Jednak Conte bis

Czyli jak Matteo Salvini na własne życzenie wypadł z karuzeli rządowej.

Prezydent Sergio Mattarella, już po raz drugi w ciągu 16 miesięcy, powierzył sformułowanie rządu Giuseppe Conte, czyli jednak wilczy apetyt zgubił Matteo Salviniego, a Ruch Pięciu Gwiazd zmienił partnera do tańca.

Jeden krok do tyłu i dwa do przodu

W ubiegłym tygodniu Giuseppe Conte złożył na ręce Prezydenta Włoch dymisję, kończąc 445 dni wspólnych rządów Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligii. Wielu sądziło (w tym ja sam), że to koniec politycznego epizodu Conte i następnym etapem będą wybory na co szczególnie liczył lider Ligii Matteo Salvini, dążący do samodzielnych rządów lub ewentualnej koalicji ze słabnącą Forza Italia Silvio Berlusconiego lub z ultraprawicowymi Braćmi Włoch.
Przy całym amoku wynikającym z dobrych wyników sondażowych Ligii mało kto pamiętał, że właśnie ekipa Di Maio byli w koalicji partią liczebniejszą w parlamencie. Pakt z opozycją, dający im większość potrzebną do ułożenia nowego rządu był możliwy bez konieczności wcześniejszych wyborów. Wystarczyło zrobić coś właśnie bardzo „włoskiego” – dogadać się, tak aby pozbyć się balastu w postaci lidera dawnej Ligi Północy.
Przedterminowe wybory na które tak bardzo liczył lider Ligii jednak nie odbędą i to właśnie Giuseppe Conte (a nie Roberto Fico jak podawały niektóre źródła), będzie dalej pełnić swój urząd. W wyniku zażegnania kryzysu rządowego bez władzy pozostanie Matteo Salvini, który widząc jaki jest możliwy obrót spaw, próbował nawet nakłonić do dalszej współpracy z Ruchem aby kontynuować „żółto-zieloną” koalicję. Jak widać za późno. Wyborów nie będzie, więc „zielonego” cyrku na arenie Włoch na razie nie zobaczymy.
Na razie względny spokój
Podkreślam jednak znacząco słowa „na razie”, bo w dłuższej perspektywie to właśnie Liga może skorzystać najwięcej, ponieważ Salvini w opozycji potrafi być bardziej destrukcyjny niż niejeden trudny koalicjant, a mariaż Ruchu i Demokratów może okazać się dobrym rozwiązaniem na obecną chwilę, jednak na dłuższą metę może im się odbić czkawką. Luigi Di Maio ryzykuje wiarygodność przed wyborcami, ponieważ duża ich część byli wyborcami centrolewicy i to oni dali im zwycięstwo w 2018 roku głosując w ramach kary na „antyestablishmentową” formację. Teraz obie strony mają zapewniony byt z większością w parlamencie, jednak na pewno będą czekały nas spory, które paradoksalnie umocnią Ligę.

B. i S. czyli „Bierz i Spadaj”

Założenia w tym nowym układzie tanecznym były zapewne takie: pozbyć się coraz mocniej szarpiącego „zielonego” partnera, utworzyć nowy rząd z nowym, spokojniejszym i przetańczyć z nim do dalszej części sali bez większych potknięć. Przebieg rozmów (czytaj ciężkich negocjacji) z Prezydentem Włoch Sergio Mattarellą, które nawiasem mówiąc w takich właśnie sytuacjach wyraźnie pokazują jak silna jest pozycja prezydenta Italii, jasno uświadomił wszystkim, że „deklaracja” jako wyrażenie brzmi całkiem nieźle, jednak niczego nie można być pewnym. Decyzja o utworzeniu rządu Conte-bis pokazuje, że wszystkie najważniejsze postacie przynajmniej kilka razy w ostatnich tygodniach kłamały, w tym liderzy Lewicy, twierdzący, że na drugą szansę dla Conte „nigdy się nie zgodzą”, co miałoby oburzyć cześć opinii publicznej.
Samo oburzenie mnie najbardziej rozbawiło. Kłamiący politycy i to we Włoszech?! Mnie akurat cieszy fakt, że nic się jednak na półwyspie apenińskim nie zmieniło, bo wiem, że obecnie dziewiąta gospodarka świata działa tak samo jak zwykle, czyli gra na czas. Sęk w tym że mogą mieć za mało, gdyż nowy rząd czekają wyzwania, zarówno w polityce krajowej, jak i na arenie międzynarodowej. Bruksela będzie cierpliwie czekać na projekt budżetu na rok 2020, co nie będzie proste, jak i na nominację włoskiego komisarza do składu Ursuli von der Leyen.
W nadchodzącym czasie czeka nas akt drugi tego przedstawienia, gdyż pojawi się temat umowy koalicyjnej, a przede wszystkim obsady poszczególnych stanowisk w rządzie. Lewica zgodziła się na pozostanie Di Maio, który miałby zmienić resort (mówi się o ministerstwie obrony). Na miejsce Salviniego chciałaby mianować drugiego z wicepremierów i może nim zostać Andrea Orlando, który sprawował funkcję ministra sprawiedliwości w gabinecie Matteo Renziego. Podobno już wyraził na to zgodę sekretarz generalny Nicola Zingaretti. On sam liczy, że resort gospodarki trafi w ręce właśnie dawnej ekipy (często pada nazwisko wykształconego w Stanach ekonomisty Daniele Franco) co może spowodować poważny zgrzyt między stronami, ponieważ Ruch bazował swoją politykę na klasycznym „socjalu” rozdając środki wśród najuboższych (np. podstawowy dochód dla najuboższych – 780 euro).
Na tapecie pojawi się również temat budowy tunelu kolei szybkiej prędkości (T.A.V.) między Włochami a Francją, który także może spowodować podniesienie ciśnienia, bo Partia Demokratyczna jest zwolennikiem wzmacniania gospodarki poprzez inwestycje infrastrukturalne. Jeżeli chodzi o MSW, ważnym przede wszystkim ze względu kwestie uchodźców, mówi się o innym polityku lewicy – Mario Morcone. Dalej pozostaje niepewna kwestia obsadzenia ministerstwa spraw zagranicznych, a to dlatego, że oba obozy mają na niego chrapkę.

Co dalej?

Giuseppe Conte czekają rozmowy z liderami partii, których będzie próbował przekonać do poparcia nowej wizji i jego gabinetu. Najprawdopodobniej na początku września włoski parlament zagłosuje nad wotum zaufania, które jest konieczne do zaklepania nowego układu sił. Sprzeciw już zapowiedzieli Bracia Włoch jak i sam Salvini, który zapowiedział w social-media, że „przez kilka miesięcy będzie tworzył silną opozycję, aby potem Liga wróciła do zwycięstwa”. Czy tak się stanie? Czas pokaże. Na chwilę obecną Włochy jak i sama Bruksela mogą odetchnąć z ulgą, bo tym razem lud nakręcony populistycznymi gadkami o narodowej dumie, jednak nie zdecydował dalszym o losie półwyspu apenińskiego.
Pytanie co z tego nowego układu wyniknie i kto będzie faktycznie miał powody do radości. Koniec końców wygrała matematyka, tylko zastanawiające jest jak czeka nas kalkulacja w najbliższym czasie. Zapewne Matteo Salvini już szykuje nowe przemówienia i planuje zaopatrzyć się w solidny kalkulator.

Koniec rządu Conte

Prezydent Sergio Mattarella przyjął dymisję premiera Giuseppe Conte.

Premier rządu Republiki Włoch Giuseppe Conte złożył dymisję na ręce Prezydenta Włoch Sergio Mattarelli. Szef rządu ustąpił w konsekwencji rozpadu koalicji Ligii i Ruchu Pięciu Gwiazd. Mógł to uczynić wcześniej, na co zresztą bardzo nalegał wicepremier i przewodniczący Ligii – Matteo Salvini, ale prawdopodobnie wolał poczekać na wyniki rozmów do których miało dojść miedzy Ruchem Pięciu Gwiazd i Partią Demokratyczną, czyli dawną partią rządzącą. Istnieje spora szansa, że rozmowy miały na celu ustalenie kształtu nowego rządu, który zostanie wkrótce zaproponowany Prezydentowi Republiki. Decyzja Conte wynika głównie z tego, że nie chciał głosowania w Senacie, które mogłoby szybko przeistoczyć się w teatralny spektakl, który i tak odbył się przed przemówieniem samego Premiera.
Istnieje też prawdopodobieństwo, że Conte nie chciał iść pod rękę z Matteo Renzim, byłym premierem, przewodniczącym Demokratów i głównym pomysłodawcą rozpoczęcia rozmów z Ruchem, jednocześnie zdając sobie sprawę, że w nowej układance wycinanej ostrym nożem mógłby nie odgrywać tak istotnej roli. W tej sytuacji wyświadczył sobie najlepszą przysługę. Odszedł na własnych warunkach i może spokojnie wrócić zawodu prawnika i wykładowcy, nie będąc zależnym od kogokolwiek. W innym układzie istniałoby ryzyko, że zostałby politykiem zawodowym, a w takim formacie mogłaby mu zdewaluować się istota roli, którą pełnił przez 445 dni trwania „żółto-zielonego” rządu.
Wiadomo nie od wczoraj, że cały kryzys zaczął się od odważnego wystąpienia 8 sierpnia podczas, którego Matteo Salvini, w reakcji na złożony przez Ruch Pięciu Gwiazd projekt ustawy mającej na celu zakończenie inwestycji budowy tunelu w Alpach w ramach połączenia superszybkich pociągów (T.A.V. – Treni Alta Velocita), oświadczył koniec funkcjonowania koalicji jednocześnie wzywając do ustąpienia Premiera. Wiadomo również, że sam T.A.V. to tylko pretekst i próba ucieczki do przodu przewodniczącego Ligii, który widząc dobre notowania chce doprowadzić do przedterminowych wyborów. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę słupki sondażowe sięgające nieraz nawet 38 %, przy malejącym poparciu Ruchu, Forza Italii oraz Demokratów. Pozostali członkowie parlamentu doskonale to wyczuli i robią wszystko aby ukrócić ten proces, rozważając nawet utworzenie wielkiej koalicji „Anty-Salvini”. Pytanie na ile im się to uda. Conte dość jasno dał do zrozumienia, że lider Ligii wywołał kryzys w koalicji z Ruchem Pięciu Gwiazd, kierując się „interesami osobistymi i partyjnymi”. A że sam Salvini ma wilczy apetyt, to żadna tajemnica.
Wielu obserwatorów zaczyna także zadawać sobie pytanie czy w tej sytuacji połączenie sił Ruchu z Demokratami byłby najlepszym pomysłem. Wyraźnie widać, że najbardziej ten pomysł podoba się Matteo Renziemu, a sam sekretarz generalny Demokratów Nicola Zingaretti podkreśla, że podobna koalicja będzie miała rację bytu tylko pod warunkiem, że jeśli będzie się cechować solidnością i powagą. Istnieje też ryzyko, że mariaż na dłuższą metę mógłby też zaszkodzić zarówno centrolewicy i uderzyć w notowania Ruchu, a na tym może tylko skorzystać Liga, która zacznie w mediach krytykować każdy możliwy scenariusz nowej ekipy. Inaczej mówiąc – czekają nas długie negocjacje. Sam Prezydent Sergio Mattarella, wywodzący się właśnie z Partii Demokratycznej, zapowiedział początek rozmów już dzień po przyjęciu dymisji. W tej całej burzy pojawiają się plotki, że Ruch 5 Gwiazd odsunie swojego przewodniczącego Luigi Di Maio, a kilku parlamentarzystów przejdzie do Demokratów. To się jeszcze może okazać. Włochy są przecież nieprzewidywalne. Sam Matteo Salvini już zdążył zaznaczyć, że ktokolwiek będzie unikał wyborów będzie miał kraj na swoim sumieniu a jakikolwiek rząd by nie powstał, będzie działał przeciwko Ligii. Jak widać już pojawia się zapach retoryki spisku.
W komunikacie ogłoszonym przez Pałac Prezydencki podano, że prezydent przyjął do wiadomości dymisję i poprosił jednocześnie Conte o to, by rząd dalej zajmował się bieżącymi sprawami. Podsumowując wczorajsze wydarzenia z bólem należy stwierdzić, że Conte stał na czele 65 rządu w historii Republiki Włoskiej, którego gabinet pracował zaledwie 14 miesięcy. Niestety, to kolejna nieprzyjemna włoska tradycja.
Jedynym chyba pozytywnym wątkiem z ostatnich 24 godzin na półwyspie apenińskim było wpuszczenie do portu na Lampedusie statku organizacji pozarządowej Open Arms po 19 dniach kryzysu. Wszyscy zostali przewiezieni do ośrodka pobytu na włoskiej wyspie. Przejazdowi autokarów z rozbitkami towarzyszyły przepychanki między zwolennikami i przeciwnikami przyjmowania migrantów. Nietrudno odnieść wrażenie, że z każdą kolejną kwestią będziemy mieli widoczne burze z piorunami pojawiające się na horyzoncie półwyspu apenińskiego. Tylko Matteo Salvini zaciera ręce, bo każdy piorun będzie na jego korzyść.

Odpychanie uchodźców

Minister spraw wewnętrznych nacjonalistycznego rządu Włoch proponuje, by Unia Europejska powstrzymywała uchodźców tworząc centra przetrzymywania ich na terenie Afryki.

 

Matteo Salvini, świeżo upieczony szef resortu spraw wewnętrznych w skrajnie prawicowym rządzie Włoch, złożył wizytę w Libii. Spotkał się z m.in. Ahmedem Maitigiem, wicepremierem rządu w Trypolisie, uznanym przez społeczność międzynarodową za legalną władzę tego kraju. Rząd Ashoura kontroluje obecnie tylko część terytorium Libii. Salvini rozmawiał z nim fali imigrantów, którzy z Afryki przedostają się do Włoch, a w podróż przez Morze Śródziemne najczęściej wyruszają właśnie z wybrzeży Libii. Polityk, znany z antyimigranckiej retoryki i polityki, wyraził wdzięczność dla libijskiej straży granicznej, która przechwytuje łodzie z migrantami. Ocenił jej aktywność jako „doskonałą robotę”.
W poniedziałek, po powrocie do kraju, włoski minister oświadczył, że w krajach takich jak Libia, Niger, Czad i Sudan powinny powstać centra przetrzymywania migrantów z Afryki, by powstrzymywać ich ruch w stronę Europy. Jego zdaniem europejskie rządy również powinny mieć udział w takiej formie represjonowania ludzi szukających lepszego życia na Starym Kontynencie. Salvini uznał, że UE powinna finansować obozy, które on proponuje zakładać w krajach Afryki.

Odniósł się do tego libijski wicepremier Maitig oświadczając: „całkowicie sprzeciwiamy się jakimkolwiek obozom dla migrantów w Libii”. Jednocześnie zaznaczył, że jego rząd, nadal będzie powstrzymywał ruch Afrykanów w kierunku Włoch. Praktyka ta jest ostro krytykowana przez organizacje działające na rzecz uchodźców i broniących praw człowieka. Ich zdaniem działania libijskiej straży przybrzeżnej są często bezprawne, a imigranci na terenie Libii mierzą się z ciężkimi warunkami życia, przemocą i nadużyciami ich podstawowych praw człowieka.

Przywódcy państw UE przygotowują się do unijnego szczytu w sprawie imigracji, który ma się rozpocząć w czwartek, 28 czerwca. Polityka Włoch będzie z pewnością jednym z najważniejszych jego tematów. Od 2014 r. Włochy przyjęły 650 tys. imigrantów, którzy przybyli na łodziach z Afryki. Nastroje antyimigranckie były głównym czynnikiem, który w ostatnich wyborach wyniósł do władzy nacjonalistyczny rząd Giuseppe Contego. Skrajnie prawicowy gabinet rozpoczął swoją antyuchodźczą politykę od zamknięcia portów dla statków organizacji pozarządowych ratujących migrantów na Morzu Śródziemnym. Na morzu utknęły m.in. statki Lifeline i Aleksander Maersk – pierwszy z 230 imigrantami na pokładzie, drugi z 113. Aleksander Maersk ma otrzymać pozwolenie na wejście do wskazanego przez włoskie władze potru w najbliższy piątek.

Polityka „odpychania migrantów” od granic Europy owocuje natomiast tragediami. Nie tak dawno świat zbulwersował film dokumentujący handel niewolnikami w Libii, obnażający rzeczywistość kryjącą się po afrykańskiej stronie Morza Śródziemnego, na której Europa chciałaby zatrzymać falę przybyszów.

W ubiegłym tygodniu natomiast media obiegły doniesienia o masowych deportacjach migrantów z Algierii. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy około 13 tys. osób zostało przez algierską straż graniczną odwiezionych na granicę z Nigrem, a następnie pod groźbą użycia broni zmuszonych do marszu przez pustynię bez wody i jedzenia. Wśród deportowanych w ten sposób były ciężarne kobiety i dzieci.

Rząd ksenofobów i eurosceptyków

Za drugim podejściem, po korekcie zaleconej przez międzynarodowy kapitał, we Włoszech powstał rząd koalicyjny złożony z przedstawicieli skrajnie prawicowej Ligi i pozornie antysystemowego Ruchu Pięciu Gwiazd. Szefowie obu partii nazywają nowy gabinet „rządem zmian”, jednak wsłuchując się w ich propozycje trudno dostrzec coś naprawdę przełomowego.

 

Formowanie rządu we Włoszech trwało 90 dni. W pierwszym podejściu, na początku tego tygodnia, Prezydent Sergio Mattarella, pod naciskiem Brukseli i międzynarodowych instytucji finansowych, nie zatwierdził składu rządu zaproponowanego przez przedstawicieli Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd. Kością niezgody nie były jednak pomysły polityków koalicji dotyczące uchodźców, lecz osoba Paolo Savony, profesora ekonomii, który miał objąć tekę ministra finansów. Polityk ten jest znanym krytykiem obecności Italii w strefie euro. Przez kilkadziesiąt godzin zanosiło się, że nowym szefem rządu zostanie były urzędnik Międzynarodowego Funduszu Walutowego Carlo Cottarelli, co oznaczałoby realizacje polityki zastosowanej już w Grecji – brutalnych cięć budżetowych, obejmujących wydatki na cele socjalne, usługi publiczne, renty i emerytury.

W reakcji na decyzje prezydenta lider Ligi Matteo Salvini oświadczył, że Mattarella nie ma prawa ingerować w decyzje dotyczące składu personalnego gabinetu, który został zgłoszony przez demokratycznie wybraną koalicje. Przywódca Ruchu Pięciu Gwiazd posunął się o krok dalej, informując, że jego ugrupowanie zamierza postawić prezydenta w stan oskarżenia, w związku ze złamaniem konstytucji. Potem jednak wycofał się ze swoich słów. Swój ton złagodził również Salvini, który oznajmił, że jego formacja jest gotowa do rozmów o „kompromisowym gabinecie”.

W piątek w Pałacu na Kwirynale na premiera został zaprzysiężony profesor prawa Giuseppe Conte, polityk nie związany z żadnym skrajnym ruchem, w swoich wypowiedziach i poglądach przypominający raczej stonowany europejski establishment. To jednak prawdopodobnie tylko zasłona, bo wśród członków jego gabinetu znajdujemy bardzo niepokojące persony. Stanowiska wicepremierów obejmą liderzy obu ugrupowań: Luigi Di Maio z Ruchu i Matteo Salvini z Ligi. Di Maio będzie zarazem ministrem rozwoju gospodarczego, pracy i polityki socjalnej, a Salvini – szefem MSW. Ten drugi zapowiedział już, że jego celem będzie deportacja „nielegalnych imigrantów” z terytorium Włoch oraz likwidacja programów integracyjnych dla tych, którzy już otrzymali azyl. Salvini zapowiada, że przyniesie to oszczędność rzędu pięciu miliardów euro. Z kolei Di Maio zamierza wdrożyć obietnice socjalne, złożone wyborcom podczas kampanii. Ich beneficjentami mają być obywatele o najniższych dochodach oraz bezrobotni. Oczywiście tylko rodowici Włosi. Ruch Pięciu Gwiazd zapowiedział im przyznanie dochodu gwarantowanego w wysokości 780 euro. Wprowadzenie takiego świadczenia prawdopodobnie będzie okupione cięciami na poziomie usług publicznych, które już teraz znajdują się w tragicznym stanie z powodu chronicznego niedofinansowania. Powstać mają również bezpłatne przedszkola.

Liga również zamierza zrealizować swoje postulaty gospodarcze. Niektóre z nich, wyrażone ogólnikowo jako „likwidacja barier stawianych przedsiębiorczości” czy „ograniczenie biurokracji” są podzielane przez koalicjanta, inne z kolei jak utworzenie „banku na rzecz inwestycji, rozwoju gospodarczego i włoskich firm”, a także wprowadzenie podatku liniowego, najpewniej zakończy się spadkiem dochodów budżetowych. Eksperci wskazują więc, że realizacja postulatów obu formacji może okazać się niemożliwa, albo zakończyć się katastrofą finansów publicznych.

Ministrem finansów ostatecznie zostanie profesor ekonomii Giovanni Tria z rzymskiego uniwersytetu Tor Vergata, a ministrem ds. europejskich 81-letni niedoszły minister finansów Paolo Savona. Tekę szefa MSZ obejmie Enzo Moavero Milanesi, który był ministrem ds. europejskich w rządzie Mario Montiego. Ta nominacja ma wpłynąć na unormowanie napiętych stosunków z brukselską elitą polityczną.

Przedstawiciele Komisji Europejskiej ze zadowoleniem przyjęli wiadomość o planowanych ułatwieniach dla biznesu i obniżkach podatków. Jean Claude-Juncker we wpisie na Twitterze zapewnił, że Komisja „będzie po stronie Włoch na drodze reform”.

Rząd Contiego musi jeszcze uzyskać wotum zaufania w parlamencie, jednak z tym nie powinno być problemu, bo Liga i Ruch Pięciu Gwiazd posiadają większość w izbie.

Wolta Mattarelli

Włoski prezydent Sergio Mattarella nie zaakceptował składu przyszłego rządu, jaki przedłożył mu kandydat na premiera Giuseppe Conte. Kolejną próbę sformowania gabinetu podejmie były urzędnik Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a więc przedstawiciel dokładnie tych sił, przeciwko którym głosowali Włosi w marcowych wyborach. Głosowali na nacjonalistów i pseudoantysystemowców, bo wiarygodnej alternatywy lewicowej prawie nie było.

 

Wydawało się, że koalicyjny rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i nacjonalistycznej Ligi (dawniej Ligi Północnej), z dziwacznym programem, równocześnie uwzględniającym podatek liniowy, wprowadzenie pewnej formy dochodu gwarantowanego i likwidację programów sprzyjających integracji migrantów, jest na najlepszej drodze do powstania. Liderzy obu ugrupowań dogadali się w sprawie kompromisowego kandydata na premiera, którym miał być profesor prawa, Giuseppe Conte, bezpartyjny technokrata. Tyle, że prezydent, w swojej karierze politycznej związany z chadecją i proeuropejską centrolewicą, po przedstawieniu mu proponowanego składu rządu, nie zgodził się, by resort finansów powierzyć Paolo Savonie, ekonomiście, który wejście Włoch do strefy euro nazywa „historyczną pomyłką”. W tej sytuacji Conte zrezygnował z misji tworzenia rządu.

Mattarella, który według włoskiej konstytucji powinien być jedynie neutralnym arbitrem, uzasadnił swoją decyzję, zajmując stanowisko wprost polityczne – stwierdził, że w resorcie finansów nie chciał widzieć osoby, która mogłaby popierać rezygnację z euro. W jeszcze bardziej kontrowersyjnym kroku zaprosił do tworzenia nowego rządu byłego urzędnika Międzynarodowego Funduszu Walutowego Carlo Cottarellego. W gabinecie znaleźć mieliby się „niezależni eksperci”, połączeni wszakże jednym: dążeniem do pozostania Włoch w strefie euro w jej obecnym kształcie i wiarą w antyspołeczną politykę austerity. Cottarelli we Włoszech nazywany jest „Nożyczkami”, gdyż w latach 2008-2013 dokonywał przeglądu polityki budżetowej centrolewicowego rządu Enrico Letty i polecił dokonanie całej gamy cięć wydatków publicznych. Nieuchronnie przyczyniając się do żałosnego stanu usług publicznych w Italii.

Bezprecedensowy ruch głowy państwa spotkał się z wściekłą reakcją niedoszłych partii rządzących, które zarzucają Mattarelli przekroczenie uprawnień i realizowanie poleceń Brukseli, agencji ratingowych, lobby finansowego czy Niemiec. Według lidera Ruchu Pięciu Gwiazd Luigiego Di Maio wobec prezydenta, dla którego konstytucja przewiduje rolę neutralnego arbitra, powinna zostać wszczęta procedura impeachmentu. – Jeśli wciąż jesteśmy demokracją, należy zrobić tylko jedną rzecz: dać głos Włochom – powiedział z kolei lider Ligi Matteo Salvini. – W tym kraju możesz być skazanym przestępcą, osobą skazaną za przestępstwo skarbowe, podejrzanym o korupcję i mimo wszystko zostać ministrem. Ale jeśli krytykujesz Europę, nie możesz zostać ministrem gospodarki.
Krytycy prezydenta nie wahają się nazywać nominacji Cottarellego zamachem stanu. Powtórzone wybory na jesieni wydają się nieuchronne. Nawet jeśli Cottarelli sformuje rząd (pierwsze nazwiska już są przedmiotem spekulacji), a Mattarella go pobłogosławi, w parlamencie nadal większość mają Ruch Pięciu Gwiazd i Liga, co fundamentalnie ograniczy premierowi pole manewru. Jako że sytuacja społeczna Włoch jest bardzo trudna, stare partie dawno się skompromitowały, a wiarygodnej alternatywy na lewicy nie widać, nowe głosowanie według wszelkiego prawdopodobieństwa zakończy się jeszcze większym sukcesem tych samych partii.

Działacze włoskiej lewicy antykapitalistycznej zwracają uwagę, że Mattarella, blokując powstanie rządu nacjonalistów i „antysystemowców”, nie zająknął się ani słowem o rasistowskich i antyimigranckich akcentach w wypowiedziach i rozwiązaniach forsowanych przez Ligę. Nie liczyło się dla niego łamanie praw człowieka, do którego nieuchronnie doszłoby pod rządami tworzonej koalicji, a jedynie obrona interesu Unii Europejskiej w jej obecnym, służącym kapitałowi kształcie.

– Cottarelli jako szef rządu oznacza wprowadzenie Troiki, konkretyzuje się apokaliptyczny scenariusz. Naprawdę nie dało się zrobić niczego, by tego uniknąć? – pyta na Twitterze Ilaria Bifarini, publicystyka, krytyczka neoliberalizmu i „polityki oszczędności”.