Riposta Rashforda na rasistowski hejt

Po porażce Anglii po serii rzutów karnych z Włochami w finale Euro 2020/21, na trzech młodych angielskich piłkarzy, którzy nie wykorzystali swoich „jedenastek”, spadła fala hejtu. Marcus Rashford postanowił stawić jej opór.

Rashford wszedł na boisko na kilkadziesiąt sekund przed zakończeniem dogrywki, bo trener Gareth Southgate wyznaczył go do piątki graczy, którzy mieli egzekwować „jedenastki”. Swoją próbę zmarnował, podobnie jak Jadon Sancho i Bukayo Saka i w efekcie reprezentacja Anglii przegrała z Włochami w konkursie rzutów karnych 2:3 i nie zdobyła mistrzostwa Europy. Po meczu doszło do skandalicznych incydentów z udziałem angielskich kibiców, m.in. zdewastowano w Manchesterze mural z podobizną Rashforda. Piłkarz musiał też zmagać się, podobnie jak Saka i Sancho, z falą rasistowskiego hejtu, na który odpowiedziałtak:
„Nawet nie wiem, od czego zacząć i nawet nie wiem, jak ująć w słowa to, co czuję w tym momencie. Zawsze czułem się pewnie przy karnych, ale teraz coś było nie w porządku. No i skończyło się nie tak, jak chciałem. Czuję, że zawiodłem kolegów. Czuję, że zawiodłem wszystkich. Dla mnie karne zawsze były przyjemne. Nawet obudzony w środku nocy mogę podejść do jedenastki. Ale dlaczego ten nie wyszedł? Nie ma słów, które opiszą to, co teraz czuję. Finał. 55 lat. Jeden karny. Historia. Jedyne, co mogę powiedzieć, to przepraszam. Cały ten turniej był jednym z najlepszych okresów w moim życiu. Zbudowaliśmy w grupie braterstwo, które jest nie do złamania. Przez cały dzień mogę znosić krytykę za swój występ i zły karny, który powinienem trafić, ale nigdy nie będę przepraszał za to, kim jestem i skąd pochodzę. Noszenie trzech lwów na piersi i widok mojej rodziny dopingującej mnie w tłumie, dało mi niesamowitą dumę. Marzyłem o takich dniach jak ten, ale na widok reakcji w Withington byłem na granicy łez. Jestem Marcus Rashford. Mam 23 lata i jestem czarnym mężczyzną z Withington i Wythenshawe, w południowym Manchesterze. Jeśli nie mam nic innego, mam to” – napisał piłkarz.

Zdaniem UEFA sędziowie w Euro 2020 byli świetni

Do jakości sędziowania w mistrzostwach Europy było mnóstwo zastrzeżeń, lecz wedle raportu UEFA opublikowanego trzy dni po finałowym meczu Włochy – Anglia, były to pretensje nieuzasadnione. Wedle twórców owego raportu nawet kontrowersyjny rzut karny dla Anglii w półfinałowym spotkaniu z Danią został podyktowany prawidłowy.

Wedle opinii opublikowanej przez UEFA turniej Euro 2020/21 pod względem sędziowskim okazał się całkowitym sukcesem. Wszyscy arbitrzy uczestniczący w mistrzostwach spisali się bez zarzutu, podobnie jak ich asystenci pracujący przy weryfikacji wideo. „Jesteśmy bardzo zadowoleni z pracy arbitrów w tych mistrzostwach” – stwierdził szef komisji sędziowskiej UEFA Włoch Roberto Rosetti, w przeszłości uznany arbiter międzynarodowy. I dodał: „Oczywiście, jedna lub druga rzecz mogła pójść lepiej. Omówiliśmy kilka sytuacji wewnętrznie. Ale nie ma wątpliwości, że w mistrzostwach Europy arbitrzy prowadzili mecze sprawiedliwie”. UEFA podała, że w trakcie turnieju VAR interweniował łącznie 18 razy w 51 meczach. Z tych 18 poprawek 10 było tzw. bezpośrednich, a osiem – po przejrzeniu przez sędziego głównego sytuacji na ekranie. VAR potrzebował średnio 100 sekund na podjęcie decyzji, dodając sprawdzenie na boisku oraz w Nyonie (tam mieści się siedziba UEFA), a także inne formy komunikacji. „Żadna z decyzji nie wywołała debaty” – podkreślił Rosetti.
Szef kolegium sędziowskiego Rosetti pochwalił arbitrów, których decyzje na boisku były w 93,5 procentach przypadków słuszne. Podziękował także piłkarzom oraz trenerom za fair play i okazany szacunek. Rosetti przeanalizował sytuację, która wywołała najwięcej kontrowersji w turnieju – rzut karny przyznany przez Holendra Danny’ego Makkelie po tym, jak w polu karnym upadł Anglik Raheem Sterling w półfinale z Danią (2:1 po dogrywce). W opinii Rosettiego sędziowie VAR postąpili słusznie nie zgłaszając arbitrowi potrzeby sprawdzenia, ponieważ był kontakt z duńskim obrońcą Joakimem Maehle i decyzja o karnym została podjęta prawidłowo.
W 51 meczach turnieju odgwizdano 1113 fauli, o 177 mniej niż w mistrzostwach Europy 2016 we Francji. Sędziowie pokazali 98 żółtych kartek (31 mniej niż pięć lat temu) i sześć czerwonych (więcej o trzy w porównaniu z Euro 2016). Sędziowie podyktowali 17 rzutów karnych, o pięć więcej niż pięć lat temu we Francji, z czego sześć podyktowano po interwencji VAR.
Dla przypomnienia – mistrzostwo Europy wywalczyła reprezentacja Włoch, która w finałowym meczu na stadionie Wembley w Londynie pokonała reprezentację Anglii w konkursie rzutów karnych. W regulaminowym czasie było 1:1, a dogrywka nie doprowadziła do zmiany rezultatu. W egzekwowaniu „jedenastek” lepsi okazali się Włosi, którzy wykorzystali trzy z pięciu prób, natomiast Anglicy zmarnowali trzy okazje z pięciu.

Euro 2020/21: UEFA wyróżniła Donnarummę

Bramkarz reprezentacji Włoch Gianluigi Donnarumma został uznany przez UEFA za najlepszego piłkarze zakończonych w minioną niedzielę mistrzostw Europy w piłce nożnej. To pierwszy taki przypadek w historii europejskiego czempionatu. Wybór budzi jednak kontrowersje, bo Donnarumma nie był nawet najlepszym golkiperem w turnieju.

W klasyfikacji bramkarzy Euro 2020/21 z największą liczbą skutecznych interwencji zwyciężył Szwajcar Yann Sommer. W statystykach prowadzonych przez UEFA nie uwzględniono strzałów obronionych w konkursach rzutów karnych, tylko interwencje w podstawowym czasie gry oraz w dogrywkach. Sommerowi zaliczono aż 21 udanych obron. Kolejni w zestawieniu Duńczyk Kasper Schmeichel, Walijczyk Danny Ward i Turek Ugurcan Caki mieli na koncie po 18 skutecznych interwencji. Donnarumma w tym zestawieniu zajął dopiero 11. lokatę z dziewięcioma obronionymi strzałami w światło bramki w siedmiu spotkaniach, z których trzy zakończył bez straty gola.
To oczywiście nie umniejsza wkładu 22-letniego bramkarza w sukces ekipy „Squadra Azzurra”. Po prostu Donnarumma miał przed sobą obrońców światowej klasy i dzięki temu rywale mieli niewiele okazji do sprawdzania jego umiejętności. W siedmiu występach na Euro 2020/21 wpuścił tylko cztery gole. W finałowym spotkaniu z Anglią już w 2. minucie spotkania pokonała go Luke Shaw, ale strzał angielskiego gracza był praktycznie nie do obrony. Później Donnarumma spisywał się wyśmienicie, zaś prawdziwy pokaz bramkarskiego kunsztu dał w konkursie rzutów karnych, gdy obronił uderzenia z 11 metrów Jadona Sancho i Bukayo Saki i przesądził tym o zwycięstwie włoskiej drużyny. Wcześniej, w spotkaniu półfinałowym z Hiszpanią obronił też „jedenastkę” wykonywaną przez Alvaro Moratę.
Trudno ocenić czy te dokonania rzeczywiście czynią z Donnarummy najlepszego piłkarza tegorocznych mistrzostw Europy. W poprzednich turniejach tytuł MVP imprezy przyznawano wyłącznie graczom z pola i to niekoniecznie ze zwycięskiej drużyny. W 2016 roku na przykład nagrodę otrzymał Francuz Antoine Griezmann, król strzelców turnieju i lider ekipy trójkolorowych, chociaż w finale Francja przegrała z Portugalią. W 2012 za najlepszego piłkarza turnieju uznano rozgrywającego mistrzowskiej drużyny Hiszpanii Andresa Iniestę, a w 2008 roku tytuł innemu graczowi ze zwycięskiej hiszpańskiej ekipy Xaviemu. W 2004 roku z kolei nagrodę odebrał lider mistrzowskiej drużyny Grecji Theodoros Zagorakis, a w Euro 2000 kapitan i boiskowy przywódca zwycięskiego zespołu Francji Zinedine Zidane.
Tak więc przyznanie przez UEFA tytułu MVP Donnarummie może trochę dziwić i zastanawiać, bo nie umniejszając zasług tego młodego bramkarza ani też nie kwestionując jego wielkiego talentu, to jednak w ekipie trenera Roberta Manciniego było kilku graczy mających znacznie większy wkład w końcowy sukces włoskiej reprezentacji, choćby Federico Chiesa, Jorginho czy Leonardo Bonucci. W innych zespołach też nie brakowało zawodników zasługujących na miano najlepszego gracza turnieju. Na przykład kapitan i lider reprezentacji Anglii Harry Kane. W fazie grupowej może nie błyszczał, ale w spotkaniach fazy pucharowej grał na najwyższym światowym poziomie, strzelił cztery gole, a w meczu z Włochami był jednym z najlepszych, i ile nie najlepszym graczem na boisku. Bramki wprawdzie nie zdobył, ale świetnie podawał piłkę kolegom i ofiarnie walczył w defensywie. Nie zawiódł też w konkursie „jedenastek”, a jedyne o co można mieć do niego pretensje, to chyba o to, że zaraz po ceremonii dekoracji jak większość jego kolegów z angielskiej reprezentacji zdjął ze wstrętem srebrny medal.
Nie byłoby też jakąś wielką przesadą uhonorowanie przez UEFA nagrodą MVP schodzącego z piłkarskiej sceny w wielkim stylu 36-letniego Cristiano Ronaldo, który z pięcioma golami na koncie został królem strzelców turnieju, dzieląc ten splendor z na spółkę z Czechem Patrikiem Schickiem. Ale już w punktacji kanadyjskiej, w której razem liczone są gole i asysty, portugalski gwiazdor samodzielnie zajął pierwszą lokatę, bo do pięciu goli doliczono mu jeszcze jeden punkt za asystę. A wypada w tym miejscu przypomnieć, że Portugalia odpadła z turnieju już w 1/8 finału po porażce z Belgią (0:1).
O jedno spotkanie mniej w imprezie zaliczył inny z gigantów futbolu, Robert Lewandowski, a mimo to zakończył udział w turnieju z trzema golami na koncie. Dzięki temu mógł spokojnie wypoczywać na wakacjach, bo do niego kibice w Polsce oraz polskie media nie zgłaszały żadnych pretensji za postawę w mistrzostwach Europy. „Lewy” oczywiście nie znalazł się nawet w gronie kandydatów do tytułu MVP. Miałby na to szanse gdyby reprezentacja Polski wygrała w finale, ale to póki co nie jest marzenie realne do spełnienia.

Euro 2020/21: Karne też trzeba umieć strzelać

W końcówce dogrywki finału Euro 2020/21 Gareth Southgate wpuścił na boisko Marcusa Rashforda i Jadona Sancho. Pierwszy zmienia Jordana Hendersona, a drugi wchodzi za Kyle’a Walkera. Trener angielskiej drużyny obu tych graczy wyznaczył chwilę później do egzekwowania rzutów karnych. I popełnił błąd, bo obaj spudłowali.

Southgate tłumaczył się później, że postawił na Rashforda i Sancho, bo oni najlepiej wykonywali „jedenastki” na treningach. W warunkach meczowego stresu i presji wyniku obaj jednak zawiedli – 23-letni Rashford trafił w słupek, a strzał 21-letniego Sancho idealnie wyczuł Donnarumma i bez trudu odbił słabo uderzoną i łatwą do obrony piłkę. Ale chyba największym błędem selekcjonera reprezentacji Anglii było wyznaczenie 19-letniego Bukayo Saki do ostatniej serii karnych. Ten waleczny i niewątpliwie utalentowany piłkarz nigdy wcześniej nie wykonywał „jedenastek”, nawet w klubowej drużynie Arsenalu Londyn. Tak więc do najważniejszych rzutów karnych w historii angielskiego futbolu trener kadsry oddelegował młodych, niedoświadczonych piłkarzy, na dodatek rzadko lub wcale nie egzekwujących karnych. Rashford w minionym sezonie miała na tylko trzy takie okazje – w Lidze Narodów, Lidze Mistrzów i sparingu angielskiej kadry, zaś Sancho, także trzykrotnie, wykonywał „jedenastki” w Pucharze Niemiec, Lidze Mistrzów i Bundeslidze.
Anglicy byli zatem z góry skazani na porażkę w konkursie rzutów karnych, ale całe odium niechęci rozczarowanych kibiców spadło na trzech młodych chłopaków, którym w obelgach nie oszczędzono nawet rasistowskich akcentów. Brytania takiego zakończenia występu angielskiej drużyny będzie się wstydzić przez wiele lat.

Euro 2020/21: Włoska robota na Wembley

Bijatyka w katakumbach stadionu, wdarcie się na obiekt kibiców, którzy nie posiadali biletów, to skazy na wizerunku finałowego meczu mistrzostw Europy Anglia – Włochy. Na szczęście pod względem sportowym widowisko stworzone przez graczy dwóch najlepszych bezsprzecznie zespołów w tym turnieju było fascynujące.

Zespoły Włochy i Anglii nie miały sobie równych w tych mistrzostwach, czego dowodzą choćby statystyki. Jeśli policzy się ich punktowy dorobek według ligowych zasad, to ekipy finalistów w siedmiu rozegranych meczach zgromadziły po 17 punktów – najwięcej w stawce 24 zespołów. Trzecią lokatę pod tym względem zajęli Belgowi z dorobkiem 12 punktów, chociaż odpadli już w ćwierćfinale, czyli po pięciu spotkaniach. Anglicy i Włosi w całym turnieju nie ponieśli porażki, a takim wyczynem mogli się jeszcze pochwalić w tym turnieju Hiszpanie i Francuzi (te dwa zespoły odpadły z imprezy po porażkach w konkursach rzutów karnych). Pięć lat temu niepokonana pożegnała się z turniejem reprezentacja Polski, odpadając w 1/4 finału remisie z Portugalią i przegranych „jedenastkach”. W tegorocznym czempionacie biało-czerwonym poszło dużo gorzej. W swojej grupie nie wygrali ani jednego meczu (przegrali 1:2 ze Słowacją i 2:3 ze Szwecją oraz zremisowali 1:1 z Hiszpanią) i zajęli ostatnie miejsce z jednym punktem na koncie i bramkowym bilansem 4:6. Ten dorobek zapewnił im 21. lokatę w stawce 24 drużyn – gorsze od naszej były tylko reprezentacje Szkocji, Turcji i Macedonii Północnej.
Nie było na turnieju drużyny, która nie zdobyłaby żadnej bramki, ani takiej, która goli nie traciła. W 51 meczach strzelono 142 gole – 94 w fazie grupowej i 48 w fazie pucharowej, co daje średnią 2,78 bramki na jedno spotkanie. Euro 2020/21 był dopiero drugim turniejem rozegranym z udziałem 24 drużyn (51 meczów, w tym 36 w fazie grupowej i 15 w pucharowej). Można zatem porównać statystyki tylko z poprzednia imprezą, Euro 2016 we Francji. Tegoroczny czempionat pod względem strzeleckich dokonań piłkarzy wypada znacznie lepiej, bo pięć lat temu padło w 51 meczach tylko 108 goli (średnia 2,12 bramki na jedno spotkanie).
W zakończony w niedzielę turnieju ustanowiony został też rekord goli samobójczych – padło ich aż 10, co oznacza, że siedem procent ze 142 zdobytych bramek było „swojakami”. Jeden z nich zapisano na koncie Wojciecha Szczęsnego, chociaż jego udział w tym samobóju był niewielki – po prostu piłka odbita od słupka trafiła go w bark i wpadła do bramki. Gol powinien zostać zapisany słowackiemu piłkarzowi, ale głupawe zasady interpretacji takich zdarzeń przez UEFA takie uproszczeń nie przewidują.
Wracając do oceny turnieju Euro 2020/21 wypada zauważyć, że piłkarze na ogół trzymali się zasad fair play, bo sędziowie pokazali zawodnikom 151 żółtych kartek (2,96 na mecz) i 6 czerwonych (0,04 na mecz). Wśród graczy wyrzuconych z boiska za czerwoną kartkę znalazł się jeden Polak – Grzegorz Krychowiak, ukarany w ten sposób w spotkaniu ze Słowacją. Dla porównania – w Euro 2016 we Francji sędziowie po czerwone kartki sięgali tylko trzy razy, za to po żółte aż 205 razy.
Po fazie grupowej w turnieju zostało 16 najlepszych zespołów i rywalizacja zrobiła się jeszcze bardziej wyrównana. Aż w ośmiu spotkaniach fazy pucharowej konieczna była dogrywka – w połowie z nich dodatkowe 30 minut gry nie przyniosło rozstrzygnięcia i konieczny był konkurs rzutów karnych. Pięć lat temu na francuskich stadionach dogrywek było tylko pięć i trzy konkursy „jedenastek”.
W finałowym spotkaniu Anglia – Włochy też ustanowiono rekord – gol Luke’a Shawa dla angielskiej drużyny, strzelony już w 2. minucie meczu, jest w tej chwili najszybciej uzyskanym trafieniem w historii finałów mistrzostw Europy. Poprzedni rekord należał do Hiszpana Jesusa Pereda, który w 1964 roku w finałowym spotkaniu z ekipą ZSRR (2:1) strzelił pierwszego gola dla swojej drużyny w 6. minucie.
Tegoroczny czempionat rozegrano na 11 stadionach w 11 europejskich stadionach, ale trzy rozstrzygające spotkania odbyły się na Wembley. Niestety, angielscy kibice przypomnieli światu o swojej złej sławie i zafundowali nam wszystkim dramatycznie wyglądające sceny bijatyk z policją i między sobą. W przypadku podobnych zdarzeń na meczach drużyn klubowych, choćby w europejskich pucharach, UEFA nakłada na organizatorów dotkliwe kary, ale na Wembley sama była organizatorem finałowego meczu Anglii z Włochami, więc karać siebie nie będzie. Impreza się skończyła, w kasie wszystko się zgadza, można więc wracać do domów bez obawa, a za kilka tygodni nikt o tym już nie będzie pamiętał. I tak dzieje się zawsze, gdy zadufani w sobie piłkarscy działacze coś sknocą.

Wyniki UEFA Euro 2020/21

Grupa A

1. kolejka

Turcja – Włochy 0:3. Gole: Merih Demiral (53 s), Ciro Immobile (66), Lorenzo Insigne (79).

Walia – Szwajcaria 1:1. Gole: Kieffer Moore (74) – Breel Embolo (49).

2. kolejka (środa, 16 czerwca)

Turcja – Walia (0:2. Gole: Aaron Ramsey (42), Connor Roberts (90+5).

Włochy – Szwajcaria 3:0. Gole: Manuel Locatelli (26, 52), Ciro Immobile (89).

3. kolejka (niedziela, 20 czerwca)

Szwajcaria – Turcja 3:1. Gole: Haris Seferovic (6), Xherdan Shaqiri (26, 68) – Irfan Kahveci (62).

Włochy – Walia 1:0. Gol: Matteo Pessina (39).

1. Włochy 3 9 7:0

2. Walia 3 4 3:2

—————————

3. Szwajcaria 3 4 4:5

—————————

4. Turcja 3 0 1:8

Grupa B

1. kolejka (sobota, 12 czerwca)

Dania – Finlandia 0:1. Gol: Joel Pohjanpalo (60).

Belgia – Rosja 3:0. Gole: Romelu Lukaku (10, 88), Thomas Meunier (34).

2. kolejka

Finlandia – Rosja 0:1. Gol: Aleksiej Miranczuk (45).

Dania – Belgia 1:2. Gole: Yussuf Poulsen (2) – Thorgan Hazard (55), Kevin De Bruyne (70).

3. kolejka (poniedziałek, 21 czerwca)

Rosja – Dania 1:4. Gole: Artem Dziuba (70 karny) – Mikkel Damsgaard (38), Yussuf Poulsen (59), Andreas Christensen (79), Joakim Maehle (82).

Finlandia – Belgia 0:2. Gole: Lukas Hradecky (74 sam), Romelu Lukaku (81).

1. Belgia 3 9 7:1

2. Dania 3 3 5:4

—————————

3. Finlandia 3 3 1:3

4. Rosja 3 3 2:7

Grupa C

1. kolejka (niedziela, 13 czerwca)

Austria – Macedonia Północna 3:1. Gole: Stefan Lainer (18), Michael Gregoritsch (78), Marko Arnautovic (89) – Goran Pandev (28).

Holandia – Ukraina 3:2. Gole: Georginio Wijnaldum (52), Wout Weghorst (59), Denzel Dumfries (85) – Andrij Jarmolenko (75), Roman Jaremczuk (79).

2. kolejka (czwartek, 17 czerwca)

Ukraina – Macedonia Północna 2:1. Gole: Andrij Jarmolenko (29), Roman Jaremczuk (34).

Holandia – Austria 2:0. Gole: Memphis Depay (11), Denzel Dumfries (67).

3. kolejka (poniedziałek, 21 czerwca)

Macedonia Północna – Holandia 0:3. Gole: Memphis Depay (24), Georginio Wijnaldum (51, 58).

Ukraina – Austria 0:1. Gol: Christoph Baumgartner (21).

1. Holandia 3 9 8:2

2. Austria 3 6 4:3

—————————

3. Ukraina 3 3 4:5

—————————

4. Macedonia Płn3 0 2:8

Grupa D

1. kolejka

Anglia – Chorwacja 1:0. Gol: Raheem Sterling (57).

Szkocja – Czechy 0:2. Gole: Patrik Schick (42, 52).

2. kolejka (piątek, 18 czerwca)

Chorwacja – Czechy 1:1. Gole: Patrik Schick (37 karny)- Ivan Perisic (47).

Anglia – Szkocja 0:0

3. kolejka (wtorek, 22 czerwca)

Chorwacja – Szkocja 3:1. Gole: Nikola Vlasic (17), Luka Modrić (62), Ivan Perisić (77) – Callum McGregor (42).

Czechy – Anglia 0:1. Gol: Raheem Sterling (12).

1. Anglia 3 7 2:0

2. Chorwacja 3 4 4:3

—————————

3. Czechy 3 4 3:2

—————————

4. Szkocja 3 1 1:5

Grupa E

1. kolejka (poniedziałek, 14 czerwca)

Polska – Słowacja 1:2. Gole: Karol Linetty (46) – Wojciech Szczęsny (18 sam.), Milan Skriniar (69).

Hiszpania – Szwecja 0:0

2. kolejka

Szwecja – Słowacja 1:0. Gol: Emil Forsberg (77 karny).

Hiszpania – Polska 1:1. Gole: Alvaro Morata (25) – Robert Lewandowski (54).

3. kolejka (środa, 23 czerwca)

Słowacja – Hiszpania 0:5. Gole: Martin Dubravka (30 sam.), Aymeric Laporte (45), Pablo Sarabia (56), Ferran Torres (67), Juraj Kucka (71 sam.).

Szwecja – Polska 3:2. Gole: Emil Forsberg (2, 59), Viktor Claesson (90) – Robert Lewandowski (61, 84).

1. Szwecja 3 7 4:2

2. Hiszpania 3 4 6:1

—————————

3. Słowacja 3 3 2:7

4. Polska 3 1 4:6

Grupa F

1. kolejka (wtorek, 15 czerwca)

Węgry – Portugalia 0:3. Gole: Raphael Guerreiro (84), Cristiano Ronaldo (87 karny, 90+2).

Francja – Niemcy 1:0. Gol: Mats Hummels (20 samobójczy).

2. kolejka (sobota, 19 czerwca)

Węgry – Francja 1:1. Gole: Attila Fiola (45) – Antoine Griezmann (66).

Portugalia – Niemcy 2:4. Gole: Cristiano Ronaldo (15), Diogo Jota (67) – Ruben Dias (35 sam.), Raphael Guerreiro (37 sam.), Kai Havertz (51), Robin Gosens (60).

3. kolejka (środa, 23 czerwca)

Portugalia – Francja 2:2. Gole: Cristiano Ronaldo (31 karny, 60 karny) – Karim Benzema (45 karny, 47).

Niemcy – Węgry 2:2. Gole: Kai Havertz (66), Leon Goretzka (84) – Adam Szalai (11), Andras Schafer (68).

1. Francja 3 5 4:3

2. Niemcy 3 4 6:5

—————————

3. Portugalia 3 4 7:6

—————————

4. Węgry 3 2 3:6

1/8 finału:
Walia – Dania 0:4
Gole: – Kasper Dolberg (27, 48), Joakim Maehle (88), Martin Braithwaite (90).
Włochy – Austria 2:1 po dogrywce
Gole: Federico Chiesa (95), Matteo Pessina (105) – Sasa Kalajdzic (114).
Belgia – Portugalia 1:0
Gol: Thorgan Hazard (42).
Holandia – Czechy 0:2
Gole: Tomas Holes (68), Patrik Schick (80).
Chorwacja – Hiszpania 5:3 po dogrywce
Gole: Pedri (20 sam.), Mislav Orsic (85), Mario Pasalic (90+2) – Pablo Sarabia (38), Cesar Azpilicueta (57), Ferran Torres (77), Alvaro Morata (100), Mikel Oyarzabal (103).
Francja – Szwajcaria 3:3 k. 4-5
Gole: Karim Benzema (57, 59), Paul Pogba (71) – Haris Seferovic (15, 81), Mario Gavranovic (90).
Szwecja – Ukraina 1:2 p.d.
Gole: Emil Forsberg (43) – Aleksandr Zinczenko (27), Artem Dowbyk (120).
Anglia – Niemcy 2:0
Gole: Raheem Sterling (75), Harry Kane (86).

1/4 finału:
Szwajcaria – Hiszpania 1:1, k.1-3
Gole: Xherdan Shaqiri (68) – Denis Zakaria (8 samobójcza).
Belgia – Włochy 1:2
Gole: Romelu Lukaku (45 karny) – Nicolo Barella (31), Lorenzo Insigne (44).
Ukraina – Anglia 0:4
Gole: Harry Kane (4, 50), Harry Maguire (46), Jordan Henderson (63).
Czechy – Dania 1:2
Gole: Patrik Schick (49) – Thomas Delaney (5), Kasper Dolberg (42).

1/2 finału:
Hiszpania – Włochy 1:1, karne 2:4
Gole: Morata (80) – Chiesa (60).
Dania – Anglia 1:1, po dogrywce 1:2
Gole: Damsgaard (30) – Kjaer (39 samobójcza), Kane (104).

FINAŁ EURO 2020:

Włochy – Anglia 1:1 karne 3-2
Gole: Leonardo Bonucci (67) – Luke Shaw (2).
Karne 3-2: Domenico Berardi, Leonardo Bonucci, Federico Bernardeschi – Harry Kane, Harry Maguire.
Spodłowali: Andrea Belotti, Jorginho – Marcus Rashford, Jadon Sancho, Bukayo Saka.

UEFA ukarała Węgrów za Euro

Europejska Unia Piłkarska ukarały węgierską federację za zachowanie kibiców podczas Euro 2020/21. W ramach sankcji reprezentacja Węgier dwa najbliższe mecze pod egidą UEFA zagra bez publiczności.

To kara za „dyskryminujące zachowanie” węgierskich kibiców podczas meczów Euro 2020/21 z Portugalią, Francją i Niemcami. W trakcie spotkania z Portugalią obrażony został m.in. Cristiano Ronaldo, a w starciu z Francją na trybunach doszło do rasistowskich ekscesów kierowanych pod adresem Kyliana Mbappe. Komisja dyscyplinarna UEFA nałożyła na federację piłkarska Węgier karę trzech meczów bez publiczności, z tym że jeden mecz w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywnę w wysokości 100 tysięcy euro. Sankcja dotyczy jednak wyłącznie spotkań oficjalnych organizowanych po szyldem UEFA, czyli mecze w Lidze Narodów oraz eliminacjach mistrzostw Europy. Tak więc kara nie dotyczy tegorocznych spotkań w kwalifikacjach mistrzostw świata 2022. Za nieodpowiednie zachowania kibiców w trakcie meczów reprezentacji Węgier odpowiada organizacja zrzeszająca ultrasów węgierskich klubów tzw. Brygada Karpacka. Dla wielu są grupą zdeklarowanych neonazistów ukrywającą się jedynie w kibicowskiej społeczności, co nie zmienia faktu, że są odpowiedzialni za liczne rasistowskie ekscesy na stadionach.
Także na Euro 2020, gdy obrażani byli Cristiano Ronaldo i Karim Benzema, a Kylian Mbappe mógł usłyszeć małpie odgłosy dochodzące z trybun stadionu w Budapeszcie. Na Węgrzech Brygada Karpacka w prawicowych kręgach społeczeństwa cieszy się jednak uznaniem. „To niesamowita grupa, która inspiruje innych i sprawia, że przed meczami reprezentacji ulicami miast maszerują w zwartych szeregach tysiące Węgrów. Czyż mamy nie być z nich dumni” – pyta portal hvg.hu opisując działalność tej wiodącej wśród węgierskich kibicowskich „ultrasów” grupy. Zespół Madziarów w Euro 2020/21 trafił do „grupy śmierci” z zespołami Francji, Portugalii i Niemiec.

Euro 2020/21: Europa była za Italią

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin przyznał, że format rozgrywania Euro 2020 w tak wielu krajach był błędem. Ale większą niechęć do UEFA zrodziło faworyzowanie ekipy Anglii. Przed finałowym meczem na Wembley sympatia kibiców na Starym Kontynencie była wyraźnie po stronie Włochów.

Tegoroczne mistrzostwa Europy przejdą do historii futbolu jako jeden z najbardziej niesprawiedliwych turniejów w dziejach tego sportu. Głównym powodem takiego odbioru Euro 2020/21 są ogromne dysproporcje w liczbie kilometrów, jakie w trakcie imprezy musiały pokonać uczestniczące w rywalizacji zespoły. Dla przypomnienia – mecze rozgrywano w Kopenhadze, Sewilli, Londynie, Petersburgu, Budapeszcie, Bukareszcie, Monachium, Rzymie, Glasgow, Amsterdamie i Baku. Najwięcej po Europie krążyli Szwajcarzy, którzy w podróżach na pięć spotkań musieli pokonać ponad 15 tys. kilometrów. Na drugim biegunie znaleźli się Szkoci z 1108 km na liczniku. Jakie to miało znaczenie świadczy choćby fakt, że każda z drużyn, która dotarła do półfinału rozgrywek, zagrała przynajmniej trzy mecze na własnym stadionie. Najbardziej uprzywilejowani pod tym względem byli jednak Anglicy, którzy tylko jeden z sześciu meczów musieli rozegrać na innym stadionie niż Wembley.
Decyzję o takiej formule turnieju podjęto jeszcze w czasach, gdy prezydentem UEFA był Francuz Michel Platini. Obecny sternik Europejskiej Unii Piłkarskiej, Słoweniec Aleksander Ceferin, zdobył się na szczerą ocenę dopiero w przededniu zakończenia imprezy. „Nie będę już tego pomysłu bronił ani wspierał podobnych inicjatyw w przyszłości, bo widzę jakie to było niesprawiedliwe, że niektóre drużyny musiały w podróżach na mecze przebyć ponad 10 tysięcy kilometrów, a inne zaledwie tysiąc. Nie było to także fair względem kibiców, którzy jednego dnia musieli być w Rzymie, a już następnego lecieli do Baku, a to prawie pięć godzin lotu samolotem. Pomysł na rozrzucenie turnieju po całym kontynencie był już zaakceptowany, gdy objąłem stanowisko prezydenta UEFA i mimo wątpliwości postanowiłem wtedy uszanować tę decyzję. Dzisiaj muszę jednak szczerze przyznać, że przyjęcie takiej formuły to był błąd, którego nasza organizacja z pewnością będzie się w przyszłości wystrzegać” – przyznał Aleksander Ceferin w wypowiedzi udzielonej stacji BBC.
We Włoszech jego słowa zostały jednak przyjęte z dużą rezerwą. Dziennik „La Gazzetta dello Sport” obawia się, iż UEFA faworyzuje reprezentację Anglii i pomaga jej w zdobyciu mistrzostwa Europy z wdzięczności za to, że premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson wsparł europejska federację w walce z projektem utworzenia przez najmożniejsze kluby Superligi. I jako dowód podaje kontrowersyjny karny dla Anglików w dogrywce półfinału z Danią (2:1), który już został uznany za kompromitujący błąd holenderskiego sędziego Danny’ego Makkelie oraz arbitrów obsługujących system VAR. Na powtórkach telewizyjnych wyraźnie widać, że wpadający w duńskie pole karne Raheem Sterling sam się przewraca. Podyktowaną przez Makkelie „jedenastkę” na zwycięską dla Anglików bramkę zamienił Harry Kane, chociaż dopiero po dobitce, bo jego strzał z karnego bramkarz reprezentacji Danii Kasper Schmeichel zdołał obronić. Ale chyba jeszcze większym skandalem było to, że ktoś z trybun próbował oślepić duńskiego bramkarza światłem lasera, na co sędziowie nawet nie zareagowali, chociaż Schmeichel zapewnia, że ich o tym poinformował.
W takich kontrowersyjnych okolicznościach reprezentacja Anglii po raz pierwszy od 55 lat awansowała do finału wielkiego turnieju. W 1966 roku zwyciężyła 4:2 na Wembley w finale mistrzostw świata z Niemcami. Gol Geoffa Hursta na 3:2 strzelony w dogrywce do dzisiaj uchodzi za jedną z największych kontrowersji w historii futbolu. Bramka Kane’a także pobudziła do działania zwolenników teorii spiskowych, wedle których reprezentacja Anglii jest przez UEFA faworyzowana. Tylko jeden mecz, ćwierćfinałowy z Ukrainą, drużyna trenera Garetha Southgate’a zagrała poza Wembley. Wszystkie inne u siebie. Włosi także awansowali dzięki karnym, ale w ich przypadku o żadnych kontrowersjach nie ma mowy.
UEFA próbowała uciąć te podejrzenia i spekulacje surowymi sankcjami wymierzonymi w angielską federację. Gospodarze obu spotkań półfinałowych i finału Euro 2020/21 zostali ukarani grzywną w wysokości 30 tys. euro za dopuszczenie do trzech incydentów w meczu Anglia – Dania: celowania wiązką lasera w twarz Kaspera Schmeichela podczas egzekwowania rzutu karnego przez Harry’ego Kane’a; buczenia kibiców w trakcie odgrywania hymnu Danii oraz użycia niedozwolonych środków pirotechnicznych. Ale niewiele to pomogło, bo sympatie kibiców niemal w całej Europie i tak obróciły się na stronę włoskiej drużyny.
Niewiele to ekipie trenera Roberto Manciniego mogło pomóc, bo chociaż brytyjski rząd w trybie specjalnym zezwolił na przybycie na niedzielny finał małej grupie włoskich kibiców, to jej doping zagłuszyło 60 tysięcy angielskich fanów (finałowy mecz Anglia – Włochy zakończył się po zamknięciu wydania).

Euro 2020/21: Bóg futbolu na Wembley jest Anglikiem

W niedzielę o piłkarskie mistrzostwo Europy zagrają reprezentacje Anglii i Włoch. W niedzielnym finale na stadionie Wembley faworytami będą Anglicy, którym w tym turnieju w drodze do sukcesu pomagają nawet ściany. Boleśnie przekonali się o tym Duńczycy, skrzywdzeni kontrowersyjnymi decyzjami sędziów.

Dla Anglików będzie to pierwszy występ w finale europejskiego czempionatu, dla Włochów już czwarty – z trzech poprzednich jeden zakończyli zwycięstwem, ale dokonali tego dawno, bo w 1968 roku w turnieju rozgrywanym na ich ziemi. W Euro 2000 rozgrywanym w Belgii i Holandii musieli uznać wyższość Francuzów, a w 2012 roku w imprezie zorganizowanej w Polsce i na Ukrainie pokonali ich Hiszpanie. Nie zdarzyło się jeszcze, aby którakolwiek drużyna wygrała duży turniej piłkarski bez straty gola – nawet w karłowatych mistrzostwa Europy z udziałem tylko czterech ekip w finale. Reprezentacja Anglii miała na to szansę, ale tylko do 30. minuty półfinałowego meczu z Duńczykami. Wtedy to z rzutu wolnego uderzył potężnie Mikkel Damsgaard i pokonał źle ustawionego angielskiego bramkarza Jordana Pickforda. We wcześniej rozegranych w turnieju pięciu spotkaniach ekipa trenera Garetha Suthgate’a nie straciła bramki – wygrała po 1:0 z Chorwacją i Czechami, zremisowała 0:0 ze Szkocją, w 1/8 finału pokonała Niemców 2:0, a w ćwierćfinale rozbił Ukrainę 4:0.
Występujący na co dzień w Sampdorii Genua duński piłkarz odebrał zatem angielskiej drużynie szansę na historyczny wyczyn i miejsce w annałach historii futbolu, bo wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca, ani w mistrzostwach Europy, ani w mistrzostwach świata. Na mundialu rekordem jest zdobycie tytułu z zaledwie dwoma straconymi golami, co udało się dotąd trzem ekipom – Francji w 1998 roku, Włochom w 2006 roku i Hiszpanii w 2010 roku.
Na mistrzostwach Europy natomiast każdy zdobywca trofeum jakiegoś gola stracił – w kilku wypadkach była to jedna bramka. Dotyczyło to Związku Radzieckiego w 1960 roku, Włoch w 1968 roku, a zatem w czasach, gdy w finałowej rozgrywce uczestniczyły tylko cztery zespoły, ale także Hiszpanii w 2012 roku, a w turnieju którego Polska była współgospodarzem rywalizowało 16 reprezentacji.
Anglicy marzą o powtórce 1966 roku
Warto wspomnieć, że w rozgrywanych na Wyspach Brytyjskich mistrzostwach świata w 1966 roku zwycięska w imprezie drużyna Anglii także długo nie traciła bramki. W rozgrywkach grupowych pokonała po 2:0 Meksyk i Francję, zremisowali 0:0 z Urugwajem, następnie wygrała z Argentyną 1:0, a angielski bramkarz musiał wyciągnąć piłkę z siatki dopiero w półfinałowym meczu z Portugalią (2:1), a potem jeszcze dwukrotnie w wygranym 4:2 finałowym spotkaniu z ekipą RFN. Trudno nie dopatrzyć się analogii z tegorocznym Euro i Anglicy pewnie nie mieliby nic przeciwko, żeby historia się powtórzyła, choćby nawet z kontrowersjami.
„Lwy Albionu” w potyczce z walecznymi Duńczykami nie byli zespołem lepszym, chociaż nie można też powiedzieć, że byli gorsi. Sprawiedliwą oceną wydaje się być stwierdzenie, że był to mecz dwóch równorzędnych zespołów, walczących z równym zaangażowaniem, a o zwycięstwie jednego z nich przesądziła opatrzność, wyraźnie sprzyjająca gospodarzom meczu.
Wyrównującą bramkę Anglicy zdobyli po samobójczym strzale stopera duńskiej drużyny Simona Kjaera (to był już 10. samobój w tych mistrzostwach!), a potem już w dogrywce pomocną dłoń wyciągnął do nich holenderski arbiter Danny Makkelie. W 102. minucie meczu Raheem Sterling wpadł w pole karne Duńczyków, gdzie upadł jak długi po ataku Joakima Maehle. Sędzia odgwizdał faul i podyktował rzut karny, ale telewizyjne powtórki tej sytuacji wzbudziły mnóstwo wątpliwości, czy faktycznie był to faul. Ale sędziowie pracujących w tym meczu przy VAR (wśród nich był Polak, Paweł Gil) nie zakwestionowali decyzji głównego arbitra i do wykonania „jedenastki” podszedł kapitan angielskiej drużyny Harry Kane.
Bramkarz drużyny Danii Kasper Schmeichel odbił piłkę po jego strzale, lecz przy jego dobitce był już bezradny. Zespół Garetha Southgate’a objął prowadzenie 2:1 i do końca spotkania już tylko pilnował tego wyniku.
To może być turniej Harry’ego Kane’a
Po ostatnim gwizdku arbitra Kane znów znalazł się na ustach angielskich kibiców. Nikt mu już nie pamiętał „pustego przebiegu” w fazie grupowej, w której nie zaliczył ani jednego trafienia. Już w 1/8 finału zamknął usta krytykom, domagającym się posadzenia go na ławie strzelając gola drużynie Niemiec, w ćwierćfinale dwukrotnie pokonał bramkarza Ukrainy, a teraz w walce o finał zdobył zwycięską bramkę.
Było to jego 10. trafienie w imprezach rangi mistrzowskiej (mistrzostwa świata lub Europy). Wcześniej Kane sześć razy trafił do siatki rywali podczas mundialu w Rosji, co zapewniło mu tytuł króla strzelców turnieju. W Euro 2020 zdobył cztery bramki powiększył swoje konto bramkowe do 10 trafień, dorównując tym samym angielskiemu rekordziście w liczbie goli na wielkich turniejach Garry’em,u Linekerowi. W niedzielnym finale z Włochami Kane będzie więc miał dodatkową motywację do strzelania goli, bo jeśli trafi chociaż raz, to zostanie królem strzelców Euro 2020/21 na spółkę ze zdobywcami pięciu bramek Patrikiem Schickiem i Cristiano Ronaldo, a także wyjdzie na prowadzenie przed Linekera w klasyfikacji wszech czasów angielskiej kadry. Za Kane’m i Linekerem plasują się Alan Shearer (9 bramek), Wayne Rooney (7) i Michael Owen (6).
Łatwo jednak nie będzie, bo rywalem Anglików w finale będzie reprezentacja Włoch, która w półfinale wyeliminowała po rzutach karnych najładniej grającą w tym turnieju drużynę Hiszpanii. To niebywały wyczyn drużyny trenera Roberta Manciniego, bo Hiszpanie byli lepsi we wszystkich statystykach i zagrali swój najlepszy mecz w tym czempionacie. Naprawdę trudno zrozumieć jakim cudem nie wygrali tego meczu. Trener Luis Enrique wygrał taktyczną wojnę z Mancinim. Posadził na ławce Alvaro Moratę, nie wystawiając klasycznego środkowego napastnika. Ciągłe zmiany pozycji trzech graczy pierwszej linii sprawiały Włochom mnóstwo problemów, ale selekcjoner kadry Hiszpanii w końcu posłał Moratę na boisko, gdy rywale nieoczekiwanie objęli prowadzenie i Morata po dograniu najlepszego gracza w hiszpańskiej ekipie, Daniego Olmo, zdołała wyrównać. Wynik 1:1 nie zmienił się już jednak do końca regulaminowego czasu gry, ani przez 30 minut dogrywki i o awansie musiał rozstrzygnąć konkurs rzutów karnych. A w nim zawiedli właśnie Olmo i Morata i dlatego to Włosi zagrają z Anglikami w niedzielę o swój trzeci w historii mistrzowski tytuł.
„Bóg jest Włochem” – napisał na pierwszej stronie włoski dziennik sportowy „Corriere dello Sport”, podkreślając w ten sposób nadprzyrodzony fart włoskiej drużyny w starciu z Hiszpanami. Ale w niedzielę żadne zaklęcia już Włochom nie pomogą, bo na stadionie Wembley piłkarski Bóg z całą pewnością będzie Anglikiem. Sądząc po jego aktywności w meczu Anglia – Dania wystąpi znów jako 13 zawodnik w ekipie gospodarzy. Bo 12. będą angielscy kibice, którzy praktycznie w całości wypełnią trybuny.

Euro 2020/21: To jest turniej nierównych szans

Wszyscy półfinaliści Euro 2020 grali w fazie grupowej wyłącznie u siebie. Włochy, Hiszpania, Anglia i Dania, w przeciwieństwie do wielu innych, nie musiały spędzać licznych godzin w samolotach i drodze na lotniska. Okazało się to niezwykle ważnym czynnikiem w tym turnieju.

W pierwszym półfinale, we wtorek 6 lipca Włochy zmierzyły się z Hiszpanią, a w środę Anglia zagra z Danią. Oba te mecze, podobnie jak zaplanowany na 11 lipca finał, zostaną rozegrane na stadionie Wembley. Tegoroczne mistrzostwa odbywały się w jedenastu miastach z różnych krajów, ale tak się jakość złożyło, że każdy z półfinalistów turnieju wszystkie spotkania grupowe rozgrywał wyłącznie na swoim terenie. Już przed Euro 2020 zwracano uwagę, że taka sytuacja postawi kilka drużyn w uprzywilejowanej sytuacji względem grupowych rywali, ponieważ gospodarze nie będą musieli tracić czasu i energii na podróże na mecze.
Występujący w grupie A Włosi trzy pierwsze mecze turnieju rozegrali w Rzymie, Duńczycy (grupa B) w Kopenhadze, Anglicy (grupa D) w Londynie, a Hiszpanie (grupa E) w Sewilli. W sumie tylko sześć drużyn miało taki komfort w fazie grupowej. Oprócz wymienionych także Holandia w grupie C (Amsterdam) oraz Niemcy w grupie F (Monachium). Tym zespołom jak wiadomo na niewiele to się zdało, bo odpadły już w 1/8 finału.
Anglia, dzięki zajęciu pierwszego miejsca w grupie D, wystąpiła u siebie również w 1/8 finału (2:0 z Niemcami), a teraz z czwórki półfinalistów będzie w najlepszej sytuacji, bo ponownie zagra na Wembley. Na dodatek na trybunach będą mogli właściwie zasiąść tylko angielscy fani, co selekcjoner reprezentacji Włoch Roberto Mancini uznał za wybitnie niesprawiedliwe. „Co prawda jest możliwość, że obywatele tych państw, którzy na co dzień zamieszkują w Wielkiej Brytanii, będą mogli kupić bilety na Wembley, ale w praktyce nawet jeśli im się to uda, będą w zdecydowanej mniejszości. Reprezentacja Anglii będzie miała atut własnego boiska i doping kibiców za sobą. To spory atut ekipy trenera Garetha Southgate’a w rywalizacji z trzema pozostałymi drużynami. Dla przypomnienia – Anglicy praktycznie cały turniej grają u siebie na londyńskim Wembley, bo tylko raz, w ćwierćfinale, musieli wybrać się do Rzymu.
Władze UEFA pozostały głuche na argumenty o przeniesieniu meczów półfinałowych i finału z Wielkiej Brytanii, zaatakowanej w czerwcu nową odmianą Coviod-19 (tzw. wariantem delta) i zamykającej się z tego powodu przed światem, do Budapesztu, gdzie żadnych ograniczeń epidemicznych nie ma. A na Wyspach od początku czerwca notowany jest gwałtowny wzrost zakażeń koronawirusem. W sobotę 2 lipca stwierdzono 26 tysięcy nowych przypadków (najwięcej od stycznia). Z tego powodu brytyjskie przepisy epidemiczne są obecnie jednymi z najbardziej restrykcyjnych na świecie. Przed przyjazdem do tego kraju każdy przybysz musi wykonać test na obecność Covid-19 oraz zarezerwować i zapłacić z góry za kolejne dwa testy wykonane już w Zjednoczonym Królestwie, w drugim i ósmym dniu pobytu, a ponadto po przyjeździe jeszcze odbyć obowiązkową, 10-dniową kwarantannę bez możliwości jej skrócenia. Także na własny koszt musi wykonać wymaz pod kątem ewentualnego zakażenia we wspomnianym terminie). Te restrykcje uniemożliwiły kibicom z Danii, Włoch i Hiszpanii przyjazd do Londynu na półfinałowe mecze ich drużyn.Władze UEFA w tej kwestii nie były specjalnie aktywne, a na pewno nie w takim stopniu, jak były podczas nerwowych negocjacji z brytyjskim rządem w sprawie zwolnienia z obowiązkowej kwarantanny gości specjalnych z tzw. rodziny UEFA, czyli VIP-ów, przedstawicieli reklamodawców i sponsorów oraz licznego grona piłkarskich działaczy. Blisko trzy tysiące tych „specjalnych kibiców” objęto raczej formalnymi ograniczeniami. Premier Boris Johnson i jego ministrowie nie mieli tu wielkiego pola manewru, bo wysłannicy prezydenta UEFA Aleksandra Ceferina grozili przeniesieniem decydujących spotkań Euro 2020/21 do innego kraju. Kompromisem okazało się utworzenie dla VIP-ów, działaczy UEFA i FIFA, polityków, nadawców, dziennikarzy i sponsorów tzw. pandemicznej bańki, obecność w której zwalniała z kwarantanny.
A co ze zwykłymi kibicami? No cóż, na Wembley będą widoczni, bo UEFA wymusiła zwiększenie limitu widzów do 60 tysięcy. Cóż jednak z tego, skoro będą to gównie kibice angielscy. W spotkaniu Hiszpanii z Włochami nie będzie to może miało większego znaczenia, ale w środowym meczu Anglii z Danią już z pewnością tak. Warunkiem koniecznym wejścia na widownię jest pokazanie dowodu przyjęcia pełnego szczepienia (co najmniej 14 dni przed meczem) lub negatywny wynik testu na obecność koronawirusa.