Euro 2020/21: Zmiany w przepisach gry

International Football Association Board, czyli organizacja która zajmuje się tworzeniem i nowelizacją przepisów gry w piłkę nożną opublikowała najnowsze zmiany, które zaczną obowiązywać już na turnieju Euro 2020.

Najistotniejszą zmianą jest ocena zagrania piłki ręką. Wedle nowych przepisów nie każdy kontakt będzie przewinieniem, lecz wtedy gdy: zawodnik rozmyślnie dotknie piłkę ręką lub ramieniem, dotknie piłki ręką lub ramieniem, gdy kończyna w nienaturalny sposób powiększy obrys ciała. Zawodnik z ułożoną w nienaturalny sposób ręką zwiększa ryzyko, że zostanie w nią trafiony, bo za to arbiter wymierzy mu karę. Do sędziów należeć będzie ocena, czy ułożenie ręki wynikało z ruchu zawodnika czy było celowe. Usunięty został jednak zapis, że jeśli piłka dotknie ręki zawodnika, a ten następnie dogra ją do któregoś z partnerów, a on zdobędzie bramkę, to taki gol nie może zostać uznany.
IFAB postanowił, że od teraz bramka będzie anulowana tylko wtedy, gdy ten sam zawodnik zostanie trafiony piłką w rękę i zaraz potem sam strzeli gola. Bez zmian pozostaje zapis dotyczący bramkarza. Jeżeli we własnym polu karnym zagra piłkę ręką, gdy nie będzie to dozwolone, to sędzia podyktuje rzut wolny pośredni, ale już nie zastosuje innych sankcji dyscyplinarnych.
Wprowadzone zmiany mają ułatwić sędziom interpretację naruszeń przepisów w tym zawsze budzącym wiele kontrowersji elemencie gry, ale czy tak będzie, przekonamy się podczas mistrzostw Europy. Formalnie nowe regulacje zaczną obowiązywać na całym świecie od 1 lipca tego roku.
Inne zmiany w przepisach są mniej istotne dla przebiegu gry. Poprawiono na przykład zapis o bramkach. Od teraz słupki i poprzeczki muszą mieć taki sam kształt, a obie bramki muszą być jednakowe. Wcześniej poprzeczka i słupek mogła mieć inny kształt, co w zasadzie nie było praktykowane, zwłaszcza w profesjonalnym futbolu. Widać jednak ktoś uznał, że lepiej to załatwić formalnie, bo piłka od kwadratowego słupka odbija się jednak inaczej niż od okrągłego.

Euro 2020/21: TVP wzięła wszystko

Rozpoczynające się w piątek piłkarskie mistrzostwa Europy na terenie Polski będzie można oglądać wyłącznie na antenach Telewizji Polskiej, która pokaże wszystkie 51 meczów w kanałach otwartych.

Nadawca publiczny wykupił pełnię praw telewizyjnych do turnieju Euro 2020/21 i nie zdecydował się na podzielenie się nimi ze stacjami komercyjnymi, choćby tak, jak to zrobił to Polsat w poprzednich mistrzostwach Europy, sprzedając sublicencję na 11 spotkań TVP. Wszystkie mecze tegorocznego turnieju będą pokazywane w kanałach otwartych TVP 1, TVP 2 i TVP Sport. W początkowej części turnieju, podczas pierwszych dwóch kolejek fazy grupowej, rozgrywane będą po trzy mecze dziennie. Rozpoczynać się będą codziennie o godzinach 15:00, 18:00 i 21:00.
Kierownictwo redakcji sportowej TVP ustaliło już skład zespołu komentatorów. Znaleźli się w nim: Dariusz Szpakowski, Jacek Laskowski, Mateusz Borek, Maciej Iwański, Michał Zawacki i Sławomir Kwiatkowski. Znacznie liczniejsze będzie grono ekspertów, ale jego trzon stanowić będą osoby wcześniej regularnie współpracujące z TVP Sport: Sebastian Mila, Maciej Szczęsny, Marcin Żewłakow, Andrzej Strejlau, Robert Podoliński, Kazimierz Węgrzyn, Jakub Wawrzyniak, Jan Tomaszewski, Michał Listkiewicz, Jacek Krzynówek. Wśród nowych twarzy zobaczymy m.in. byłego selekcjonera reprezentacji Polski, a obecnie trenera Piasta Gliwice Waldemara Fornalika i trenera aktualnego wicemistrza Polski Rakowa Częstochowa Marka Papszuna.
Pierwszy występ biało-czerwonych na Euro 2020/21, czyli poniedziałkowy mecz ze Słowacją (14 czerwca, godz. 18:00) skomentują Mateusz Borek i Kazimierz Węgrzyn. Spotkanie Polski z Hiszpanią (19 czerwca, godz. 21:00) przypadło duetowi Jacek Laskowski – Robert Podoliński, a Polski ze Szwecją Dariuszowi Szpakowskiemu i Andrzejowi Juskowiakowi. Pozostałe pary komentatorów to Maciej Iwański i Marcin Żewłakow, Michał Zawacki i Andrzej Strejlau oraz Sławomir Kwiatkowski i Jacek Zieliński. Studio poprowadzą m.in. Jacek Kurowski, Rafał Patyra czy Przemysław Babiarz.

Euro 2020/21: Gaże trenerów są miarą aspiracji pracodawców

Selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa pod względem zarobków sporo odstaje od najlepiej opłacanych trenerów finalistów mistrzostw Europy. Ale od połowy z nich ma dużo wyższe wynagrodzenie.

W tegorocznym turnieju najlepsza drużyna narodowa na naszym kontynencie zostanie wyłoniona po raz szesnasty. Tytuły w 15 poprzednich edycjach wywalczyło 10 reprezentacji, z których do Euro 2020/21 nie zakwalifikowała się jedynie Grecja (triumfator z 2004 roku). Pozostałych dziewięciu mistrzów Europy zagra o kolejny laur. Najbardziej utytułowane są zespoły Niemiec (mistrzostwo w 1972, 1980 i 1996) oraz Hiszpanii (mistrzostwo w 1964, 2008 i 2012). Francja wygrywała dwukrotnie (1984, 2000), a po jednym tytule mają ekipy Włoch (1968), Czechosłowacji (1976), Portugalii (2016), Holandii (1988), Danii (1992) i ZSRR (1960).
Jeśli spojrzymy na zarobki trenerów 24 drużyn uczestniczących w tegorocznych mistrzostwach Europy, to wychodzi na to, że najwięcej od swojej ekipy oczekują Niemcy, bo to Joachim Loew z zarobkami w wysokości 4 750 000 euro otwiera listę płac szkoleniowców, którzy poprowadzą zespoły w turnieju Euro 2020/21. Niewiele mniej od niego zarabia Didier Deschamps, selekcjoner największego faworyta mistrzostw, reprezentacji Francji, któremu płacą rocznie 4 390 000 euro. Na trzecim miejscu podium uplasowali się trenerzy reprezentacji Anglii Gareth Southgate i Holandii Frank de Boer, którym ich macierzyste federacje płacą za rok pracy po 3 000 000 euro. Na piątym miejscu znalazł się selekcjoner reprezentacji Rosji Stanisław Czerczesow z roczną gażą w wysokości 2 500 000 euro, a dopiero szóstą lokatę z pensją 2 250 000 euro zajmuje trener broniącej tytułu ekipy Portugalii Fernando Santos. Za nim z zarobkami 2 000 000 euro uplasował się szkoleniowiec zespołu Włoch Roberto Mancini, który w Top 10 zestawienia wyprzedził selekcjonera reprezentacji Hiszpanii Luisa Enrique (1 500 000 euro), selekcjonera kadry Szwajcarii Vladimira Petkovica (1 320 000 euro) i trenera Belgii Roberto Martineza (1 200 000 euro).
Portugalski selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa znalazł się na 12. pozycji z gażą 850 000 euro. W stawce wyprzedził go trener Turcji Shenol Gunesh (1 000 000 euro), ale za plecami szkoleniowca biało-czerwonych znalazło się aż 12 szkoleniowców: Andrij Szewczenko (Ukraina) – 700 000 euro, Zlatko Dalic (Chorwacja) – 550 000, Robert Page (Walia) – 500 000, Janne Andersson (Szwecja) – 450 000, Steve Clark (Szkocja) – 420 000, Franco Foda (Austria) – 350 000, Jaroslav Silhavy (Czechy) – 300 000, Marco Rossi (Węgry) – 300 000, Kasper Hjulmand (Dania) – 270 000, Markku Kanerva (Finlandia) – 190 000, Stefan Tarkovic (Słowacja) – 180 000 i Igor Angelovski (Macedonia) – 90 000 euro. Polska gra w jednej grupie z Hiszpanią, Szwecją i Słowacją. Zatem w myśl powiedzenia – jaka płaca, taka praca, możemy oczekiwać, że nasza drużyna pod wodzą Paulo Sousy zajmie co najmniej drugie miejsce, za Hiszpanią, i awansuje do 1/8 finału.

Euro 2020/21: Nie ma wiary w biało-czerwonych

Jakość gry zaprezentowana przez reprezentację Polski w czerwcowych meczach z Rosją i Islandią nie daje wielu powodów do optymizmu. W przededniu pierwszego występu w mistrzostwach Europy biało-czerwoni znów stali się „boską drużyną”, bo chyba tylko Bóg wie, jak zagrają w poniedziałek w Petersburgu przeciwko Słowacji.

Zaczynając swoją pracę z kadrą Polski Paulo Sousa był dobrej myśli. „Polscy zawodnicy mają jakość, ale muszą ją przenieść z klubów do reprezentacji. Moim zadaniem jest im w tym pomóc” – twierdził. Na razie nic nie wskazuje, by wywiązał się z tego zadania. Pod jego wodzą biało-czerwoni rozegrali jak dotąd pięć meczów – w marcu trzy o punkty w eliminacjach mistrzostw świata z Węgrami (3:3), Andorą (3:0) i Anglią (1:2), a na początku czerwca towarzysko zmierzyli się z Rosją (1:1) i Islandią (2:2). Bilans nie oszałamia, chociaż nie jest też jakiś tragiczny – jedno zwycięstwo, trzy remisy i jedna porażka, a w bramkach 10:8. Problem w tym, że po żadnym z tych spotkań nie dało się z czystym sumieniem powiedzieć, że Polacy zagrali świetnie.
Osiem straconych goli w pięciu meczach to stanowczo zbyt wiele, chyba że było to wkalkulowane ryzyko w proces przestawiania naszej drużyny na grę trzema obrońcami. Próbowali to bez powodzenia robić już wcześniej Adam Nawałka i Jerzy Brzęczek, a Sousa w takim ustawieniu zaczął spotkanie z Węgrami. Przejechał się na tym mocno, bo już w 6. minucie było 1:0 dla rywali, a w 52. już 2:0. Zastanawia też dlaczego portugalski selekcjoner za każdym razem grał innym składem. Można to jeszcze zrozumieć w przypadku trzech marcowych meczów, bo miał z kadrą ledwie kilka treningów i nie do końca orientował się w możliwościach poszczególnych zawodników. Ale w Opalenicy miał już dość czasu na poznanie aktualnych możliwości wszystkich kadrowiczów i dokonanie najlepszych wyborów.
W meczu z Rosją wystawił jednak skład jakby na odczepnego, zwłaszcza w linii defensywnej, bo posłał do gry tercet Kędziora, Helik, Piątkowski, natomiast w sparingu z Islandią, ostatnim przecież przed startem w turnieju Euro 2020, postawił na Kędziorę, Glika i Dawidowicza. Dla przypomnienia – w marcu z Węgrami zagrali Bereszyński, Helik (59. minuty zastąpił go Glik) i Bednarek: z Andorą Bereszyński (w 60. minucie wszedł za niego Dawidowicz), Glik i Piątkowski, a z Anglią Helik (w drugiej połowie zastąpił go na tej pozycji Bereszyński), Glik i Bednarek.
Selekcjoner w spotkaniu z Islandczykami zamieszał też w taktycznym ustawieniu zespołu, bo zaczął mecz systemem1-4-4-2 (Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz, Puchacz – Frankowski, Krychowiak, Moder, Zieliński – Lewandowski, Świerczok), by po zmianie stron i dokonaniu czterech pierwszych zmian przestawić drużynę na schemat 1-4-3-3 (Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz, Puchacz, od 80. Rybus – Kozłowski, Linetty, Moder – Płacheta, Lewandowski, od 81. Świderski, Jóźwiak). Niestety, w żadnym z tych ustawień nasza reprezentacja nie potrafiła zdominować przeciwników, nie potrafiła też ułatwić gry Robertowi Lewandowskiemu, co zapowiadał przed zgrupowaniem kadry Sousa. Inna sprawa, że gdy w 81. minucie „Lewy” zszedł z boiska na własną prośbę, to jego zmiennik Karol Świderski strzelił wyrównującego gola, odpowiadając tym najlepiej jak można na złośliwy żart jednej z angielskich firm bukmacherskich, która na Twitterze napisała: „Reprezentacja Polski w 10 słowach: znana z gry w wyjątkowym systemie taktycznym: cokolwiek – cokolwiek – Lewandowski”.
Przypomnijmy zatem w przededniu rozpoczęcia Euro 2020/21 jak wybrańcy Paulo Sousy radzili sobie w ligowych zespołach.
W bramce w meczu z Rosją zagrał Łukasz Fabiański, a z Islandią Wojciech Szczęsny, lecz wiadomo już, że w spotkaniu ze Słowacją wystąpi ten drugi. To subiektywny wybór selekcjonera, bo obaj dużo grali w swoich klubowych zespołach i mają zbliżone statystyki – Szczęsny zaliczył w Juventusie Turyn 38 występów, wpuścił 40 goli, a w 9 meczach zachował czyste konto. Na boisku spędził 3428 minut, natomiast Fabiański w West Ham United rozegrał 37 meczów, puścił 44 gole, a czyste konto zachował w 10 spotkaniach i w sumie zaliczył na boisku 3150 minut. Trzeci z golkiperów, Łukasz Skorupski, ma na koncie w FC Bologna 28 meczów, 46 puszczonych goli, 4 czyste konta i 2520 minut, więc gdyby zaszła taka konieczność, też sobie w turnieju poradzi.
Z obrońców po ligowym sezonie najwięcej w nogach ma Michał Helik, który w barwach Barnsley rozegrał 52 mecze, strzelił 6 goli, zaliczył 2 asysty i spędził na boisku 4591 minut. Drugi w kolejności pod tym względem jest Jan Bednarek (Southampton) – 42 mecze, 1 gol, 1 asysta, 3628 minut, a trzeci Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań – 41 meczów, 3 gole, 6 asyst, 3132 minuty. Kolejne miejsca zajmują: Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) – 40 meczów, 1 gol, 4 asysty, 3550 minut; Kamil Glik (Benevento) – 37 meczów, 2 gole, 1 asysta, 3297 minut; Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa) – 37 meczów, 1 gol, 4 asysty, 3330 minut; Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa) – 33 mecze, 3 gole, 4 asysty, 2970 minut; Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua) – 32 mecze, 1 gol, 2696 minut i Paweł Dawidowicz (Hellas Werona) – 32 mecze, 1957 minut.
Wśród pomocników najbardziej zapracowany w klubowym zespole był Piotr Zieliński (SSC Napoli), który rozegrał 47 meczów, strzelił 10 goli, zaliczył 13 asyst i spędził na boisku 3155 minut. Drugi w kolejności jest Kamil Jóźwiak (Derby County) – 45 meczów, 1 gol, 5 asyst, 3022 minuty, a trzeci Jakub Moder (pół sezonu w Lechu, a pół w Brighton & Hove) – 38 meczów, 4 gole, 3 asysty, 2783 minuty. Dalsze miejsca w zestawieniu zajmują: Mateusz Klich (Leeds United) – 35 meczów, 4 gole, 5 asyst, 2397 minut; Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) – 35 meczów, 11 goli, 4 asysty, 3071 minut; Karol Linetty (AC Torino) – 30 meczów, 1 gol, 2029 minut; Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin) – 25 meczów, 3 gole, 4 asysty, 1496 minut; Przemysław Frankowski (Chicago Fire) – 6 meczów, 519 minut, ale MLS dopiero rozpoczęła sezon.
Wśród napastników prym wiedzie Robert Lewandowski, od którego co prawda więcej meczów ma na koncie Karol Świderski, ale w liczbie minut spędzonych na boisku i dokonaniach gwiazdor Bayernu Monachium bije innych graczy ofensywnych kadry na głowę. „Lewy” ma na koncie 40 meczów, 48 goli, 9 asyst i 3379 minut; wspomniany Świderski zagrał w 49 spotkaniach PAOK Saloniki, strzelił 11 goli, miał 8 asyst, ale na boisku przebywał przez 2442 minuty. Pozostali napastnicy zaliczyli taką samą liczbę spotkań: Jakub Świerczok (Piast Gliwice) – 28 meczów, 17 goli, 3 asysty, 2055 minut; Przemysław Płacheta (Norwich City) – 28 meczów, 1 gol, 2 asysty, 1117 minut; Dawid Kownacki (Fortuna Düsseldorf) – 28 meczów, 7 goli, 5 asyst, 1449 minut.
Jak widać trener Sousa ma pod swoją komendą całkiem niezłą grupę zawodników i trzeba wierzyć, że wie jak stworzyć z niej wysokiej klasy piłkarski zespół. My przestaliśmy wierzyć, że potrafi i że mu się uda, ale w innych krajach (może poza Anglią) aż tak źle biało-czerwonych się nie postrzega. Niedawno hiszpański dziennikarz Jose Alvarez Haya programie stacji telewizyjnej MEGA wyraził taki oto pogląd: „Jako rewelację Euro 2020 widzę Polskę i chociaż jest w jednej grupie z Hiszpanią, to uważam, że awansuje z pierwszego miejsca. I potem stać ja na dojście co najmniej do ćwierćfinału, co zważywszy na osiągnięcia tego zespołu w mistrzostwach Europy na pewno będzie rewelacją”.
Dla przypomnienia: nasza reprezentacja zacznie turniej w poniedziałek 14 czerwca w Petersburgu meczem ze Słowacją.

Euro 2020/21: UEFA zapłaci klubom za piłkarzy

W rozpoczynających się w piątek 11 czerwca piłkarskich mistrzostwach Europy wystąpi dziewięciu zawodników z siedmiu klubów polskiej ekstraklasy – Legii, Pogoni, Rakowa, Piasta, Lecha, Lechii i Warty Poznań. UEFA zapłaci tym klubom po 2,4 tys. euro za każdy dzień udziału ich zawodników w turnieju, nawet jeśli będą tylko rezerwowymi.

UEFA podzieliła kluby dostarczające graczy do reprezentacji narodowych na trzy kategorie – w pierwszej rekompensaty wyceniono na kwotę 7231 euro dziennie, w drugiej na 4821 euro, a w trzeciej na 2410 euro. Polskie kluby znalazły się w najniższej kategorii. Rekompensaty zaczyna się naliczać już 14 dni przed pierwszym meczem w turnieju, a licznik się zatrzymuje pierwszego dnia po odpadnięciu z imprezy. Rozgrywki grupowe potrwają dziewięć dni, zatem po tej fazie rywalizacji kluby otrzymają rekompensatę za swoich zawodników za 24 dni. W przypadku polskich zespołów będzie to blisko 58 tys. euro (ok. 260 tys. złotych) za jednego piłkarza oddanego do reprezentacji. W przypadku gdy któryś z piłkarzy z naszej ekstraklasy dojdzie ze swoim zespołem do 1/8 finału, wówczas jego klub otrzyma ponad 72 tys. euro (czyli ponad 300 tys. złotych). Za udział w ćwierćfinale UEFA gwarantuje premię na poziomie zaczynającym się od 84 tys. euro (ponad 370 tys. złotych).
Wśród piłkarzy powołanych na tegoroczne finały mistrzostw Europy znalazło się dziewięciu zawodników, którzy na co dzień występują w zespołach PKO Ekstraklasy.
Po dwóch reprezentantów maja Legia Warszawa (Czech Tomas Pekhart i Chorwat Josip Juranović) i Lech Poznań (Tymoteusz Puchacz i Słowak Lubomir Satka), a po jednym Raków Częstochowa (Kamil Piątkowski), Pogoń Szczecin (Kacper Kozłowski), Piast Gliwice (Jakub Świerczok), Lechia Gdańsk (Słowak Dusan Kuciak) i Warta Poznań (Fin Robert Ivanov).
O ile w przypadku Legii czy Lecha nie są to wielkie kwoty, to dla poznańskiej Warty, która w minionym sezonie miała najniższy budżet w naszej piłkarskiej ekstraklasie, będzie to spory zastrzyk gotówki. W sumie UEFA wypłaci wszystkim klubom co najmniej 200 mln euro, ale kwota ta to tylko około 8 procent spodziewanych przychodów Europejskiej Unii Piłkarskiej z praw telewizyjnych, reklam oraz sprzedaży biletów. Warto też przypomnieć, że w poprzednich mistrzostwach Europy w 2016 roku polskie kluby z tytułu rekompensaty na zwolnienie swoich zawodników na mecze eliminacyjne oraz sam turniej finałowy otrzymały od UEFA w sumie 2 051 330 euro.
Pięć lat temu najwięcej zgarnęła wtedy Legia Warszawa – 550 225 euro, ale oprócz stołecznego klubu zastrzyk gotówki dostało jeszcze 16 innych (Lech Poznań, Lechia Gdańsk, Wisła Kraków, Cracovia, Ruch Chorzów, Zagłębie Lubin, Korona Kielce, Jagiellonia Białystok, Górnik Zabrze, Górnik Łęczna, GKS Bełchatów, Piast Gliwice, Miedź Legnica, Śląsk Wrocław, Podbeskidzie Bielsko-Biała i Zawisza Bydgoszcz.

Euro 2020/2021: Kadrę Polski wciąż trapią kontuzje

Piłkarska kadra Polski na zgrupowaniu w Opalenicy jeszcze nie miała okazji trenować w pełnym składzie. Niektórzy z zawodników przyjechali z delikatnymi urazami, jak chociażby Arkadiusz Milik, niektórzy się spóźnili (najbardziej Grzegorz Krychowiak), a niektórzy mieli do załatwienia pilne prywatne sprawy. Piotr Zieliński na przykład wyjechał na dwa dni do rodzącej żony.

Trener Paulo Sousa w sobotę nie miał nawet 22 graczy do rozegrania wewnętrznego sparingu i z konieczności podzielił zdolnych do gry zawodników na dwie dziesięcioosobowe drużyny. W pierwszej znaleźli się: Szczęsny – Kędziora, Piątkowski, Glik, Puchacz – Frankowski, Klich, Moder – Świerczok, Świderski, a w drugiej: Fabiański – Bereszyński, Bednarek, Helik – Jóźwiak, Krychowiak, Linetty, Płacheta – Kownacki, Lewandowski. Trener Paulo Sousa nie mógł skorzystać z Piotra Zielińskiego, który dostał wolne, by uczestniczyć w narodzinach dziecka.
Ponadto indywidualnie trenowali Arkadiusz Milik, Maciej Rybus oraz Paweł Dawidowicz. Na domiar złego sparingu nie dokończył Kacper Kozłowski, 17-letni pomocnik Pogoni Szczecin zszedł z boiska z powodu lekkiego urazu, który na szczęście nie okazał się groźny. Dla przypomnienia – we wtorek 1 czerwca biało-czerwoni rozegrają we Wrocławiu mecz towarzyski z Rosją. Ma on w założeniu dać odpowiedź w jakim miejscu budowania formy na turniej Euro 2021 są nasi reprezentanci. Trener Sousa mimo problemów zdrowotnych wymienionych wyżej piłkarzy nie powinien mieć większych problemów z wyborem jedenastki meczowej i rezerwowych.
Obecna w Opalenicy kadra Polski to mieszanka rutyny z młodością – ośmiu zawodników ma doświadczenia z Euro 2016, a dwunastu z MŚ 2018. Połowa z 26-osobowej kadry ma przynajmniej dwadzieścia rozegranych meczów w reprezentacji, co jest odpowiednikiem dwóch, trzech lat gry, a na pewno obecności na zgrupowaniach.
Z pozostałej trzynastki aż dziesięciu ma mniej niż dziesięć występów, z czego siedmiu zadebiutowało w ostatnich dwóch latach, a Puchacz wciąż na to wyróżnienie czeka. Teraz Paulo Sousa ma ponad dwa tygodnie czasu na stworzenie z tego grona nie tylko zgranego kolektywu, ale po prostu mocnej drużyny. Mecz z Rosją powinien dać nam odpowiedź, na jakim etapie jego praca się znajduje.