Szansa na pokój

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował o podpisaniu „formuły Steinmeiera”, która określa mechanizm realizacji ustawy o specjalnym statusie samorządu lokalnego w niektórych regionach obwodu donieckiego i ługańskiego.

„Formuła Steinmeiera” (niemiecki prezydent, były przewodniczący OBWE, były minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier) określa mechanizm realizacji ustawy o specjalnym statusie samorządu lokalnego w niektórych regionach obwodu donieckiego i ługańskiego tymczasowo w dniu wyborów i na stałe – po opublikowaniu raportu OBWE dotyczącego wyników wyborów.
Jak poinformowano, tekst „formuły Steinmeiera” został podpisany w formie, którą uzgodniła grupa kontaktowa. Podpisy złożyli wszyscy uczestnicy: Ukraina, republiki, Federacja Rosyjska i OBWE.
Unia Europejska uważa rezultaty posiedzenia grupy kontaktowej w Mińsku, zajmującej się m.in. omówieniem „formuły Steinmeiera” ws. Donbasu za krok, który może stworzyć warunki do wypełnienia porozumień mińskich – oświadczyła przedstawicielka Europejska Służba Działań Zewnętrznych Maja Kocijančič.
„Rezultaty toczących się wczoraj w Mińsku debat trójstronnej grupy kontaktowej, w tym ws. tak zwanej formuły Steinmeiera są krokiem, który jak mamy nadzieję, może przyczynić się do dalszych wysiłków odnośnie całościowego wypełnienia porozumień mińskich przez wszystkie strony” – powiedziała Maja Kocijančič‏. Jak podkreśliła, „jest to kluczem do osiągnięcia stabilnego, pokojowego uregulowania konfliktu na wschodzie Ukrainy”.
„Unia Europejska konsekwentnie wspiera prace czwórki normandzkiej, Trójstronnej Grupy Kontaktowej i OBWE w ich wysiłkach odnośnie stworzenia warunków do wypełnienia porozumień mińskich” – oświadczyła, dodając, że UE „w dalszym ciągu jednoznacznie wspiera niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy w jej granicach, uznanych na arenie międynarodowej”.
To, że Kijów zaakceptował formułę Steinmeiera jest pozytywnym faktem i ważnym krokiem na drodze osiągniętych wcześniej porozumień, chciałoby się mieć nadzieję, że proces będzie się później nadal rozwijać w kierunku realizacji porozumień mińskich – powiedział rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.
„Samo potwierdzenie „formuły Steinmeiera”, która a propos została przyjęta przez wszystkich uczestników czwórki normandzkiej, w tym Ukrainę, już de facto kilka lat temu, jest pozytywnym faktem i bez wątpienia ważnym krokiem na drodze realizacji tych porozumień, które zostały wcześniej osiągnięte” – zaznaczył Pieskow, komentując ostatnie doniesienia.
„Teraz pozostaje tylko mieć nadzieję, że również w przyszłości pójdziemy drogą realizacji porozumień mińskich, ponieważ jest to jedyny możliwy sposób uregulowania ukraińskiego konfliktu na południowym wschodzie kraju” – dodał.
Przewodniczący Komisji Polityki Zagranicznej i Współpracy Międzyparlamentarnej Bohdan Jaremenko powiedział, że w czasie posiedzenia trójstronnej grupy kontaktowej w Mińsku strona ukraińska zatwierdziła tekst „formuły Steinmeiera”, ale jej nie podpisała.
Wcześniej przedstawiciel Rosji w grupie kontaktowej ds. Ukrainy Borys Gryzłow powiedział, że wszyscy uczestnicy uzgodnili „formułę Steinmeiera”, która ma znaleźć się w ukraińskim ustawodawstwie. Przedstawiciel przewodniczącego OBWE Martin Sajdik, komentując wyniki posiedzenia w Mińsku zaznaczył, że członkowie grupy kontaktowej i przedstawiciele proklamowanych w trybie jednostronnym Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych napisali listy, w których „potwierdzili tekst formuły Steinmeiera”.
Zostały one podpisane prze OBWE, stronę rosyjską, przedstawicieli nieuznawanych republik i Łeonida Kuczmę, reprezentującego Ukrainę i są datowane na 1 października. „Strona ukraińska przyjmuje tekst tej formuły” – napisano obok podpisu byłego prezydenta Ukrainy.

Dwie twarze Niemiec

Mimo odwołania przez Donalda Trumpa wizyty w Warszawie i braku zaproszenia dla Władimira Putina, obchody 80. lecia wybuchu II wojny światowej bez wątpienia były istotnym wydarzeniem politycznym.Niektórzy goście zagraniczni ten czas wykorzystali na głębsze zapoznanie się z Polską,jak choćby hiszpański minister spraw zagranicznych i przyszły szef dyplomacji europejskiej Josep Borrell, który przyjechał na 4 dni i m.in.udał się do Treblinki.

Cały czas powinniśmy pamiętać, iż data 1 września 1939r. NIE jest powszechnie przyjmowana za początek największego dotąd (i oby tak na zawsze zostało!) konfliktu globalnego. Dla niektórych historyków (i nie tylko z Italii) jest nią inwazja faszystowskich Włoch na Abisynię (Etiopię) w 1935r. Z kolei dla Rosjan Wielka Wojna Ojczyźniana zaczęła się od ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR 22 czerwca 1941r., a dla USA od japońskiego ataku na Pearl Harbor na hawajskiej wyspie Oahu 7 grudnia 1941r.
Tegoroczne obchody zapadną na długo w pamięć ze względu na wyjątkowe wystąpienie prezydenta RFN Franka-Waltera Steinmeiera w Wieluniu, wygłoszone częściowo po polsku,a nawiązujące do historycznych słów kanclerza Willy Brandta z grudnia 1970r. Prezydent, cytują cy także Miłosza, mówił m.in.: „Państwo niemieckie zawsze będzie wdzięczne za to, że zostało ponownie przyjęte do grona Europejczyków po tym, co Niemcy wyrządzili mieszkańcom Wielunia oraz milionom ludzi na naszym kontynencie. Niemcy zawsze będą wdzięczne za walkę Polaków o wolność,która zerwała żelazną kurtynę i utorowała drogę do zjednoczenia Europy”. Trzeba też zaakcentować obecność kanclerz Angeli Merkel w Warszawie.To wyjątkowa rzecz, iż dwójka najważniejszych polityków niemieckich razem udała się za granicę – do Warszawy. Ta twarz Niemiec– najważniejszego gospodarczego i kluczowego partnera politycznego Polski-uwydatniła się z całą mocą.
Zupełnym zbiegiem okoliczności tego samego dnia, 1 września br., w dwóch landach na terenie byłej NRD – w Brandenburgii oraz w Saksonii – odbywały się wybory do regionalnych parlamentów (landtagów). Istniały poważne obawy, iż rosnąca w siłę eurosceptyczna, nader konserwatywna i antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec (AfD) może pokonać dwie główne, tradycyjne partie-chadecką (CDU) i socjaldemokratyczną (SPD). Ta formacja, której część członków ma za sobą przeszłość neonazistowską, jest już od 2 lat reprezentowana w Bundestagu i dysponuje 92 mandatami spośród 709. Sięga po hasła populistyczne i antysystemowe, opowiadając się m. in, za rozstrzyganiem ważnych kwestii w drodze referendów. Paliwem dla jej pozycji jawi się wciąż obecne w części społeczeństwa przekonanie, że mieszkańcy byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej są obywatelami „drugiego sortu” w stosunku do mieszkańców 10 zachodnich landów.
AfD, będąca zupełnie inną twarzą Niemiec, wprawdzie umocniła w wyborach swą pozycję i w obu landach stała się drugą co do znaczenia siłą polityczną, ale do tej pory nigdzie na szczęście nie wygrała. W 4-milionowej Saksonii (ze stolicą w Dreźnie i z ważnym Lipskiem) zdobyła 27,5 proc., poprawiając swój rezultat niemal trzykrotnie w ciągu minionych 5 lat. Tam tradycyjnie dominują chrześcijańscy demokraci z popularnym premierem landu Kretschmerem,który niedawno spotkał się w Moskwie z Putinem,Zaprosił go do dobrze mu znanego Drezna i otwarcie mówi o celowości zniesienia unijnych sankcji wobec Rosji. Z kolei w 2,5 mln Brandenburgii (ze stolicą w Poczdamie) najsilniejsza jest SPD,ale koalicja rządząca musi objąć co najmniej 3 ugrupowania. W tej części Niemiec praktycznie wyeliminowani zostali Wolni Demokraci (FDP) i słabi są Zieloni-w odróżnieniu od zachodnich landów.
Jak widać sytuacja polityczna u naszych zachodnich sąsiadów jest dość dynamiczna i wymaga stałej obserwacji. Już wkrótce – bo w listopadzie tego roku-miną trzy dekady od upadku muru berlińskiego. To wydarzenie i poprzedzające je procesy,które zachodziły w Polsce były i są ze sobą ściśle powiązane. To wtedy ostatecznie ukształtowało się nowe oblicze zjednoczonych Niemiec tak obustronnie korzystne.

Flaczki tygodnia

Osiemdziesiąt lat temu, dnia pierwszego września roku 1939, dzielni, romantyczni Polacy długo patrzyli w niebo i czekali na nadchodzącą pomoc sojuszników. Nadeszli Niemcy.

Pierwszego września 2019 roku Niemcy też stawili się w komplecie. Ich prezydent i pani kanclerz. Za to Anglicy i Francuzi obniżyli rangę swych delegacji na wieść, że główny bohater uroczystości – prezydent USA Donald Trump – odwołał swą wizytę. I przyleci substytut.

Prezydent Trump od kilku dni sygnalizował swą narastającą niechęć do wizyty w Polsce. Najpierw zrezygnowano z wizytacji bazy wojskowej w Powidzu, potem skrócono jego pobyt do jednego dnia zamiast zapowiadanych dwóch. Na koniec pojawiło się alibi w postaci zagrażającego Florydzie huraganu. Żywiołu, który mógłby zmieść szanse prezydenta Trumpa na reelekcję.

Prymat kampanii wyborczej na polityką zagraniczną to dogmat znakomicie rozumiany przez elity PiS. Przecież obecna ekipa rządząca przez ostatnie cztery lata robiła jedynie nieustającą kampanię wyborczą.

Czemu prezydent Trump odwołał tak oczekiwaną przez pana prezesa Kaczyńskiego i jego ekipę tak długo zapowiadaną wizytę?
Czy naprawdę był to huragan? A może powodem była niechęć do uczestnictwa w kampanii wyborczej PiS? Albo brak jego ulubionego rosyjskiego kolegi na uroczystościach w Warszawie? Narodowcy plotkują, że to krecia robota lobby żydowskiego w Waszyngtonie? A może nagłe zanieczyszczenie Wisły warszawskimi ściekami? Czy nawet brak Grenlandii na sprzedaż w ofercie polskiej?

Krążących po Warszawie „prawdziwych” powodów jest wiele. Te prawdziwe zna amerykański prezydent. Można by go o nie zapytać, ale technicznie jest to trudne do wykonania. Na przełomie sierpnia i września poleciał na swoje pole golfowe w Wirginii, teren nieprzyjazny dla mediów. Nic tak przecież nie ułatwia koordynacji walki z huraganem jak gra w golfa.

W zastępstwie prezydenta Trumpa przyleciał jego substytut Mike Pence. Reprezentant amerykańskiej konserwy i religijnych bigotów. Widać administracja prezydenta Trumpa uznała, że polityk o takich poglądach zaspokoi potrzeby duchowe pana prezydenta Dudy i elit PiS.

Podczas warszawskich uroczystości stosowne przemówienie wygłosił pan prezydent Andrzej Duda. Był to typowy dla niego słowotok. Długi, krzykliwy, pełen typowych dla pana prezydenta banałów. Ale trzy wątki były
tam ciekawe.

Pan prezydent zacytował piosenkę Agnieszki Osieckiej z filmu „Prawo i pięść”. Reżyserii Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego. Filmu z 1964 roku, z czasów Polski Ludowej. I tak po raz kolejny mamy dowód zakłamania elit PiS. Z jednej strony stale opluwają dorobek Polski Ludowej, z drugiej nie potrafią do zacytowania znaleźć niczego wartościowego stworzonego przez popierany przez nich nurt narodowo – katolicki.

Pan prezydent Duda w swym słowotoku porównał prezydenta Rosji Putina do kanclerza III Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera. Łatwo mu było, bo prezydenta Putina nie zaproszono do Warszawy i nie miał szansy na polemikę.
Tworząc takie porównanie pan prezydent zachował się jak typowy narodowo-katolicki kaczysta. Stworzył zagrażającego zebranym wroga i straszył nim jak tylko potrafił. Zebrani jakoś nie podchwycili tego wątku.

I wreszcie pan prezydent Duda postanowił wykazać się odwagą i wytknąć państwom Zachodu, że nie powstrzymały ekspansji Hitlera. Że dopuściły do rozbioru Czechosłowacji. Nie wspomniał jednak, że w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku uczestniczyła także sanacyjna Polska.
Ot, kolejny przykład zakłamania elit PiS.

Przysłany w zastępstwie do Polski wiceprezydent Mice Pence przemówił jak katolicki ksiądz. Na początku swego kazania wylał rzekę wazeliny podkreślając, że „Ameryka kocha Polskę i Polaków”. Potem dał zebranym wykład powojennej polskiej historii pisanej z amerykańskiej perspektywy. Dlatego skupiał się przede wszystkim na represjach radzieckich i okropnościach bezbożnego komunizmu.
Bo przecież wszystkie zło, cała ta II wojna światowa, wydarzyło się dlatego, że „Człowiek zapomniał boga”. To zacytowany przez amerykańskiego substytuta Aleksander Sołżenicyn. Rosyjski pisarz, nacjonalista i antykomunista.
Aby zadowolić gospodarzy amerykański substytut przypomniał też papieża Jana Pawła II. I ciągnąc swe kazanie powtarzał formułki, że „Człowiek nie może zrozumieć się bez Chrystusa”, że wojenne zbrodnie były efektem braku wiary w niego. To w kraju, gdzie niemieccy katoliccy żołnierze pod hasłem: „Gott mit uns” wymordowali ponad 3 miliony Żydów, tych bez Chrystusa, nie było zbyt taktowne.
Amerykański substytut rozwiązał też problem wolności w Polsce i w Europie. Zadeklarował, że „Tam gdzie jest duch pana, tam jest i wolność”.
I wyjawił przyszłość naszego kraju. Będzie dobrze, bo przecież „bóg pobłogosławi Polskę”. Amerykę czeka jeszcze lepsza przyszłość, bo bóg błogosławi ją stale.

Niestety, amerykański substytut nie ogłosił zniesienia wiz dla Polaków. Nawet kiedy bóg tak im błogosławi.

Najlepsze przemówienie wygłosił w Warszawie prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier. Bez owijania w bawełnę po raz kolejny przyznał, że to Niemcy ponoszą odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej i zbrodnie wojenne. Po raz kolejny przeprosił za niemieckie zbrodnie i poprosił o wybaczenie.
Ale przy okazji przypomniał jakie wnioski wyciągnęły Niemcy z tej tragicznej historii.
Otóż Niemcy wyrzekły się nacjonalizmu. Wyrzekły się poczucia wywyższania ponad inne narody.
Aby nie dopuścić do kolejnej wojny Niemcy współtworzyły i współtworzą Zjednoczoną Europę. Unię Europejską. I za to dostał największe brawa zebranych.
Czyli robią wszystko to przeciwko czemu elity PiS protestują. Przeciwko czemu głosiły one narodowo-katolicką kontrrewolucję.

Oby teraz bojówki PiS nie napadły na któraś z niemieckich radiostacji.

Daremny trud

Berlińska wizyta polskiego prezydenta Andrzeja Dudy to desperacka próba odwrócenia nieodwracalnego. Stanowisko Niemiec w sprawie gazociągu Nord Stream 2, Trójmorza i reparacji raczej się nie zmieni.

 

– Zdecydowanie uważamy, że inwestycja, jaką jest gazociąg Nord Stream 2, nie powinna mieć miejsca.Uważamy, że zaburzy w przyszłości stosunki energetyczne w Europie w momencie, w którym gaz będzie do Unii Europejskiej tym gazociągiem dostarczany, że powoduje dominację na rynku europejskim jednego dostawcy, a przede wszystkim stawia w trudnej sytuacji, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne, co najmniej kilka państw Europy Środkowej – oświadczył prezydent Andrzej Duda podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem. – Podtrzymujemy, że jest to projekt absolutnie o charakterze politycznym i strategicznym, a nie biznesowym i trudno jest nam to zrozumieć. Nie widzimy tutaj takiej solidarności, która jest tu potrzebna – dodał.

– Niemcy oraz cała UE pilnie potrzebują silnej, demokratycznej i proeuropejskiej Polski, aby przezwyciężyć kryzys i wspólnie kształtować, zdobyć i utrzymać europejską przyszłość – te słowa niemieckiego prezydenta dobrze odzwierciedlają stanowisko Berlina wobec wschodniego sąsiada, która zasadza się na równoczesnym zachęcaniu Warszawy do respektowania regulacji prawnych UE, przy równoczesnej krytyce działań polskiego rządu. Chodzi tu głównie o będące przedmiotem decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zmiany w systemie sądownictwa. – Mam nadzieję, że Polska, polski rząd podejdzie do tej decyzji w sposób świadczący o respektowaniu unijnego prawodawstwa – powiedział Steinmeier, odnosząc się do decyzji TSUE

Ogólnikowe okolicznościowe frazesy o przyjaźni, wygłaszane podczas konferencji w związku z obchodami setnej rocznicy niepodległości Polski, będącej oficjalnym powodem do wizyty polskiego prezydenta oraz uwagi typu „łączy nas więcej niż dzieli”, pewnie w zamierzeniu mające „dosłodzić” krytykę, wypowiedziane przez prezydenta Steinmeiera, niezbyt dobrze przykrywają stosunki polsko-niemieckie w ostatnim okresie, w których pojawia się coraz więcej rozbieżności i chłodu. Jeszcze przed wizytą prezydenta Dudy niemiecka prasa sceptycznie odnosiła się do tego, czy wizyta ta wiele zmieni. „Poczucie euforii po upadku muru (berlińskiego) i fascynacja z powodu odkrycia pozostającego przez długi czas w ukryciu sąsiedztwa przemieniły się w żmudną pracę, która ostatnio często kończy się frustracją” – napisał publicysta dziennika „Tagesspiegel” Christoph von Marschall. I należy uznać, że miał rację.