Nagroda WTA dla trenera Igi Świątek

Piotr Sierzputowski, który doprowadził Igę Świątek do zwycięstwa w wielkoszlemowym French Open, został uznany przez Women’s Tennis Association (WTA) za najlepszego trenera w sezonie 2020. Polak jest trzecim szkoleniowcem, któremu WTA przyznała to wyróżnienie. Przed nim otrzymali je Niemiec Sascha Bajin, trener Japonki Naomi Osaki (2018) oraz Australijczyk Craig Tyzzer (2019), trener jego rodaczki Ashleigh Barty.

Jak co roku na zakończenie sezonu WTA przyznaje swoje indywidualne wyróżnienia. Iga Świątek, która jako pierwsza w historii polskiego tenisa wygrała wielkoszlemowy turniej w singlu, zgarnęła dwie takie nagrody. Najpierw została wybrana w internetowym plebiscycie kibiców na najbardziej lubianą tenisistką startującą pod szyldem WTA. Na pewno jednak równie mocno ucieszyła się z przyznanego w minionym tygodniu tytułu WTA’s Most Improved Player of the Year, wyróżnienia dla zawodniczki, która zrobiła największy postęp w trakcie jednego sezonu. W uzasadnieniu podkreślono, że dokonała historycznego wyczynu w polskim tenisie, ale podkreślono też, że w wieku 19 lat została najmłodszą kobietą od czasu Moniki Seles, która wygrała turniej na kortach Rolanda Garrosa. „Rozpoczęła sezon 2020, awansując do 1/8 finału Australian Open. W 2019 roku trafiła do Top 50, po tegorocznym turnieju w Paryżu weszła do pierwszej dwudziestki i kończy sezon na 17. miejscu” – napisano na oficjalnej stronie internetowej stronie Women’s Tennis Association.
Na „Tenisistkę Roku 2020” wybrano natomiast Sofię Kenin, którą Świątek pokonała w finale French Open. Ale 22-letnia amerykańska tenisistka jest także triumfatorką tegorocznego Australian Open i to przesądziło o wyborze WTA. Kenin jest ósmą tenisistką z USA, której przyznano tytuł „WTA Player of the Year”. Ale polskiej mistrzyni French Open cieszył się z jeszcze jednego prestiżowego wyróżnienia, tym razem jednak nie dla Igi Świątek, lecz dla jej trenera, 28-letniego Piotra Sierzputowskiego, którego WTA nagrodziła tytułem „Trenera Roku 2020”. „Ta nagroda jest wyrazem uznania dla zwycięskiego trenera za sukcesy na korcie, ale także za pełnienie funkcji ambasadora sportu i wprowadzanie coachingu na pierwszy plan” – podano w uzasadnieniu .
Tytuł „WTA Coach of the Year” został przyznany dopiero po raz trzeci. W pierwszej edycji, w 2018 roku, triumfował Niemiec Sascha Bajin, za pracę na rzecz Japonki Naomi Osaki, zaś przed rokiem Craig Tyzzer, za szkoleniowy wkład w sukcesy rodaczki Alhleigh Barty, którą doprowadził na sam szczyt rankingu i do triumfów w największych turniejach.
Sierzputowski jest trenerem Igi Świątek od czterech lat. Pod jego wodzą 19-letnia tenisistka osiągnęła życiowy sukces wygrywając wielkoszlemowy French Open na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa, pokonując w przełożonym z powodu pandemii na jesień turnieju nie tylko wspomnianą Sofię Kenin, ale też Nadię Podoroską, Martiną Trevisan, Simonę Halep, Eugenie Bouchard, Hsieh Su-Wei i Marketę Vondrousovą. To pierwszy w historii triumf polskiej tenisistki w nie tylko w paryskiej imprezie, ale w ogóle w turniejach Wielkiego Szlema.
Ale to nie jedyny sukces Świątek osiągnięty we współpracy z Sierzputowskim. Wcześniej wygrała juniorski turniej w Wimbledonie w 2018 roku i juniorski French Open 2018 w grze podwójnej, a także wygrała juniorski turniej w Australian Open 2017. „Kiedy rozpoczynaliśmy współpracę, Iga wróciła właśnie z French Open, ze swojego pierwszego juniorskiego Wielkiego Szlem. Widząc jak wtedy grała nie mogłem pojąć jakim cudem ona zaszła tak wysoko. Ale nie dokonałem gwałtownych zmian w jej grze, bo uznałem, że skoro doszła do takiego poziomu, to znaczy, że jej styl w tym momencie był właściwy. Potem stopniowo starałem się doskonalić jej grę, ale nie zmieniać. Stopniowo, małymi kroczkami, przechodziliśmy kolejne poziomy. Nie uważam się za nieomylnego, chętnie słucham uwag” – zapewnia najlepszy trener roku w opinii WTA.
Zanim całkowicie poświęcił się pracy z Igą Świątek, trenerskiego fachu uczył się m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez jakiś czas pracował w tenisowej szkole w Akademii Tenisowej Johana Krieka, dwukrotnego zwycięzcy Australian Open. Szkolił się jako tzw. travel coach, jeżdżąc z zawodnikami na turnieje. Po powrocie do Polski dostał posadę w Legii Warszawa, z którą wtedy mocno współpracowała agencja Warsaw Sports Group. Początkowo miał na próbę popracować z Igą przez kwartał, ale mimo różnych zawirowań jest jej trenerem już ponad cztery lata. W sztabie szkoleniowym są też psycholog Daria Abramowicz oraz trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk.

Też już mamy mistrzynię Wielkiego Szlema

Iga Świątek wygrała French Open, pokonując w finale Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1. To pierwsza reprezentantka Polski z triumfem w wielkoszlemowym turnieju. Przed nią w finałach grały Jadwiga Jędrzejowska i Agnieszka Radwańska, ale obie bez powodzenia. W końcu jednak polscy kibice doczekali się triumfu rodaczki w Wielkim Szlemie.

Do zmagań na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu Świątek przystępowała jako 54. zawodniczka w rankingu WTA. Ostatni raz tenisistka tak nisko sklasyfikowana na światowej liście doszła do finału French Open w 1977 roku. Wtedy w decydującym spotkaniu zagrała Rumunka Florenta Mihai, wówczas 56. na świecie. W finale przegrała jednak z Jugosłowianką Mimą Jausovec 2:6, 7:6, 1:6. Tym razem sytuacja się nie powtórzyła, bo Świątek w starciu z Amerykanką Sofią Kenin, przed turniejem sklasyfikowaną na szóstym miejscu rankingu WTA, pewnie zwyciężyła pewnie 6:4, 6:1. Tym samym 19-letnia tenisistka z Warszawy wygrała French Open bez straty seta, wcześniej pokonując: Czeszkę Marketę Vondrousovą (finalistka French Open z 2019 roku) 6:1, 6:2, reprezentantkę Tajwanu Hsieh Su-wei (dwukrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej) 6:1, 6:4, Kanadyjkę Eugene Bouchard (finalistka Wimbledonu z 2014 roku) 6:3, 6:2, Rumunkę Simonę Halep (mistrzyni French Open 2018 i Wimbledonu 2019) 6:1, 6:2, Włoszkę Martinę Trevisan (kwalifikantka) 6:3, 6:1, Argentynkę Nadię Podoroską (kwalifikantka) 6:2, 6:1.
Sofia Kenin, finałowa rywalka Świątek, córka rosyjskich emigrantów, od najmłodszych lat tenisa uczyła się u najsłynniejszych amerykańskich trenerów – Nicka Bolletierriego, Roberta Lansdorpa i Ricka Macciego. Gwiazdą zostałą już jako sześciolatka, gdy zaczęła wygrywać dziecięce turnieje w USA. Jej zdjęcia pojawiły się na okładkach fachowych magazynów, w programach telewizyjnych grała pokazówki z Johnem McEnroe i Jimem Courierem, plotła warkocze Annie Kurnikowej, a zaplecze zawodowych imprez pokazywała jej Kim Clijsters, która wywróżyłą jej zresztą wielką karierę.
Poprzedni sezon Sofia Kenin zakończyła na 12. miejscu w światowym rankingu, a ten rok zaczęła od triumfu w wielkoszlemowym Australian Open, gdzie w półfinale pokonała rozstawioną z numerem 1 faworytkę gospodarzy Ashleigh Barty, zaś w finale wygrałą w trzech setach z Hiszpanką Garbine Muguruzą. Przerwa w rozgrywkach spowodowana pandemią raczej Kenin nie posłużyła, bo w US Open odpadła już w 1/8 finału z Belgijką Elise Mertens. Jeszcze gorze zaczął się dla niej przesunięty w czasie część sezonu na europejskich kortach ziemnych, który zwieńczyć miał przełożony z maja wielkoszlemowy French Open. W turnieju WTA Premier 5 w Rzymie Sofia w 3. rundzie trafiła na będącą w wielkiej formie Białorusinkę Wiktorię Azarenkę, która zafundowała jej najbardziej upokarzającą porażkę w tenisie, 0:6, 0:6.
Dlatego mało kto z tenisowych ekspertów przed turniejem w Paryżu wymieniał ją w gronie faworytek. Tymczasem Kenin od pierwszej rundy może nie wygrywała równie szybko i efektownie, jak Świątek, bo w drodze do finału straciła cztery sety, ale za każdym razem potrafiła jednak złamać opór przeciwniczek. A pokonała po kolei: reprezentującą Włochy Rosjankę Ludmiłę Samsonową 6:4, 3:6, 6:3; Rumunkę Anę Bogdan 3:6, 6:3, 6:2; kolejną Rumunke Irine Barę 6:2, 6:0; Francuzkę Fione Ferro 2:6, 6:2, 6:1; Amerykankę Danielle Collins 6:4, 4:6, 6:0 oraz w półfinale dwukrotną mistrzynię Wimbledonu Czeszkę Petrę Kvitovą 6:4, 7:5.
Ekspert Eurosportu Alex Corretja, znakomity przed laty hiszpański tenisista, trafnie przewidział, że w finałowym starciu French Open 2020 większym atutem będą ofensywne umiejętności Polki, niż obronne Amerykanki. i tak też było faktycznie.
Świątek dzień wcześniej przez dwie i pół godziny walczyła ze swoją deblową partnerką Nicole Melichar w półfinale gry podwójnej, przegrywając jednak walkę o finał z amerykańsko-chilijską parą Desirae Krawczyk – Alexa Guarachi 6:7(5), 6:1, 4:6. To był powód do obaw, czy w tym deblowym meczu Polka nie straciła zbyt dużo sił. Już jednak pierwsze gemy sobotniego pojedynku finałowego Świątek z Kenin pokazały, że moc wciąż jest po stronie Polki.
Dzięki uprzejmości koncernu Discovery, do którego należą dostępne w Polsce kodowany Eurosport i TVN, finał French Open pokazały obie stacja, dlatego pierwszy w historii wielkoszlemowy triumf polskiej tenisistki mogły obejrzeć miliony jej rodaków. Legendarna Jadwiga Jędrzejowska jeszcze przed II Wojną Światową doszła do finału Wimbledonu i French Open, a w Erze Otwartej zajść tak wysoko udało się tylko Agnieszce Radwańskiej. Świątek zrobiła jeden krok więcej i finałowy pojedynek wygrała, czym na trwałe zapisała się w historii polskiego tenisa (w przeszłości Polacy wygrywali w Wielkim Szlemie tylko w deblu: Jadwiga Jędrzejowska French Open w 1939, Wojciech Fibak Australian Open w 1978, a Łukasz Kubot Australian Open w 2014 i Wimbledon w 2017 roku). Została też najmłodszą triumfatorką French Open od 1992 roku – wtedy wygrała Monica Seles mając 18 lat i 187 dni.
Sukces na kortach im. Rolanda Garrosa wcale nie musi być ostatnim sukcesem Piątek tego kalibru. Już w Paryżu pokazała dobitnie, że po swojej stronie ma już wszystkie atuty niezbędne do gry na najwyższym poziomie – potężny serwis, pełną paletę zagrań, perfekcyjną technikę, żelazną kondycję i silną psychikę. A teraz jeszcze dzięki wysokiej premii za zwycięstwo (1,6 mln euro tylko za triumf w singlu) uzyska finansową niezależność, zaś dzięki awansowi do Top 20 rankingu WTA będzie mogła grać w każdym turnieju i dzięki temu jej sztab trenerski będzie mógł teraz z maksymalnym komfortem układać jej kalendarz startów.
Świątek będzie musiała teraz poradzić sobie z ogromną popularnością, co bywa czasem znacznie trudniejsze od machania rakietą na korcie, o czym przekonuje choćby przykład jednej z jej turniejowych rywalek, Kanadyjki Eugene Bouchard. Ale będzie też musiała zająć jakieś stanowisko wobec nieoczekiwanego hejtu, jaki w internecie spotkał Agnieszkę Radwańską, której sukcesy i dokonania nagle po zwycięstwie Świątek zaczęły być deprecjonowane. Okazanie przez Igę szacunku najlepszej jak dotąd polskiej tenisistce w historii, która co prawda nie zdołała wygrać turnieju Wielkiego Szlema, ale ma na koncie 20 wygranych turniejów, triumf w WTA Finals oraz przez dekadę utrzymywała się w Top 10 światowej listy.
Zapytana w Paryżu podczas ceremonii wręczania nagród o Radwańską, powiedziała: „Ona była jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Wiele osób porównuje mnie do niej, ale nadal muszę dużo zrobić, by zostać najlepszą tenisistką w historii w moim kraju”. Ta wypowiedź z pewnością jej w niczym nie zaszkodzi. Raczej wręcz przeciwnie.

Polka w 1/4 finału French Open

Rok temu Simona Halep w IV rundzie French Open udzieliła 18-letniej wówczas Idze Świątek bolesnej lekcji tenisa, pokonując ją w 45 minut 6:0, 6:1. W obecnej edycji paryskiego turnieju obie tenisistki ponownie trafiły na siebie w 1/8 finału, ale tym razem role się odwróciły – to Polka dominowała na korcie i rozbiła rozstawioną w imprezie z numerem 1 Rumunkę 6:1, 6:2. To bez wątpienia największa sensacja tegorocznych zmagań na ziemnych kortach kompleksu im. Rolanda Garrosa.

Zanim Halep i Świątek stanęły naprzeciw siebie na krytym korcie centralnym im. Philippe’a Chartriera, musiały pokonać swoje rywalki w 3. rundzie paryskiego turnieju. Rumuńska tenisistka, aktualnie wiceliderka światowego rankingu, w turnieju French Open pod nieobecność liderki Australijki Ashleigh Barty została rozstawiona z numerem 1. Halep po wznowieniu przerwanej przez pandemię zrezygnowała co prawda ze startu w wielkoszlemowym US Open, ale przystąpiła do rywalizacji w Europie, w cyklu turniejów na ziemnych kortach, których zwieńczeniem miał być przełożony z maja wielkoszlemowy French Open. Rumunka błysnęła wielką formą, zwyciężając w obu imprezach WTA, w których wystartowała – w Pradze i w Rzymie. Nic dziwnego, że wymieniana była w gronie faworytek turnieju.
W piątek w meczu 3. rundy Halep zmierzyła się z 19-letnią Amerykankę Amandą Anisimovą, aktualnie sklasyfikowaną na 25. miejscu rankingu WTA. Miała z nią rachunki do wyrównania, bo przed rokiem amerykańska nastolatka wyeliminowała ją w ćwierćfinale French Open. Tym razem Rumunka nie dała młodszej o dekadę rywalce najmniejszych szans i rozgromiła ją w 54 minuty 6:0, 6:1. Był to jej 17. wygrany pojedynek singlowy z rzędu, w którym potwierdziła wielką formę oraz aspiracje do drugiego w karierze triumfu na paryskich kortach (wcześniej wygrała French Open w 2018 roku). W przypadku wygrania turnieju w najnowszym notowaniu rankingu WTA Halep wróciłaby na pierwsze miejsce zestawienia. Na drodze do zrealizowania tych planów w niedzielne południe stanęła jej 19-letnia Polka. Chyba nie miała obaw przed starciem z zawodniczką, którą rok wcześniej rozgromiła tu w trzy kwadranse 6:0, 6:1.
Świątek zanim ponownie stanęła do walki z Halep, musiał wpierw pokonać inną wielką gwiazdę kobiecego tenisa, 26-letnią Kanadyjkę Eugene Bouchard, która w 2014 roku przebojem wdarła się do czołowej dziesiątki światowej listy, ale potem kłopoty zdrowotne i słabsza forma sprawiły, że obecnie jest sklasyfikowana w tym zestawieniu dopiero na 168. pozycji. Sześć lat temu dotarła do finału Wimbledonu i półfinału Australian Open i French Open, ale w obecnej edycji paryskiego turnieju wystąpiła dzięki przyznanej jej przez organizatorów tzw. dzikiej karcie. Bouchard niedawno pokazała się z dobrej strony w turnieju na ziemnych kortach w Stambule, gdzie dotarła do finału. W piątkowym starciu z Igą Świątek kanadyjska tenisistka zdołała jednak ugrać tylko pięć gemów i przegrała mecz 3:6, 2:6. Po meczu szczerze pochwaliła polską tenisistkę: „Przegrałam z bardzo dobrą zawodniczką. Ona dzisiaj wszystko robiła trochę lepiej ode mnie” – przyznaa Bouchard.
Kanadyjka tenisistka pewnie nawet nie przypuszczała, że dwa dni później jej pogromczyni z jeszcze większą łatwością niż z nią, rozprawi się z turniejową „jedynką”. 29-letnia Halep ma w dorobku 22 wygrane turnieje, w tym dwa wielkoszlemowe. Pierwszy wywalczyła dwa lata temu właśnie w Paryżu, a w kolejnym sezonie triumfowała w Wimbledonie. Świątek przed niedzielnym pojedynkiem w wypowiedziach dla mediów zapewniała, że dzisiaj jest już inną zawodniczką niż była rok temu, gdy w swoim debiutanckim występie w French Open Halep zmiotła ją z kortu. „Będę chciała tym razem zatrzymać ją na korcie dłużej, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy” – stwierdziła. I rzeczywiście, tym razem ich pojedynek trwał niewiele ponad godzinę, ale miał zupełnie inny przebieg niż rok wcześniej. Świątek od początku do końca spotkania dominowała na korcie i pozwoliła utytułowanej rywalce ugrać w sumie tylko trzy gemy.
W ćwierćfinale polska tenisistka zagra z 26-letnią Włoszką Martiną Trevisan, która z kolei w IV rundzie wyeliminowała ósmą w światowym rankingu Holenderkę Kiki Bertens. Ale nie tylko Halep i Bertens z wielkich nazwisk kobiecego tenisa zostały wyrzucone za burtę paryskiego turnieju. Odpadły też Hiszpanka Garbine Muguruza (triumfatorka z 2016 roku, Serena Williams (trzykrotna zwyciężczyni French Open), Łotyszka Jelena Ostapenko (wygrała w Paryżu w 2017 roku), Białorusinka Wiktoria Azarenka (dwukrotna finalistka French Open) i Czeszka Karolina Pliskova (półfinalistka French Open z 2017 roku) oraz Brytyjka Johanna Konta (ubiegłoroczna półfinalistka zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa). Ale w rywalizacji wciąż jest kilka gwiazd oraz pretendentek równie nastawionych na su8kces, jak Iga Świątek.

Bouchard i Halep na drodze Świątek

Iga Świątek w II rundzie French Open wygrała z tenisistką z Tajwanu Su-Wei Hsieh 6:1, 6:4 i awansowała do kolejnej fazy zmagań w wielkoszlemowym turnieju na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa. Przeciwniczką 19-letniej Polki w trzeciej rundzie będzie 26-letnia Kanadyjka Eugenie Bouchard, sześć lat temu półfinalistka French Open, ale obecnie sklasyfikowana w rankingu WTA na 168. miejscu i obecna w Paryżu dzięki tzw. dzikiej karcie.

Świątek swój drugi w karierze występ w paryskim turnieju rozpoczęła w znakomitym stylu, pokonując w I rundzie Czeszkę Marketę Vondrousovą (WTA 19) 6:1, 6:2, co było niespodzianka, bo to ubiegłoroczna finalistka French Open. W środę natomiast nasza tenisistka w drugiej rundzie zmierzyła się z 34-letnią Tajwanką Su-Wei Hsieh, aktualną liderką rankingu deblistek, ale bez większych sukcesów w grze pojedynczej – o ile w deblu ma w dorobku 28 wygranych turniejów, w tym dwa wielkoszlemowe, to singlu tylko trzy. W paryskiej imprezie nigdy nie doszła dalej jak do trzeciej rundy.
Tegoroczną edycję zaczęła od zwycięstwa nad Austriaczką Barbarą Haas i był to jej pierwszy wygrany w singlu mecz w tym roku. W starciu z nastoletnią Polką doświadczona Tajwanka w pierwszym secie niemal w ogóle na korcie nie istniała i przegrała go w niespełna pół godziny 1:6. Drugą partię Świątek zaczęła jednak fatalnie i po pięciu gemach przegrywała już 1:4, lecz wtedy przebudziła się i wróciła do gry na swoim najwyższym poziomie. Natychmiast odzyskała inicjatywę i wygrała pięć gemów z rzędu, a drugiego seta 6:4. W trwającym 67 minut pojedynku Świątek posłała 24 kończące uderzenia przy 17 niewymuszonych błędach. Tajwanka miała 14 piłek wygranych bezpośrednio i 10 pomyłek.
W trzeciej rundzie tenisistka z Warszawy zmierzy się z odradzającą się po głębokim kryzysie formy gwiazdą kanadyjskiego tenisa Eugenie Bouchard. 26-letnia obecnie tenisistka swoje wielkie dni przeżywała w 2014 roku, kiedy to doszła do półfinałów w wielkoszlemowych Australian Open i French Open, a w Wimbledonie nawet do finału. Sezon kończyła na 7. miejscu rankingu WTA. Niestety, potem tenis w jej życiu zszedł na dalszy plan, bo pochłonęło ją życie celebrytki i gwiazdy mediów społecznościowych. Grała coraz gorzej i w efekcie dzisiaj zajmuje na światowej liście dopiero 168. lokatę, na którą zresztą awansowała ostatnio po udanym występie w turnieju w Stambule, gdzie doszła do półfinału, co było jej najlepszym osiągnięciem od dwóch lat.
Organizatorzy French Open zaoferowali jej „dziką kartę”, którą Kanadyjka, wspierana od niedawna przez małżeństwo legendarnych mistrzów kortu – Steffi Graf i Andre Agassiego, jak na razie dobrze wykorzystuje. „Tenis znowu jest dla mnie najważniejszy. Już nie czuję potrzeby codziennego wrzucania zdjęć mojego tyłka do internetu” – zapewnia Bouchard. W pierwszej rundzie pokonała Rosjankę Annę Kalinską 6:4, 6:4, ale już w drugiej musiała stoczyć trzysetowy bój z występująca w barwach Australii Rosjanką Darią Gawriłową, z którą wygrała 5:7, 6:4, 6:3.
Pojedynek Świątek z Bouchard będzie znakomitym poligonem doświadczalnym dla naszej tenisistki, bo Kanadyjka, chociaż ostatnio notowała spadek formy i nie odnosiła sukcesów, ze względu na urodę i dawne sukcesy cieszy się niezmiennie ogromną popularnością i dlatego wciąż ma status tenisowej gwiazdy, a Świątek ma właśnie duże problemy mentalne w starciach z takimi przeciwniczkami. Bo pod względem tenisowych umiejętności w niczym Kanadyjce nie ustępuje.
Świątek zadebiutowała w paryskim turnieju przed rokiem i od razu doszła do czwartej rundy. W pojedynku o awans do ćwierćfinału trafiła jednak na wielką przeciwniczkę, Rumunkę Simonę Halep, która udzieliła 18-letniej wówczas warszawiance bolesnej lekcji tenisa, gromiąc ją 6:1, 6:0.
W tegorocznej edycji Świątek może się odegrać, bo ponownie w IV rundzie może zmierzyć się z Halep, o ile rzecz jasna wcześniej w trzeciej rundzie pokona Bouchard, a rumuńska gwiazda upora się z rówieśniczką Polki, 19-letnią Amerykanką Amandą Anisimovą. Halep na razie jeszcze nie demonstruje w Paryżu wielkiej formy, ale w dwóch swoich pierwszych potyczkach z turnieju nie straciła seta – pokonała 6:4, 6:0 Hiszpankę Sarę Sorribes Tormo i rodaczkę Irinę-Camelię Begu 6:4, 6:4. Trzymajmy zatem kciuki za Halep i Świątek, żeby doszły do IV rundy, bo wynik ich pojedynku dałby odpowiedź na nurtujące chyba wszystkich polskich fanów kobiecego tenisa, czy wielka nadzieja tego sportu przez ostatni rok poczyniła postępy i jest już w stanie toczyć wyrównane pojedynki, a nawet wygrywać, z zawodniczkami z pierwszej dziesiątki światowej listy. Gdyby Świątek pokonała Bouchard i Halep, w tym roku na paryskich kortach nie ma już zbyt wiele zawodniczek lepszych od tej dwójki.

Awansowała tylko Iga Świątek

Dla trójki reprezentantów Polski, Huberta Hurkacza, Magdy Linette i Kamila Majchrzaka, ich występy w 1. rundzie tegorocznego French Open okazały się jedynymi w tym turnieju. Do następnej rundy zdołała awansować jedynie najmłodsza z biało-czerwonych Iga Światek, która łatwo, 6:1, 6:2, pokonała finalistkę ubiegłorocznej edycji paryskiej imprezy, Czeszkę Martketę Vondrousovą.

Pojedynek Świątek z Vondrousovą trwał zaledwie 63 minuty. Polka zaczęła z ogromny impetem i w niespełna dziewięć minut wygrała trzy gemy, mając na koncie jedno przełamanie serwisu Czeszki. Nic nie było ją w stanie wybić z uderzenia, nawet przenikliwe zimno i konieczność gry w krępującym ruchy ciepłym odzieniu. Warszawianka w pierwszym secie przegrała tylko jednego gema i wygrała po 29 minutach jednostronnej gry.
W drugiej partii Vondrousova wzięła się w garść i zaczęła grać zdecydowanie lepiej, ale to było stanowczo za mało na powstrzymanie rozpędzonej i wciąż nakręcającej się do coraz lepszej gry polskiej tenisistki. Od stanu 2-1 Światek łatwo wygrała trzy kolejne gemy, jej rywalka jeszcze raz zerwała się do walki wygrywając gema na 2:5, ale 19-letnia Polka przy swoim podaniu nie dała jej szans i zakończyła drugą partię wynikiem 6:2.
Zadziwiająco łatwe zwycięstwo Świątek być może jest zapowiedzią jeszcze lepszego niż przed rokiem występu w paryskim turnieju. W poprzedniej edycji warszawianka odpadła w IV rundzie, lecz teraz może zajść znacznie dalej. Wygrała przecież z ubiegłoroczną finalistą French Open, uznawaną za wybitną specjalistkę od gry na kortach ziemnych, na dodatek znajdującą się w wysokiej formie, bo tuż przed paryskim turniejem doszła do półfinału mocno obsadzonego turnieju WTA w Rzymie. W drodze do niego m.in. rozbiła piątą na świecie Elinę Switolinę 6:3, 6:0, zaś nasza tenisistka w tym samym turnieju odpadła już w pierwszej rundzie po porażce z aktualnie niżej od niej notowaną 29-letnią Holenderką Arantxą Rus.
W drugiej rundzie Świątek zmierzy się 34-letnią zawodniczką z Tajwanu Su-Wei Hsieh, która zaczęła turniej na kortach im. Rolanda Garrosa od pokonania Austriaczki Barbary Haas 6:3, 7:6(1). To rywalka doświadczona i pokonanie jej może być dla Świątek znacznie trudniejszym wyzwaniem, niż Vondrousovej.
Powinniśmy jednak trzymać za nią kciuki, bo w grze pojedynczej już tylko ona została na placu boju z czwórki naszych reprezentantów. Magda Linette w I rundzie przegrała 6:1, 2:6, 3:6 z młodszą o 10 lat i znacznie niżej notowaną w rankingu WTA Kanadyjką Leyhlah Annie Fernandez, która dopiero w tym roku zadebiutowała w głównej drabince Wielkiego Szlema. W Australian Open odpadła już w pierwszej rundzie, a w US Open w drugiej. Linette tak oceniła swój nieudany występ w meczu z Fernandez: „Mam poczucie, że wynik był w większym stopniu efektem mojej słabszej gry w drugim i trzecim secie. Pozwoliłam rywalce wrócić do gry i uzyskać przewagę. Zawodnicze na moim poziomie nie powinno coś takiego się zdarzyć”. Linette w Paryżu rywalizuje jeszcze w deblu.
Z turnieju odpadał też dwójka naszych tenisistów. Porażka Kamila Majchrzaka była do przewidzenia, bo miał najmniej szczęścia w losowaniu i w I rundzie trafił na rozstawionego z numerem 15. Rosjanina Karena Chaczanowa, tenisistę o ugruntowanej pozycji w czołówce i znajdującego się w dobrej formie. Potwierdził to w poniedziałek pokonując Majchrzaka 7:6(3), 6:3, 6:3.
Sporym rozczarowaniem była natomiast porażka już w I rundzie naszego najlepszego obecnie gracza Huberta Hurkacza (WTA 31), który w paryskim turnieju został rozstawiony z numerem 29. Po blisko 4,5 godzinnym pojedynku musiał uznać wyższość 29-letniego Amerykanina Tennysa Sandgrena (ATP 47), z którym przegrał 5:7, 6:2, 6:4, 6:7(1), 9:11. „Byłem bardzo blisko zwycięstwa. Zabrakło mi jednej piłki. Takich meczów żal najbardziej. Cały czas są rzeczy, nad którymi muszę popracować, ale generalnie uważam, że zmierzam w dobrym kierunku. Odpowiednio wykorzystałem pobyt w Stanach Zjednoczonych, choć oczywiście są jeszcze elementy w mojej grze, które muszę poprawić” – stwierdził po meczu z Sandgrenem polski tenisista. Nie wszyscy podzielają jednak jego opinię, że czyni systematyczne postępy. Słynny przed laty amerykański tenisista John McEnroe uważa, że jest wręcz odwrotnie. „Kiedy zobaczyłem, jak gra Hurkacz z Djokoviciem na Wimbledonie, w lipcu 2019 roku, powiedziałem wtedy, że ten facet może zrobić wielkie rzeczy, bo ma naturalne wyczucie gry. Ale tym co ostatnio pokazuje na kortach jestem mocno zawiedziony, bo spodziewałem się po nim znacznie więcej” – ocenił McEnroe.

Polacy nie mają lekko w Paryżu

W niedzielę rozpoczął się w Paryżu przełożony z powodu pandemii koronawirusa wielkoszlemowy turniej French Open. W podanym przez organizatorów terminarzu gier w pierwszym dniu zaplanowano 20 pojedynków singlowych kobiet i 19 pojedynków singlowych mężczyzn. Nikt z czwórki reprezentantów Polski (Magda Linette, Iga Świątek, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak) nie został wyznaczony do niedzielnych meczów.

W niedzielę i poniedziałek w rywalizacji tenisistek mają się odbyć pojedynki zawodniczek rozlosowanych w górnej połówce turniejowej drabinki, natomiast w poniedziałek i wtorek do rywalizacji przystąpią też zawodniczki z dolnej połówki. Jeśli panująca teraz w Paryżu deszczowa pogoda nie pokrzyżuje szyków organizatorom French Open, to w poniedziałek zgodnie z planem gier swój pojedynek powinna rozegrać Iga Świątek. Przeciwniczką 19-letniej warszawianki w I rundzie będzie wyżej od niej sklasyfikowana w rankingu Czeszka Marketa Vondrousova (WTA 19), ubiegłoroczna finalistka zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa. Będzie to ich pierwsze starcie w zawodach głównego cyklu. Polka, aktualnie 54. na światowej liście, przed rokiem zadebiutowała w paryskim turnieju i doszła do IV rundy, lecz w pojedynku z 21-letnią Vondrousovą mało kto daje jej szanse na zwycięstwo.
Druga z naszych reprezentantek, Magda Linette (WTA 36), znalazła się w dolnej połówce turniejowej drabinki i w pierwszej rundzie w poniedziałek lub wtorek zmierzy się z utalentowaną 18-letnią Kanadyjką Leylah Annie Fernandez (WTA ). Dla rywalki naszej najlepszej tenisistki będzie to debiut na ziemnych kortach kompleksu im. Rolanda Garrosa, natomiast dla Linette jest to już szósty występ w paryskim turnieju. Najdalej doszła w 2017 roku, ale była to tylko trzecia runda. Z Fernandez zagra po raz pierwszy.
Ubiegłoroczna triumfatorka French Open, Australijka Ashleigh Barty, zrezygnowała z obrony tytułu. Oprócz niej z zawodniczek sklasywikowanych w czołowej dziesiątce rankingu WTA w Paryżu zabraknie jeszcze Japonki Naomi Osaki i Kanadyjki Bianki Andreescu. A w losowaniu par I rundy niepokonana od 14 meczów Rumunka Simona Halep (rozstawiona w imprezie z numerem 1) trafiła na Hiszpankę Sarę Sorribes Tormo. Turniejowa „dwójka”, Czeszka Karolina Pliskova, swój udział w turnieju rozpocznie od starcia z kwalifikantką, Egipcjanką Mayar Sherif. Z kolei Ukrainka Elina Switolina (nr 3) i Amerykanka Sofia Kenin (nr 4) spotkają się z Rosjankami, odpowiednio Warwarą Graczewą i Ludmiłą Samsonową.
Holenderka Kiki Bertens (nr 5) trafiła na Ukrainkę Katarinę Zawacką, zaś trzykrotna mistrzyni French Open, Amerykanka Serena Williams (nr 6) zagra ze swoją rodaczką Kristie Ahn. Czeszkę Petrę Kvitovą (nr 7) czeka natomiast pojedynek z Francuzką Oceane Dodin, rozstawioną z numerem 8. Białorusinkę Arynę Sabalenkę z reprezentantką USA Jessicą Pegulą, a Brytyjkę Johannę Kontę (nr 9) z 16-letnią Amerykanką Cori Gauff. Wracająca do światowej elity Białorusinka Wiktoria Azarenka, finalistka tegorocznego US Open, a w Paryżu rozstawiona z „10”, rywalizację rozpoczęła od potyczki z Czarnogórką Danką Kovinić.
W rywalizacji mężczyzn obaj repre4zentanci Polski, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak, trafili do górnej połówki turniejowej drabinki, więc swoje pierwsze mecze rozegrają w poniedziałek lub wtorek. Rywalem Hurkacza będzie Amerykanin Tennys Sandgren, którego już pokonał na paryskiej mączce dwa lata temu. Amerykanin jeszcze nigdy nie wygrał meczu w turnieju głównym French Open, a zanotuje w nim czwarty występ (debiutował w 2017 roku). W innych wielkoszlemowych turniejach spisywał się lepiej, zwłaszcza w Australian Open, gdzie dwa razy doszedł do ćwierćfinału (2018, 2020). Hurkacz na kortach im. Rolanda Garrosa zagra po raz trzeci. Jego najlepsze jak dotąd osiągnięcie to druga runda w premierowym starcie w 2018 roku.
Pierwszym rywalem Majchrzaka będzie natomiast Rosjanin Karen Chaczanow, ćwierćfinalista French Open z ubiegłego roku. Z tego powodu on jest faworytem tego pojedynku, bo dla naszego tenisisty będzie to debiut w paryskiej imprezie.
Lider rankingu ATP Serb Novak Djoković (nr 1) na otwarcie zmierzy się ze Szwedem Mikaelem Ymerem. Tytułu bronił będzie Rafael Nadal (nr 2), dwunastokrotny mistrz turnieju, który w I rundzie zagra z Białorusinem Jegorem Gerasimowem, Austriak Dominic Thiem (nr 3) z Chorwatem Marinem Ciliciem, Rosjanin Danił Miedwiediew (nr 4) trafił na Węgra Martona Fucsovicsa, Grek Stefanos Tsitsipas (nr 5) wylosował Hiszpana Jaume Munara, Niemiec Alexander Zverev (nr 6) Austriaka Dennisa Novaka, Włoch Matteo Berrettini (nr 7) Kanadyjczyka Vaska Pospisila, Francuz Gael Monfils (nr 8) trafił zaś na Kazacha Aleksandra Bublika.

Wielki Szlem na ziemnym korcie

W niedzielę 27 września na ziemnych kortach paryskiego kompleksu im. Rolanda Garrosa rozpocznie się przełożony z powodu pandemii koronawirusa wielkoszlemowy turniej tenisowy French Open. Planowo powinien odbyć się w dniach 24 maja – 7 czerwca. Do obrony mistrzowskiego tytułu w singlu mężczyzn stanie Hiszpan Rafael Nadal, natomiast Australijka Ashleigh Barty zrezygnowała z przyjazdu do Paryża.

Rafael Nadal na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jest hegemonem. W piętnastu występach w tym wielkoszlemowym turnieju triumfował aż 12 razy i wygrał 93 z 95 rozegranych pojedynków. W tegorocznej edycji French Open także jest uważany za murowanego faworyta, chociaż po półrocznej przerwie w startach nie prezentuje jeszcze najwyższej formy. W jedynym turnieju w jakim wystąpił przed imprezą w Paryżu, w ATP Masters 1000 w Rzymie, w której w przeszłości triumfował pięciokrotnie, niespodziewanie przegrał w ćwierćfinale z Argentyńczykiem Diego Schwartzmanem 2:6, 5:7. Była to sensacja, bo we wcześniejszych dziewięciu pojedynkach z tym tenisistą Hiszpan stracił zaledwie dwa sety. „To nie była moja noc. Diego zagrał bardzo dobrze, a ja nie. Zagrałem kiepski mecz przeciwko świetnemu rywalowi, a kiedy tak się dzieje, to się przegrywa. Ale wiem, co muszę poprawić. I wiem też, jak to zrobić. Będę trenował z odpowiednim nastawieniem, żeby znowu dobrze wypaść w Paryżu” – zapewniał wicelider rankingu ATP po porażce ze Schwartzmanem.
Słynny przed laty niemiecki tenisista Boris Becker, sześciokrotny mistrz wielkoszlemowy i były lider rankingu ATP, w wypowiedzi dla hiszpańskiego dziennika „Mundo Deportivo” stwierdził: „Moim zdaniem tegoroczny French Open będzie szczególnie trudny dla Nadala. On jest także moim faworytem numerem jeden, ale zauważam też, że różnica w dyspozycji między nim a innymi zawodnikami z czołówki jest dużo mniejsza niż w minionych latach. Przypuszczam, że to przez brak rytmu meczowego, bo Rafa zwykle przystępował do gry w Paryżu po czterech na ogół świetnych turniejach na kortach ziemnych”.
Tegoroczny French Open będzie wyjątkowy nie tylko z powodu nietypowego terminu imprezy. Zawody te zaczynały się zwykle w czwartą niedzielę maja i kończyły na początku czerwca i w kalendarzu tenisowym były drugim w kolejności imprezą Wielkiego Szlema – jedyną na kortach ziemnych, drugą po styczniowym Australian Open, a zawsze poprzedzała rozgrywany na kortach trawiastych Wimbledon. Ze względu na trwającą pandemię Francuska Federacja Tenisowa przesunęła początek French Open najpierw na 20 września, by ostatecznie wyznaczyć datę startu na 27 września, zaledwie dwa tygodnie po zakończonym zgodnie z terminarzem wielkoszlemowym US Open. Po raz pierwszy od 1947 roku paryska impreza nie odbędzie się więc w tradycyjnym terminie, a po raz pierwszy od wprowadzenia tzw. Ery Otwartej w tenisie duży turniej został przesunięty na inny termin, nie zaś całkowicie odwołany.
Po raz pierwszy w 124-letniej historii turnieju będzie można w jego trakcie rozgrywać mecze podczas padającego deszczu, bo od końca 2019 roku na korcie im. Phillipe’a Chatriera funkcjonuje rozsuwany dach. Podobną konstrukcję zarządzający kompleksem tenisowym im. Rolanda Garrosa planują zainstalować także na korcie im. Suzanne Lenglen, ale jej ukończenie planowane jest dopiero w 2023 roku. Inną nowinką paryskiego turnieju jest zainstalowanie oświetlenia na czterech głównych kortach.
Organizatorzy French Open w powodu pandemii zdecydowali się rozegrać kwalifikacje do głównej drabinki turniejowej bez udziału publiczności, a rosnące zagrożenie epidemiczne we Francji spowodowało, że władze zgodziły się na ograniczoną liczbę widzów tylko na trzech największych obiektach kompleksu Rolanda Garrosa – na korach Philippe Chatrier, Court Suzanne Lenglen oraz Simonne Mathieu.
W tegorocznym French Open polski tenis w grze pojedynczej reprezentować będzie czwórka graczy – Magda Linette i Iga Świątek w rywalizacji pań, a Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak w zmaganiach mężczyzn.
W kwalifikacjach uczestniczyły dwie kolejne nasze zawodniczki. Magdalena Fręch odpadła już w pierwszej rundzie po porażce z Argentynką Nadią Podoroską 2:6, 2:6, natomiast Katarzyna Kawa powodu pozytywnego wyniku testu na koronawirusa została wycofana. Po powrocie do Polski zawodniczka wykonała jednak dwa kolejne testy i w obu przypadkach wynik był negatywny. Z jednej strony to dobrze, że jest zdrowa, lecz tenisistka nie może odżałować zmarnowanej przez czyjeś niedopatrzenie szansy na zakwalifikowanie się po raz pierwszy w karierze do gównej drabinki wielkoszlemowego French Open.

Kawa na kwarantannie

Polska tenisistka Katarzyna Kawa w miniony poniedziałek została wycofana z turnieju kwalifikacyjnego do wielkoszlemowego French Open z powodu wykrycia u niej koronawirusa Covid-19.

W poniedziałek rozlosowano drabinkę eliminacji do turnieju singla kobiet i zabrakło na niej nazwiska naszej reprezentantki. Katarzyna Kawa miała być w kwalifikacjach wysoko rozstawiona i bardzo chciała po raz pierwszy awansować do paryskiego turnieju. Kilkadziesiąt minut po opublikowaniu drabinki 27-letnia tenisistka przekazała złe wieści. „Niestety z powodu pozytywnego testu na Covid-19 zostałam wycofana z turnieju w Paryżu. Mój pierwszy test był negatywny, próbka pobrana 40h później okazała się pozytywna. Nie mam żadnych objawów, czuję się wręcz bardzo dobrze. Najbliższe dni spędzę w kwarantannie i następnie powtórzę test. Wynik jest dla mnie kompletnym szokiem, ponieważ miałam wykonanych wiele testów w ostatnich tygodniach i naprawdę uważałam na kontakt z innymi i noszenie maski. Nie zadziałało to w moim przypadku, ale mam nadzieję, że dzięki temu uchroniłam inne osoby przez zarażeniem” – napisała na swoim profilu na Facebooku 131. obecnie rakieta globu. Zgodnie z obowiązującymi w Paryżu protokołami sanitarnymi Kawa została odizolowana i będzie musiała poddać się kwarantannie. Jej występ na kortach Rolanda Garrosa jest wykluczony, dlatego Polka nie przystąpi we wtorek do rywalizacji w eliminacjach.
W niedzielę media ujawniły, że z gry w kwalifikacjach musieli zrezygnować Uzbek Denis Istomin, Hiszpan Bernabe Zapata Miralles, Serb Pedja Krstin, Amerykanin Ernesto Escobedo i Bośniak Damir Dzumhur. Wieczorem organizatorzy poinformowali, że u dwóch tenisistów wykryto Covid-19, a trzech pozostałych miało kontakt z zakażonymi trenerami.
Jedyną Polką w kwalifikacjach jest Magdalena Fręch, zaś miejsce w głównej drabince mają zapewnione Magda Linette, Iga Świątek, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak. Zmagania w w turnieju głównym ruszają w niedzielę 27 września.

US Open 2020 bez wielkiej trójki?

Wielkoszlemowy US Open ma się rozpocząć 24 sierpnia, ale jego organizatorzy wciąż zastanawiają się w jakiej formule rozegrać turniej, a nawet rozważają jego odwołanie. Pandemia koronawirusa w USA zaczyna co prawda słabnąć, ale dzisiaj nie można jeszcze przewidzieć, czy w sierpniu życie w Nowym Jorku wróci do dawnego rytmu.

Początek US Open zaplanowano na 24 sierpnia, a zakończenie turnieju na 13 września, ale ostateczna decyzja ma zapaść w poniedziałek 15 czerwca. Dla tuzów światowego tenisa udział w tej imprezie to spory dylemat, bo pandemia koronawirusa zburzyła tenisowy kalendarz. W efekcie rozgrywany na kortach ziemnych French Open przeniesiony został na koniec września, więc jeśli Francuzi nie wycofają się z tego zamiaru, a na razie nic tego nie zapowiada, w tym roku tenisiści tuż po zakończeniu zmagań w US Open na twardych kortach Flushing Meadows musieliby niemal z marszu przenieść się ma ziemne korty im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Roger Federer już nie musi się zastanawiać, czy podoła takiemu wyzwaniu, bo niedawno poddał się operacji i w tym roku już nie zagra. Natomiast jego wielcy konkurenci, Serb Novak Djoković i Hiszpan Rafael Nadal, dają do zrozumienia, że nie wystąpią w obu wielkoszlemowych turniejach rozgrywanych w tak krótkim odstępie czasu. Nadal skłania się do startu w Paryżu, bo tu wygrywał już 12 razy, natomiast Djoković chciałby w US Open, ale przyznał, że dla niego turniej bez publiczności będzie trudny do zaakceptowania.
Brak tych trzech gwiazdorów byłby ciosem dla US Open. Djoković, Federer i Nadal od 2017 roku między sobą dzielą trofea w Wielkim Szlemie. Ostatnim zwycięzcą spoza tej trójki był Szwajcar Stan Wawrinka, który wygrał US Open w 2016 roku. Licząc od 2004 roku na 65 rozegranych finałów „wielka trójka” wygrała aż 55.

Anglicy odwołali Wimbledon

Komitet organizacyjny wielkoszlemowego Wimbledonu w minioną środę ogłosił decyzję, której od jakiegoś czasu sympatycy tenisa na całym świecie się spodziewali, ale która chyba nikogo nie ucieszyła. Po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej ten najbardziej prestiżowy turniej tenisowy został odwołany. Jego kolejna edycja odbędzie się dopiero za rok, w dniach 28 czerwca – 11 lipca. Tym samym All England Lawn Tennis Club nie poszedł śladem Francuzów, którzy swój wielkoszlemowy French Open przenieśli na koniec września.

Pandemia koronawirusa sparaliżowała kompletnie tenisowe życie. Z jej powodu odwołano w marcu wielkie turnieje w Indian Wells i Miami, a od 18 marca ITF, WTA i ATP zawiesiły rozgrywki tenisowe na wszystkich szczeblach. Pierwotnie przerwa miała potrwać do 7 czerwca, czyli do końca cyklu turniejów na kortach ziemnych, który zwyczajowo kończy wielkoszlemowy French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. W tym roku miał się odbyć w dniach 24 maja – 7 czerwca, ale jego organizatorzy już dwa tygodnie temu ogłosili, że przenoszą turniej na jesień i wyznaczyli nawet nową datę: 20 września – 4 października.
Pierwszy padł French Open
Ich decyzja wywołała spore poruszenie w tenisowym środowisku, bo nie został uprzednio uzgodniona z władzami ITF, WTA i ATP, zawodnikami oraz organizatorami innych zaplanowanych wcześniej w tym okresie turniejów. „Wiedzieliśmy, że będziemy za to krytykowani, bo jako pierwsi zdecydowaliśmy się na taki krok. Byliśmy jednak pewni, że musimy coś zrobić, bo nie było wspólnej dyskusji na ten temat. Nawet ludzie z ATP mówią nam dziś, że mieli podobny pomysł. A my działamy też w interesie Francji” – przekonuje w rozmowie z dziennikiem „L’Equipe” Lionel Maltese, dyrektor do spraw finansów Francuskiej Federacji Tenisowej (FFT).
Przeniesienie imprezy na wrzesień nie daje jednak stuprocentowej pewności, że się w tym terminie odbędzie. Wszystko zależy od rozwoju pandemii koronawirusa. Ale Francuzi są zdeterminowani, żeby impreza na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jednak się odbyła. „Straty z powodu odwołania turnieju wyniosłyby 260 mln euro, a to by oznaczało, że ucierpi także tenis amatorski, na który z tych zysków przeznaczamy co roku sto milionów euro” – tłumaczy dyrektor Maltese.
Protesty zawodników szybko jednak ucichły, gdy pojawiły si pierwsze pogłoski, że Wimbledon także jest zagrożony i może nawet w ogóle się nie odbyć. A to już jest cios bolesny, bo cztery turnieje Wielkiego Szlema łącznie wnoszą do zawodowego tenisa w puli nagród prawie dwieście milionów dolarów. A przypomnijmy, że w tym roku odbył się jak na razie jedynie Australian Open.
W środę organizatorzy zawodów na trawnikach All England Lawn Tennis Clubu (AELTC) spotkali się, aby podjąć decyzję w sprawie tegorocznego Wimbledonu. Pod uwagę wzięto bezpieczeństwo i zdrowie graczy, sędziów, kibiców oraz wszystkich osób pracujących przy turnieju. Ostatecznie podjęto decyzję, że 134. edycja The Championships odbędzie się w przyszłym roku, w dniach 28 czerwca – 11 lipca 2021 roku.
Anglikom żal było trawy
„To jest decyzja, której nie podjęliśmy pochopnie, a zrobiliśmy to z najwyższym szacunkiem dla zdrowia publicznego oraz dobrobytu wszystkich tych, którzy sprawiają, że Wimbledon się odbywa” – stwierdził przewodniczący AELTC, Ian Hewitt. Organizatorzy w oficjalnym komunikacie poszerzyli listę powodów: „Naszym zdaniem najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo wszystkich, którzy sprawiają, że Wimbledon to wydarzenie angażujące społeczeństwo, graczy, gości, pracowników, wolontariuszy, partnerów, kontrahentów i lokalnych mieszkańców. Dlatego uważamy, że odwołanie Wimbledonu jest najlepszą decyzją w interesie zdrowia publicznego. Podejmujemy tę decyzję teraz, a nie za kilka tygodni, co jest w interesie osób, które miały rozpocząć przygotowania do tego wydarzenia. Ci, którzy kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy i możliwość zakupu wejściówek na ten sam dzień w 2021 roku” – poinformował All England Lawn Tennis Club.
Wimbledon to najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy na świecie. Rozgrywany jest od 1877 roku. W tym czasie nie został rozegrany jedynie podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Od 1946 roku odbywał się regularnie. Organizatorzy nie zdecydowali się, wzorem French Open, przenieść imprezy na jesienny termin, bo rywalizacja na trawiastych kortach w Wielkiej Brytanii możliwa jest tylko latem.
Międzynarodowa Federacja Tenisowa zareagowała natychmiast i także w minioną środę zaakceptowała wniosek ATP i WTA, aby przerwę w rozgrywkach przedłużyć do 13 lipca. Potwierdziły to obie organizacje w oficjalnych komunikatach, co oznacza, że wszystkie zaplanowane turnieje na kortach trawiastych zostaną odwołane. W czerwcu tenisistki i tenisiści mieli w kalendarzu po sześć imprez. ATP nie skreśliła jedynie mający rozpocząć się 13 lipca turniej w Newport.
ITF wydłuża przerwę do lipca
Poprzedni komunikat ITF, WTA i ATP z 18 marca wstrzymał rywalizację na kortach do 7 czerwca, teraz już wiadomo, że przerwa potrwa co najmniej o miesiąc dłużej. Na tyle też utrzymano tzw. zamrożenie rankingów, czyli utrzymano jako wiążące wyniki ostatniego notowania. Dla czołówki profesjonalnych graczy utrata możliwości występu na wimbledońskiej trawie będzie jednak kolejną dotkliwą stratą finansową, bo to impreza z najwyższą pulą nagród (ponad 40 mln funtów).
W tym roku odbył się tylko jeden turniej wielkoszlemowy – Australian Open w Melbourne. Wśród pań triumfowała w nim Amerykanka Sofia Kenin, natomiast wśród mężczyzn najlepszy był Serb Novak Djoković.
ATP i WTA rozważają teraz różne scenariusze. Nie można wykluczyć, że z powodu pandemii w tym roku nie odbędzie się już żaden turniej tenisowy. Wariant optymistyczny zakłada wydłużenie sezonu do grudnia i limitowanie liczby imprez. Jeśli zajdzie taka konieczność, pierwszeństwo będą miały turnieje Wielkiego Szlema i Masters 1000, bo one oferują największe pule nagród dla uczestników.