Skoki narciarskie: Granerud nie powalczy z Żyłą

Już ostatecznie zostało przesądzone, że Halvor Egner Granerud zdobędzie w tym sezonie Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ale z rozgrywanych w Oberstdorfie mistrzostw świat norweski skoczek wyjedzie bez żadnego indywidualnego trofeum. Na normalnej skoczni był dopiero czwarty, a w piątek na dużym obiekcie nie wystartuje, bo miał pozytywny wynik testu na koronawirusa.

Tegoroczne mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym miały być potwierdzeniem dominacji Graneruda w tym sezonie. Norweskie media przed imprezą oceniały, że skoczek może wywalczyć w Oberstdorfie nawet cztery złote krążki – dwa w konkursach indywidualnych, jeden w konkursie drużynowym i jeden w mikście, czyli konkursie drużyn mieszanych. Pierwsze rozczarowanie norwescy kibice przeżyli w turnieju na skoczni normalnej, w którym ich ulubieniec zawalił pierwszy skok i ostatecznie zakończył zmagania na dopiero na 4. miejscu, a zwycięzcą został Polak Piotr Żyła. Kolejny zawód przeżyli w konkursie drużyn mieszanych, bo faworyzowana norweska ekipa zdobyła jedynie srebro, przegrywając z drużyną gospodarzy mistrzostw.
Granerud odgrażał się, że powetuje sobie te niepowodzenia w rywalizacji na dużej skoczni, lecz w środę rano norweska federacja opublikowała komunikat z informacją, iż lider Pucharu Świata otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. A to oznaczało dla Graneruda koniec jego udziału w tegorocznych mistrzostwach świata. „Jestem bardzo smutny z tego powodu, ale mam łagodne objawy Covid-19 i czuję się dobrze” – ogłosił norweski skoczek w mediach
społecznościowych.
Granerud najwyraźniej nie ma szczęścia w najważniejszych imprezach sezonu. Chociaż jest zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tego sezonu w Pucharze Świata, to w mistrzostwach świata w lotach narciarskich przegrał walkę o złoto z Niemcem Karlem Geigerem, w Turnieju Czterech Skoczni musiał uznać wyższość Kamila Stocha po spektakularnej porażce w Innsbrucku, a teraz wyjechał z Oberstdorfu bez jednego choćby mistrzowskiego tytułu.
Na pocieszenie zostaje więc triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Po odwołaniu norweskiego cyklu turniejów Raw Air Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) długo szukała jakiegoś zastępstwa dla tej imprezy. Próbowano namówić Słoweńców do zorganizowania w Planicy dodatkowego weekendu skoków, ale ostatecznie stanęło na tym, że do zaplanowanych już wcześniej konkursów zostanie dołożony tylko jeden, który odbędzie się w czwartek 25 marca. Na skoczni w Planicy odbędą się zatem trzy konkursy indywidualne oraz konkurs drużynowy w lotach narciarskich, a to oznacza, że Graneruda nikt już nie zdoła wyprzedzić w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na trzy konkursy przed końcem rywalizacji Norweg na 526 punktów przewagi nad Niemcem Markusem Eisenbichlerem i 600 punktów nad trzecim w zestawieniu Kamilem Stochem.
Wykrycie zakażenia koronawirusem u Graneruda wywołało popłoch nie tylko w ekipie Norwegii, ale też w innych zespołach, których zawodnicy mogli mieć styczność z norweskim skoczkiem. Zgodnie z przepisami, przyjętymi podczas mistrzostw świata, w przypadku pozytywnego przypadku w zespole, wszyscy, którzy mieli kontakt z zarażonym zawodnikiem w ciągu ostatnich 72 godzin, zostają poddani izolacji. Zwolnić z jej może tylko negatywny wynik testu PCR. Jak podały jednak norweskie media, niemieckie służby sanitarne nie zakwalifikował nikogo z norweskiej kadry jako osoby z pierwszej grupy kontaktu. Działacze włoskiej federacji narciarskiej na taki werdykt nawet nie czekali i po wykryciu zakażenia u kilku osób ze sztabu szkoleniowego zdecydowali o wycofaniu całej reprezentacji z mistrzostw świata – po skoczkach decyzję rozszerzono też na biegaczy narciarskich i zawodników startujących w kombinacji norweskiej.
Polscy skoczkowie wraz z całym sztabem szkoleniowym zostali przebadani przed kolejnym dniem mistrzostw świata w Oberstdorfie. Wszyscy otrzymali negatywne wyniki testów. Trener biało-czerwonych Michal Doleżal po środowych treningach zdecydował, że w kwalifikacjach do piątkowego konkursu indywidualnego do żelaznego tercetu naszych reprezentantów – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły dołączy Andrzej Stękała, który podczas treningów skakał najrówniej i wygrał wewnętrzną rywalizację z Jakubem Wolnym i Klemensem Murańką. Jeli nic si nie wydarzy, ta czwórka raczej na pewno powalczy też w sobotnim konkursie drużynowym.

Odrodzenie Stocha w Rasnovie

W ostatnim przed rozpoczynającymi się w najbliższy weekend światowym czempionacie konkursie Pucharu Świata w rumuńskim Rasnovie nasi zawodnicy znów liczyli się w rywalizacji. Najlepiej z biało-czerwonych wypadł Kamil Stoch, który zajął drugą lokatę i po raz 79. w karierze stanął na podium.

Tydzień wcześniej Stoch zdobył w Zakopanem ledwie 19 punktów do klasyfikacji generalnej PŚ. Tak słabego weekendu z dwoma indywidualnymi konkursami nie miał od listopada 2016 roku, gdy w konkursach w Kuusamo wywalczył tylko 14 pkt. Nic dziwnego, że trzykrotny mistrz olimpijski wpadł w lekką panikę i zamiast jechać ponad tysiąc kilometrów na zawody do Rasnova, rozważał pozostanie w kraju i spokojny trening przed wyjazdem do Oberstdorfu na mistrzostwa świata. Trener kadry Michal Doleżal przekonał go jednak, że lepiej będzie podtrzymać rytm startowy i jak się okazało, czeski szkoleniowiec miał pod tym względem rację. I nie tylko w tym, nie pomylił się także zmieniając Stochowi odrobinę pozycję najazdową. Nie od razu przyniosło to efekt, bo w pierwszym skoku treningowym lider naszej kadry zajął dopiero 29. miejsce na 49 startujących skoczków. Nie rozwiało to więc jego niepokoju, ale potem było już coraz lepiej i 34-letni mistrz z każdym skokiem odzyskiwał moc.
W rozegranym w piątek konkursie indywidualnym dość nieoczekiwanie zajął trzecią lokatę, ale po dyskwalifikacji Helvora Graneruda za nieprzepisowy kombinezon awansował na drugą pozycję. W skokach znów jednak zdecydowanie najlepszy był Norweg (97 m i 96,5 m), także drugi na skoczni Japończyk Ryoyu Kobayashi (94 m i 96 m), lecz dwa skoki Stocha (94 m i 95 m) znów wywindowały go do czołówki. Z Kobayashim przegrał zaledwie o 0,3 pkt. Halvor Egner Granerud i Markus Eisenbichler zostali zdyskwalifikowani po swoich skokach w drugiej serii konkursu Pucharu Świata w Rasnovie i przesunięci na koniec stawki. Przyczyną ich dyskwalifikacji były za duże kombinezony – zarówno u Graneruda, jak i Eisenbichlera. Granerud stracił więc pierwszą lokatę i dwunasty triumf w zawodach Pucharu Świata w tym sezonie, a z jego wpadki skorzystali Kobayashi i Stoch, a także Karl Geiger, który z czwartego awansował na trzecie miejsce.
Stoch kolejny raz w tym sezonie pokazał, że mimo często niewytłumaczalnych problemów z pozycją najazdową zawsze wraca na bardzo wysoki poziom. Przecież tak było po nieudanych dla niego mistrzostwach świata w lotach, gdy nagle i niespodziewanie stał się dominatorem Turnieju Czterech Skoczni. Tak było też po nieudanych i frustrujących treningach w Willingen i Klingenthal, gdzie potem sensacyjnie wskakiwał na podium Pucharu Świata. I tak było teraz w Rasnovie po bardzo niepokojącym Zakopanem. „Czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy, zęby ulepszać te skoki. Tutaj ruszyło coś do przodu, zrobiłem krok do przodu. Nie będę sobie jednak robił żadnych nadziei” – przyznał przed kamerami TVP Sport nasz najlepszy skoczek. Na razie może się jednak cieszyć z tego, że już po raz 79. w karierze stanął na podium zawodów PŚ. Pod tym względem zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów. Lepsi od niego są już tylko Fin Janne Ahonen (108 razy na podium), Adam Małysz (92), Austriak Gregor Schlierenzauer (88) i Szwajcar Simon Ammann (80).
Po Rasnovie w sercach polskich kibiców odżyły nadzieje, że może Stoch zdoła poskromić w Oberstdorfie coraz bardziej aroganckiego Graneruda, ale na rumuńskiej skoczni do dobrego skakania wrócił też Dawid Kubacki, który zajął tak nielubianą przez niego czwartą lokatę tracąc do trzeciego Geigera tylko 0,1 pkt. Tuż za nim na 5. miejscu konkurs ukończył Piotr Żyła, natomiast na 16. pozycji uplasował się Klemens Murańka, na 19. Jakub Wolny, a na 22. Andrzej Stękała. I ta szóstka zawodników w najbliższy weekend pojedzie do Oberstdorfu powalczyć o medale mistrzostw świata.

Klasyfikacja Pucharu Świata:

  1. Halvor Granerud (Norwegia) – 1544 pkt;
  2. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 1018;
  3. Kamil Stoch – 944 pkt;
  4. Robert Johansson (Norwegia) – 774 pkt;
  5. Dawid Kubacki – 758 pkt;
  6. Anże Lanisek (Słowenia) – 749 pkt;
  7. Piotr Żyła – 743 pkt;
  8. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 659 pkt;
  9. Marius Lindvik (Norwegia) – 612 pkt;
  10. Karl Geiger (Niemcy) – 566 pkt;
  11. Andrzej Stękała – 444 pkt;
  12. Jakub Wolny – 146 pkt;
  13. Klemens Murańka – 139 pkt;
  14. Aleksander Zniszczoł – 81 pkt;
  15. Paweł Wąsek – 62 pkt;
  16. Maciej Kot – 17 pkt;
  17. Stefan Hula – 2 pkt;
  18. Tomasz Pilch – 1 pkt.

Klasyfikacja Pucharu Narodów:

  1. Norwegia – 5015 pkt; 2. Polska – 4387 pkt;3. Niemcy – 3441 pkt; 4. Austria – 2957 pkt; 5. Słowenia – 2535 pkt; 6. Japonia – 2342 pkt; 7. Szwajcaria – 501 pkt; 8. Rosja – 434 pkt; 9. Finlandia – 287 pkt; 10. Kanada – 116 pkt; 11. Estonia – 45 pkt; 12. Francja – 25 pkt; 13. Bułgaria – 19 pkt; 14. Włochy – 9 pkt; 15. Czechy – 6 pkt.

Stękała błysnął na Wielkiej Krokwi

Andrzej Stękała został bohaterem polskiej ekipy w sobotnim konkursie na Wielkiej Krokwi, zdobywając po raz pierwszy w karierze miejsce na podium w zawodach Pucharu Świata. Dopiero siódme miejsce zajął lider klasyfikacji generalnej Norweg Halvor Egner Granerud, ale po odwołaniu cyklu zawodów Raw Air nawet ten rezultat zapewnił mu Kryształową Kulę.

Stękała już w serii próbnej zasygnalizował wielką formę, a w pierwszej serii to potwierdził skacząc na odległość 137 metrów. Taki sam wynik uzyskał Słoweniec Bor Pavlovic, ale wyprzedził Polaka lepszymi notami. Obu pogodził Halvor Egner Granerud wynikiem 139 metrów i objął prowadzenie po pierwszej serii. Z jedenastu polskich skoczków, poza Stękałą, żaden nie znalazł się w czołówce. W drugiej serii Stękała wytrzymał presję i zaliczył 133,5 m, co wobec słabego skoku Bora Pavlovcicia (130 m) dało mu awans na drugą pozycję i pierwsze w karierze podium w konkursie indywidualnym Pucharu Świata. Ale nasz skoczek nie przegrał walki o pierwszą lokatę z Granerudem, bo Norweg w drugiej próbie zepsuł skok i wylądował na 129 metrze, przez co zjechał w klasyfikacji na 7. pozycję. Sobotni konkurs wygrał nieoczekiwanie Japończyk Ryoyu Kobayashi (136,5 i 134 m), przed Stękała i Norwegiem Mariusem Lindvikiem (133 i 141,5 m). W czołowej dziesiątce z Polaków znalazł się jeszcze tylko Piotr Żyła, zajmując 8. miejsce. Kubacki zakończył rywalizację na 11. pozycji, a Stoch dopiero na 20, co dla niego, pięciokrotnego triumfatora zawodów Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi jest bolesną porażką. Lider naszej kadry pogratulował jednak szczerze sukcesu Stękale, wiele ciepłych słów pod adresem młodszego kolegi z kadry powiedział też Dawid Kubacki. A Piotr Żyła w swoim stylu zakpił: „Dmuchaliśmy mu pod narty, ale chyba musiał coś źle skalkulować, skoro przegrał tylko o 0,3 pkt”. Cała drużyna czekała jednak na dole na drugi skok Stękały, a gdy wszystko było już jasne, Stoch, Żyła i Kubacki, fetowali sukces najmłodszego z ich grona.
Na początku sezonu podczas konkursu drużynowego mistrzostw świata w lotach w Planicy Stoch dziękował Stękale i reszcie kolegów z drużyny, że wciągnęli go na podium „za uszy”. Skoki to sport indywidualny, ale największym nawet gwiazdom potrzebne jest czasem wsparcie kolegów. Stefan Horngacher odrodził Stocha i Żyłę, ale wydobył też z cienia Kubackiego i doprowadził do życiowych wyników Macieja Kota i Stefana Hulę. Z odrodzeniem Stękały nie miał nic wspólnego, bo zakopiańczyk niezłym sezonie w 2005 roku wpadł kryzys i tak naprawdę to jego karierę uratował trener Maciej Maciusiak.
Następca Horngachera, Michal Doleżal, utrzymał poziom drużynę na bardzo wysokim poziomie, po jego wodzą Kubacki i Stoch wygrali Turniej Czterech Skoczni, ale trzeba pamiętać, że biało-czerwoni mają najstarszy zespół w Pucharze Świata. Dlatego chyba z taką radością przyjmujemy fakt, że w ekipie biało-czerwonych pojawił się zawodnik grubo przed trzydziestką zdolny do walki o miejsca na podium. Pytanie tylko czy potrafi na tyle ustabilizować formę, żeby na stałe zostać na poziomie Stocha, Żyły i Kubackiego, a nie stać się sezonowym objawieniem, jak miało to w ostatnich latach miejsce w przypadku Macieja Kota, Stefana Huli, Jakuba Wolnego czy Aleksandra Zniszczoła. Niedzielny konkurs na Wielkiej Krokwi miał dać na nie odpowiedź.
Wszystko wskazuje, że ten nietypowy sezon Pucharu Świata zakończy się sukcesem norweskich skoczków – Granerud ma już tak ogromną przewagę w klasyfikacji generalnej, że nikt już mu Kryształowej Kuli nie odbierze. Tym bardziej, że właśnie władze w jego kraju odwołały z powodu nowych obostrzeń epiodemicznych cykl zawodów Raw Air. Jest za mało czasu na znalezienie odpowiedniego zastępstwa dla tych zawodów, a to oznacza, że Granerud już w sobotę w Zakopanem przyklepał triumf w Pucharze Świata, a reprezentacja Norwegii w Pucharze Narodów. Norwescy skoczkowie nie kryli jednak rozczarowania decyzją swojego rządu, zwłaszcza widząc tłumy ludzi w Zakopanem, do którego w pierwszy weekend po poluzowaniu obostrzeń sanitarnych przyjechało kilkadziesiąt tysięcy turystów.
Na szczęście nie spełnili pogróżek, że zlekceważą zakazy i wejdą siłą na trybuny Wielkiej Krokwi, ale i tak nie obyło się bez interwencji policjantów, mandatów i przepychanek z bawiącymi się na ulicach ludźmi. Ale mimo tych incydentów przybysze i miejscowi trzymali społeczny dystans, ale dzięki temu Zakopanem znów tętniło życiem. Nic dziwnego, że działacze FIS całkiem serio rozważają zastąpienie odwołanego Raw Air jakimś naprędce skleconym cyklem konkursów w Polsce. Prezes PZN Apoloniusz Tajner też jest za tym pomysłem, więc pewnie coś z tego wyjdzie.

Polacy szaleją w Turnieju Czterech Skoczni

Turniej Czterech Skoczni w ostatnich latach pod względem organizacyjnym schodzi na psy, co z ubolewaniem podkreślają nawet niemieccy zawodnicy, ale w Polsce rozgrywana na przełomie roku w Niemczech i Austrii impreza wciąż ma dużą renomę, jakby to były mistrzostwa świata.

Przypomnijmy, że 69. Turniej Czterech Skoczni zaczął się od gigantycznego skandalu, jakim było pochopne wykluczenie polskiej ekipy z pierwszego konkursu w Oberstdorfie, bo jedynie na podstawie niejednoznacznego wyniku testu na koronawirusa u Klemensa Murańki. Ostatecznie powtórne badanie rzekomo zakażonego polskiego skoczka dało wynik negatywny, podobnie jak kolejne testy przeprowadzone w polskiej ekipie. Biało-czerwoni ostatecznie zostali przywróceni do zawodów, za czym opowiedzieli się jednogłośnie trenerzy i kapitanowie wszystkich startujących w turnieju ekip.
Nikt już później nie wnikał, czy była to tylko nadgorliwość niemieckich służb epidemicznych, czy może szyta grubymi nićmi intryga, aby w taki sposób wyeliminować z imprezy najgroźniejszych konkurentów. Jakby nie patrzeć, w polskiej ekipie było przecież dwóch triumfatorów TCS – Dawid Kubacki wygrał tu przed rokiem, a Kamil Stoch w sezonach 2016/2017 i 2017/2018. Konkurs w Oberstdorfie rozegrano jednak w zwykłej dwurundowej formule, a nie w stosowanym tylko w Turnieju Czterech Skoczni systemie rywalizacji parami (tzw. KO).
Nerwówka w Oberstdorfie
Nasi skoczkowie różnie znieśli zawirowania z Covid-19. Maciej Kot uzyskał 118,5 m, a Aleksander Zniszczoł półtora metra mniej i dla nich oznaczało to koniec zmagań. Klemens Murańka skoczył 123 m i wszedł do drugiej serii na 29. pozycji. Humor polskim kibicom poprawił nieco Andrzej Stękała, który mimo niesprzyjających warunków uzyskał 123 metry dające mu 19. miejsce na półmetku. Wiatr nie pomógł też Kamilowi Stochowi, który zdołał dolecieć tylko do 125. metra, ale trzykrotny mistrz olimpijski nie poniósł dużych strat do czołówki i w drugiej serii zaatakował z czwartej pozycji (miał 3,8 pkt straty do prowadzącego Karla Geigera). Silne podmuchy wiatru nie dały błysnąć Dawidowi Kubackiemu (122 m i 12. miejsce po pierwszej serii), a Piotr Żyła zaliczył tylko 119,5 m i wszedł do finału na 26. pozycji. Ale w czołówce po pierwszej serii nie było też dwóch najlepszych skoczków tego sezonu – lider Pucharu Świata Halvor Egner Granerud z wynikiem 122 m był dopiero dziewiąty, a drugi w „generalce” Markus Eisenbichler po skoku na odległość 118 m był dopiero 27.
W drugiej serii Murańka skoczył 120,5 m i ostatecznie zajął 30. lokatę, Żyła uzyskał 129 m i awansował na 21. miejsce, ale jego wynik szybko przyćmił Eisenbichler, który wylądował na 142. metrze i ostatecznie zajął czwarte miejsce. W naszej ekipie błysnął natomiast Stękała skacząc 136,5 m, co dało mu siódme miejsce. Ponownie z bardzo trudnymi warunkami zmierzył się Kubacki, a wynik 126,5 dał mu dopiero 15. lokatę. Stoch nie zawiódł i skoczył w pięknym stylu 132,5 m i konkurs w Oberstdorfie zakończył na drugim miejscu, za Karlem Geigerem. Ale tracił do niego tylko 2,8 pkt. Do rozstrzygnięcia rywalizacji o „Złotego Orła” było więc jeszcze bardzo daleko.
Przebudzenie Kubackiego w Ga-Pa
Noworoczny konkurs na skoczni w Garmisch Partenkirchen odbył się już w systemie KO. Przez kwalifikacje przeszła cała siódemka naszych skoczków, ale do drugiej serii nie awansowali Zniszczoł i Kot. Murańka zakończył zmagania w trzeciej dziesiątce, za to pozostała czwórka pokazała moc, a szczególnie Kubacki, Żyła, Stoch i Stękała, bo w takiej kolejności nasi reprezentanci uplasowali się w czołowej dziesiątce zawodów w Ga-Pa. Wygrał je w kapitalnym stylu Dawid Kubacki, uzyskując w drugiej serii aż 144 metry, co jest nowym rekordem skoczni. Drugie miejsce zajął Halvor Egner Granerud, a trzeci był Piotr Żyła, który zepchnął z podium na czwarte miejsce Kamila Stocha. Dziesiątą lokatę wywalczył Andrzej Stękała.
Stoch skomentował rekordowy skok Kubackiego. „To było bardzo dobre otwarcie tego roku. Super się dzisiaj skakało. Co tu dalej mówić? Mogę jedynie dodać, że to, co zrobił Dawid, to klękajcie Narody. A jeśli chodzi o mnie, to może trochę przykra jest dla mnie ta czwarta pozycja, ale z drugiej strony cieszę się, że moje miejsce na podium zajął Piotrek Żyła. On sam sobie to podium wywalczył dalekimi skokami” – podkreślał lider naszej kadry w rozmowie z Eurosportem.
W sumie biało-czerwoni wywalczyli 245 pkt do klasyfikacji Pucharu Świata i pod tym względem był to ich trzeci najlepszy konkurs w historii. Fantastyczny wynik Kubackiego sprawił, że z wynikiem 546,4 pkt przesunął się na czwarte miejsce w klasyfikacji Turnieju Czterech Skoczni i w tym momencie tracił już tylko 8,6 pkt do prowadzącego Norwega Halvora Egnera Graneruda (555 pkt). Trzeciego w klasyfikacji generalnej TCS po dwóch konkursach Kamila Stocha (548,3 pkt) dzieliło od Graneruda 6,7 pkt, a zajmujący drugą lokatę Niemiec Karl Geiger miał na koncie 551 pkt. W Top 10 mieliśmy jeszcze dwóch innych reprezentantów – Stękała z dorobkiem 527 pkt zajmował siódmą lokatę, a Żyła z 517,1 pkt na koncie był dziesiąty. Od tego kwartetu reszta naszej ekipy mocno odstawała – Murańka był 23. (470,3 pkt), Kot 39. (220,2 pkt), a Zniszczoł 40. (219,7 pkt).
W Austrii Stoch objął prowadzenie
W kwalifikacjach do konkursu w Innsbrucku stanęło zaledwie 60 zawodników. To najgorszy wynik w historii Turnieju Czterech Skoczni w epoce Pucharu Świata, czyli od sezonu 1979/1980. To efekt zakażeń koronawirusem, ale też rezygnacji znajdujących się w słabej formie zawodników z dalszej rywalizacji. Na półmetku 69. Turnieju Czterech Skoczni wycofał się z turnieju Czech Roman Koudelka, tłumacząc swoją decyzję problemami zdrowotnymi przez które nie jest w stanie nawiązać walki z najlepszymi. Ze startu w austriackiej części TCS zrezygnowali też dwaj utytułowani niemieccy zawodnicy – Richard Freitag i Andreas Wellinger. Taką decyzję ogłosiło szefostwo niemieckiej ekipy. Trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher postanowił, że w Innsbrucku (3 stycznia) i Bischofshofen (6 stycznia) w reprezentacji Niemiec wystąpią Karl Geiger, Markus Eisenbichler, Pius Paschke, Martin Hamann, Severin Freund oraz Constantin Schmid.
Ale w niedzielnych zawodach w Innsbrucku wyczucie szkoleniowca niemieckiej ekipy zawiodło, bo Geiger zawalił pierwszy skok (117 m) i ledwie zakwalifikował się do drugiej serii. Jeszcze słabiej spisał się lider klasyfikacji generalnej PŚ i TCS Granerud (116,5 m). Obaj w drugiej serii poszybowali znacznie dalej (odpowiednio 128,5 i 127,5 m), ale stracili miejsca w czołówce TCS. Na potknięciu Norwega i Niemca skorzystali głównie świetnie i równo skaczący Polacy. Konkurs wygrał Kamil Stoch, który też objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej TCS. Lider biało-czerwonych wyprzedził Słoweńca Anze Laniska, ale trzecie miejsce wywalczył Dawid Kubacki, a Piotr Żyła był czwarty. Nasi skoczkowie zdominowali więc konkurs w Innsbrucku, a Stoch stanął przed wielką szansą trzeci w karierze triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Musi tylko 6 stycznia obronić w Bischofshofen pozycję lidera.

Klasyfikacja generalna TCS po 3 konkursach:

  1. Kamil Stoch Polska 809,9 pkt
  2. Dawid Kubacki Polska 794.7
  3. Halvor Granerud Norwegia 789,3
  4. Karl Geiger Niemcy 785,2
  5. Markus Eisenbichler Niemcy 776,5
  6. Anze Lanisek Słowenia 770,4
  7. Ryoyu Kobayashi Japonia 766,7
  8. Piotr Żyła Polska 763,3
  9. Philipp Aschenwald Austria 761,7
  10. Andrzej Stękała Polska 760,3