będą musiały porzucić pracę w tym sektorze).
Programy partyjne, które nie określą zadań proekologicznych i terminów ich realizacji nie mogą być uważane za programy dla przyszłości.
3. Kolejnym zagrożeniem przyszłości jest demografia. Mamy w Polsce ujemny przyrost naturalny i malejący zasób rodzimych pracowników. Program 500+, rozszerzony o pierwsze dziecko, nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Ponadto wypycha on z rynku pracy wiele kobiet.

Potrzebny jest spójny system pomocy rodzinie,

w skład którego wchodzą uzależnione od dzietności zasiłki rodzinne, ulgi podatkowe, łatwo dostępne i tanie żłobki i przedszkola, opieka nad dziećmi i młodzieżą w całym ciągu edukacyjnym, a także przywileje i ulgi dla kobiet pracujących, w miejscu ich zatrudnienia. Potrzebna jest pomoc dla par (również samotnych kobiet) w trudnościach związanych z zapłodnieniem (m.in. zapłodnienie in vitro). Potrzebne są warunki sprzyjające powrotowi do Polski emigrantów zarobkowych, a problem rozsądnego przyjmowania migrantów nie może pozostać tematem tabu.
4. Zagrożone wolności osobiste obywateli w wyniku podporządkowania wymiaru sprawiedliwości politykom, podporządkowania mediów i nachalna propaganda, próby cenzurowania wypowiedzi i wydarzeń kulturalnych przez PiS podlegają krytyce w wielu programach wyborczych, ale stopień znaczenia tych zagrożeń nie spotyka się w społeczeństwie z powszechnym zrozumieniem. Sposób prezentowania tych zagrożeń jest mało wyrazisty i niespójny.
Istnieje też, często niezauważane, powiązanie wolności osobistej z samorządnością. Pragnieniem większości nie jest rosnąca omnipotencja władzy, lecz decydowanie o wielu sprawach lokalnie, wspólnie z sąsiadami i przyjaciółmi, lub kolegami.
5. Każdy konflikt zbrojny to zagrożenie o nieobliczalnych skutkach. Małe jest zrozumienie tego faktu przez pokolenia, które nie przeżyły wojny i znają ją jedynie z opowieści i stronniczych opisów.
Pielęgnowanie patriotyzmu opartego na gloryfikacji zbrojnych konfliktów z przeszłości, nawet z kretesem przez Polaków przegranych prowadzi do osłabiania poczucia, że każdy konflikt zbrojny to śmierć wielu obywateli i regres gospodarczy.

Dla socjalistów patriotyzm

to wartość w sferze emocjonalnej wyrażająca się w więzi ze społeczeństwem zamieszkującym kraj ojczysty. To przede wszystkim gotowość pracy dla pożytku wspólnego. Postawy patriotyczne przejawiają się też we współpracy ze społecznościami i narodami innych krajów, w realizacji celów służących rozwojowi ludzkości.
Wojna nigdy nie była, nie jest i nie będzie lekarstwem na kłopoty i patologie ludzkości. W imię interesów nielicznych, śmierć lub nieodwracalne kalectwo są udziałem tysięcy. Nasi rządzący podporządkowali się całkowicie polityce amerykańskiej i pozostają w pierwszej linii usłużnych wasali. Nie zauważamy, że kończy się era dominacji jednego mocarstwa i ze świat zmierza w kierunku „wielu biegunów” Istnieje konieczność pogłębienia współpracy gospodarczej i politycznej z Chinami, Rosją, Indiami. Tylko polityka „równego dystansu” może nam zapewnić sukcesy w przyszłości. Pokój światowy jest wartością nadrzędną, dla której warto odrzucić fobie i uprzedzenia. Polska powinna zaangażować się w obronę i budowę infrastruktury pokoju i porozumienia międzynarodowego, a nie wojny. Prezentacja programu dla przyszłości wymaga od polityków nowych umiejętności i odrzucenia pokusy patrzenia na wybory z perspektywy jednej kampanii wyborczej z „głodem” sukcesu za wszelką cenę. Takiej postawy należało by oczekiwać w pierwszym rzędzie od polityków lewicy. Tylko codzienna komunikacja ze społeczeństwem, wsłuchiwanie się w ich oczekiwania, ale także umiejętność wyjaśniania skutków wynikających z podjętych przez przeciwnika politycznego i w przyszłości przez siebie decyzji, może przynieść długofalowy sukces wyborczy.