Inwestycje czy okazje?

Inwestować w kryzysie? Za granicą? Dlaczego nie? To jedna z możliwych strategii biznesowych, zakładająca że trzeba być gotowym na wzrost gospodarczy, który kiedyś przyjdzie. Nie bez znaczenia jest też wyobrażenie, że w kryzysie łatwiej się targować i kupić taniej. Jak to wyobrażenie sprawdza się w przypadku Ukrainy?

Przewodniczący Rady Narodowego Banku Ukrainy (NBU) napisał niedawno na Facebooku, że „w 2020 roku napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Ukrainy został prawie zatrzymany”. Analizując przepływy walutowe i porównując je z 2019 rokiem, Danyłyszyn doszedł do wniosku, że w ciągu 11 miesięcy 2020 r. nastąpił odpływ bezpośrednich inwestycji na poziomie ok. 200 mln USD. Zdaniem Danyłyszyna przyczyną jest nie tylko epidemia COVID-19 ( spowodowała ok. 5, 5 proc. spadku PKB), ale też niewystarczający postęp we wdrażaniu reform strukturalnych w gospodarce.

Władze Ukrainy starają się zachęcać inwestorów zagranicznych. Przygotowały projekty ustaw wspierających inwestorów krajowych i zagranicznych, stawiają na dyplomację ekonomiczną i promują swój kraj, rozpoczęły transparentną prywatyzację firm państwowych, powoli ale jednak otwierają rynek ziemi rolnej. Szczególne zachęty władze Ukrainy przygotowały dla inwestorów i specjalistów sektora IT, co stanowi realną konkurencję dla tego sektora w Polsce. Te dobre chęci ekipy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego korygowane są opiniami tych, którzy Ukrainę już poznali i wiedzą, że zmiany nie wystarczy zadekretować. Szeroki echem odbiła się wypowiedź Ambasador Niemiec w Ukrainie Anke Feldgusen, która wskazała, że aby przyciągnąć niemieckich inwestorów do Ukrainy nie są potrzebne „nianie”, ale niezależny system sądowniczy.

Tę niezależność najczęściej odnosi się do wpływów ukraińskich oligarchów, którzy kontrolują około 80 proc. PKB tego kraju i choć sami nie są w Radzie Najwyższej, tworzą „swoje” grupy deputowanych. Niezależność sądów ostatnio oceniana jest też niezależnością od… Rosji. Jesienią 2020 r. Sąd Konstytucyjny Ukrainy zablokował procedury antykorupcyjne, wywołując tym wewnętrzny kryzys polityczny i międzynarodowy kryzys wizerunkowy. „The Economist” mocno komentował: „Działacze mówią, że to zagrożenie wywołała Rosja”. Trudno bagatelizować ten „rosyjski ślad”. Dziennikarze śledczy dotarli do dokumentów świadczących o tym, że zawieszony już- za sprawą zdecydowanych działań prezydenta Zełenskiego- przewodniczący Sadu Najwyższego kupił atrakcyjną nieruchomość na… okupowanym przez Rosję Krymie.

Według danych Państwowej Służby Statystyki Ukrainy, na dzień 1 lipca 2019 r. poziom polskich inwestycji zagranicznych w gospodarkę Ukrainy wynosił 659,0 mln USD, co stanowiło 2 proc. wszystkich zagranicznych inwestycji w gospodarkę naszego sąsiada. Ostatnio w Polsce można zaobserwować zwiększone zainteresowanie inwestycyjnym potencjałem Ukrainy. Ekspert bankowy Sławomir Horbaczewski, pisał w lipcu 2020 r. na łamach „Rzeczypospolitej”: „Inwestujmy na Ukrainie. To dobry czas: tamtejsze firmy wypatrują naszego kapitału i same nas zapraszają.”

W październiku 2020, podczas wizyty prezydenta Dudy w Ukrainie, PGNiG zawarło umowę o zachowaniu poufności z ukraińskim Funduszem Mienia Państwowego, która ma umożliwić spółce ewentualny udział w procesie prywatyzacji ukraińskiego sektora energetycznego. Już wtedy pojawiały się pytania, o co w tym chodzi, jakie są „zakusy” PGNiG, gdyż duże państwowe firmy energetyczne w Ukrainie nie są przeznaczone do prywatyzacji. Być może nie warto już tego dociekać, gdyż znający Ukrainę prezes PGNiG Jerzy Kwieciński podał się do dymisji. Ponoć jego wizja rozwoju spółki kolidowała ze „strategią Obajtka”.

Pod koniec 2020 roku Paweł Musiałek i Michał Wojtyło z Klubu Jagiellońskiego napisali, że „polskie firmy stoją przed szansą. W związku z prywatyzacją państwowego majątku na Ukrainie otwierają się dla nich nowe możliwości zagranicznej ekspansji”. Eksperci konserwatywnego think- tanku argumentowali, że ekspansja zagraniczna jest konieczna z powodów ekonomicznych – daje możliwość uzyskania wyższej stopy zwrotu z kapitału. Ma też kontekst geopolityczny: „Ukraina to strategiczny partner Polski, którego europeizacja i rozwój gospodarczy leżą w żywotnym interesie naszego kraju. Kijów ma wszelkie atuty, aby stać się polem doświadczeń dla polskiego biznesu i cennym polityczno-gospodarczym partnerem.” Głos ekspercki, z Krakowa, ze środowiska kojarzonego z wicepremierem Jarosławem Gowinem, który aktualnie odpowiada za gospodarkę, zasługuje na uwagę.

Mało tego- na początku 2021 roku światło dzienne ujrzał raport PwC, wytworzony we współpracy z PFR TFI, zatytułowany „W poszukiwaniu okazji inwestycyjnych”. PFR TFI jest wehikułem inwestycyjnym Polskiego Funduszu Rozwoju, instytucji jak najbardziej rządowej i rzeczywiście aktywnej w polskiej gospodarce. W raporcie czytamy, że nowymi, obiecującymi kierunkami ekspansji polskich firm w zakresie bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w okresie postpandemicznym mogą być Indie, Malezja, Rumunia, Chile i Tajlandia. Ukraina znajduje się na 15. miejscu w tym rankingu, między Litwą i Portugalią. Raport wyróżnia też rynki atrakcyjne od strony zdobywania nowych klientów (zwiększenia sprzedaży) oraz zmniejszenia kosztów w łańcuchach dostaw. W pierwszym przypadku wskazano kolejno: Indie, Malezję, Tajlandię, Koreę Płd. I Turcję. W sytuacji zmniejszenia kosztów w łańcuchach dostaw (zmniejszania kosztów) w czołówce są: Maroko, Ukraina, Białoruś, Bułgaria, Rumunia. Informację o Ukrainie zamieszczoną w raporcie zatytułowano „Coraz bliższy partner UE”. W konkluzji informacji wskazano, że „Ukraina cechuje się niepewną sytuacją polityczną ze względu na toczący się od 2014 roku konflikt z Rosją, ale ze względu na wprowadzane reformy gospodarcze może stać się w przyszłości atrakcyjnym kierunkiem inwestycji dla polskich przedsiębiorstw.”

Te zachęcające opinie na temat Ukrainy pojawiły się ciekawym czasie. Jest on trudny gospodarczo, ale obiecujący politycznie. Na początku lutego przyjedzie do Polski Wicepremier, Minister ds. Reintegracji Tymczasowo Okupowanych Terytoriów Ukrainy Ołeksij Reznikow. Jest on, razem z J. Gowinem, współprzewodniczącym Ukraińsko-Polskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej. Komisja w pełnym składzie nie zbierała się od maja 2017 roku! Spotykały się robocze grupy tematyczne, podejmowały głównie sprawy trudne, interwencyjne, jak choćby zezwoleń transportowych dla ukraińskich firm przewozowych. Być może nadszedł czas nowego otwarcia? Strona ukraińska zabiega o wzmocnienia współpracy przemysłowej, pamiętając o potrzebie reindustrializacji swej gospodarki. Może to będzie polem dla inwestorów z Polski?

Ukraińska gospodarka potrzebuje inwestycji. W raporcie o stanie reform, przygotowanym niedawno na zlecenie Gabinetu Ministrów Ukrainy wykazano, że Ukraina zdecydowanie przegrywa wyścig o przyciąganie inwestycji zagranicznych. Nad Dnieprem wynoszą one 59 USD na mieszkańca, a w krajach Europy Centralnej– 477 USD. Trzeba też pamiętać, że najwięksi zagraniczni inwestorzy w Ukrainie to… de facto Ukraińcy, reinwestujący swoje zyski poprzez Cypr, Holandię czy Wielką Brytanię. Dyrektor Wykonawczy UkraineInvest Serhii Tsivkach poinformował właśnie, że wartość skumulowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Ukrainie wynosi 49 mld USD. Tu warto przypomnieć, że według Narodowego Banku Polskiego wartość zobowiązań z tytułu BIZ w Polsce, pod koniec 2019 r. wyniosła ponad 237 mld USD.

Ukraina czyli stereotypy i zaskoczenia

W pierwszej połowie października prezydent Duda odwiedzi Ukrainę. To dobra zapowiedź, choć żałować trzeba że do tego czasu nie odbędzie się posiedzenie Ukraińsko-Polskiej Międzyrządowej Komisji Współpracy Gospodarczej. Ba, może się okazać, że do czasu tej politycznej wizyty nie będzie ustalona data tego gospodarczego posiedzenia.

Obwiniać za to można tzw. czynniki obiektywne, a dokładniej dynamikę polityczną obu krajów, której źródła są dość subiektywne. W Polsce toczy się spór wokół rekonstrukcji rządu. W Ukrainie mnożą się spekulacje o możliwych dymisjach w Gabinecie Ministrów przed wyborami samorządowymi. Wietrzenie „na górze” miałoby pomóc kandydatom Sługi Narodu, startującym w wyborach „na dole”. Czy taki manewr się uda- zobaczymy już 25 października.

Grupa Socjologiczna Rating zbadała opinie obywateli o sytuacji gospodarczej Ukrainy w czasie kryzysu pandemicznego. 63 proc. Ukraińców uważa, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy sytuacja gospodarcza kraju pogorszyła się, zaś 43 proc. badanych spodziewa się najgorszego w przyszłości. Tylko 7 proc. uważa, że sytuacja poprawiła się. Powyższe wyniki nie zaskakują, dziwi co innego. Duża grupa, bo 57 proc. respondentów sądzi, że główną przyczyną kryzysu gospodarczego jest niekompetencja władz i tylko 26 proc. badanych za kryzys obwinia koronawirus.

Zmiany rządu nie poprawiają ratingów partii rządzącej. Rząd Ołeksija Honczaruka pracował od końca sierpnia 2019 roku do marca 2020 roku, kiedy zastąpił go gabinet Denysa Szmyhala. Dziś sondażowe poparcie dla Sługi Narodu wynosi od 22 do 30 proc., rok temu ta partia wygrywała wybory mając 44 proc. głosów. Patron Sługi Narodu- Wołodymyr Zełenski w kwietniu 2019 roku wygrywał wybory prezydenckie zdobywając c w II turze 72 proc. głosów. Dziś sondaże pokazują spadek poparcia nawet do 32 proc.

Władza w Ukrainie szybko traci zaufanie. Pewnie wpływają na to post- sowieckie przyzwyczajenia wyborców, którzy uważają, że władza może wszystko, ale nie chce albo nie potrafi. Z drugiej strony, ekipa Sługi Narodu jest niedoświadczona i niecierpliwa, jak wyborcy. Do tego okazała się podatna na wpływy oligarchów.

Ale wracajmy do relacji dwustronnych. O jakich sprawach mogliby dyskutować prezydenci Polski i Ukrainy, gdyby poprosili o sugestię społeczność biznesową?

Recesja w Ukrainie (spadek PKB 11, 4 proc. w II kwartale 2020 ) i w Polsce ( PKB minus 8,9 proc.) rzutuje na współpracę gospodarczą naszych państw. W sytuacji kryzysowej nie ma inwestycji, maleje wymiana handlowa. Według danych za okres styczeń- maj 2020 roku wartość obrotów handlu zagranicznego Polski z Ukrainą wyniosła 3,192 mld USD przy naszym dodatnim saldzie wynoszącym 988 mln USD. Rok temu obroty były wyższe i wyniosły 3, 554 mld USD zaś saldo dodatnie Polski wyniosła 882 mln USD. Prywatni przedsiębiorcy robią co mogą, bo walczą o swoje towary i pieniądze. Firmy państwowe mogłyby aktywniej poszukiwać biznesów z naszym ukraińskim partnerem.

Po pierwsze, wskazana jest współpraca w sektorze zbrojeniowym, który w Ukrainie się rozwija, bo jest potrzebny dla bezpieczeństwa tego państwa. Ukraińcy mają tu dużo ciekawych projektów, stawiają na współpracę międzynarodową, my też mamy swoje potrzeby sprzętowe. Po drugie, rezerwy współpracy Polski i Ukrainy tkwią w transporcie i logistyce. Ukraina aktywnie poszukuje inwestorów, czego wyrazem są umowy koncesyjne z zagranicznymi inwestorami branżowymi na rozbudowę i prowadzenie jej portów morskich. Polskie porty z coraz większym zainteresowaniem patrzą na możliwość transferu towarów do/z Morza Czarnego. W tej branży potrzebna jest interwencja czynników państwowych.

Po trzecie, można zwiększyć współpracę w sektorze energii. Tu zauważalna jest aktywność PGNiG, które stara się o udział w dostarczeniu amerykańskiego gazu do Ukrainy i zamierza podjąć poszukiwania gazu w Ukrainie. Nieracjonalne jest jednak podejście obu stron do mostu energetycznego. Ochrona interesów oligarchów ukraińskich miesza się tutaj z teorią suwerenności „prądowej” Polski. I tak, według czynników rządowych, nie planujemy importu energii elektrycznej linią Chmielnicki- Rzeszów, ale dzień w dzień płynie do nas z Litwy prąd z „rosyjską wkładką”. Przydałoby się restart tego projektu, ocena jego wykonalności i zgodności z umową stowarzyszeniową Ukrainy z UE. Temat to iście „prezydencki”. Po czwarte, przeglądu i zaplanowania wymagają sprawy rynku pracy. Trzeba przyznać, że po szoku, wywołanym pierwszymi restrykcjami sanitarnymi, polskie władze przyjęły pragmatyczne stanowisko. Ukraińcy dość szybko mogli wrócić do pracy w Polsce, wprowadzono proste reguły sanitarne. Działanie interwencyjne trzeba jednak zastąpić systemowym. Czy nie jest już pora na porozumienie międzyrządowe o współpracy w dziedzinie rynku pracy, w tym o ochronie praw migrantów zarobkowych z Ukrainy w Polsce? Tym bardziej, że mamy konkurencję, choćby czeską. Warto przy tym pamiętać o Polakach pracujących w Ukrainie, jest ich przecież niemało. Zarzuty wobec Sławomira Nowaka wywołały w ukraińskich mediach sporo zadowolenia i przyniosły komentarze nieprzychylne ekspertom z Polski. Polscy specjaliści nie zasłużyli na to, by traktować ich jako parawan dla korupcji i niekompetencji kadr ukraińskich. Powinien powstać raport o polskiej pomocy eksperckiej dla Ukrainy. Warto pokazać, ilu polskich specjalistów, niejednokrotnie pracujących dla międzynarodowych korporacji, pomaga w rozwoju gospodarczym Ukrainy.

Czy w tym kryzysowym krajobrazie Ukraina może zaskoczyć pozytywnie? Ciągle tak. Ukraińska branża IT, ze wsparciem ministra cyfryzacji, jako pierwsza zaprosiła do siebie białoruskie firmy i specjalistów, którym Łukaszenko odciął dostęp do Internetu. Polska zdobyła się na ten krok trzy tygodnie później. Prezydent Zełenski nieustannie motywuje rząd do wprowadzenia większych zachęt dla firm i specjalistów wysokich technologii i branży kreatywnej. Eksperci z StartupBlink piszą, że „ukraiński ekosystem startupów jest naprawdę inspirujący. Kraj ten od kilku lat przeżywa trudności gospodarcze, ale nadal udaje mu się stworzyć technologię skalowalną i globalną. Przyjazny ekosystem dał impuls takim globalnym startupom jak Ajax, Competera, Grammarly, MacPaw, People.ai, Preply, Petcube. Głównym powodem sukcesu Ukrainy jest wysoka jakość ich twórców, których firmy zagraniczne poszukują zarówno do pracy zdalnej, jak i w lokalnych centrach rozwoju. Chociaż- według zachodnich standardów- koszty życia na Ukrainie są bardzo niskie i zagraniczni zleceniodawcy płacą bardzo dobrze, to wielu twórców rezygnuje z tej łatwej gotówki, decydując się na budowę własnego startupu. Jeśli ta mentalność się utrzyma, Ukraina jest na drodze do jeszcze większych sukcesów”.
Zwróćmy uwagę, że w rankingu państw przyjaznych startupom Polska jest na 27 miejscu ( spadek o 7 pozycji), zaś Ukraina na 29 miejscu ( awans o 2 pozycje). Kijów zajął 32 miejsce ( awans o 2 pozycje) w światowym rankingu miast przyjaznych dla startupów. Warszawa zajęła 79 miejsce ( spadek o 19 pozycji). Polski sektor innowacyjny naprawdę może obawiać się ukraińskiej konkurencji.

Ekonomiści prognozują w przyszłym roku odbicie gospodarcze: w Ukrainie wzrost PKB ma wynieść 4,0- 4, 6 proc., w Polsce 4,5 proc. BGK i KUKE zapowiadają nowe instrumenty wsparcia dla polskich inwestorów i eksporterów. Jeśli polityka historyczna nie przyćmi polityki gospodarczej mamy szanse na poprawę dwustronnej współpracy.

Dariusz Szymczycha

Autor jest członkiem Rady Polsko- Ukraińskiej Izby Gospodarczej