Piątek Zmarzlika, sobota Lindgrena

Bartosz Zmarzlik nie powtórzył wyczynu Tomasza Golloba i nie zdołał wygrać dwóch turniejów Speedway Grand Prix z rzędu. W piątek aktualny indywidualny mistrz świata nie miał na torze swojego macierzystego klubu konkurencji i pewnie wygrał zawody, dobrze też zaczął zmagania w sobotę wygrywając rundę zasadniczą, ale odpadł w półfinale. Triumfował Szwed Fredrik Lindgren, który na półmetku rywalizacji został nowym liderem klasyfikacji generalnej.

W piątek żużlowiec Stali Gorzów w pełni wykorzystał atut doskonale znanego sobie toru. W cuglach wygrał fazę zasadniczą zawodów (zgromadził 14 punktów w pięciu biegach) i pewnie też wygrał bieg półfinałowy. Wyrównaną walkę stoczył dopiero w finale z naciskającym go do ostatniego wirażu Australijczykiem Jasonem Doyle’em. Na trzeciej pozycji linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren, a na czwartej Duńczyk Leon Madsen. Maciej Janowski, który po dwóch pierwszych turniejach SGP rozegranych we Wrocławiu był liderem klasyfikacji generalnej cyklu, w piątkowych zawodach na gorzowskim torze odpadł w półfinale, lecz z dorobkiem 48 punktów jeszcze utrzymał pierwszą lokatę. Na drugie miejsce awansował Zmarzlik (47 pkt), trzecie zajmował Lindgren (46 pkt), a czwarte trzykrotny mistrza świata Brytyjczyk Tai Woffinden (43 pkt). Pierwszą dziesiątkę uzupełniali: 5. Artiom Łaguta (Rosja) – 40 pkt, 6. Madsen (32 pkt), 7. Doyle (26 pkt), 8. Martin Vaculik (Słowacja) – 24 pkt, 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 22 pkt i 10. Matej Zagar (Słowenia) – 21 pkt. Do fazy półfinałowej awansował Maciej Janowski, ale nie zdołał wywalczyć miejsca w finale. Trzeci z Polaków, Patryk Dudek, wycofał się z turnieju po dwóch startach z powodu poważnego upadku, który zaliczył już w pierwszym wyścigu po kolizji z jadącym z dziką kartą Duńczykiem Andersem Thomsenem. W powtórce mocno poobijany Dudek pojechał mimo to wybornie i uczcił zwycięstwem swój jubileuszowy 200. wyścig w cyklu Grand Prix. Niestety, w drugim starcie było już jednak widać, że wicemistrz świata z 2017 roku nie czuje się najlepiej. Przed trzecią serią biegów jeździec Falubazu Zielona Góra wycofał się z dalszej rywalizacji. To mocno komplikuje jego sytuację w walce o pozostanie w cyklu SGP na sezon 2021.
Piątkowy triumf Zmarzlika narobił gorzowskim kibicom apetytu także na jego sobotnie zwycięstwo na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Fani czarnego sportu mieli nadzieję, że zawodnik Stali Gorzów utrzyma fenomenalny poziom jazdy i po raz pierwszy w karierze zwycięży w zawodach cyklu Grand Prix dwukrotnie z rzędu. Z żużlowców wcześniej udało się to tylko Tomaszowi Gollobowi w sezonach 1998, 1999 i 2010.
I długo wszystko wskazywało na powtórkę, bo Zmarzlik wygrywał wyścig za wyścigiem, robiąc to w każdym kolejnym coraz bardziej przekonująco. Coś stało się z nim jednak w jego ostatnim, piątym biegu fazy zasadniczej, w którym po przegranym starcie mimo wielu prób nie zdołał wyprzedzić Jasona Doyle’a i metę minął dopiero na trzeciej pozycji, bo w tym biegu obu pokonał Tai Woffinden. Mimo tej nieoczekiwanej porażki Zmarzlik awansował do półfinału z pierwszej pozycji po zasadniczej części zawodów. Natomiast Janowski o miejsce w czołowej ósemce musiał walczyć do ostatniego biegu. Słabsza dyspozycja żużlowca Sparty Wrocław wyszła jednak na jaw w wyścigu półfinałowym, w którym przyjechał na ostatniej pozycji za Doyle’em, Lindgrenem i Vaculikiem. Nie awansując do finału Janowski stracił pozycję lidera klasyfikacji generalnej.
Znacznie bardziej przykrą niespodziankę fanom żużla sprawił jednak Zmarzlik, który także nie zakwalifikował się do finału. Gorzowianin w drugim półfinale rywalizował z Sajfutdinowem, Madsenem i Woffindenem. Po dobrym starcie dał się jednak przyblokować rosyjskiemu zawodnikowi i mimo starań nie zdołał już wyprzedzić ani jego, ani też pilnującego drugiej lokaty Madsena i przyjechał na metę na trzecim miejscu. Takim oto sposobem po raz pierwszy w historii turniejów Speedway Grand Prix w Gorzowie w finałowym wyścigu zabrakło reprezentanta Polski.
Decydujący bieg wygrał Fredrik Lindgren. Szwedzki żużlowiec w trzech poprzednich turniejach za każdym razem dochodził do finału i w czwartym starcie wreszcie okazał się najlepszy w stawce. On więc objął na półmetku pozycję lidera klasyfikacji generalnej mając na koncie 66 punków. Drugą lokatę utrzymał Bartosz Zmarzlik (59 pkt), a na trzecią spadł Maciej Janowski (57 pkt). Kolejne miejsca w czołowej „10” zajmują: 4. Tai Woffinden (W. Brytania) – 53 pkt, 5. Leon Madsen (Dania) – 50 pkt, 6. Artiom Łaguta (Rosja) – 45 pkt, 7. Jason Doyle (Australia) – 42 pkt, 8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 36 pkt, 9. Martin Vaculik (Słowacja) – 35 pkt, 10. Matej Zagar (Słowenia) – 27 pkt.
Kolejne dwa turnieje SGP odbędą się w najbliższy weekend w Pradze. Zakończenie rywalizacji zaplanowano w dniach 2-3 października na Motoarenie w Toruniu.

Janowski liderem pod dwóch rundach

Po rozegranych na torze we Wrocławiu dwóch rundach Speedway Grand Prix 2020 liderem klasyfikacji generalnej został Maciej Janowski, który w piątek zajął drugą lokatę, a w sobotę był pierwszy. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik pierwszego dnia był szósty, a drugiego trzeci i ze stratą 11 punktów do Janowskiego jest na piątym miejscu. Przed nim sa jeszcze Brytyjczyk Tai Woffinden i Szwed Fredrik Lindgren.

W piątek królem wrocławskiego toru był jeżdżący w polskiej lidze w barwach GKM Grudziądz rosyjski żużlowiec Artiom Łaguta, który tego wieczoru przegrał tylko raz, z Maciejem Janowskim (Sparta Wrocław), ale w fazie eliminacji. W biegu finałowym zrewanżował się Polakowi, który był drugi i wygrał pierwszy turniej tegorocznego cyklu SGP. Trzeci linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren (Włókniarz Częstochowa), zaś na czwartej pozycji Brytyjczyk Tai Woffinden (Sparta Wrocław).
W tym sezonie dokonano zmiany w regulaminie indywidualnych mistrzostw świata. Punkty do klasyfikacji generalnej są przyznawane za miejsca wywalczone w turnieju, natomiast w poprzednich latach sumowano zdobycze punktowe z całych zawodów. Teraz triumfator każdej z eliminacji otrzymuje 20 punktów, drugi zawodnik 18, trzeci 16, czwarty 14, piąty 12 i tak aż do 16. miejsca, za które przyznawany jest jeden punkt. Takie zasady punktacji powodują, że decydujące znaczenie ma awans do finału i zajęte w nim miejsce, natomiast liczba wywalczonych punktów w eliminacjach i półfinale ma znaczenie jedynie porządkowe. I tak np. Janowski do swojego ostatniego, piątego biegu w eliminacjach mógł podejść treningowo, bo po czterech startach miał dziewięć punktów na koncie i pewne miejsce w półfinale. Ale już Zmarzlik musiał do ostatniego biegu walczyć o zakwalifikowanie się do najlepszej ósemki, lecz niewiele mu to dało, bo w półfinale trafił na lepiej tego dnia dysponowanych Łagutę i Woffindena, z którymi przegrał walkę o finał. Z drugiej półfinałowej czwórki do finałowego biegu awansowali Janowski i Lindgren. Dla zwycięskiego w finale Łaguty był to pierwszy triumf w zawodach cyklu SGP, ale obaj zawodnicy wrocławskiej Sparty, czyli Maciej Janowski i Tai Wofinden, w sobotę zamierzali lepiej wykorzystać atut dobrze im znanego toru.
Lepiej z obietnicy wywiązał się Janowski, który w sobotę zdominował rywalizację na Stadionie Olimpijskim i pewnie wygrał drugą rundę tegorocznego cyklu SGP. W półfinale znów wystrzelił spod taśmy jak z armaty i nie dał sobie odebrać prowadzenia. Za nim linię mety minął Lindgren. Szwed podobnie jak w piątek znów wymęczył awans do finału, ale liczy się efekt. W drugim półfinale porywający pojedynek stoczyli mistrzowie świata – Woffinden i Zmarzlik. Tasowali się niemal do ostatniego wirażu, ale ostatecznie na mecie jako pierwszy zameldował się Brytyjczyk. Tym razem ścigający się z nimi Artiom Łaguta wystąpił w roli statysty.
Finałowy wyścig był popisem jednego aktora. Janowski prowadził niezagrożony od startu do mety, a za jego plecami trwała porywająca walka o dwa pozostałe miejsca na podium. Zamknięty na pierwszym wirażu Zmarzlik wręcz szalał na torze, zdołał jednak wyprzedzić tylko Lindgrena, bo Woffindenowi udało się odeprzeć jego ataki. Tak więc sobotni turniej zakończył się podwójnym zwycięstwem żużlowców Sparty Wrocław, po którym Janowski awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej cyklu SGP, a Woffinden podzielił się drugą lokata z Łagutą. Za tym tercetem uplasował się Fredrik Lindgren, który oba wrocławskie turnieje ukończył na czwartej pozycji.
Aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik w „generalce” przesunął się na piątą lokatę, ale kolejne dwa turnieje odbędą się 11 i 12 września w Gorzowie, co będzie na pewno jego atutem, bo przecież na co dzień ściga się w barwach gorzowskiej Stali. Potem karuzela SGP przeniesię się do czeskiej Pragi, gdzie powalczy o punkty 18 i 19 września, zaś tegoroczny cykl SGP, okrojony z powodu pandemii do ośmiu turniejów, zakończą 2 i 3 października zmagania na Motoarenie w Toruniu.

Klasyfikacja generalna SGP 2020:

  1. Maciej Janowski (Polska) – 38 pkt
  2. Artiom Łaguta (Rosja) – 32 pkt
    – Tai Woffinden (W. Brytania) – 32 pkt
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 30 pkt
  4. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 27 pkt
  5. Leon Madsen (Dania) – 18 pkt
  6. Gleb Czugunow (Polska) – 16 pkt
  7. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 15 pkt
  8. Niels Kristian Iversen (Dania) – 14 pkt
  9. Patryk Dudek (Polska) – 13 pkt
  10. Martin Vaculik (Słowacja) – 12 pkt
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 12 pkt
  12. Max Fricke (Australia) – 12 pkt
  13. Mikkel Michelsen (Dania) – 11 pkt
  14. Jason Doyl (Australia) – 8 pkt
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 2 pkt

Mistrza świata poznamy w Toruniu

Bartosz Zmarzlik zajął trzecie miejsce w Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff, przedostatniej eliminacji mistrzostw świata. Wygrał Duńczyk Leon Madsen, przed Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem, ale przed ostatnim turniejem cyklu, Grand Prix Polski w Toruniu, Zmarzlik utrzymał pozycje lidera klasyfikacji generalnej.

Nawierzchnia toru w Cardiff na początku zawodów bardziej sprzyjała zawodnikom startującym z pól wewnętrznych. Pierwsze cztery biegi wygrywali żużlowcy w kaskach czerwonych. Wiele zmieniło się po pierwszym równaniu toru. Świetnie spod taśmy w piątej odsłonie wyszli z zewnętrznych pól Maciej Janowski i Bartosz Zmarzlik, którzy między sobą rozstrzygnęli walkę o trzy punkty. Z kwartetu naszych żużlowców kiepski występ zaliczył Janusz Kołodziej, niewiele lepiej od niego wypadł też Patryk Dudek. Janowski był bliski awansu do półfinału, ale w ostatnim biegu fazy zasadniczej przegrał z Matejem Zagarem i także jak Dudek i Kołodziej zakończył zawody po 20 biegach. Na placu boju pozostał tylko Zmarzlik, ale on jest liderem klasyfikacji generalnej cyklu i walczy o pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza świata.

Żużlowiec Stali Gorzów nie mógł odpuścić nawet na chwilę, bo na walijskim torze dobrze radzili sobie jego najpoważniejsi konkurenci do tytułu – Duńczyk Leo Madesn i Rosjanin Emil Sajfutdinow.

W finale zmierzyli się Zmarzlik, Madsen i Sajfutdino oraz walczący o miejsce w przyszłorocznej edycji cyklu Grand Prix Australijczyk Jason Doyle. Najważniejszy start wieczoru fenomenalnie rozegrał Madsen i nie dał odebrać sobie zwycięstwa do mety. Sajfutdinow po zaciętej walce ze Zmarzlikiem zajął drugą pozycję, a Polak minął metę na trzecim miejscu. Przed ostatnim turniejem, Grand Prix Polski, która odbędzie się 5 października w Toruniu, Zmarzlik z dorobkiem 118 pkt utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Za nim ze stratą siedem punktów jest Sajfutdinow, a trzecią lokatę ze stratą dziewięciu „oczek” do lidera okupuje Madsen.

Dawno już nie było w rywalizacji o indywidualne mistrzostwo świata sytuacji, by lider klasyfikacji generalnej miał tak niewielka przewagę nad kolejnymi w zestawieniu rywalami. Ostatni raz, gdy pierwszy zawodnik miał zapas mniejszy niż 10 punktów, zdarzyło się siedem lat temu. Wtedy także wszystko rozstrzygało się na Motoarenie w Toruniu. Australijczyk Chris Holder miał dwa punkty przewagi nad Duńczykiem Nickiem Pedersenem i wytrzymał presję, zdobywają swój jedyny w karierze mistrzowski tytuł.

Do zmiany lidera po ostatnim turnieju dochodziło jak dotąd trzykrotnie. W 1996 roku w duńskim Vojens Amerykanin Billy Hamill odrobił z nawiązką dziewięć punktów do Duńczyka Hansa Nielsena. Trzy lata później, także w Vojens, obolałego po karambolu w finale Złotego Kasku Tomasza Golloba wyprzedził Szwed Tony Rickardsson, odrabiając w ostatnim turnieju stratę czterech punktów. Trzeci przypadek miał miejsce w 2003 roku, kiedy to Nicki Pedersen w norweskim Hamar wyrwał ostatnich zawodach tytuł Australijczykowi Jasonowi Crumpowi.

Ostatni turniej tegorocznej edycji cyklu Grand Prix odbędzie się w Toruniu 5 października.

Top 10 klasyfikacji generalnej Grand Prix:
1. Bartosz Zmarzlik (Polska, 118 pkt); 2. Emil Sajfutdinow (Rosja, 111); 3. Leon Madsen (Dania, 109); 4. Fredrik Lindgren (Szwecja, 98); 5. Martin Vaculik (Słowacja, 88); 6. Maciej Janowski (Polska, 80); 7. Patryk Dudek (Polska, 75); 8. Matej Zagar (Słowenia, 74); 9. Jason Doyle (Australia, 73); 10. Artiom Łaguta (Rosja, 69).

 

Bez triumfu w Malilli

Grand Prix Skandynawii na torze w Malilli wygrał Szwed Fredrik Lindgren, przed Duńczykiem Leonem Madsenem i Maciejem Janowskim. Lider klasyfikacji generalnej Bartosz Zmarzlik nie awansował do finału i stracił prowadzenie na rzecz Madsena. Nasz żużlowiec jest drugi ze stratą sześciu punktów.

Piątkowe kwalifikacje wygrał w cuglach Maciej Janowski, który jako jedyny swoje najlepsze okrążenie przejechał w czasie poniżej 14 sekund i jako pierwszy mógł wybrać numer startowy. W pierwszej piątce kwalifikacji znaleźli się również Janusz Kołodziej (3. miejsce), Bartosz Zmarzlik (4. lokata) i Patryk Dudek (5. pozycja). W kwalifikacjach udział wzięło wszystkich szesnastu uczestników sobotnich zawodów.

W sobotnich zawodach Janowski potwierdził wysoką formę i był najlepszy z kwartetu naszych żużlowców, zajmując w finale trzecią lokatę. Słabo wypadł tym razem Zmarzlik, który wygrał poprzedni turniej cyklu Grand Prix we Wrocławiu i dzięki temu objął prowadzenie. W Malilli zaczął świetnie i pewnie wygrał pierwszy wyścig. W następnych wiodło mu się już jednak gorzej. W piątym biegu minął go Madsen, w 12. Lindgren, a w 14. Mikkel Michelsen.
Przed turniejem Zmarzlik miał na koncie 61 pkt, tyle samo ile Madsen i Rosjanin Emil Sajfutdinow, a za plecami tego tercetu czaił się Słowak Martin Vaculik z dorobkiem 59 pkt. Po każdym biegu z udziałem każdego z wymienionych kibice sprawdzali sytuację w „generalce”. Po serii zasadniczej fani Zmarzlika mogli się cieszyć, bo do półfinału nie awansował Sajfutdinow, a Madsen miał defekt w czwartej serii, lecz ostatecznie to Duńczyk wyjechał z Malilli jako nowy lider klasyfikacji generalnej. Zmarzlik, pomijając pierwszy bieg, w pozostałych męczył się od startu do mety i z trudem przebił się do półfinału. W potyczce o awans do najlepszej czwórki zawodów szczęście mu już nie dopisało. Gorzowianin musiał startować z trzeciego, najgorszego pola i przyjechał na ostatniej, czwartej pozycji.

Mimo trzeciego miejsca Janowskiego nasi żużlowcy wrócili ze Szwecji na tarczy. Oprócz utraty pozycji lidera przez Zmarzlika, stratę zanotował też Janusz Kołodziej, wypadając poza czołową ósemkę klasyfikacji generalnej. Nadal mamy w niej jednak trzech reprezentantów, ale Janowski ma już dużą stratę. Cała nadzieja zatem Zmarzliku i Patryku Dudku, który jest szósty ze stratą siedmiu punktów do trzeciego Vaculika.

Klasyfikacja generalna SGP:
1. Leon Madsen (Dania) – 75; 2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 69; 3. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 68; 4. Martin Vaculik (Słowacja) – 68; 5. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 63; 6. Patryk Dudek (Polska) – 61; 7. Maciej Janowski (Polska) – 51; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 50; 9. Janusz Kołodziej (Polska) – 48; 10. Jason Doyle (Australia) – 42; 11. Niels Kristian Iversen (Dania) – 41; 12. Matej Zagar (Słowenia) – 37; 13. Max Fricke (Australia) – 36; 14. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 30; 15. Tai Woffinden (W. Brytania) – 27; 16. Robert Lambert (W. Brytania) – 24; 17. Bartosz Smektała (Polska) – 10; 18. Mikkel Michelsen (Dania) – 9; 19. Oliver Berntzon (Szwecja) – 7; 20. Vaclav Milik (Czechy) – 4; Maksym Drabik (Polska) – 4.

 

Polak liderem cyklu Grand Prix

Leon Madsen wygrał inauguracyjny turniej Grand Prix 2019. Duńczyk w finale okazał się lepszy od Fredrika Lindgrena, Patryka Dudka i Nielsa Kristiana Iversena. Znów zatem Polak nie zdołał wygrać na Stadionie Narodowym, ale kibicom biało-czerwonych na pocieszenie pozostał fakt, że pierwszym liderem cyklu Grand Prix został Dudek.

Sobotni wieczór na Stadionie Narodowym był dla naszych żużlowców udany. Słabo wypadł tylko Janusz Kołodziej, który zakończył turniej na przedostatnim miejscu, ale Patryk Dudek, Bartosz Zmarzlik i Bartosz Smektała pewnie awansowali do półfinałów i stołeczna publiczność już ostrzyła sobie zęby na pierwsze zwycięstwo polskiego żużlowca na Narodowym.
Niestety, do finału awansował jedynie Dudek, bo Zmarzlik i Smektała w swoim biegu przegrali z Duńczykami Nielsem Kristianem Iversenem i Leonem Madsenem.

W decydującym wyścigu niespodziewanie najlepszy okazał się Madsen, a kolejne lokaty zajęli Lindgren, Dudek i Iversen, lecz w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix liderem z 16 pkt został Patryk Dudek, drugi jest Lindgren, trzeci Iversen, a Madson czwarty. Na piątym i szóstym miejscu znajdują się Smektała i Zmarzlik.

 

Zmarzlik wicemistrzem świata na żużlu

Ostatni w tym roku turniej Grand Prix rozegrany na torze w toruńskiej Motoarenie wygrał Brytyjczyk Tai Woffinden i przypieczętował zdobycie trzeciego w karierze tytułu mistrza świata na żużlu. Wicemistrzostwo zdobył Polak Bartosz Zmarzlik.

 

Przed ostatnimi w sezonie zawodami w Toruniu Woffinden miał nad drugim w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix Bartoszem Zmarzlikiem 10 punktów przewagi. Żużlowiec Stali Gorzów w drugiej części sezonu jeździł lepiej od Brytyjczyka i sukcesywnie odrabiał straty, więc w Motoarenie mógł jeszcze przy korzystnym dla niego przebiegu rywalizacji nawet pokusić się o zdobycie pierwszego w karierze mistrzowskiego tytułu. A los mu sprzyjał, bo gdy w 15. wyścigu na końcu prostej startowej z impetem wjechał pod motocykl Przemysława Pawlickiego, doprowadzając do upadku rywala, sędzia Jesper Steentoft nie wykluczył Zmarzlika z powtórki biegu, tylko… Pawlickiego. Dzięki tej decyzji Zmarzlik w powtórce zgarnął trzy punkty i przedłużył swoje szanse na wyprzedzenie Woffindena.

Ale Brytyjczyk przyjechał do Torunia dobrze przygotowany. Wytrzymał presje i gdy w 20. biegu zdobył trzy punkty, w tym momencie miał nad ścigającym go Polakiem sześć „oczek” przewagi i praktycznie mistrzowski tytuł w kieszeni. Ale ścigający się na co dzień w barwach Sparty Wrocław brytyjski żużlowiec nie chciał żadnych niedomówień. Startując w drugim półfinale zajął drugie miejsce i już mógł świętować swój trzeci tytuł w karierze, bowiem Zmarzlik nie zdołał awansował do finału. Szczęśliwy Woffinden rozpoczął fetowanie sukcesu, ale w finale zdołał się ponownie skoncentrować i minął metę na pierwszej pozycji, żeby nikt nie miał wątpliwości, kto w tym sezonie był najlepszym jeźdźcem w cyklu Grand Prix. Na dwóch kolejnych pozycjach zawody ukończyli Rosjanie Artiom Łaguta i Emil Sajfutdinow.

Zmarzlik mimo porażki też był zadowolony. „To mój największy sukces w karierze, więc jestem szczęśliwy. Dziękuje wszystkim, którzy mi pomagali w jego osiągnięciu. Walczyłem do końca z Taiem, ale on był lepszy. Nie poddaję się jednak i w kolejnym sezonie też zamierzam walczyć o mistrzowski tytuł” – powiedział Zmarzlik przed kamerami stacji Canal+. Dla 23-letniego Polaka srebrny medal to najlepsze jak dotąd osiągnięcie w karierze. Zdobył go w swoim trzecim sezonie jako stały uczestnik cyklu Grand Prix. Przypomnijmy, że w 2016 roku jako debiutant w tej prestiżowej rywalizacji od razu wywalczył brązowy medal.

W tym roku trzeci w klasyfikacji końcowej był Fredrik Lindgren. Rok temu Szwed stracił szansę na medal przez kontuzję. W tym wreszcie go zdobył nieznacznie wyprzedzając Macieja Janowskiego i Grega Hancocka. Poza Woffindenem, Zmarzlikiem, Lindgrenem, Janowskim i Hancockiem, pewni udziału w cyklu Grand Prix 2019 są jeszcze Łaguta, Jason Doyle i Sajfutdinow, a także trzej najlepsi zawodnicy GP Challenge – Janusz Kołodziej, Niels Kristian Iversen i Antonio Lindbaeck.

 

Zmarzlik wciąż za Woffindenem

Tai Woffinden wygrał Grand Prix Niemiec w Teterow, pokonując w finale m.in. Bartosza Zmarzlika, najgroźniejszego konkurenta w rywalizacji o tytuł indywidualnego mistrza świata. Brytyjczyk powiększył swoją przewagę na Polakiem do 10 punktów.

 

Pogoda w Teterow, co już jest normą w tym turnieju, nie rozpieszczała żużlowców. Przed zawodami mocno popadało i tor w zasadzie nie nadawał się do ścigania. Organizatorzy dopiero po kraksach w 4. wyścigu zdecydowali się na zdjęcie lemieszem górnej warstwy nawierzchni. Najpierw groźny upadek zaliczyli Maciej Janowski i Craig Cook, a w powtórce Martin Vaculika. Słowak uszkodził rękę i był zmuszony wycofać się z turnieju.Po ponad półgodzinnych pracach nad poprawą toru udało się wznowić zawody. Polskich kibiców interesował przede wszystkim pościg Bartosza Zmarzlika za liderem klasyfikacji generalnej cyklu Taiem Woffindenem. Polak był szybki i zdobywał dużo punktów, ale Brytyjczyk mu nie ustępował.

Przed finałem gorzowianin był o jeden punkt lepszy, lecz słabo wystartował i ostatecznie minął metę na trzeciej pozycji, przez co nie tylko że nie odrobił straty do Woffindena, ale jeszcze rywal ją powiększył do 10 punktów, co przed ostatnimi tegorocznymi zawodami, Grand Prix Polski w Toruniu, stawia brytyjskiego żużlowca w komfortowej sytuacji. Jeśli nie przydarzy mu się jakaś kontuzja czy inny losowy przypadek, to jest już raczej przesądzone, że zdobędzie trzeci w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata.

Równie zażarta była rywalizacja trzeciego w klasyfikacji generalnej Macieja Janowskiego z czwartym Fredrikiem Lindgrenem. Poobijany w czwartym biegu wrocławianin ostatecznie zdobył tyle samo punktów co Szwed, więc w klasyfikacji generalnej obaj zachowali status quo. Po udanym występie w Teterow do walki o brązowy medal może się jeszcze włączyć Greg Hancock, który do tej dwójki traci pięć punktów. Amerykanin w sobotę zaliczył swój 92 finał w cyklu Grand Prix. Wypada też odnotować drugie miejsce na podium Australijczyka Jasona Doyle’a, który we wszystkich turniejach rozegranych w Teterow zajmował miejsce na podium. Wiadomo już jednak, że Dole nie ma żadnych szans na obronę mistrzowskiego tytułu i w Toruniu odda go w ręce Woffindena lub Zmarzlika, co przecież wciąż jest możliwe.

 

Klasyfikacja generalna IMŚ:

1. Tai Woffinden (W. Brytania) – 124 pkt
2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 114
3. Maciej Janowski (Polska) – 98
– Fredrik Lindgren (Szwecja) – 98
5. Greg Hancock (USA) – 93
6. Jason Doyle (Australia) – 86
7. Patryk Dudek (Polska) – 84
8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 78
9. Artiom Łaguta (Rosja) – 77
10. Matej Zagar (Słowenia) – 73
11. Nicki Pedersen (Dania) – 67
12. Chris Holder (Australia) – 60
13. Martin Vaculik (Słowacja) – 44
14. Przemysław Pawlicki (Polska) – 35
15. Craig Cook (W. Brytania) – 30

17. Szymon Woźniak (Polska) – 8
18. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 7
26. Maksym Drabik (Polska) – 2
27. Bartosz Smektała (Polska) – 2.

 

 

Zmarzlik goni Woffindena

Zawody o Grand Prix Słowenii w Krsko wygrał Patryk Dudek, ale kibiców czarnego sportu w naszym kraju bardziej ucieszyło to, że drugi w klasyfikacji generalnej Bartosz Zmarzlik do prowadzącego Taia Woffindena ma już tylko 9 punktów straty.

 

W Krsko Zmarzlik odrobił do Brytyjczyka siedem punktów. Przed Grand Prix Słowenii miał 16 punktów straty, teraz ma ich dziewięć. Gorzowianinowi trochę pomógł polski sędzia Artur Kuśmierz, który wykluczył Woffindena w 16. biegu za przekroczenie limitu dwóch minut na przygotowanie do startu, ale nie zmienia to faktu, iż na trudnym torze w Krsko Zmarzlik jeździł po prostu lepiej od brytyjskiego żużlowca. Polak jeździł agresywnie i walczył o punkty w każdym wyścigu. A nie były to łatwe zawody, bo organizatorzy w tym roku nie popisali się z przygotowaniem toru.

W czołowej ósemce zabrakło Woffindena i była to spora sensacja, bo w obecnej edycji cyklu Grand Prix Brytyjczyk aż w siedmiu turniejach dochodził do półfinałów, a sześć razy ścigał się w finale. W Krsko w awansie przeszkodziło mu wspomniane wykluczenie w 16. biegu, ale jego bilans krzywd i korzyści wychodzi w tym sezonie na zero, bo w GP Szwecji w Malilli sędzia nie ukarał Brytyjczyka za przejechanie dwoma kołami wewnętrznej, białej linii, czyli w pewnym sensie podarował mu punkty. Z naszych żużlowców wszyscy na słoweńskim torze pokazali się z dobrej strony. Pecha miał Janowskiego, który przez defekt na prowadzeniu w pierwszym starcie musiał jechać w powtórce z czwartego pola w półfinale. Patryk Dudek awans do półfinału wywalczył rzutem na taśmę, a w decydujących biegach przypomniał rywalom, że w Krsko akurat lubi i potrafi się ścigać. To tu wywalczył po raz pierwszy miejsce na podium w cyklu SGP.

Woffinden, choć w Grand Prix Słowenii zdobył tylko pięć punktów, to jednak utrzymał fotel lidera w klasyfikacji generalnej i nadal jest faworytem do zdobycia tytułu indywidualnego mistrza świata. Dziewięć punktów przewagi nad Zmarzlikiem może mu wystarczyć do zwycięstwa, ale wcale nie musi. Do rozegrania zostały jeszcze dwa turnieje. Trzecie miejsce utrzymał Maciej Janowski, ale czwarty Fredrik Lindgren ma już tyle samo punktów. Zwycięzca GP Słowenii Patryk Dudek awansował na piątą pozycję. Następna runda Grand Prix odbędzie się 22 września na Bergring Arena w Teterow. Zawody sędziować będzie Brytyjczyk Craig Ackroyd, co nie jest dobrą wiadomością dla Zmarzlika i Janowskiego.

 

Czołówka klasyfikacji generalnej:

1. Tai Woffinden (W. Brytania) 108 pkt; 2. Bartosz Zmarzlik (Polska) 99; 3. Maciej Janowski (Polska) 89; 4. Fredrik Lindgren (Szwecja) 89; 5. Patryk Dudek (Polska) 84; 6. Greg Hancock (USA) 81; 7. Artiom Łaguta (Rosja) 73; 8. Jason Doyle (Australia) 70; 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) 70; 10. Matej Zagar (Słowenia) 61.

 

Zmarzlik już jest drugi

Bartosz Zmarzlik był o krok od zwycięstwa w Grand Prix Polski w Gorzowie. Polak przegrał w finale z Czechem Martinem Vaculikiem. Trzecie miejsce zajął lider klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Tai Woffinden, a czwarte Patryk Dudek.

 

Z siedmiu triumfatorów zawodów cyklu Grand Prix Polski rozgrywanych wcześniej w Gorzowie w minioną sobotę na torze im. Edwarda Jancarza zabrakło jedynie Jarosława Hampela, zwycięzcy z 2013 roku. Pozostała szóstka przybyła powalczyć o drugie w karierze zwycięstwo na gorzowskim torze: Greg Hancock (wygrał w 2011), Martin Vaculik (2012), Bartosz Zmarzlik (2014), Matej Zagar (2015), Jason Doyle (2016) i Tai Woffinden (2017). Ulewny deszcz tuż przed zawodami trochę utrudnił życie organizatorom turnieju.

Na szczęście udało się przygotować tor i zawody rozpoczęły się jedynie z półgodzinnym poślizgiem. Początek rywalizacji nie zapowiadał wielkich emocji, bo w pierwszej serii o sukcesie decydował start i wyjście z pierwszego łuku, bo potem zawodnicy jechali już aż do końca gęsiego.W kolejnych biegach emocji jednak nie zabrakło. Z pięciu naszych reprezentantów do półfinałów gorzowskiej imprezy awansowało ostatecznie trzech – Zmarzlik, Dudek i Janowski. Szymon Woźniak i Przemysław Pawlicki odpadli po rundzie zasadniczej. W pierwszym półfinale wystartowała cała trójka Polaków. Wyścig wygrał Zmarzlik przed Dudkiem, a Janowski zamknął stawkę przegrywając z Zagarem. W drugim biegu półfinałowym najszybszy był Martin Vaculik, który wyprzedził lidera klasyfikacji generalnej cyklu Gran Prix Taia Woffindena, Artioma Łagutę i Amerykanina Grega Hanckocka.

Finał rozegrano w nerwowej atmosferze. Z powodu falstartu zawodnicy musieli raz jeszcze ustawić się przed taśmą. Tym razem start był udany, ale zaraz po nim Zmarzlik zderzył się z Dudkiem. Na szczęście nic im się nie stało i sędzia nie wykluczył żadnego z powtórki biegu. Start wygrał Zmarzlik, ale zaskakujący atak przy bandzie zapewnił zwycięstwo Vaculikowi, który jest teraz jedynym żużlowcem, który ma na koncie dwa triumfy na gorzowskim torze w zawodach cyklu Grand Prix.
Zmarzlik musiał zadowolić się drugim miejscem. Trzeci był Tai Woffinden, a czwarty Patryk Dudek. Do końca rywalizacji w GP zostały już tylko trzy starty. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej utrzymał Woffinden (103 pkt), na drugie miejsce awansował Zmarzlik (87), który wciąż ma szansę na odrobienie 16 punktów straty do Brytyjczyka.

Janowski z dorobkiem 79 pkt utrzymał trzecią pozycję, czwartą zajmuje zaś Szwed Fredrik Lindgren (76 pkt), a Dudek (68 pkt) przesunął się z szóstego na na piąte miejsce. Za nim ze stratą dwóch „oczek” są 6. Hancock, Łaguta i Sajfutdinow.

 

Klęska żużlowców w półfinale

Żużlowy turniej Grand Prix Skandynawii w szwedzkiej Malilli wygrał Duńczyk Nicki Pedersen. Drugie miejsce zajął Słoweniec Matej Zagar, a trzecie Szwed Fredrik Lindgren. Polscy żużlowcy, Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek i Maciej Janowski, odpadli w półfinale.

 

Lindgren obronił się przed ścigającymi go w klasyfikacji generalnej Maciejem Janowskim i Bartoszem Zmarzlikiem, a jeszcze odrobił trzy punkty straty do prowadzącego w zestawieniu Brytyjczyka Taia Woffindena. Znaczny awans w klasyfikacji Grand Prix zanotowali najlepsi w Malilli Nicki Pedersen i Matej Zagar. Przed Grand Prix Skandynawii Woffinden miał 20 punktów przewagi nad Lindgrenem, po zawodach ma ich 17. Janowski traci do Lindgrena cztery punkty, a Bartosz Zmarzlik pięć. Na torze w Malilli swoja pozycje poprawił nasz aktualny wicemistrz świata Patryk Dudek, który wykorzystał słabszy występ Amerykanina Grega Hancocka i Rosjanina Artioma Łaguty, ale jego strata do zawodników zajmujących miejsca medalowe jest jeszcze spora. Najlepsi w sobotę także poprawili swoje lokaty, bo za plecy Słoweńca i Duńczyka spadli Australijczycy Jason Doyle i Chris Holder. Kolejny z naszych żużlowców, Przemysław Pawlicki, utrzymał się na 13. miejscu.

Wyniki polskich żużlowców mogły być dużo lepsze, gdyby nie sędzia zawodów Craig Ackroyd. Anglika już po kilku pierwszych biegach należało odesłać do okulisty, bo zupełnie nie reagował na wykroczenia zawodników, którzy dwoma kołami wyjeżdżali poza białą linię. Ale skompromitował się zaliczając Woffindenowi zwycięstwo w drugiej serii, co było decyzją skandaliczną, bo Ackroyd zwyczajnie sprezentował swojemu rodakowi awans do półfinału. Te trzy punkty, których brytyjski żużlowiec nie powinien dostać, mogą mieć w ostatecznym rozrachunku kluczowe znaczenia. A co będzie, jeśli się okaże, że przez błąd stronniczego rodaka Woffinden zostanie mistrzem świata?

Angielski arbiter nie popisał się też w pierwszym półfinale, wykluczając Bartosza Zmarzlika po upadku na pierwszym łuku. Żużlowiec Stali Gorzów, który w fazie zasadniczej zawodów ogrywał rywali koncertowo, wywrócił się chwilę po tym, jak przejechał obok niego Fredrik Lindgren. Polak zapewniał, że został przez Szweda wytrącony z równowagi, ale telewizyjne powtórki jednoznacznie tego nie potwierdzały. Sędzia mógł nakazać powtórkę biegu w pełnej obsadzie, ale wybrał opcję z wykluczeniem Zmarzlika, wypaczając w ten sposób ideę uczciwej rywalizacji. Drugi bieg półfinałowy z udziałem dwóch naszych żużlowców, Macieja Janowskiego i Patryka Dudka, też nie zakończył się po myśli biało-czerwonych. Może dlatego, że Janowski i Dudek skupili się na rywalizacji między sobą, co skwapliwie wykorzystali Matej Zagar i Martin Vaculik, którzy minęli metę mając obu Polaków za plecami.