Hamilton znów manifestował

W niedzielę Lewis Hamilton wygrał wyścig o Grand Prix Toskanii i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji kierowców. Było to już 90. zwycięstwo brytyjskiego kierowcy w Formule 1 (lepszy jest tylko Michael Schumacher, który triumfował 91 razy). Ale Hamilton stając na podium pozwolił sobie na kolejny mocny protest, za który zgodnie z regulaminem FIA groziła mu surowa kara. Działacze światowej federacji sportów motorowych postanowili jednak darować.

Hamilton od dawna mocno wspiera wszelkie działania antyrasistowskie. To za jego przykładem także inni kierowcy F1 opowiedzieli się przeciwko dyskryminacji rasowej i nierówności społecznej, wspierając rosnący na sile na całym świecie ruch Black Lives Matter. Odbierając nagrodę za zwycięstwo w wyścigu na torze w Toskanii Hamilton wszedł na podium w koszulce z napisem: „Areszt dla policjantów, którzy zabili Breonnę Taylor”.
Nawiązał tym do sprawy 26-letniej ratowniczki medycznej Breonny Taylor, która została 13 marca tego roku zastrzelona we własnym domu przez detektywów z wydziału narkotykowego policji w Louisville (stan Kenntucky). Interwencję przeprowadzono jedynie na podstawie podejrzenia, ale wedle doniesień amerykańskich mediów w mieszkaniu ratowniczki nie znaleziono narkotyków. O śmierci Taylor znów stało się głośno gdy jej rodzina złożyła pozew przeciwko policji, a potem w czerwcu w wyniku policyjnej interwencji w Minneapolis życie stracił Afroamerykanin George Floyd.
Sprawa zabójstwa Breonny Taylor przez policjantów nadal nie została wyjaśniona, a na dodatek żaden z uczestniczących w interwencji policjantów nie poniósł konsekwencji, przeciwko czemu w niedzielny wieczór na torze Mugello Circuit pod Florencją postanowił zaprotestować Hamilton.
Tym razem jednak jego manifestacja w decyzyjnych kręgach FIA wzbudziła kontrowersje. Jak twierdzi dziennik „Daily Mail” działacze światowej federacji mieli stwierdzić, że kierowca Mercedesa jednak naruszył przepisy organizacji zabraniające manifestacji o charakterze politycznym. Ostatecznie jednak Hamilton uniknął kary i w najbliższy weekend na pewno zobaczymy go w wyścigu o Grand Prix Rosji na torze w Soczi, w którym zapewne powalczy o swój 91. triumf w wyścigach F1 i wyrównanie rekordu Schumachera.

Amerykańskie miasta redukują budżety policji

Najnowszy przykład to Los Angeles. Rada miejska metropolii nad Oceanem Spokojnym przegłosowała zmniejszenie budżetu lokalnej policji o ok. 150 milionów dolarów. W ten sposób odpowiedziała na postulaty manifestacji antyrasistowskich po śmierci uduszonego przez policjantów Afroamerykanina George’a Floyda.

Redukcja budżetu policji uważanej przez część manifestantów nawet za „siły zbrojne Ku-Klux-Klanu” przeszła stosunkiem głosów 12:2. Przed redukcją ten budżet wynosił prawie dwa miliardy. Według Los Angeles Times, liczebność policji spadnie w ciągu roku nieco poniżej 10 tys., tj. do swego najniższego poziomu od 2008 r. Większość zaoszczędzonych pieniędzy pójdzie na inwestycje w zaniedbanych dzielnicach i dla mniejszości etnicznych.
„To krok do przodu, który pozwoli pomóc mieszkańcom należącym do mniejszości, przywrócić im szacunek, godność i równość szans, na które zasługują” – mówił Curren Price, jedyny Afroamerykanin w komisji budżetowej rady miasta. „Chciałbym podziękować organizatorom Black Lives Matter w Los Angeles i innym za wywarcie nacisku” – dodał Price – „Bez ich wysiłku ta reforma nie byłaby możliwa”.
W całym kraju postulat przekazania funduszy policyjnych na rzecz pokrzywdzonych mniejszości stał się głównym roszczeniem manifestacji antyrasistowskich. Rekordową obniżkę budżetu policji wprowadził Nowy Jork, gdzie służy 36 tys. funkcjonariuszy: dostaną ponad miliard dolarów mniej.

Wojna futbolistów z Trumpem

Amerykańska Federacja Piłkarska (US Soccer) zignorowała prezydenta USA Donalda Trumpa i na przekór jego opinii zmieniła protokół regulujący zasady zachowania się podczas hymnu narodowego. Teraz piłkarki i piłkarze nie będą musieli już obowiązkowo stać na baczność i trzymać prawej ręki na sercu. I mogą nawet klęczeć.

Odgrywanie hymnów przed meczami drużyn narodowych to w piłce nożnej uświęcony tradycją sportowy rytuał, który wszędzie jest pieczołowicie kultywowany. Zwyczajowo zawodniczki i zawodnicy w jego trakcie stoją w pozycji „na baczność”. Ten wymóg jest wszędzie obowiązkowy, dowolne są natomiast dodatkowe zachowania, jak trzymanie prawej ręki na sercu, chwytanie się za ramiona, śpiewanie czy ustawianie twarzami w kierunku wywieszonej na stadionie flagi. Kibice na ogół nie są tolerancyjni w kwestii nawet niewielkich odstępstw w tym rytuale, o czym przekonała się w Polsce choćby piosenkarka Edyta Górniak, której nowatorskie wykonanie polskiego hymnu podczas rozegranych w 2002 roku w Korei Południowej i Japonii mistrzostw świata spotkało się nad Wisłą z powszechnym potępieniem.
W Stanach Zjednoczonych podczas sportowych wydarzeń do interpretacji hymnu narodowego obywatele nie przywiązują aż takiej przesadnej wagi, ale lekceważących zachowań podczas jego wykonywania już tak. Tak też odebrano w 2016 roku zachowanie gracza NFL Colina Kaepernicka, który przed ligowym meczem podczas hymnu przyklęknął, a potem zaintrygowanym dziennikarzom wyjaśnił, że to jego sprzeciw przeciwko złemu traktowaniu przez jego kraj kolorowych obywateli. „Gest Kaepernicka” odbił się w USA szerokim echem i znalazł wielu naśladowców, ale władze ligi NFL wszelkie tego typu protesty przeciwko brutalności policji wobec Afroamerykanów skutecznie spacyfikowały.
Trump naciska na Twitterze
Spora w tym „zasługa” Donalda Trumpa, który właśnie objął rządy w Białym Domu i z tej pozycji zaapelował na Twitterze do szefów największej zawodowej ligi futbolu amerykańskiego, żeby zabronili zawodnikom klękanie podczas odgrywania hymnu narodowego. „Czyż nie mają zapisane w kontraktach, że muszą stać na baczność, z ręką na sercu?” – pisał Trump. I domagał się sankcji wobec naśladowców Kaepernicka. „Pierwszy raz na kolanach – wyrzucić z meczu. Drugi raz – zawiesić na cały sezon bez zapłaty” – domagał się prezydent USA, grzmiąc, że takie zachowania to jego zdaniem „zniewagą dla naszego kraju i naszej flagi”.
Futbol amerykański nie bez powodu uznawany jest za oceanem za „sport białych”, ale władze NFL załatwiły wtedy sprawę „w białych rękawiczkach”. Protestujący zawodnicy dostali do wyboru, albo podczas hymnu zostaną w szatni, albo będą na boisku stać jak wszyscy – na baczność, bo każda inna postawa zostanie natychmiast ukarana. To dlatego Kaepernick nie dostał już w lidze nowego kontraktu i musiał zakończyć przedwcześnie karierę w wieku 32 lat. Oficjalnie jednak podawano, że żaden klub nie zdecydował sie na jego zatrudnienie, bo prezentował słabą formę, co akurat było prawdą, ale nie do końca, bowiem nękały go wtedy kontuzje i potrzebował trochę czasu na powrót do dawnej dyspozycji.
Dzisiaj jednak nastroje społeczne w USA są znacznie bardziej radykalne niż cztery lata temu i przez ten kraj przelewa się fala antyrasistowskich protestów wywołanych zabójstwem 46-letniego George’a Floyda przez policjantów podczas zatrzymania. Policjant udusił go przygniatając szyję kolanem do ziemi przez 8 minut i 46 sekund. Nagraniu wideo z tego tragicznego w skutkach zdarzenia trafiło do internetu i wywołało masowe protesty we wszystkich dużych miastach w USA, często przeradzające się w uliczne zamieszki. Klęczący na szyi Floyda funkcjonariusz siłą rzeczy skojarzył się z klęczącym Kaepernickiem i tak wykonany cztery lata temu w zupełnie innych okolicznościach gest tego futbolisty nabrał zupełnie nowego znaczenia, stając się jednym z symboli napędzającego antyrasistowskie protesty ruchu Black Lives Matter (Czarne życie ma znaczenie).
Z wielkich sportowych organizacji jako pierwsza dołączyła się do niego Amerykańska Federacja Piłkarska (US Soccer) ogłaszając, że znosi obowiązek słuchania hymnu „na baczność” i nie będzie karać zawodniczek i zawodników reprezentacji za wykonywanie „gestu Kaepernicka”.
Rapinoe to zmora prezydenta USA
Prezydent Trump rzecz jasna natychmiast zareagował i próbował „zdyscyplinować” piłkarskich działaczy za pośrednictwem Twittera, grożąc im, że przestanie oglądać mecze zespołu narodowego, jeśli zobaczy zawodników klęczących podczas odgrywania hymnu. O kobiecej reprezentacji nawet nie wspomniał, bo ma z nią na pieńku już od lat, głównie za sprawą gwiazdy amerykańskiej drużyny Megan Rapinoe, która od początku jest zawziętą przeciwniczką prezydentury Trampa. Po zdobyciu mistrzostwa świata odmówiła zwyczajowej wizyty w Białym Domu, a gest Kaepernicka skopiowała już w 2017 roku.
Za przykładem US Soccer pójdzie pewnie wiele innych związków sportowych w USA, a także największe ligi zawodowe – koszykówki, baseballa i futbolu amerykańskiego. W NFL pierwsi stosowaną przez władze ligi zasadę apolityczności odrzucili zawodnicy, ale w końcu także właciciele klubów wsparli ideę ruchu Black Lives Matters. A trzeba pamiętać, że National Football League to największa i najbogatsza zawodowa liga na świecie. Ma najwyższe przychody, najwyższą średnią widzów na trybunach, najwyższą na świecie oglądalność telewizyjną. Właściciele klubów NFL należą do finansowej elity Ameryk, a przeciętna wartość klubu NFL to blisko trzy miliardy dolarów. I z każdym rokiem rośnie. Ci ludzie mają więc wiele do stracenia, ale gdy przyszło im wybierać między społeczną akceptacja, a akceptacją Donalda Trumpa, wybrali stronę obywateli. W ich imieniu komisarz ligi Roger Goodell potępił rasizm i systemowe prześladowanie Afroamerykanów w USA. Nic dziwnego, że w mediach, nie tylko amerykańskich, stanowisko NFL wywołało szok. Brytyjski „The Guardian” napisał nawet: „NFL pokazała środowy palec Donaldowi Trumpowi”. W USA media głównego nurtu nie oceniały tego aż tak dosadnie, też jednak pisały, że władze NFL stanęły w opozycji do Trumpa.
Na kontrę prezydenta USA nie trzeba było długo czekać. Jak ma to w zwyczaju, zareagował na Twitterze pisząc: „Teraz będzie OK dla zawodników klęczeć, a nie stać przy hymnie narodowym, i w ten sposób okazywać brak szacunku naszemu krajowi. Nie kupię biletu na mecz NFL, dopóki liga nie wróci do futbolu i przestanie dzielić Amerykanów”. Jeśli w ślady US Soccer i NFL pójdą inni, Trump chyba będzie musiał w ogóle zrezygnować z oglądania sportu.

Serena Williams jest dumna z męża

Alexis Ohanian, mąż nakomitej tenisistki Sereny Williams, postanowił zrezygnować z członkostwa w zarządzie platformy internetowej Reddit, bo uznał, że firma toleruje mowę nienawiści wobec uczestników protestów przeciwko nierówności rasowej.

Co istotne, Ohanian 15 lat temu był jednym z założycieli Reddit i dzięki niemu stał się milionerem. W ostatnim czasie Reddit był krytykowany za brak reakcji na rzecz mowy nienawiści, szerzonej przez niektórych jego użytkowników. Sytuacja pogorszyła się po śmierci George’a Floyda. Biznesmen nie zgadzał się z takimi zachowaniami i postanowił zrezygnować z członkostwa w zarządzie firmy Reddit. „Zrobiłem to dla rodziny, jako ojciec, który będzie musiał kiedyś odpowiedzieć swojej czarnoskórej córce na pytanie, co ty wtedy zrobiłeś?” – powiedział Ohynian. Biznesmen jest mężem utytułowanej amerykańskiej tenisistki Sereny Williams, z którą ma córkę Olympię. Gwiazda światowych kortów skomentowała decyzję męża na portalach społecznościowych. „Jestem z ciebie bardzo dumna Alex. Wiem, ze Olympia również będzie” – napisała 23-krotna mistrzyni turniejów wielkiego Szlema.

Solidarni z protestującymi w USA

Kilka tysięcy osób zgromadziło się w sobotę pod warszawską ambasadą Stanów Zjednoczonych, by wyrazić gniew z powodu policyjnej przemocy oraz solidarność z ludźmi, którzy demonstrują na ulicach amerykańskich miast.

Protest, zorganizowany przez Koalicję Przeciw Rasizmowi, zgromadził nadspodziewane tłumy, w większości młodych ludzi. Ambasada, zamknięta na głucho, z podniesionymi zabezpieczeniami przed wtargnięciem pojazdów na teren przedstawicielstwa, była ochraniana przez dość rzadki łańcuch policjantów i policjantki ubranych w zwykłe mundury. Wzdłuż ogrodzenia ambasady protestujący składali kwiaty, zapalili znicze, postawili kartonowe plakaty z fotografiami m.in. Malcolma X i innych działaczy na rzecz praw człowieka w USA, napisami ku pamięci George’a Floyda, fragmentami wierszy, przemówień i hasłami wyrażającymi sprzeciw wobec rasizmu.

Sam protest, choć przebiegał pokojowo, był bardzo dynamiczny. Protestujący nieśli mnóstwo samodzielnie wykonanych plakatów i tablic z napisami: „Black lives matter”, „No justice, no peace” (nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju), „Nie ma kapitalizmu bez rasizmu”, „Silence = Violence” (cisza = przemoc), i z ostatnimi słowami George’a Floyda, które nabrały podczas demonstracji uniwersalnego znaczenia:„I can’t breathe”, czyli „nie mogę oddychać”.

W jednym z ważniejszych przemówień Justyna Samolińska, działaczka Inicjatywy Pracowniczej oznajmiła, iż na naszych oczach Stany Zjednoczone stają się otwarcie faszystowskim i totalitarnym państwem i będzie to miało wpływ na nas wszystkich na całym świecie.

Samolińska odniosła się również do przypadków dyskryminacji na tle narodowościowym, jakie zdarzają się w Polsce. Wspomniała o ukraińskim robotniku Wasylu Czorneju, którego pracodawczyni nie wezwała pogotowia, gdy mężczyzna zasłabł w pracy. Następnie wywiozła jego ciało do lasu i usiłowała zatuszować całą sytuację. Jak oceniła działaczka, gdyby Czornej był Polakiem, nie spotkałby go taki los.

Główne wątki przemówienia dotyczyły jednak brutalnych amerykańskich realiów. Chociaż piętnowane przez nią nierówności i wykluczenie to domena nie tylko kapitalizmu za oceanem.

– Przemoc wobec czarnych Amerykanów, wobec mniejszości w Stanach Zjednoczonych ma nie tylko wymiar policyjny, ma też wymiar ekonomiczny. Mamy do czynienia z wielowiekowym wyzyskiem, z wielowiekową dyskryminacją – podsumowała Samolińska.

Protesty w ten weekend odbyły się również m.in. w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Wszędzie przypominano, że Amerykanie walczą o równość we wszystkich wymiarach: w dostępie do edukacji, do mieszkań w lepszej okolicy, do opieki zdrowotnej.

Na razie polityka rządu USA systemowo im tego dostępu nie gwarantuje. Tego samego rządu USA, który jest idolem obecnych władz Polski.

Gest Kaepernicka symbolem protestu

W USA kolejny dzień trwają protesty wywołane zabójstwem przez białego policjanta 42-letniego Afroamerykanina Georga Floyda. Dołączyli do nich sportowcy, którzy wygłaszają apele lub wypisują na koszulkach ostatnie wypowiedziane przez Floyda słowa „Nie zabijaj mnie!”, albo hasła w rodzaju „Sprawiedliwość dla George’a Floyda”. Jedną z form protestu jest naśladowanie głośnego przed czterema laty gestu gracza zespołu futbolu amerykańskiego San Francisco 49ers Colina Kaepernicka.

Morderstwo Floyda wywołało burzliwe protesty w Stanach Zjednoczonych, a na świecie wzmocniło debatę na temat nierówności rasowej. Tym razem sportowcy nie wahali się stanąć w pierwszym szeregu i odważnie zabierali głos. LeBron James, największy obecnie gwiazdor koszykarskiej ligi NBA, która uznawana jest za zdominowaną przez Afroamerykanów, udostępnił na Instagramie zdjęcie klęczącego na szyi Floyda policjanta, a obok zdjęcie klęczącego w trakcie grania amerykańskiego hymnu gracza zdominowanej przez białych ligi NFL Colina Kaepernicka i podpisał je pytaniem: „Czy teraz rozumiecie, o co nam chodzi? Czy dalej to nie jest dla was jasne?”.


Jedyny sprawiedliwy w NFL

Przy okazji przypomniał też światu postać Kaepernicka i jego gest, który pod koniec 2016 poruszył opinię publiczną w USA. Wtedy Kaepernick był jeszcze graczem zespołu San Francisco 49ers. Przed meczami NFL zwyczajowo odgrywany jest hymn narodowy podczas którego wszyscy stoją, a Colin jako jedyny w tym czasie klęknął i pochylił głowę. Potem wyjaśnił to tak: „Nie będę z dumą stał obok flagi kraju, który szykanuje osoby rasy czarnej czy innych kolorowych ludzi”. Jego zachowanie poparła spora część amerykańskiego społeczeństwa, szczególnie kolorowa, ale futbolista był też ostro krytykowany, między innymi przez Donalda Trumpa. W efekcie stracił kontrakt w ekipie 49ers, a potem żaden klub nie zdecydował się na jego zatrudnienie. Podał za to NFL do sądu, ale chociaż rozprawa zakończył się ugodą, jego sportowa kariera legła w gruzach.
Gest Kaepernicka nie został jednak zapomniany i dzisiaj stał się jednym z symboli protestu wywołanego tragiczną śmiercią Floyda. On sam i jego fundacja udzielili wsparcia manifestantom. „Musimy bronić naszych bojowników o wolność” – napisał w oświadczeniu Kaepernick. W USA jeszcze do niedawna funkcjonował stereotyp, że futbol amerykański to „sport dla białych”, dzisiaj jednak nawet władze NFL oficjalnie wspierają walkę o równość rasową. Szczególnego znaczenia nabrała wypowiedź Carsona Wentza, gwiazdora drużyny Cincinnati Bengals, pochodzącego konserwatywnej rodziny od pokoleń mieszkającej w „białej” Północnej Dakocie. „Większość życia spędziłem w towarzystwie białych ludzi, więc nie będę udawał, że rozumiem, przez co przechodzą czarnoskórzy. Ale kompletnie nie rozumiem, jak społeczeństwo może nie szanować wartości ludzkiego życia. Przecież jesteśmy równi” – stwierdził Wentz.
„Gdy widzicie czarnoskórych protestujących, zrozumcie, że oglądacie ludzi znajdujących się na granicy wytrzymałości, którzy chcą żyć i oddychać – napisał Kareem-Abdul Jabbar, najlepszy strzelec w historii NBA, który od lat walczy o równość rasową. Mówiąc o oddychaniu nawiązał do słów Floyda, który bezskutecznie prosił klęczącego na nim policjanta, żeby go puścił, bo nie może złapać oddechu. Jego słowa – „I can’t breathe” (Nie mogę oddychać), to w tej chwili sztandarowe hasło uczestników masowych protestów organizowanych w USA.
Głos sprzeciwu wyraził także Michael Jordan, legendarny koszykarz Chicago Bulls, który dotąd niechętnie angażował się w akcje społeczne o politycznym kontekście, lecz tym razem nie wytrzymał. „Jestem głęboko zasmucony, przepełniony bólem i po prostu zły. Solidaryzuję się z tymi, którzy sprzeciwiają się zakorzenionemu rasizmowi i przemocy wobec kolorowych ludzi w naszym kraju. Mamy dość!” – napisał Jordan. W jego ślady poszli inni wielcy amerykańscy sportowcy. Coco Gauff, 16-letnia gwiazda kobiecego tenisa, opublikowała w internecie filmik, na którym stoi w czarnej bluzie z pochyloną głową i pyta – „Czy będę kolejna?”, gdy w tle pojawiają się zdjęcia czarnoskórych ofiar przemocy policji. Brytyjczyk Lewis Hamilton, jedyny ciemnoskóry kierowca w Formule 1, przywalił mocno w środowisko sportów motorowych. „Nikt ze zdominowanej przez białych ludzi Formuły 1 nie wykazał jakiegokolwiek działania. Nie możecie stać z boku i nic nie robić” – grzmiał sześciokrotny mistrz świata.

Solidarni z Bundesligi

Do protestu przyłączyli się też piłkarze niemieckiej Bundesligi – Marcus Thuram (Borussia Moenchengladbach), Jadon Sancho i Achraf Hakimi (Borussia Dortmund) i amerykański piłkarz Weston McKennie z Schelke Gelsenkirchen. Ich gesty były mocnym przekazem, bo niemiecka liga to teraz jedyne rozgrywki sportowe transmitowane na całym świecie. Gest Kaepernicka w minioną niedzielę powielił Thuram, który po strzeleniu gola Unionowi Berlin przyklęknął i pochylił głowę. „Nic nie trzeba wyjaśniać” – napisał klub w podpisie pod zdjęciem udostępnionym w mediach społecznościowych. A jego trener, Marco Rose, dodał: „Marcus stanowi wzór do naśladowania w walce z rasizmem”.
Napastnik Borussii Moenchengladbach to syn Liliana Thurama, wybitnego przed laty francuskiego piłkarza, mistrza świata z 1998 roku, który od lat walczy o równość rasową. „Za normalne uważa się, że ktoś ma więcej, bo jest biały. O rasizmie się nie mówi. Wszyscy wiedzą, co się dzieje, ale zachowują się, jakby nic się nie działo, bo nie chcą tracić swoich przywilejów. Dopóki nie pozbędziemy się tej postawy, dopóty świat się nie zmieni” – twierdzi Thuram-senior.
Z kolei Jadon Sancho po strzeleniu pierwszego z trzech goli w spotkaniu z Paderborn (6:1) zdjął koszulkę meczową i pokazał do kamer telewizyjnych wypisane na T-shircie hasło: „Sprawiedliwość dla George’a Floyda”. Tak samo postąpił też inny z graczy Borussii Dortmund, Achraf Hakimi, zaś Weston McKennie nosił opaskę z napisem „Sprawiedliwość dla George’a”. Cała trójka została za to ukarana żółtymi kartkami, a Thuramowi groziło zawieszenie, bo tak stanowią przepisy FIFA, która zabrania na stadionach jakichkolwiek manifestacji politycznych. Władze dyscyplinarne Bundesligi w tych przypadkach zlekceważyły jednak regulaminy i nie wyciągnęły żadnych konsekwencji. Co więcej – DFB zapowiedział kontynuację prowadzonej na niemieckich stadionach kampanii antyrasistowskiej.
Szkoda, że na naszych stadionach nie znaleźli się naśladowcy Kaepernicka, Thurama, Sancho i Hakimiego.

Solidarni

Burzliwe demonstracje i protesty jakie przelewają się przez Stany Zjednoczone po tym jak z rąk białego policjanta w Minneapolis zginął czarnoskóry mieszkaniec miasta George Floyd, odbiły się szerokim echem w Europie.
W kilku brytyjskich miastach zorganizowano wiece solidarnościowe, które łącznie zgromadziły kilkanaście tysięcy osób. Protesty zwołali działacze miejscowego ruchu Black Lives Matter i organizacji antyrasistowskich i lewicowych.
Kilka tysięcy ludzi uczestniczyło w marszu w Londynie. Demonstranci nieśli transparenty i plakaty z hasłami przeciwko rasizmowi, domagając się sprawiedliwości dla George Floyda.
W stolicy Walii, Cardiff w wiecu w centrum miasta uczestniczyło blisko tysiąc osób. Na transparentach widniały hasła „Black Lives Matter” czy „I can’t breathe” (Nie mogę oddychać), będące mottem obecnej fali protestów w USA. Podobna demonstracja odbyła się też w Manchesterze.

Minneapolis w ogniu

Z policją mam pewien zgrzyt; z jednej strony, moje środowisko, zwłaszcza to skrajnie lewicowe i antyfaszystowskie otwarcie nią pogardza i widzi w niej wroga numer jeden. Pal go sześć, że większość tych deklaracji jest czysto wizerunkowa, bo to fajnie wygląda na plakatach i napisach na murach. Z drugiej strony, mam wśród policjantów sporo znajomych i złego słowa na żadnego nie powiem. Choć grzeczne chłopaki to zazwyczaj nie są.

Śledzę uważnie doniesienia amerykańskich mediów o zamieszkach w USA, po śmierci George’a Floyda. Człowiek zginął, uduszony nogą policjanta, przyciśnięty do trotuaru, w trakcie zatrzymania. Po, co tu kryć, zabójstwie Floyda, amerykańskie miasta, głównie Minneapolis, zapłonęły żywym ogniem w świętej sprawie. Floyd był czarny. Zginął z rąk białego. Nic więcej, zwłaszcza w kryzysie, robić nie było trzeba. Chaos i anarchia przyszły same.

Branża muzyczna ze Stanów, którą śledzę w mediach społecznościowych równie uważnie, zrazu wydała wyrok. Floyd jest ofiarą, a katem policja, napędzona rasistowskim katalizatorem. Artyści stają po stronie tych, którzy wołają o sprawiedliwość. Ja też się tam sytuuję. Zawsze. Po stronie wolności i sprawiedliwości. Jednakowoż często nie wystarcza mi sama deklaratywność, bo lubię wiedzieć, o co się biję. A gdy się zajrzy do sprawy Floyda, to już nie jest tylko czysty, biały rasizm, ale coś więcej, co nie ugina się przed prostą dychotomią: dobry czarny i zły biały.

Floyd zginął wskutek bezbrzeżnej brutalności funkcjonariusza. Fakt. Funkcjonariusz czeka w areszcie na proces. Fakt drugi. Wnioski ulicy: wszyscy biali policjanci ciemiężą czarnych obywateli. Darujcie Państwo tę łopatologię, ale tak to trochę tam wygląda. Kto był w Stanach, ten doskonale wie, że władza policjanta jest tam nieporównywalnie większa niż moce naszych stróżów prawa. Nie trzeba jednak jechać aż do Stanów, żeby przekonać się, jak poczynają sobie z obywatelami policjanci, np. w cywilizowanej Francji. Po ostatnich protestach żółtych kamizelek, filmików w sieci jest aż nadto. Żadne działania człowieka, prócz realnego zagrożenia życia lub zdrowia funkcjonariusza, nie usprawiedliwia policyjnej agresji. Podobnie jest jednak w przypadku tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Żadna rzecz nie usprawiedliwia zbrodni i występku, jeśli chce się walczyć o prawdę.

Gdzieniegdzie da się przeczytać, że Floyd został zatrzymany z fałszywymi banknotami, którymi chciał zapłacić w sklepie. Ochrona wezwała policję. Podczas zatrzymania, Floyd miał stawiać opór, miał być pod wpływem narkotyków etc. Tych informacji w polskich mediach trudno się doszukać. Być może są to klasyczne fejkniusy. Dla mnie jednak wystarczą, żeby zapalić żółte, ostrzegawcze światło, że skoro coś podobnego się pojawia, to może jednak nie było z zatrzymaniem Floyda do końca tak, jak tego chce ulica. Że zabił go policjant, tylko dlatego, że Floyd był czarny.

Nie usprawiedliwiam przemocy, ani małej, ani wielkiej. Przemocy czynionej przez bandziora, ani przez policjanta. Każda jest taka sama. Podobnie jak kradzież. Czy złodziejem jest państwo, czy rabuś w kominiarce. Kradną jednakowo. Pamiętam, jak czytałem w „Przerwanej dekadzie” E. Gierka jego opinie o strajkach radomskich i ich tłumieniu w 1976 r. J. Rolicki pytał Gierka, czy radomskie ścieżki zdrowia i masowe aresztowania były potrzebne. E. Gierek powiedział wówczas, że sam zorganizował jako górnik we Francji i Belgii kilkanaście strajków i protestów, i nikomu nawet frank nie zginął wtedy z kieszeni, a rabunek sklepów w Radomiu przy okazji protestów politycznych był faktem, który dziś próbuje się zrównać z działaniami korowskiej opozycji. Dlatego właśnie należy oddzielić działanie polityczne od zwykłego bandytyzmu, który bardzo często chowa się za flagami i transparentami, bo łatwiej się w ich anturażu wmieszać w tłum, żeby kraść.

Trzeba krzyczeć, jeśli widać, że przemoc mierzona w obywatela zabija bez powodów. Trzeba iść na ulice. Ale nie trzeba od razu podpalać komitetów, tylko raczej próbować zakładać własne. Nie wolno też dawać się nabierać na plewy: kiedy ktoś wybija witrynę w sklepie i wynosi z niego telewizor, nie broni demokracji i praw człowieka tylko kradnie. Nazywa się go wtedy złodziejem, a nie manifestantem. Podobnie, gdy rzuca kamieniami w samochody TVN-u, z twarzą pomalowaną w narodowe barwy. To żaden patriota, tylko wandal i przestępca. I żaden relatywizm tego nie odwróci.