Rekordowe mistrzostwa w toruńskiej hali

W najbliższy czwartek (4 lutego) w Toruniu rozpoczną się halowe mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce. Pod względem liczby zgłoszonych do rywalizacji sportowców impreza zapowiada się na rekordową.

Lekkoatletyczne halowe mistrzostwa Europy zaczną się od zaplanowanej w czwartek ceremonii otwarcia (początek godz. 18:30), a po niej odbędą się eliminacje w kilku konkurencjach, m.in. w skoku wzwyż mężczyzn, skoku w dal mężczyzn i pchnięciu kulą kobiet. Organizatorzy chwalą się, że pod względem liczby uczestniczących w imprezie zawodniczek i zawodników będą to rekordowe halowe mistrzostwa naszego kontynentu. Polski Związek Lekkiej Atletyki podał, do zgłoszono 733 lekkoatletów (405 mężczyzn i 328 kobiet). Na listach znajduje się dziewięciu liderów światowych tabel. Dla przypomnienia – w poprzednich HME w 2019 roku w Glasgow w klasyfikacji medalowej triumfowała reprezentacja Polski. Biało-czerwoni wywalczyli wtedy siedem medali: pięć złotych i dwa srebrne, a sumie w halowych mistrzostwach wywalczyli dotąd 199 medali.
HME w Toruniu potrwają cztery dni – od 4 do 7 marca. Transmisje z zawodów przeprowadzi Telewizja Polska.

Lekkoatletyka: Medalowe żniwa w Glasgow

Chociaż spora grupa naszych lekkoatletów nie spełniła oczekiwań, mimo to reprezentacja Polski do samego końca halowych mistrzostw Europy w Glasgow liczyła się w walce o zwycięstwo w klasyfikacji medalowej. Jako pierwszy złoto zdobył kulomiot Michał Haratyk, po nim zrobili to sprinterka Ewa Swoboda i tyczkarz Paweł Wojciechowski.

Haratyk w efektownym stylu zdobył złoty medal w pchnięciu kulą podczas halowych mistrzostw Europy w Glasgow. Polak osiągnął 21,65 m – to najlepszy wynik w obecnym sezonie w Europie. Srebro wywalczył Niemiec David Storl, a brąz Czech Tomas Stanek. Był to pierwszy medal dla Polski w rozpoczętych w piątek halowych mistrzostwach kontynentu. Rozczarował natomiast broniący tytułu sprzed dwóch lat Konrad Bukowiecki, który nie przeszedł nawet kwalifikacji. Usprawiedliwiał się tym, że przez dwa tygodnie zmagał się z grypą i że choroba odbiła się na jego formie. Bukowiecki w najlepszej z trzech prób pchnął kulę na odległość 20,18 m. Na wywalczenie awansu do ośmioosobowego finału zabrakło mu 13 centymetrów. W eliminacjach odpadł także trzeci z naszych kulomiotów Jakub Szyszkowski (20,28 m).

Zawiodły też nasze biegaczki na 400 m. Liderka tegorocznych światowych tabel Iga Baumgart – Witan odpadła w półfinale. W finałowej stawce znalazła się natomiast ubiegłoroczna mistrzyni Europy na otwartym stadionie Justyna Święty-Ersetic, która w swojej serii półfinałowej była druga z czasem 52,85. „Szwajcarka Lea Sprunger prezentuje się tu, w Glasgow” znakomicie, ale nie poddam się bez walki” – obiecywała polska biegaczka. Nic z tego – Sprunger wygrała wynikiem 51,61 s, a Święty-Erestic minęła metę na ostatnim, szóstym miejscu. Ale w niedzielę wieczorem ona i jej koleżanki ze sztafety 4×400 m miały jeszcze jedną szansę na zdobycie medalu (bieg zakończył się po zamknięciu wydania).

Polscy kibice z nadzieją czekali więc na finałowy występ sprinterki Ewy Swobody na 60 m. 21-letnia Polka dwa lata temu w Belgradzie zdobyła srebrny medal, w Glasgow miała apetyt na krążek z najcenniejszego kruszcu. I podstawy, żeby ten cel osiągnąć, bo w obecnym sezonie halowym Swoboda biegała już w czasie 7,08 s, co jest najlepszych wynikiem w Europie. Takim samym czasem legitymowała się z rywalek tylko Szwajcarka Mujinga Kambunji. Wśród finalistek były też broniąca tytułu Brytyjka Asha Philip i znakomita holenderska sprinterka Dafne Schippers. Decydujący o medalach bieg Polka wygrała w imponującym stylu, osiągając wynik 7,09 s. Druga na mecie Schippers była wolniejsza o 0,05 s (7,14 s), podobnie jak trzecia Philip.

Nie mniej emocji polskim kibicom dostarczyli tyczkarze Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek. Pierwszy z nich został mistrzem, a drugi wicemistrzem Europy. Brązowy medal zdobył Szwed Melker Svaerd Jacobsson. Obaj Polacy do końca zawzięcie walczyli o złoto. Do wysokości 5,85 m prowadził broniący tytułu z sprzed dwóch lat z Belgradu Lisek, który nie miał żadnej zrzutki. Wojciechowski, mistrz globu na otwartym stadionie z 2011 roku, w drugiej próbie zaliczył 5,90 m i ustanawiając rekord życiowy pokonał Liska.