Odpychanie uchodźców

Minister spraw wewnętrznych nacjonalistycznego rządu Włoch proponuje, by Unia Europejska powstrzymywała uchodźców tworząc centra przetrzymywania ich na terenie Afryki.

 

Matteo Salvini, świeżo upieczony szef resortu spraw wewnętrznych w skrajnie prawicowym rządzie Włoch, złożył wizytę w Libii. Spotkał się z m.in. Ahmedem Maitigiem, wicepremierem rządu w Trypolisie, uznanym przez społeczność międzynarodową za legalną władzę tego kraju. Rząd Ashoura kontroluje obecnie tylko część terytorium Libii. Salvini rozmawiał z nim fali imigrantów, którzy z Afryki przedostają się do Włoch, a w podróż przez Morze Śródziemne najczęściej wyruszają właśnie z wybrzeży Libii. Polityk, znany z antyimigranckiej retoryki i polityki, wyraził wdzięczność dla libijskiej straży granicznej, która przechwytuje łodzie z migrantami. Ocenił jej aktywność jako „doskonałą robotę”.
W poniedziałek, po powrocie do kraju, włoski minister oświadczył, że w krajach takich jak Libia, Niger, Czad i Sudan powinny powstać centra przetrzymywania migrantów z Afryki, by powstrzymywać ich ruch w stronę Europy. Jego zdaniem europejskie rządy również powinny mieć udział w takiej formie represjonowania ludzi szukających lepszego życia na Starym Kontynencie. Salvini uznał, że UE powinna finansować obozy, które on proponuje zakładać w krajach Afryki.

Odniósł się do tego libijski wicepremier Maitig oświadczając: „całkowicie sprzeciwiamy się jakimkolwiek obozom dla migrantów w Libii”. Jednocześnie zaznaczył, że jego rząd, nadal będzie powstrzymywał ruch Afrykanów w kierunku Włoch. Praktyka ta jest ostro krytykowana przez organizacje działające na rzecz uchodźców i broniących praw człowieka. Ich zdaniem działania libijskiej straży przybrzeżnej są często bezprawne, a imigranci na terenie Libii mierzą się z ciężkimi warunkami życia, przemocą i nadużyciami ich podstawowych praw człowieka.

Przywódcy państw UE przygotowują się do unijnego szczytu w sprawie imigracji, który ma się rozpocząć w czwartek, 28 czerwca. Polityka Włoch będzie z pewnością jednym z najważniejszych jego tematów. Od 2014 r. Włochy przyjęły 650 tys. imigrantów, którzy przybyli na łodziach z Afryki. Nastroje antyimigranckie były głównym czynnikiem, który w ostatnich wyborach wyniósł do władzy nacjonalistyczny rząd Giuseppe Contego. Skrajnie prawicowy gabinet rozpoczął swoją antyuchodźczą politykę od zamknięcia portów dla statków organizacji pozarządowych ratujących migrantów na Morzu Śródziemnym. Na morzu utknęły m.in. statki Lifeline i Aleksander Maersk – pierwszy z 230 imigrantami na pokładzie, drugi z 113. Aleksander Maersk ma otrzymać pozwolenie na wejście do wskazanego przez włoskie władze potru w najbliższy piątek.

Polityka „odpychania migrantów” od granic Europy owocuje natomiast tragediami. Nie tak dawno świat zbulwersował film dokumentujący handel niewolnikami w Libii, obnażający rzeczywistość kryjącą się po afrykańskiej stronie Morza Śródziemnego, na której Europa chciałaby zatrzymać falę przybyszów.

W ubiegłym tygodniu natomiast media obiegły doniesienia o masowych deportacjach migrantów z Algierii. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy około 13 tys. osób zostało przez algierską straż graniczną odwiezionych na granicę z Nigrem, a następnie pod groźbą użycia broni zmuszonych do marszu przez pustynię bez wody i jedzenia. Wśród deportowanych w ten sposób były ciężarne kobiety i dzieci.

Rząd ksenofobów i eurosceptyków

Za drugim podejściem, po korekcie zaleconej przez międzynarodowy kapitał, we Włoszech powstał rząd koalicyjny złożony z przedstawicieli skrajnie prawicowej Ligi i pozornie antysystemowego Ruchu Pięciu Gwiazd. Szefowie obu partii nazywają nowy gabinet „rządem zmian”, jednak wsłuchując się w ich propozycje trudno dostrzec coś naprawdę przełomowego.

 

Formowanie rządu we Włoszech trwało 90 dni. W pierwszym podejściu, na początku tego tygodnia, Prezydent Sergio Mattarella, pod naciskiem Brukseli i międzynarodowych instytucji finansowych, nie zatwierdził składu rządu zaproponowanego przez przedstawicieli Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd. Kością niezgody nie były jednak pomysły polityków koalicji dotyczące uchodźców, lecz osoba Paolo Savony, profesora ekonomii, który miał objąć tekę ministra finansów. Polityk ten jest znanym krytykiem obecności Italii w strefie euro. Przez kilkadziesiąt godzin zanosiło się, że nowym szefem rządu zostanie były urzędnik Międzynarodowego Funduszu Walutowego Carlo Cottarelli, co oznaczałoby realizacje polityki zastosowanej już w Grecji – brutalnych cięć budżetowych, obejmujących wydatki na cele socjalne, usługi publiczne, renty i emerytury.

W reakcji na decyzje prezydenta lider Ligi Matteo Salvini oświadczył, że Mattarella nie ma prawa ingerować w decyzje dotyczące składu personalnego gabinetu, który został zgłoszony przez demokratycznie wybraną koalicje. Przywódca Ruchu Pięciu Gwiazd posunął się o krok dalej, informując, że jego ugrupowanie zamierza postawić prezydenta w stan oskarżenia, w związku ze złamaniem konstytucji. Potem jednak wycofał się ze swoich słów. Swój ton złagodził również Salvini, który oznajmił, że jego formacja jest gotowa do rozmów o „kompromisowym gabinecie”.

W piątek w Pałacu na Kwirynale na premiera został zaprzysiężony profesor prawa Giuseppe Conte, polityk nie związany z żadnym skrajnym ruchem, w swoich wypowiedziach i poglądach przypominający raczej stonowany europejski establishment. To jednak prawdopodobnie tylko zasłona, bo wśród członków jego gabinetu znajdujemy bardzo niepokojące persony. Stanowiska wicepremierów obejmą liderzy obu ugrupowań: Luigi Di Maio z Ruchu i Matteo Salvini z Ligi. Di Maio będzie zarazem ministrem rozwoju gospodarczego, pracy i polityki socjalnej, a Salvini – szefem MSW. Ten drugi zapowiedział już, że jego celem będzie deportacja „nielegalnych imigrantów” z terytorium Włoch oraz likwidacja programów integracyjnych dla tych, którzy już otrzymali azyl. Salvini zapowiada, że przyniesie to oszczędność rzędu pięciu miliardów euro. Z kolei Di Maio zamierza wdrożyć obietnice socjalne, złożone wyborcom podczas kampanii. Ich beneficjentami mają być obywatele o najniższych dochodach oraz bezrobotni. Oczywiście tylko rodowici Włosi. Ruch Pięciu Gwiazd zapowiedział im przyznanie dochodu gwarantowanego w wysokości 780 euro. Wprowadzenie takiego świadczenia prawdopodobnie będzie okupione cięciami na poziomie usług publicznych, które już teraz znajdują się w tragicznym stanie z powodu chronicznego niedofinansowania. Powstać mają również bezpłatne przedszkola.

Liga również zamierza zrealizować swoje postulaty gospodarcze. Niektóre z nich, wyrażone ogólnikowo jako „likwidacja barier stawianych przedsiębiorczości” czy „ograniczenie biurokracji” są podzielane przez koalicjanta, inne z kolei jak utworzenie „banku na rzecz inwestycji, rozwoju gospodarczego i włoskich firm”, a także wprowadzenie podatku liniowego, najpewniej zakończy się spadkiem dochodów budżetowych. Eksperci wskazują więc, że realizacja postulatów obu formacji może okazać się niemożliwa, albo zakończyć się katastrofą finansów publicznych.

Ministrem finansów ostatecznie zostanie profesor ekonomii Giovanni Tria z rzymskiego uniwersytetu Tor Vergata, a ministrem ds. europejskich 81-letni niedoszły minister finansów Paolo Savona. Tekę szefa MSZ obejmie Enzo Moavero Milanesi, który był ministrem ds. europejskich w rządzie Mario Montiego. Ta nominacja ma wpłynąć na unormowanie napiętych stosunków z brukselską elitą polityczną.

Przedstawiciele Komisji Europejskiej ze zadowoleniem przyjęli wiadomość o planowanych ułatwieniach dla biznesu i obniżkach podatków. Jean Claude-Juncker we wpisie na Twitterze zapewnił, że Komisja „będzie po stronie Włoch na drodze reform”.

Rząd Contiego musi jeszcze uzyskać wotum zaufania w parlamencie, jednak z tym nie powinno być problemu, bo Liga i Ruch Pięciu Gwiazd posiadają większość w izbie.

Wolta Mattarelli

Włoski prezydent Sergio Mattarella nie zaakceptował składu przyszłego rządu, jaki przedłożył mu kandydat na premiera Giuseppe Conte. Kolejną próbę sformowania gabinetu podejmie były urzędnik Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a więc przedstawiciel dokładnie tych sił, przeciwko którym głosowali Włosi w marcowych wyborach. Głosowali na nacjonalistów i pseudoantysystemowców, bo wiarygodnej alternatywy lewicowej prawie nie było.

 

Wydawało się, że koalicyjny rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i nacjonalistycznej Ligi (dawniej Ligi Północnej), z dziwacznym programem, równocześnie uwzględniającym podatek liniowy, wprowadzenie pewnej formy dochodu gwarantowanego i likwidację programów sprzyjających integracji migrantów, jest na najlepszej drodze do powstania. Liderzy obu ugrupowań dogadali się w sprawie kompromisowego kandydata na premiera, którym miał być profesor prawa, Giuseppe Conte, bezpartyjny technokrata. Tyle, że prezydent, w swojej karierze politycznej związany z chadecją i proeuropejską centrolewicą, po przedstawieniu mu proponowanego składu rządu, nie zgodził się, by resort finansów powierzyć Paolo Savonie, ekonomiście, który wejście Włoch do strefy euro nazywa „historyczną pomyłką”. W tej sytuacji Conte zrezygnował z misji tworzenia rządu.

Mattarella, który według włoskiej konstytucji powinien być jedynie neutralnym arbitrem, uzasadnił swoją decyzję, zajmując stanowisko wprost polityczne – stwierdził, że w resorcie finansów nie chciał widzieć osoby, która mogłaby popierać rezygnację z euro. W jeszcze bardziej kontrowersyjnym kroku zaprosił do tworzenia nowego rządu byłego urzędnika Międzynarodowego Funduszu Walutowego Carlo Cottarellego. W gabinecie znaleźć mieliby się „niezależni eksperci”, połączeni wszakże jednym: dążeniem do pozostania Włoch w strefie euro w jej obecnym kształcie i wiarą w antyspołeczną politykę austerity. Cottarelli we Włoszech nazywany jest „Nożyczkami”, gdyż w latach 2008-2013 dokonywał przeglądu polityki budżetowej centrolewicowego rządu Enrico Letty i polecił dokonanie całej gamy cięć wydatków publicznych. Nieuchronnie przyczyniając się do żałosnego stanu usług publicznych w Italii.

Bezprecedensowy ruch głowy państwa spotkał się z wściekłą reakcją niedoszłych partii rządzących, które zarzucają Mattarelli przekroczenie uprawnień i realizowanie poleceń Brukseli, agencji ratingowych, lobby finansowego czy Niemiec. Według lidera Ruchu Pięciu Gwiazd Luigiego Di Maio wobec prezydenta, dla którego konstytucja przewiduje rolę neutralnego arbitra, powinna zostać wszczęta procedura impeachmentu. – Jeśli wciąż jesteśmy demokracją, należy zrobić tylko jedną rzecz: dać głos Włochom – powiedział z kolei lider Ligi Matteo Salvini. – W tym kraju możesz być skazanym przestępcą, osobą skazaną za przestępstwo skarbowe, podejrzanym o korupcję i mimo wszystko zostać ministrem. Ale jeśli krytykujesz Europę, nie możesz zostać ministrem gospodarki.
Krytycy prezydenta nie wahają się nazywać nominacji Cottarellego zamachem stanu. Powtórzone wybory na jesieni wydają się nieuchronne. Nawet jeśli Cottarelli sformuje rząd (pierwsze nazwiska już są przedmiotem spekulacji), a Mattarella go pobłogosławi, w parlamencie nadal większość mają Ruch Pięciu Gwiazd i Liga, co fundamentalnie ograniczy premierowi pole manewru. Jako że sytuacja społeczna Włoch jest bardzo trudna, stare partie dawno się skompromitowały, a wiarygodnej alternatywy na lewicy nie widać, nowe głosowanie według wszelkiego prawdopodobieństwa zakończy się jeszcze większym sukcesem tych samych partii.

Działacze włoskiej lewicy antykapitalistycznej zwracają uwagę, że Mattarella, blokując powstanie rządu nacjonalistów i „antysystemowców”, nie zająknął się ani słowem o rasistowskich i antyimigranckich akcentach w wypowiedziach i rozwiązaniach forsowanych przez Ligę. Nie liczyło się dla niego łamanie praw człowieka, do którego nieuchronnie doszłoby pod rządami tworzonej koalicji, a jedynie obrona interesu Unii Europejskiej w jej obecnym, służącym kapitałowi kształcie.

– Cottarelli jako szef rządu oznacza wprowadzenie Troiki, konkretyzuje się apokaliptyczny scenariusz. Naprawdę nie dało się zrobić niczego, by tego uniknąć? – pyta na Twitterze Ilaria Bifarini, publicystyka, krytyczka neoliberalizmu i „polityki oszczędności”.